| |
321góry Forum górskie |
 |
Ekwipunek - Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa?
Zygmunt Skibicki - 2009-05-17, 12:09 Temat postu: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa? Witaminy - ostrożnie z nimi...!
źródło - http://kuchnia.wp.pl/inde...op/id/323/t_c/1
| wp napisał/a: | Zażywanie witamin o działaniu przeciwutleniaczy, takich jak C i E może osłabiać korzystne efekty ćwiczeń fizycznych - informują naukowcy z Niemiec na łamach pisma "Proceedings of the National Academy of Sciences".
Niektórzy specjaliści uważają, że zażywanie przeciwutleniaczy, takich jak witamina C lub E pomaga chronić nasze komórki i tkanki przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, które powstają w dużych ilościach w czasie treningu fizycznego pobudzającego metabolizm.
Ponieważ cząsteczki te mają działanie utleniające, "oskarża się" je o niszczenie komórek i tkanek, przyspieszanie rozwoju chorób serca, nowotworów oraz procesów starzenia.
Z najnowszej pracy naukowców z Uniwersytetu w Jenie wynika jednak, że wolne rodniki mogą mieć pozytywny wpływ na zdrowie, gdyż zwiększają wrażliwość tkanek na insulinę - hormon regulujący metabolizm glukozy w organizmie. Spadek wrażliwości na insulinę jest charakterystyczny dla cukrzycy typu II.
Natomiast, zażywanie witamin niweczy ten korzystny wpływ wolnych rodników.
Badania prowadzono na dwóch grupach ćwiczących mężczyzn - jedna otrzymywała dzienne dawki witaminy C i E, a druga nie.
Pomiary wykazały, że poziom wolnych rodników rósł znacznie u panów, którzy nie przyjmowali witamin, a w drugiej grupie nie zmieniał się.
Po 4 tygodniach treningu, wrażliwość na insulinę wzrosła tylko u mężczyzn nie stosujących przeciwutleniaczy, co - zdaniem autorów pracy - oznacza, że wolne rodniki mają pozytywny wpływ na metabolizm.
Okazało się również, że ćwiczenia pobudzały w komórkach działanie wewnętrznych mechanizmów obronnych przeciw wolnym rodnikom. Niestety, u mężczyzn stosujących witaminy efekt ten był tłumiony.
Innymi słowy, zażywanie preparatów witaminowych może robić w organizmie ćwiczących więcej szkody niż pożytku. Naukowcy podkreślają, że osoby, które mają różnorodną i dobrze zbilansowaną dietę nie muszą stosować suplementów, bo grozi to przedawkowaniem pewnych aktywnych składników odżywczych. |
Zygmunt Skibicki - 2010-08-06, 13:09 Temat postu: Błonnik - niby nieprzydatny, ale niezbędny. Błonnik - niby nieprzydatny, ale niezbędny.
| wp.pl napisał/a: |
Nie trawię błonnika
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...ml?ticaid=1aa7c
I słusznie! Taka już dola tego błonnika, że nikt go nie trawi. Dowcip jednak polega na tym, że jednocześnie obejść się bez niego nie sposób. Tymczasem dietetycy alarmują – w naszej diecie jest stanowczo za mało błonnika!
Co to jest błonnik?
Spośród wszystkich węglowodanów nauka wyodrębniła węglowodany przyswajalne i nieprzyswajalne. Pierwsze z nich są podstawowym źródłem energii dla człowieka. Nieprzyswajalne natomiast określa się mianem błonnika pokarmowego - i jak sama nazwa wskazuje - organizm ich nie przyswaja – czyli nie trawi. Błonnik połknięty w pożywieniu, przechodzi niemal niewzruszenie przez układ pokarmowy. Wykonuje jednak po drodze wiele pożytecznej pracy.
Działania błonnika
- Błonnik przede wszystkim reguluję pracę jelit - przeciwdziała tak zaparciom, jak i biegunkom.
- Wędrując przez przewód pokarmowy zbiera niestrawione resztki pokarmu zapobiegając ich zaleganiu.
- Pęcznieje i wypełnia żołądek dzięki czemu zmniejsza uczucie głodu.
- Obniża poziom cholesterolu – zwłaszcza tego złego i zmniejsza ryzyko miażdżycy.
- Pomaga w utrzymaniu właściwego poziomu cukru we krwi.
- Eliminuje z organizmu toksyny i metale ciężkie.
Błonnik szczególnie polecany jest więc osobom walczącym z chorobami jelita grubego, cukrzycą, chorobą niedokrwienną serca oraz otyłością. Ale tak naprawdę każdy zdrowy człowiek powinien zwracać uwagę na swoje menu pod kątem spożywania błonnika. Wspaniałe skądinąd osiągnięcia w zakresie technologii żywności, doprowadziły do znacznego wyeliminowania błonnika z wielu produktów. Najlepszym tego przykładem jest pieczywo, makaron czy ryż. W ostatnich latach jemy głównie chleby, bułki i makarony zrobione z białej, oczyszczonej mąki pozbawionej błonnika. Usuwając z ziarna podczas przemiału, ich otręby i zarodki, oprócz błonnika usuwa się też witaminę E, witaminy z grupy B i składniki mineralne. Wybierając produkty bogate w błonnik możemy niejako wracać do korzeni i tym samym wspierać walkę z niektórymi chorobami cywilizacyjnymi.
Produkty naturalnie bogate w błonnik to przede wszystkim:
- Pełnoziarniste produkty zbożowe w tym pieczywo, płatki zbożowe.
- Warzywa takie jak zielona fasolka, brokuły, brukselka, czosnek, groch, soczewica.
- Owoce, a wśród nich maliny, porzeczki, gruszki, pomarańcze, czarne jagody, truskawki.
Dzienne spożycie błonnika w Polsce kształtuje się na poziomie 15 g. (dla porównania – w krajach nieuprzemysłowionych - 60 g na dobę!). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca zwiększenie spożycia błonnika do 20-40 g. Nie znaczy to, że musimy teraz sprawdzać, przeliczać, sumować ilość zjedzonego w pokarmach włókna pokarmowego. Po prostu częściej włączajmy do codziennej diety produkty z w/w listy i mając do wyboru coś bezwartościowego, zdecydujmy się na produkt zawierający błonnik.
Warto zarazem pamiętać, że zbyt duża, jednorazowa dawka błonnika może wywołać dolegliwości żołądkowe: wzdęcia, bóle brzucha. Wystarczy wspomnieć obfitą porcję fasolki po bretońsku zjedzoną w przydrożnym barze... dlatego bardzo ważne jest, by zwiększając ilość błonnika zwiększyć też ilość płynów. |
Dopisek Z.S.:
Artykuł zwraca uwagę na bardzo poważny problem żywieniowy w ogóle, a dla turystów, wędrowców i wszystkich podróżujących zwłaszcza. Jest to jednak artykuł sponsorowany, czyli po prostu reklama, która jak wiadomo, nie do końca mówi na dany temat wszystko, co istotne. Być może zapłacił za zamieszczenie tego artykułu producent jakiegoś aptecznego preparatu błonnikowego - koszmarnie drogie źródło! Warto zatem uzupełnić swą wiedzę o dobrych źródłach błonnika - choćby z internetu - http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82onnik
oraz - http://www.redukcjawagi.ovh.org/Blonnik.html
Zachęcam zatem do tak zwanej pogryzki (szturmżarcia).
Zygmunt Skibicki - 2010-09-09, 19:10 Temat postu: Dlaczego potrawy z McDonalds'a nie pleśnieją? Dlaczego potrawy z McDonalds'a nie pleśnieją?
*
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/617
Jedzenie typu fast food, ma coraz większe grono swoich zwolenników. Trudno się dziwić - smacznie wygląda, kosztuje niewiele, jest szybko serwowane i dodatkowo możemy być pewni, że niezależnie od tego, czy zamawiamy je w Gdańsku czy też w Krakowie lub w Pradze, zawsze będzie smakowało tak samo. Smakowało i wyglądało.
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jedzenie z McDonalda się nie psuje, nie pleśnieje? Na całym świecie przeprowadzano liczne eksperymenty, z których wynikało jedno - zestaw, np. Happy Meal - skierowany głównie do dzieci, wygląda niemalże dokładnie tak samo zarówno pierwszego dnia zakupu, jak i po przeszło trzech miesiącach.
Cud? Zasługa konserwantów czy może tajemnica szefa kuchni?
Kilka miesięcy temu Gazeta Wyborcza opisywała historię 62-letniej blogerki z Colorado. 3 marca 2009 roku Joann Brusco kupiła w McDonaldzie zestaw Happy Meal i pozostawiła go na rok w szafce w swoim biurze. Ku zaskoczeniu autorki projektu, dokładnie po roku, jedzenie było niemalże w takim samym stanie jak w dniu zakupu.
Faktem jest, że frytki, hamburger i bułka wyglądały na wyschnięte, jednak, co ciekawe, nie spleśniały, nie zaczęły brzydko pachnieć, nie zagnieździły się w nich muchy, ani żadne inne robactwo, które zwykle lgnie do rozkładających się pokarmów.
Po opublikowaniu przez amerykańską blogerkę wyników swojego eksperymentu, w maju chiński oddział McDonalda wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że mięso, z którego przygotowywane są hamburgery, składa się w 100 procentach z amerykańskiej wołowiny i nie zawiera żadnych konserwantów. W oświadczeniu tym nie wspomniano jednak o serze, pieczywie, sosie i frytkach - czytamy w amerykańskim portalu informacyjnym Salon.com.
Okazuje się jednak, że konserwanty same w sobie nie są w stanie uchronić słynnego Happy Meal'a przed pleśnią i grzybem. Jedzenie musiałoby być wręcz nafaszerowane propionianem sodu, który zapobiega wzrostowi bakterii i pleśni.
W ślady blogerki poszła również Sally Davies, fotograf z Nowego Jorku. Davies także kupiła zestaw Happy Meal i codziennie rejestrowała jak zmienia się stan posiłku. Po 137 dniach bułka, kotlet i frytki miewały się równie dobrze jak w dniu ich zakupu.
Wiadomo już co jest tego przyczyną. Zawarty w hamburgerach i frytkach tłuszcz znacząco zmniejsza ich wilgotność, a tym samym minimalizuje możliwość pojawienia się pleśni. Francuskie frytki McDonalda zawierają również kwas cytrynowy, który je konserwuje, a około 50 procent całkowitej ilości kalorii zawartych w małej porcji frytek pochodzi z tłuszczu - czytamy w portalu Salon.com.
„- Wszystko co ma wysoką zawartość tłuszczu posiada niską zawartość wilgoci" - tłumaczy w portalu profesor Barry Swanson z Wydziału Nauki o Żywieniu Uniwersytetu Stanowego w Waszyngtonie. Dodatkowo, frytki z McDonalda są wyjątkowo cienkie, dlatego podczas smażenia maksymalnie zmniejsza się ilość patogenów i wody w nich zawartej. Jedzenie konserwuje również dodawana do niego sól.
Ta sama zasada dotyczy kotletów. Zawartość tłuszczu w plastrach wołowiny wynosi od 37 do 54 procent całkowitej zawartości kalorii. Tradycyjna bułka z sezamem zawiera z kolei takie konserwanty jak propionian wapnia i propionian sodu. Nie każdy jednak wie, że podobne dodatki chemiczne znajdują się również w wielu innych rodzajach pieczywa, po które codziennie sięgamy w sklepie.
Zanim sięgniemy po kolejny zestaw pustych kalorii, serwowany w atrakcyjnym opokowaniu z zabawką, pamiętajmy, że poza solą i tłuszczem zawiera on niewiele składników odżywczych.
Zygmunt Skibicki - 2010-10-20, 12:55 Temat postu: Piwo strasznie... "łaciate" Piwo strasznie... "łaciate"
http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Warto zajrzeć a zwłaszcza obejrzeć film.
Zygmunt Skibicki - 2010-10-20, 16:54
To mam prośbę: zróbcie z tego (ja nie umiem) jeden wątek z tytułem... może: "Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa?"
U mnie na forum jest ogromna ilość tekstów na ten temat, ale obiecuję, że nie będę wszystkiego przeklejał...
Może, czasem coś... wlinkuję, jak będzie potrzeba.
Zygmunt Skibicki - 2010-10-20, 18:02
Dzięks...!
Tylko żeby nie było, że to jest jakiś "mój" wątek...!
Urwał nać...!
Zygmunt Skibicki - 2010-10-28, 14:43
Skąd się biorą muszki owocowe?
żródło - http://odkrywcy.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Muszki owocowe stanowią nie lada utrapienie w wielu domach. Dlaczego nie możemy się ich pozbyć?
Muszka owocowa znana biologom pod nazwą wywilżnii karłówki (łac. Drosophila melanogaster) to owad osiągający długość 2-3 mm. Ma jedną parę skrzydeł, jest barwy żółtobrązowej z pręgami na odwłoku. W genetyce spełnia istotną rolę jako organizm modelowy. Swoją nazwę zawdzięcza odżywianiu się resztkami owoców i warzyw, które rozkładając się wydzielają alkohol - etanol. To obecność drożdży piekarskich, które przeprowadzają fermentację owoców, umożliwia tym insektom przetrwanie. Muszka owocowa nie jest szkodnikiem upraw, odżywia się tylko owocami już dojrzałymi, które trafią do sklepu lub na kuchenny stół. Przyciąga ją także zapach wina, dżemu, konfitur i innych przetworów owocowych. Stanowi niebezpieczeństwo dla człowieka, ponieważ może roznosić wiele groźnych bakterii i wirusów.
Aż do XVIII wieku wszędobylskość muszek owocowych, jak również obecność innych szkodników jak np. myszy i szczurów, tłumaczono teorią samorództwa, inaczej zwaną abiogenezą. Jej autor - Arystoteles oraz jej zwolennicy twierdzili, że organizmy mogą powstać z materii nieożywionej - szczury z siana, muchy ze szmat. Wydawało się, że insekty wprost „wychodzą” z żywności. Teraz teoria ta wywołuje już tylko uśmiech na twarzy.
Jeśli więc muszki owocówki nie powstają w cudowny sposób z gnijącego jabłka, to skąd się biorą? Muszka owocówka jest w stanie przemierzyć wiele metrów, by dotrzeć do źródła zapachu fermentujących owoców. Przyciąga ją woń między innymi etanolu oraz octanu etylu (pochodna etanolu o przyjemnym owocowym zapachu). Bardzo czułe receptory węchowe umiejscowione na czułkach pozwalają temu gatunkowi przeczesywać środowisko z pewnością, że znajdą w nim w mgnieniu oka źródło pożywienia. Muszka owocowa wyposażona jest w blisko 1300 neuronów receptorów węchowych. Ta imponująca liczba to jednak jeszcze nie klucz do sukcesu. Najważniejszą umiejętnością muszek, wytworzoną na drodze ewolucji, jest zdolność do selektywnego wyróżniania zapachów. Muszka owocowa potrafi "wyciszyć" wszelkie inne intensywne odoranty, aby móc wyczuć tylko jeden. Jest to nieodzowne w poszukiwaniu pożywienia, jak również podczas lokalizowania samicy przez samca w czasie reprodukcji. Samce - mutanty, które pozbawione są pewnych kluczowych genów odpowiedzialnych za tę „selekcję” zapachów, nie są w stanie zlokalizować samicy, nawet jeśli znajduje się kilka centymetrów od nich - tak dowiodły badania przeprowadzone na Uniwersytecie w San Diego, w Kalifornii.
Muszki owocowe trafiają także do naszych domów „na gapę” z supermarketów i sklepów warzywnych. Czasami pobieżne umycie owoców nie pozwoli pozbyć się jaj złożonych przez dorosłe samice. Z tych jaj po około 12-15 godzinach wykluwają się larwy, które odżywiają się mikroorganizmami, które rozkładają cukier, a także samym cukrem pochodzącym z owoców. Larwy potrzebują kilku dni (w sprzyjających warunkach ok. 4 dni), by przejść przemiany i stać się osobnikami dorosłymi. Wówczas zdolne są do rozrodu.
Wydaje się zatem, że proste zasady pozwolą nam pozbyć się muszek. Należy dokładnie myć owoce i warzywa, wszelkie słodkie przetwory szczelnie zamykać i trzymać najlepiej w lodówce. Najprościej także zjeść owoce od razu po zakupieniu.
Zygmunt Skibicki - 2010-11-10, 15:37
Substancje toksyczne są wszędzie
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,12...riazdjecie.html
Tamże ilustracje.
Kosmetyki, substancje czyszczące, a nawet ściany i ubrania mogą być źródłem niebezpiecznych substancji. Szereg badań potwierdziło tragiczne przypadki zatruć.
Trucizna w paragonach
Badania wykonane w ciągu ostatnich paru lat dowiodły, że substancja o nazwie bisfenol A, używana do produkcji tworzyw sztucznych, może być silnie toksyczna dla organizmu ludzkiego. Bisfenol A może być odpowiedzialny za zaburzenia hormonalne oraz rozwój nowotworów. Ta substancja od wielu lat jest składnikiem butelek dla niemowląt, kas fiskalnych, a nawet paragonów! Każdy kontakt z paragonem może być zatem szkodliwy. Szczególnie ostrożne powinny być kobiety w ciąży - bisfenol A powoduje najsilniejsze zmiany hormonalne w życiu płodowym.
Antyperspiranty
Dyskusja na temat szkodliwości antyperspirantów nadal trwa. Badania wskazują, że sole glinu (aluminium) zawarte w antyperspirantach są szkodliwe i wywołują wiele podrażnień, m.in. kontaktowe zapalenie skóry. Pewne grupy naukowców twierdzą nawet, że wieloletnie stosowanie antyperspirantów może przyczynić się do rozwoju nowotworu! Sole glinu blokują ujścia gruczołów potowych, zabezpieczając przed wydzielaniem przykrego zapachu. Udowodniono, że te same związki w wysokich dawkach są silną neurotoksyną, która pokonuje barierę krew-mózg i tym samym uszkadza układ nerwowy. W badaniach toksykologicznych wykazano, że sole glinu uszkadzają DNA małp, myszy oraz psów.
Środki na mole
Od wielu lat w walce z molami skutecznie pomagają nam środki chemiczne. Substancje te, to w głównej mierze naftalina oraz para-dichlorobenzen. Najwcześniej stosowanym preparatem, dostępnym w postaci białych kulek lub pastylek o charakterystycznym ostrym zapachu była naftalina, okazała się jednak wysoce toksyczna. Wprowadzenie na rynek mniej szkodliwego para-dichlorobenzenu (PDCB) nie rozwiązało jednak problemu. Obie substancje są lotne i stosując je w naszych szafach, stwarzamy ryzyko zatrucia się ich oparami. Wysokie stężenie naftaliny, która może dostać się do krwiobiegu człowieka, prowadzi do hemolizy – rozpadu czerwonych krwinek, co może być tragiczne w skutkach. Naftalina i PDCB w mniejszych dawkach mogą wywoływać ospałość, a także napad padaczkowy. Długoterminowe wystawienie na działanie oparów tych substancji może prowadzić do uszkodzeń wątroby i nerek.
Śmiercionośny tusz do rzęs
Obecnie w wielu krajach nad bezpieczeństwem kosmetyków czuwa szereg instytucji. W przeszłości, gdy kosmetyki były nowością, wielu z nich nie testowano zbyt dokładnie. Dlatego też w 1933 roku doszło do wielu tragedii. Tusz do rzęs Lash Lure, zawierający szkodliwą substancję o nazwie para-fenylenodiamina, wywoływał silną reakcję alergiczną u wielu kobiet. Zmiany obejmowały gałki oczne, powieki oraz błonę śluzową oka. Kobiety skarżyły się na liczne pęcherze i ropnie. Niektóre z nich całkowicie straciły wzrok! W kilku przypadkach, zakażenie bakteryjne wywołane zmianami w obrębie oka doprowadziło do zgonu kobiet.
Wybielanie twarzy
Starożytni Egipcjanie depilowali całe ciała i malowali oczy węglem. Wśród mieszkańców Starożytnej Grecji byli tacy, którzy farbowali włosy na blond. Potem przyszły czasy, kiedy nienaturalnie blada twarz uważana była za wyjątkowo piękną - szczególnie w okresie Renesansu. W celu jej rozjaśnienia i malowania używano białych pigmentów. Substancje wchodzące w skład tych preparatów upiększających bardzo często były silnie toksyczne. Powodowały utratę wzroku, zniekształcenia, a także śmierć. Najbardziej znana była farba znana pod angielską nazwą "Venetian Cerus". W jej skład wchodziła biel wenecka – hydroksywęglan ołowiu. Ten związek chemiczny zaburza rozwój układu nerwowego, powoduje uszkodzenia nerek oraz układu rozrodczego.
Minamata, 1956
Do poważnych zatruć rtęcią na większą skalę doszło w Japonii w rejonie Zatoki Minamata w roku 1956. Szacuje się, że zmarło wówczas 900 osób, a wiele do dziś boryka się ze schorzeniami, które wywołał u nich ten pierwiastek. Rtęć przedostała się do wód zatoki z fabryki, która używała tlenku rtęci(II) jako katalizatora do przemysłowych reakcji chemicznych. Najbardziej szkodliwe dla człowieka - organiczne związki rtęci powstały dopiero w wodach zatoki. Poprzez spożywanie mięsa krabów i ryb, stanowiącego podstawową dietę tamtejszych mieszkańców, doszło do dużej liczby zatruć. Zespół objawów chorobowych wywołanych ciężkim zatruciem rtęcią określa się Chorobą z Minamaty.
Biała śmierć
Użycie farb ołowiowych w Stanach Zjednoczonych zostało całkowicie zabronione w 1978 roku. Nadal jednak w wielu krajach wciąż stosuje się ten pigment! Dane z 2009r. wskazują to, że nadal można je nabyć bez ograniczeń w Chinach, Singapurze i RPA. Największe niebezpieczeństwo wiąże się z farbą, która zaczyna schodzić z powierzchni – wówczas uwalniają się atomy ołowiu, które mogą dotrzeć do organizmu człowieka. Lepiej samemu nie zdzierać farby, lecz zgłosić się do profesjonalisty, który zrobi to w bezpieczny sposób.
Zatrucie ołowiem
Z powodu zatrucia ołowiem (tzw. ołowicy) najprawdopodobniej zmarł wybitny kompozytor niemiecki Ludwig van Beethoven. Cierpiał z powodu pogarszającego się słuchu, co badacze tłumaczą wpływem znacznej ilości ołowiu, który wykryto pośmiertnie w jego włosach. Znany hiszpański malarz – Francisco Goya także cierpiał z powodu wpływu ołowiu na jego organizm.Swoje dolegliwości utrwalił w licznych autoportretach.
Rtęć
Mimo swojej znacznej szkodliwości, rtęć wciąż obecna jest w naszych gospodarstwach domowych. Ma też wiele zastosowań w medycynie. Prócz obecności w termometrach, stosuje się ją także do produkcji wielu środków farmakologicznych, m.in. leków moczopędnych, kropli do oczu. Zatrucie rtęcią (tzw. rtęcica), powoduje trwałe uszkodzenie układu nerwowego i hormonalnego. Deformacji mogą ulec wargi, dziąsła, zęby a także kończyny. Przedłużona ekspozycja na rtęć prowadzi do stałych uszkodzeń mózgowia, a nawet śmierci.
Zatrucie ołowiem
Zastosowanie bieli weneckiej nie ograniczało się tylko do czasów wielkich dynastii królewskich. Stosowana jest po dziś dzień, choć już w innych celach. W powszechnym użyciu była w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Służyła jako farba do pokrywania wielu powierzchni. Ołów, który wchodzi w skład tych farb, był przyczyną wielu zatruć na świecie. Jest to metal ciężki, który powoduje zaburzenia widzenia i uszkodzenia ważnych narządów ciała, m.in. wątroby i nerek. Może także uszkadzać czerwone krwinki oraz układ nerwowy.
Zygmunt Skibicki - 2010-11-11, 16:50
Jedzenie, które uzależnia...!
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/664
Z niektórymi produktami naprawdę lepiej uważać. Wystarczy, że zaczniesz je jeść, a naprawdę trudno będzie przestać... Naukowcy przekonują, że na nasz mózg działają niczym narkotyk.
Sekretem ma być połączenie tłuszczu, cukru i soli. Taka kombinacja powoduje, że nawet jeśli ktoś jest najedzony, to skusi się na więcej. W dzisiejszych czasach żywność musi być odpowiednio zaprojektowana. Ma zadowalać nasz mózg, a nie żołądek. Co ciekawe - najlepsze jedzenie to takie, które pobudza nasz apetyt zamiast go zaspokajać...
Jak narkotyk
Jeśli masz nadwagę, to możesz się teraz trochę rozgrzeszyć. Za taki stan rzeczy odpowiada bowiem znajdujący się w mózgu tzw. "punkt rozkoszy", który pobudzany jest przez odpowiednią mieszankę smaków. To nie żart! Świadczą o tym liczne badania naukowe. Wysoka ilość tłuszczu, cukru i soli w potrawie sprawia, że czujemy się lepiej, nasz apetyt pobudza się i... jemy więcej. Mówiąc bardziej ogólnie - uzależniamy się od jedzenia.
Myślicie, że uzależnienie to za mocne słowo? Jedzenia fast foodów, słodyczy, czy picia kawy nie da się porównać z alkoholizmem, nałogowym paleniem papierosów lub narkotykami? Jeszcze do niedawna nie do pomyślenia było, aby mówić o uzależnieniu od Internetu lub telewizji. Prawda? Tymczasem naukowcy nie mają wątpliwości - jedzenie, które daje nam przyjemność powoduje, że organizm wydziela dopaminę, a ta jest czynnikiem uzależniającym.
Każdemu producentowi żywności zależy na jednym - by to właśnie jego produkt stał się twoim ulubionym. Dlatego smak oferowanych produktów jest dokładnie przemyślany. Zastawiałeś się, dlaczego tak chętnie sięgasz po batony, chipsy, frytki czy słone orzeszki? To produkty idealne - nie za słodkie i nie za słone. Tłuste, a czasem też z dodatkiem alkoholu. Połączenie wszystkich składników w smakowitą całość stanowi niełatwe zadanie.
Jak to działa?
Jedzenie fast foodów powoduje wzrost, a następnie szybki spadek poziomu cukru we krwi. W ten sposób nasz organizm pobudzany jest do dalszej konsumpcji. Jednym z takich pobudzających składników jest żółty ser, który zawiera sporą ilość tłuszczów, węglowodanów i... glutaminianu sodu. Popularny wzmacniacz smaku obecny jest niemal wszędzie. Dyskretnie uzależnia, a jego "przedawkowanie" może objawiać się pieczeniem skóry, nadmierną potliwością, uczuciem niepokoju, czy podrażnieniami żołądka.
Także cukier to dla naszego podniebienia jedna z najwyższych rozkoszy kulinarnych. Najważniejsze jednak, aby nie przesadzić ze słodyczą i znaleźć proporcje idealne. Tylko wtedy efekt ponownego skosztowania jest zagwarantowany. Do najbardziej uzależniających produktów należy czekolada. Zawiera ona magnez odpowiedzialny za wytwarzanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Nie potrafimy oprzeć się także odpowiedniej dawce kofeiny i codziennie sięgamy po filiżankę kawy, colę lub napoje energetyczne. Zresztą nie tylko o kofeinie mowa. Napoje bogate w guaranę mogą mieć skutki uboczne w postaci bezsenności, stanów lękowych i depresji. Czasami lepiej nie przesadzić...
Zygmunt Skibicki - 2010-11-19, 10:15
| wp.pl napisał/a: | Nadmiar wody może zabić
źródło - http://odkrywcy.pl/kat,11...,wiadomosc.html
Bez jedzenia możemy przeżyć trzy tygodnie, bez wody tylko kilka dni, a gdy znajdziemy się na skwierczącej pustyni, śmiertelne odwodnienie organizmu może nastąpić nawet w ciągu paru godzin. Jednak choć wydaje się to nieprawdopodobne, nadmiar wody może być równie tragiczny w skutkach, co odwodnienie.
Prawidłowe funkcjonowanie ciała człowieka wymaga przyswajania około 2 litrów płynów dziennie. Woda jest elementem transportującym składniki odżywcze we krwi oraz odprowadza produkty przemiany materii, w tym trujące toksyny, tworząc mocz. Wraz z wodą przez nasze tkanki przenikają kluczowe elektrolity. Utrzymanie „dostaw” wody na zrównoważonym poziomie jest więc niezwykle istotne.
Za sprawne działanie całego organizmu odpowiada mózg. Odbiera on sygnały osmotyczne z tkanek, informujące o stężeniu ważnych soli i w razie konieczności pobudzony zostaje region podwzgórza „włączający” odczucie pragnienia. Woda wykorzystywana w różnych procesach metabolicznych jest kilkakrotnie filtrowana przez nerki, a następnie wydalana. Kurczące się mięśnie pęcherza sygnalizują nam konieczność udania się do toalety.
Równie niebezpieczne dla organizmu jak odwodnienie jest także pochłonięcie zbyt dużej ilości wody. Mimo picia czystej, niczym nieskażonej wody, może dojść do śmiertelnego zatrucia organizmu, zwanego zatruciem wodnym lub przewodnieniem. Zdarza się to niezwykle rzadko, najczęściej przez zupełny brak świadomości zagrożenia. Aby doprowadzić do śmierci, wystarczy już wypicie kilku litrów wody.
Najgłośniejsze tego typu zdarzenie miało miejsce w styczniu 2007 roku w Stanach Zjednoczonych, gdy w wyniku konkursu przeprowadzonego przez kalifornijską rozgłośnię radiową uczestniczka zawodów zmarła. Zadanie polegało na wypijaniu małej butelki wody co 2 minuty i jak najdłuższym wstrzymywaniu moczu. Nagrodą w konkursie była konsola do gier Wii. (Hasło konkursu brzmiało „Hold your wee for Wii”, gra słów wee =”siuśki”). Zawodnicy byli bardzo zdeterminowani i długo nie dawali za wygraną. Po dwóch godzinach i niemal 8 litrach wypitej wody na „polu bitwy” pozostało dwóch zawodników, kobieta cierpiąca już na pierwsze poważne objawy zatrucia wodnego zrezygnowała z dalszej rywalizacji, niestety zmarła po dotarciu do domu.
Najbardziej narażeni na zatrucie wodne są sportowcy, głównie maratończycy, którzy po zakończonym biegu łapczywie pochłaniają bardzo duże ilości wody w krótkim czasie. Nagły wzrost ilości wody w organizmie automatycznie rozregulowuje gospodarkę wodno-mineralną. Spada stężenie kluczowych jonów, powodując uczucie osłabienia, ból głowy, rozkojarzenie, utratę świadomości. Płyny ustrojowe silnie się rozcieńczają, szczególnie krew, której zwiększonej ilości nie nadąża pompować serce, a substancje odżywcze są w niej tak rozcieńczone, że nie wyczerpują potrzeb organizmu.
Ponadto gromadzące wodę komórki ciała puchną, zwiększając kilkakrotnie swoja objętość. Najbardziej krytyczny jest w tej fazie obrzęk mózgu. Miękka tkanka mózgowa otoczona jest sztywnymi kośćmi czaszki i nie ma miejsca na powiększanie swojej objętości. Jedynym kierunkiem jaki może obrać puchnący mózg, jest podstawa czaszki, niestety znajdujące się tam ośrodki sterują pracą mięśni oddechowych i serca. Intensywny nacisk nabrzmiałego mózgu doprowadza do ściśnięcia móżdżku i dosłownego jego wyłączenia. Zahamowanie akcji serca i zablokowanie oddechu powoduje natychmiastową śmierć. |
Jaki z tego wniosek dla wędrowców?
Nie wiem, czy na pewno z powodów wyżej wymienionych, ale kiedyś skrajnie spragniony po bardzo długiej trasie w upale bez napojów wypiłem mnóstwo wody i zamiast lepiej, poczułem się bardzo źle...
aallen - 2010-11-19, 13:54
Osobiście zawsze pijam wode małymi łyczkami co jakis czas. Raczej unikam pochłaniania wody naraz, ale raz czy dwa sie zdarzyło i moze nie było to 8 litrow ale po litrze poczułem się jakbym dostał obuchem po głowie
Zygmunt Skibicki - 2010-11-21, 16:05 Temat postu: Jakich potraw nie łączyć z lekami?
| wp.pl napisał/a: |
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/670
Istnieją produkty spożywcze, których nie należy łączyć z lekami ze względu na ich działanie potęgujące skutki uboczne medykamentów lub spowalniające albo uniemożliwiające ich wchłanianie. Z pozoru niewinny grejpfrut, papryczki pepperoni lub marynowane śledzenie w połączeniu z małą pigułką z apteki mogą sprawić, że organizm zareaguje w nieprzewidywalny, czasami fatalny w skutkach sposób.
Ulotka nie kłamie
Na ulotkach dołączonych do leków często pojawia się informacja, że pewne leki należy przyjmować na „pusty żołądek". Ta adnotacja pojawia się nie bez powodu - producenci farmaceutyków zwracają w ten sposób uwagę na fakt, że niektóre substancje farmaceutyczne mogą „gryźć się" z tym, co jemy i pijemy. Według szacunków brytyjskiej agencji Food Standards około 200 leków dostępnych na światowym rynku medykamentów może stać się bardziej toksycznymi lub mniej skutecznymi, gdy połączymy je z niektórymi potrawami.
Czasami szkodzi, czasami pomaga
Czołowe miejsce w dyskusjach lekarzy i farmaceutów zajmuje grejpfrut - popularny owoc i najlepszy przykład oddziaływania związków zawartych w żywności na działanie substancji chemicznych w lekach. Ewa Szwedo, farmaceutka, zwraca uwagę na zawarte w tym owocu flawonoidy - grupę organicznych związków chemicznych zawartych w roślinach, pełniących funkcję barwników i przeciwutleniaczy. Flawonoidy wywierają duży wpływ na metabolizm wielu leków, co z kolei może znacznie zwiększyć stężeniu leków we krwi i spotęgować tym samym objawy niepożądane. Na grejpfruta powinny uważać również osoby cierpiące na alergię, gdyż równoległe spożycie tego owocu z lekami przeciwalergicznymi może poskutkować nieregularnościami w pracy serca. Ponadto, grejpfrutów powinny unikać osoby zażywające statyny - leki pomagające w obniżeniu poziomu cholesterolu we krwi.
Druga strona grejpfruta
Właściwościom grejpfruta i jego korelacjom z lekami od lat przyglądają się Ezra Cohen oraz Mark Retain - amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu w Chicago. Ich prace badawcze poświęcone są furanokumarynom - substancje te mającą wpływ na wydzielanie enzymów wątroby, które to enzymy zaburzają wchłanianie niektórych medykamentów. Ale te same substancje, zdaniem Cohen i Rataina mogą mieć działanie odwrotne, czyli wzmacniające działanie określonych leków. Mowa tu o przeciwnowotworowym specyfiku - rapamycynie. Lek ten najczęściej źle się wchłania (do krwiobiegu przechodzi 14% substancji zawartej w pigułce). Zdaniem Amerykanów, połączenie repamycyny z sokiem grejpfrutowym podnosi poziom leku we krwi nawet czterokrotnie (źródło danych: Cancer Research, marzec 2010, nr 6).
Antydepresanty a zawartość talerza
Osoby, które cierpią na zaburzenia depresyjne i lękowe, powinny baczniej przyjrzeć się temu, co wkładają do garnka. Na indeksie pokarmów zakazanych znajduje się żółty ser, papryczki pepperoni, śledzie w marynacie. Pod lupę należy wziąć generalnie wszystkie produkty bogate w błonnik - ich spożycie obniża skuteczność trójpierścieniowych leków antydepresyjnych, gdyż hamuje ich wchłanianie. Należy również unikać serów pleśniowych, bananów, fig, awokado, tłustego mięsa, wędzonych ryb, wątróbki. Ich spożycie w połączeniu z antydepresantami może spowodować zaburzenia krążenia.
Tłuszcze i duszności
Jak wiadomo, jedzenie produktów bogatych w tłuszcz jest ważne dla naszego organizmu, gdyż tłuszcze są niezbędne przy produkcji enzymów i hormonów, umożliwiają transport witamin i substancji odżywczych. Ale tłuszcze bywają również niebezpieczne, gdyż zwiększają wchłanianie niektórych substancji zawartych w lekach. Mowa tu o teofilinie - składniku leków redukujących duszności i rozszerzających oskrzela. Przy zażywaniu medykamentów z teofiliną lepiej zrezygnować również z masła i ogólnie - dań smażonych.
Potrawy mocno solone
Jak pisze Ewa Szwedo, farmaceutka związana z serwisem aptekawsieci.pl, nawet żywność powszechnie uważana za zdrową, może wyrządzić szkodę. Mowa tu o produktach zastępujących sól kuchenną. Substytuty soli są mniejszym złem niż sól, ale pod warunkiem, że nie łączymy ich z lekami zwiększającymi poziom potasu w organizmie. Nadmiar tego pierwiastka prowadzi do zaburzeń rytmu pracy serca.
Nie zapijaj leków drinkiem!
Każda ulotka dołączona do leku zawiera informację o tym, jak substancje zawarte w leku działają w połączeniu z alkoholem. Jest to informacja, której nie należy bagatelizować. Alkohol i leki mogą stanowić mieszankę wybuchową, nawet jeśli nie są przyjmowane w tym samym czasie. Już małe piwo lub słodki drink po lub przed przyjęciem leku, może spowodować niebezpieczną reakcję organizmu. Do leków, których pod żadnym pozorem nie należy popijać alkoholem należą leki antyalergiczne (np. Claritine, Telfast), leki na dusznicę (np. Sorbonit), leki na nerwicę lękową i padaczkę (np. Afoban, Lorafen), preparaty na zwykły kaszel (np. Acodin, Tchiocodin), przeciwdepresyjne (np. Zoloft, Cipramil, Fevarin, leki ziołowe z domieszką dziurawca) i wiele innych (dane na temat leków pochodzą z Wykazu Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terenie Rzeczpospolitej Polskiej na 2007 rok).
Wniosek?
Mimo, że ulotki załączone do leków zawierają pewne wskazówki, co do przyjmowania leków łącznie z jedzeniem („na 2 godziny przed przyjęciem dawki", „na czczo", „po jedzeniu"), to zazwyczaj są to dane nieprecyzyjne i niewyjaśniające, które potrawy lub składniki diety mogą nam zaszkodzić. O tym, czego nie należy jeść przyjmując określony lek, powinien poinformować lekarz wystawiający receptę. Szkoda, że tak niewielu to robi. |
Zygmunt Skibicki - 2010-11-26, 13:10
W prostej linii niewiele ma to wspólnego z odżywianiem się na szlaku turystycznym, ale wystarczy skojarzyć duży wysiłek ze zwiększonym zapotrzebowaniem organizmu na "paliwo" węglowodanowe i wnioski nasuwają się same.
Jeszcze drobne wyjaśnienie: węglowodany, to cukry. Spożywamy je w postaci skrobi: pieczywa, makaronów, innych wyrobów mącznych, kaszy, ryżu, ziemniaków oraz zwykłego cukru z cukierniczki. Słodycze natomiast zawierają głównie za dużą ilość tłuszczów, choć skrobi też w nich jest sporo - zwłaszcza w marcepanach.
| wp.pl napisał/a: |
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...lowodanowa.html
Dieta uboga w węglowodany negatywnie wpływa na zdrowie i samopoczucie. Przeprowadzono tan ten temat wiele badań. Przedstawiamy wyniki niektórych z nich.
Upośledzenie pamięci
Węglowodany, które są dostarczane w pożywieniu, organizm przekształca w glukozę – cukier prosty stanowiący główne paliwo dla mózgu. Wyeliminowanie węglowodanów z diety oznacza znaczne ograniczenie substancji aktywizującej umysł do pracy, przez co nasza intelektualna wydajność znacznie spada.
Dowiodło tego m. in. badanie przeprowadzone w Tufts University. Osoby biorące w eksperymencie (kobiety w wieku 22-55 lat) podzielono na dwie grupy. Jedna z grup miała ściśle przestrzegać diety niskowęglowodanowej (tj. Atkins, The Zone), a druga miała stosować dietę bogatą w węglowodany pochodzenia naturalnego (owoce, warzywa, pełne ziarna). Przed rozpoczęciem eksperymentu przeprowadzono testy pamięci i koncentracji na wszystkich badanych kobietach.
Badanie trwało przez trzy tygodnie. W pierwszym tygodniu osoby na diecie niskowęglowodanowej nie jadły praktycznie żadnych węglowodanów. Później zaczęto stopniowo je wprowadzać. Wyniki testów przeprowadzonych po pierwszym tygodniu wykazały, że kobiety z tej grupy znacznie wolniej reagują, mają trudności w zapamiętywaniu, upośledzone zostały również zdolności przestrzenne. Gdy ponowne wprowadzono do diety węglowodany, wyniki zaczęły stopniowo się poprawiać.
Jak wpływa na kości?
Jedzenie zbyt małej ilości węglowodanów, a zarazem spożywanie zbyt dużo białka osłabia kości i sprzyja powstawaniu kamicy nerkowej.
Osoby, które chcą schudnąć często ograniczają spożycie węglowodanów na korzyść białka. Ta z pozoru zdrowa dieta, może jednak wyrządzić poważne szkody tj. powstawanie kamieni nerkowych oraz zwiększone ryzyko utraty tkanki kostnej. Dowiedli tego naukowcy z Centrum Medycznego Southwestern przy Uniwersytecie w Dallas.
Badanie trwało 6 tygodni, objęto nim 10 zdrowych osób. Przez pierwsze dwa tygodnie uczestników eksperymentu obowiązywała dieta uboga w węglowodany. Spożywali oni nie więcej nie 20 gram węglowodanów dziennie. Przez następne tygodnie osoby te obowiązywała podobna, ale mniej restrykcyjna dieta. Stan zdrowia badanych był monitorowany na bieżąco, przez cały czas trwania eksperymentu.
Po zakończeniu badania odnotowano niepokojące rezultaty stosowania diety. Na podstawie badań moczu okazało się, że uczestnikom spadło stężenie jonów cytrynianowych, które ograniczają powstawanie kamieni nerkowych. Największy spadek zaobserwowano po dwóch tygodniach stosowania diety (wskaźnik ubytku przekroczył 25%). Jednocześnie w tym czasie dramatycznie wzrósł (o 90%) wskaźnik kwasowości krwi.
Tak duży wzrost kwasowości, utrzymujący się przez dłuższy czas hamuje funkcje osteoblastów (komórek tworzących kości), a aktywuje osteoklasty (komórki mające zdolność rozpuszczania i resorpcji tkanki kostnej).
Mniejsza odporność na stres
Niedobór cukrów w diecie zwiększa naszą podatność na stres. Powyższej tezy dowiodło badanie przeprowadzone na myszach. Gryzonie najpierw zostały przyzwyczajone do bogatej w cukry lub tłuszcze diety, a następnie ograniczono im te składniki. Żeby zdobyć tłuste lub słodkie pożywienie musiały one przezwyciężyć naturalną niechęć do jaskrawego oświetlenia, które zostało zainstalowano specjalnie, by stworzyć warunki działające awersyjnie.
Okazało się, że niepokój spowodowany niedoborem preferowanego jedzenia wystarczył, by gryzonie były w stanie zdobyć ulubione pokarmy w awersyjnych warunkach. Mimo że miały one możliwość spożycia innego jedzenia w bezpieczniejszym środowisku.
Naukowcy biją na alarm
Amerykańska grupa Partnership for Essential Nutrition wydała ostrzeżenie z doniesieniami naukowców, którzy udowadniają, że dieta niskowęglowodanowa jest groźna dla zdrowia.
Celem ostrzeżenia jest zapobieganie szerzącej się dezinformacji na temat szkodliwości odżywiania się zgodnie z zasadami Atkinsa itp. Amerykański Instytut Badań Raka informuje, że jedzenie owoców, warzyw, nasion czy kiełków różnych roślin, które składają się głównie z węglowodanów zmniejsza ryzyka powstania raka, chorób serca, a nawet cukrzycy. Nie rezygnujmy więc z tych cennych składników w trosce o dobrą figurę, kosztem własnego zdrowia. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-01, 13:15
Rewelacje wyssane z palca
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/176
Mity i niepotwierdzone naukowo rewelacje na temat tego co jemy bardzo trudno wyplenić, gdyż funkcjonują jak aksjomaty i osoby, które je powtarzają, święcie w nie wierzą. Troskliwa matka nakłada dziecku na talerz potrawkę ze szpinaku, bo tak robiła jej własna matka, babcia układa na patelni plastry ryby bez głowy, bo jej matka z kolei zawsze powtarzała, że rybia głowa jest niezdrowa, a siostra ucina końcówki banana przekonana, że jego czarne końcówki zawierają wężowy jad. Czas rozprawić się z tymi przekonaniami...
Banan zabija
Wielu z nas wielokrotnie słyszało, że w końcówkach banana gnieżdżą się niebezpieczne pierwotniaki Lamblia intestinalis, które powodują chorobę pasożytniczą jelita cienkiego zwaną lambliozą. Inne teorie głoszą, że czarna, cienka końcówka zawiera jad węża, jest siedliskiem bakterii, jeszcze inne - że czarny szpikulec powstaje w wyniku działań handlowców, którzy wstrzykują w końcówki substancje konserwujące, żeby banany nie zepsuły się na statku. Krążą również opowieści o robaczkach, które w końcówkach zamieszkują i wystarczy obtoczyć banana w cukrze, aby zaczęły wychodzić z bananowych czeluści. Jaka jest prawda?
Która wersja prawdziwa?
Teoria na temat lamblii kryjącej się w końcówkach banana jest mało prawdopodobna - do zakażenia tym pasożytem dochodzi drogą pokarmową, gdy zjemy zanieczyszczone lambliami produkty (m.in. muchy są odpowiedzialne za ich roznoszenie), wypijemy skażoną wodę. Pasożyta możemy też przenieść do układu pokarmowego na nieumytych rękach, np. po wyjściu z toalety lub kontakcie z zakażonymi zwierzętami. Ponadto, jeśli banan zarażony jest lamblią, to w całości, a w końcówce znajduje się tylko nieco więcej larw. Każdy natomiast, kto miał okazję widzieć banana jeszcze na drzewie, z pewnością zauważył, że końcówka - czubek z czarnym, twardym "szpikulcem" to pozostałość kwiatostanu - niesmaczny, bo gorzkawy. Może właśnie dlatego nawet zwierzęta gustujące w tych owocach, zanim zjedzą banana, usuną tę podejrzaną czarną końcówkę?
Jogurt? Byle bez konserwantów!
Technolodzy żywienia ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Państwowego Zakładu Higieny obalili wiele mitów, dotyczących zdrowej żywności, w tym mit na temat konserwantów zawartych w jogurtach. Do jogurtów producenci nie mogą dodawać konserwantów, a same jogurty nie wymagają konserwacji! Niewielka ilość takich substancji w jogurcie może pochodzić z wsadu owocowego, jeśli jego producent stosuje konserwanty (co jest dozwolone). Ich stężenie w jogurcie ulega jednak tak dużemu rozcieńczeniu, że są tam obecne tylko w śladowych ilościach - wyjaśniają technolodzy.
Szpinak potężne to źródło żelaza
Przyjęło się, że szpinak jest warzywem niezwykle zdrowym ze względu na wysoką zawartość żelaza - pierwiastka, od którego zależy m.in. odpowiednie dotlenie komórek. Niedobór żelaza jest groźny dla organizmu - skutkuje obniżeniem sprawności fizycznej i psychicznej. Przy dużych niedoborach spada zdolność koncentracji i zapamiętywania, pojawiają się przemęczenie i senność, nastrój obniża się, spada też odporność na infekcje, serce kołacze, w łydkach i stopach odczuwamy bolesne skurcze. Niekiedy niedobór żelaza przechodzi w anemię, chorobę szczególnie niebezpieczną dla kobiet w ciąży ze względu na ryzyko poronienia lub przedwczesnego porodu.
Sława wynika z błędu
Tymczasem, szpinak swoją sławę zawdzięcza błędowi pewnej sekretarki. W 1890 roku jeden z amerykańskich naukowców prowadził szczegółowe badania nad szpinakiem. Jego asystentka, zamiast wpisać w raporcie, że 100 gramów szpinaku zawiera 3 miligramy żelaza, pomyliła się i napisała 30. W wyniku tej pomyłki szpinak zaczął być uważany za warzywo niezwykle ważne w diecie. Warto zaznaczyć, że żelazo występujące w produktach spożywczych wchłania się trudno (25% spożytej ilości), natomiast zawarty w szpinaku kwas szczawiowy dodatkowo utrudnia wchłanianie tego pierwiastka.
Głównie czekolada powoduje próchnicę
Nie ma dowodów na to, że czekolada jest główną przyczyną próchnicy zębów. Są natomiast badania, które dowodzą, że taniny zawarte w kakao pomagają zapobiegać próchnicy, prawdopodobnie utrudniając odkładanie kamienia nazębnego. Mleko zawarte w mlecznej czekoladzie również zabezpiecza przed próchnicą, a także kwas szczawiowy odgrywa podobną rolę - zmniejsza wytwarzanie kwasów w jamie ustnej (źródło danych: Fundacja Promocji Zdrowia Jamy Ustnej).
Kawa działa odwadniająco
Kawa ma działanie moczopędne, co nie znaczy, że odwadnia. Organizm nie wydala więcej płynu niż przyjął, choć po wypiciu kawy, częściej niż po wypiciu herbaty, chodzimy do toalety. Wniosek jest taki - picie kawy nie wpływa negatywnie na bilans płynów w organizmie.
Najlepszym tłuszczem jest oliwa z oliwek
Oliwa z oliwek jest zdrowa, nie da się ukryć. Jednak olej rzepakowy jest dużo zdrowszy! Dlaczego? Bo zawiera znacznie więcej ważnych kwasów tłuszczowych omega-3. Kolejne miejsca w rankingu olejów zajmują olej lniany, sojowy i olej z orzechów włoskich. Warto wiedzieć, że to, co oferowane jest jako "olej jadalny" lub "olej roślinny" prawie zawsze jest olejem rzepakowym.
Nektar jest bardziej wartościowy od soku
Jak tłumaczy dr Anna Berthold z SGGW, sok otrzymuje się w 100 % z koncentratu owoców, do którego dodaje się tylko tyle wody, by odtworzyć jej pierwotną zawartość. Nektar z kolei może mieć najwyżej do 50% soku, a drugie 50% stanowi woda, cukier i i inne dodatki.
Rybia głowa jest niezdrowa
Jest to jeden z popularniejszych mitów na temat tego, które partie ryb należy jeść, a które usuwać ze względu na dolegliwości zdrowotne, jakie mogą wystąpić po zjedzeniu rybiej głowy. Prawdą jest, że rybia głowa nie wygląda zachęcająco, ma dużo ości, ale to nie wszystko...
Ryba i jej gorzki ząb
Wrzucenie do zupy tej części ryby bez wcześniejszego usunięcia tak zwanego "gorzkiego zęba" (gruczoł w okolicy kręgosłupa, przy głowie) może spowodować, że potrawa nie będzie smaczna. Innych przeciwwskazań nie ma, więc może warto zastanowić się, dlaczego rybie głowy są obcinane przed smażeniem lub gotowaniem...
Margaryna jest zdrowsza od masła, bo ma mniej kalorii
Masło zwiera nawet do 80% tłuszczu czyli do 750 kalorii na 100 gramów produktu. Zawartość tłuszczu w margarynach waha się od 45% do 80%. Różnica polega na tym, że margaryny zawierają znacznie więcej jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych niż masło, dlatego są bardziej wartościowe dla naszego organizmu niż masło bogate w kwasy nasycone, które wpływają na poziom cholesterolu we krwi. Masło natomiast zawiera witaminy A i D, dlatego powinny je spożywać głównie dzieci i kobiety w ciąży. Dla innych grup konsumentów, bardziej korzystna jest margaryna.
herald - 2010-12-02, 20:11
Na opakowaniu masła często można przeczytać że jest ze śmietanki pasteryzowanej a więc pośrednio był proces wysokotemperaturowy.
Jakie więc witaminy mogą być w takim maśle?
Sam przy pomocy maszynki do lodów robię domowe lody i czasami trudno wylać z pojemnika słodką śmietankę 30%, pasteryzowaną, jak pisze na opakowaniu, ponieważ od wstrząsów w transporcie zamieniła się w masło. Na opakowaniu ani śladu informacji o jakiś witaminach. Na mleku pasteryzowanym, w butelkach plastykowych, o smaku podobno świeżego mleka też nijak nie można doczytać się o jakiś witaminach.
Margaryna przynajmniej jest sztucznie witaminizowana. Ale to wszystko jest ersatz w porównaniu z mlekiem wypitym bezpośrednio po wieczornym udoju, jeszcze w oborze, które pamiętam raczej z dzieciństwa. I masła kupowanego kiedyś na rynku w Sopocie.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-03, 10:47
Easy!
Nie wszystkie witaminy jak witamina C rozkładają się przy pierwszym zagotowaniu...
A poza tym... zdecydowanie istotniejsza od "nie mania" witamin jest powszechność wszelkich zagęszczaczy, antyutleniaczy, napowietrzaczy, zastępczaczy i w ogóle... polepszaczy, czytaj pogarszaczy żywności. Kolosalna większość tych dodatków to w stu procentach "ropa naftowa".
A mleko prosto z wieczornego udoju, to piękne wspomnienie dzieciństwa także mojego. Natomiast o zdrowotności tej delicji lepiej publicznie nie wspominać.
lida - 2010-12-03, 13:33
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | o zdrowotności tej delicji lepiej publicznie nie wspominać. |
e tam... jak krowa jest zdrowa - znaczy nie ma gruźlicy - to cała reszta drobiazgów podnosiła odporność w ramach tzw. "pierwszego kontaktu". Też lubię takie mleko i zapach krowy.
co do witamin - zwłaszcza prowitamin tych rozpuszczalnych w tłuszczu - fakt, nie ulegają tak zaraz hop siup degradacji. A i wit c też nie wszystka przepada w gotowaniu (w ziemniakach na przykład) .
No i dobrze jest mieć świadomość, że te zażywane w pigułkach organizm przyswaja w połowie albo i mniej no chyba że są w postaci helatowej
Czytam ten wątek od poczatku i podoba mi się to, co tu piszesz. Mam takie wiadomości już po "wstępnej obróbce" i wyciągnięte ciekawostki - czyli przychodzę na gotowe. Dzięki.
Filanc - 2010-12-03, 14:30
Czy jakieś dostępne teraz mleko się zsiada?
lida - 2010-12-03, 15:09
| Filanc napisał/a: | | Czy jakieś dostępne teraz mleko się zsiada |
owszem, ale trzeba go dostąpić wprost od krowy albo razem z krową - minus: dochodzi dojenie, o żarciu nie wspomnę
to, co można kupić w sklepach pod nazwą "mleko", nijak się ma do oryginału. biała woda z mnóstwem chemicznego syfu
Filanc - 2010-12-04, 07:30
| lida napisał/a: | | lubię takie mleko i zapach krowy. |
A ja się krowy boję. Konia nie, może dlatego że nie ma rogów. I za nic nie pogłaskam świni – ale schaboszczaki rąbię
PS. Najlepsze mięcho jakie jadłem, to była koźlęcina z rusztu.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-04, 16:00
| lida napisał/a: | | lubię takie mleko i zapach krowy. |
Mleko owszem, zapach też wspominam z sentymentem, bo kojarzy mi się z dawnymi wakacjami na wsi. Tylko powiedzmy sobie szczerze: to nie jest zapach krowy, a oborowego... gnoju.
lida - 2010-12-06, 13:02
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | to nie jest zapach krowy, a oborowego... gnoju |
i tu nie mogę się zgodzić ufajdana, niesprzatana obora śmierdzi, ale krowy, którym się ściele i sprząta (niekiedy się je myje) pachną zupełnie inaczej. Owszem, jest w tym woń obornika, ale jest też różnica między obornikiem a gnojem
ale nie musimy wdawać się w szczegóły hodowli bydła i nierogacizny, żeby lubić mleko...
ze schaboszczakami gorzej... nie jem braci mniejszych
Zygmunt Skibicki - 2010-12-06, 14:56
| lida napisał/a: | | jest też różnica między obornikiem a gnojem |
Przepraszam, ale... jaka?
Na mój nos chemika od wszelakiej żywności oraz od kosmetyków nie ma żadnej.
Chyba, że na wątpliwy pożytek czystej erystyki zaczniemy odróżniać obornik od analogicznych produktów stajni z podziałem na różne zwierzęta oraz chlewni. A jak do tego jeszcze dodać różne rodzaje słomy, to... z butów coś zacznie wyłazić. Skoro jednak mówimy o krowach i to z dominującej nad Wisłą odmiany, podściełanych słomami czterech podstawowych zbóż, różnic zapachowych nie ma żadnych.
Woń bardzo czystej, nowoczesnej obory i mytych w niej krów jest dokładnie taka sama jak za króla Ćwieczka. Inaczej to tylko wygląda. A, że mleko doskonale wchłania wszelkie organiczne zapachy, wynik może się różnić jedynie przy super hermetycznym i sterylnym udoju. Tyle, że wtedy zapach mleka nie ma zupełnie nic wspólnego z zapachem krowy w oborze.
Tylko na długotrwałych, otwartych wypasach da się udoić mleko z prawdziwym zapachem krowy i ten rzeczywiście jest nieco inny, ale i tak zawsze minimalnie gnojowy.
lida - 2010-12-08, 21:10
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | Przepraszam, ale... jaka |
zasadnicza. Jako chemik - wiesz z pewnością naukowo, ja zaś - jako chodowca amator - z obserwacji.
Ale nie o gównie mamy tu rozmawiać
MRY - 2010-12-08, 21:16
Co chodujesz ?
Zygmunt Skibicki - 2010-12-08, 21:19
| lida napisał/a: | | Ale nie o gównie mamy tu rozmawiać |
Dobra! Mówimy przecież o zapachu świeżo udojonego mleka krowiego, a właściwie o różnicy tego zapachu i zapachu samego mleka.
Tyle, że ta różnica, to jest to o czym nie chcesz rozmawiać.
Mam zatem propozycję: zupełnie zmieńmy temat.
A chemicznie... "naukowo", itede gnój i obornik, to jest dokładnie to samo. Tyle że obornik występuje w fachowych książkach, a gnój w realu. No i o oborniku prowadzi się naukowe dysputy, a gnój trzeba... widłami. I tylko taka w tym różnica.
Filanc - 2010-12-08, 21:39
Była sobie taka pioseńka:
Mleko zsiadając się ma naturę
Ujawniać prawdę tę dosadną
Że wszystkie męty idą w górę
A przezroczyste spada na dno...
Smacznego
Zygmunt Skibicki - 2010-12-08, 22:18
| Filanc napisał/a: | | Była sobie taka pioseńka |
Autor tejże pewno głównie nie mlecznych trunków zażywał, bo ani śmietana mętem, ani zsiadłe pod nią mleko przezroczyste. A, że "śmietana, choć nie żywa, zawsze sprawiedliwa i na wierzch wypływa", to już inna sprawa.
Filanc - 2010-12-08, 22:38
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | Autor tejże pewno głównie nie mlecznych trunków zażywał, |
Jakiś Ty Zygmuś przenikliwy i życiowo doświadczony
lida - 2010-12-10, 21:28
| MRY napisał/a: | | Co chodujesz ? |
ostatnio?... drobnoustroje rzucają się na mózg stadami...
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | a gnój trzeba... widłami |
nooo... a wodę sitem
Zygmunt Skibicki - 2010-12-10, 22:07
| lida napisał/a: | | a wodę sitem |
Jak by trzeba ją było oddzielić od farfocli, to czemu nie?
Ale to już według własnych potrzeb i możliwości.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-11, 13:09 Temat postu: Zamiast drogiego kremu kup pestki i morele... źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/680
Kremy z drobinkami złota, zabiegi dermabrazji, maseczki nawilżające, płyny antybakteryjne i serum liftingujące - czy na pewno tego potrzebujesz? Większość z nas ma zastrzeżenia do wyglądu swojej skóry i za wszelką cenę próbuje ratować zdrowy, młodzieńczy wygląd przy pomocy drogich kosmetyków lub zabiegów. Tymczasem często wystarczy drobna zmiana w jadłospisie, by wyglądać młodziej i piękniej.
Prawie 70 procent Polek cierpi z powodu niedoskonałości cery. Z badań przeprowadzonych przez OBOP wynika, że skarżą się one przede wszystkim na przebarwienia (14 proc.), brak elastyczności i tendencje do łuszczenia (11 proc.), zaczerwienienia (8 proc.) czy wypryski i zaskórniki (8 proc.) Większości problemów można by uniknąć, stosując odpowiednią pielęgnację skonsultowaną ze specjalistą. Oprócz porad kosmetycznych lub dermatologicznych zdecydowanie warto wybrać się również do dietetyka, gdyż może okazać się, że nasze kłopoty są wynikiem nieprawidłowych nawyków żywieniowych. Co jeść lub czego nie jeść, aby nie narażać się na niepotrzebne wydatki związane z maskowaniem lub diagnozowaniem i leczeniem problemów skórnych?
Czym karmić swoją cerę?
„Dieta wpływa na nasz wygląd, także na kondycję skóry. Jeżeli pojawiają się problemy ze stale pojawiającymi się wypryskami i zaskórniakami, proszę przede wszystkim zrezygnować z ostrych, drażniących pokarmów (m.in. pieprz, ostra papryka, ocet spirytusowy), a także z dużych ilości soli. W diecie nie powinny często gościć produkty przetworzone, zawierające duże ilości aromatów, barwników i substancji konserwujących. Proszę zrezygnować również z mocnej kawy, czekolady i alkoholu. Korzystne działanie na stan cery ma soja i produkty sojowe oraz produkty bogate w witaminę B2 i B6 (ryby, nasiona roślin strączkowych, nasiona słonecznika i sezamu, orzechy włoskie i laskowe, morele suszone, kasza gryczana i jaglana). Radziłabym, by przygotowując potrawy, zamiast soli i pieprzu, używać ziół - bazylii, oregano, majeranku itp. Zamiast fast fooda na lunch proszę przygotować sobie sałatkę z dodatkiem ziaren soi lub kiełków sojowych. Batonika proszę wymienić na kilka orzechów lub suszonych moreli" - radzi dietetyk Małgorzata Krukowska w serwisie „Kobiecyporadnik.pl".
Fastfoody - nie, kanapki - tak
„Dobrze jest zrezygnować z potraw tłustych, jednak nie zalecałabym całkowitej rezygnacji z pieczywa. Nieprawda, że pieczywo tuczy, trzeba tylko jeść je w odpowiednich ilościach i wybierać właściwy rodzaj. Codziennie powinnyśmy spożywać pieczywo pełnoziarniste, razowe, najlepiej żytnie na zakwasie. Jest ono bogatym źródłem witamin z grupy B, kwasu foliowego, magnezu. Błonnik i składniki zakwasu oczyszczają organizm z toksyn i mogą mieć też pozytywny wpływ na kondycję skóry" - wyjaśnia Małgorzata Krukowska.
Owoce lepsze od kremu
Maliny, truskawki, jagody, aronie, borówki i jabłka zapewnią nam dużą ilość przeciwutleniaczy, które doskonale chronią skórę przed uszkodzeniami i starzeniem. W okresie zimowym, gdy ciężko jest znaleźć na sklepowych półkach świeże truskawki, możemy ratować się równie zbawiennymi dla cery owocami egzotycznymi - jak banany, ananasy i figi. Cytrusy zawierające witaminę C odbudowują kolagen i ujędrniają skórę.
Znane z ekskluzywnych, przeciwzmarszczkowych kremów kwasy tłuszczowe omega-3 może z powodzeniem dostarczyć nam solidna porcja łososia. To zdecydowanie najzdrowsza na cerę ryba - poprawia funkcjonowanie naczyń krwionośnych, sprawia, że skóra jest jędrna i odzyskuje młodzieńczy wygląd. „Odmładzające" właściwości mają też nasiona słonecznika, zawierające witaminę E, która spowalnia procesy starzenia, powstawanie zmarszczek i blizn. Jeśli nasza cera potrzebuje nawilżenia i ujędrnienia - dodajmy do naszego jadłospisu orzechy, awokado, siemię lniane i dużą ilość oliwy z oliwek.
W walce z trądzikiem pomogą nam różnorodne zboża, doskonale odbudowujące włókna kolagenowe dzięki zawartości cynku i selenu. Szpinak jest bogaty w kwas foliowy i witaminę A, która regeneruje i chroni naszą cerę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Zanim więc sięgniemy po kolejny „cudowny", naszpikowany witaminami, minerałami i kwasami krem - zastanówmy się, czy nie lepiej udać się na zakupy do warzywniaka.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-11, 13:14 Temat postu: Rosyjska ruletka na talerzu Rosyjska ruletka na talerzu
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/175
Ludzie jedzą różne dziwne rzeczy. W sytuacjach ekstremalnych jesteśmy w stanie wziąć do ust prawie wszystko, bo to może uratować nam życie. Jeśli jednak nie jesteśmy rozbitkami na morzu czy zagubionymi w dżungli turystami, po co próbować jeść coś, co może nam zagrozić? A jednak często ludzie decydują się na prawdziwą rosyjską ruletkę na talerzu.
Maniok
Jest podstawowym warzywem zjadanym przez wiele ludów w Afryce i Ameryce Południowej. Mączyste bulwy tej rośliny są pożywne, zawierają dużo składników odżywczych. Bez manioku mało które plemię przeżyłoby w dżungli. A jednak może się zdarzyć, że maniok zabije. Wszystko dlatego, że istnieją dwa gatunki tej rośliny...
Jedna wytwarza słodkie bulwy, a druga, choć też jadalna, w stanie surowym jest śmiertelnie trująca - zawiera bowiem cyjanek! Tubylcy za tą trującą wersją manioku przepadają - zanim jednak zabiorą się za jej jedzenie, pozbywają się trucizny. Moczą bulwy tego manioku w wodzie przez kilka dni, a następnie poddają go fermentacji. Jest wtedy zdatny do spożycia, choć turystom się go nie poleca.
Niepozorny, groźny rabarbar
W Polsce także jest roślina, która jest chętnie zjadana, choć może powodować poważne zatrucia. Mowa o rabarbarze. Rabarbar wytwarza bardzo szkodliwy kwas szczawiowy i z tego powodu może być zjadany jedynie do czerwca. W lipcu już jest trujący i lepiej go nie próbować.
Gołąbek jak muchomor
Zabawiamy się w rosyjską ruletkę zjadając pospolite w Polsce grzyby - gołąbki. Niewprawny grzybiarz może je bowiem pomylić ze śmiertelnie trującym muchomorem sromotnikowym. Choć wielu twierdzi, że gołąbki są wyjątkowo smaczne, jeśli mamy choć cień wątpliwości lepiej dla nich nie ryzykować.
Egzotyczne zwierzęta
Najbardziej przerażające dla normalnego człowieka są jednak jadowite zwierzęta, które ludzie jedzą prawie wyłącznie z łakomstwa. Dawniej jadowite węże, pająki i ryby jedzono, by przetrwać w czasach głodu. Obecnie trafiają do menu wielu restauracji, by przyciągnąć turystów spragnionych wschodniej egzotyki.
Nietoperz z wścieklizną
W Chinach chętni mogą pożreć sobie skorpiona. W Kambodży - smażone tarantule. W Ameryce Południowej - nietoperze, które bardzo często są nosicielami wścieklizny, a zarazki tej choroby nie znikają, jeśli mięsa nie podda się bardzo skomplikowanej obróbce cieplnej.
Skorpion gotowany lub pieczony
Skorpiony mogą być smażone (dzięki temu podobno tracą swoje trujące właściwości), gotowane lub pieczone. Zjada się je w całości zostawiając jedynie kolec jadowy. W Chinach istnieje przekonanie, że mięso skorpionów sprawia, że krew jest cieplejsza w zimną pogodę.
Pająki z kolei można grillować oraz smażyć. Jada się je głównie w południowo-wschodniej Azji.
Krew kobry
Najbardziej spektakularne jest jednak pożeranie jednego z najbardziej jadowitych węży świata - kobry. W wielu częściach świata krew kobry jest oznaką siły i męskości. W Chinach z kolei zjada się wszystkie znane tam gatunki węży, choć popularnością cieszą się pytony i kobry. W Indonezji z kolei z mięsa kobry królewskiej robi się hamburgery.
Fugu - czyli igranie ze śmiercią
Na liście niebezpiecznych przysmaków nie może też zabraknąć serwowanej w Japonii ryby fugu. Jedni twierdzą, że jest pyszna, inni, że jej jedzenie dostarcza dużego zastrzyku adrenaliny. W końcu nie możemy mieć pewności, czy kucharz wyciął wszystkie śmiertelnie trujące kawałki ryby i za kilka minut nie przestaniemy oddychać.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-11, 13:27
Co najczęściej uczula?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/148
Alergia pokarmowa to nieprawidłowa reakcja systemu odpornościowego na składnik diety. Trudno jednoznacznie określić objawy jakie jej towarzyszą - są one bowiem bardzo różnorodne, zmienne, a przy tym towarzyszy im duża dynamika. Jakie produkty najsilniej uczulają i czym grozi ich spożycie?
Zboża
Zarówno u dorosłych jak i u dzieci występuje uczulenie na białko zawarte w pszenicy, życie i owsie. Niestety, ten rodzaj alergii trudno zdiagnozować, bo np. w pszenicy znajduje się 20 rodzajów białek odpowiedzialnych za celiakię, alergię pokarmową i wziewną.
Owoce
Właśnie zaczął się sezon na truskawki, a te należą do owoców, które najczęściej uczulają. Podobnie jak cytrusy. W truskawkach groźna jest histamina, alergia na nie objawia się pokrzywką lub świądem. Przy uczuleniu na cytrusy należy unikać także soku z tych owoców. Właściwości uczulające ma również kiwi, papaja i mango.
Mleko
Na mleko zwykle uczulone są dzieciaki. Częstą przyczyną tej alergii jest zawarte w mleku białko. Jeżeli zdecydujemy się na zastąpienie krowiego mleka kozim lub owczym, warto pamiętać, że i te mogą okazać się alergiczne. W przypadku takiej uczulenia na mleko można szukać innych źródeł wapnia - np. w mięsie.
Czekolada to mit
Zdarza się, że kiedy u malucha pojawią się zewnętrzne objawy alergii pokarmowej - np. wysypka, pierwszym przysmakiem, który idzie w odstawkę jest czekolada. Tymczasem, wbrew powszechnej opinii, sama czekolada nie jest alergenem, a są nimi jaja, kakao i mleko w niej zawarte.
Jajka
Największym wrogiem wielu osób cierpiących na alergię pokarmowym może okazać się jajko. W białku jaja kurzego jest bowiem kilkadziesiąt substancji alergizujących. Alergia na nie zazwyczaj pojawia się w dzieciństwie. Warto wiedzieć, że białko jaja kurzego występuje w słodyczach, m.in. ciastach, deserach.
Orzechy
Najbardziej uczulają orzeszki ziemne. Alergeny w nich obecne są bardzo groźne i mogą spowodować nawet niebezpieczny dla życia wstrząs anafilaktyczny charakteryzujący się dusznościami, który może zakończyć się nawet zatrzymaniem pracy serca.
Ryby
Niektóre gatunki ryb mogą być przyczyną wystąpienia alergii po ich spożyciu. Reakcja alergiczna może wystąpić wskutek dostania się alergenów do dróg oddechowych (reakcja na zapach), a nawet po dotknięciu talerza z rybą. Szczególnie uczulają: śledź i łosoś oraz makrela.
Lepiej zapobiegać niż leczyć
Zapobiegać objawom alergii pokarmowej jest łatwiej niż np. wziewnej - wystarczy nie jeść tego, co uczula. Problemem jest jednak wychwycenie alergenu w gotowych daniach i żywności przetworzonej.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-11, 13:58
Dziesięć najgroźniejszych bomb kalorycznych
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/2
Miejsce 10. Hamburger
Kalorie: 295 kcal
Najpopularniejszy produkt typu fast food, powszechnie krytykowany właśnie za to, że jest taki tuczący, nie plasuje się wcale najwyżej na liście najbardziej kalorycznych potraw. Co nie oznacza, że możemy do woli objadać się hamburgerami, zwłaszcza że przeciętna kanapka waży dużo więcej niż 100 gram.
Miejsce 9. Pączek
Kalorie: 376 kcal
Smalec, cukier i mąka - to główne składniki pączków. Wszystko razem smakuje wspaniale, więc chętnie sięgamy po drożdżowe ciastka, nie pamiętając o tym, że są smażone w głębokim tłuszczu i nie zawierają praktycznie żadnych składników odżywczych.
Jeśli już naprawdę nie możemy się bez nich obejść, folgujmy sobie nie częściej niż raz w miesiącu.
Miejsce 8. Ciastko francuskie
Kalorie: 432
Całe mnóstwo masła, poza tym cukier i mąka, czasem nadzienie oraz lukier. Jak można się temu oprzeć? Uwielbiane na całym świecie francuskie ciastka to kolejny dowód na prawdziwość reguły, że to, co naprawdę pyszne, musi być niezdrowe.
Miejsce 7. Popcorn
Kalorie:
Choć kukurydza to bardzo zdrowe warzywo i ugotowana stanowi godny polecenia posiłek dla każdego smakosza, jej ziarna uprażone w tłuszczu to już niebezpieczna przekąska.
Jego sprzymierzeńcem jest kino i telewizja - miska pełna popcornu wpisała się na stałe w wizerunek widza i szybko go nie opuści.
Miejsce 6. Czekolada
Kalorie: od 500 do 570 kcal, w zależności od rodzaju
Zawiera dużo magnezu i w tajemniczy sposób poprawia nastrój nawet w najgorszym dniu. Nie odmawiajmy sobie całkiem przyjemności zjedzenia kilku kostek ulubionego przysmaku, bo co to byłoby za życie, gdybyśmy odżywiali się wyłącznie wodą i surowymi marchewkami.
Lepiej jednak zdecydujmy się na czekoladę gorzką i spróbujmy nie zjeść całej tabliczki...
Miejsce 5. Orzechy
Kalorie: od 560 do 680 kcal, w zależności od gatunku
Są pyszne, zdrowe, zawierają dużo magnezu, cynku witaminy E oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych zbawiennych dla naszego mózgu. Dobrze jadać je codziennie... ale w bardzo małych ilościach!
Bakalie to znakomity dodatek do naszego menu, którego nie powinniśmy wykluczać z diety. Problem polega na tym, że wciągają i zanim się obejrzymy, zjemy 100 albo 200 gram. Dlatego zamiast stawiać na stole pełną miskę przysmaków do chrupania czy siadać na kanapie przed telewizorem z torebką smakołyków, lepiej dodać kilka orzechów bądź migdałów do surówki czy kanapek, względnie wyłożyć garść bakalii na talerzyk i nie przekraczać ustalonej na początku dawki.
Miejsce 4. Majonez
Kalorie: 714 kcal
Nieodzowny w większości przepisów sałatkowych, chętnie dodawany także do kanapek. Pamiętajmy jednak, że składa się głównie z oleju, więc lepiej zastąpić go jogurtem lub w ostateczności majonezem o zmniejszonej zawartości tłuszczu.
Miejsce 3. Placki ziemniaczane
Kalorie: 740 kcal
Smażone w głębokim tłuszczu placki to ryzykowny obiad. Możemy ich zjeść całkiem sporo - najlepiej jeszcze z cukrem, śmietaną lub gęstym sosem - zanim poczujemy się najedzeni. W rezultacie ?lekki" obiad dostarczy nam nawet półtora tysiąca kalorii.
Miejsce 2. Spaghetti
Kalorie: 800
Makaron sam w sobie nie należy do dań lekkostrawnych, a jeśli dodamy do tego smażone mięso, gęsty, zawiesisty sos oraz dodatki, otrzymamy pyszne, sycące danie obiadowe... które tak naprawdę wystarczyłoby nam na cały dzień.
Włosi, dla których obok pizzy są to dania narodowe, wyglądają przecież, jakby wiedzieli, co zrobić z nożem i widelcem, a żyją w znacznie cieplejszym klimacie, który sprzyja ruchowi. Poza tym lubują się również w lekkostrawnych sałatkach, co trochę poprawia ogólny bilans kaloryczny.
Miejsce 1. Golonka
Kalorie: 1000 kcal
Prawdziwy mężczyzna lubi golonkę, bo prawdziwy mężczyzna musi dobrze zjeść. To staropolskie przekonanie (a więc pochodzące z czasów, gdy każdy szanujący się szlachcic miał brzuch równie wielki, co apetyt) sprawdza się niekiedy i dzisiaj.
Dobrze przyrządzona golonka to rzeczywiście nie lada przysmak i być może warto czasem zapomnieć o diecie, by oddać się przyjemności. Ostatecznie, jedna porcja tego tłustego mięsa z pewnością nas nie zabije... byle to była jedna porcja w miesiącu (lub w ciągu kilku miesięcy), a nie w tygodniu, bo inaczej urośniemy w zupełnie nieodpowiednich miejscach.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-12, 10:32
Mity na temat pielęgnacji
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art538.html
Czy stojąc w sklepie przy kasie i wydając setki złotych na kosmetyki, kupujemy marzenia? Bywa i tak. Szczególnie, kiedy koncerny produkujące upiększające kosmetyki skutecznie wmawiają nam, że nic nie wiemy o urodzie. Bądźmy czujne, nie dajmy się mitom. Słuchajmy specjalistów – lekarzy, kosmetyczki, fryzjerów. Wzbogacajmy się o ich wiedzę. Nie wierzmy ślepo koleżankom czy ulotkom reklamowym. Zawsze postępujmy rozsądnie. Na początek pomożemy obalić kilka mitów.
Im częściej używamy peelingów, tym skóra lepiej wygląda
Nie wierzmy w to. Rzeczywiście peelingi sprawiają, że cera staje się promienna i wygląda młodziej. Kosmetyczki zalecają, by wykonywać je regularnie. Regularnie nie oznacza bez przerwy. Bowiem zbyt częste stosowanie peelingów może sprawić, że cera stanie się podrażniona i przesuszona, ponieważ nie damy jej możliwości na spokojną regenerację. Częstotliwość stosowania powinna być dostosowana do rodzaju cery oraz samego peelingu. Najlepiej by zadecydowała o tym kosmetyczka.
Czekolada powoduje trądzik
Specjalistyczne badania wykazały, że stwierdzenie posądzające czekoladę o wywoływanie pryszczy, należy włożyć między bajki. Zjedzenie kilku kostek czekolady przekreśla nawet szans wyleczenia występującego już trądziku. Oczywiście pod warunkiem, że dieta osoby chorej na trądzik, jak każdej osoby, jest odpowiednio zbilansowana. Bo właśnie dieta, hormony, nadprodukcja sebum powodują zatykanie się porów i zmiany ropne mogące prowadzić do nasilenia zmian trądzikowych. Nie sama czekolada. Oczywiście trądziku nigdy nie leczymy na własna rękę. Zawsze pod okiem dermatologa.
Balsam do ciała można stosować jako krem do twarzy
Uważajmy, bo to jeden z bardzo niebezpiecznych dla naszej skóry mitów. Oczywiście nic się nie stanie, jeśli sporadycznie posmarujemy twarz balsamem, jednak specjaliści ostrzegają by nie robić nawet tego. Powód jest prosty, składniki balsamu (choćby kompozycje zapachowe) mogą podrażniać bardzo delikatną skórę twarzy. Jeśli latem wystawimy twarz na słońce, możemy spowodować reakcje fototoksyczne czy fotoalergiczne. Z kolei krem do twarzy można bez obaw stosować na skórę całego ciała. Na sklepowych półkach znajdziemy natomiast wielofunkcyjne balsamy, które sprawdzą się jako kremy do twarzy, musi to być jednak wyraźnie zaznaczone na ulotce dołączonej do opakowania.
Kobieta nie powinna używać męskich kosmetyków
Dlaczego nie? Jeśli oczywiście nie mamy na myśli kremu do golenia. Choć nawet i ten, użyty sporadycznie do depilacji nóg, nie powinien zaszkodzić. Bez oporów natomiast panie mogą użyć męskiego dezodorantu lub wody perfumowanej. Jeśli tylko odpowiada im męski zapach. A często odpowiada. Przecież zapachy dla panów są tak skomponowane, by trafić w damskie gusta. Jeśli kobiecie odpowiadają ostre, kolońskie czy drzewne aromaty, może używać męskich wód. Zresztą na sklepowych półkach znajdziemy perfumy typu unisex, przeznaczone dla kobiet i mężczyzn. Nie używajmy natomiast męskich kremów do pielęgnacji twarzy. Są przeznaczone do grubszej skóry i składniki w nich zawarte mogą podrażniać. Zresztą tak jak we wszystkim, również tu powinno się znaleźć umiar.
Codzienne mycie wysusza włosy
Jakże często powtarzają nam to zdanie nasze babcie, czasami mamy. Przykro nam to mówić, ale nie wierzmy im. Naukowcy już dawno dowiedli, że odpowiednio dobrany szampon do posiadanego rodzaju włosów nie wysuszy ich, nawet wtedy, jeśli myje się je codziennie. Specjaliści zalecają by włosy myć wtedy, gdy tylko poczujemy taką potrzebę, nawet każdego dnia. Mitem jest stwierdzenie, że mycie głowy raz w tygodniu spowolni pracę gruczołów łojowych. Natomiast faktem jest, iż tłusta skóra i włosy są idealną pożywką dla szkodliwych bakterii. Pielęgnując włosy stosujmy tylko łagodne kosmetyki, a do płukania włosów nie używajmy gorącej ani zimnej wody. Zbyt wysoka lub niska temperatura pobudza gruczoły łojowe do pracy. Do suszenia włosów zamiast po suszarkę, sięgnijmy po miękki, bawełniany ręcznik.
Antyperspiranty są szkodliwe
Istnieje wiele mitów na temat antyperspirantów, ale żadne badania nie potwierdziły ich rzekomej szkodliwości dla zdrowia. Wydzielanie potu jest naturalnym procesem fizjologicznym, który przeciwdziała przegrzaniu organizmu. Pot składa się w 99 proc. z wody i tą drogą nie są usuwane substancje toksyczne, które są wydalane z organizmu głównie przez wątrobę i nerki. Dlatego właśnie stosowanie antyperspirantów nie powoduje zahamowania wydzielania szkodliwych substancji z organizmu.
Zygmunt Skibicki - 2010-12-12, 12:40
| wp.pl napisał/a: |
Warzywa korzeniowe górą
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...niowe-gora.html
Zima to okres, kiedy zmniejsza się dostępność świeżych warzyw. Nie oznacza to jednak, że możemy sobie pozwolić na ich mniejszy udział w diecie. Pięć do sześciu porcji warzyw to zalecane dzienne spożycie. Ile wynosi porcja? Jedna porcja to tyle ile mieści się w naszej dłoni średnio od 100 do 150 g. Zatem 500 g warzyw to wymagane dzienne minimum!
Jakie warzywa najlepiej wybierać w okresie zimowym? Łatwo dostępne, a zarazem niezwykle wartościowe są warzywa korzeniowe. To właśnie nimi możemy bez przeszkód cieszyć się przez cały rok. Zaliczamy do nich przede wszystkim: marchew, buraki, pietruszkę, selera i chrzan.
Marchewka jest jednym z najlepszych źródeł beta-karotenu w diecie. Beta-karoten to barwnik, odpowiadający za charakterystyczną pomarańczową barwę warzywa. Bardziej intensywna barwa marchwi oznacza zatem wyższą zawartość beta-krotenu. Wspomniany barwnik pełni również funkcję prowitaminy, w organizmie człowieka zostaje przekształcany do witaminy A. Witamina A jest niezbędna do prawidłowego procesu widzenia, budowy tkanek i czerwonych krwinek.
Jako przeciwutleniacz zapobiega rozwojowi chorób nowotworowych oraz spowalnia procesy starzenia organizmu. Szczególnie istotny w okresie zimowym jest fakt, że witamina A odpowiada również za sprawne funkcjonowanie układu odpornościowego, a tym samym skuteczną ochronę przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. Na tym nie kończy się zasięg działania tej witaminy, jest ona dodatkowo niezbędna do syntezy części hormonów i funkcjonowanie układu nerwowego.
Kolejnym istotnym składnikiem obecnym w marchwi, jest błonnik nierozpuszczalny. Wspomaga on perystaltykę jelit, chroniąc przed uciążliwymi zaparciami. Błonnik nierozpuszczalny zawarty w marchwi sprawia, że przyrządzane z niej potrawy są sycące, a co za tym idzie zmniejsza się nasz apetyt i łatwiej utrzymać prawidłową masę ciała.
W marchwi występuje również błonnik rozpuszczalny, odpowiedzialny za usuwanie z organizmu toksycznych substancji i regulowanie stężenia cholesterolu. Błonnik rozpuszczalny działa pomocniczo w przypadku podrażnień przewodu pokarmowego, stąd powszechne zastosowanie marchwi w zaburzeniach pokarmowych u niemowląt i dzieci.
Marchew możemy spożywać w formie surowej lub gotowanej. Jeśli nie mamy czasu na przygotowywanie surówek, zabierajmy ze sobą do pracy zwykłą obraną marchewkę. Jeśli i na to brakuje nam czasu, zaopatrzmy się w niepasteryzwany świeży sok marchewkowy. Przygotowując surówki pamiętajmy o dodatku tłuszczu, najlepiej roślinnego np. oliwy z oliwek, oleju lnianego lub słonecznikowego.
Wchłanianie zarówno karotenoidów jak i witaminy A w przewodzie pokarmowym jest bowiem uzależnione od jego obecności. Łyżeczkę oleju można również dodać do soku marchewkowego. Ponieważ witamina A należy do trwałych i odpornych na procesy termiczne, zawierające ją produkty możemy podawać gotowane lub duszone. W tej formie zawartość witaminy A zmniejszy się jedynie nieznacznie. Do marchewki duszonej i gotowanej również powinniśmy dodawać niewielką ilość tłuszczu, najlepiej przyprawiać nim gotowe potrawy.
Burak to warzywo, którego cenne właściwości bywają często niedoceniane. Podobnie jak marchew jest dobrym źródłem potasu i błonnika rozpuszczalnego. Barwniki zawarte w burakach noszą nazwę betacyjanów. To właśnie one nadają im piękną rubinowoczerwoną barwę. Betacyjany należą do grupy antocyjanów, wykazują działanie hamujące rozwój bakterii. Sok z buraków ma działanie wzmacniające odporność organizmu. Bada się również wpływ betacyjanów na hamowanie procesów nowotworowych.
W burakach występują znaczne ilości kwasu foliowego, składnika niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania układu krwiotwórczego i nerwowego oraz rozwoju wszystkich komórek organizmu. Niedobory folianów mogą powodować niedokrwistość oraz zwiększać podatność na zmiany nowotworowe.
O odpowiednią ilość kwasu foliowego powinny szczególnie dbać kobiety w ciąży, osoby starsze oraz młodzież w wieku dojrzewania. Są to grupy najbardziej narażone na jego niedobory. Warto zwrócić uwagę, że kwas foliowy jest bardzo wrażliwy na działanie podwyższonej temperatury. Obróbka termiczna buraków będzie zatem powodowała obniżenie ich cennych właściwości. Powinniśmy spożywać je również w formie surowej, jako soki lub utarte z jabłkiem czy chrzanem.
Wartość prozdrowotną buraków podnosi obecność betainy, substancji ochraniającej wątrobę. Spożywanie dużej ilości tłustych pokarmów oraz alkoholu znacznie obciąża ten narząd. Warto zatem, w celach profilaktycznych, spożywać sok z buraków, co pomoże w odtruwaniu wątroby.
Selera, pietruszkę i chrzan ze względu na intensywny smak i aromat używamy w kuchni w mniejszych ilościach. Seler charakteryzuje się wysoką zawartością olejków eterycznych. Możemy z niego przyrządzać surówki, a w połączeniu z marchwią i pietruszką doskonale sprawdza się jako dodatek do wywarów warzywnych oraz potrawek mięsno – jarzynowych.
Korzeń pietruszki zawiera olejek eteryczny o działaniu moczopędnym i pobudzającym trawienie. W związku z czym pietruszka znajduje zastosowanie w chorobach dróg moczowych i dolegliwościach układu pokarmowego.
Chrzan charakteryzuje się najbardziej intensywnym aromatem spośród warzyw korzeniowych. Nie spożywamy go samodzielnie, ale jako dodatek do sosów, surówek i przetworów warzywnych, co zaostrza ich smak. Korzeń chrzanu zawiera substancje od działaniu bakteriostatycznym.
Pozytywny wpływ warzyw korzeniowych na nasze zdrowie jest bezsprzeczny. Powinniśmy spożywać je przez cały rok. Odpowiednio przechowywane zachowują swoje właściwości przez wiele miesięcy. Możemy je zjadać na surowo, gotowane lub jako dodatek do zup i potraw mięsnych. Ich dodatkową zaletą jest cena, konkurencyjna w stosunku do importowanych w okresie zimowym warzyw. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-16, 20:56
| wp.pl napisał/a: |
Czy sushi może nam zaszkodzić?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/181
Oczywiście, że tak. Do przygotowania tej coraz bardziej popularnej japońskiej potrawy używa się przecież surowej ryby. W kraju, gdzie trafienie w sklepie na świeżą rybę graniczy z cudem prawdopodobieństwo zatrucia jest spore. Jednak to nie zatrucie pokarmowe jest głównym zagrożeniem, gdy jemy sushi. Najgroźniejsze są występujące w rybim mięsie pasożyty.
Ryby są nosicielami pasożytów
Ryby, jak każde żywe organizmy, są nosicielami wielu pasożytów. Znaczna ich część jest dla człowieka niegroźna, ale niektóre mogą powodować bardzo poważne choroby. Zarówno robaki płaskie, jak i obłe oraz ich jajeczka, które w obfitości występują w każdej rybie, mogą być zabite dopiero w trakcie obróbki termicznej lub zamrożenia. Jednak jajka pasożytów w przypadku zamrożenia giną dopiero po tygodniu.
Robaki w głowie
W 2007 roku do mediów trafiło zdjęcie pana Shota Fujirawa z Japonii, w którego głowie lekarze znaleźli olbrzymią liczbę robaków. Zarowówno fotografie z sali operacyjnej, jak i historia miłośnika sushi budzi podejrzenia co do ich autentyczności, jednak warto poznać ten przypadek. Ponoć pan Shota tak bardzo lubił surową rybę, że starał się, by zjadane przez niego kawałki, były możliwie najbardziej świeże a nawet jeszcze żywe.
Wszystko przez sushi?
Zanim trafił do szpitala, przez trzy lata cierpiał na silne bóle głowy, których źródła nie udało się ustalić. Trafił do szpitala gdy zaczął mieć problemy psychomotoryczne. Rentgen głowy i badanie tomokomputerowe nic nie wykazały. Dopiero po otwarciu czaszki lekarze odkryli w mózgu pacjenta ogromne siedlisko wijących się żyjątek i ich jajeczka.
Czym możemy się zarazić?
To zdecydowanie skrajny przypadek, jednak "złapanie pasożytów" od surowej ryby nie jest wcale niemożliwe. Czym możemy się zarazić? Wszystkim! Tasiemiec Diphyllobothrium latum, czyli bruzdogłowiec szeroki, występuje zarówno u ludzi i zwierząt. Ryba jest jego żywicielem pośrednim, co oznacza, że gdy zwierzę zje jajeczko tasiemca, wytwarza on w ciele ryby cystę i czeka, by przedostać się do żywiciela ostatecznego, a tam przejść w formę dorosłą.
Jak "działa" tasiemiec
Po zjedzeniu zarażonej ryby już mamy tasiemca w organizmie. Wykluwa się on i przyczepia do ściany jelita. Powoduje anemię, obniżenie liczby czerwonych płytek oraz hemoglobiny, zwiększenie zawartości białka w moczu, zaburzenia układu pokarmowego, wymioty. W krótkim czasie może doprowadzić do tak znacznego wycieńczenia organizmu, że potrzebne będzie leczenie szpitalne i bardzo niezdrowa kuracja skomplikowanymi medykamentami.
Uwaga na larwy
W rybach żyją również przywry i nicienie. Są one łatwe do zauważenia, ale bardzo szkodliwe. Niektóre nicienie mogą przedostać się nawet do mózgu. Anisakidoza to choroba pochodząca od nicieni, która może prowadzić nawet do śmierci. Ciężko ją rozpoznać u ryb, można zauważyć larwy, ale nie jest to skuteczne, ponieważ nie wiadomo po jakim czasie od złowienia ryba została zabita. Larwy nicienia przebywają nie tylko w mięśniach, ale i śluzówce żołądka, gonadach czy wątrobie. Po śmierci ryby wędrują z jamy ciała do mięśni.
Są też bakterie i wirusy
Surowa ryba może być także źródłem niebezpiecznych bakterii i wirusów. Profesjonalni szefowie kuchni do przygotowania sushi z surową rybą używają tylko tych głęboko mrożonych. Głębokie mrożenie jednak nie zabija całkowicie bakterii, a jedynie może zahamować lub spowolnić ich rozwój.
Może być również rteć
Ryby żyjące w otwartych akwenach wodnych są też narażone na kontakt z rtęcią, która jest znana ze swoich neurotoksycznych własności. Wraz z rybą rtęć przedostaje się do naszego organizmu. Dzieci, kobiety w ciąży oraz planujące zajście w ciążę, powinni ograniczyć spożycie tych ryb.
Lepiej rybę ugotować lub usmażyć
Jak się ustrzec przed śmiercionośnymi pasożytami z ryb? Przede wszystkim ograniczajmy jedzenie ryb surowych, a jeśli już je spożywamy, to tylko z bardzo zaufanego źródła. Najskuteczniejsza będzie jednak obróbka cieplna. Do sushi dodajmy więc krewetki, a rybę zjedzmy po usmażeniu. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-20, 18:08
| wp.pl napisał/a: |
Jak sprawdzić czy ryba jest świeża?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/inde...id/688/strona/1
Trudno wyobrazić sobie święta Bożego Narodzenia bez potraw rybnych. Półmiski ze smażonym karpiem w cebulowej pierzynie, aromatyczna ryba po grecku, karp w galarecie i dorsz po staropolsku to tylko niektóre z tradycyjnych dań o aromacie i smaku bezsprzecznie kojarzącym się z najmilszymi i najbardziej rodzinnymi świętami w roku. Warto jednak pamiętać, że nie tylko sprawdzony przepis, ale również pochodzenie i świeżość ryby decydują o kulinarnym sukcesie.
Gdzie więc kupić dobrą rybę? Odpowiedź wcale nie jest prosta. Większość sklepów rybnych jest zaopatrzona w takie gatunki ryb, które przed świętami "zejdą" na pewno - bez problemu zakupimy śledzia, dorsza, pangę, makrelę i karpia, gdy jednak zechcemy poeksperymentować i przyrządzić bardziej ekstrawaganckie i zaangażowanie danie rybne, możemy mieć niemały problem. O takich smakowitościach, jak miruna, brotula czy grenadier - ostatnio mocno konkurujący z rybami dorszowatymi, wielu z nas nigdy nie słyszało. Nie słyszeli o nich również sprzedawcy w sklepach rybnych, którzy zapytani o taki produkt, zazwyczaj robią oczy szerokie ze zdziwienia. Ale nawet, gdy już wypatrzymy ulubioną sztukę w sklepowej zamrażarce, jak poznać, że ryba jest świeża?
Zwróć uwagę
Stowarzyszenie Importerów Ryb zwraca uwagę na sposób ekspozycji ryb zarówno w małych sklepach, jak i hipermarketach. Świeże ryby w całości, tusze i filety powinny być wyłożone na lodzie lub w zamkniętej chłodziarce o regulowanej temperaturze. Kolor oczu, skóry i płetw ryby powinien być jak najbardziej zbliżony do kolorów ryby żywej - jeśli oczy tego kręgowca są mętne lub "wysuszone", powinna zapalić się nam czerwona lampka ostrzegawcza - jego świeżość jest wątpliwa. Jeśli kupujemy rybę w całości, zwróćmy uwagę na kolor skrzeli - powinny one mieć jaskrawą barwę - w zależności od gatunku - od jasnoczerwonej, przez purpurową po ciemnoczerwoną. Wyblakłe skrzela lub takie, na których widoczny jest biały nalot powinny obudzić naszą czujność.
Ponadto - zwróćmy uwagę na zapach ryby. Być może wąchanie ryb niektórym konsumentom może się wydać nieeleganckie i mało taktowne - ale, chyba lepiej przemóc się i poprosić sprzedawcę o taką możliwość, niż po zakupie wyrzucić rybę do kosza na śmieci? Podobnie - warto poprosić sprzedawcę o możliwość dotknięcia ryby (można to zrobić w foliowej rękawicy). Tkanka mięśniowa powinna być zwarta i sprężysta - jeśli jest mazista, zmieńmy sklep. Doświadczeni wędkarze na hobbystycznych forach podają też inną metodę - należy nacisnąć rybie mięso palcem - jeśli po palcu zostanie ślad, ryba jest nieświeża, jeśli odcisk palca szybko zniknie, możemy kontynuować zakupy.
Smakosze ryb zarówno słodkowodnych, jak i morskich, jednym tchem wymieniają wszystkie cechy ryby wskazujące na to, że jest ona nieświeża - zapadnięte, "nieświecące się" oczy, lepkość skóry, bladość skrzeli - wystąpienie chociaż jednej z tych cech powinno sprawić, że zrezygnujemy z zakupu i dobrej, świeżej ryby poszukamy u innego sprzedawcy.
Czy mrożone ryby naprawdę są gorsze?
Wiemy już jak postępować przy zakupie ryby świeżej, wyłożonej na lodzie lub przechowywanej w całości lub w częściach w sklepowej chłodziarce. W przypadku ryb puszkowanych lub zamkniętych w słoiku, o zdatności do spożycia powinna informować nas data ważności umieszczona na opakowaniu. Wielu z nas natomiast, tylko w ostateczności decyduje się na zakup ryb mrożonych, wrzucanych hurtem do firmowych zamrażarek lub kupuje je "bez przekonania". Obawa przed tym, że ryby te są specjalnie polewane wodą przez producenta, aby ich waga zwiększyła się, nie jest nieuzasadniona. Bo jak wytłumaczyć fakt, że po włożeniu ryby na gorącą patelnię, po chwili ryba "znika" i zostaje połowa jej objętości, a reszta rybiego mięsa dosłownie i w przenośni wyparowuje?
Ponadto, bywa, ryby są "ratowane" przed zepsuciem właśnie mrożeniem. Jeśli jednak standardy mrożenia ryb zostają zachowane i: ryba nie jest dosłownie skuta lodem proces mrożenia odbywa się przy użyciu odpowiedniego sprzętu, w jaki są wyposażone zarówno statki łowcze, przetwórnie jak i zakłady na lądzie samo mrożenie odbywa się w odpowiednim czasie od połowu, czyli nie później niż 12-24 godziny od momentu, jak ryba straciła kontakt z wodą możemy pokusić się o zakup takiej mrożonej ryby, zwłaszcza, że zamrażanie nie oznacza, że ryba traci swoje wartości odżywcze lub, że będzie smakowała gorzej.
Stowarzyszenie Importerów Ryb zwraca uwagę, że jedną z głównych zalet ryb mrożonych jest ich trwałość, która w zależności od gatunku oraz temperatury składowania wynosi od 6 miesięcy do nawet 2 lat. Pod warunkiem, że ryba zostanie odpowiednio zabezpieczona przed utratą wody z tkanki mięśniowej ryb. Służy temu glazurowanie, czyli nasza największa bolączka. Glazurowanie bowiem, to nic innego, jak zraszanie zamrożonych filetów aerozolem wodnym lub zanurzanie ich w wodzie. W wyniku tej czynności na powierzchni ryby tworzy się warstwa wody zabezpieczająca rybie mięso przed dostępem powietrza chroniąca je tym samym przed utratą wody śródtkankowej.
Problem w tym, że woda pochodząca z glazurowania powinna stanowić nie więcej, niż 5% wagi ryby, a zdarza się, i to nierzadko, że zawartość wody np. w mrożonym rybnym filecie wynosi nawet 40%. Jak się nie naciąć? Po prostu patrzmy uważnie na to, co wkładamy do sklepowego koszyka. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-20, 23:29
| wp.pl napisał/a: |
Szkodliwe składniki kosmetyków
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...o:8/art546.html
Wydaje Ci się, że używając kosmetyków dbasz siebie? Prawda jest taka, że balsamy, kremy, kosmetyki kolorowe i inne środki, które na siebie nakładasz, produkowane są w dużej mierze ze szkodliwych chemikaliów, podczas gdy substancje pielęgnacyjne stanowią zaledwie minimalną ich część. Ponadto, składniki przyjazne dla skóry nawet nie są w stanie dotrzeć do jej głębszych warstw, bo wiążą je oleje mineralne (pochodzące z przetwórstwa ropy naftowej), które nie są dobrymi nośnikami.
Przeciętna kobieta codziennie aplikuje na swoją skórę 175 rozmaitych związków chemicznych. W codziennym życiu mamy do czynienia z ponad 4000 szkodliwych substancji wchodzących w skład różnych kosmetyków, na których działanie sami się narażamy. Są to najczęściej substancje takie jak: oleje mineralne, oleje silikonowe, barwniki, konserwanty, rozpuszczalniki, sztuczne substancje zapachowe.
Niektóre konsekwencje używania szkodliwych chemikaliów
Związki chemiczne, używane do produkcji kosmetyków, mogą doprowadzić do przewlekłych stanów trądzikowych, wypadania włosów, problemów z zajściem w ciążę, zaburzeń potencji itd. Szczególnie ważne jest nienarażanie się na ich działanie w czasie ciąży i karmienia. Warto w tym okresie zwrócić szczególną uwagę na to, czego używamy. Składniki kosmetyków przenikają bowiem do krwi i mogą w niekorzystny sposób wpłynąć na rozwój zarodka oraz płodu. Również należy ostrożnie podchodzić do kosmetyków pielęgnacyjnych dla niemowląt, które nie mają jeszcze wykształconego układu odpornościowego.
Kupując kosmetyki często zwracamy uwagę na ich zapach, konsystencję, trwałość itd. Tymczasem tym, co najbardziej powinno nas interesować jest skład INCI. Bo co z tego, że zakupiony środek będzie ładnie pachniał czy dobrze się wchłaniał, jeżeli jednocześnie będzie nam szkodził.
Niska cena – wysoka szkodliwość
Producenci kosmetyków wykorzystują toksyczne składniki, gdyż są one tańsze i łatwiej dostępne. Konsumenci rzadko patrzą na skład kupowanych specyfików, znacznie więcej uwagi poświęcając cenie gotowego produktu. Dlatego też tanie kosmetyki lepiej się sprzedają, mimo że niska cena najczęściej wiąże się ze słabą jakością i zwiększoną szkodliwością danego środka.
Postaw na naturalne składniki
Najbezpieczniej jest wybierać kosmetyki o prostych kompozycjach i w miarę naturalnym składzie. Szczególnie ważne jest, żeby środki, których używamy na co dzień były jak najmniej szkodliwe. Najbezpieczniej jest sprawdzić ich skład na etykiecie. Można również samemu przygotować sobie kosmetyki z naturalnych składników.
Uważaj na kosmetyki z USA
Wiele osób zamawia kosmetyki przez Internet, najczęściej dlatego, że za pośrednictwem sieci można kupić produkty marek, których u nas nie ma. Należy jednak zachować ostrożność, ponieważ używając kosmetyków z krajów z poza Unii Europejskiej możemy narazić się na działanie jeszcze większej ilości groźnych chemikaliów. UE zakazała stosowania w produktach kosmetycznych ponad 1100 związków chemicznych. Tymczasem np. w Stanach Zjednoczonych prawo w tym względzie jest znacznie mniej restrykcyjne. Produkowane tam kosmetyki zawierają nawet metale ciężkie, tj. ołów, toluen, formaldehyd.
Lista niebezpiecznych chemikaliów
Pełną listę najbardziej szkodliwych dla zdrowia substancji znajdujących się w kosmetykach opublikowało Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów. Należą do nich m. in.: • Dioksan
• AHA (alpha hydroxy acid)
• Bentonite
• Benzalkonium Chloride
• et Benzalkonium bromie
• BHA (butylated hydroxyanisole)
• BHT Butylated Hydroxytoluene
• Carbomer 934, 940, 941, 960, 961
• Polimery kwasu akrylowego (acrylic acid)
• Cocamidopropyl betaine (CAPB)
• Coco-betaine
• Cocoyl Sarcosine
• Diethanolamine DEA
• Dietanolamina
• Triethanolamine (TEA) Monoethanolamine (MEA)
• Cocomide DEA
• Dimethicony
• Disodium EDTA
• DMDM Hydantoin & Urea
• FDC-n (FD&C)
• Fragrances
• Methyl Chloroisothiazolinine
• Methylparaben C8H8O3
• Mineral oil, Petrolatum, Paraffin Oil, Paraffinum liquidum (Olej mineralny, parafina, olej parafinowy)
• Oxybenzone
• Parabeny
• Phenoxyethanol
• Polyethylene Glycol (PEG)
• Butylene Glycol
• Polysorbate (20-85)
• Propylene Glycol
• Xylene Glycol
• Quaternium-15
• Sodium Cyanide
• Sodium Lauryl Sulfate
• Sodium Laureth Sulfate
• Ammonium Lauryl Sulfate
• Sodium Myreth Sulfate
• Laurylosiarczany sodu
• Sodium Lauryl Sulfate = SLS
• Sodium Laureth Sulfate = SLES
• Sodium Oleth Sulfate
• Sodium PCA (NAPCA)
• Sorbolene
• Stearamidopropyl Tetrasodium EDTA
• Styrene Monomer
• Talk
• Triclosan |
I wszystko było by w miarę dobrze, gdyby te nazwy były zrozumiałe dla zwykłego człowieka. Chemicy mają lepiej!
Zygmunt Skibicki - 2010-12-21, 20:32
| wp.pl napisał/a: |
Jaką wodę wybrać?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...ode-wybrac.html
Z każdej strony atakują nas reklamy różnych wód mineralnych - że zdrowe, że smaczne, że warto pić je litrami. Ogólnie rzecz biorąc to prawda, musimy jednak pamiętać, że nie wszystkie wody mineralne mogą nam pomóc.
Niektóre z nich, pite w nadmiarze szkodzą i mogą spowodować problemy ze zdrowiem.
Pytanie podstawowe brzmi: którą wodę mineralną możemy pić bez ograniczeń, a którą jedynie sporadycznie? Odpowiedzi na te pytania znajdują się na etykietach. W sklepach kupić bowiem możemy naturalne wody mineralne, pochodzą z ujęć położonych głęboko pod ziemią, dzięki czemu wolne są od zanieczyszczeń zewnętrznych, dostarczają sporo składników mineralnych, wpływających na zdrowie. Zwracajmy uwagę na to, czy woda jest nisko, średnio, czy wysoko zmineralizowana. To zasadnicza różnica.
Innym rodzajem są naturalne wody źródlane, które pochodzą ze źródeł położonych nieco płyciej. Mają nieco mniej składników mineralnych, co oznacza że ich picie nawet w sporych ilościach, nie zmienia w sposób istotny zawartości minerałów w naszym organizmie. Są wreszcie wody stołowe, które powstają z wymieszania wody źródlanej z mineralną, solami naturalnymi bądź innymi składnikami mineralnymi.
Zaleca się, by każdego dnia dostarczać wraz z pożywieniem około 1,5 - 2 litrów płynów dziennie, z czego co najmniej litr stanowić powinna czysta, niegazowana woda mineralna. Resztę niezbędnych płynów spożyć możemy pod postacią soków czy herbat, a także pożywienia.
Do picia najlepsza jest woda średnio lub nisko zmineralizowana. Natomiast wszystkie gatunki, które dostarczają dużych ilości mikroelementów mogą wywierać zły wpływ na organizm. Minerały bowiem, choć są dla nas bardzo ważne, w nadmiarze mogą szkodzić - magazynując się w wątrobie i nerkach upośledzają ich działanie.
Przede wszystkim zwracajmy uwagę na zawartość sodu. Duża ilość tego pierwiastka w wodzie jest szczególnie niekorzystne w przypadku osób cierpiących na nadciśnienie tętnicze, jednak nawet osoby zdrowe powinny unikać zbyt wysokiej dawki sodu w diecie – powoduje on zatrzymanie wody w organizmie, a co za tym idzie obrzęki i wzrost ciśnienia.
Do przygotowywania posiłków dla dzieci koniecznie używajmy wody o minimalnej zawartości sodu. Lepiej w związku z tym sprawdzą się te źródlane niż mineralne. Z kolei przy zwiększonym wysiłku fizycznymlepiej zdecydować się na wodę średnio zmineralizowaną bo wraz ze zwiększonym poceniem się tracimy nie tylko wodę, ale też sole mineralne z organizmu. I zmieniajmy rodzaje pitej wody. W ten sposób zawartość poszczególnych składników będzie różna i nie narazimy się na przedawkowanie czy niedobór któregoś.
Bardzo silne oddziaływanie na organizm mają wody lecznicze. Ich picie powinno być przepisane przez lekarza i odbywać się zgodnie z jego wskazówkami. Niewłaściwe dobranie wody leczniczej do schorzenia może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wielka Pieniawa na przykład ma zastosowanie w leczeniu niedokrwistości i stanach zapalnych jelita grubego, a także w dolegliwościach żołądkowo – dwunastniczych, schorzeniach wątroby i trzustki. Przedawkowana może poszerzyć objawy, w niczym nam nie pomagając. Podobnie Słotwinka – polecana w przewlekłych zapaleniach dróg moczowych i stanach stresowych - nie wyleczy nas, gdy zawarte w niej minerały będą się w organizmie odkładać.
Uważajmy także na tzw. wody smakowe. Większość z nich to napoje z dodatkiem cukru, zagęszczonych soków, sztucznych barwników, konserwantów i substancji słodzących. Większość z tych dodatków to substancje sztuczne, a więc szkodliwe.
I na koniec odwieczny dylemat: woda gazowana czy niegazowana? Gazowana nie powinna szkodzić ani nie jest mniej wartościowa. CO2 nie dopuszcza do mnożenia się bakterii - pod tym względem więc woda gazowana jest „zdrowsza". Nie powinny po nią jednak sięgać osoby cierpiące na nadkwasotę, zaburzenia trawienia, choroby gardła. Wodę gazowaną warto za to pić po wysiłku, bo m.in. nasila wytwarzanie moczu, z którym wydalane są toksyny. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-21, 20:37
| wp.pl napisał/a: |
Ugotuj sobie zupę
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...sobie-zupe.html
Gotując zupę możemy improwizować i dodać do niej wszystko to, na co mamy ochotę. Warto jednak je jeść nie tylko z powodu przyjemności, jaka płynie z ich przyrządzania.
Zupy są doskonałym rozwiązaniem dla osób, które chciałaby schudnąć, są odżywcze, zawierają ważne dla nas składniki, a w zimne jesienne i zimowe dni potrafią nas rozgrzać.
Zupy dla odchudzających się
Jedzenie zup to doskonały pomysł dla osób, które chciałby zrzucić na wadze. To dlatego, że zupy dają uczucie sytości, a jednocześnie są niskokaloryczne więc nie tuczą. Należy jednak przy tym pamiętać, że zupa nie może być zagęszczana, a zabielać warto jogurtem czy mlekiem, bo to właśnie zasmażka i śmietana sprawiają, że zupa staje się kaloryczna. Nie należy także przesadzać z takimi dodatkami jak ryż, chleb lub ziemniaki.
Z zupy ugotowanej na mięsnym wywarze powinno się z wierzchu ściągnąć tłuszcz. Zupę je się długo, dzięki temu mózg otrzyma sygnał o sytości, nim zdążymy zjeść zbyt dużo. Poza tym, nawet jeśli po zupie będziemy mieć ochotę zjeść drugie danie, zupa wypełni żołądek i na kolejny posiłek, przeważnie bardziej kaloryczny, zostanie znacznie mniej miejsca.
Wartości odżywcze zup
Chociaż dietetycy nieustannie przypominają jak istotne są dla naszego zdrowia warzywa, na ogół jemy ich znacznie mniej, niż powinniśmy. Zupy są doskonałym sposobem, aby zmieniać kulinarne przyzwyczajenia i zapewnić organizmowi dostawy ważnych dla niego warzyw. Wiadomo, że prawidłowo zbilansowana dieta to taka, która jest różnorodna. Także i ten warunek można łatwo spełnić jedząc zupy.
Zupy można bowiem komponować z rozmaitych warzyw. A odżywiając się w sposób urozmaicony, dostarczamy organizmowi wszystkich niezbędnych dla niego składników odżywczych. Zupy to skarbnice minerałów i witamin, a także błonnika pokarmowego. Ponadto, w zupach znajdują się białka, tłuszcze oraz węglowodany. Jesienią i zimą dobrym pomysłem jest korzystanie z mrożonek. Nie zapominajmy też, że zupy w dużej mierze składają się z wody, która także ma znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.
Rozgrzewające właściwości zup
Latem, w gorące dni, kiedy nie mamy apetytu, świetnie sprawdzają się chłodniki. Natomiast zimą potrzebujemy takiego pożywienia, które nas rozgrzeje. Nadmierne wychłodzenie organizmu niesie bowiem ryzyko obniżenia odporności. Znakomitą metodą są właśnie zupy. Zwłaszcza, jeśli odpowiednio je przyprawimy.
Jedną z silnie rozgrzewających przypraw jest imbir, który ponadto łagodzi infekcje i zawiera substancje przeciwzapalne. Nawet największego zmarzlucha rozgrzeje ostra papryczka, np. chili. Poza tym, chili wzmacnia odporność i ma właściwości przeciwbólowe. Działanie rozgrzewające ma również cynamon, kardamon, anyż i czosnek. Pamiętajmy też, że czosnek oraz cebula to naturalne antybiotyki. Dodając je do zupy, wzmocnimy odporność organizmu.
Kilka słynnych zup świata
Jedną z bardzo słynnych zup jest soupe de pistou. Zupa pochodzi z Nicei, jest to gęsta, pełna aromatu, wielowarzywna zupa. Do zupy dodaje się przypominający pesto sos z bazylii, stąd też jej nazwa. Aby zupę ugotować należy przygotować 1kg białej fasoli i 1kg fasolki szparagowej, pokroić w kawałki 4 kabaczki lub cukinie, rozgnieść 2 ząbki czosnku, pokroić 4 ziemniaki w kostkę i 3 marchewki w talarki. 5 dużych pomidorów obiera się ze skórki. Wszystkie warzywa wrzuca się do garnka i gotuje przez 2 godziny. Pod koniec gotowania dodaje się 10 dag makaronu. Tuż przed podaniem do zupy należy dodać sos z bazylii, zrobiony tak jak włoskie pesto, jednak zamiast parmezanu używa się sera gruyere.
Tajska zupa Tom kha gai jest nieco słodka, pikantna i bardzo smaczna. Jej przygotowanie należy zacząć od namoczenia grzybów shitake. Do warzywnego bulionu dodaje się pokrojoną w paski pierś kurczaka, pokrojoną trawę cytrynową oraz liście cytrynowe, pokrojony w plasterki kawałek korzeń imbiru oraz rozgniecione papryczki chili. Następnie dodaje się mleczko kokosowe, łyżkę sosu rybnego, łyżeczkę pasty sambal oelek i łyżeczkę brązowego cukru. Na koniec dodaje się posiekaną kolendrę.
Avgolemono to cytrynowa zupa grecka. Jest prosta w przygotowaniu i nie wymaga wielu składników. Najpierw należy przyrządzić wywar jarzynowy. Do gotującego się wywaru wsypuje się pół szklanki drobnego makaronu, w kształcie ziarenek ryżu. 3 jajka należy ubić trzepaczką, a gdy będą spienione, dodać do nich sok z 1 dużej cytryny i nieco zimnej wody. Nie przerywając ubijania dodaje się chochlę, a po chwili kolejną wywaru. Zupę zdejmuje się z ognia i po minucie wlewa masę jajeczną, wciąż energicznie ją ubijając. Zupę dekoruje się plasterkami cytryny. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-22, 17:45
| wp.pl napisał/a: |
Białko w naszej diecie
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...zej-diecie.html
Ile energii potrzebuje twój organizm? 8 badań, o których musi pamiętać każda kobieta Nadmiar witamin szkodzi zdrowiu
Białko to nieodłączny składnik racjonalnej diety. Jest w organizmie wykorzystywane przede wszystkim w celu budowy i regeneracji tkanek.
Jego obecność związana jest z prawidłową pracą układu odpornościowego, przenoszeniem części witamin i minerałów, syntezą większości enzymów i hormonów, a co za tym idzie regulacją licznych przemian w organizmie.
Wiadomo, że najwyższe potrzeby białkowe występują w niemowląt, kiedy organizm rozwija się ze znaczną szybkością. Następnie w okresie dzieciństwa zmniejszają się o około połowę i stabilizują u osób dorosłych na poziomie ok. 0,8 do 1 g/ kg masy ciała.
Nadmiar białek może okazać się szkodliwy
Spożywanie białek w ilościach przekraczających dzienne zapotrzebowanie nie wpływa, ani na szybszą rozbudowę masy mięśniowej, ani na poprawę kondycji. Nadmiar białek jest w organizmie rozkładany do aminokwasów, mniejszych cząsteczek, z których są zbudowane. Te z kolei przekształcane są do cukru (glukozy), który może zostać wykorzystany jako źródło energii. Jeśli w danej chwili nie potrzebujemy dodatkowych porcji energii, nadmiar glukozy jest gromadzony w formie glikogenu.
Ta część glukozy, która nie może zostać przetworzona na glikogen, i nie jest potrzeba do produkcji energii na bieżąco, przekształca się w tłuszcze. Zwiększone spożycie białek, może zatem tak jak w przypadku węglowodanów czy tłuszczów, prowadzić do wzrostu masy ciała. Przemiana białek w tłuszcze zachodzi co prawda zdecydowanie trudniej niż w przypadku nadmiaru pozostałych składników odżywczych, ale również jest możliwa, o czym należy pamiętać.
Dieta wysokobiałkowa to dodatkowe obciążenie dla wątroby i nerek oraz zwiększone ryzyko utraty wapnia z organizmu.
Białko białku nierówne
Białko jest składnikiem większości produktów spożywczych, gdzie jego zawartość znacznie się waha. Przykładowo 100 g marchwi zawiera tylko 1 g białka, w 100 g groszku zielonego jest go 6,7 g, a w tej samej wielkościowo porcji szynki wołowej aż 21 g.
Do produktów charakteryzujących się szczególnie dużą zawartością białka zaliczamy: sery, twarogi, jaja, mięso, ryby oraz suche nasiona roślin strączkowych.
Ilość białka w diecie nie jest jednak jedynym czynnikiem decydującym o zapewnieniu proteinowych potrzeb organizmu. To budowa wybranego białka decyduje o jego wartości żywieniowej.
Białka złożone są z mniejszych cząsteczek tzw. aminokwasów. Cześć z tych cząsteczek organizm potrafi wyprodukować samodzielnie, resztę musi pobrać wraz z pożywieniem. Ważne zatem, aby pokarm dostarczał w wystarczającej ilości aminokwasów, które są dla organizmu niezbędne. Białko obecne w produktach zawierających wszystkie niezbędne aminokwasy, w proporcjach umożliwiających syntezę białek ustrojowych, nazywamy białkiem pełnowartościowym. Występuje ono w mleku i jego przetworach, mięsie, drobiu, rybach i jajach.
Znaczną ilość białka spożywamy również wraz z produktami zbożowymi: pieczywem, makaronami, ryżem, kaszami, gdzie jego zawartość sięga 7 do 14%. Jest to jednak białko niepełnowartościowe. Aby uzupełnić skład aminokwasowy powinniśmy łączyć produkty zbożowe z tymi zawierającym białko zwierzęce np. nabiałem. Takie zestawienie pozwala zwiększyć wykorzystanie białek przez organizm. Komplet niezbędnych aminokwasów zapewnia również umiejętne łączenie produktów zbożowych i roślin strączkowych.
Sportowcy potrzebują więcej białka
Ilość białka w diecie sportowców i osób o zwiększonej dziennej aktywności fizycznej jest od lat tematem licznych dyskusji. Skąd biorą się wątpliwości dotyczące spożycia białka w tej grupie?
Zawodowi sportowcy zużywają znacznie więcej energii niż osoby o średniej czy umiarkowanej aktywności fizycznej. Co za tym idzie, wzrasta u nich tempo metabolizmu. Wydawałoby się logiczne, że zapotrzebowanie na białko będzie u nich również większe. Pojawiały się jednak opinie negujące zwiększone spożycie białka, i zalecające jego podaż w wysokości rekomendowanego dziennego zapotrzebowania w zależności od wieku i masy ciała, bez uwzględniania dodatkowej znacznie podwyższonej aktywności fizycznej.
Badania prowadzone od lat 80. zaczęły dostarczać wyników świadczących o tym, iż zapotrzebowanie białkowe u sportowców jest wyższe, niż to rekomendowane dla ogółu populacji. Podczas intensywnego i długotrwałego treningu wzrasta przemiana materii, nasilają się procesy syntezy związane z budową i regeneracja tkanki mięśniowej. Przyspieszony metabolizm wymaga dodatkowo syntezy większej ilości enzymów o charakterze białkowym, które regulują przebieg procesów biochemicznych.
W zależności od uprawianej dyscypliny sportowej zapotrzebowanie na białko jest nieco inne. Najwięcej białka potrzebują sportowcy uprawiający dyscypliny szybkościowo – siłowe i wytrzymałościowo - siłowe. Zapotrzebowanie na białko kształtuje się w tej grupie na poziomie 1,4 – 1,8 g na kilogram masy ciała na dzień. Sportowcy uprawiający sporty wytrzymałościowe powinni z kolei spożywać od 1,2g białka, w przypadku treningu umiarkowanego, do 1,4 g w przypadku treningu ciężkiego.
No tak, ale co jeśli ćwiczymy w miarę regularnie, ale nie jesteśmy zawodowymi sportowcami? Należy poznać, jakie są dokładnie potrzeby energetyczne naszego organizmu podczas wykonywanych ćwiczeń, doliczyć tę wartość kaloryczną do całodziennego zapotrzebowania na energię. Następnie zakładając, że procent energii uzyskiwanej w ciągu dnia z białka powinien się mieścić między 12 a 15, możemy ustalić, ile białka w gramach powinniśmy spożywać.
Przykładowo dzienne zapotrzebowanie energetyczne kobiety, która około godziny poświęca na ćwiczenia wynosi 2600 kcal, zatem ilość kalorii w diecie pochodząca ze spalania białek mieści się u niej między 312 a 390 kcal. Wiedząc, że jeden gram białka dostarcza 4 kcal, możemy wyliczyć zapotrzebowanie białkowe w gramach. W podanym przypadku będzie się ono mieściło w przedziale 78 a 98 g. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-23, 10:40
| wp.pl napisał/a: |
Cukier w naszej diecie
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art548.html
Czy cukry są niezbędne w diecie?
Węglowodany nazywane również cukrami to nieodłączny element prawidłowego żywienia. W dziennej racji pokarmowej, to właśnie z nich powinno pochodzić najwięcej kalorii, między 50, a 70%. Są dobrym źródłem energii, jeden gram węglowodanów dostarcza 4 kcal. Zapotrzebowanie na węglowodany zmienia się w zależności od wieku, płci oraz aktywności fizycznej. Osoby ćwiczące z umiarkowaną intensywnością około godziny dziennie potrzebują średnio 5 – 6 g węglowodanów na kilogram masy ciała. U sportowców poświęcających codziennie na trening kilka godzin, zapotrzebowanie to wzrasta nawet do 10 -11 g.
Jakie węglowodany powinniśmy wybierać?
Węglowodany dzielimy na proste oraz złożone. Do prostych zaliczamy miedzy innymi glukozę i fruktozę. Wśród węglowodanów złożonych możemy wyróżnić związki zbudowane z kilku cząsteczek cukrów prostych lub takie, które zbudowane są z setek, a czasem nawet tysięcy mniejszych cząsteczek. Jednym z powszechnie znanych cukrów złożonych jest sacharoza, substancja o białym zabarwieniu, stosowana do słodzenia. Sacharoza składa się zaledwie z dwóch mniejszych połączonych cząsteczek. Nie jest ona pożądanym elementem w naszej diecie, dlatego powinniśmy zwracać uwagę, aby ilość uzyskiwanej z niej energii nie przekraczała w ciągu dnia 10%. Zwiększone spożycie sacharozy oraz słodyczy jest jedną z częstszych przyczyn rozwoju nadwagi i otyłości. Najlepszym źródłem węglowodanów są produkty zbożowe z pełnego przemiału, zawierające cukry złożone w formie skrobi oraz błonnik pokarmowy. W dziennej racji pokarmowej powinno się znaleźć miedzy 27, a 40 g błonnika pokarmowego.
Czym jest indeks glikemiczny?
O tym jak spożycie danych produktów wpływa na zwiększenie poziomu glukozy we krwi informuje nas właśnie indeks glikemiczny. Glukoza to cukier prosty, będący niezwykle ważnym źródłem energii. Jej poziom we krwi nie powinien zwiększać się jednak zbyt intensywnie. Produkty o niskim indeksie glikemicznym powodują powolne uwalnianie glukozy do krwi, w przeciwieństwie do produktów charakteryzujących się wysokim indeksem glikemicznym. Podwyższone stężenie glukozy, to znak dla organizmu, że trzeba zmniejszyć jej ilość do bezpiecznego poziomu. Wydzielany jest wówczas hormon (insulina), który pozwala obniżyć poziom glukozy we krwi.
Które produkty mają niski, a które wysoki indeks glikemiczny?
Najwyższym indeksem glikemicznym równym 100 odznacza się glukoza. Organizm nie musi jej przetwarzać do prostszych związków, w związku z czym przyjęta wraz z pożywieniem w niezmienionej postaci trafia do krwi. Przykładem najpopularniejszych produktów o wysokim indeksie glikemicznym są: biały ryż, kasza manna, białe pszenne pieczywo, sacharoza i słodycze, gotowane ziemniaki, gotowana marchew, buraki oraz banany, arbuz, melon. Niski indeks glikemiczny mają z kolei: produkty pełnoziarniste, surowe warzywa, fruktoza, morele, mleko, jaja i mięso. Produkty o wysokim indeksie glikemicznym wraz z gwałtownym wzrostem poziomu glukozy, powodują zwiększanie stężenia insuliny, która wpływa na odkładanie tłuszczu w organizmie.
Czy przy dużej aktywności fizycznej potrzebujemy większej ilości produktów o wyższym indeksie glikemicznym?
Przy bardzo wysokim zapotrzebowaniu energetycznym, rzędu 5 000 - 6 000 kcal , charakterystycznym dla sportowców, wzrasta znaczenie produktów o wysokim indeksie glikemicznym. Produkty o niskim indeksie glikemicznym są najczęściej większe objętościowo, zatem zjedzenie ich w porządnych ilościach byłby bardzo trudne. W diecie sportowców racja węglowodanów może składać nawet w 34% z sacharozy, a w 64% ze skrobi. Pozwala to uwzględnić w żywieniu sportowców większe ilości cukru, słodyczy oraz słodkich owoców.
Czy spożycie węglowodanów wpływa na wydolność podczas ćwiczeń?
Odpowiednie spożycie węglowodanów jest niezbędne do odnawiania zapasów glikogenu. Glikogen jest cukrem złożonym, magazynowanym w organizmie jako rezerwa energetyczna. Podczas wysiłku fizycznego zmniejsza się jego ilość. Przed rozpoczęciem kolejnego treningu trzeba uzupełnić utracone zapasy, ponieważ ich zawartość w mięśniach decyduje o wydolności. Węglowodany to łatwo przyswajalne i ekonomiczne źródło energii, ważne zarówno w żywieniu sportowców trenujących dyscypliny szybkościowo – siłowe jak i długotrwałe, wytrzymałościowe. Pamiętajmy jednak, że glikogen może być magazynowany w ograniczonych ilościach, jeśli spożycie węglowodanów, szczególnie tych w formie sacharozy i słodyczy będzie zbyt wysokie, organizm przetworzy nadmiar cukru w tłuszcze.
Czym jest hipoglikemia?
Hipoglikemia określa spadek poziomu cukru (glukozy) we krwi poniżej dolnej granicy. To niekorzystny stan organizmu, osłabiający pracę mięśni. Hipoglikemia może być spowodowana spożyciem produktów o wysokim indeksie glikemicznym. Gwałtowny wzrost stężenia glukozy we krwi mobilizuje trzustkę do wydzielania insuliny, która może odprowadzić do wątroby zbyt dużą ilość cukru. Osoby wrażliwe na wahania poziomu cukru we krwi powinny ostrożnie spożywać produkty bogate w cukry proste i sacharozę. Dla zachowania wyrównanego poziomu cukru we krwi powinniśmy ostatni większy objętościowo posiłek zawierający węglowodany złożone zjadać na 2 – 4 godziny przed ćwiczeniami. Do 1 -2 godzin przed wysiłkiem możemy np. spożyć przekąskę w formie koktajlu, jogurtu, batonika zbożowego lub energetycznego. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-24, 21:50
| wp.pl napisał/a: |
Dlaczego tyjesz?
źródło - http://kobieta.wp.pl/gid,...riazdjecie.html
Po kolejnej diecie szybko wracasz do dawnej wagi, często z naddatkiem? Przyjrzyj się swoim nawykom żywieniowym. Codziennie błędy są najczęstszą przyczyną nadwagi.
Przynajmniej połowa dorosłych Polaków cierpi na nadwagę lub otyłość. Jemy nie tylko za dużo, ale też niewłaściwie komponujemy posiłki, źle łączymy produkty i za mało się ruszamy. Wzorce złych nawyków żywieniowych często dostajemy już w dzieciństwie i przenosimy je do własnych rodzin. Któż z nas nie pamięta, jak mama, babcia, czy ciocia tuczyły dzieci w przekonaniu, że pulchny maluch to okaz zdrowia. Nic bardziej mylnego. Poza tym polska tradycja kulinarna łączenia białek z węglowodanami nie należy do najzdrowszych na świecie. Zanim sięgniemy po kolejną dietę, warto przyjrzeć się naszych grzechom żywieniowym.
Rezygnacja ze śniadania
Nie na darmo mówi się, że to najważniejszy posiłek. Śniadanie daje energię na resztę dnia. Pobudza organizm do życia. Jeśli rano nie jesteś głodna, zastanów się, czy nie jesz zbyt późno i zbyt obfitych kolacji. W pierwszym posiłku powinny znaleźć się białka, np. serek.
Nieregularne posiłki
Spożywaj małe porcje, ale często. Optymalną sytuacją jest jedzenie 4-5 razy dziennie. Przerwy między posiłkami nie powinny być dłuższe niż 2-4 godziny. Inaczej metabolizm zwalnia i wolniej spalamy kalorie. Pamiętajmy jednak, że porcje powinny być niewielkie, ale treściwe, dwa większe (śniadanie i obiad) i trzy mniejsze (jogurt, owoce, sałatka na kolację). Nie podjadajmy w przerwach między nimi. Niech w zasięgu naszego wzroku i rąk nie będzie słodkich batoników, czy ciasteczek.
Zbyt obfite, tłuste dania
Ogranicz produkty wysokoenergetyczne, zawierające dużo tłuszczów i cukrów. Jedz dużo warzyw. Nich dieta będzie zróżnicowana. Pamiętaj, że chude mleko i sery są równie smaczne, jak pełnotłuste, a zawierają mniej kalorii. Gotuj i piecz, zamiast smażyć. Szybko przekonasz się, że dania niskokaloryczne są równie smaczne, co tłuste. Jedz na małych talerzach, wtedy porcje będą mniejsze.
Łączenie białek z węglowodanami
Polski kotlet z ziemniakami to połączenie zabójcze dla naszych żołądków. Nie tylko ma dużo kalorii, ale też białka wyjątkowo źle się trawią w połączeniu z węglowodanami. Powód - za trawienie białek odpowiadają inne enzymy, niż za węglowodanów. Lepszym zestawem będzie mięso z gotowanymi warzywami, czy ziemniaki (np. kopytka) z surówką.
Jedzenie w fast foodach
Powstają jak grzyby po deszczu, w większych miastach jest ich kilka na każdej ulicy. Oferują dania wysokoenergetyczne, słodycze i słodkie napoje gazowane. A do tego wszystko tanio. Nie zapominajmy, że jedzenie przetworzone jest pozbawione wartości odżywczych, za to ma dużo kalorii. Jeśli czasami tam zaglądamy, poszukajmy w ofercie sałatki, czy jogurtowego deseru.
Jedzenie byle jak, w pośpiechu, przed telewizorem
Spożywaj posiłki w miłej atmosferze przy nakrytym stole, a szybko przekonasz się, jaką mogą być przyjemnością. Wtedy łatwiej zapanujesz nad ilością spożywanego jedzenia. Jedz wolno i kończ, kiedy poczujesz się syta, nawet jeśli na talerzu została połowa porcji. Pamiętaj, że sygnał „jestem syta” dociera do mózgu po około 20 minutach od najedzenia się. Przykładaj wagę nie tylko do tego co jesz, ale też w jaki sposób to robisz, a szybko zobaczysz efekty.
Nie zwracamy uwagi na napoje
A przecież one też zawierają kalorie i składniki odżywcze. Zapomnij o słodkich napojach gazowanych, które są kaloryczną bombą, tak samo jak dosładzane soki owocowe. Zwróć uwagę na etykietę, czy jest dodany do soku cukier. Dużo kalorii ma też alkohol. Pij wodę mineralną, herbaty owocowe, które są nie tylko zdrowe, ale smaczne i pachnące. Do wody możesz dodać lód. Żeby strawić zimny napój, twój organizm musi go podgrzać do odpowiedniej temperatury, w tym czasie spali zbędne kalorie. Pij najlepiej około pół godziny przed posiłkiem i godzinę po posiłku. Nie popijaj podczas jedzenia.
Zajadanie stresu
W pracy Ci nie poszło, pokłóciłaś się z mężem, a syn znowu narozrabiał w szkole? Rozwiązywanie problemów zajmuje czas, a jedzenie daje szybką przyjemność. Chwytasz za ulubioną czekoladę i już jest trochę lepiej. Wtedy trudno zapanować też nad ilością spożywanego jedzenia. To droga donikąd… za chwilę pojawiają się wyrzuty sumienia, a zbędne kilogramy nie są powodem do radości. Żeby rozładować napięcie, lepiej pójść na spacer, basen, czy porozmawiać z przyjaciółką. Sposobem na relaks może być kąpiel, dobra muzyka, film, czy inna czynność, która sprawia nam przyjemność.
Jedzenie tuż przed snem
Wielu z nas cały dzień żyje w pędzie i dopiero wieczorem ma czas, żeby przyrządzić sobie i zjeść porządny posiłek. Tyle, że nie jesteśmy już w stanie go „przerobić”, dlatego odkłada się w postaci zbędnego tłuszczu. Kolację zjedz minimum 3 godz. przed snem. Zamiast ciężkich dań, zdecydujmy się na warzywa na parze, czy sałatkę.
Brak ruchu
Nie masz czasu na aktywność fizyczną - zamiast jechać windą, wybierz schody. Zrób sobie spacer w drodze z pracy do domu. Nie lubisz siłowni, zapisz się na taniec. Nie tylko spalisz kalorie, ale też sprawisz sobie dużo przyjemności. Każda forma aktywności stosowana regularnie jest dobra. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-25, 12:02
| wp.pl napisał/a: |
Nadmiar witamin szkodzi zdrowiu
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art545.html
Niektórzy ludzie na co dzień zażywają syntetyczne witaminy, nie wiedząc o tym, że mogą sobie zaszkodzić. Każdy organizm dla zachowania zdrowia potrzebuje witamin i minerałów. Może nam ich dostarczać pożywienie, a także suplementy diety kupowane w aptece. Te ostatnie należy jednak stosować z rozwagą.
Uważaj, żeby nie przedawkować
Zażywając zbyt dużą ilość witamin na co dzień możesz przedawkować. Dlatego też dawkowanie witamin powinno się skonsultować z lekarzem. Wielu ludzi jednak tego nie robi, na własną rękę wyznaczając sobie ilość tych składników. W tej sytuacji należałoby zachować choć podstawowe środki ostrożności.
Zanim zdecydujesz się na witaminy w tabletkach, zapoznaj się z ich zalecaną dzienną dawką. Suplementy diety kupowane aptece czasem ją przekraczają. Na przykład witamina B6 sprzedawana jest w dawkach jednogramowych, podczas gdy dzienne zapotrzebowanie organizmu wynosi zaledwie jeden lub dwa miligramy! Żeby nie przedawkować należy spożywać maksymalnie jedną tabletkę co dwa dni i pić dużo wody. W przypadku przedawkowania witaminy B6 może wystąpić uszkodzenie systemu nerwowego.
Dlaczego witaminy w tabletkach mogą być niebezpieczne?
Często nie wiemy jakich witamin tak naprawdę potrzebuje nasz organizm. Należy pamiętać, że składników tych dostarcza nam przede wszystkim pożywienie. W przypadku zdrowych osób, które mają zróżnicowaną dietę, przyjmowanie dodatkowych dawek często jest nie potrzebne.
Witaminy kupowane w aptekach są sztucznie wyizolowane w laboratoriach. Tymczasem w naturze występują produkty bardziej złożone, których składniki wzajemnie się uzupełniają i nawzajem wspierają swoje działanie. Dlatego też syntetyczne witaminy często nie spełniają skutecznie swojej roli. Z tego powodu również niebezpieczne jest łączenie różnych leków witaminowych według własnego uznania. Jeden składnik może wpływać na wchłanianie i metabolizowanie innych. Jego nadmiar może więc skutkować obniżeniem przyswajania pozostałych. Dotyczy to zarówno witamin jak i mikroelementów (np. wapń i magnez działają na siebie antagonistycznie - nadwyżka któregoś powoduje mniejsze przyswajanie drugiego).
Skutki nadmiernego stosowania witamin
Zażywanie zbyt dużej ilości witamin może doprowadzić do hiperwitaminozy. Nadmiar witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D, E, K, F) grozi przedawkowaniem, ponieważ organizm nie jest w stanie ich wydalić. Witaminy rozpuszczalne w wodzie (B, C) natomiast wypłukują się wraz z moczem (z wyjątkiem witaminy B12).
Przegląd witamin
Poniżej przedstawiamy krótki przegląd poszczególnych witamin. Zawarte są w nim najważniejsze informacje, które powinny interesować osoby przyjmujące witaminy w tabletkach. Prezentujemy w nim zalecaną dzienną dawkę, możliwe skutki przekroczenia tejże dawki oraz produkty spożywcze zawierające dużą ilość danej witaminy.
Witamina A
Dzienna dawka: do 1 mg
Skutki przedawkowania: owrzodzenia skóry i łysienie, łamliwość kości, ospałość, utrata apetytu, ociężałość, zahamowanie wzrostu, zaburzenia pracy nerek
Naturalne źródła: masło, szpinak, marchew, wątróbka.
Witamina D
Dzienna dawka: 5 mikrogram
Skutki przedawkowania: biegunka, utrata łaknienia, nudności, bóle głowy, bóle brzucha, zaburzenia rytmu pracy serca, pocenie się, ospałość, bóle stawów i mięśni
Naturalne źródła: śledzie, sardynki, jaja.
Witamina E
Dzienna dawka: maksymalnie 5 mg
Skutki przedawkowania: senność, bóle głowy, podwójne widzenie, zaburzenia jelitowe, osłabienie mięśni
Naturalne źródła: sałata, kiełki, orzechy, soja, chmiel
Witamina K
Dzienna dawka: nie ustalono (produkowana jest przez bakterie jelitowe, nie trzeba jej sztucznie suplementować)
Skutki przedawkowania: anemia hemolityczna, żółtaczka
Naturalne źródła: kalafior, szpinak, kapusta, sałata, zielona herbata
Witamina C
Dzienna dawka: do 75 mg
Skutki przedawkowania: zaburzenia trawienia, zwiększone ryzyko kamieni nerkowych
Naturalne źródła: cytryny, pomarańcze, brukselka, kalafior, pietruszka, wątróbka, nerki |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-26, 16:39
| wp.pl napisał/a: |
Co pomoże zwalczyć niestrawności?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...strawnosci.html
Na niestrawność cierpi ponad połowa naszego społeczeństwa, dotyka ona nie tylko starszych, ale również coraz częściej ludzi młodych.
Bóle typowe dla tej dolegliwości nasilają się na ogół na około dwie, trzy godziny po spożyciu posiłku i przeważnie spowodowane są nieprawidłowym przejściem pokarmu przez układ trawienny.
Objawy niestrawności
Niestrawność wiąże się z wieloma różnymi i nieprzyjemnymi objawami. Pojawia się ból brzucha, wczesne uczucie pełności lub uczucie długiego zalegania pokarmu po posiłku, brak łaknienia, odbijanie, wzdęcia, nudności oraz wymioty, biegunka, zgaga, czasem także stan podgorączkowy. Niestrawności towarzyszy złe samopoczucie.
Co wywołuje niestrawność?
Powody tej przypadłości mogą być różne. Przede wszystkim wymienia się nieprawidłowy sposób odżywiania, np. odpowiedzialna może być dieta, która jest zbyt bogata w tłuszcz, bowiem przyczynia się on do spowolnienia trawienia. Za niestrawność obarcza się winą przyjmowanie zbyt dużych ilości pożywienia, jedzenie zbyt szybkie, spożywanie potraw niedogotowanych, nazbyt gorących lub zimnych.
Na dolegliwość wpływ ma również niehigieniczny tryb życia, a więc palenie papierosów, picie zbyt dużych ilości alkoholu oraz stres. Problemy żołądkowe czasem wywołują także niektóre leki. Ponadto niestrawność może wynikać z zaburzeń flory bakteryjnej lub nadmiaru czy niedoboru kwasów żołądkowych.
Szkodliwy wpływ papierosów
Powodów, aby jak najprędzej pożegnać się z nikotynowym nałogiem jest wiele, a jednym z nich jest ten, że nasilają one objawy niestrawności. Papierosy pogarszają ukrwienie żołądka, wpływają na kurczliwość przełyku oraz żołądka, a także zakłócają pracę dolnego zwieracza przełyku. Poza tym, papierosy zmniejszają skuteczność leków na niestrawność. Warto nie tylko rzucić papierosy, ale także unikać zadymionych pomieszczeń.
Właściwa dieta
Ponieważ niestrawność często jest efektem nieprawidłowej diety, walkę z nią należy rozpocząć od zmiany nawyków żywieniowych. Przy komponowaniu diety warto posłużyć się piramidą zdrowia. Dieta powinna być lekkostrawna, dlatego istotne jest wykluczenie tłuszczów zwierzęcych i zastąpienie ich tłuszczami roślinnymi.
Powinno się także zrezygnować z tłustych serów żółtych i pełnotłustego twarogu. Niewskazane są orzechy, a także produkty o właściwościach wzdymających, np. rośliny strączkowe, kapusta, cebula, kalafior, ciemny chleb, świeże pieczywo, czekolada, suszone owoce, słodkie napoje, a także piwo. Niestrawności sprzyja nadmierne spożycie kawy, alkoholu czy napojów gazowanych, dlatego i z nich należy zrezygnować.
Pamiętajmy też, że za niestrawność często odpowiedzialne jest mleko. W diecie powinno znaleźć się miejsce dla produktów pełnoziarnistych, a także świeżych warzyw oraz owoców.
Nie bez znaczenia jest także sposób przygotowywania posiłków. Powinno się unikać potraw smażonych i tłustych, a posiłki przygotowywać na parze lub dusić je czy piec. Ważne jest także, aby jeść często, ale niewiele. Posiłki należy spożywać co około 3 godziny, 4 – 5 razy dziennie, a ostatni nie później niż na 2 – 3 godziny przed snem.
Jedzenie powinno się przeżuwać bardzo starannie. Strawienie większych kawałków jedzenia jest dla układu trawiennego bardziej pracochłonne, a poza tym jedząc szybko, połykamy większe ilości powietrza, co powodować może wzdęcia.
Sposoby na niestrawność
Objawy niestrawności neutralizować pomogą herbatki z dodatkiem imbiru lub goździków czy ziołowe napary, np. z mięty, rozmarynu, szałwii oraz kopru i rumianku. Pomocny jest także napar z szyszek chmielu. Należy łyżeczkę szyszek zalać szklanką wrzątku i odstawić na kilka minut. Po napar powinno się sięgać 2 – 3 razy dziennie. Warto ziołami przyprawiać jedzenie, gdyż usprawniają one proces trawienia. Zaleca się bazylię, majeranek, estragon, kolendrę, kminek, cząber.
Niebagatelną rolę gra również aktywność fizyczna, ponieważ wysiłek wspomaga prawidłową pracę jelit. Istotne jest, aby wysiłek podejmować systematycznie.
Warto pamiętać, iż objawy niestrawności mogą być przejawem wielu chorób, dlatego jeśli utrzymuje się ona dłużej niż dwa tygodnie, należy zwrócić się o pomoc do lekarza. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-30, 20:08
| wp.pl napisał/a: |
Co jeść, by się nie upić?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/inde...id/692/strona/1
Upić się, naoliwić się i zalać się - to tylko niektóre określenia stanu upojenia alkoholowego - bywa że pożądanego, ale i nierzadko przykrego w skutkach. Przed rozpoczęciem imprezy warto przyswoić sobie ważną informację - alkohol należy do związków chemicznych, które szybko wchłaniają się i już w ciągu 5 do 10 minut po spożyciu można go wykryć we krwi. W ciągu 15 minut od „zatankowania" wchłoniemy aż 50% alkoholu. Jak więc pić, aby poczuć przyjemne działanie procentów, ale nie skończyć z głową w talerzu?
Wino, piwo, wódka, likiery i koktajle, szampan, nalewki - z pewnością niektóre z tych trunków pojawią się na imprezie, na którą się wybierasz. Drinka z dużą zawartością procentów może zaserwować Ci barman, przyjaciel organizujący „domówkę", możesz też zrobić go sam. Zanim go wypijesz, pomyśl o tym, jak mocną masz głowę, ile ważysz, co jadłeś lub czego nie zjadłeś i do jakiego stanu chcesz się doprowadzić. Jeśli idziesz na Sylwestra i zwyczajnie zamierzasz się spić, zrób to i potem nie marudź, gdy dopadnie Cię syndrom dnia następnego. Jeśli jednak nie masz ochoty na zalanie się w trupa, postaraj się zrobić wszystko, aby nie wyszło Ci to przypadkiem. Zapoznaj się z kilkoma prostymi zasadami - one ustrzegą Cię przed przysłowiową „bombą".
Duży może więcej
Alkohol szybko się wchłania, ale stosunkowo wolno „wyparowuje" z organizmu, powodując zawroty głowy, wymioty, dolegliwości żołądkowe o różnym nasileniu i ogólne osłabienie organizmu. Kobiety zazwyczaj upijają się szybciej - dlaczego? Bo ważą mniej niż mężczyźni. Jeśli kobieta o masie 50 kilogramów i mężczyzna ważący około 100 kilogramów wypiją po 100 g alkoholu, kobieta upije się szybciej - stężenie alkoholu w jej organizmie będzie dwukrotnie wyższe. Ale nie tylko waga wpływa na to, jak szybko się „spijamy". Duże znaczenie mają procesy metaboliczne - indywidualne dla każdego człowieka, rodzaj przyjmowanych leków, ogólna kondycja psychofizyczna, ilość płynów w organizmie, a także to, co jemy i w jaki sposób jemy podczas imprezy.
Nie pij, gdy burczy w brzuchu
Jeśli idziesz na imprezę z pustym żołądkiem, bo wiesz, że osoba organizująca imprezę zadbała o to, by na stole niczego nie zabrakło, robisz błąd. Warto pamiętać, że zjedzenie sycącego posiłku bogatego w białko i tłuszcze spowalnia wchłanianie się alkoholu, dlatego osoby, które zrobiły sobie odpowiedni „zapas", upijają się wolniej. Zjedz kanapkę z kiełbasą, pierogi lub rybę w śmietanie bądź cokolwiek innego z dużą zawartością białka i tłuszczu.
Pij nie tylko alkohol
Jeśli nie masz zamiaru jeść na siłę, wypij szklankę mleka (wapń również spowalnia wchłanianie się alkoholu) lub szklankę soku z kiszonych ogórków. Podczas imprezy pij dużo soków bogatych w witaminę C i B (sok z czarnej porzeczki, sok pomarańczowy, sok pomidorowy), a przed pójściem spać wypij pół litra wody. Uwaga! Gdy pijemy wysokoprocentowe alkohole, np. wódkę, zapomnijmy o napojach gazowanych - zawarty w nich dwutlenek węgla przyspieszy wchłanianie alkoholu przez organizm.
Jedz słodycze
Produkty o dużej zawartości cukrów, również owoce - winogrona, banany. W ten sposób dostarczysz organizmowi fruktozy - cukru przyczyniającego się do powstania dinukleotydu nikotynamidoadeninowego zaangażowanego w przetwarzanie alkoholu. Coś słodkiego warto również zjeść następnego dnia, gdy dopadnie nas kac - spadek cukru we krwi spowodowany wypiciem dużej dawki alkoholu sprawia, że czujemy się słabsi, ospali, mamy zawroty głowy.
Nie siedź wciąż przy stole
Tańcz, szalej, ruszaj się, generalnie - rób coś więcej, niż wlewanie w siebie kolejnego „karniaka" w dodatku podanego po studencku, czyli w szklance. Pamiętaj, że pijąc wysokoprocentowe whisky lub wódkę, dostarczasz organizmowi dużą dawkę etanolu na raz. Zanim zdążysz zauważyć, że alkohol zaczyna działać, jego stężenie w Twoim organizmie będzie już bardzo duże.
Nie mieszaj
Trunki można mieszać, ale pod warunkiem, że spożywamy je w małych ilościach. Jeśli naprawdę jeden rodzaj alkoholu Ci nie wystarcza, pamiętaj o zasadzie - pij najpierw słabe alkohole, potem zmień je na mocniejsze. Zapomnij o u-boocie! Piwo i wódka to mieszanka wybuchowa.
Unikaj trunków ciemnych
Wybierając trunek, warto zwrócić uwagę nie tylko na informację o tym, jaki jest mocny, ale także na jego kolor. Środki koloryzujące napój alkoholowy to zazwyczaj środki toksyczne. Wybieraj alkohole jasne, bo im więcej substancji barwiących, tym bardziej uciążliwe będą skutki spożycia alkoholu następnego dnia. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-30, 20:13
| wp.pl napisał/a: |
Co czym popijać?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/study/prop/id/218
I to wcale nie tylko wodę albo kompot, bo choć duża ilość alkoholu przytępia wszystkie zmysły, w tym smak i zapach, rozsądny dodatek mądrze dobranego trunku podkreśli smak potrawy i wydobędzie wszystkie jej zalety. Trzeba jednak wiedzieć, co z czym się je - a właściwie pije.
Wszystko dobre, byle z umiarem. Zasada ta obejmuje również alkohol, który zarówno w amatorskiej kuchni, jak i sztuce kulinarnej z najwyższej półki, jest mile widzianym, cenionym dodatkiem. Wystarczy dobrze go wkomponować.
W dobrym towarzystwie
Przede wszystkim pamiętajmy, że alkohol w potrawie albo jako dodatek do potrawy nie jest po to, żeby się upić, ale by uszlachetnić konkretne danie, wydobyć „na światło dzienne" smak, który nie rozpuści się w wodzie, a połączony z alkoholem dotrze do kubeczków smakowych.
Przykładowo tortu z dobrym kremem niemal zbrodnią byłoby nie nasączyć odrobiną spirytusu, brandy czy rumu. Smak kawy i ciast deserowych warto wzbogacić, podając koniak, likier bądź winiak.
Także bigos w towarzystwie dobrej gatunkowo, zmrożonej wódki zyskuje całkiem nowy wymiar smaku - naturalnie o ile przystąpimy do konsumpcji, zanim impreza na dobre się rozkręci. Nawet zwykła karkówka, hamburger albo kiełbasa z grilla, nie wspominając o dobrze wypieczonej golonce, stają się jakby inną potrawą, gdy towarzyszy im kufel zimnego, gorzko-słodkiego piwa.
To jednak nic w porównaniu z winem, którego szerokie spektrum „specjalizacji" wymaga zastosowania rzetelnej wiedzy w dobieraniu trunku do serwowanego specjału. Wiedza ta zostaje jednak nagrodzona niepowtarzalną symfonią smaków i zapachów.
Do koloru, do smaku
Wiele gatunków serów dla pełnego docenienia ich esencji wręcz wymaga podania odpowiedniego wina - prawie zawsze czerwonego, choć istnieją również gatunki serów, które wywierają lepsze wrażenie w towarzystwie wina białego. Generalnie trzeba pamiętać, że im ostrzejszy, bardziej intensywny będzie smak sera, tym mocniejsze, cięższe wino będzie najlepszym rozwiązaniem.
W przypadku złego dobrania mocy smaku i aromatu jeden ze składników po prostu „zabije" drugi. Natomiast jeśli wybierzemy idealnie, zyskają oba elementy kompozycji: wino wydobędzie ukrytą paletę smaków sera, natomiast ser uwypukli bogactwo bukietu wina. Zresztą nawet kiperzy dla najlepszej oceny trunków przegryzają je (zależnie od gatunku) świeżym pieczywem albo właśnie koreczkami serowymi.
Do potraw z ryb i białego mięsa, zwłaszcza drobiowego, doskonale pasują białe wina półwytrawne lub półsłodkie (choć na wystawnych przyjęciach drób podaje się z czerwonym wytrawnym), a sos z dodatkiem tego trunku stanowi z kolei wyśmienity dodatek do niektórych owoców morza, na przykład ostryg albo małży.
Smak potrawy z czerwonego mięsa albo bazującej na grzybach lepiej docenimy, jeżeli dodatkiem będzie wytrawne, koniecznie schłodzone czerwone wino.
Wszystko z umiarem
Oprócz walorów smakowych, warto też dostrzec zdrowotne aspekty alkoholowej asysty przy posiłkach. Po bardzo obfitym zwłaszcza tłustym obiedzie naszemu żołądkowi przyda się z pewnością drobna pomoc w trawieniu. Ziołowa nalewka (tak samo zresztą jak lampka czy dwie wina albo kieliszek wódki) ułatwi nam szybsze pozbycie się uczucia ciężkości i przejedzenia.
Alkohol, tym razem dla odmiany w większych ilościach, może również... uratować nas przed zatruciem. Rzadko bo rzadko, ale czasem wciąż ryzykowne bywa spożywanie potraw z surowym jajkiem albo majonezem na imprezach masowych bądź w restauracjach, które są na bakier z zasadami higieny.
Jajka nie poddane obróbce termicznej mogą bowiem zawierać salmonellę, która wywołuje ostre zatrucie pokarmowe. Wiadomo, że wysokoprocentowy alkohol zabija bakterie, a świadkowie wystąpienia zatruć salmonellą twierdzą, że ofiary były trzeźwe.
Nie oznacza to naturalnie bezkrytycznej pochwały picia w każdej ilości. We wszystkim trzeba zachować umiar, nie tylko w piciu, ale również w automatycznym skreślaniu z menu wszystkiego, co zawiera procenty. Rezygnując z trunków w kuchni, pozbawiamy się wielu ciekawych doświadczeń kulinarnych. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-30, 20:55
| wp.pl napisał/a: |
Najlepiej nie mieszać
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/84
Brutalna prawda jest taka, że mieszanie raczej nie wyjdzie nam na dobre i gdybyśmy posłuchali głosu rozsądku, zrezygnowalibyśmy z procentowych kompozycji. W praktyce jednak bywa różnie i czasem trudno się powstrzymać przed spróbowaniem wszystkiego po trochu.
Najlepiej nie mieszać
Jeśli przez cały wieczór/noc będziemy konsekwentnie trzymać się jednego rodzaju alkoholu, następny dzień po imprezie okaże się z pewnością łatwiejszy dla naszej głowy i żołądka. Co jednak zrobić, jeśli mamy ochotę na szampana, trochę wina (czerwonego i białego, słodkiego i wytrawnego), kieliszek czegoś mocniejszego, pyszny likier, a na dodatek kufel ulubionego piwa? Część z tych przyjemności można połączyć, ale róbmy to z głową.
Bąbelki to zły pomysł
Za najgorsze towarzystwo dla innych alkoholi uchodzi szampan oraz inne wina musujące. Nic dziwnego: zwodnicza moc tego napoju sprawia, że łatwo tracimy umiar i przestajemy zwracać uwagę na to, co właściwie trafia do naszych kieliszków. Po drugie same bąbelki - a konkretnie tworzący je dwutlenek węgla - powodują szybsze wchłanianie procentów.
Nie śpiesz się
Dzięki tej właściwości napoje gazowane nie tylko same szybciej uderzają do głowy, ale także wpływają na przyswajanie alkoholu wypitego chwilę wcześniej lub później. Dlatego tak łatwo się upić popularnym "u-bootem", czyli piwem z wódką, podczas gdy te same ilości obu napojów, spożyte oddzielnie, wywołałyby daleko mniejszy efekt. Jeśli więc nawet zaczynamy imprezę od symbolicznego kieliszka szampana, odczekajmy trochę (około 20-30 minut), zanim znowu sięgniemy po coś z procentami.
Podobne z podobnym
Po drugie, skoro już koniecznie chcemy mieszać, łączmy ze sobą tylko podobne napoje. I tak nic strasznego się nie stanie, jeśli zaraz po wychyleniu kieliszka półwytrawnego czerwonego wina skosztujemy półsłodkiego białego. Względnie dobrym zestawieniem jest też ciężkie, słodkie wino oraz likier.
Różne piwa możesz pić do woli
Dobra wiadomość dla piwoszy jest taka, że ich ulubiony trunek można łączyć niemal we wszystkich konfiguracjach. Nawet porto może pasować do lekko kwaskowego pszenicznego piwa. Niezależnie od wygody przebierania w gatunkach złocistego napoju zawsze jednak trzeba pamiętać, by nie przesadzić z ilością, bo wtedy nawet największa rozwaga przy mieszaniu nie pomoże.
Najlepiej jak najbardziej podobne
Generalnie - najbezpieczniejsze towarzystwo to napoje zbliżone do siebie pod względem mocy i palety smaku. Wódka (zwłaszcza smakowa) może się "dogadać" np. z advocatem czy maderą, a tequila z whisky. Są to już jednak pary dość odważne i dopuszczalne tylko u osób, które stosunkowo dobrze tolerują mieszanki.
Pary zakazane
Stanowczo unikajmy ostrych kontrastów. Być może ich zaletą są oryginalne doznania smakowe, a na pewno pomagają szybko i skutecznie "wprowadzić się w dobry nastrój", ale świetna zabawa łatwo może skończyć się urwanym filmem, a następny dzień będzie przypominał bolesne powstanie z grobu.
Czego absolutnie nie powinieneś mieszać
Na liście owoców zakazanych powinny się znaleźć takie połączenia jak np. wódka z szampanem, słodkie wino z piwem czy gin z malibu.
Wiele osób nie toleruje również spożywania słabszych trunków po cięższych, zatem bezpieczniej będzie zacząć od lekkiego alkoholu, by później wprowadzić mocniejsze gatunki. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-30, 20:59
| wp.pl napisał/a: |
Czy sól szkodzi?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/579
Sól jest podstawową i jedną z najważniejszych przypraw w naszej kuchni. Najczęściej służy do poprawiania smaku potraw, choć w dużej ilości ma także właściwości konserwujące.
W naszej cywilizacji sól zawsze odgrywała ważną rolę. W niektórych krajach była tak cenna, że używano jej nawet jako jednostki monetarnej.
Obecnie w sprzedaży znajdziemy trzy rodzaje soli. Kamienna jest wydobywana w kopalniach na dużych głębokościach. Morska powstaje poprzez odparowanie morskiej wody, a oczyszczona zawiera chlorek sodu. Najzdrowsza jest sól morska, ponieważ zawiera bogate źródło mikroelementów takich jak magnez, lit, selen, cynk czy jod. Sól kamienna dostarcza nam także wielu składników odżywczych, m.in. manganu, miedzi, chromu i wapnia. Najmniej znaczącą dla ludzkiego organizmu jest sól oczyszczona, ponieważ w procesie jej wytworzenia została pozbawiona wszelkich niezbędnych składników.
Podobno naturalna sól morska i kamienna zawiera pełen komplet mikroelementów niezbędnych w codziennej diecie. Dawką zalecaną przez Światową Organizacje Zdrowia jest do 6 g (płaska łyżeczka) soli dziennie. Niby dobra wiadomość, ale Polacy lubią przesadzać z solą. Używają jej „garściami". Z badań wynika, że średnio jest to 15 gramów na dobę. I może byłoby to dopuszczalne, ale jedynie u osób ciężko pracujących fizycznie lub w znacznie podwyższonej temperaturze (nadmiar soli usuwany jest wraz z potem). Ci, którzy cierpią na nadciśnienie lub mają problemy z nerkami nie powinni używać więcej niż 1 g dziennie. Tymczasem wielu Polaków raczej unika wysiłku fizycznego, a więc nadmiar soli na pewno im nie sprzyja.
Tak naprawdę, należy po prostu znaleźć „złoty środek". Niedobór soli potrafi być bowiem bardzo niebezpieczny. Sześć lat temu naukowcy przeprowadzono badanie na grupie 412 osób. Do ich codziennej diety dodano trzy różne dawki soli - 4, 6 i 8 gramów. Podzielono ich też na dwie połowę. Jedni żywili się typową, amerykańską kuchnią, a drudzy jedli dużo warzyw, owoców i niskotłuszczowego nabiału. W styczniu 2001 roku opublikowano wyniki. Okazało się, że więcej niż 6 gramów soli w połączeniu z drugą dietą doprowadziło do obniżenia ciśnienia krwi.
Sól ma wiele dobroczynnych właściwości. Jest źródłem sodu, który odpowiada za gospodarkę wodno-mineralną organizmu i stałe ciśnienie krwi (niedobory objawiają się silnym pragnieniem, osłabieniem i brakiem apetytu). Dodatkowo, niedobór soli sprzyja porażeniom słonecznym i udarom cieplnym. Warto dodać, że stosowana jest także jako lek przeciw kurzajkom i katarowi oraz pomaga przy chorych zatokach.
Jakie minusy? Nadmiar soli podrażnia błonę śluzową żołądka i wywołuje jej stany zapalne. W dużych ilościach może prowadzić też do uszkodzenia naczyń krwionośnych i martwicy tkanki mózgowej. Eksperci podejrzewają, że zwiększa też ryzyko zachorowań na raka żołądka oraz otyłości. Warto wziąć to pod uwagę tym bardziej, że występuje w wielu produktach spożywczych. |
Zygmunt Skibicki - 2010-12-30, 21:08
| wp.pl napisał/a: |
Jakie składniki kremów są naprawdę niezbędne?
źródło - http://fitness.wp.pl/well...-w-butelke.html
Jeszcze kilkanaście lat temu panie używały jednego kremu. Zazwyczaj był to niemal stuletni dziś Nivea. Wklepywany był pod oczy, ochraniał twarz, natłuszczał ciało.
Teraz specyfików niemal do każdej części ciała jest bez liku. Korzystać z tego dobrodziejstwa? A może firmy kosmetyczne nabijają nas w butelkę?
Półki w drogeriach uginają się pod ciężarem słoiczków i tubek z coraz to nowymi osiągnięciami współczesnej kosmetologii. Widząc to dostajemy zawrotu głowy, zastanawiając się, który specyfik wybrać.
Nie potrafimy czytać informacji na wybieranych produktach. Nie umiemy też odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania. Czy droższy zawsze oznacza lepszy? Czy ilość „cudownych” składników zawartych w kremie ma jakieś znaczenie? I jak naprawdę jest z tą ich „cudownością”? Czy naprawdę potrzebujemy kremu na dzień i na noc? Po co nam specjalny krem pod oczy?
Ochrona przed słońcem
Dobre kremy to podstawowe kosmetyki na toaletce każdej, niezależnie od wieku, kobiety. Zacznijmy od kremu na dzień. Bez niego nie ma odpowiedniej pielęgnacji. Ma za zadanie chronić skórę przed złym wpływem czynników środowiskowych - słońcem i agresywnymi czynnikami zewnętrznymi. Dodaje skórze energii, wydobywa jej naturalną promienistość. Utrzymuje jej zdrowy, młody oraz świeży wygląd.
Poza tym w kremie na dzień powinna się znaleźć witamina E, która jest potocznie nazywana „witaminą młodości”, witaminy C oraz A, koenzym Q10, który działa łagodząco i przeciwzapalnie, kwas ferulowy likwidujący przebarwienia, a także kurkuma, niszcząca wolne rodniki. W kremie zauważymy często masło shea o działaniu nawilżającym i odżywiającym, substancje matujące oraz tonujące.
Krem jak koncentrat
Wbrew powszechnej opinii, krem na noc nie jest zbędnym wydatkiem. Dobrze dobrany potrafi zdziałać cuda. Bowiem kiedy śpimy, skóra nie próżnuje. Szczególnie między godziną 23 a 4 rano, gdy następuje intensywny podział jej komórek.
Proces ten jest 10 razy szybszy niż w dzień. To czas, gdy skóra lepiej oddycha, wzrasta jej temperatura i poprawia się mikrokrążenie. Dzięki temu może skuteczniej wchłaniać cenne składniki odżywcze. Oczywiście, jeśli składniki te zostaną jej dostarczone.
Bo w przeciwieństwie do kremów na dzień, kremy nocne przede wszystkim odżywiają, regenerują i wzmacniają. Nie ma potrzeby, by zawierały filtry UVA i UVB, substancje tonujące czy matujące. Te składniki niezbędne są w kremie na dzień.
W nocnym specyfiku do głosu dochodzą choćby przeciwutleniacze, które neutralizują szkodliwe działanie wolnych rodników (cząsteczek tlenu) atakujących komórki i uszkadzających włókna kolagenowe odpowiedzialne za sprężystość skóry. Są też mocno skoncentrowane witaminy, wyciągi roślinne i minerały. I choć bywa, że składniki te znajdują się również w kremach na dzień, tu znajdują się w znacznie większych dawkach.
Panie często zastanawiają się, jaki krem odpowiedni będzie do ich skóry. Na szczęście coraz więcej producentów oznacza swoje produkty, informując do jakiego wieku i rodzaju skóry są przeznaczone.
Jeśli takiej informacji nie ma, zwróćmy uwagę czy posiadają witaminę C, kwasy owocowe AHA, minerały, ekstrakt z alg. To zestaw odpowiedni dla młodych kobiet, w wieku ok. 30 lat.
Panie w okolicach czterdziestki powinny szukać w kremach na noc koenzymu Q10, witaminy C i E, retinolu, kwasu glikolowego i foliowego.
Panie, które skończyły 50 lat najlepiej, aby wybierały kremy z kwasem glikolowym, fitohormonami roślinnymi, np. sojowymi i wapniem.
Pamiętajmy, że kremy na dzień i na noc uzupełniają się nawzajem swoimi składnikami. Aby dobrze dobrać krem do swojej skóry warto skonsultować się z kosmetyczką.
Gładko pod oczami
Rozwiązując zagadkę związaną z przeznaczeniem kremów, dojdziemy do wniosku, że kremu na noc nie należy nakładać pod oczy, gdzie skóra jest zbyt delikatna na tak skoncentrowane składniki. Co więc robić? Zaopatrzyć się w trzeci kosmetyk – krem pod oczy.
Nie musi być drogi. Udowodniła to Fundacja Pro-Test organizując test, w czasie którego szczegółowo zostało przebadanych 13 kremów mających likwidować niechciane zmarszczki pod oczami. Wyniki testów zaskoczyły niejedna panią.
Okazało się, że po użyciu zwykłego, niedrogiego kremu nawilżającego zmarszczki u testujących kremy kobiet były mniej widoczne niż po aplikacji produktu przeciwzmarszczkowego znanej, luksusowej marki za blisko 200 zł.
Niestety, wszystkim kremom z testu daleko było do obiecywanego na etykiecie wyeliminowania zmarszczek.
W teście uczestniczyło 110 ochotników, w większości kobiet po 45 roku życia. Przed testem laboratorium wykonało zdjęcia oczy ochotników. Po godzinie pierwszej aplikacji i później po sześciu tygodniach stosowania.
„Z testu płynie jednak i pozytywny wniosek: Otóż dobrą pielęgnację skóry wokół oczu możemy zapewnić sobie bez wydawania setek złotych na drogie kremy” – podsumowuje swoje wyniki Fundacja Pro-Test.
To z tego powodu ukryto w nich filtry przeciwsłoneczne UVA i UVB. Krem na dzień bardzo często posiada kompleks roślinny z owoców drzewa Tara, dzięki któremu skóra jest silnie i długo nawilżona, a co za tym idzie gładka i delikatna. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-01, 00:17
Sposób na kaca
Zygmunt Skibicki - 2011-01-03, 19:56
Skąd się bierze długodystansowy kac gigant?
| wp.pl napisał/a: |
Tego nie mieszaj z alkoholem!
źródło - http://facet.wp.pl/gid,12....html?T[page]=1
Sylwester za nami. Wkroczyliśmy w nowy rok z nowymi możliwościami i zapałem. A co z tymi co wdepnęli w 2011 z ciężkim kacem, który trzyma ich aż do dzisiaj? Cóż nie możemy zaoferować im bezpośredniej pomocy, ale możemy podpowiedzieć dlaczego wciąż leczą kaca.
Oczywiście powodów może być tak wiele jak ludzi jęczących teraz z bólu głowy lub brzucha. Mimo to najpopularniejszym z nich, o którym wszyscy jakoś zapominają, jest zapominanie o zasadzie - "nie mieszać".
Tak, ale tak naprawdę z czym nie mieszać? Oto obiektywno-subiektywna lista komponentów, które w połączeniu z alkoholem, mają przeraźliwe skutki.
Leki
Niby oczywiste, ale często nieprzestrzegana przez nas zasada. Nawet zwykłe leki przeciwbólowe (o antybiotykach czy lekach psychotropowych nie wspominając) w połączeniu z alkoholem znacznie utrudniają życie naszej wątrobie.
Stosowanie niektórych leków wraz z procentami może skończyć się na szpitalnej izbie przyjęć.
Ponadto przy takich połączeniach, zwykle upijamy się szybciej i często w nieprzewidywalny sposób, co może skutkować tym, że impreza zakończy się "zgonem" i urwanym filmem na długo przed dwunastą.
Słone przekąski
Obecne na każdej imprezie, nie wyłączając sylwestrowej, chipsy, paluszki i orzeszki wydają się smakowitą przekąską do drinków czy wina. A to podstępni, mali zdrajcy! Od soli, która zatrzymuje wodę w organizmie, rośnie pragnienie, więc często sączymy nasze alkohole szybciej i więcej - czego skutki odczujemy nazajutrz.
Gorzej jeśli podczas jedzenia słonych przekąsek zapomnimy o konieczności dodatkowego nawodnienia organizmu bezalkoholowymi płynami - kac-gigant gwarantowany!
Rzucanie palenia
Mimo że w grudniu nikt zazwyczaj nie porywa się na tak trudne przedsięwzięcie, jakim jest rzucanie palenia (bo wszyscy czekają do nowego roku), znajdą się straceńcy, dla których impreza sylwestrowa jest pierwszą poważniejszą próbą w wytrwaniu w swoim postanowieniu.
Zwykle nieudaną - po kilku głębszych dużo szczęśliwszą datą dla porywania się o rzucenie zgubnego nałogu wydaje się 1 stycznia. Zatem nie mieszajcie alkoholu z odstawieniem fajek!
Papierosy
Co ciekawe, łączenie alkoholu z papierosami też nie jest dobrym pomysłem. Zestawienie dwóch trucizn - etanolu i nikotyny - jest toksyczną bombą, którą wysadzamy nasz organizm.
Przy takim połączeniu (szczególnie kiedy nie oszczędzaliśmy się ani z papierosami ani z trunkami) kac następnego jest niemal gwarantowany - ocalić nas może jedynie impreza na świeżym powietrzu.
Dodatkowym zagrożeniem łączenia papierosów i alkoholu jest zwiększone ryzyko zawału serca lub wylewu.
Napoje energetyczne
Kwestia, czy napis "nie mieszać z alkoholem" kiedyś znajdował się na etykiecie popularnego napoju energetyzującego, obrosła już w mity. Jedni uważają, że i owszem był, widzieli na własne oczy, inni stanowczo odrzucają taką możliwość i z upodobaniem łączą wódkę i coś na "dodającego mocy".
Zanim wypijesz, pomyśl - Twoje serce może tego nie wytrzymać. Podobnie rzecz się ma z Twoją wątrobą - napoje energetyczne same w sobie stanowią dla niej znaczne obciążenie, jeżeli dodamy do tego procenty może być naprawdę źle. Nie mówiąc już, że łączenie energizerów i alkoholu to sposób na bardzo szybkie i kompletne upicie się.
Odradzamy również mocną kawę idącą w parze z alkoholem!
Procentowe różności, bąbelkowe cuda
Ile razy można tego słuchać "nie mieszaj różnych alkoholi". Fakt faktem w sylwestrową noc jest to bardzo trudne. Bo jak tu nie mieszać, skoro do deski serów podają wino, przy daniu głównym typu bigos aż kusi się o kieliszek zmrożonej czystej, a o północy rzecz jasna należy wznieść toast szampanem?
Warto jednak pamiętać o kilku zasadach, które pomogą nam ograniczyć zgubne skutki mieszania alkoholi - mocne trunki lepiej komponować z sokami (zamiast napojów gazowanych), nie łączyć wódki z piwem (znowu z powodu gazu), a między wódeczką i szampanem zrobić sobie przerwę.
Była dziewczyna
Zwłaszcza jeśli rozstaliście się niedawno, a Ty (uchowaj Boże) w głębi serca żywisz jeszcze resztki nadziei lub sentymentu. Takie połączenie to gorzej niż śledź zapity Malibu.
Alkohol (zwłaszcza w nieumiarkowanych czyli tradycyjnie sylwestrowych ilościach) może sprawić, że wpadniesz na "wspaniały" pomysł akcji o kryptonimie "Powrót" i będziesz starał się np. zaciągnąć ją do łóżka. W wersji hard - w trójkącie z jej nowym partnerem.
W wersji light może się skończyć na setkach wysłanych sms-ów i dziesiątkach prób nawiązania połączenia telefonicznego
Grzybki
Wydawałoby się, że marynowane grzybki to zakąska idealna, bo uświęcona tradycją. Nic bardziej mylnego.
Nie dość, że grzyby należą do potraw ciężkostrawnych, a zatem już na wstępie utrudniają i spowalniają pracę naszego żołądka, który musi poradzić sobie i z alkoholem i sporą ilością sylwestrowego jedzenia, to wymagają od wątroby "indywidualnego" podejścia w obróbce substancji chemicznych zawartych w grzybach.
Jakby nie miała tej nocy innych, ważniejszych spraw...
Mleko i pochodne
O ile mało kto wpada na pomysł, popijania jogurtu, czy mleka na przemian z alkoholem, to jednak sporo osób lubi w sylwestrową noc pozwolić sobie na sporą porcję lodów. O ile połączymy je z winem, czy szampanem, nie powinno być problemu.
W przypadku cięższych alkoholi warto zwizualizować sobie, co powstanie w naszym żołądku, jeśli mleczną masę polejemy alkoholem. Jak to się nazywało? "Denaturacja białek".
Frustracja
Już sama jedna wystarczy, by zniszczyć radość z nawet najbardziej wyjątkowych chwil. W połączeniu z alkoholem może okazać się istną tragedią.
Wypłakiwanie się w rękaw (lub co gorsza) pierś gospodyni imprezy lub jej pieska, zwierzania á la "Co z tym życiem?" Kingi Rusin czynione często przypadkowym osobom, czy też agresywne kozaczenie w stylu "ja wam jeszcze pokażę" to tylko niektóre przykłady tego, co alkohol czyni z frustratami.
Seks
Szczególnie z przypadkową osobą i bez zabezpieczenia. Zresztą na temat seksu "po pijaku" napisano już bardzo dużo, więc czy coś jeszcze należy dodawać?
Niezbyt przyjemną jest perspektywa wchodzenia w nowy rok z nurtującym pytaniem: "Czy oby na pewno nie pękła? A tak właściwie to jak ona ma na imię? Marlenka? Milenka? Kasia? Basia? Arturek?" |
Filanc - 2011-01-03, 20:14
Była sobie kiedyś taka piękna książka pt. "Kac. Co zrobić nazajutrz"; autora nie pomnę, a mój egzemplarz "dostał nogów" i przepadł.
Zapamiętałem wszakże trzy świetne sposoby na kaca:
Sposób pierwszy – Cytryna.
Składniki: cytryna.
Procedura: przekrojoną wpół cytryną nacieraj się pod pachami.
Spsób drugi – Woodo.
Składniki: korek od butelki z której wczoraj piłeś, kilka szpilek.
Procedura: wbij szpilki w korek.
Sposób trzeci – Rzymianin.
Składniki: niewolnik, miednica, pióro z ogona bażanta.
Procedura: postępuj jak Rzymianin.
Zygmunt Skibicki - 2011-01-04, 00:21
Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem metody "rzymskiej": brudzia z kanalizacją przed snem i w pół minuty co najmniej połowa problemu, albo i trzy czwarte jest... out!
A z literatury pamiętam genialny wręcz sposób Jerzego Urbana, którego nawet bardzo mu niechętni uznawali od zawsze za niezrównany autorytet w kwestiach kacowych - ponoć z powodu niewiarygodnej wręcz ilości dokonanych w tej kwestii doświadczeń. Nie mogę na szczęście potwierdzić, że mieli dobrze uzasadnione podstawy.
Metoda sprowadza się do prościzny: poprzedniego dnia przed imprezą, w trakcie której ma się z jakiegoś powodu pojawić imperatyw wypicia powiedzmy litra należy wypić połowę tej dawki - tak to opublikował autor.
Jako bezdyskusyjny cienias w te klocki sprawdziłem metodę Urbana kilkakrotnie i zawsze się sprawdzała. Tyle, że wypijałem ćwiartkę w przeddzień półlitrowej dawki. Maksymalnie to było około 0,35 w przeddzień "krowy". Skutkowało...!
A teraz metoda mojej cioci Marysi - imię i koneksja autentyczne.
Otóż na początku rodzinnego wesela na wsi, gdy miałem jakieś 17 lat i jeszcze poważnie trenowałem pływanie - abstynencja alkoholowa praktycznie stuprocentowa, więc nie miałem skąd mieć pojęcia ile mogę i czy w ogóle mogę wziąć do ręki kieliszek? - owa ciocia zaciągnęła mnie do weselnej kuchni i z wielkiego kotła gorącego rosołu "zgarnęła" chochlą wierzchnią warstwę tłuszczu. Wlała mi to do sporego kubka, a obok postawiła solniczkę z pieprzniczką.
- Wypij to chłopcze, bo nie będę się potem tłumaczyła żeś się tu zalał.
- Ależ ciociu... próbowałem protestować.
- Pij i nie dyskutuj! Możesz sobie doprawić solą i pieprzem...
Wypiłem tę wstrętną miksturę i dorównywałem potem najtęższym stryjecznym w opróżnianiu butelek przez całą noc. Zero kaca! Potem już nigdy w życiu nie wypiłem praktycznie bezkarnie takiej ilości wódki. Inna sprawa, że gdybym miał jeszcze raz przełknąć taką ilość "kożucha" z rosołu, to bym po prostu dał nogę z imprezy...
Zygmunt Skibicki - 2011-01-05, 14:39
| wp.pl napisał/a: |
Pięć przemian na talerzu
źródło - http://kuchnia.wp.pl/inde...id/696/strona/1
Zjedz drzewo, ogień, ziemię, metal i wodę. Ale koniecznie w tej kolejności! Pięć żywiołów, pięć smaków, pięć wpływów, pięć kierunków i pięć grup produktów, a wszystko to sumujące się w harmonię, która ma nakarmić ciało oraz ducha.
Złożone, oparte na filozoficznej symbolice zasady rządzące kuchnią pięciu przemian według niektórych stanowią nieszkodliwe - choć i niepotrzebne - dorabianie ideologii do mieszania w garnku, podczas gdy inni uważają ten system gotowania i spożywania potraw bez mała za oświecenie, drogę do osiągnięcia wewnętrznej harmonii, zdrowia oraz szczęścia.
W cyklu po kolei
Cóż, dla każdego coś miłego. Próby osiągnięcia harmonii na talerzu z pewnością jeszcze nikomu nie zrobiły krzywdy, zresztą skoro przez żołądek można trafić do serca, to czemu nie do umysłu i ducha? Warto spróbować choćby z ciekawości, a nuż nam zasmakuje i jeszcze pomoże zachować zdrowie oraz zrzucić wagę.
Ogólne zasady kuchni pięciu przemian zakładają bowiem m.in. mały udział mięsa w menu (co najmniej dziewięćdziesiąt proc. pożywienia to produkty roślinne), regularne posiłki (minimum trzy ciepłe dani dziennie) jadane bez pośpiechu, w miłej atmosferze i tak samo przygotowywane, a także całkowitą rezygnację z mleka oraz jego produktów (wskazane wyłącznie w wieku niemowlęcym, a i to wyłącznie w formie mleka matki).
O wiele bardziej skomplikowane rytuały obejmują komponowanie potraw. Należy pamiętać o zamkniętym cyklu zależności między poszczególnymi żywiołami i tym samym przemianami. Drzewo (reprezentujące smak kwaśny oraz działanie gorące) ożywia Ogień; Ogień (smak gorzki, działanie ogrzewające) budzi Ziemię do życia; Ziemia (smak słodki, działanie neutralne) rodzi z siebie Metal; Metal (smak ostry, działanie ochładzające) ożywia Wodę; Woda (smak słony, działanie zimne), zamykając krąg, karmi i odżywia Drzewo.
Zgodnie z tą kolejnością, poczynając od Drzewa - czyli smaku kwaśnego - do potrawy dodajemy pojedynczo produkty z różnych grup smakowych: po Drzewie z grupy Ognia, następnie Ziemi, Metalu, Wody, Drzewa i tak dalej. Produktów może być dowolna liczba, istotne, by zachować kolejność oraz zakończyć produktem z przemiany, pod znakiem której chcemy przygotować całe danie.
Wybór smaku „dominującego" zależy m.in. od pory roku, stanu naszych emocji, a także tego, na jaki aspekt zdrowia zamierzamy wpłynąć. Przykładowo przyrządzenie dania w przemianie Drzewa ma podobno pozytywny wpływ na wątrobę oraz woreczek żółciowy.
Przyjmuje się, że kwaśne Drzewo, kierujące do wewnątrz i w dół, chroni płyny ciała. Gorzki Ogień, kierujący w dół, pobudza przemianę materii. Słodka Ziemia, harmonizująca wszelki ruch, odżywia i nawilża. Ostry Metal, kierujący na zewnątrz i w górę rozprasza. Słona Woda, kierująca w głąb, przełamuje zastój.
Co gdzie należy
By prawidłowo posługiwać się zasadą pięciu przemian, trzeba oczywiście znać podział konkretnych produktów na grupy. Zwykle łatwo intuicyjnie przypisać daną substancję do żywiołu, jednak przy mniej wyrazistych smakach może to być nieco trudniejsze, zwłaszcza że na przykład zimna woda zaliczana jest do elementów Wody, a gorąca - do Ognia.
Owoce są zawsze albo słodkie - jak poziomki, winogrona, czereśnie, słodkie jabłka, gruszki, śliwki, banany czy brzoskwinie - albo kwaśne - jak porzeczki, cytrusy, rabarbar, wiśnie, truskawki, agrest bądź jabłka kwaśne.
Warzywa mogą już należeć do każdej z pięciu przemian, choć najczęściej do słodkiej, do której zaliczamy m.in. cukinię, bakłażana, paprykę, soczewicę, szpinak, ziemniaki, kapustę pekińską, seler, pietruszkę, groch, buraki i brokuły. Do grupy słonej Wody trafiła soja, oliwki, bób, fasola mung i adzuki. Smakiem ostrym charakteryzuje się cebula, chrzan, rzodkiewka, kalafior, rzepa, seler naciowy, rzeżucha, szczypiorek, czosnek, por, kapusta biała, czerwona i włoska. Warzywa kiszone oraz marynowane to elementy Drzewa, podobnie jak natka pietruszki, koperek, pomidory oraz kiełki warzyw strączkowych. Natomiast Ogniem jest brukselka, sałata, rukola, karczochy i cykoria.
Wszystkie bakalie oraz wiórki kokosowe, pestki słonecznika i dyni, a także ziarna sezamu i siemię lniane, należą do grupy Ziemi, natomiast produkty zbożowe są zróżnicowane. Owies, jęczmień oraz ryż brązowy to elementy Metalu, ryż słodki, ugotowane ziarna zbóż, kasza jaglana i kukurydziana należą do Ziemi, żyto, kasza gryczana, amarantus i zboża prażone mają smak Ognia, a kuskus, pszenicę, orkisz i bulgur zaliczamy do grupy Drzewa.
Również mięso wcale nie jest jednolite, jeśli chodzi o rodzaj wyzwalanej energii. Kaczka i kurczak to Drzewo, baranina, jagnięcina i koźlęcina - Ogień, wołowina i cielęcina - Ziemia, indyk, gęś, dzik oraz zając - Metal, a wieprzowina, ryby i owoce morza - Woda. |
A nad tym wszystkim unosi się i rży ze śmiechu stara poczciwa zasada... NŻT!
Qurna!
W bardzo odległych czasach, gdy ludzie nie mieli pojęcia, co to są białka, tłuszcze, węglowodany, witaminy oraz mikroskładniki żywieniowe i jak to wszystko w organiźmie jest przetwarzane, takie quasi filozoficzne farmazony mogły znaleźć i zapewne znajdowały posłuch, zagorzałych naśladowców, a nawet... wyznawców.
Dzisiaj, gdy ziemniak produkowany na frytki dla McDonaldsa koszmarnie się różni swą skrobią i nie tylko(!) od produkowanego pięć kilometrów od najbliższego asfaltu przez klasycznego rolnika... dla siebie, a do super ekologicznych "konfitur babuni" producenci używają chińskiej żelatyny, wmawianie komukolwiek takich dyrdymałów graniczy z namawianiem do okultyzmu, a autorzy onych bujd należą do absolutnie nadrzędnej oczywiście nad ww. pięcioma - grupy... Dymu!
Zygmunt Skibicki - 2011-01-06, 15:53
| wp.pl napisał/a: |
Najzdrowsza dieta na świecie
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...o:1/art560.html
No dobrze, może nie dieta, ale jej elementy – wybrane z różnych stron świata. W końcu jak czerpać, to tylko z tego, co dla nas najlepsze. Oto produkty, które z kuchni świata warto wprowadzić do swojego menu, żeby nie tylko je urozmaicić, ale też zadbać, by stało się zdecydowanie bardziej zdrowe. Naukowcy przyjrzeli się talerzom mieszkańców krajów, w których statystycznie najwięcej osób dożywa 100 lat. Oto, co na nich znaleźli:
Czerwone wino oraz ser
To oczywiście produkty rodem z Francji. W naukowym świecie istnieje nawet określenie na fakt, że Francuzi, którzy kochają objadać się tłustymi serami, nie mają kłopotów z układem krążenia – nazywa się to francuskim paradoksem. Produktem chroniącym Francuzów okazało się… czerwone wino. Zawiera ono antyoksydanty (zwane też przeciwutleniaczami), które obniżają poziom złego cholesterolu w organizmie. Sery dostarczają im z kolei wapnia, magnezu oraz fosforu – niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.
Oliwa i pomidory
Najprostsze greckie danie, jakie można sobie wyobrazić, to pieczywo maczane w oliwie z oliwek, zagryzane świeżymi pomidorami, posypanymi świeżą bazylią. I w taki właśnie sposób Grecy chronią się przed nowotworami, chorobami układu krążenia oraz serca, a także przez stanami depresyjnymi.
Soja, ryż i biała herbata
Dlaczego Chińczycy trzymają się mocno? Naszym zdaniem głównie z powodu swojej diety – ryż (zwłaszcza ciemny, bogaty w błonnik i cenne mikro- oraz makropierwiastki) chroni ten naród przed miażdżycą, miłość do herbat – zarówno białej, jak i zielonej, opóźnia procesy starzenia się, oczyszcza organizm z toksyn, a także wspomaga układ trawienny, natomiast soja (podawana często w postaci makaronu sojowego) to bogate źródło pełnowartościowego białka, witamin z grupy B, a także potasu, magnezu, żelaza i wapnia.
Owoce morza i wodorosty
Owoce morza, warzywa, wodorosty oraz ryby – to produkty niskokaloryczne i bardzo bogate w cenne dla zdrowia witaminy i minerały. Ryby to także świetne źródło białka oraz kwasów tłuszczowych omega 3. W naszej diecie jest ich zdecydowanie za mało – rezygnujemy z ryb na rzecz mięsa oraz wysoko przetworzonych wędlin, co sprawia, że zdecydowanie częściej niż Japończycy doświadczamy chorób cywilizacyjnych. Może i wodorosty nie są najpopularniejszym produktem w Polsce, ale za to owoce morza i świeże warzywa na pewno znajdziemy w każdym dobrze zaopatrzonym sklepie.
Ryby
Warto poświęcić im osobną kategorię, ponieważ jemy ich zdecydowanie zbyt mało, co jest o tyle dziwne, że na dostęp do ich źródeł narzekać bynajmniej nie możemy, a i ceny ryb nie różnią się zbytnio od cen wędlin czy mięs. Norwegowie, Szwedzi i Duńczycy wprost pochłaniają ryby. Wiedzą co robią, ponieważ są to produkty, które stanowią doskonałe źródło kwasów omega 3, regulujących pracę układu krążenia, ale też wapnia (już 100 g sardynek zawiera go tyle samo, co szklanka mleka!), a także witamin (B, A, D oraz E) i składników mineralnych, takich jak fosfor, żelazo, magnez oraz jod. Jeśli nie masz jeszcze żadnych postanowień na 2011 rok, to świetnym pomysłem będzie postanowienie jedzenia większej ilości ryb w ciągu tygodnia.
Przyprawy
I nie chodzi tu bynajmniej o sól i pieprz. Polacy zdecydowanie nie doceniają przypraw ziołowych oraz korzennych – jak robią to choćby Hindusi. Tymczasem przyprawy mają nieoceniony wpływ na pracę wszystkich układów naszego organizmu. I tak szafran może poprawić nam nastrój, cynamon obniży ryzyko występowania cukrzycy, imbir wspomoże układ odpornościowy, pietruszka to świetne źródło witaminy C, bazylia pobudzi przemianę materii, mięta złagodzi bóle głowy, a kolendra korzystnie wpłynie na układ nerwowy. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-06, 15:56
| wp.pl napisał/a: |
Najzdrowsza dieta na świecie
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...o:1/art560.html
No dobrze, może nie dieta, ale jej elementy – wybrane z różnych stron świata. W końcu jak czerpać, to tylko z tego, co dla nas najlepsze. Oto produkty, które z kuchni świata warto wprowadzić do swojego menu, żeby nie tylko je urozmaicić, ale też zadbać, by stało się zdecydowanie bardziej zdrowe. Naukowcy przyjrzeli się talerzom mieszkańców krajów, w których statystycznie najwięcej osób dożywa 100 lat. Oto, co na nich znaleźli:
Czerwone wino oraz ser
To oczywiście produkty rodem z Francji. W naukowym świecie istnieje nawet określenie na fakt, że Francuzi, którzy kochają objadać się tłustymi serami, nie mają kłopotów z układem krążenia – nazywa się to francuskim paradoksem. Produktem chroniącym Francuzów okazało się… czerwone wino. Zawiera ono antyoksydanty (zwane też przeciwutleniaczami), które obniżają poziom złego cholesterolu w organizmie. Sery dostarczają im z kolei wapnia, magnezu oraz fosforu – niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.
Oliwa i pomidory
Najprostsze greckie danie, jakie można sobie wyobrazić, to pieczywo maczane w oliwie z oliwek, zagryzane świeżymi pomidorami, posypanymi świeżą bazylią. I w taki właśnie sposób Grecy chronią się przed nowotworami, chorobami układu krążenia oraz serca, a także przez stanami depresyjnymi.
Soja, ryż i biała herbata
Dlaczego Chińczycy trzymają się mocno? Naszym zdaniem głównie z powodu swojej diety – ryż (zwłaszcza ciemny, bogaty w błonnik i cenne mikro- oraz makropierwiastki) chroni ten naród przed miażdżycą, miłość do herbat – zarówno białej, jak i zielonej, opóźnia procesy starzenia się, oczyszcza organizm z toksyn, a także wspomaga układ trawienny, natomiast soja (podawana często w postaci makaronu sojowego) to bogate źródło pełnowartościowego białka, witamin z grupy B, a także potasu, magnezu, żelaza i wapnia.
Owoce morza i wodorosty
Owoce morza, warzywa, wodorosty oraz ryby – to produkty niskokaloryczne i bardzo bogate w cenne dla zdrowia witaminy i minerały. Ryby to także świetne źródło białka oraz kwasów tłuszczowych omega 3. W naszej diecie jest ich zdecydowanie za mało – rezygnujemy z ryb na rzecz mięsa oraz wysoko przetworzonych wędlin, co sprawia, że zdecydowanie częściej niż Japończycy doświadczamy chorób cywilizacyjnych. Może i wodorosty nie są najpopularniejszym produktem w Polsce, ale za to owoce morza i świeże warzywa na pewno znajdziemy w każdym dobrze zaopatrzonym sklepie.
Ryby
Warto poświęcić im osobną kategorię, ponieważ jemy ich zdecydowanie zbyt mało, co jest o tyle dziwne, że na dostęp do ich źródeł narzekać bynajmniej nie możemy, a i ceny ryb nie różnią się zbytnio od cen wędlin czy mięs. Norwegowie, Szwedzi i Duńczycy wprost pochłaniają ryby. Wiedzą co robią, ponieważ są to produkty, które stanowią doskonałe źródło kwasów omega 3, regulujących pracę układu krążenia, ale też wapnia (już 100 g sardynek zawiera go tyle samo, co szklanka mleka!), a także witamin (B, A, D oraz E) i składników mineralnych, takich jak fosfor, żelazo, magnez oraz jod. Jeśli nie masz jeszcze żadnych postanowień na 2011 rok, to świetnym pomysłem będzie postanowienie jedzenia większej ilości ryb w ciągu tygodnia.
Przyprawy
I nie chodzi tu bynajmniej o sól i pieprz. Polacy zdecydowanie nie doceniają przypraw ziołowych oraz korzennych – jak robią to choćby Hindusi. Tymczasem przyprawy mają nieoceniony wpływ na pracę wszystkich układów naszego organizmu. I tak szafran może poprawić nam nastrój, cynamon obniży ryzyko występowania cukrzycy, imbir wspomoże układ odpornościowy, pietruszka to świetne źródło witaminy C, bazylia pobudzi przemianę materii, mięta złagodzi bóle głowy, a kolendra korzystnie wpłynie na układ nerwowy. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-07, 13:13
Pewna moja Znajoma, zapewne nieco zdruzgotana po przeczytaniu iluś tam postów z tego wątku przysłała mi mailem swoje przemyślenia.
Trzeba przyznać, że Dziewczyna trzeźwo podchodzi do życia... przesadziła, ale tylko odrobinkę:
| Nela napisał/a: | Mówią iż należy codziennie jeść jedno jabłko ze względu na żelazo i
jednego banana ze względu na potas. I też jedną pomarańczę na wit. C i pół
melona żeby poprawić trawienie, oraz filiżankę zielonej herbaty bez cukru
aby zapobiegać cukrzycy.
Każdego dnia należy pić dwa litry wody (tak, a potem je wysikać na co
schodzi dwukrotnie więcej czasu niż na wypicie)
Codziennie należy pić Activię lub inny jogurt, żeby mieć L. Casei
Defensis, i choć nikt nie wie co to za g.. jest, wygląda na to że jeśli
codziennie nie zjesz półtora miliona, zaczynasz widzieć ludzi niewyraźnych..
Codziennie jedną aspirynę żeby zapobiegać zawałowi i lampkę czerwonego
wina w tym samym celu, plus jeszcze jedną białego na układ nerwowy. I jedno
piwo już nie pamiętam na co. Jeśli wypijesz to wszystko razem, to nawet
jeśli od razu dostaniesz wylewu, to nie masz się co przejmować, bo nawet się
nie zorientujesz..
Codziennie trzeba jeść błonnik. Dużo, ogromne ilości błonnika, aż
zdołasz wypróżnić cały sweter. Należy przyjmować między sześcioma a ośmioma
posiłkami dziennie, lekkimi, i oczywiście nie zapominając o dokładnym
pogryzieniu sto razy każdego kęsa. Robiąc małe obliczonko już na samo
jedzenie zejdzie Ci z pięć godzinek.
A, po każdym posiłku należy umyć zęby, to znaczy po Activii, i błonniku
zęby, po jabłku zęby, po bananie zęby... i tak dokąd starczy zębów..
Lepiej powiększ łazienkę i wstaw sprzęt audio, ponieważ między wodą,
błonnikiem i zębami spędzisz tam dziennie wiele godzin..
Trzeba spać osiem godzin i pracować kolejne osiem, plus pięć jakie
potrzebujemy na jedzenie = 21. Jeśli nie spotka Cię coś niespodziewanego
zostają Ci trzy. Wg statystyk oglądamy telewizję trzy godziny dziennie. No
dobrze, już nie możesz, bo codziennie trzeba spacerować co najmniej pół
godziny (dane z doświadczenia - lepiej po 15 minutach wracaj, bo inaczej z
pól godziny zrobi Ci się godzina)
Należy dbać o przyjaźnie, gdyż są jak rośliny, należy je podlewać
codziennie, i jak jedziesz na wakacje, to jak sądzę również. Ponadto należy
być dobrze poinformowanym, więc trzeba czytać co najmniej dwa dzienniki i
jeden artykuł z czasopisma, żeby skontrastować informacje. A! trzeba
uprawiać sex każdego dnia, ale bez popadania w rutynę, trzeba być
innowatorskim, kreatywnym, odnowić uczucie pożądania. To wymaga swojego
czasu. A co dopiero jeśli ma to być sex tantryczny! (celem przypomnienia: po
każdym posiłku myjemy zęby!)
Na koniec z moich obliczeń wychodzi mi jakieś 29 godzin dziennie. Jedyne
rozwiązanie jakie przychodzi mi do głowy to robienie kilku rzeczy na raz, na
przykład : bierzesz prysznic się w zimnej wodzie i z otwartymi ustami, w ten
sposób połykasz 2 litry wody .
Wychodząc z łazienki ze szczoteczką do zębów w ustach uprawiasz sex
(tantryczny ) ze swoim partnerem/partnerką, który w międzyczasie
ogląda telewizję, i
opowiada Ci co się dzieje na ekranie, w czasie gdy szczotkujesz zęby,masz
jeszcze jedną wolną rękę? Zadzwoń do przyjaciół!! I do rodziców!! Wypij wino
(po telefonie do rodziców przyda się)
Uff.. Jeśli zostały Ci jeszcze dwie minuty, to prześlij to dalej do
przyjaciół (których trzeba podlewać jak rośliny). A teraz już Cię zostawiam,
bo z jogurtem, połową melona, piwem, pierwszym litrem wody i trzecim
posiłkiem z błonnikiem, nie wiem już co zrobić, ale pilnie potrzebuję
ubikacji. A! po drodze wezmę szczoteczkę do zębów..
Jeśli już wcześniej Ci to wysłałem, to wybacz, to pewnie Alzheimer,
którego mimo tylu środków zapobiegawczych nie uniknałem...,
no to - na zdrowie |
A dla drobnego wyjaśnienia, co to jest owo L. Casei Defensis: http://pl.wikipedia.org/wiki/Lactobacillus_casei
Oczywiście dodatek w nazwie słowa "Defensis" nie ma niczego wspólnego z nazwą systemową tego szczepu bakterii - jak zwykle, coś mętnego trzeba dodać, by łatwiej sprzedać.
świster - 2011-01-07, 23:55
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | Pewna moja Znajoma, zapewne nieco zdruzgotana po przeczytaniu iluś tam postów z tego wątku przysłała mi mailem swoje przemyślenia. |
Na pewno to jej przemyślenia?
| Cytat: | | ...którego mimo tylu środków zapobiegawczych nie uniknałem... |
Co nie zmienia faktu, że fajny tekst - reklama dźwignią handlu.
Zygmunt Skibicki - 2011-01-08, 00:15
| świster napisał/a: | | Na pewno to jej przemyślenia? |
Ona mi to przysłała, ale ani mi w głowie robienie kwerendy po całym internecie.
Może ściągnęła to skądś...
jerry - 2011-01-11, 09:20
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | Oczywiście dodatek w nazwie słowa "Defensis" nie ma niczego wspólnego z nazwą systemową tego szczepu bakterii - jak zwykle, coś mętnego trzeba dodać, by łatwiej sprzedać. | dlaczego mętnego?
'defensis' ma nam kojarzyć się z obroną jaką te bakterie podobno mają zapewniać;
jeśli ktoś posługuje się jęz. angielskim to skojarzenia defensis = obrona jest naturalne; jeśli ktoś nie zna angielskiego to kojarzy defensis z defensywą, czyli obroną ...
i w ten oto sposób mamy czystaj postaci 'chłyt małketingowy' ...
Zygmunt Skibicki - 2011-01-11, 18:05
| jerry napisał/a: | | dlaczego mętnego? |
Bo zasady nazewnictwa są jasne, proste, znane i... obowiązują wszystkich, którzy ich używają: nie łączy się nazw systemowych łacińskich z żadnymi dodatkami cokolwiek oznaczającymi w jakimkolwiek języku. Jeśli, to wyłącznie w łacińskim - na przykład Saccharomyces cerevisie var. elipsoideus, a wysublimowane szczepy otrzymują czasem kolejne numery - na przykład Streptococus diacetilactis 238...
Co śmieszniejsze, ta bakteria ma swoją nazwę systemową i wcale nie trzeba niczego nowego tworzyć. Gdybyś chciał wiedzieć, dlaczego oni tę nazwę "defensis" dodali zamiast zastosować nazwę systemową, to możemy pogadać, ale uprzedzam: to może całkowicie zniechęcić ewentualnych konsumentów (tki) owego wyrobu.
GB - 2011-01-11, 20:08
Nie chce mi się - chyba ponownie - analizować tego tekstu o wodach, które należy pić, a których nie.
Chcę tylko zaznaczyć, że popełnione są w nim podstawowe błędy - radośnie mieszające pojęcia, definicje i znaczenia takich określeń jak woda: mineralna, naturalna, źródlana, czysta, gazowana, niegazowana, lecznicza. Takoż wdzięcznie pomieszane są infomacje dotyczące głębokości wody i zawartości poszczególnych składników, w tym tegoż nieszczęsnego sodu.
Czysto marketingowy bełkocik.
Na innych problemach podejmowanych w cytowanych tekstach się nie znam - więc się nie wypowiem...
pozdrawiam
gb
ps
Aha - konkluzja oczywiście słuszna - należy pić wodę
pps
Przeczytałem nieco uważniej akapit o wodach leczniczych. To jest bełkocik nieco bardziej niebezpieczny.
jerry - 2011-01-11, 21:44
| GB napisał/a: | | a innych problemach podejmowanych w cytowanych tekstach się nie znam - więc się nie wypowiem... | jakiś czas temu doszedłem do ciekawego wniosku ...
czytając w prasie artykuł nt. energetyki zauważyłem masę błedów ... złe jednostki, mylenia pojęć itd ... zauważyłem bo może niewiele ale coś na ten temat wiem ...
i obawiam się, że takie błędy są w prawie każdym artykule prasowym ... ale że każdy ma swojego konika, to tylko w wybranych dziedzinach je wyłapuje i widzi ... pozostałe albo przyjmuje jako źródło informacji ... albo jako potencjalne źródło informacji ...
Zygmunt Skibicki - 2011-01-11, 22:38
| jerry napisał/a: | | obawiam się, że takie błędy są w prawie każdym artykule prasowym ... ale że każdy ma swojego konika, to tylko w wybranych dziedzinach je wyłapuje i widzi ... pozostałe albo przyjmuje jako źródło informacji ... albo jako potencjalne źródło informacji ... |
Obawiam się, że masz bardzo dużo racji. Ja też w mojej dziedzinie zawodowej wyłapuję w mediach masę absurdów.
Zygmunt Skibicki - 2011-01-19, 11:44
| wp.pl napisał/a: |
Gdzie czają się zarazki?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art568.html
Co dzień jesteśmy narażeni na kontakt z milionami wirusów, grzybów i bakterii. Które z tych mikroorganizmów mogą nam zaszkodzić, które nie są dla nas niebezpieczne – oto jest pytanie. Odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, ponieważ ilu specjalistów w tej dziedzinie, tyle różnych opinii. Czy nasze biurko jest rzeczywiście brudniejsze od toalety, a nasza łazienka od klamki drzwi wejściowych do dziesięciopiętrowca?
Owszem, na słuchawkach telefonów, banknotach, klawiszach bankomatów znajduje się mnóstwo zarazków, ale przecież nie każdy kontakt z nimi kończy się hospitalizacją. Uniknięcie infekcji jest tak naprawdę dość proste, bo wiąże się z zachowaniem podstawowych zasad higieny, tzn. z umyciem rąk przed jedzeniem i po wyjściu z toalety. W ten sposób pozbywamy się większości bakterii. Szczególne środki ostrożności muszą przedsięwziąć jedynie ludzie starsi i osoby o obniżonej odporności.
Brudne biurko
Na pulpicie biurek znajduje się 400 razy więcej bakterii niż na muszli klozetowej. Dzieje się tak dlatego, że toalety myjemy regularnie, a biurko – sporadycznie. Większość żerujących na naszych biurkach bakterii jest nieszkodliwa, ale badania ujawniają, że poza bakteriami, można stwierdzić na nich też obecność np. wirusa paragrypy, powodującego przeziębienie i grypę. W warunkach biurowych siedliskiem największej ilości mikroorganizmów jest telefon, następna w kolejności jest klawiatura komputera. Na takich powierzchniach wirus grypy jest w stanie przeżyć nawet trzy dni. My, nieświadomi niebezpieczeństwa, po zakończonej rozmowie telefonicznej czy podczas korzystania z komputera, dotykamy ust, nosa, oczu i infekcja gotowa. Biurko i sprzęty biurowe należy czyścić regularnie papierowym ręcznikiem nasączonym środkiem dezynfekującym, wspólny telefon trzeba myć codziennie.
Klamki
Klamki, zwłaszcza od drzwi prowadzących do publicznych toalet uważa się za najbardziej zanieczyszczone powierzchnie. Tymczasem okazuje się, że należą one do jednych z czystszych przedmiotów, z jakimi na co dzień mamy kontakt. Statystyki mówią, że 68% ludzi myje ręce po wyjściu z toalety; fakt ten wielokrotnie został potwierdzony badaniami.
Podłogi
Chodzenie boso po podłodze na siłowni może skończyć się dla nas brodawkami podeszwowymi i grzybicą stóp. Podłoga w miejscach takich jak szatnia, sauna czy klub fitness jest ciepła i wilgotna od potu i wody, więc to idealne miejsce dla rozwoju wirusów i grzybów. Nie chodź boso, zawsze zabieraj ze sobą klapki.
Gąbka
Nieważne, do czego się jej używa – jest prawdziwą wylęgarnią wszelkiego typu drobnoustrojów. Sposobem na oczyszczenie gąbki jest „wypranie” jej w zmywarce do naczyń (koniecznie z detergentem) lub włożenie jej na minutę do mikrofalówki. Bez względu na metodę, gąbkę należy oczyszczać co 1-2 dni, a jednej używać maksymalnie trzy tygodnie. Między użyciami powinniśmy przechowywać ją w suchym miejscu, bo suszenie jest także sposobem na pozbycie się zarazków. Gąbki są najbardziej zanieczyszczoną rzeczą w naszych domach, stanowią schronienie na miliardów bakterii, m. in. dla salmonelli i gronkowca.
Zlew kuchenny
Choć jest pełen zarazków, nie trzeba go codziennie szorować wybielaczem – wystarczy raz dziennie umyć zlew wodą z mydłem czy z płynem do mycia naczyń. Szczególne środki ostrożności należy zachować w przypadku, gdy w zlewie trzymaliśmy surowe mięso. Po kontakcie ze schabem czy piersiami z kurczaka powinniśmy dokładnie wymyć ręce i zlew. Nie należy w nieumytym zlewie umieszczać żadnych rzeczy, zwłaszcza jedzenia. Raz na jakiś czas do odpływu zlewu należy wlać trochę rozcieńczonego wybielacza. Zlewowe bakterie są niezwykle ekspansywne – przy naszej pomocy z łatwością przedostają się na kurki kranu, klamki, rączki szuflad i inne kuchenne powierzchnie, lepiej więc z nimi walczyć.
Poduszki
Prawdą jest, że nasza pościel jest siedliskiem miliardów bakterii, ale fakt ten nie powinien nam spędzać snu z powiek. Większość z nich to nieszkodliwe mikroorganizmy, które żyją również na naszej skórze. Spanie latami na jednej poduszce szybciej nam się znudzi, niż wpędzi nas w chorobę. Poducha, czy to jej powłoka, czy wypełnienie nie są miejscem, w którym bakterie mają warunki do rozmnażania się. W najgorszym wypadku grozi nam ponowna infekcja, gdy np. przechorujemy zakażenie gronkowcem i nie zmienimy pościeli.
Szczoteczka do zębów
Toaleta i łazienka w jednym pomieszczeniu to tylko teoretycznie dobre rozwiązanie. Przy każdym spłukaniu wody w wc, wszystko wokół zostaje zanieczyszczone bakteriami, nawet, jeśli opuścisz klapę od toalety. To obrzydliwe, ale niespecjalnie szkodliwe – większość bakterii ginie, gdy powierzchnie wysychają. Tak czy inaczej, lepiej trzymać szczoteczki do zębów w zamykanej szafce.
Kosmetyki do makijażu
Może się to wydać zaskakujące, ale jeśli na twarz nałożymy nieumytymi rękami np. podkład, zrobimy sobie krzywdę. Bakterie na naszych dłoniach mogą skazić nasz make-up, wchodząc z nim w kontakt. Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze – pryszcze, będące efektem dostania się bakterii do porów skóry. Po drugie – powodowane przez gronkowca zapalenie spojówek. Makijaż należy robić dopiero umywszy ręce, a kosmetyki powinno się wymieniać się co dwa miesiące. Dobrze jest też czyścić wszelkiego typu aplikatury i, w miarę możliwości, nie dotykać skóry opakowaniem kosmetyku. Nie wolno swoich kosmetyków pożyczać innym.
Pieniądze
Banknoty są suche, nie ma na nich pożywki dla bakterii. Metal, z którego wykonuje się monety działa jak czynnik antybakteryjny. Nie ma więc potrzeby myć rąk po każdym kontakcie z pieniędzmi, chyba, że za chwilę zamierzamy usiąść do stołu – ręce myjemy w końcu przed każdym posiłkiem. Niesłusznie sądzi się, że pieniądze to najbrudniejsza rzecz z jaką na co dzień mamy do czynienia. |
Co do gąbki, to zdecydowanie skuteczniejsze będzie wrzucenie jej do pralki wraz z bielizną, a jeśli do mikrofalówki, to koniecznie w stanie wilgotnym - najlepiej zresztą wraz ze szczoteczką do zębów, szczotką do rąk i... pumeksem. Warto to robić zwłaszcza po powrocie z nimi z każdej podróży.
A co do bilonu i banknotów... Nie wilgoć jest na nich groźna, choć i ona tam występuje w ilościach wystarczających dla przetrwania mikrobów, a... złuszczony, także przecież wilgotny i tłusty zawsze naskórek - wilgoć, białko i tłuszcz! No i ta ogromna rotacja pomiędzy ludźmi!
Z drugiej wszak strony - im dokładniej wysterylizujemy swe otoczenie, tym bardziej zmniejszymy naszą własną odporność na kolejne i tak nieuniknione do końca zewnętrzne ataki mikrobów. Tu najlepszym dowodem jest przykład Howarda Huges'a...
Wszystko musi mieć umiar, ot co!
Zygmunt Skibicki - 2011-01-22, 13:38
| wp.pl napisał/a: | Czy żołądek jest wielkości pięści?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/709
Zdarza się, że sami siebie zaskakujemy widząc, jak ogromne porcje - zwłaszcza ulubionego dania - jesteśmy w stanie zjeść. Jaki wpływ ma to na nasz żołądek? Obiegowa opinia głosi, że jest on wielkości pięści, więc powinniśmy spożywać porcje nie większe niż jego objętość. Ile w tym prawdy?
- Żołądek jest workiem mięśniowym, który ma około 20-30 cm długości i około 12-14 cm szerokości oraz pojemności ok. 1-3 litrów. Wynika z tego, że orientacyjna wielkość żołądka to około 2 garście. Oczywiście objętość żołądka zwiększa się i zmniejsza w trakcie posiłku i trawienia - tłumaczy Katarzyna Haczkiewicz, dietetyk.
Jeśli zawsze jadamy umiarkowanej wielkości posiłki, nasz żołądek ma właściwe proporcje. Jeśli jednak jadamy duże porcje, popijamy dużą ilością płynów żołądek rozciąga się i często jest większy niż u przeciętnego człowieka.
Jak przywrócić żołądkowi prawidłowe rozmiary?
- Zmieniając swoje nawyki żywieniowe i przede wszystkim wielkość porcji. Dzięki temu można doprowadzić do ponownego zmniejszenia się objętości żołądka. Jednym z często stosowanych ogólnych zaleceń dietetycznych jest zjadanie porcji nie większych niż objętość obu złączonych dłoni - dodaje Katarzyna Haczkiewicz.
Dietetycy zgodnie powtarzają również, że należy jeść częściej, ale mniejsze porcje. Dzięki temu nasz żołądek się nie powiększy, a co za tym idzie, po zjedzeniu nawet niewielkiego posiłku, będziemy czuli się nasyceni.
Jak przyhamować apetyt i skurczyć swój żołądek? Na przykład jeść jabłka. Jest to najtańsza opcja wśród dostępnych naturalnych hamulców apetytu. Każdy wie, że jabłka są zdrowe, ale owoc ten to również naturalny środek pozwalający oszukać głód. Jedno duże jabłko dostarcza tylko ok. 100 kcal i aż około 5 gramów błonnika, który wypełnia żołądek zmniejszając łaknienie.
Głód bywa często mylony z pragnieniem, a kiedy jesteśmy odwodnieni, a przez to także i zmęczeni, za główny tego powód uznajemy niedostatek żywności. Picie wody przy pierwszych oznakach głodu pomoże utrzymać apetyt w ryzach. Sprawdzoną techniką jest więc wypicie szklanki wody przed każdym posiłkiem.
Dobrym sposobem jest również zjadanie na śniadanie płatków owsianych. Dlaczego? Zawierają więcej błonnika niż większość innych produktów zbożowych i mają bardzo niską zawartości cukrów. Rozpuszczalny błonnik zawarty w płatkach pochłania znaczne ilości wody, co spowalnia proces trawienia, w wyniku czego dłużej będziesz czuć się syty. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-26, 10:24
| wp.pl napisał/a: | Czy herbaty przeczyszczające mogą być szkodliwe?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/705
Mój maż od wielu lat walczy z nadwagą. W jego wypadku przypomina to bardziej syzyfową pracę. Od dobrych kilku, jak nie kilkunastu miesięcy, codziennie wieczorem pije herbatę przeczyszczającą. Czasem myślę, że się od niej uzależnił i niepokoję się, że może być to szkodliwe dla jego zdrowia. Czy moje obawy są słuszne?
Na pytanie odpowiada Paulina Kłodzińska, dietetyk
Stosowanie herbatek o działaniu przeczyszczającym nie sprawi, że wieloletnie kłopoty z nadwagą przestaną istnieć. Nawet jeśli skład stosowanego produktu jest naturalny nie zastąpi on naturalnego cyklu wypróżnień i zdrowej diety. Jeśli powodem stosowania środków przeczyszczających były zatwardzenia i nie ustąpiły po pewnym czasie, stosowanie ich przez kilkanaście miesięcy może zagrażać pełni zdrowia.
Zamiast herbaty przeczyszczającej zalecam zdrową dietę bogatą w błonnik, znajdujący się w produktach pełnoziarnistych, grubych kaszach, świeżych warzywach (także strączkowych), owocach (w tym także suszonych takich jak śliwki lub figi), orzechach oraz nasionach i pestkach: słonecznika, lnu lub dyni. Warto także dodawać do posiłków otręby pszenne, owsiane lub żytnie.
By zawarty w tych produktach błonnik mógł spełnić swoje zadanie, należy dbać o odpowiednie nawodnienie organizmu. Polecam wodę mineralną, herbaty owocowe lub ziołowe, soki wielowarzywne. Całkowita, dzienna ilość wypijanych płynów powinna wynosić od 1,5-2 litrów, więcej w czasie wysiłku fizycznego lub wysokich temperatur w okresie letnim.
Poza stosowaną dietą niezbędny jest ruch i wysiłek fizyczny, najlepiej na świeżym powietrzu. Siedzący tryb życia to jeden z powodów zwolnienia perystaltyki jelit.
Warto także skonsultować się z dietetykiem w celu ustalenia odpowiedniej diety mającej na celu redukcję masy ciała i wypracowanie zdrowych nawyków żywieniowych. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-26, 16:58
| wp.pl napisał/a: |
Po co nam minerały?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art571.html
Minerały są istotnym składnikiem odżywczym, dostarczanym wraz z pożywieniem - organizm ludzki nie jest sam w stanie ich wytwarzać. Ich obecność w codziennym pożywieniu jest konieczna dla prawidłowego rozwoju i funkcjonowania naszych organizmów, wpływają one na pracę wielu układów, w tym układu krążenia, odpornościowego, nerwowego oraz na stan stawów i kości. Masa naszych ciał w około 4% składa się właśnie z minerałów. Dzielą się one na makro- i mikroelementy. Makroelementy to te, których naszych organizm potrzebuje dziennie więcej niż 100 mg, natomiast mikroelementy to te, których zapotrzebowanie nie przekracza 100 mg. Wśród tych pierwszych wymienia się np. chlor, fosfor, magnez, potas, sód, czy wapń, natomiast wśród mikroelementów bor, cynk, chrom, fluor, jod, mangan, miedź, selen, żelazo. Warto przyjrzeć się choćby niektórym z tych pierwiastków i poznać ich rolę w naszych organizmach.
Sposób na stres – magnez
Niedobór tego pierwiastka szczególnie grozi osobom będącym stale pod wpływem stresu, pracującym intensywnie zarówno umysłowo jak i fizycznie, odchudzającym się oraz kobietom w ciąży i w okresie menopauzy. Niedobór objawia się rozdrażnieniem, zmęczeniem, kłopotami ze snem, a jeśli trwa zbyt długo, jesteśmy bardziej narażeni na niektóre choroby. Ważnym źródłem magnezu jest czekolada (gorzka) oraz kakao, kasza jęczmienna, manna i gryczana, banany, pestki dyni, migdały, otręby pszenne. Rolą magnezu jest regulowanie pracy układu nerwowego, poprawa pamięci, magnez działa też uspokajająco. Dieta bogata w magnez zapobiega chorobom serca oraz jest pomocna przy nadciśnieniu tętniczym. Ten makroelement, wraz z wapniem i witaminą D, bierze udział w budowie kości i zębów, poprawia trawienie, jest pomocny w leczeniu kontuzji.
Chlor – reguluje gospodarkę wodną
Do jego niedoboru może dojść w przypadku ostrych wymiotów. Brak tego pierwiastka w diecie przejawia się złym samopoczuciem, problemami z układem oddechowym. Największe ilości tego makroelementu znajdują się w soli kuchennej, znaleźć go można także w żółtym serze oraz wędlinach. Chlor odpowiedzialny jest za równowagę zasadowo – kwasową, usprawnia usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii przez wątrobę.
Fosfor – ważny budulec kości i zębów
Jego niedobór, choć zdarza się nieczęsto, wiąże się z anemią, bólami mięśni i kości, osłabieniem układu odpornościowego. Zaś nadmiar prowadzi do zaburzeń pracy serca, drgawek, przyspieszonego oddechu. Fosforu szukać należy w produktach mlecznych, mięsie, rybach, pełnoziarnistych produktach, marchwi, pestkach dyni. Jego obecność jest konieczna do właściwego funkcjonowania komórek, bierze udział w metabolizmie węglowodanów, tłuszczów i białek.
Potas – pomaga zwiększyć koncentrację
Ten pierwiastek korzystnie wpływa na pracę układu nerwowego, wzmaga nie tylko koncentrację, ale również poprawia zdolność myślenia. Jednak jego najważniejszym działaniem jest regulacja gospodarki wodnej oraz kontrola ciśnienia krwi. O jego niedoborze świadczyć może puchnięcie kończyn, przytrafiające się podczas upałów czy wysiłku fizycznego, uczucie rozdrażnienia i zmęczenie. Potas znajduje się w warzywach, np. brokułach, brukselce, marchewce, pomidorach, ziemniakach, zielonych warzywach liściastych, a także owocach, w bananach, kiwi, morelach, a przede wszystkim w owocach suszonych.
Sód zapewnia właściwą pracę nerwów i mięśni
Utrzymuje właściwe ciśnienie oraz pH krwi, poprawia pracę układu mięśniowego i serca. Jego niedobór odpowiedzialny jest za odwodnienie, zaś nadmiar prowadzi do obrzęków, spuchnięć, wzrostu ciśnienia. Źródłem sodu jest sól.
Cynk - dla skóry włosów i paznokci
Ten mikroelement ma wpływ na czynności mózgu, podnosi sprawność intelektualną oraz zapewnia prawidłową pracę siatkówki oka. Cynk nie tylko wzmacnia układ odpornościowy, ale także skraca czas oraz łagodzi przebieg infekcji. Jest konieczny do prawidłowej pracy narządów rozrodczych. Niedobór cynku grozi głównie osobom intensywnie trenującym, pracującym fizycznie, odchudzającym się, będącym na diecie wegetariańskiej. Nadmiar zdarza się rzadko, zwykle przy jego komplementacji. Najbogatszym źródłem tego pierwiastka są ostrygi, ale znajduje się też w czerwonym mięsie, wątróbce, jajkach, rybach, mleku, żółtych serach, roślinach strączkowych, pestkach słonecznika i dyni, musztardzie ziarnistej.
Miedź – przyspiesza gojenie się ran
Miedź to niezwykle ważny dla prawidłowego funkcjonowania organizmu pierwiastek. Jest odpowiedzialny między innymi za wytwarzanie czerwonych krwinek, kolagenu, bierze udział we wchłanianiu oraz transporcie żelaza. Znajduje się w cielęcinie, wątróbce, drobiu, rybach, owocach morza, roślinach strączkowych, kaszach.
Jod – pierwiastek kluczowy dla tarczycy
Warto zadbać, aby nasza dieta bogata była w ten pierwiastek, ponieważ jego niedobór prowadzić może do powiększenia tarczycy oraz niedorozwoju psychicznego. Nad morzem możemy oddychać powietrzem, w którym obecny jest jod, w innych częściach kraju trzeba dostarczyć go wraz z pożywieniem. Znajduje się przede wszystkim w rybach morskich, owocach morza, a także soli jodowanej.
Fluor – dla zębów
Ryby morskie i owoce morza są także źródłem fluoru, poza tym znajdziemy go w roślinach strączkowych, orzechach włoskich, czarnej herbacie, wodzie mineralnej, mleku. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie procesów mineralizacji w tkance kostnej. Jego niedobór prowadzi do próchnicy zębów.
Chrom – koi nerwy
Wśród zadań chromu jest uczestniczenie w procesach przemiany materii, przyspiesza też spalanie tłuszczów, korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu nerwowego. Ponadto reguluje poziom cholesterolu, bierze udział w trawieniu białek. Jego źródłem są orzechy, rośliny strączkowe, szparagi, brokuły, wątróbka.
Selen – wzmacnia odporność
Selen chroni nas przed bakteriami i wirusami, wzmacnia nasz układ odpornościowy, pomaga pozbyć się wolnych rodników. Należy szukać go w rybach, mięsie, warzywach strączkowych. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-26, 17:07
| wp.pl napisał/a: |
8 mitów na temat odchudzania
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art570.html
Byłeś lojalny wszystkim zasadom odchudzania się, a waga ani drgnie? Za taki stan rzeczy może odpowiadać dezinformacja. Na temat odchudzania mówi się dużo, ale wiele z powtarzanych z ust do ust twierdzeń nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Poniżej lista mitów funkcjonujących wśród odchudzających się.
Musisz ćwiczyć, żeby schudnąć
Nieprawda. Owszem, ruch to spalanie kalorii, ale nie musisz spędzać godzin na automatycznej bieżni, żeby zrzucić zbędne kilogramy. Chudnięcie to prosty bilans oparty na przeliczeniu kalorii spożytych i kalorii spalonych. Jeśli jesteś na restrykcyjnej diecie i mocno ograniczyłeś ilość przyswajanych kcal, ruch może sprawić, że poczujesz się wyjątkowo głodny, i że zjesz ponad miarę. Zwłaszcza na początku procesu odchudzania się, musimy nauczyć się panować nad swoim apetytem i nad tym, ile zjemy. To ważniejsze niż ćwiczenia. Fakt, że ruch pomaga chudnąć, jest niezaprzeczalny; że ćwiczenia są zdrowe – również. Na dłuższą metę nie warto unikać aktywności fizycznej, ale nie jest ona konieczna, by zrzucić parę kilogramów.
Jedzenie po 6:00 (po 7:00? po 8:00?) sprawi, że przytyjesz
Nieprawda. Nie ma żadnych dowodów na to, że jedzenie po określonej godzinie sprzyja nadwadze, tak samo jak nie udowodniono, że jedzenie o określonej porze pomaga chudnąć. Fakt jest taki, że jedzenie późnym wieczorem wielkich porcji jest wynikiem złych nawyków żywieniowych, takich jak dieta uboga w składniki odżywcze, pomijanie posiłków, niejedzenie śniadania. Jeśli w ciągu dnia będziemy jeść byle jak, to wieczorem prawdopodobnie pochłoniemy największy i najbardziej kaloryczny posiłek. Tuż przed pójściem spać zwykle nie mamy jak spalić spożytych kalorii i to prowadzi do tycia.
Metabolizm zwalania wraz z wiekiem
Nieprawda. Owszem, z każdymi kolejnymi urodzinami waga wskazuje coraz wyższe cyferki, jednak to nie proces starzenia jest wszystkiemu winien. Ważniejszy w tym przypadku jest spadek masy mięśniowej, bo to w końcu mięśnie stanowią o metabolizmie. Tkanka mięśniowa jest nam potrzebna, by spalać kalorie, a ponieważ mięśnie z wiekiem zanikają – tyjemy. Nie jest to jednak proces nieuchronny i nieodwracalny – trening siłowy pozwoli nam zachować mięśnie i metabolizm na właściwym poziomie. Musimy też pamiętać, że z wiekiem nasze potrzeby energetyczne zmniejszają się, i że powinniśmy jeść mniej, niż za młodu.
Węglowodany tuczą
Nieprawda. Całe zamieszanie wokół nich bierze się stąd, iż mnóstwo kalorycznych i tłustych przekąsek zawiera węglowodany, i stąd przekonanie, że odchudzający się musi unikać ich jak diabeł święconej wody. Nic bardziej mylnego. Węglowodany są nam potrzebne, a spożywanie ich w ilości mniejszej niż 130 gramów dziennie wpłynie negatywnie na pracę mózgu z powodu obniżonej produkcji serotoniny. Węglowodany nie muszą być niezdrowe – wybierajmy owoce, warzywa, produkty pełnoziarniste.
Woda pomaga chudnąć
Nieprawda. Woda jest niezbędna do życia, ale nie jest magicznym środkiem odchudzającym. Uważa się, że H2O wypłukuje z organizmu toksyny oraz tłuszcz. Co do toksyn – owszem, płyny oczyszczają ustrój z tych szkodliwych substancji. Nie ma jednak dowodu na to, że tłuszcz jest usuwany w ten sam sposób. Co innego, że pijąc wodę zamiast słodzonych napojów, ograniczamy spożycie kalorii.
Częste jedzenie niewielkich posiłków przyśpiesza metabolizm
Nieprawda. Jedzenie niewielkich porcji co kilka godzin to dobry pomysł, ale nie ma to nic wspólnego z tempem metabolizmu. W rzeczywistości małe, regularne posiłki sprawiają, że jesteśmy syci i nie tak podatni na niezdrowe decyzje żywieniowe. Im dłuższa przerwa między posiłkami, tym większa szansa, że zjemy za dużo lub zbyt kalorycznie.
Fast food jest przy diecie kategorycznie zabroniony
Jednego hamburgera czy małą porcję frytek od czasu do czasu osobie odchudzającej się i zdrowo się odżywiającej można wybaczyć. Problem w tym, że ludzie sięgający po fast foody, nie należą zwykle do grupy planującej menu i zacierającej ręce na myśl o rukoli z pomidorami i sosem vinegret. Jeśli odżywiamy się prawidłowo, jeden mały grzeszek nie zaprzepaści tygodni zdrowej diety.
Jedząc tylko zdrowe rzeczy – schudniesz
Nieprawda. Można schudnąć jedząc tylko pączki – pod warunkiem, że ograniczymy dzienne spożycie kalorii do mniejszej liczby, np. zamiast 2500 kcal, będziemy jeść 1600. Nikomu jednak nie zaleca się pączkowej diety, bo taki sposób odżywiania się wyjaławia organizm. Zdrowe rzeczy, np. oliwa z oliwek, tłuste ryby, orzechy, brązowy ryż, jedzone w za dużych ilościach, mogą sprawić, że przytyjemy. |
Zatem nadal najskuteczniejszą dietą pozostaje... siekiera!
Zygmunt Skibicki - 2011-01-26, 17:20
| wp.pl napisał/a: |
Ostrożnie z suplementami
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...plementami.html
Minerały i witaminy są niezbędne do życia, ale przyjmowanie suplementów nie zawsze wychodzi na zdrowie - powiedział dr Jarosław Woroń z Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas konferencji, która odbyła się w środę w Warszawie.
Organizatorem konferencji "Bezpieczeństwo stosowania minerałów i witamin" w ramach ogólnopolskiej kampanii "Lek Bezpieczny" był Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.
"Nazwa <<witamina>> pochodzi od łacińskich słów vita (życie)i amina (związek chemiczny zawierający grupę aminową - nie wszystkie witaminy taką grupę posiadają) - przypomniał rzecznik urzędu dr Wojciech Łuszczyna. Twórcą nazwy i odkrywcą pierwszej witaminy (B1-tiamina) był Polak Kazimierz Funk, a metodę syntezy witaminy C opracował medyczny noblista pochodzący z Polski, Tadeusz Reichstein. Witaminy to organiczne związki chemiczne, niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu żywego. Muszą być dostarczane z pożywieniem - organizm nie potrafi ich wytworzyć.
Prawidłowe funkcjonowanie organizmu wymaga też dostarczania licznych pierwiastków - niewiele jest takich, które nie pełnią żadnej pożytecznej funkcji (np. rtęć). Częste są niedobory wapnia, magnezu czy potasu. Według brytyjskich badań nad sposobem odżywiania, w ostatnich 15 latach spadło spożycie witaminy A, miedzi, cynku i jodu, ale wzrosło - witaminy C i B6 oraz wapnia i potasu.
Nawet jeśli brakuje nam określonych witamin czy minerałów, nie jest to powód, by przyjmować preparaty wielowitaminowe - przekonywał dr Jarosław Woroń z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii. Preparaty witaminowo-mineralne powinno się stosować tylko gdy są wskazane, nigdy na zapas ani przewlekle. Na przykład duże dawki witaminy B6 mogą wywołać fizyczne uzależnienie.
Preparat powinien zostać indywidualnie dobrany do potrzeb pacjenta, być stosowany w zalecanych dawkach, a w razie niepożądanych objawów trzeba przerwać jego stosowanie.
Po preparaty wielowitaminowe najczęściej sięgają osoby młode - do 24. roku życia, oraz pacjenci po 65. roku życia. U osób starszych szczególnie groźne mogą być interakcje z innymi, równocześnie stosowanymi lekami.
Przyczyną zwiększonego zapotrzebowania na witaminy i minerały mogą być diety odchudzające, monotonne odżywianie, nieodpowiednie przygotowanie posiłków (choćby zbyt wysoka temperatura), przyjmowane używki. Także przewlekłe choroby, przyjmowane leki, ciąża, okres intensywnego wzrostu czy podeszły wiek wymagają zwiększonej dawki witamin i minerałów.
Wbrew pozorom, nadmiar witamin i minerałów może być szkodliwy. O ile witaminy B1, B2 czy B12 właściwie nie mogą być przedawkowane, to witamina C, kwas foliowy, magnez czy potas w nadmiarze już szkodzą. Jeszcze niebezpieczniejszy bywa nadmiar witaminy A, E, beta karotenu, wapnia, miedzi i fluoru.
Witaminy syntetyczne wchłaniają się dużo gorzej niż naturalne, ich nadmiar obciąża nerki i wątrobę, zmienia gospodarkę wodno-elektrolitową. Najłatwiej przedawkować rozpuszczalne w tłuszczach witaminy A, D, E i K. Nadmiar witaminy A może powodować łysienie, krwotoki, a nawet uszkodzenia płodu, witaminy D - uszkadza nerki, serce i płuca, a K - zwiększa ryzyko zakrzepów.
Przepisane przez lekarza preparaty witaminowo-mineralne mogą być bardzo potrzebne kobietom w ciąży - zapotrzebowanie na witaminy wzrasta wówczas o 30 proc., a na niektóre minerały - nawet dwukrotnie. Kwas foliowy zapobiega wadom cewy nerwowej. Przyjmowanie w ciąży leków przeczyszczających, przeciwwymiotnych, przeciwbólowych czy uspokajających może wpływać na gospodarkę witaminowo- mineralną.
Przyczyną niedoborów witamin i minerałów bywa wiele leków - choćby przeciwbólowe (witamina C, żelazo), antybiotyki (witamina C, biotyna), psychotropowe (witamina B2). Doustne środki antykoncepcyjne mogą zmniejszyć poziom magnezu, cynku, witaminy C i B6. Odchudzający orlistat obniża poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.(PAP) |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-27, 15:48
| wp.pl napisał/a: |
Jak obniżyć poziom cholesterolu?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...olesterolu.html
Podwyższony poziom cholesterolu zwiększa ryzyko m.in. miażdżycy, zawału serca, udaru, choroby wieńcowej. Jak obniżyć stężenie cholesterolu bez konieczności stosowania środków farmakologicznych?
Przyczyny podwyższonego poziomu cholesterolu
Na początku należałoby wyjaśnić, skąd się bierze cholesterol? Istnieją dwa źródła jego pochodzenia:
1. Organizm, który sam go wytwarza, zgodnie z zapotrzebowaniem
2. Spożywane pokarmy
Łatwo można wywnioskować, że najważniejszą przyczyną podwyższonego poziomu cholesterolu jest nieprawidłowa dieta. Ważnym czynnikiem jest również brak ruchu, ponieważ aktywność fizyczna ułatwia utrzymanie równowagi między złym i dobrym cholesterolem.
„Dobry” i „zły” cholesterol
LDL – „zły” cholesterol
Beta-litoproteina (w skrócie LDL) transportuje cholesterol z wątroby do tkanek. Kiedy w organizmie znajduje się więcej cholesterolu, niż komórki są w stanie przyjąć, osadza się on na ścianach naczyń krwionośnych, tworząc złogi i doprowadzając do powstania tzw. blaszki miażdżycowej. Światła naczyń zwężają się, co utrudnia przepływ krwi i zwiększa ryzyko wystąpienia m.in. miażdżycy, choroby wieńcowej, zawału serca, udaru. Poziom „złego” cholesterolu nie powinien przekraczać 130 mg/dl.
HDL – „dobry” cholesterol
Alfa-litoproteina (w skrócie HDL) obniża całkowity poziom cholesterolu we krwi, zbierając jego nadmiar ze ścian naczyń i transportując go do wątroby, skąd jest wydalany. HDL działa więc odwrotnie niż LDL. Wskazane jest, żeby jego poziom był wysoki (powyżej 45 mg/dl).
Całkowite stężenie cholesterolu nie powinno przekraczać 200 mg/dl. W przypadku, gdy jego poziom jest zbyt wysoki, mamy do czynienia z hipercholesterolemią, czyli nieprawidłowością metaboliczną, która zwiększa ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia.
Dieta
Przede wszystkim należy zmienić nawyki żywieniowe. Wskazane jest spożywanie jak największej ilości tłuszczów nienasyconych (pochodzenia roślinnego), przy jednoczesnym ograniczeniu spożycia tłuszczów nasyconych (pochodzenia zwierzęcego). Tłuste mięsa i inne produkty odzwierzęce zwiększają stężenie „złego” cholesterolu i obniżają poziom „dobrego”. Nie należy jednak zupełnie wyeliminować ich z jadłospisu, tylko znacząco zmniejszyć ich spożycie.
Dziś wiadomo już, że jedną z najważniejszych kwestii w przypadku zachowania właściwego stosunku poziomu cholesterolu HDL do LDL, jest właściwy stosunek kwasów omega-6, zawartych w olejach roślinnych, do kwasów omega-3, znajdujących się m.in. w rybach i siemieniu lnianym. Zadaniem kwasów omega- 6 jest obniżanie poziomu cholesterolu LDL i podwyższanie poziomu HDL.
Bogatym źródłem kwasów omega-6 są słonecznik, sezam, orzechy laskowe, ziemne i inne, nasiona wiesiołka, ogórecznika, nasiona porzeczki czarnej. Natomiast omega -3 znajdziemy w siemieniu lnianym, a także, choć znacznie mniej, w orzechu włoskim oraz w warzywach liściastych. Ważne, by produkty zawierające poszczególne rodzaje kwasów omega jadać osobno!
Osoby o zbyt wysokim poziomie cholesterolu powinny:
• Unikać tłustych mięs i wędlin, zamiast tego spożywać chude wędliny i mięsa (np. indyk, kurczak) oraz ryby, które są bogatym źródłem wielonienasyconych kwasów tłuszczowych
• Jeść produkty bogate w błonnik, który redukuje ilość cholesterolu. Dobrym źródłem błonnika są: warzywa, owoce, kasze, otręby
• Masło zastąpić miękką margaryną (stosowaną w małej ilości)
• Wybierać odtłuszczone mleko i przetwory mleczne (sery, jogurty itd.)
• Spożywać razowe pieczywo zamiast białego
• Unikać słodyczy – zwłaszcza tych, bogatych w nasycone kwasy tłuszczowe, zamiast nich lepiej sięgać np. po orzechy.
Ruch
Codzienna porcja ruchu pozwala utrzymać w normie cholesterol, wzmacnia układ krwionośny i pomaga w zachowaniu sprawności organizmu. Aktywność fizyczna zmniejsza ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej o 45%. Dodatkowo, ruch jest znakomitą receptą na zachowanie młodości i pozbycie się zbędnych kilogramów.
Wystarczy ćwiczyć przez 30 minut dziennie 4-5 razy w tygodniu, by odczuć pozytywne skutki ruchu. Najzdrowszy jest wysiłek na świeżym powietrzu. Szczególnie wskazane są szybkie spacery, jazda na rowerze, jogging itp. Kiedy pogoda nie dopisuje, można udać się do fitness klubu lub na basen. Wysiłek powinien być dostosowany do indywidualnych możliwości i preferencji. Nie wolno przesadzać.
Osoby, które wcześniej nie ćwiczyły, powinny zacząć od krótkich i prostych treningów, stopniowo zwiększając ich intensywność. Należy pamiętać o tym, że najważniejsza jest regularność ćwiczeń.
Inne
Innymi czynnikami, które mogą przyczyniać się do podwyższenia poziomu „złego” cholesterolu w organizmie są: stres (przewlekły), palenie papierosów (nikotyna powoduje obniżenie poziomu "dobrego" cholesterolu HDL), picie kawy, stosowanie środków antykoncepcyjnych.
Zmiana stylu życia powinna wpłynąć na obniżenie poziomu cholesterolu bez konieczności stosowania środków farmakologicznych. Jeżeli jednak oczekiwane zmiany nie nastąpią, prawdopodobnie trzeba będzie zastosować leki, które go zredukują. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-28, 13:23
| wp.pl napisał/a: |
Kłamstwa na temat zdrowia, w które uparcie wierzymy
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art573.html
Gdy raz zdarza się nam zrobić coś nierozsądnego z punktu widzenia zdrowia, tłumaczymy sobie, że przecież to nie koniec świata. Co jednak, gdy pojedyncza wpadka przeistacza się w zwyczaj?
Dwa kieliszki wina? Przecież wino jest zdrowe
Jeden kieliszek wina dziennie może obniżyć ryzyko chorób serca, ale już dwa kieliszki zwiększają prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi o 25%. Według danych amerykańskiej placówki badawczej National Cancer Institute rośnie też ryzyko złośliwego nowotworu jajników i przełyku. Dodatkowo – alkohol tuczy. Osoby pijące dwie do czterech jednostek alkoholu dziennie (butelka piwa, kieliszek wina, drink) spożywają przeciętnie aż 30% więcej kalorii od niepijących.
Mało węglowodanów? Wersja fitness!
Kiedy widzimy na etykiecie informację, że produkt ma niską zawartość węglowodanów, zakładamy, że ma mniej tłuszczu i kalorii niż wersja podstawowa. Różnica w ilości kalorii jest jednak często tak niewielka, że wręcz nieodczuwalna. Co gorsza – czasem wariant fitness okazuje się być bardziej kaloryczny od oryginału. Poleganie na produktach typu light może okazać się zgubne dla naszej sylwetki.
Wysoki poziom „złego” cholesterolu? Jest ok., bo „dobry” cholesterol też mam wysoki
Bardzo wysoki poziom cholesterolu LDL („złego” cholesterolu) może przeważyć nad korzyściami płynącymi z wysokiego poziomu cholesterolu HDL („dobrego” cholesterolu). Cholesterol LDL powinien być niższy niż 100, a cholesterol HDL – wyższy niż 50, najlepiej na poziomie ok. 80. Im bardziej odbiegamy od normy dotyczącej LDL, tym słabiej będziemy chronieni wysokim poziomem HDL. By obniżać poziom „złego” cholesterolu, należy jeść dużo warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych, fasoli, chudego nabiału i chudego białka zwierzęcego. Nie wystarczy ograniczyć tłuszczy nasyconych (może z nich pochodzić maksymalnie 10% kalorii w naszej diecie), należy też spożywać tłuszcze nienasycone (zaleca się, by pochodziło z nich 20-25% przyjmowanych kalorii), które utrzymają poziom „dobrego” cholesterolu na właściwym poziomie.
Wysiłek? Przy dwójce dzieci mam go dość
Jeśli próbujesz dotrzymać kroku dzieciom, to z pewnością osiągasz korzyści zdrowotne: spalasz kalorie, usprawniasz pracę układu odpornościowego, obniżasz ciśnienie krwi i poziom cholesterolu. Tylko, że to nie to samo, co trening z prawdziwego zdarzenia – nieprzerwany, intensywny, przemyślany, celowy, trwający minimum pół godziny. Jeśli nie masz siły na dodatkowe zajęcia, zaplanuj czas z dzieckiem tak, by Twoje zdrowie również coś z tego miało, np. idź na trzydziestominutowy spacer z wózkiem i staraj się zachować równe tempo. Gdy dziecko śpi, zamiast siadać w fotelu, porób brzuszki, przysiady, pompki, skłony. Kup ciężarki, taśmy do ćwiczeń, instruktażowe płyty DVD. Nie musisz chodzić do siłowni, ale nie łudź się, że dziecko zapewni Ci tą samą jakość ruchu, co normalny trening.
Nadwaga? Nie. Mam po prostu „grube kości”
Nikt nie lubi takich nowin, ale jeśli Twój indeks BMI, wyliczenia którego oparte są na stosunku wagi do wzrostu, jest powyżej 25, powinieneś schudnąć i to sporo – jakieś 5-10% masy ciała. Masa kości stanowi zaledwie 4-7% naszej wagi (np. 2,4-4,2 kg przy 60 kilogramach) i nie jest to liczba, która ma wpływ na BMI.
Sen? Wystarczy mi 5 godzin
Nieprzespana noc raz na jakiś czas zdarza się każdemu z nas, ale prawda jest taka, że jeśli śpimy mniej niż 7 godzin, następnego dnia jesteśmy humorzaści, łatwo wpadamy w irytację i słabiej pracujmy. Niedobór snu sprawia, że nie jesteśmy w stanie zaangażować się w więcej niż jedną rzecz oraz, że skoncentrowanie się na czymkolwiek staje się zadaniem ponad nasze siły. To nie wszystko. Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Bristolu, poziom greliny, hormonu stymulującego apetyt, jest u osób przesypiających zaledwie 5 godzin o 15% wyższy niż u tych, którzy śpią po 8 godzin. Niedobór snu można też wiązać z podwyższonym ryzykiem chorób serca, cukrzycy i raka piersi. Przysypiasz w autobusie czy oglądając film? Bez wątpienia potrzebujesz więcej nocnego wypoczynku. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-28, 19:29
| wp.pl napisał/a: |
Co zjeść, żeby szybciej zasnąć?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...o:1/art574.html
Nie możesz zmrużyć oka? Przydałoby Ci się więcej snu, ale kiedy kładziesz się do łóżka, ten nie nadchodzi? Przyjrzyj się swojej diecie. Jedzenie odpowiednich rzeczy kilka godzin przed udaniem się na nocny wypoczynek może sprawić, że znikną Twoje problemy z zasypianiem. Co więcej – dzięki składnikom, zawartym w niektórych produktach, mamy szansę na lepszy sen. Poniżej lista pokarmów, które mogą pomóc przewracającym się pod kołdrą z boku na bok. Zanim zaczniemy się nimi opychać, wspomnijmy zalecenie mówiące, że posilanie się należy zakończyć na dwie godziny przed ułożeniem się do snu.
Migdały
Są pod tym względem niesamowite – zawierają magnez, który sprzyja zasypianiu oraz rozluźnieniu mięśni. Poza tym migdały są bogate w białko umożliwiające zachowanie poziomu cukru we krwi na stałym poziomie przez całą noc. Białko powoduje także, że nasz organizm przestawia się z trybu czuwania na tryb trawienia i odpoczywania. Ponieważ migdały są dość kaloryczne, zjedz ich tylko kilka.
Herbata ziołowa
Owszem, kofeina i teina nie sprzyjają zasypianiu, ale napoje ziołowe, czyli bezkofeinowe i bezteinowe, są wręcz zalecane. Doskonale sprawdza się herbata rumiankowa – rumianek koi i uspakaja, reguluje trawienie i pracę nerek. Można też sięgnąć po melisę – najpopularniejszy ziołowy środek uspokajający. Przygotowując dla siebie herbatę ziołową powinniśmy pamiętać, że właściwości ziół często zawarte są w ich olejkach eterycznych, dlatego napój parzymy pod przykryciem.
Banany
Boisz się, że nie będziesz mógł dziś zasnąć? Zjedz banana. Owoce te są doskonałym źródłem magnezu i potasu – minerałów pomagających rozluźniać napięte mięśnie. Zawierają także tryptofan, który przechodzi w serotoninę i melatoninę – główne hormony uspakajające nasz mózg.
Nabiał
Jogurt, mleko i ser także zawierają tryptofan. Co więcej – okazuje się, że wapń, będący podstawowym składnikiem produktów mlecznych, również sprzyja zasypianiu. Wapń skutecznie obniża poziom stresu i reguluje pracę włókien nerwowych, również tych, umiejscowionych w mózgu. Niewielka mleczna przekąska przed spaniem nie tylko pomoże Ci zasnąć, ale także uspokoi, przepędzając męczące myśli.
Owsianka
O owsiance mówi się dużo, zachwalając jej wartości odżywcze, zwykle jednak jej temat pojawia się w kontekście śniadania. Teraz wiemy już, że równie dobrze możemy ją zjeść na kolację, by mieć pewność, że sen nie będzie kazał długo na siebie czekać. Owsianka jest ciepła, miękka, uspokajająca. Łatwo ją przygotować, jest niedroga i pożywna: bogata w wapń, magnez, fosfor oraz potas – najważniejszy pierwiastek wśród wszystkich substancji odżywczych ułatwiających zasypianie. Należy zachować ostrożność przy słodzeniu owsianki – za dużo cukru pobudzi nas, zamiast uspokoić. Dlatego zamiast cukru, lepiej dodać do owsianki kawałki dojrzałego banana.
Jajko gotowane na twardo
Jeśli to nie zaśnięcie, ale przespanie całej nocy bez przerw jest Twoją bolączką, zastanów się, czy jadasz kolacje. Jeśli kładziemy się spać głodni, albo na noc jemy coś, co przelatuje przez nasz układ pokarmowy w błyskawicznym tempie (ciastka, słodycze), istnieje ryzyko, że będziemy budzić się w nocy z powodu gwałtownego spadku poziomu cukru we krwi. Dobrze jest zjeść przed spaniem rzecz bogatą w białko: jajko, ser, orzechy.
Wiśnie
Nikt się tego nie spodziewał, ale sok wiśniowy może pomóc nam szybciej zasnąć, zupełnie jak ciepłe mleko z miodem. Badania nad bezsennością, prowadzone na University of Pennsylvania, doprowadziły do konkluzji, że wiśnie w naturalny sposób podnoszą w organizmie poziom melatoniny. Nie wiadomo jeszcze, ile soku należy wypić, albo ile owoców zjeść, by zasnąć snem sprawiedliwego, nie trzeba chyba jednak czekać na szczegółowe wytyczne – szklanka napoju wiśniowego na pewno nam nie zaszkodzi.
Płatki (śniadaniowe)
Nie syntetyczne, dosładzane i aromatyzowane kuleczki, ale płatki z pełnego ziarna. Nie tylko jest to zdrowa przekąska (w połączeniu z bogatym w wapń i białko mlekiem), ale także naturalny środek ułatwiający zasypianie. Produkty zwierające złożone węglowodany stymulują wydzielanie trytofanu do krwioobiegu, sprzyjając tym samym snowi. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-28, 19:55
| wp.pl napisał/a: |
Jak rozgrzać zziębnięty organizm?
źródło - http://fitness.wp.pl/well...y-organizm.html
Nie ma nic przyjemniejszego zimą, niż długa wędrówka, zabawy w śniegu, wyjście na sanki, jazda na nartach, snowboardzie czy na łyżwach.
Nie ma, pod warunkiem, że znamy skuteczne sposoby na rozgrzanie się po powrocie do domu. A tych jest całkiem sporo.
Odprężająca i rozgrzewająca kąpiel
Taka kąpiel nie tylko szybko nas rozgrzeje, ale również pozwoli wypocząć i zrelaksować się. Aby była jeszcze przyjemniejsza, warto do wody dodać napar z aromatycznych przypraw, np. przygotowany z garści goździków, kawałka kory cynamonowej, kardamonu i skórki z pomarańczy. Rozgrzewająco podziała też olejek eteryczny z eukaliptusa. Z kolei olejek sosnowy dodatkowo pomoże uporać się z pierwszymi objawami przeziębienia, poprawi krążenie i usunie zmęczenie.
Zamiast ciepłej kąpieli można wziąć prysznic, po którym należy energiczne wytrzeć się ręcznikiem. Pamiętajmy, że naprzemienny prysznic, a więc polewanie się ciepłą i następnie przez chwilę chłodną wodą, poprawia krążenie oraz powoduje, iż bardziej elastyczne, a dzięki temu odporniejsze na zmiany temperatury, stają się naczynia krwionośne.
Doskonały efekt przyniesie także wymoczenie stóp w ciepłej wodzie. Po takiej kąpieli warto wetrzeć w stopy rozgrzewający balsam, dzięki niemu uczucie ciepła będzie utrzymywać się jeszcze przez pewien czas. Później należy włożyć grube skarpety.
Rozgrzewające przyprawy
Odpowiednio dobrane przyprawy nie tylko pomogą nam rozgrzać się w zimowe dni, ale jeszcze sprawią, że nawet te dania, które jemy na co dzień, nabiorą egzotycznej nutki. Np. imbir, który słynie nie tylko ze swoich właściwości rozgrzewających, ale i pobudzających układ odpornościowy, dodany do zupy krem z cebuli nada jej charakterystyczny smak. Imbir pasuje również do zupy krem z marchewki, czy zupy krem z dyni.
Z imbiru można też przygotować znakomity napój. Wystarczy kawałek korzenia zalać wrzątkiem, odstawić na kilka minut i dodać miodu. Także kardamon nie tylko rozgrzewa, ale i wzmacnia organizm. Wraz ze szczyptą cynamonu dodany do zupy szpinakowej sprawi, iż będzie smakowała ona zupełnie inaczej. Kardamonu dodaje się też do pilawu i kurczaka tandoori. Doskonale pasuje do kawy lub herbaty.
Cynamon, który zwykle kojarzy się nam z deserami, a który także rozgrzewa, działa antybakteryjnie i wspomaga przemianę materii, dodany do mięsa, np. jagnięciny, baraniny lub pulpecików, da im niezwykle oryginalny smak. Inne rozgrzewające przyprawy to goździki, kurkuma, pieprz, chilli, rozmaryn.
Filiżanka gorącej czekolady
Trudno wyobrazić sobie milsze zimowe popołudnie niż to spędzone z książką i z filiżanką gorącej czekolady. Ciepły, gęsty napój poprawi nam samopoczucie, a będzie jeszcze bardziej rozgrzewający, jeśli smak czekolady urozmaicimy którąś z rozgrzewających przypraw.
Parujące napoje i elektryczne koce
Kubek gorącego napoju zdziała cuda. Do niezbyt mocnej herbaty można dodać nieco miodu i rozgrzewających przypraw. Jeśli dodamy także kwiaty lipy lub maliny herbata zyska właściwości przeciwgorączkowe. Upragnione ciepło poczujemy jeszcze szybciej, jeśli owiniemy się elektrycznym kocem. Można pod zwykły koc włożyć termofor, również on szybko przyniesie ukojenie.
Co zrobić, by nie dać się zimnu?
Przed wyjściem z domu nie wolno zapomnieć o właściwym ubiorze, dopasowanym do pogody. Najlepszy będzie tzw. strój na cebulkę, czyli składający się z kilku warstw. Warto nosić czapkę, bowiem przez głowę tracimy od 30 do 50% ciepła, należy nosić ciepłe, nieprzemakające buty i chronić ręce rękawiczkami. Ochronę przed mrozem doceni również nasza skóra, warto przed wyjściem z domu położyć na nią warstwę tłustego kremu.
A może ozgrzewacz dłoni i stóp?
Ozgrzewacz to taki termiczny kompres, którego ciepło, w zależności od rozmiaru utrzymywać się będzie przez 30 min. do nawet kilku godzin. Aby nabrał ocieplających właściwości wystarczy na kilka minut włożyć go do gotującej się wody. Taki ozgrzewacz można przed wyjściem z domu wkładać do kieszeni kurtki. Na rynku dostępne są też specjalne rozgrzewające wkładki do butów. Nie są drogie, a ich działanie utrzymuje się nawet do sześciu godzin. Warto o nie zapytać w sklepie z akcesoriami sportowymi.
Ułudna pomoc alkoholu
Chociaż kieliszek grzanego wina czy kubek herbaty z rumem przyjemnie pachną i budzą w nas mile skojarzenia, to jednak pamiętajmy, iż alkohol rozgrzewa nas tylko pozornie. Alkohol doprowadza do rozszerzenia naczyń krwionośnych, co na moment daje nam wrażenie rozgrzania, ale tak naprawdę ułatwia ucieczkę ciepła z organizmu. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-30, 13:38
| wp.pl napisał/a: |
Biała czy czarna, którą kawę lepiej pić?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/714
Większość z nas nie potrafi bez niej funkcjonować i nie wyobraża sobie innego rozpoczęcia dnia, niż przy filiżance gorącej kawy. To ona poprawia nam nastrój, dodaje energii, rozjaśnia umysł i pobudza do działania. Wokół tego „magicznego napoju" narosło już wiele mitów. Jedni przestrzegają przed jej szkodliwymi skutkami, inni wychwalają dobroczynne działanie. Jak jest naprawdę? Co na temat kawy mówią dietetycy i naukowcy?
- Kawa w niewielkich ilościach (1-2 filiżanki dziennie) dobroczynnie wpływa na nasz organizm. Zawarta w kawie kofeina pobudza nasz organizm, pomaga usunąć oznaki zmęczenia oraz rozbudza umysł, ma również lekkie działanie przeczyszczające. Dlatego tak chętnie jest wybierana jako poranny napój. Należy jednak pamiętać, że kawa może różne oddziaływać na organizm. Spożywanie jej w dużej ilości może zakłócać gospodarkę mineralną organizmu oraz zmniejszać wchłanianie żelaza. Kawa również mocno zwiększa wydzielanie kwasów żołądkowych, stąd często po jej wypiciu możemy odczuwać pieczenie w żołądku lub przełyku. Najbardziej kwasotwórcza jest czarna kawa, więc na pewno zamiana białej kawy na czarną nie jest dobrym wyjściem, gdyż mleko zmniejsza działanie kwasotwórcze kawy - tłumaczy dietetyk Marlena Jankowska.
Co więc robić, by z kawy „wyciągnąć" wszystko to, co najlepsze i jednocześnie ustrzec się przed jej szkodliwymi skutkami?
- Radzę pić kawę z większą ilością chudego, naturalnego mleka a także przed skosztowaniem tego napoju zjeść większy posiłek. Kawy nigdy nie należy spożywać na czczo, gdyż przy częstych takich praktykach możemy nabawić się wrzodów żołądka - radzi Marlena Jankowska.
Naukowcy co chwila odkrywają kolejne dobre i złe strony kawy. Wiadomo już, że jej regularne picie obniża ryzyko cukrzycy typu 2, zachorowania na nowotwory jamy ustnej i gardła, może spowalniać rozwój wirusowego zapalenia wątroby typu C i pomóc w leczeniu demencji. Spożywanie kawy w umiarkowanych ilościach zmniejsza też ryzyko chorób serca. Naukowcy twierdzą także, że kawa chroni przed marskością wątroby i rakiem trzustki, neutralizując negatywny wpływ alkoholu, zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi.
Badający kawę naukowcy są też przekonani, że zawarta w kawie kofeina może zapobiegać stwardnieniu rozsianemu, chronić przed chorobą Alzheimera, poprawia pamięć, obniża poziom kwasu moczowego we krwi , obniża ryzyko raka piersi u kobiet i niebezpieczeństwo zachorowania na raka macicy oraz zachorowania na chorobę Parkinsona, może także chronić przed rakiem skóry.
Niestety, naukowcy ostrzegają również, że częste picie kawy może mieć negatywny wpływ na płodność kobiet i zmniejszać szansę na poczęcie dziecka. Jej nadmierne spożywanie w okresie ciąży może również mieć negatywny wpływ na zdrowie płodu i być przyczyną poronienia.
Od kofeiny można się też uzależniać. Regularne picie kawy sprawia, że kiedy jej zabraknie, ciało upomni się o codzienną dawkę. Nie jest to jednak uzależnienie tak dramatyczne, jak w przypadku alkoholu. Jeśli postanowimy porzucić kawę czy inne napoje kofeinowe, już po kilku dniach organizm przyzwyczai się do nowej sytuacji.
Zapleni kawosze muszą również uważać na przedawkowanie swojego ulubionego napoju. Nadmierna ilość kofeiny prowadzi bowiem do zatrucia. Picie kawy nie wpływa także na zwiększenie przemiany materii, jak uważa większość z nas, nie jest więc dobrym sposobem na odchudzanie. Wręcz przeciwnie - kawa zwiększa apetyt, a dodatkowo podwyższa poziom hormonu, który powoduje, że na brzuchu odkłada się tłuszcz. A to ma niewiele wspólnego z chudnięciem.
Kiedy i jak pić kawę? Zdaniem naukowców "mała czarna" smakuje najlepiej o godzinie jedenastej. To właśnie wtedy nasze podniebienie jest najbardziej wyczulone na jej charakterystyczny smak. Aby móc w pełni delektować się tym aromatycznym napojem, bardzo ważna jest też odpowiednia oprawa - czyli oświetlenie, muzyka i towarzystwo. Co dziwne - kawa sprawia, że nawet irytujący zazwyczaj znajomi wydają się milsi, a życie nabiera radosnych kolorów. |
Zygmunt Skibicki - 2011-01-31, 18:06
| wp.pl napisał/a: |
Desery, które można jeść bezkarnie
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...-bezkarnie.html
Deser po obiedzie czy małe co nieco do kawy zawsze sprawiają przyjemność i trudno ich sobie odmówić.
Jednak nadmierne jedzenie słodyczy odbija się na naszej sylwetce. Aby dogodzić kubeczkom smakowym, jednocześnie nie szkodząc talii, warto przygotowywać takie desery, które wolno jeść bezkarnie.
Galaretka
Jedzenie, nawet częste, galaretek nie tylko nie zaszkodzi naszej wadze, ale także odbędzie się z pożytkiem dla zdrowia oraz urody. Galaretki są bardzo niskokaloryczne, w 100 gramach mają zaledwie ok. 50 kalorii. Poza tym, zawierają żelatynę, która wspomaga regenerację stawów, a systematycznie jedzona korzystnie wpływa na stan włosów i paznokci.
Jeśli dodamy do galaretki owoce, będzie jeszcze zdrowsza. Dodając ananasa lub kiwi, musimy pamiętać, aby zrobić galaretkę z mniejszą ilością wody, gdyż inaczej deser nie stężeje. Galaretkę warto przygotować samodzielnie.
Przepis na galaretkę. W zależności od tego, jaki smak galaretki chcemy uzyskać, takiego powinniśmy użyć soku. I tak np. do galaretki jabłkowej potrzebne będzie pół litra soku jabłkowego - deser będzie smaczniejszy, jeśli sok wyciśniemy własnoręcznie. Do galaretki pomarańczowej potrzebujemy sok z ok. 5 pomarańczy, grejpfrutowej z ok. 4 grejpfrutów. Poza tym, potrzebne są dwie czubate łyżeczki żelatyny. Sok należy zagotować, można dodać do niego także sok z cytryny lub likier pomarańczowy. Żelatynę namacza się w dwóch łyżkach wody. Następnie dodaje się żelatynę do soku, starannie miesza, wrzuca obrane ze skórki i pokrojone cząstki owoców. Galaretkę odstawia się do stężenia na około 3 godziny.
Sałatka owocowa
Sałatka owocowa to zawsze dobry pomysł na deser. Latem będzie przyjemnie orzeźwiała, a zimą zaopatrzy nas w minerały i witaminy. A te przynoszą wiele dobrego naszemu zdrowiu, między innymi wzmacniają układ odpornościowy. Poza tym, owoce to źródło błonnika, dzięki któremu długo czujemy się syci.
* Sałatka zimowa. Sałatkę zimową warto przygotować z plasterków banana, świeżego ananasa i kiwi, z cząstek pomarańczy, mandarynki i grejpfruta. Można doprawić ją sokiem z cytryny, odrobiną cukru trzcinowego i dodać garść orzechów włoskich.
* Sałatka wiosenna. Można przygotować ją z melona, mango, papai i kiwi. Sok z limonki lub cytryny podkreśli jej świeży smak.
* Sałatka letnia. Będzie wyśmienita, jeśli przygotujemy ją ze świeżych truskawek, malin i jagód, wymieszanych z kilkoma łyżkami gęstego jogurtu i cukru. Latem sałatkę można skomponować też z brzoskwiń, nektarynek, fig i arbuza.
* Sałatka jesienna. Warto zrobić ją z krążków jabłek, gruszek, śliwek, białych i czerwonych winogron, przekrojonych na połówki. Sałatkę można skropić sokiem z cytryny lub limonki, dosłodzić miodem i dodać garść rodzynek.
W miarę możliwości warto zadbać o to, aby sałatki przygotowywać z owoców sezonowych. Sałatki można też jeść w ramach drugiego śniadania, spakowane w pojemnik do przechowywania żywności można zabierać ze sobą do szkoły lub pracy.
Pieczone jabłka
Pieczone jabłka to deser wykwintny, a przy okazji niezwykle prosty w przygotowaniu. Doskonale sprawdza się w zimowe popołudnia. Jabłka można przygotować wedle własnych upodobań. Górę owocu należy ściąć i wydrążyć gniazdo. Do środka nałożyć np. kilka orzechów, rodzynki, suszone owoce, marcepan, doprawić cynamonem i kardamonem. Jabłka zapieka się ok. 20 min w 180 stopniach. Po wyjęciu z piekarnika można polać je miodem, sosem śmietankowym lub budyniem waniliowym.
Ciastka owsiane
Ciasteczka owsiane to pyszny deser i zdrowa przekąska, ponieważ dostarczają sporo błonnika. Ciasteczka można przygotowywać zgodnie z własnym gustem i dowolnie komponować ulubione dodatki.
Przepis na ciasteczka. Piekarnik należy rozgrzać do 180 stopni, a do miski wsypać 85g płatków owsianych, 85g wiórków kokosowych, 100g cukru trzcinowego, 100g mąki. 100g masła należy rozpuścić na patelni, dodać łyżeczkę płynnego miodu. Łyżeczkę sody oczyszczonej rozpuszcza się w dwóch łyżkach wrzątku i miesza z masłem oraz miodem. W suchych składnikach robi się wgłębienie i wlewa masło z miodem, a następnie całość dokładnie miesza. Ciasto wykłada się po jednej łyżce na natłuszczoną blachę lub na papier do pieczenia, w odstępach ok. 2.5 cm. Zapieka się ok. 10 min, aż zbrązowieją.
Koktajle mleczno – owocowe
Koktajle mleczno – owocowe można przygotować przez cały rok. Latem można robić je ze świeżych owoców, zimą używać mrożonek. Właściwie wszystkie owoce doskonale w nich pasują, można robić je z jagód, truskawek, malin, wiśni, bananów, brzoskwiń. Dzięki owocom dostarczą rozmaitych witamin i błonnika, zaś kefir, maślanka, zsiadłe mleko lub jogurt to źródło wapnia, białka, witamin z grupy B. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-07, 10:18
| wp.pl napisał/a: |
Myślałeś, że to jest niezdrowe? Zdziwisz się
źródło - http://wiadomosci.wp.pl/k...mosc_prasa.html
Nie ulegajmy złudnym stereotypom, że pełne mleko tuczy, a zdrowe jest tylko chude. To mit! Specjaliści twierdzą, że tak naprawdę mleko o zawartości 0,5 proc. tłuszczu nie ma prawie żadnych wartości. Jeśli chcemy mieć mocne kości i zdrowe włosy, zęby i skórę, pijmy tłuste mleko. Bo ten tłuszcz nie tuczy!
Najzdrowsze są tłuste mleka, poddawane pasteryzacji w niskiej temperaturze, poniżej 100 stopni i mikrofiltrowane - mówi fachowiec w tej dziedzinie dr. hab. inż Monika Wszołek z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
I radzi kupować mleko z krótkim terminem przydatności do spożycia zamiast mleka UHT. Pani doktor przestrzega nas przede wszystkim przed złudnym działaniem reklam i stereotypów, jakoby chude mleko było zdrowe.
- To nieprawda. W takim mleku nie ma odpowiedniej dawki witamin i tłuszczu, który jest potrzebny do prawidłowego rozwoju naszego organizmu - mówi ekspert. Tłuste mleko natomiast jest bogate w witaminy takie jak A, D, E, K, które są przez nas łatwoprzyswajalne, ponadto jak dowodzą badania wapń, witamina D i kwas linolowy (CLA) i inne składniki mleka mają właściwości przeciwrakotwórcze.
Każdy kubek mleka to źródło energii, zarówno dla dorosłych jak i dzieci, którym potrzebne jest ono do prawidłowego rozwoju. Dlatego jeśli chcemy być zdrowi, pijmy pełne mleko. MN
Dlaczego warto pić tłuste mleko:
1. Takie mleko zawiera w sobie najwięcej witamin A, D, E, K
2. Ma m.in. wapń, witamina D, kwas linolowy (CLA) – chronią organizm przed rakiem
2. Tłuszcz nie tuczy, a jest niezbędny do funkcjonowania organizmu
4. Dostarcza nam energii i pokrywa zapotrzebowanie organizmu na składniki pokarmowe. |
No i ma rację pani doktor! Stereotypy wbite do głowy reklamami, czytaj: płatnym w interesie sprzedawców mąceniem w głowach nabywców w jedynym celu: zwiększenia sprzedaży, zrobiło już takie spustoszenie, że geniusze wykształceni przez "szklaki" zapomnieli, iż tłuszcze są tak samo różne jak i niezbędne.
Z tym, że wszystko w umiarze, bo najgorsze dla naszego zdrowia są monodiety.
A tak przy okazji...
O tym, że tanie margaryny są zabójcze, to wiedział kiedyś każdy student chemii i to już na pierwszym roku studiów. Octan niklu... mówi wam to coś?
I jeszcze jedno - warto zajrzeć - http://wikipedia.wp.pl/wiki/Mleko
Zygmunt Skibicki - 2011-02-09, 14:09
| wp.pl napisał/a: | Ziemniaki nie tuczą
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/721
To fakt. Młode mają w 100 g zaledwie 69 kcal, a stare jakieś 80 kcal. Nawet puree to zaledwie 90 kcal. Dodajmy, że w większości to łatwo przyswajalne węglowodany. Pojawia się więc pytanie - skąd przekonanie, że tuczą?
Ziemniaki są lekkostrawne, a do stanowią cenne źródło witaminy C (najwięcej jest w młodych, a z czasem jej ubywa). Odmiany o intensywnym, żółtym kolorze miąższu mają sporo beta-karotenu. Poza tym bulwy zawierają jeszcze witaminy: H, K, B1, B2, B6 i PP, a do tego są bogate w potas i fosfor. Mają także magnez, wapń, żelazo, mangan, sód, fluor, jod i siarkę, ale w zdecydowanie mniejszych ilościach.
Najsmaczniejsze i najzdrowsze są jesienią. Dopiero co wykopane bulwy idealnie nadają się do pieczenia w ognisku lub gotowania. Zwłaszcza w mundurkach, bo najwięcej minerałów i witamin kryje się tuż pod skórką (w środku gromadzi się głównie skrobia). Stare ziemniaki już tak dobre nie są. Zielone plamy na skórce oznaczają, że mają dużą zawartość solaniny, która w nadmiarze może wywołać zatrucia pokarmowe. Jeżeli po obraniu okazuje się, że miąższ jest zielonkawy, to lepiej zrezygnować z jego jedzenia.
Najwięcej składników odżywczych zachowują ziemniaki z ogniska. Jeśli nie masz możliwości zasypać ich w popiele, możesz je upiec w piekarniku. Wystarczy, że zawiniesz je w folię aluminiową wzbogacając np. o kilka krążków cebuli lub czosnku oraz przyprawy. Możesz je także gotować. Najlepiej w mundurkach, które podczas tej obróbki termicznej tracą zaledwie 20 proc. swoich składników odżywczych. Po obraniu będzie ich znacznie więcej - ponad 50 proc.
Gotując ziemniaki warto pamiętać, że szybko wchłaniają z wody sól kuchenną. Uważajcie więc z jej użyciem. Problem bowiem w tym, że trafia ona potem do naszego organizmu, co może objawić się nadciśnieniem tętniczym. Pamiętaj też, żeby podczas gotowania nie zostawiać zbyt długo ziemniaków w wodzie, bo tracą wtedy zbyt dużo witaminy C. Najlepiej od razu wrzucić je do gorącej wody i gotować.
Do czego użyć gotowanych ziemniaków? Wiadomo, że same z siebie przysmakiem nie są. Mogą stanowić jednak główny składnik sałatek. Wcale nie trzeba wiele, żeby zrobić coś pysznego i lekkostrawnego. Wystarczy opłukać i ugotować 80 dag ziemniaków, a następnie obrać z łupin i pokroić w kostkę. Do tego dodać 10 dag drobno posiekanej cebuli i przyprawić (solą, pieprzem oraz octem), a następnie wymieszać z olejem. Wszystko. Wystarczy wyłożyć na salaterkę i posypać odrobiną siekanego szczypiorku.
Sałatki to świetne rozwiązanie. Inny sposób na dobre (i nie tuczące) danie z ziemniaków to kopytka. Mieszanka gotowanych i surowych bulw to jakieś 250 kcal na 100 g. Oczywiście pod warunkiem, że nie podamy ich obficie oprószonych skwarkami. Tak naprawdę główna idea w przygotowywaniu potraw, których jednym z głównych składników jest ziemniak, brzmi - unikaj sosów, tłuszczu i soli. Najbardziej kaloryczne są chipsy (ok. 550 kcal), frytki (ponad 300 kcal) i placki ziemniaczane (250 kcal). Powód? Podczas smażenia ziemniaki wchłaniają aż 70 proc. tłuszczu.
Przekrajając ziemniaka na pół i pocierając połówki o siebie - jesteś w stanie określić, do czego się nadaje. Prosty przykład? Woda świadczy o tym, że będą idealne na zupę lub do podania w całości. Mączyste, czyli klejące się do siebie - proponujemy kopytka i puree. Sałatki i zapiekanki należą do tych ziemniaków, które nie rozsypią się po ugotowaniu. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-09, 14:25
| wp.pl napisał/a: |
Zdrowo... na dodatek!
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/186
Wielu z nas nie wyobraża sobie dzisiejszej kuchni bez keczupu, majonezu, musztardy czy chrzanu. Czy takie dodatki są dla nas zdrowe? Przyglądamy się tym najbardziej popularnym...
Chrzan
Od dawna uważano, że chrzan bardzo dobrze wpływa na nasze zdrowie. Teraz wiemy, że dostarcza nawet dwukrotnie więcej witaminy C niż cytryna i ułatwia trawienie. Ma również działanie bakterio-, wiruso- i pleśniobójcze. Jest także bogaty w witaminy z grupy B, karoten, wapń, potas i fosfor.
Najzdrowszy i najlepszy jest zaraz po utarciu (jego smak i aromat znacznie łagodnieje po podgrzaniu lub przelaniu wrzątkiem). Zakwaszać najlepiej sokiem z cytryny, bo ocet niszczy witaminę C. Nie jest zbyt kaloryczny - ma 67 kcal w 100 g. Powinny go jeść osoby cierpiące na kamicę nerkową. Pomaga przy niestrawności i nadkwaśności.
Ćwikła
"Lżejsza" od chrzanu jest ćwikła (39 kcal w 100 g). Zawiera sporo wartościowych składników mineralnych, takich jak: potas, wapń, fosfor, sód, magnez, żelazo, mangan, cynk, kobalt i miedź. Do tego dochodzą jeszcze aminokwasy, białka i pektyny.
Wspomaga trawienie oraz ma silne właściwości zasadotwórcze, przez co lekarze polecają ją osobom cierpiącym na nadkwasotę i chorobę wrzodową. Wspomniane już wcześniej polifenole chronią przed starzeniem i działają przeciwnowotworowo. Wypłukują też z organizmu toksyczny kwas moczowy, którego nadmiar może prowadzić do artretyzmu.
Keczup
Zdrowy jest także keczup. Oczywiście taki prawdziwy, z pomidorów i bez dodatku konserwantów. Zawiera bowiem sporo łatwo przyswajalnego likopenu. Ten silny przeciwutleniacz zmniejsza ryzyko choroby nowotworowej i chroni m.in. przed zawałem serca, wylewem, cukrzycą i chorobami neurologicznymi.
W 100 g keczupu znajdziecie aż 17 mg likopenu. W surowym pomidorze jest go zaledwie 3 mg, a w soku pomidorowym - 9,1 mg. Najwięcej, bo aż 34,3 mg zawiera koncentrat pomidorowy. Ze względu na łatwą rozpuszczalność likopen najlepiej przyswajalny jest w postaci przetworzonej.
Musztarda
Musztarda produkowana z ziaren gorczycy zwyczajnej zalicza się do jednej ze zdrowszych przypraw. Pomaga przy nieżycie żołądka i jelit, zaparciach, niestrawności i innych kłopotach z trawieniem. Użyty do jej przygotowania ocet jabłkowy zawiera wiele witamin, soli mineralnych i kwasów organicznych.
Działa oczyszczająco. Lotny olejek gorczycy pobudza wydzielanie soku żołądkowego i poprawia trawienie. Ma również właściwości przeciwbakteryjne oraz obniża ciśnienie krwi. Niestety, musztarda jest dość kaloryczna - 100 g to jakieś 110 kcal.
Żurawina
Żurawina jest idealnym dodatkiem do mięs oraz pasztetów. W Polsce nie jest zbyt często stosowana, a szkoda... To bogate źródło witamin (C, A, B1 i B2), mikroelementów (żelaza, magnezu, wapnia, fosforu, potasu i jodu), a także pektyn, błonnika i węglowodanów. To dzięki nim żurawina poprawia odporność organizmu, wykazuje działanie wzmacniające i przeciwgorączkowe.
Do tego pobudza przemianę materii i usuwa toksyny. Pomaga osobom zmagającym się z wrzodami żołądka oraz próchnicą zębów. Regularne picie soku żurawinowego zmniejsza ryzyko chorób serca i zapobiega nowotworom, a także zapobiega infekcji dróg moczowych, obniża poziom złego i podnosi poziom dobrego cholesterolu.
Jakie dodatki stosować najrzadziej?
Na pewno majonez, który jest prawdziwą bombą kaloryczną - ma 715 kcal w 100 g (jedna łyżka to 130 kcal). Warto uważać też z sosem sojowym, który tak chętnie wykorzystujemy jako niezbędny element sushi. Powodem jest fakt, że w niczym nie przypomina on już tradycyjnej receptury (fermentowanej mieszaniny soi, prażonego ziarna ryżu lub pszenicy, wody i soli) i najczęściej jest to mieszanina wody, soli i glutaminianu sodu.
qk/kku |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-10, 11:19
| wp.pl napisał/a: |
Po co nam kwasy omega-3?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...sy-omega-3.html
Nowotwory, depresja, agresja, otyłość, cukrzyca, alergie... pojawią się jeśli w twoim organizmie zabraknie kwasów omega-3. Jeśli chcesz ustrzec się chorób cywilizacyjnych, zadbaj o ten składnik w swojej diecie.
Specjaliści twierdzą, że obecnie w Stanach Zjednoczonych aż 60 proc. populacji cierpi na niedobory kwasów omega-3, a u 20 proc. Amerykanów prawie w ogóle nie ma ich śladu we krwi. Wprawdzie u nas wyniki nie są aż tak drastyczne, jednak i nasze menu coraz bardziej odchodzi od tradycyjnych korzeni, na rzecz gotowych, wysoko przetworzonych produktów.
A może lepiej brać przykład z Eskimosów? Niemal nie jedzą warzyw, a zdrowi są jak przysłowiowe ryby. Rzadko zapadają na choroby serca, alergie, nowotwory. Lekarze nie mają wątpliwości. Wszystko dzięki zawartym w ich diecie kwasom omega-3.
To, co niezbędne
Głównym sprawcą wzrastającego ryzyka chorób cywilizacyjnych są nasycone kwasy tłuszczowe. Znajdziemy je niemal wszędzie - w tłustym mięsie, śmietanie, lodach, maśle czy serze. Lekarze przypominają jednak, że istnieją tłuszcze pomagające w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia. To właśnie kwasy tłuszczowe omega-3, które należą do grupy wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, które nie bez racji nazywa się niezbędnymi nienasyconymi kwasami tłuszczowymi (NNKT). Rzeczywiście są niezbędne, a kłopotem można nazwać fakt, iż nasz organizm nie potrafi sam ich wytwarzać. By prawidłowo funkcjonować, musimy dostarczać mu ich w codziennej diecie.
Długa lista
Pełnią kluczową rolę w utrzymywaniu wysokiej sprawności fizycznej i umysłowej. Z punktu widzenia medycyny mają szerokie zastosowanie w profilaktyce chorób oraz jako wyjątkowo wartościowe suplementy wspomagające terapie szeregu poważnych chorób.
Odgrywają nieocenioną wprost rolę w budowaniu mocy układu immunologicznego, mają pozytywny wpływ na krążenie krwi, poprawiają ukrwienie mózgu i usprawniają przesyłanie sygnałów nerwowych, zwiększają poziom serotoniny - neuroprzekaźnika wpływającego pozytywnie na samopoczucie, łagodzą zaburzenia ukrwienia, zmniejszają krzepliwość krwi przy jednoczesnym obniżaniu nadciśnienia, pomagają zapobiegać zawałom serca, walczyć z depresją, agresją, nadpobudliwością dziecięcą (ADHD), dysleksją, zaburzeniami pamięci, chorobą Alzheimera. Lista pozytywnych działań jest wyjątkowo długa.
Kwasy dla mamy
O kwasach omega-3 nie mogą zapominać przyszłe mamy. Składnik odgrywa znaczącą rolę w rozwoju płodu. Kwasy zapobiegają przedwczesnym porodom i warunkują odpowiednią masę urodzeniową noworodków. Jeśli w organizmie występuje ich niedobór, zwłaszcza w późnym okresie życia płodowego oraz we wczesnym niemowlęctwie, może to doprowadzić do osłabienia centralnego układu nerwowego, a w następstwie do pogorszenia zdolności uczenia się, spadku inteligencji oraz innych funkcji psychicznych.
Szczególnie ważne jest więc, aby kobiety w ostatnim trymestrze ciąży oraz we wczesnym okresie karmienia piersią, zapewniły sobie odpowiednie ilości kwasów tłuszczowych omega-3, gdyż przechodzą one z diety matki do płodu i pokarmu kobiecego, stanowiąc naturalne ich źródło dla dziecka.
Dobre składniki
Gdzie szukać tego dobroczynnego składnika? Głównym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 są oleje roślinne - rzepakowy, lniany i sojowy. Prawdziwą skarbnicą kwasów omega-3 są tłuste ryby morskie z zimnych wód: halibut, łosoś, śledź, dorsz, makrela, sardynki oraz owoce morza. Spożycie 100-200 g ryb morskich dostarcza 2 g tych kwasów. Warto zwrócić uwagę na żółtka jaj, nasiona lnu, soi czy rzepaku i orzechy włoskie.
Kwasy można również przyjmować w formie kapsułkowanej. Na sklepowych półkach w takiej postaci dostępny jest tran.
Można też zwrócić uwagę na produkty specjalnie wzbogacane w dobre kwasy. Ostatnio na rynku pojawiły się produkty spożywcze fortyfikowane kwasami tłuszczowymi z rodziny 3. Są to jajka (karmione kwasami 3 kury gromadzą je w żółtku), wędliny, margaryny czy mleko. |
Jeszcze o kwasach tłuszczowych "omega-3" - http://pl.wikipedia.org/w...szczowe_omega-3
GB - 2011-02-10, 11:20
| jerry napisał/a: | | i obawiam się, że takie błędy są w prawie każdym artykule prasowym ... ale że każdy ma swojego konika, to tylko w wybranych dziedzinach je wyłapuje i widzi |
Obawy słuszne ze wszech miar. Tyle, że "dawniej" dziennikarz, redaktor, - poza tym, że pracował w gazecie, radio czy nawet w telewizji - miał jakiś zawód. Wyuczony, czy nabyty na zasadzie zainteresowań. I pisał artykuły, notatki, komentarze, przeprowadzał wywiady - w zakresie tematów na których "się znał"...
A jeśli nie miał jakiegoś konkretnego zawodu/zainteresowań - to zanim coś napisał, ZWŁASZCZA w formie porad/informacji - przeprowadzał research. Wańkowicz - w "Karafka La Fontaine'a" opisuje na czym praca takich "reserdżerów" polegała...
A współcześnie - świeżo upieczony maturzysta (z maturą bez matematyki) zapisuje się na zaoczne, pomaturalne studium dziennikarswta i po dwóch latach "płodzi" dzieła na każdy temat i o dowolnej długości. A co bardziej obrotny i umiejący "zaistnieć" zostaje redaktorem-komentatorem d/s ekonomii, polityki, religii, socjologii. I prowadzi własny "publicystyczny" program w telewizorni. Albo po "tryjumphach" w programach typu "Mam ogromny talent", trafia do programu "Piwo z rana jak śmietana" - początkowo w roli gościa specjalnego - a później jako prowadzący...
pozdrawiam
gb
Zygmunt Skibicki - 2011-02-10, 12:46
| GB napisał/a: | | "dawniej" dziennikarz, redaktor, - poza tym, że pracował w gazecie, radio czy nawet w telewizji - miał jakiś zawód. |
To prawda.
Młodszym wiekiem pragnę wyjaśnić, że onegdaj, za ancien régime'u, czego nie należy traktować jako przypadek, na studia dziennikarskie rekrutowano wyłącznie absolwentów uczelni wyższych i to takich z dyplomem magistra - żadne pomaturalne, żadne inżynierskie czy inne licencjaty! Zatem dziennikarstwo można było studiować dopiero jako drugi fakultet po zakończeniu pierwszego. Gryzipiórek musiał więc najpierw przejść przez tak zwane nauki podstawowe w swojej pierwotnej profesji. Kto wtedy studiował, wie ile to wymagało, i co potem do końca życia dawało?
I komu to przeszkadzało...?
Chyba tylko tym, którzy bez żadnych wątpliwości uważają obecnie, że media istnieją wyłącznie po to, by pozyskiwać... reklamodawców.
A tak przy okazji...
Fora to także media...
Ja przynajmniej dobrze wiem dlaczego na moim własnym forum, po kilku krótkich próbach zrezygnowałem ostatecznie z udzielania zgody na jakiekolwiek reklamy?
Zygmunt Skibicki - 2011-02-17, 12:43
| wp.pl napisał/a: |
Niebezpieczne napoje energetyczne!
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...etycznymi-.html
Amerykańscy naukowcy ostrzegają: napoje energetyczne mogą być niebezpieczne dla dzieci i młodzieży. Potencjalnie groźne skutki ich picia to głównie, spowodowane nadmiarem kofeiny lub podobnych substancji, palpitacje serca i udary, które mogą być przyczyną zgonów.
Naukowcy z wydziału medycznego Uniwersytetu Miami zawarli te ostrzeżenia w raporcie, opublikowanym na łamach pisma medycznego "Pediatrics". Podstawą raportu były dane rządowe, informacje grup interesów, literatura naukowa, artykuły prasowe i analiza konkretnych przypadków.
Autorzy ostrzegają, że w napojach energetycznych często można znaleźć składniki, potęgujące działanie kofeiny, a także substancje, które mogą powodować nudności i biegunkę. Zalecają pediatrom rutynowe pytanie pacjentów i ich rodziców o spożywanie napojów energetycznych i odradzanie ich stosowania.
Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Miami, napoje energetyczne powinny podlegać równie rygorystycznym regulacjom, co alkohol, wyroby tytoniowe i leki na receptę. Wskazują oni również, że w przypadku dzieci i młodzieży nie zdefiniowano dotąd bezpiecznych ilości napojów energetycznych. Nie ma też badań nad skutkami długotrwałego spożycia.
Napoje te pojawiły się w USA ponad 20 lat temu i są tam najszybciej rozwijającym się sektorem rynku napojów - podkreśla agencja Associated Press. Oczekuje się, że w tym roku ich sprzedaż przekroczy 9 mld dolarów. Autorzy raportu zwracają uwagę, że z badań wynika, iż po takie napoje regularnie sięga w USA jedna trzecia nastolatków i młodych dorosłych.
Raport ukazał się w czasie, gdy urząd kontroli żywności i leków (FDA) zajął się napojami energetycznymi, zawierającymi alkohol i kofeinę. W kilku stanach napojów takich już zakazano. (PAP) |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-17, 12:48
| wp.pl napisał/a: |
Dlaczego warto jeść błonnik?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...sc-blonnik.html
Spożywanie większych ilości błonnika może zmniejszać ryzyko przedwczesnego zgonu, m.in. z powodu choroby układu krążenia, infekcji i schorzeń oddechowych - wynika z pracy, którą zamieszcza internetowe wydanie pisma "Archives of Internal Medicine".
Włóknik (błonnik) jest jadalną częścią produktów roślinnych (owoców, warzyw, zbóż), która - choć nie poddaje się trawieniu - ma korzystny wpływ na różne procesy fizjologiczne zachodzące w naszym organizmie.
Błonnik m.in. wspomaga perystaltykę jelit, ułatwia wypróżnianie i zrzucanie zbędnych kilogramów, pomaga obniżyć poziom cholesterolu i glukozy we krwi, zredukować ciśnienie tętnicze, złagodzić stany zapalne i usunąć z organizmu różne toksyny. W ten sposób przyczynia się do spadku ryzyka chorób układu krążenia, cukrzycy, otyłości, a nawet - jak sugerują niektóre badania - pewnych nowotworów.
Naukowcy z Narodowego Instytutu Badań nad Rakiem w Rockville (USA) przeanalizowali dane zebrane wśród ponad 219 tys. mężczyzn i niemal 169 tys. kobiet biorących udział w długoterminowym studium dotyczącym związku między dietą a stanem zdrowia (AARP Diet and Health Study). Jego uczestnicy wypełniali na początku ankiety dotyczące spożycia różnych pokarmów. Stan zdrowia badanych śledzono średnio przez 9 lat. W tym okresie zmarło ponad 20 tys. panów i ponad 13 tys. kobiet. Naukowcy zebrali informacje na temat przyczyn ich zgonów.
Okazało się, że osoby spożywające najwięcej błonnika (czyli 29,4 gram dziennie w przypadku mężczyzn i 25,8 gram w przypadku kobiet) były o 22 proc. mniej narażone na zgon z różnych przyczyn, w porównaniu z tymi, którzy konsumowali go najmniej (odpowiednio 12,6 gram dziennie oraz 10,8 gram).
U osób, których dieta była najbogatsza w błonnik, ryzyko zgonu z powodu schorzeń układu krążenia, chorób zakaźnych i oddechowych spadało o 24-56 proc. u mężczyzn i o 34-59 proc. u kobiet.
Bardziej szczegółowa analiza wykazała, że związek ten dotyczył głównie błonnika z produktów pełnoziarnistych, a nie z innych źródeł, jak owoce czy warzywa. Spożycie go było w największym stopniu związane ze spadkiem ryzyka zgonu ze wszystkich przyczyn, a także z powodu chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów i chorób układu oddechowego.
Jak przypominają autorzy pracy, zgodnie z amerykańskimi zaleceniami dietetycznymi na 1000 spożytych kilokalorii powinno przypadać 14 gram błonnika pochodzącego z owoców, warzyw i produktów z pełnego ziarna.
Z kolei Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca konsumpcję 27-40 gram błonnika na dzień. Jak wynika z badań prowadzonych przez Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w Polsce w latach 1996-2007 dzienne spożycie błonnika wynosiło niecałe 24 gramy na osobę, czyli mniej niż dolna granica z zaleceń WHO. (PAP) |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-17, 21:04
| wp.pl napisał/a: |
Ciągle jest Ci zimno
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art584.html
Ubierasz się cieplej niż inni, a mimo to jest ci zimno? Uczucie chłodu towarzyszy ci przez cały czas, niezależnie od temperatury panującej w otoczeniu? Sprawdź, jakie mogą być tego przyczyny oraz w jaki sposób im zaradzić.
Niedobory żywieniowe
Jedną z przyczyn może być nieregularne jedzenie i omijanie właściwych posiłków. Jeżeli dostarczamy organizmowi za mało kalorii, nie ma on energii na wytworzenie ciepła. Pomóc powinna zmiana nawyków żywieniowych, polegająca na spożywaniu odpowiedniej ilości kalorii o regularnych porach.
Zbyt mała masa ciała i brak ruchu
Na utrzymanie właściwej temperatury ciała wpływa zarówno grubość tanki tłuszczowej, jak i masa mięśniowa. Tłuszcz działa jak warstwa izolacyjna, a aktywność mięśni wytwarza ciepło. Ludzie szczupli oraz ci, którzy niedawno stracili na wadze, mogą być bardziej wrażliwi na temperatury otoczenia, które innym odpowiadają.
Za mała ilość ruchu
Również osoby, które za mało się ruszają, częściej odczuwają zimno. Jeżeli mięśnie nie pracują, nie wytarza się energia. Obniża się ciśnienie, co powoduje, że niektóre partie ciała stają się niedokrwione. Zmiana stylu życia, polegająca na właściwym, regularnym odżywianiu się i codziennym ruchu powinny pomóc w walce ze stale odczuwanym chłodem.
Za niskie ciśnienie
Osoby, które mają niskie ciśnienie częściej odczuwają zimno. Można temu łatwo zaradzić stosując którąś z metod podniesienia ciśnienia. Należą do nich m.in. picie kawy, zimny prysznic, jedzenie słonych lub słodkich potraw, zwiększona aktywność fizyczna, picie minimum 3 litrów płynów dziennie.
Zmęczenie i stres
Do spotęgowania uczucia zimna przyczynić się również może stan podenerwowania i niewyspania. Krew odpływa wówczas do ważnych narządów (m.in. serca, płuc) na skutek pobudzenia układu współczulnego. Ręce i stopy stają się zimne, ponieważ są niedokrwione. Rozwiązaniem tego problemu może być stosowanie metod relaksacyjnych oraz poświęcenie więcej czasu na sen.
Niedoczynność tarczycy
Ciągłe uczucie zimna może być również objawem niedoczynności tarczycy. Proste badanie krwi (TSH) wskaże czy ilość hormonów tarczycy mieści się w normie. Jeżeli tak nie jest, należy rozpocząć przyjmowanie leków.
Anemia
Wielu osobom cierpiącym na niedokrwistość odczucie chłodu towarzyszy praktycznie przez cały czas. Anemia występuje, gdy liczba zdrowych czerwonych krwinek w organizmie spada. Erytrocyty odpowiadają za transport tlenu do wszystkich tkanek. W przypadku wystąpienia niedokrwistości tkanki są słabo odżywione i niedotlenione. Upośledzony zostaje metabolizm, więc wytworzona energia nie ogrzewa właściwie ciała.
Starzenie się
Osoby starsze dotkliwiej odczuwają chłód, ponieważ z wiekiem najprawdopodobniej zmniejsza się liczba receptorów ciepła. Zwiększa się więc próg wrażliwości termicznej. Do walki z nieustannym uczuciem chłodu przydadzą się: cieplejsza odzież oraz gorące posiłki doprawione rozgrzewającymi przyprawami, np. imbirem, cynamonem, czarnym pieprzem.
Nadmierne spożywanie alkoholu
Alkohol rozgrzewa, ale tylko na chwilę. Po jego spożyciu rozszerzają się naczynia krwionośne, zaczyna przepływać przez nie więcej krwi, co skutkuje szybszą utratą ciepła. Warto więc ograniczyć picie napojów wyskokowych, żeby potem nie marznąć. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-19, 20:28
| wp.pl napisał/a: |
Co ty wiesz o... alkoholu?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/193
Niewiele jest obszarów życia tak mocno naszpikowanych mitami, jak kwestia spożywania alkoholu. Co rusz słyszymy - nie mieszaj, nie pij na żołądek, lampka wina pomoże ci na serce, mężczyzna jest bardziej odporny na alkohol niż kobieta... Długo by wymieniać.
Które z tych obiegowych opinii są prawdziwe, a które to zwykłe wymówki, usprawiedliwienia, które stosujemy sięgając po kieliszek?
Jeden kieliszek jeszcze nikomu nie zaszkodził
Prawdą jest, że spożywanie niewielkich ilości alkoholu nie wywołuje zmian w naszym organizmie. Przynajmniej trwałych - bo ktoś, kto ma słabą głowę po jednym kieliszku wódki odczuje pewną różnicę. Podobnie, gdy nasz przewód pokarmowy jest szczególnie wrażliwy na działanie alkoholu. Wówczas nawet niewielka ilość może nam zaszkodzić. Nie powinna jednak poczynić trwałych zmian. Należy też pamiętać, że dostarczanie organizmowi alkoholu - wprawdzie niewielkich ilości, ale regularnie - może odbić się na naszym zdrowiu bardzo negatywie.
Kieliszek wina jest zdrowy dla serca
I ta opinia jest tylko częściowo prawdziwa. Rzeczywiście niektórzy badacze wskazują, że niewielkie ilości alkoholu, szczególnie czerwonego wina, działa ochronnie na serce. Alkohol reguluje bowiem gospodarkę tłuszczową organizmu i opóźnia proces miażdżycowy. Z drugiej strony to dość ryzykowna kuracja terapeutyczna. Liczba potencjalnych "działań niepożądanych" jest bowiem bardzo długa. Szczególnie jeśli kuracja za bardzo nam się spodoba i zaczniemy ją stosować zbyt często. Ryzykujemy wówczas uszkodzenie wątroby, trzustki, problemy ze strony układu nerwowego, chorobę alkoholową, a nawet problemy z organem, który chcemy chronić - czyli sercem. Większe ilości alkoholu, albo dostarczanie go organizmowi zbyt często może bowiem sprawić, że produkty przemiany alkoholu mogą niekorzystnie wpłynąć na jego kondycję, a nawet wywołać zawał.
Uwaga na ciśnienie
Nieprawdziwa jest także teoria, że alkohol jest dobrym lekarstwem, dla osób mających z sercem problemy - skarżących się na jego kołatanie czy skoki ciśnienia. Zdaniem badaczy poprawa, którą odczuwamy np. po wypiciu lampki koniaku jest złudna. Owszem alkohol nas uspokaja - jeśli więc przyczyną dolegliwości jest jakiś wstrząs, np. zła wiadomość, okazjonalnie można ją zastosować. Trzeba jednak mieć świadomość, że "lekarstwo to" nie wpływa na przyczynę prawdziwych problemów z sercem. Nie rozszerza naczyń krwionośnych odpowiedzialnych za dotlenienie tego organu, a przez chwilowe poczucie ulgi, jedynie opóźnia naszą decyzję o wybraniu się do lekarza.
Alkohol pomaga zwalczyć stres
To jedna z najbardziej niebezpiecznych opinii dotyczących alkoholu. Faktycznie wiele osób po jego spożyciu czuje się zrelaksowana, uwolniona od codziennych trosk. Jednak co potem? Kiedy efekt upojenia mija, problemy pozostają nierozwiązane. Zaczynają się nawarstwiać i jeszcze bardziej komplikować. A my znamy już sposób, by choć na chwilę od nich uciec - alkohol. Warto wiedzieć, że większość alkoholików tak właśnie zaczynała.
Jeden - na trawienie
To, że alkohol wspomaga trawienie - to kompletny mit. Drażni on śluzówkę, czasem nawet uszkadza, zaburza naturalną pracę jelit i choć pozornie może się wydawać, że pod wódeczkę śledzik lepiej wchodzi, alkohol tak naprawdę utrudnia wchłanianie pokarmów. Pod jego wpływem procesy trawienia słabną, a my możemy odczuwać mniejszą potrzebę jedzenia. Kolejne fazy to niedożywienie, stany cukrzycowe, a nawet uszkodzenie mózgu.
Dwa piwka dla nerek
Zdarzają się sytuację, gdy picie piwa zaleca, czy też sugeruje nawet lekarz. Zazwyczaj kiedy cierpimy na tzw. kamicę nerkową. Piwo słynie bowiem ze swoich moczopędnych właściwości. Ta opinia jest więc prawdziwa. Trzeba jednak zawsze pamiętać, że piwo to też alkohol - a więc może negatywnie wpływać na pracę innych narządów. Nie przesadzajmy więc z kuracją.
Kobiety mają słabszą głowę
Choć tolerancja na alkohol jest sprawą mocno indywidualną, codzienna obserwacja pozwala obronić pogląd, że zazwyczaj kobiety upijają się szybciej niż mężczyźni. Tłumaczono to zjawisko tym, że mężczyźni są więksi i mają większą masę ciała, więc alkohol rozkłada się na więcej kilogramów. Obecnie takiego stanu rzeczy badacze dopatrują się jednak nie w masie, a w budowie ciała. Wyniki badań opublikowanych w New England Journal of Medicine w 1990 roku, wskazują na to, że panie mają o połowę niższe stężenie - odpowiadającej za rozkłada alkoholu - dehydrogenazy alkoholowej niż mężczyźni. Badania wykazały także, że podczas przejścia przez żołądek i wątrobę, kobiety rozkładają zaledwie 20 proc. alkoholu, który rozkładają mężczyźni. Oznacza to, że u pań większa jego część trafia do krwiobiegu, a co za tym idzie do mózgu.
Nie pij na pusty żołądek
Ta stara prawda znajduje potwierdzenie w badaniach. Siedem lat temu dziesięcioosobową grupę ludzi poproszono o wypicie kilku drinków. Pierwszego dnia pili "na pusty żołądek", drugiego po śniadaniu. Ilość alkoholu była oczywiście taka sama. Okazało się, że cała grupa pierwszego dnia upiła się bardziej niż drugiego. Również poziom alkoholu we krwi drugiego dnia był znacznie niższy niż pierwszego - średnio o około 70 proc. Okazuje się, że obecny w żołądku pokarm, powoduje, że więcej alkoholu się w nim rozkłada, jednocześnie spowalniając proces absorpcji alkoholu do krwiobiegu.
Mieszkanie alkoholu szkodzi
Opinia o tym, że mieszanie różnych rodzajów alkoholu powoduje najbardziej spektakularne skutki "pijanej nocy", to jeden z najpowszechniejszych mitów na temat alkoholu. Mitów, bo tak naprawdę picie piwka pod wódeczkę nie szkodzi. Faktycznie niektóre alkohole wchłaniają się do krwiobiegu szybciej - np. piwo czy szampan (czyli napoje gazowane, które drażnią wyściółkę żołądka). Powszechne jest przekonanie, że picie najpierw słabszych alkoholi, a po nich mocniejszych, powoduje, że alkohol mocniej uderza nam do głowy. Naukowcy są jednak zdania, że dzieje się tak dlatego, iż "podpici" słabszym trunkiem, gdy doprawimy to kilkoma mocniejszymi - po prostu się upijamy. Rzadko się jednak zdarza, że po kilku kieliszkach wódki, nagle przerzucamy się na winko. Jednym zdaniem, nie samo mieszanie szkodzi, a ilość alkoholu, którą wypijamy - w przypadku imprezy, na której sięgamy po różne rodzaje alkoholu, zazwyczaj jest go sporo. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-19, 20:38
| wp.pl napisał/a: |
Jak niszczy Cola - minuta po minucie
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/551
Słodkie napoje gazowane, a zwłaszcza cola, wprowadzają w naszym organizmie prawdziwy zamęt. Taka chemiczna burza trwa zaledwie godzinę, ale sieje niemałe spustoszenie. Głównym winowajcą całego zamieszenia jest cukier.
Zobacz co dzieje się w organizmie w ciągu godziny od chwili wypicia coli:
Pierwsze 10 minut - organizm otrzymuje dzienną dawkę cukru - to tak jakbyś zjadł 10 łyżeczek curku. Odruch wymiotny hamuje kwas fosforowy dodawany do napojów, by zamaskować intensywny i słodki smak cukru.
20 minut - poziom cukru we krwi gwałtownie wzrasta co prowadzi do podniesienia poziomu insuliny. Wówczas do działania wkracza wątroba, która próbuje jak najwięcej zgromadzonego cukru przekształcić w tłuszcz.
40 minut- organizm wchłonął już zawartą w coli kofeinę. Powiększają się źrenice, wzrasta ciśnienie krwi. Stajesz się wyraźnie pobudzony.
45 minut - organizm intensywnie produkuje dopaminę, która wpływa na odczuwanie przyjemności. Dokładnie w taki sam sposób przebiega mechanizm działania heroiny.
60 minut - moczopędne właściwości kofeiny dają się odczuć. Niestety, razem z wodą wydalaną z organizmu, pozbywamy się również pierwiastków istotnych do prawidłowego i sprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Wraz ze spadkiem cukru mija pierwotna euforia i przypływ sił. Stajemy się ospali i poirytowani.
Taką rewolucję fundujemy naszemu organizmowi po wypiciu zaledwie jednej puszki słodkiego, gazowanego napoju z kofeiną. Aż trudno sobie wyobrazić co dzieje się, gdy pijemy kilka lub kilkanaście razy więcej. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-19, 20:50
| wp.pl napisał/a: | Szokujące prawdy o alkoholu
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/92
Polak potrafi
Nie będziemy owijać w bawełnę. Alkohol szkodzi. Jest też powodem powstawania wielu niechlubnych rekordów jak ten, że 4,5 promila we krwi jest dawką śmiertelną, ale nie dla Polaków.
23 proc. piwo
Najmocniejszy trunek wyprodukował w okresie międzywojennym Estoński Monopol Alkoholowy. Miał 98 procent i był robiony z ziemniaków. Jeśli chodzi o piwo, to niekwestionowanym liderem w tej branży jest "Baz Super Brew" warzone przez Barrie Parish w miejscowości Somerby (hrabstwo Leics, Wielka Brytania). Zawiera aż 23 procent alkoholu i jest najmocniejszym piwem na świecie.
Lampka wina za 1453 dolary
Najdroższym alkoholem na rynku jest "Springbank 1919 Malt Whisky". Jedna butelka kosztuje ponad 10 tys. dolarów. Tymczasem w 1985 r., podczas aukcji w domu aukcyjnym "Christie" w Londynie, za butelkę wina "Chateau Lafite" (rocznik 1787) zapłacono 157 tys. dolarów. Pech chciał, że rok później do środka butelki wpadł korek, psując najcenniejszy trunek na świecie. Najdroższą lampką wina wciąż jest "Beaujolais Nouveau". W 1993 r., w pubie "Pickwick" w Beaune (Wielka Brytania), za 100 g lampkę zapłacono 1453 dolary.
To się nazywa impreza
Jeśli chcecie wyprawić megaparty, to zapraszamy do pubu "Mathaser" w Monachium. Lokal jest w stanie pomieścić 5500 osób. Dziennie sprzedaje 48 tys. litrów piwa. Sporo, ale chyba nie było tam zawodników, którzy 10 lipca 1999 r. w Wiśle pobili rekord świata w ilości wypitego piwa. Pięć osób, w ciągu kwadransa opróżniło 18 litrów. Gdyby pili w takim tempie przez 8 godzin, to zaliczyliby 576 litrów. Wiadomo jednak, że taki wynik byłby nie do osiągnięcia.
Śmiertelny bieg do baru
Stanowczo odradzamy bicie alkoholowych rekordów, bo o tragedię wcale nie jest trudno. W 1992 r. Grzegorz R. z Sandomierza zmarł po popisowym wypiciu duszkiem butelki wódki. Tymczasem w Suchedniowie niedaleko Koszalina dwóch trzydziestolatków postanowiło wypić w ciągu 10 minut 10 setek wódki. Wygrać miał ten, który szybciej dobiegnie do baru. Pierwszy padł zaraz za progiem i zmarł. Drugi trafił do szpitala. Tragiczne w skutkach zawody miały miejsce w 1995 roku.
Rekord świata kobiet
Polacy często jednak biją rekordy całkiem nieświadomie. W 1992 r. Agencja Reutera podała sensacyjną wiadomość, że potrącony przez samochód mężczyzna idący środkiem drogi do Nowogardu Bobrzańskiego miał we krwi 7,2 promila alkoholu. I co to za sensacja? W 1995 roku pewien woźnica ze Szczecina też miał 7 promili alkoholu, a do tego całkiem sprawnie powoził końmi. To i tak nic. W 1995 r., w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie, przeprowadzono badanie krwi u 40-letniej Jolanty M. Kobieta miała 8,2 promila alkoholu i ustanowiła tym samym rekord świata kobiet. Bardzo niechlubny rekord.
15,9 promila
W 1995 r. Tadeusz S., prowadząc samochód, spowodował wypadek pod Wrocławiem. Mężczyzna miał we krwi 14,8 promila alkoholu. Początkowo myślano, że to pomyłka i powtórzono badanie. Pięciokrotnie. Wynik nie uległ jednak zmianie. Mężczyzna zmarł kilkanaście dni później. Nie zawinił alkohol, ale obrażenia odniesione w wypadku. Rekord Polski w piciu ustanowił w 1994 roku 33-letni mieszkaniec Elbląga. Jan M. miał we krwi 15,9 promila alkoholu. Zapił się na śmierć.
"Nie dotyczy Polaków i Rosjan"
Po tak niechlubnych statystykach nie ma się co dziwić, że już w latach siedemdziesiątych na etykiecie duńskiej wódki pojawiły się napisy informujące, że dawka śmiertelna to 4,5 promila alkoholu we krwi, ale... nie dotyczy Polaków i Rosjan. Statystyka nie kłamie. W Rosji na jednego mieszkańca przypada rocznie 14,1 litra czystego spirytusu. Prawdziwy rekord świata. Polacy piją mniej. Wychodzi 11 litrów czystego spirytusu rocznie na osobę.
Nawet dzieci i kierowcy
W 1995 do szpitala w Płocku trafił pięcioletni chłopiec, który miał 1,4 promila alkoholu. Matka dziecka tłumaczyła, że syn wypił wino zostawione przez gości. W 1996 roku patrol policyjny, przy al. Niepodległości w Warszawie znalazł pijaną dziesięciolatkę. Zbadano jej krew i okazało się, że ma 2,25 promila alkoholu. Każdego dnia warszawska policja zatrzymuje przynajmniej 50 kierowców będących pod wpływem.
152 noce w izbie
Gdzie trafiają osoby tak pijane, że nie mogą ustać na nogach? Oczywiście do izby wytrzeźwień. Pewna 17-latka była tam 20 razy w ciągu jednego roku, ale to i tak nic. Tylko w 1999 r. jeden mieszkaniec Warszawy nocował w izbie 152 razy. Za wizyty był winien 70 tys. zł, ale nie zapłacił nawet grosza. Najstarszym klientem w warszawskiej izby przy ulicy Kolskiej był 86-letni mężczyzna. Najstarsza kobieta miała 61 lat. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-22, 18:47
| wp.pl napisał/a: |
Suplementy diety
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/727
Mogą być w postaci tabletek, drażetek, proszków lub ampułek. W różnych kolorach, wielkościach i o różnych właściwościach. Chętnie spożywamy je w celu poprawy wyglądu, wzrostu odporności lub aby zapobiegać niedoborom składnikowym w naszym organizmie . Wiele osób połyka je jak cukierki nie bacząc na ostrzeżenia znajdujące się na opakowaniach.
Suplementy diety, bo o nich mowa, czym tak naprawdę są? Czy ich bezkarne zażywanie na pewno nam nie zaszkodzi? I czy musimy rzeczywiście je przyjmować?
Przetaczając definicję z ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia z 25 sierpnia 2006r można w skrócie rzec, że: suplementy diety są środkami spożywczymi, których celem jest uzupełnienie podstawowej diety. Są to skoncentrowane w postaci np. tabletek witaminy, składniki mineralne lub inne substancje mające efekt odżywczy lub fizjologiczny. Uzupełnianie diety suplementami powinno być bezpieczne, gdyż dawkowanie jest ściśle oparte na górnych, bezpieczny poziomach.
Co ważne, suplementy nie mogą mieć właściwości produktów leczniczych, właściwości zapobiegania chorobom czy ich leczenia. Warto o tym pamiętać, bo często źle interpretujemy reklamy i przypisujemy im właściwości lecznicze, których nie mają.
Największą na rynku grupę stanowią produkty witaminowe i mineralne, które są skoncentrowaną mieszaniną tych składników. Inna również pokaźną grupą są suplementy pochodzenia roślinnego, których zadaniem ma być wzmocnienie odporności organizmu oraz poprawa jego funkcjonowania.
Suplementy mają za zadanie uzupełniać nasza dietę w składniki odżywcze. Warto, więc sobie odpowiedzieć, kiedy należy je przyjmować, i czy w ogóle należy? Prawidłowe żywienia, czyli dobrze skonstruowany jadłospis polega na dostarczaniu wszystkich składników odżywczych potrzebnych do funkcjonowania organizmu oraz zachowania zdrowia. Jeżeli kierujemy się podstawowymi zasadami prawidłowego żywienia nie potrzebujemy dodatkowo uzupełniać diety w składniki odżywcze, a tym samym nie potrzebujemy suplementów.
Ale co zrobić, kiedy nasza dieta nie jest zbilansowana? Kiedy nie przestrzegamy zasad prawidłowego żywienia, palimy papierosy i żyjemy w ciągłym stresie i pospiechu? Kiedy uważamy, że brakuje nam witamin, nasza skóra jest szara zamiast jedwabiście brzoskwiniowa, a włosy matowe? Najczęściej wtedy sięgamy po kolorowe drażetki. Osobą, których sposób odżywiania jest niewłaściwy a dodatkowo styl życia negatywnie oddziałuje na stan zdrowia, suplementy diety w ich diecie mogą pomóc uzupełnić braki składników odżywczych, jednakże nigdy nie zastąpią w diecie warzyw, owoców czy innych produktów spożywczych, a także ruchu i świeżego powietrza. Jeżeli nasze złe samopoczucie nie jest związane z brakiem suplementów (a nie jest!) tylko ze złą dietą i brakiem ruchu to może warto zastanowić się, co da nam lepsze efekty, czy pozbycie się przyczyny naszego nieciekawego stanu , a co za tym idzie zmiana diety, czy łykanie tabletek?
Warto również nadmienić, iż przyjmowanie suplementów diety, szczególnie na rożne przypadłości, może doprowadzić do przedawkowania. Nie czytając składu nie wiemy, czy czasem kolejne opakowanie nowego suplementu na poprawę naszego wyglądu nie ma w składzie tych samych minerałów, co przyjęta przed chwila pastylka na wzmocnienie odporności. Przedawkowanie witamin czy składników mineralny niesie za sobą poważne skutki uboczne, dlatego jak następnym razem sięgniemy po kolorowe drażetki, tabletki czy proszki może warto zastanowić się czy aby na pewno tego potrzebujemy i czy czasem wcześniejsza tabletka nie da nam takiego samego efektu poprawy zdrowia, co ta, którą chcemy połknąć.
Pamiętajmy, suplementy diety mają wpływ na nasz organizm, dlatego przed przyjęciem kolejnej porcji warto poradzić się lekarza czy aby na pewno tego potrzebujemy. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-22, 21:38
| wp.pl napisał/a: |
Jeszcze lepszy sposób na kaca!
źródło - http://facet.wp.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Złośliwi zwykli mawiać, że najlepszym sposobem na leczenie kaca jest po prostu niepicie. A wszystko w myśl szeroko pojętej prewencji. Karnawał wciąż trwa, w związku z czym wielu z nas narażonych jest na poranne bóle głowy, potocznie zwane kacem. Kubek kawy i aspiryna okazują się najlepszym sposobem na zwalczanie skutków karnawałowego imprezowania z alkoholem.
Jedną z głównych przyczyn, dla których po nocnych zabawach odczuwamy bóle jest substancja chemiczna zwana octanem (aldehyd). Wydzielana jest ona przez nasz organizm podczas procesów przetwarzania alkoholu po spożyciu. Kofeina oraz niektóre środki przeciwbólowe potrafią zablokować efekty octanu, wybawiając od porannych cierpień miliony istnień.
Sposobów na walkę z kacem jest wiele. Coraz to nowe propozycje i sugestie pojawiają się w tej odwiecznej dyskusji. Niektórzy twierdzą, że woda pitna jest lepszym środkiem, ponieważ nie odwodni organizmu tak, jak napój kofeinowy. Dla innych zbawiennym lekarstwem jest pełne, smakowite angielskie śniadanie.
Co ciekawsze, regularne picie kawy zmniejsza ponoć ryzyko zachorowania na nowotwory jamy ustnej i gardła. Tak przynajmniej starają się przekonywać amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu w Utah.
Dotychczas wykazano już, że picie kawy zmniejsza ryzyko nowotworów prostaty i mózgu. Badacze z University of Utah przeanalizowali dane pochodzące z 9 niezależnych projektów dotyczących związku picia kawy z zachorowalnością na nowotwory głowy i szyi.
Ich wyniki wykazały, że regularne picie przynajmniej 4 filiżanek kawy dziennie zmniejsza ryzyko zachorowania na raka jamy ustnej i gardła o 39 proc. (w porównaniu z osobami nie pijącymi kawy w ogóle). Picie herbaty nie wpływa na ryzyko zachorowania na nowotwory szyi i głowy. Pełen raport można przeczytać na łamach pisma "Cancer Epidemiology, Biomarkers & Prevention".
Dlaczego przytaczamy te dwa wyniki badań. Ano dlatego, że aldehyd octowy nie tylko powoduje przykre objawy nadużycia alkoholu, ale także podnosi ryzyko wystąpienia raka. Naukowcy z Centre for Addiction and Mental Health w Toronto oraz niemieckiego laboratorium chemiczno-weterynaryjnego w Karlsruhe wykazali, że picie alkoholu podnosi ryzyko raka ze względu na aldehyd octowy, który powstaje w wątrobie w wyniku uwodornienia etanolu przez enzym - dehydrogenazę alkoholową.
Aldehyd octowy zagraża nam także na inne sposoby - jest obecny w zanieczyszczonym powietrzu, w dymie tytoniowym, w niektórych pokarmach. Jak wskazują badania, sprzyja on rozwojowi pewnych postaci nowotworów - zwłaszcza górnego odcinka przewodu pokarmowego.
Według kanadyjsko - niemieckiego zespołu, u osób nadużywających alkoholu przeciętna ekspozycja na aldehyd z napojów alkoholowych daje ryzyko zachorowania na raka wynoszące 7,6 do 10 000, zaś przy zanieczyszczonym alkoholu niskiej jakości - 1 do 1000. To dużo więcej, niż wynosi ryzyko związane z obecnością aldehydu w otoczeniu. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-23, 09:54
| wp.pl napisał/a: |
Dobra wiadomość dla pijących alkohol
źródło - http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html
Nareszcie dobra wiadomość dla tych, którzy lubią pić alkohol. Umiarkowane spożycie trunków wysokoprocentowych zmniejsza ryzyko chorób serca aż o jedną czwartą - twierdzą naukowcy z University of Calgary na łamach British Medical Journal.
Granica pomiędzy tym co zdrowe, a tym co szkodliwe jest bardzo wąska. Nadmiar alkoholu powoduje nieodwracalne uszkodzenia wątroby, nadciśnienie, wywołuje raka, a nawet przedwczesną śmierć. Według ekspertów, w przypadku kobiet zdrowy jest tylko jeden drink dziennie. Mężczyźni mogą bez obaw pić dwa drinki - twierdzą kanadyjscy naukowcy.
Najlepsze dla zdrowia jest czerwone wino. Zwiększa ono poziom "dobrego" cholesterolu we krwi, dzięki temu chroni przed problemami z sercem.
Jeśli nie pijesz, nie jest to powód do tego, byś zaczął. Podobne wyniki można osiągnąć poprzez aktywność fizyczną i zdrową, zrównoważoną dietę. |
Zygmunt Skibicki - 2011-02-23, 20:50
| wp.pl napisał/a: |
Kłamstwa, w które wierzysz!
źródło - http://kobieta.wp.pl/gid,...riazdjecie.html
Pij dużo wody, nie korzystaj z mikrofalówki i słuchaj Mozarta. Wierzymy w różne rzeczy, które mają uczynić z nas zdrowszych, mądrzejszych i sprawniejszych ludzi. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się ile jest prawdy w tego typu stwierdzeniach? Okazuje się, że bardzo niewiele…
„Przekrój” obalił kilka mitów, którymi karmieni jesteśmy od najmłodszych lat. W końcu tak jest wygodniej, utarte tezy ułatwiają życie i dają nam poczucie tego, że robimy coś lepiej. Nic bardziej mylnego!
Zdrowotny wpływ jogurtu
Na dworze ziąb, ale nie dbasz o to, by opatulić się szalikiem. Przecież pijesz jogurt! Przeziębienie Ci nie grozi. „Przekrój” przytacza hasło reklamowe Actimela, oparte na fakcie, że 70 proc. komórek odpornościowych znajduje się w jelitach: „Actimel w brzuchu gości, czyli tam gdzie 70 procent odporności.”
Przekonywujące? Owszem, jeśli nie zdajemy sobie sprawy, że powierzchnia jelit ma 200 metrów kwadratowych i jak podkreśla autor artykułu, potrzeba solidnej dawki, by zabezpieczyć organizm.
Jaką mamy gwarancję, że pijąc polecany produkt unikniemy grypy? Żadną. Wyniki badań nie potwierdziły szczególnego zwiększenia odporności całego organizmu dzięki spożywaniu Actimela. Co najwyżej poprawę funkcjonowania przewodu pokarmowego, ale to potrafi każdy jogurt.
Szczepienia są niebezpieczne dla dzieci
To kłamstwo, którego propagowanie może poważnie zaszkodzić najmłodszemu pokoleniu. Istnieje ruch rodziców przekonanych o tym, że szczepionki mogą wywołać niebezpieczne choroby. „Przekrój” przypomina artykuł opublikowany trzynaście lat temu w piśmie „Lancet”. Autorem był doktor Andrew Wakefild, a publikacja dotyczyła wpływu szczepionek przeciw odrze, śwince i różyczce na występowanie u dzieci autyzmu.
Trzeba było czekać aż 6 lat na to, by Generalna Komisja Medyczna stwierdziła, że teza była nieprawdziwa. Niestety renoma, jaką cieszyło się pismo sprawiła, że rzesza rodziców uwierzyła Wakefildowi.
Przez lata wytworzył się spory ruch, który przekonuje o szkodliwości szczepionek. W tym wypadku wiara w utarty mit zaczyna być groźna, gdyż z powodu upartości rodziców naraża się zdrowie najmłodszych.
Konieczny detoks
Pisma o zdrowiu i urodzie atakują nas artykułami o zbawiennym wpływie detoksykacji. Wizyta w SPA koniecznie z płukaniem okrężnicy, faszerowanie się środkami przeczyszczającymi, opijanie się oczyszczającymi herbatkami ziołowymi to współczesna rzeczywistość. Czy w dzisiejszych czasach lewatywa raz na jakiś czas jest koniecznością?
Okazuje się, że nasz organizm wcale nie potrzebuje profilaktycznego detoksu. Jeśli jesteśmy zdrowi, nie mamy problemów z usuwaniem toksyn, ewolucja o to zadbała. Obiło nam się o uszy, że w jelitach zalegają niestrawione resztki i dlatego koniecznie musimy się oczyścić? Bzdura!
Dwa litry dziennie
Znany obrazek: przez miasto spaceruje zadowolona z życia kobieta. Jest szczupła, zgrabna, pokonuje schody radosnym pląsem, a jej lśniące włosy powiewają na wietrze. Zaraz, zaraz. Co trzyma w ręce? Oczywiście butelkę wody mineralnej.
Jesteśmy przyzwyczajeni do teorii, że w ciągu dnia powinniśmy wypijać osiem szklanek wody. To zapewni nam idealną sylwetkę, sprawność fizyczną i zdrowie. Nikt nawet nie próbuje podważać tej tezy, a koncerny produkujące „cud wypływający z gór” zacierają ręce.
Początek mitu o konieczności wlewania w siebie dwóch litrów przezroczystego napoju ma swój początek w 1945 roku. Profesor Heine Valtin dotarł do badań, które zalecały, by na każdą spożytą kalorię wypić mililitr wody. I tak przy średnim spożyciu 1900 kalorii wyszło 8 szklanek.
Piotr Stanisławki zwraca uwagę na jeden drobny szczegół. Same dzienne posiłki mają w sobie co najmniej litr wody. Jeśli dodamy do tego wszystkie herbaty, kawy i soki jakie wypijamy, powinniśmy poważnie zastanowić się, czy modna niebieska butelka faktycznie jest nam niezbędna.
Kolejna niespodzianka! Napełnianie organizmu wodą nie poprawia kondycji cery. Podobno nawilża od wewnątrz? Nadmiar płynu jest bardzo szybko wydalany, więc nie ma czasu niczego nawilżyć.
Niezdrowe mikrofale
Jedzenie z kuchenki mikrofalowej jest niezdrowe. Wierzy w to bardzo wiele osób, przysięgając, że nigdy w życiu nie kupi sobie tego sprzętu. Inni zdają sobie sprawę, że podgrzewane w niej potrawy są marnej jakości, ale stawiają na wygodę.
A jak naprawdę jest z tymi mikrofalami? Przeciwnicy urządzenia wygłaszają niezliczone teorie na temat jego szkodliwości. Prawda jest taka, że w tym przypadku zaszkodzić może jedynie niewiedza. Problem z mikrofalówkami polega nie na tajemniczych falach, ale na tym, że nie każdy wie, co można do nich wkładać.
Potrawy podgrzewane są za pomocą cząsteczek wody wprowadzonych w drganie. Cząsteczki nie są rozłożone równomiernie w potrawach, skupiają się w mniejszych i większych obszarach. O ile w przypadku podgrzewania przygotowanego wcześniej jedzenia nie ma problemu, o tyle w kwestii niepoddanych wcześniejszej obróbce potraw, sprawa już nie jest taka prosta. Może zdarzyć się tak, że odpowiednia temperatura zostanie nadana tylko fragmentom posiłku, dlatego lepiej zrezygnować z wsadzania do mikrofalówki surowego mięsa.
Tezy o napromieniowanym jedzeniu z mikrofalówki można włożyć między bajki.
Placebo lepsze niż lek, czyli homeopatia
O homeopatii powiedziano już wiele. Jest to chyba najczęściej krytykowany sposób „leczenia”. „Przekrój” rozprawił się z najpopularniejszym homeopatycznym środkiem, jakim jest Oscillococcinum. Autor artykułu wyjaśnia, że w skład preparatu wchodzi „Anas barbariae hepatis et cordis extractum 200K, czyli ekstrakt w rozcieńczeniu 200K z wątroby i serca kaczki dzikiej,” (zwierze w rzeczywistości nie istnieje, a podana nazwa łacińska nie jest nazwą gatunkową.)
Wątroba i serce owej kaczki jest rozcieńczone w takim stopniu, że słodkie kulki to w zasadzie 85 procent sacharozy i 15 procent laktozy.
Zwolennicy homeopatii wierzą, że ich „lekarstwa” wzmacniają „siłę życiową”. Tak naprawdę terapia opiera się na zjawisku placebo. Placebo nie zastąpi jednak lekarstwa niezbędnego w przypadku poważnej choroby, a nie ma nic trudniejszego niż przekonać fana magicznych kuleczek do zażycia prawdziwych farmaceutyków.
Muzyka w łonie matki
Ile już kobiet w ciąży wpychało na swoje brzuchy słuchawki, wierząc, że ich dziecko będzie inteligentniejsze. Zjawisko stało się tak popularne, że nazwano je „efektem Mozarta”. Wszystko za sprawą artykułu, który ukazał się w magazynie „Nature”. Frances Rauscher opisała doświadczenie z udziałem dzieci, którym puszczano dzieła Mozarta, muzykę relaksacyjną lub pozostawiano w ciszy. W wykonanym później teście inteligencji najlepiej wypadła grupa od muzyki klasycznej. Inne badania nie potwierdziły wpływu wielkich kompozytorów na wyższe wyniki w testach.
Ale w świat poszło już stwierdzenie: „Puszczaj dziecku od najmłodszych lat muzykę poważną, a będzie bardziej inteligentne”. I tak od 1993 roku dobrzy rodzice wydają fortunę na płyty z muzyką, od której dzieci mają zmądrzeć. Tylko dlaczego dorośli nie mądrzeją, skoro są współsłuchaczami…
Efektowne, ale nie efektywne bańki
Niejedno dziecko darło się w niebogłosy ze strachu przed bańkami, które miały być „podpalone” na jego plechach. Sama myśl o szklanych kopułkach i ogniu potrafiła wypędzić chorobę. I chyba tylko na tym opierała się ich skuteczność…
Zwolennicy baniek twierdzą, że można leczyć nią wszystko, od przeziębienia po raka! Na szczęście Amerykańskie Stowarzyszenie Raka wykazało, że brak jest dowodów na to, że metoda w skuteczny sposób rozprawiała się z jakimkolwiek nowotworem.
Pobudzanie układu odpornościowego, gromadzenie krwi powodujące napływ białych krwinek i tajemnica chińskiej akupresury, tak zwolennicy tłumaczą działanie baniek. Niestety, cała ich magia to zwykłe siniaki na plecach.
Farbowana ciężarna
Młode kobiety w ciąży, które wpadają na pomysł pofarbowania włosów, natychmiast spotykają się z gromiącymi komentarzami mam, babć i cioć. Wyjaśnienie? Chemikalia z farby przez skórę głowy wnikają do ciała kobiety i uszkadzają płód.
Skąd taki pomysł? „Przekrój” za prawdopodobną przyczynę podaje badania, w których szczurzycom spodziewającym się potomstwa wstrzykiwano pod skórę barwnik, w efekcie czego u młodych pojawiała się zaćma.
Farby się we włosy jednak nie wstrzykuje, więc jeśli kobieta ma poczuć się lepiej z innym kolorem włosów, może być spokojna o zdrowie dziecka.
Golenie wzmacnia włosy
Choć mit o tym, że po goleniu odrastają włosy grubsze i twardsze był obalany już wielokrotnie, większość ludzi wciąż w niego wierzy. Nic dziwnego, że kobiety decydują się na bolesną depilację, skoro wyobrażają sobie sztywne i czarne włoski, rozpoczynające inwazję na delikatne łydki po każdym ruchu maszynki.
Za każdym razem, gdy skrzywimy się na widok golarki, pamiętajmy, że to od genów zależy średnica i twardość włosa, a nie od tego, czy usuniemy go nożykiem, pincetą czy woskiem. |
dagomar - 2011-02-28, 16:03
Zygmuncie, zapewniam Cię, ze nigdy nie wierzyłem w żadną z tych rzeczy, o większości zresztą nie wiedziałem aż do czasu niektórych, dla mnie dziwacznych, reklam. Nota bene firma Dannone musi zapłacić coś z kilkanaście mln dolców kary za rozpowszechnianie na terenie Stanów nieprawdziwych informacji o leczniczych właściwościach jogurtu przez siebie produkowanego. Szkoda, że u nas nie ma takiego prawa i każdy może pieprzyć piramidalne głupoty. U mnie w aptece już kilka osób dziwiło się, że nie mam w sprzedaży przetworów mlecznych
Zygmunt Skibicki - 2011-02-28, 17:26
| dagomar napisał/a: | | nigdy nie wierzyłem w żadną z tych rzeczy, o większości zresztą nie wiedziałem aż do czasu niektórych, dla mnie dziwacznych |
No i po to właśnie to robię.
Z reklamami i prawną ochroną konsumenta jest prawie tak samo jak ze złodziejami i policjantami - wiecznie się prześcigują na coraz to nowych "polach".
Basia Z. - 2011-02-28, 19:38
| dagomar napisał/a: | Zygmuncie, zapewniam Cię, ze nigdy nie wierzyłem w żadną z tych rzeczy, o większości zresztą nie wiedziałem aż do czasu niektórych, dla mnie dziwacznych, reklam. Nota bene firma Dannone musi zapłacić coś z kilkanaście mln dolców kary za rozpowszechnianie na terenie Stanów nieprawdziwych informacji o leczniczych właściwościach jogurtu przez siebie produkowanego. Szkoda, że u nas nie ma takiego prawa i każdy może pieprzyć piramidalne głupoty. U mnie w aptece już kilka osób dziwiło się, że nie mam w sprzedaży przetworów mlecznych |
Ty jesteś farmaceutą, ale wiele ludzi na prawdę wierzy we wciskane im bzdury.
Inna sprawa - że na śniadanie regularnie jadam kefiry, lub "białe" maślanki z dodatkiem rozmaitych płatków zbożowych itd. ale po prostu je bardzo lubię, a są też pewnie zdrowsze od bułki z serem.
Jak ktoś w domu bierze antybiotyki to też daję mu jogurty.
Natomiast nie wierzę w ich właściwości lecznicze, co najwyżej odbudowują po antybiotykach florę jelitową.
To co pisałeś o firmie farmaceutycznej - to pewnie dotyczy aktimelu ?
Dostałam maila od znajomego, który rozpowszechnia czasem takie informacje, że podobno jego regularne używanie zwłaszcza przez dzieci jest wręcz szkodliwe.
Nigdy nie używałam ( w sumie w życiu zjadłam może ze 3 buteleczki) i dzieciom też nie dawałam, ale zastanawiam się ile w tym prawdy.
B.
Zygmunt Skibicki - 2011-02-28, 22:13
| Basia Z. napisał/a: | | Jak ktoś w domu bierze antybiotyki to też daję mu jogurty. |
Pytanie wcale nie żartobliwe: jakie jogurty?
TRex - 2011-02-28, 23:26
Polecam jogurty Bielucha lub Krasnystaw, może ( raczej na pewno ) nie są lecznicze, ale skutecznie zastępują lakcid w odbudowie flory bakteryjnej po spożyciu antybiotyków.
Poza tym doskonale wpływają na przemianę materii, skutecznie likwidując zaparcia, czyli inaczej rzecz ujmując - sranie staje się lżejsze i przyjemniejsze.
Basia Z. - 2011-03-01, 08:49
| Zygmunt Skibicki napisał/a: | | Basia Z. napisał/a: | | Jak ktoś w domu bierze antybiotyki to też daję mu jogurty. |
Pytanie wcale nie żartobliwe: jakie jogurty? |
Takie zwykłe, różnych marek, jakie akurat są w sklepie.
Przeważnie "z dużymi kawałkami owoców" bo mój syn bardzo je lubi i nawet jak jest chory to je.
B.
P.S. Idę sobie zrobić maślankę z płatkami
Maślanka mrągowska, zaś płatki kupione w Lidlu w promocji za 0,70 zł, o nazwie "wiosenne przebudzenie".
Zygmunt Skibicki - 2011-03-01, 15:37
| Basia Z. napisał/a: | Takie zwykłe, różnych marek, jakie akurat są w sklepie.
Przeważnie "z dużymi kawałkami owoców" bo mój syn bardzo je lubi i nawet jak jest chory to je. |
Ja bym jednak sugerował, by to był jogurt niepasteryzowany...
W końcu on ma "wnieść" to, co antybiotyki wytłukły "przy okazji" w przewodzie pokarmowym. A tam potrzeba od cholery bakterii fermentacji mlekowej, ale... żywych.
Czasem łatwiej kupić niepasteryzowany kefir - smak inny, ale korzyść praktycznie ta sama.
Zygmunt Skibicki - 2011-03-02, 15:26
| wp.pl napisał/a: |
Niezdrowe ryby
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/198
Ryby dostarczają organizmowi kwasów tłuszczowych omega-3, dobrze przyswajalnego białka i cennych mikroelementów. Jednak pod jednym warunkiem - że nie są skażone. Tymczasem środowisko naturalne na całym świecie, a szczególnie - morza i oceany pełne są rtęci. Wyniki badań coraz większej grupy naukowców wykazują, że rezultatem stałego przenikania związków rtęci metalu do wód morskich jest ich wchłanianie i długotrwałe kumulowanie przez ryby i inne organizmy morskie, które w postaci różnych potraw trafiają na nasze stoły. Warto uważać na rekina, miecznika, a nawet na makrelę.
Dopuszczalna dawka
Negatywne efekty silnego zanieczyszczenia środowiska naturalnego srebrzystym, płynnym metalem, są już odczuwalne w krajach, w których spożywa się dużo ryb morskich. Jego poziom w organizmach ludzi przekracza tam bezpieczne normy. Na Grenlandii dotyczy to 20 proc. jej mieszkańców. Dopuszczalna dawka spożywanej rtęci dla człowieka wynosi 0,005 mg na 1 kg masy ciała na tydzień. Pamiętajmy przy tym, że rtęć znajduje się nie tylko w mięsie ryb, ale także w innych produktach żywnościowych.
Postaw na rozsądek
Rtęć ma toksyczny wpływ na ludzki układ nerwowy. Powoduje bezsenność, depresje, utratę koordynacji ruchów, bóle kończyn i stawów, pogorszenie słuchu, wzroku. Jest też przyczyną
mniejszych lub większych zaburzeń działania przewodu pokarmowego, stanów zapalnych jamy ustnej, ślinotoku, biegunki. Wywołuje nadwrażliwość skóry. Z drugiej strony niedobór kwasów tłuszczowych omega-3, które zawierają ryby, sprzyja miażdżycy naczyń, chorobom serca, udarom mózgu, niewydolności nerek i chorobom stawów. Ryby i skorupiaki są też doskonałym źródłem białka które jest potrzebne do utrzymania zdrowych tkanek.
Zagrożone dzieci
Jedzenia większej ilości ryb wystrzegać powinny się z całą pewnością kobiety w ciąży. Okazuje się bowiem, że zawarta w rybach rtęć jest niebezpieczna zwłaszcza dla płodów w okresie intensywnego rozwoju organów wewnętrznych. Pierwiastek ten może doprowadzić do uszkodzenia układu nerwów i mózgu, nerek i zaburzać wzrost. Najbardziej przykre skutki zatrucia rtęcią płodu czy niemowlęcia to opóźnienie w rozwoju fizycznym i psychicznym, problemy z nauką poruszania się czy zmniejszenie rozmiaru mózgu. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków FDA ogłosiła, że zjedzenie tygodniowo przez ciężarną kobietę dwóch porcji ryb o niskiej zawartości związków rtęci, nie stanowi jeszcze zagrożenia.
Niebezpieczne gatunki
Rtęć pod postacią tzw. metylortęci, wnika do organizmu ryb przez skrzela, oraz dostaje się z pokarmem. Metylortęć kumuluje się w ciele ryby, więc z wiekiem ryby stężenie tego toksycznego środka rośnie. Najbardziej skażone są zatem ryby, które żyją długo. Znacznie mniej pierwiastka chłoną ryby małe i młodsze oraz owoce morza - ostrygi, homary, krewetki czy kalmary.
Co wybrać?
Na liście bezpiecznych dla naszego zdrowia (również kobiet w ciąży) są śledzie, łososie, sardynki, dorsze, ryby maślane czy pstrągi. Zgodnie z polskimi badaniami, do ryb o małej zawartości rtęci należą również flądry, sumy i sole. Jak podaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności EFSA (European Food Safety Authority), najwięcej szkodliwych związków zawierają ryby znajdujące się na szczycie łańcucha pokarmowego, czyli ryby drapieżne. Należą do nich m.in. rekin, miecznik, marlin, tuńczyk, halibut, szczupak. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-04, 19:17
| wp.pl napisał/a: |
Twoje zdrowie zależy od grupy krwi!
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Dzieje ludzkości to jak wiadomo długa ścieżka ewolucji, która miała służyć opracowaniu najskuteczniejszego sposobu przetrwania. Od lat w naukowym świecie funkcjonuje teoria, potwierdzana przez kolejne badania, że nasza podatność na różne choroby, siła układu odpornościowego, a nawet predyspozycje metaboliczne są zależne od grupy krwi.
Grupę krwi określa się na podstawie antygenów, występujących na powierzchni krwinek czerwonych. Wyróżniamy dwa rodzaje antygenów - A oraz B. W zależności od posiadanych antygenów, wyróżniamy cztery grupy krwi.
0 - ewolucyjnie najstarsza, nie posiada żadnego antygenu. W tym czasie ludzie żywili się głównie tym, co upolowali i w większości pełnili rolę myśliwych, mięsożerców.
A – ta grupa, jak nietrudno się domyśleć, posiada na powierzchni krwinek czerwonych antygen A, a jej wytworzenie się ma związek z zamianą myśliwego w zbieracza, co oznacza, że powstawała w okresie, kiedy myśliwy zaczął prowadzić bardziej osiadły tryb życia i uprawiać rolę, a co za tym idzie – jeść więcej roślin.
B – grupa, którą cechuje obecność antygenu B. Powstała na skutek migracji ras. Pożywienie koczowników było mieszane, a więc konieczne było wykształcenie takich predyspozycji metabolicznych, które pozwoliły przystosować się do nowego trybu życia.
AB – najmłodsza, bo zaledwie 1500- letnia grupa krwi, która cechuje się połączeniem kodów genetycznych grup A oraz B.
Już od dobrych kilku lat dużą popularnością wśród celebrytów cieszy się tzw. dieta zgodna z grupą krwi. W Wielkiej Brytanii jej gorącym zwolennikiem jest Cheryl Cole, jeden z jurorów w popularnym programie X Factore. Idea diety głosi, że w zależności od grupy krwi jesteśmy bardziej lub mniej predysponowani do trawienia niektórych pokarmów.
Jednak większość dietetyków przestrzega przed tą dietą, ponieważ każda dieta wykluczająca którykolwiek ze składników pełnej, dobrze zbilansowanej diety powoduje, że organizm zostaje pozbawiony ważnych dla siebie witamin oraz makro- i mikroelementów.
Jednak nie tylko przyswajalnością pokarmów przez przedstawicieli poszczególnych grup krwi zajmują się naukowcy. Badania przeprowadzone w latach 50. Przez zespół londyńskich lekarzy pod kierunkiem dr. Gustawa Edgrena udowodniły, że w zależności od grupy krwi różna jest nasza podatność na choroby nowotworowe.
Z kolei w ubiegłym roku naukowcom amerykańskim pod kierunkiem Edwarda Nejata udało się udowodnić, że także szanse na zajście w ciążę zależą od grupy krwi. Pamiętaj, że informacje na temat poszczególnych grup krwi wskazują jedynie na pewne tendencje, które niekoniecznie muszą sprawdzić się w rzeczywistości.
Grupa 0
Cechuje się dość silnym układem odpornościowym, co jednak sprawia, że częściej dotykają ją choroby z kategorii tak zwanej „autoagresji”. Osoby z tą grupą krwi mają tendencję do stanów zapalnych jelita grubego, a także astmy i kataru siennego, artretyzmu, wrzodów żołądka i dwunastnicy, niedoczynności tarczycy, zaburzeń krzepliwości krwi. Są także bardziej podatne na przemęczenie, stąd to właśnie osoby z tą grupą krwi częściej dotyka tzw. syndrom chronicznego zmęczenia. Osoby z grupą 0 powinny też uważać na swoją dietę, gdyż mają skłonności do otyłości. Podatność na choroby nowotworowe pośród osób z ta grupą krwi jest niska, a ich silny układ odpornościowy pozwala im łatwiej zwalczyć chorobę.
Grupa A
Osoby z tą grupą krwi znoszą stres gorzej niż inni, co sprawia, że są też bardziej podatni na występowanie wszelkich chorób cywilizacyjnych. Poważnym problemem osób z tą grupą krwi są też kłopoty z pozbywaniem się toksyn z organizmu – co sprawia, że ich układ odpornościowy jest obciążony bardziej niż układy osób z pozostałymi antygenami. Zaburzona praca wątroby sprawia, że większość osób z tą grupą krwi ma kłopoty z trawieniem białek. Jest to tez grupa osób szczególnie narażona na rozwój chorób nowotworowych, szczególnie nowotworów układu pokarmowego oraz nowotworów piersi i prostaty.
Grupa B
Osoby z tą grupą krwi mają dość dużą podatność na różnego rodzaju alergie oraz infekcje wirusowe. Choć generalnie są to osoby z raczej silnym układem odpornościowym, więc chorują stosunkowo rzadko. Ze względu na swoje szczególne predyspozycje mają też zwykle świetnie działający metabolizm. Ich słabą stroną jest wydzielanie dużych ilości kortyzolu (hormonu stresu) w sytuacjach stresogennych, co sprawia, że czasami ich układ odpornościowy się załamuje. Osoby z tą grupą krwi mają niewielką podatność na choroby nowotworowe, a jeśli już chorują, to radzą sobie z nowotworem lepiej niż pozostałe grupy krwi.
Grupa AB
Choroby rzadko imają się osób z tą grupą krwi, ale kiedy chorują to zwykle dopada och kilka schorzeń jednocześnie. W zależności od przewagi antygenów grupy A lub B, wykazują skłonności zgodne z grupą krwi, której antygeny przeważają. Cechują się dość wysoką podatnością na choroby wirusowe. Łączenie antygenów grupy A oraz B powoduje, że osoby z grupą AB mają dość wysoką podatność na choroby nowotworowe (jak to ma miejsce u osób z grupą A) oraz skłonności do wysokiego poziomu hormonu stresu – kortyzolu (cecha wspólna z grupą B). |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-06, 15:35
| wp.pl napisał/a: |
Nawet nie wiesz, że to może cię zabić
źródło - http://media.wp.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Aż włos jeży się na głowie na myśl o tym, co może zalęgnąć się w naszej lodówce! Przechowujemy w niej jedzenie, wierząc, że chłód chroni je przed zepsuciem. Ale to może być złudne - ostrzegają eksperci! Jedzenie staje się siedliskiem groźnych dla zdrowia i życia paskudztw - bakterii, grzybów i pleśni. Pół biedy, jeśli po posiłku dopadnie nas biegunka. Najgorsze jest to, że jedzenie może skończyć się nawet śmiercią.
W jedzeniu mogą się czaić paskudztwa
Lodówka powszechnie uznawana jest za niezawodne narzędzie przechowywania produktów spożywczych. Ludzie chętnie odkładają do niej nadpoczęte jedzenie w przeświadczeniu, że następnego dnia będzie zdatne do spożycia.
- Do lodówki wkładam otworzone mleko, czy pasztet. Zawsze myślałam, że skoro jest tam chłodno, to jedzenie może poleżeć dłużej o kilka dni, niż w normalnej temperaturze pokojowej - mówi Katarzyna Karwan (22 l.) z Gdańska.
Nic bardziej mylnego! Eksperci ostrzegają: źle przechowywana żywność może nam zaszkodzić. Wnętrze chłodziarki może stać się siedliskiem groźnych dla zdrowia i życia drobnoustrojów. Przekrój mikrobów, które mogą się tu rozwinąć, jest bardzo szeroki.
- Wystarczy jeden przeterminowany produkt albo źle przyrządzona potrawa, nieodpowiednio umyta, czy zagotowana, aby w lodówce zagnieździła się salmonella czy bakteria Listera - wyjaśnia prof. Aleksander Kołodziejczyk z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej. Potwierdza to sanepid.
- Warunki chłodnicze przeważnie hamują rozwój drobnoustrojów, ale nie zabezpieczają jedzenia przed nimi - podkreśla Anna Obuchowska z gdańskiego sanepidu. - Produkty przed włożeniem do lodówki należy odpowiednio umyć, zagotować i zabezpieczyć.
Ryby
Na żywności pochodzenia morskiego - rybach morskich, krabach, mięczakach i ostrygach - można spotkać Vibrio parahaemoliticus. To organizm morski, który powoduje zatrucia pokarmowe i intensywną biegunkę.
Surowe mięso
W podgotowanym i źle wystudzonym drobiu czają się bakterie Laseczki zgorzeli gazowej - Clostridium perfringens. Wywołują zatrucia pokarmowe, prowadzące nawet do martwicy mięśni i zakażenia organizmu
Wędliny
W przetworach mięsnych, konserwach czy wędlinach, rozwijają się pałeczki jadu kiełbasianego. Powodują zatrucie organizmu, porażenie nerwowo-mięśniowe, a nawet śmierć!
Sery
Rozwijają się na nich, również tych trzymanych w lodówce, pleśnie – m.in. aspergillus, cladosporium, alternaria. Powodują zatrucia układu pokarmowego, biegunki, sprzyjają rozwojowi komórek rakowych!
Twaróg
Na serach maziowych mogą wystąpić bakterie Listerii. Są bardzo groźne, bo powodują biegunkę i wymioty, niewydolność oddechową, zapalenie opon mózgowych, a nawet sepsę!
Mleko
W źle przechowywanym mleku i jego przetworach - lodach, ciastach z kremem, sałatkach - rozwija się gronkowiec. Powoduje zakażenia ropne skóry i tkanek podskórnych, zapalenie: płuc, tchawicy, żył, układu moczowego, mięśnia sercowego, szpiku kostnego i sepsę
Warzywa
Na nich czasami występują bakterie paciorkowca kałowego – Enterococcus faecalis. Powodują zapalenia układu moczowego, prostaty, układu pokarmowego, układu nerwowego |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-07, 11:44
| wp.pl napisał/a: | Zioła na wielki głód
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/201
Półki w hipermarketach uginają się od herbat wspomagających odchudzanie - producenci na opakowaniu umieszczają informacje o ich cudownym działaniu przyspieszającym metabolizm, regulującym pracę jelit oraz procesy spalania tłuszczu i oczyszczania organizmu ze szkodliwych toksyn. Estetycznie zapakowane białe saszetki coraz częściej lądują w koszykach klientów borykających się z nadwagą lub otyłością. Ich sprzedaż w ostatnich latach wzrastała dynamicznie - średnio rocznie o 84%. Czy obiecujący napis "slim" otwiera bramę do raju zarezerwowanego dla ludzi szczupłych? Czy popularne herbaty odchudzające naprawdę działają?
Dla kogo?
Dziś prawie 30% rynku herbat funkcjonalnych zajmują herbaty "na odchudzanie" - jest to najważniejszy segment w tej kategorii produktów - czytamy w miesięczniku branżowym "Hurt i Detal". Po ziołowe herbaty - broń w walce ze zbędnymi kilogramami, sięgają głównie osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania, odczuwające wzmożone łaknienie. Czy herbaty dostępne w hipermarketach i aptekach faktycznie przyspieszają metabolizm i sprawiają, że wskaźnik na wadze pokazuje coraz mniejsze wartości?
Skąd ta nadwaga?
Zanim zaczniemy szukać złotego środka, który skutecznie pomoże odzyskać smukłą sylwetkę, skupmy się na źródle problemu i zastanówmy się, jak to się stało, że tę smukłą sylwetkę straciliśmy. Przyczyn tak zwanego "wilczego" apetytu jest wiele - bulimia, nerwice i depresja, cukrzyca i hipoglikemia, niedobory niektórych pierwiastków i witamin - w tym m.in. chromu i witaminy B1, zaburzenia pracy tarczycy - można je długo wyliczać. Jeśli borykasz się z chronicznym nadmiernym apetytem, skontaktuj się z lekarzem, ale wcześniej poznaj zioła, które ten głód w pewnym stopniu poskromią.
Czy to tylko chwyt reklamowy?
Dietetycy są zgodni co do jednego - mimo, że herbatki wspomagające odchudzanie podnoszą temperaturę ciała, dzięki czemu dochodzi do zwiększenia metabolizmu i szybszego spalania tkanki tłuszczowej, to samo ich picie nie przynosi efektów. Specjaliści zwracają uwagę na pewien chwyt reklamowy producentów herbat - wytwórcy świadomie na opakowaniach herbat umieszczają słowo "wspomagająca" a nie "odchudzająca". Wówczas nie dochodzi do przekłamania - zioła ukryte w saszetkach faktycznie wspomagają odchudzanie, ale ich wpływ na organizm jest tak niewielki, że nie przynosi widocznych efektów w postaci ubytku tkanki tłuszczowej i spadku wagi.
Borówka czarna
Borówki czarne, czyli popularne jagody zawierają chrom zmniejszający apetyt na słodycze i poprawiający przyswajalność glukozy przez komórki. Zapobiegają procesowi zamiany glukozy w tkankę tłuszczową. Napar z borówki czernicy należy parzyć pod przykryciem przez 15 minut i pić do 3 razy dziennie 30 minut po posiłku.
Fiołek trójbarwny
Ziele fiołka pobudza przemianę materii, działa napotnie, przeczyszczająco, przeciwgorączkowo. Stosowane jest także w chorobach nerek, stanach zapalnych dróg moczowych. Świetnie wpływa na przemianę materii. Poza tym odtruwa organizm po kuracji antybiotykami.
Ostrokrzew paragwajski
Popularnie nazywany mate lub yerba mate, ma właściwości pobudzające, usuwające oznaki zmęczenia i
"rozjaśniające myśli". Herbata ta w znacznym stopniu zmniejsza uczucie głodu, zalecana jest przy odchudzaniu. Co więcej korzystnie działa na pracę serca, układu oddechowego i systemu nerwowego. Zioła należy zalać przegotowaną wodą o temp. nie wyższej niż 80 stopni C. (wrzątek pozbawia je "mocy")
Pokrzywa
Dostarcza dużych ilości żelaza, krzemu, wapnia, manganu, potasu, miedzi, a także witaminy C, B, K, prowitaminę A (karoten). Zawiera także kwasy organiczne, garbniki, fitoncydy, chlorofil i białko, reguluje uczucie łaknienia, działa przeciwzapalnie.
Morszczyn pęcherzykowaty
Jest stosowany w celu uzupełnienia niedoborów jodu w organizmie. Jako składnik mieszanek ziołowych przeciw otyłości oraz preparatów ziołowych regulujących wypróżnianie. Morszczyn pobudza wydzielanie hormonów tarczycy, przyspieszając przemianę materii. Działa też przeczyszczająco dzięki polisacharydom. Silnie pęcznieje w przewodzie pokarmowym drażniąc łagodnie ściany jelit, przyspiesza ich perystaltykę i ułatwia wypróżnienia likwidując zaparcia. Napar z morszczynu należy pić raz dziennie przed posiłkiem.
Jałowiec
Działanie lecznicze mają owoce, tzw. szyszkojagody. Płaską łyżeczkę rozgniecionych owoców jałowca należy zalać szklanką wrzątku. Warto pić 2 razy dziennie po 1/4 szklanki. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-12, 10:48
| wp.pl napisał/a: |
Alternatywne zastosowania wódki
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,13...g4sticaid=6beea
Wódka jest obecna w życiu człowieka już od dawna. Źródła podają, że pierwszą osobą, która dokonała destylacji alkoholu był Zosimos z Panopolis ok. 400 roku n.e. Następnie, umiejętność tę przejęli Arabowie, którzy stosowali wódkę głównie w celach medycznych. Do krajów Europy Środkowej i Zachodniej trafiła za sprawą wypraw krzyżowych. Dziś przychody z jej sprzedaży szacuje się na około 9 mld euro rocznie. Nadal w spożyciu wódki prym wiodą Rosjanie.
Co jednak prócz picia można zrobić z kieliszkiem tego alkoholu? Okazuje się, że niezwykle wiele. Alternatywne zastosowania wódki, choć mniej popularne, nie powodują bolesnych efektów jak jej nadmierne spożycie... Wódka jest znacznie mniej toksyczna niż wiele specyfików, które stosujemy każdego dnia. Jest efektywna i łatwo dostępna – warto więc pomyśleć o wykorzystaniu jej w gospodarstwie domowych w innej formie.
Leczenie alergii
Wysypki spowodowane reakcją alergiczną w wyniku kontaktu z bluszczem z gatunku Toxicodendron pubescens oraz popularną w Polsce rośliną -sumakiem octowcem - można leczyć niczym innym jak wódką. Tuż po kontakcie z tymi gatunkami, należy polać skórę wódką (40%), choć większe ukojenie przynosi czysty spirytus. Etanol osłabia toksyczne działanie tych roślin i pozwala w porę „wypłukać” je ze skóry.
Odświeżanie prania
Jeśli nie lubisz robić prania - ta rada jest dla Ciebie. Wypraną odzież warto spryskać wódką, by dłużej zachowała świeżość. Tak przygotowane pranie należy suszyć w dobrze wentylowanym pomieszczeniu, aby nie unosił się niemiły zapach alkoholu. Wódka zabija bakterie, które wywołują nieprzyjemny odór, ale gdy wyparuje – nie pozostawia po sobie zapachu.
Bzdura! - czytaj w komentarzu Z.S.
By odświeżyć kwiaty
Istnieje wiele sposobów na przedłużenie życia ciętych kwiatów. Dodanie zaledwie kilku kropel wódki do wazonu z kwiatami odświeży je i pomoże utrzymać turgor komórek. Turgor to termin określający stan jędrności komórki roślinnej. Dzięki temu łodygi, liście i kwiaty zachowują sztywność i nie opadają. Roztwór wody i alkoholu należy wymieniać raz dziennie.
Po ataku meduzy
Meduza to jedna z dwóch form morfologicznych parzydełkowców – wodnych zwierząt o prostej budowie ciała. W Polsce przedstawicielem tego typu jest chełbia modra. Komórki parzydełkowe tych zwierząt mogą dotkliwie poparzyć podczas wakacyjnych kąpieli. Gdy apteka jest nie po drodze, warto polać zranione miejsce wódką – to zmniejszy ból.
By wygladać lepiej...
...i to nie za sprawą poczęstowania innych wódką. Wiele poradników dla kobiet akcentuje dobroczynny wpływ tego alkoholu na włosy. Wystarczy dolać kieliszek wódki do dużej butelki z szamponem, by poprawić ich stan.
W walce z grzybem
Wódka jest również doskonałym rozwiązaniem w walce z pleśnią i grzybami domowymi. Dzieje się tak dlatego, że znaczne ilości etanolu dosłownie „dziurawią” ścianę komórkową grzybów. Zamiast używać drogich i niekiedy mało skutecznych specyfików, warto spryskać zaatakowane przez pleśń ściany i pozostawić na 15 minut. Następnie zetrzeć szczotką o twardym włosiu.
W połączeniu z lawendą
W wielu badaniach naukowych udowodniono, że olejek lawendowy ma właściwości antybakteryjne i antyseptyczne. W domu łatwo przyrządzić nalewkę z tej rośliny. Wystarczy umieścić kilka kwiatów w słoiku po czym zalać je wódką. Następnie wystawić naczynie na słońce na trzy dni, a potem przepuścić przez filtr do kawy i gotowe! Tak przyrządzona nalewka stosowana miejscowo poprawia gojenie się ran, wpływa kojąco na bolesne stawy i mięśnie.
Inne zastosowania
Wyjątkowe zastosowania wódki można mnożyć. Jest doskonałym roztworem do czyszczenia okularów oraz maszynek do golenia. Alkohol ten pomaga także odstraszyć insekty – wystarczy spryskać blat kuchenny spirytusem lub 40 % etanolem. Pomaga także w niwelowaniu przykrego zapachu stóp (kąpiel stóp z dodatkiem kieliszka wódki) oraz w ukojeniu bólu ucha (kilka kropel może zabić bakterie, które wywołały zapalenie). Gdy doskwiera nam ból zęba, chwilową ulgę może przynieść płukanie jamy ustnej alkoholem. Mocno ukrwione dziąsła absorbują etanol, a ból zostaje złagodzony. |
Wszystko to wygląda nieżle, ale bzdury o zastępowaniu prania spryskaniem wódką przekraczają granice... wszelkie. Uzasadnienie "naukowe" jest wręcz skandaliczne, a do tego całkowicie nieprawdziwe!
Obawiam się, że autor przed napisaniem tego sam wcześniej dokonywał bardzo niealternatywnych a przekraczających jego możliwości eksperymentów z alkoholem... No, schlał się i... tyle.
A tak przy okazji trochę alkoholowej terminologii:
1. alkohol, to w stu procentach czysta chemicznie substancja zwana w handlu odczynnikami chemicznymi "alkoholem absolutnym".
2. spirytus, to każdy wodny roztwór alkoholu, ale popularnie nazywa się w ten sposób roztwory "mocne", czyli od 70-ciu procent wzwyż: w Polsce 96 procent, choć tak na prawdę w butelkach jest 95,5% (objętościowo!). Na przykład na Słowacji najwyższe dopuszczone do handlu stężenie alkoholu etylowego w spirytusie (słow. - liech) to "tylko" 70 %.
3. wódka czysta, to wodny roztwór alkoholu etylowego o stężeniu 40 do 50 %, choć niektóre tradycyjne wódki mogą mieć stężenie wyższe np. "pejsachówka" czy "śliwowica" około 70%
Zatem wymieniony w artykule "40 % etanol" to jest po prostu czysta 40-to procentowa wódka!
Zygmunt Skibicki - 2011-03-13, 10:29
| wp.pl napisał/a: |
Czy kanapka może zastąpić obiad?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/743
Kanapka to jedna z najbardziej popularnych przekąsek. Jest sposobem na zaspokojenie głodu praktycznie wszędzie – w przedszkolu, szkole, podróży, pracy. Również w domach, często zajmuje miejsce ciepłego posiłku, którego nie mamy czasu przygotować.
Jeśli tylko mamy pod ręką bułkę lub kawałek chleba, jakieś "smarowidło", ser i wędlinę to właściwe dysponujemy wszystkim, co potrzebne do jej przygotowania w wersji podstawowej. Niestety, spożywana od lat praktycznie w niezmienionej formie przyprawia czasem o mdłości. Staje się nudna, a tym samym coraz mniej smaczna. Warto jednak spojrzeć na poczciwą kanapkę również z innej strony. Jeśli zadbamy o jej skład i wizerunek, zmieni się w apetyczną i zdrową przekąskę. Z powodzeniem zastąpi nawet cały posiłek! W dodatku, dobrze skomponowana kanapka ułatwi utrzymanie szczupłej sylwetki. Dla zabieganych i zapracowanych osób może stać się z kolei, jedynym wartościowym posiłkiem w ciągu dnia.
Najważniejszym składnikiem kanapki jest pieczywo. To element, który dostarcza węglowodanów (cukrów), czyli źródła energii. W prawidłowo skomponowanej diecie węglowodany powinny stanowić 55 – 65 % wartości kalorycznej dziennej racji pokarmowej. Tradycyjnie do przygotowania kanapek wykorzystujemy pszenne bułki lub chleb.
Białe pieczywo należy zastąpić na co dzień pełnoziarnistym. Taka zmiana znacznie zwiększa wartość odżywczą kanapki. Biała oczyszczona mąka, używana do produkcji pieczywa, jest produktem pozbawionym większości cennych minerałów i witamin naturalnie występujących w ziarnach zbóż. Oczyszczanie mąki powoduje również usunięcie znacznej części błonnika pokarmowego, składnika ważnego w poprawie perystaltyki jelit oraz oczyszczaniu organizmu z toksyn. Docierając do żołądka, błonnik pęcznieje niczym gąbka, zapewniając tym samym na długo uczucie sytości i ułatwiając utrzymanie szczupłej sylwetki.
Pieczywo pełnoziarniste ma również niższy indeks glikemiczny. Oznacza to, że po jego spożyciu glukoza jest wolniej uwalniana do krwi, niż w przypadku pieczywa jasnego. Niski indeks glikemiczny oznacza mniejsze wahania poziomu cukru we krwi, co jest szczególnie ważne dla osób z zaburzeniami gospodarki węglowodanowej (cukrzyca). Wyrównany poziom glukozy to również niższe stężenie insuliny (hormonu). Insulina z kolei zwiększa proces syntezy i magazynowania tłuszczu w organizmie, co sprzyja wzrostowi masy ciała.
Kanapki powinniśmy zatem przygotować z żytniego razowca, grahama lub bułek grahamek. Doskonale sprawdza się również pumpernikiel oraz pełnoziarniste pieczywo chrupkie.
Trudo wyobrazić sobie kanapkę bez dodatku masła lub margaryny. Tłuszcz jest najbardziej kalorycznym składnikiem diety, 1 g dostarcza aż 9 kcal, praktycznie dwukrotnie więcej niż białka czy węglowodany. Nie powinno to jednak odstraszać przed jego użyciem! Ilość tłuszczu niezbędna do przygotowania kanapki jest przecież bardzo mała i wynosi zaledwie 5 – 10 g. Ponadto tłuszcz, szczególnie ten pochodzenia roślinnego, powinien być nieodłącznym elementem prawidłowo zbilansowanej diety. Tłuszczu potrzebujemy do budowy każdej komórki organizmu. Jest on również rozpuszczalnikiem części witamin.
Jaki tłuszcz powinniśmy wybierać na co dzień do smarowania pieczywa? Jeśli nie mamy problemu z podwyższonym poziomem cholesterolu możemy od czasu do czasu zdecydować się na naturalne masło, które uzupełnia dietę w witaminy A i D. Dla zwolenników szybkich rozwiązań bardziej praktyczna będzie margaryna. Jest ona jednak produktem przetworzonym chemicznie. Ponadto musimy pamiętać, aby wybierać margaryny dobrej jakości, o niskiej zawartości szkodliwych dla zdrowia izomerów trans, czyli margaryny miękkie (kubkowe). W tych o twardej konsystencji (w kostkach) szkodliwe kwasy tłuszczowe występują zwykle w znacznych ilościach.
Doskonałym rozwiązaniem jest dodatek tłuszczu roślinnego w postaci płynnej np. oliwy z oliwek lub oleju lnianego. Możemy nimi skropić gotową kanapkę. Niestety to rozwiązanie sprawdza się najlepiej w warunkach domowych. Jeśli z kolei nie chcemy używać do smarowania kanapek ani masła, ani margaryny możemy wykorzystać np. serki homogenizowane, tarty chrzan, musztardę lub ketchup.
Mięso, ryby, sery i twarogi oraz jaja wzbogacają kanapkę w pełnowartościowe białko, które jest w naszym organizmie składnikiem budulcowym. Jakie produkty białkowe powinniśmy wybierać do przygotowania kanapek?
Sery żółte dostarczają dużo wapnia, minerału niezbędnego do budowy kości. Są jednak produktem wysokokalorycznym. Nieco niższą zawartość tłuszczu mają twarogi. Wybierając je nie decydujmy się na te całkiem odtłuszczone. Niewielka zawartość tłuszczu poprawia konsystencję oraz dostarcza witamin A i D. Produktem, z którego powinniśmy zrezygnować, są sery topione lub produkty seropodobne, które zawierają niewiele białka i dużo tłuszczu (najczęściej utwardzanego roślinnego bogatego w izomery trans) oraz dodatków chemicznych poprawiających smak, zapach i konsystencję.
Warto wypróbować do przygotowania kanapek sery typu: feta, mozarella, camembert lub lazur. Ich smak jest inny niż typowych serów żółtych i twarogów, w dodatku doskonale komponują się ze świeżymi ziołami. Do przyrządzanych z nich kanapek można dodać liście świeżej bazylii, oregano, tymianku lub krojone oliwki.
Twaróg możemy również łączyć z jajami i rybami w pożywne pasty, które stanowią doskonały dodatek do kanapek. Jaja wzbogacają kanapkę w wapń, witaminę D, żelazo i magnez. Ryby, szczególnie tłuste, są źródłem dobroczynnych kwasów tłuszczowych z gr. omega-3. Do przygotowania kanapek możemy też użyć pasty z soi, ciecierzycy lub fasoli. Pozwala to na zastąpienie w diecie białka pochodzenia zwierzęcego.
Jako mięsne dodatki, najlepiej wykorzystywać do kanapek chude wędliny drobiowe lub cielęce. Kilka razy w miesiącu możemy wybrać szynkę wołową lub wieprzową. Jeśli przygotowujemy w domu wywary do zup, warto wrzucić do nich kawałek piersi z kurczaka. Następnego dnia stanie się ona dodatkiem do kanapki. Samodzielnie przygotowany kawałek mięsa jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż gotowe wędliny. Do ich produkcji stosuje się zwykle szereg dodatków chemicznych. Porcję mięsa można również przyrządzić na beztłuszczowej patelni grillowej. Przygotowana w ten sposób będzie doskonała do kanapek na ciepło i na zimno.
Warzywa - to właśnie o nich najczęściej zapominamy przygotowując kanapki, a szkoda! Warzywa to niezwykle istotny element naszej diety, dostarczają witamin, minerałów oraz błonnika pokarmowego. Jeśli więc kanapki stanowią istotną część codziennego menu, bezwzględnie powinny zawierać warzywa. Pomidor wzbogaci je w witaminę C i likopen, czyli składniki ważne w walce z procesami starzenia organizmu i poprawie jego odporności. Możemy wykorzystać również suszone pomidory w oleju, które doskonale komponują się z serami, również tymi pleśniowymi, oraz wędlinami. W kanapce nie powinno zabraknąć liścia sałaty. Jeśli znudzi nam się tradycyjna sałata masłowa, wypróbujmy aromatyczną rucolę, delikatną roszponkę lub czerwoną sałatę radicchio z charakterystyczną nutą goryczki. Doskonale sprawdzają się również świeże liście szpinaku np. w połączeniu z serem pleśnowym. Ogórek wzbogaci kanapkę w potas, składnik niezwykle ważny w regulacji ciśnienia krwi.
Najbardziej wartościowy dodatek do kanapek to kiełki. Są one dostępne w większości supermarketów i sklepów ze zdrową żywnością. Możemy je też wyhodować samodzielnie w domu. Kiełki to istna skarbnica minerałów i witamin!
Do kanapek, szczególnie w okresie zimowym, warto dodać cebulę lub czosnek. Zawierają one składniki o działaniu bakteriobójczym. Ich jedynym minusem jest specyficzny ostry zapach. Pamiętajmy również o rzodkiewce, szczypiorze i koperku, możemy je łączyć, podobnie jak jaja czy ryby, z twarogiem w smakowite odżywcze pasty.
Kanapka na bazie pełnoziarnistego pieczywa z dodatkiem warzyw, mięsa, nabiału, jaj lub roślin strączkowych to pełnowartościowy sycący posiłek. Warto zadbać o jej przygotowanie przed wyjściem do pracy. Będzie doskonałym źródłem energii, pozwoli też uchronić się przed podjadaniem w pospiechu słodyczy lub innych bezwartościowych, przetworzonych i kalorycznych produktów spożywczych. Raz na jakiś czas powinniśmy poeksperymentować z nowymi dodatkami lub kompozycjami kanapek. Niewielkie zmiany pozwolą wzbogacić jej smak. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-13, 10:36
| wp.pl napisał/a: |
Jedz zieleninę przed wiosną
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/health/prop/id/725
Okres zimowo-wiosennego przesilenia sprzyja chorobom wirusowym, przygnębieniu, osłabieniu oraz depresji. Możemy im w dużym stopniu zapobiec, dbając o nasyconą witaminami, urozmaiconą dietę.
Bogate menu jest ważne szczególnie teraz, gdy organizm osłabiony po długich zimowych miesiącach przygotowuje się na przywitanie wiosny, związaną z tą porą roku większą aktywność oraz nowe wyzwania. Nie musimy się zresztą radzić ekspertów, czego potrzebuje ciało, bo na przednówku praktycznie każdego ciągnie do świeżej zieleniny. Warto posłuchać tego głosu, ale nie iść za jego brzmieniem do sklepu, tylko rozpocząć własną miniaturową uprawę na parapecie okna.
Ogródek na parapecie
Do pomidorów czy sałaty z pewnością potrzeba więcej przestrzeni, ale kilka małych doniczek albo podłużne korytko w zupełności wystarczą, by urozmaicić zawartość talerza świeżym szczypiorkiem, natką pietruszki oraz rzeżuchą.
Cebule zostawione w wodzie wypuszczą pędy, podobnie jak odcięta góra korzenia pietruszki. Do „uprawy" rzeżuchy wystarczy nawet płaska tacka, kawałek ligniny oraz trzy dni cierpliwości, zanim wzejdą młode listki. Tak wyhodowana zielenina jest nie tylko zawsze dostępna w idealnej świeżości - zawsze przecież możemy wyciąć jedną łodyżkę czy dokładnie tyle, ile nam potrzeba, zamiast kupować cały pęczek i patrzeć, jak więdnie, tracąc apetyczną sprężystość.
Dodatkowo mamy gwarancję, że cenne urozmaicenie diety wyrosło bez żadnego dodatku nawozów sztucznych czy szkodliwej chemii. Sama obserwacja rosnącej zieleniny budzi prawie taką samą radość, jak patrzenie na drzewa pokrywające się pierwszym wiosennym płaszczykiem liści. Wiadomo, że skala zupełnie nie ta, ale taki prywatny ogródek na parapecie potrafi dać dużo pogody ducha, a i przyrządzanie posiłków z użyciem domowych upraw staje się znacznie przyjemniejsze
Kiełkowa bomba
Skoro już o gotowaniu mowa, nie musimy poprzestać na kanapkach z masłem (bądź twarożkiem) i rzeżuchą albo sałatce czy jajecznicy ze szczypiorkiem - choć te proste przysmaki dostarczą naszemu organizmowi mnóstwa witamin, skutecznie wzmacniając odporność. Do towarzystwa cebuli i pietruszce warto jednak umieścić na oknie hodowlę kiełków.
To wcale nie jest trudne, wymaga niewiele więcej zachodu niż szczypiorek, a efekt zachwyci nasze spragnione świeżych roślin podniebienie. Wystarczy zaopatrzyć się w talerz lub słoik przykryty wilgotną gazą, a na większą plantację - piętrowy kiełkownik, który znajdziemy w sklepie ze zdrową żywnością.
Świeże pędy fasoli mung, soi, słonecznika, soczewicy, rzodkiewki, brokuła oraz lucerny zawierają końską dawkę najcenniejszych makro- i mikroelementów, w tym witamin A, B, C, E i H, żelaza, magnezu, potasu, biotyny oraz wapnia. Wystarczy sobie wyobrazić, że wszystkie wartościowe składniki, które mają stworzyć całą roślinę, są zamknięte w jednym małym ziarenku i uwolnione pod wpływem procesu kiełkowania.
Po opłukaniu i namoczeniu nasiona wymagają po prostu trzymania w wilgoci i dziennym świetle, by zaoferować wszystko, co mają w sobie najlepszego, prosto na nasz talerz. Możliwości są bogate, ponieważ w zależności od rośliny kiełki mają różny smak - od ostrego i pieprznego przez delikatnie orzechowy po subtelny i neutralny. Nadają się więc do rozmaitych potraw, zarówno na kanapkach, jak i w sałatkach, różnych pastach, podane samodzielnie stanowią wspaniałą przekąskę, a podgrzane przez kilka minut na patelni na łyżce oliwy i z dodatkiem przypraw są zdrowym daniem na ciepło.
Zioła na zawołanie
By w pełni wykorzystać możliwości ogródka, posadźmy też zioła. Świeża bazylia, oregano i koperek nie tylko wypełnią kuchnię wspaniałym zapachem, ale też dodadzą nam inspiracji do gotowania z fantazją, bo smakują zupełnie inaczej niż suszone i pokruszone, a następnie zamknięte w torebkach czy słoiczkach.
Dodatkowym zielonym elementem może być mięta, która posłuży nie tylko jako przyprawa, ale również do zaparzenia wspaniałej w smaku - i bardzo zdrowej - herbaty, zaś aromat świeżych liści doda swoją nutę do zielonej symfonii w kuchni. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-14, 19:49
| wp.pl napisał/a: |
Po jedzeniu nie powinieneś...
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/160
Często zdarza się, że zasiadamy do posiłku już dość głodni. Ma na to wpływ wiele czynników - brak czasu, praca, nieregularny tryb życia. Wtedy zwykle jemy dużo, łapczywie i bez umiaru. Uczucie sytości pojawia się zbyt późno, bo żołądek wysyła sygnał do mózgu z kilkuminutowym opóźnieniem.
I co wtedy?
Nie trzeba długo czekać nim pojawią się pierwsze objawy przejedzenia - przepełniony żołądek, senność czy zgaga. To oznacza, że żołądek nie radzi sobie z trawieniem, a my powinniśmy ten sygnał przełożyć na zmianę złych nawyków. Tym razem zajmijmy się nie tym, co, kiedy i jak powinno się jeść, a raczej tym czego nie powinno się robić tuż pod zjedzeniu posiłku.
Nie pij po posiłku
Lepiej zrób to co najmniej kilkadziesiąt minut przed, dzięki temu zjesz mniej. Jeśli napijesz się wody czy innego napoju po obiedzie, rozcieńczysz kwasy żołądkowe, a to w efekcie utrudni trawienie. Odpowiednie stężenie kwasów jest niezbędne nie tylko do trawienia, ale także wchłaniania składników mineralnych i witamin z pożywienia, więc jeśli często popijasz posiłek mogą pojawić się u ciebie niedobory niektórych minerałów, np. żelaza czy wapnia.
Nie idź spać
Nie warto z kilku powodów. Po pierwsze niedawno naukowcy z Chin i Wielkiej Brytanii odkryli, że poobiednia drzemka zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę. Dzieję się tak dlatego, że gdy wybudzamy się z takiego snu zmniejsza się tym samym skuteczność naturalnej insuliny. Po drugie może to spowodować problemy z zasypaniem, ale ogólnie rzecz ujmując zakłócić spokojny sen nocny. No i po trzecie może to prowadzić do otyłości.
Nie siedź w miejscu
To kolejne ważne odkrycie naukowców, tym razem z Surrey University i Imperial College London. Po przeprowadzonych eksperymentach stwierdzili oni, że wykonywanie ćwiczeń po posiłku może przyczynić się do utraty wagi poprzez pobudzanie hormonów hamujących apetyt. Dzięki nim ludzie aktywni czują się mniej głodni zaraz po ćwiczeniach. Co prawda nie należy na spacer wybierać się od razu po wstaniu od stołu, bo to może utrudnić wchłanianie ważnych składników pokarmowych, ale trzeba odczekać co najmniej 30 minut.
Nie pij kawy lub herbaty
Nie, nie oznacza to, że w ogóle powinniśmy zrezygnować z rytuału picia poobiedniej kawy lub herbaty, a jedynie trochę przesunąć go w czasie. Z filiżanką kawy możemy zasiąść jakąś godzinę po posiłku. Dlaczego? Okazuje się bowiem, że picie kawy lub herbaty tuż po posiłku, może zakłócać wchłanianie żelaza. Dzieje się tak dlatego, że związki z tych używek tworzą więź z żelazem, skutecznie ograniczając zdolność organizmu do wchłaniania tego ważnego minerału. Niemniej jednak herbata, np. zielona na pewno korzystnie wpływa układ trawienny, więc sięgajmy po nią, ale w odpowiednim momencie.
Owoce na później
Niektóre owoce, szczególnie cytrusowe, zawierają naturalne kwasy, które w połączeniu z kwasami i złożonymi związkami obecnymi w potrawach, które zjedliśmy mogą prowadzić do zaburzeń żołądkowych i problemów z trawieniem. Ponadto owoce to grupa produktów lekkostrawnych - jako pierwsze rozkładają się w żołądku. Jeżeli jednak ten, po obfitym obiedzie, wypełniony jest po brzegi, owoce zamiast ulec rozkładowi, zaczną fermentować. Zjedz je zatem dopiero godzinę lub dwie po posiłku. W ten sposób unikniesz skoku poziomu cukru we krwi. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-26, 15:42
| wp.pl napisał/a: |
Zabójczy nadmiar trójglicerydów
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...glicerydow.html
Zbyt wysoki poziom trójglicerydów zwiększa ryzyko udaru mózgu oraz śmierci z przyczyn sercowych. Warto wiedzieć o nich więcej. Czym są, jak działają i jakie są ich normy?
Trójglicerydy (triglicerydy) to najczęściej występujące cząsteczki tłuszczu we krwi. Stanowią główny składnik tłuszczów roślinnych i zwierzęcych. Wraz z wolnymi kwasami tłuszczowymi tworzą materiał energetyczny organizmu, który zostaje spalony w wyniku aktywności fizycznej lub odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej.
Przyczyny podwyższonego poziomu trójglicerydów często wiążą się z niezdrowym stylem życia, tzn. brakiem aktywności fizycznej, otyłością, nadużywaniem alkoholu, paleniem papierosów. Innymi powodami mogą być czynniki genetyczne oraz choroby (np. zapalenie trzustki, niedoczynność tarczycy, cukrzyca).
Normy
Organizm potrzebuje pewnej ilości trójglicerydów, żeby właściwie funkcjonować. Wyznaczono zróżnicowane normy ich zawartości we krwi, w zależności od wieku i płci. Zgodnie z tymi normami prawidłowe stężanie trójglicerydów wynosi:
• 35-135 mg/dl- u kobiet
• 40-160 mg/dl- u mężczyzn
• <100 mg/dl- u dzieci
Poziom trójglicerydów, podobnie jak stężenie cholesterolu, należy regularnie kontrolować. Przekroczenie powyższych norm może wiązać się z zagrożeniami dla zdrowia, a nawet życia.
Trojglicerydy a choroby serca
Badania amerykańskich naukowców z Uniwersytetu Waszyngtona dowodzą, że zbyt wysoki poziom trójglicerydów zwiększa ryzyko nagłej śmierci z przyczyn sercowych. Narażone są osoby, których poziom trójglicerydów przekracza 200 mg/dl.
Trójglicerydy a udar mózgu
Z kolei badania przeprowadzone przez izraelskich naukowców wykazały, że wysoki poziom trójglicerydów zwiększa ryzyko wystąpienia udaru niedokrwiennego, tzw. zawału mózgu. Jest to zaburzenie czynności mózgu spowodowane przez gwałtowne zatrzymanie dopływu krwi do tego organu. Powodem jest zwężenie lub całkowite zamknięcie światła naczyń tętniczych. Trójglicerydy przyczyniają się do powstania złogów w naczyniach, utrudniając przepływ krwi do mózgu.
We wspomnianym badaniu wzięło udział 11177 osób w wieku 40-74 lat. Ich stan zdrowia poddano ich 6-letniej obserwacji, która wykazała, że pacjenci z poziomem trójglicerydów powyżej 200 mg/dl o 30% częściej ulegali udarom.
Jak obniżyć poziom trójglicerydów?
Trójglicerydy obniża się w taki sam sposób jak cholesterol. Należy zmienić dietę (ograniczyć tłuszcze nasycone i cukry), kontrolować wagę ciała, zwiększyć aktywność fizyczną, ograniczyć spożycie alkoholu i rzucić palenie.
Jeżeli poziom trójglicerydów przekracza 200 mg/dl zmiana trybu życia może nie wystarczyć. Wówczas konieczna jest interwencja lekarza. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-27, 13:08
| wp.pl napisał/a: |
Powody, dla których nawet radyklana dieta nie przyniesie efektu
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art596.html
Zalewa nas fala otyłości. Zwiększoną masę ciała mają już nawet przedszkolaki. Świadomość społeczna jest na tyle duża, że nie trzeba już nikogo przekonywać do zrzucenia oponki. Czasami jednak nawet radykalna dieta nie przynosi efektów, dlaczego?
10% pechowców
Ponad 90% osób z nadwagą powinno szukać przyczyny swojej zbyt wysokiej wagi w stylu życia i upodobaniach kulinarnych. Niecałe 10% zawdzięcza swój wygląd innej chorobie, która w różnych mechanizmach prowadzi do otyłości. U pechowców za zbyt dużą masę ciała odpowiedzialne są najczęściej zaburzenia hormonalne, metaboliczne i geny.
Wina zawsze leży po dwóch stronach
Geny rzadko w całości odpowiedzialne są za naszą masę ciała chyba, że zaburzenia są tak poważne, iż nie jesteśmy w stanie zapanować nad swoim apetytem i wprowadzić rozsądnej diety. Dzieje się tak między innymi u osób z zespołem Downa i innych, poważnych chromosomopatiach. W pozostałych przypadkach doskonale widać genetyczne podłoże otyłości, która niczym rodzinny skarb przekazywana jest z dziada pradziada. Członkowie takich rodzin muszą bardzo uważać na dietę i prowadzić aktywny tryb życia. Mają oni zwiększoną skłonność do tycia, co nie oznacza, że muszą być grubi. Dokładny mechanizm tej przyczyny otyłości nie został ostatecznie poznany, ale podejrzewa się, że osoby z takich rodzin mają zmniejszoną ilość leptyny- hormonu, który hamuje wydzielanie Neuropeptydu Y, odpowiedzialnego za zwiększenie apetytu, spadek termogenezy i podwyższenie poziomu insuliny. Osoby takie ciągle są głodne, aby nie przytyć potrzeba im zdecydowanie więcej samozaparcia niż zwykłym śmiertelnikom. Przy zachowaniu rozsądnej diety i niskokalorycznym zapychaczom można jednak oszukać ośrodek głodu. Genetycznie uwarunkowana skłonność do otyłości może polegać jedynie na zwiększonej podatności czynników środowiskowych na zwiększenie masy ciała.
Endokrynopatie
Liczne choroby endokrynologiczne, które zaburzają gospodarkę hormonalną organizmu i zwalniają metabolizm mają wpływ na wzrost masy ciała. Pacjenci należący do tej grupy są bardzo pokrzywdzeni, ponieważ tyją, nie przekraczając dziennego zapotrzebowania energetycznego odpowiedniego dla osoby dorosłej. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wraz ze spadkiem tempa metabolizmu spada podstawowa przemiana materii, zmniejsza się termogeneza i wzrasta poziom insuliny we krwi. Do chorób takich należą między innymi: niedoczynność tarczycy, choroba i zespół Cushinga, hiperinsulinizm pierwotny i hipogonadyzm hipogonadotropowy. Na szczęście leczenie choroby podstawowej i regulacja poziomu hormonów w organizmie przyspieszają podstawową przemianę materii i ułatwiają schudnięcie.
Wiek
Wraz z wiekiem rośnie również skłonność do otyłości, na co ma wpływ zmniejszone uwalnianie hormonów. Doskonałym przykładem na potwierdzenie tego zjawiska jest menopauza u kobiet, w trakcie której spalanie zbędnych kalorii staje się zdecydowanie wolniejsze i potrzeby energetyczne organizmu maleją. W tym czasie należy więc nieco zmniejszyć porcje posiłków i zwiększyć wysiłek fizyczny.
Otyłość polekowa
Wiele leków stosowanych na różne schorzenia mogą prowadzić do zwiększenia masy ciała w różnych mechanizmach. Popularnie stosowane w psychiatrii neuroleptyki i leki nasenne zwiększają apetyt, a doustne środki antykoncepcyjne, zawierające estrogeny, prowadzą do nadmiernego zatrzymania wody i soli w organizmie, powodując obrzęki i wzrost masy ciała. Glikokortykosterydy stosowane szeroko między innymi w reumatologii, hematologii i nefrologii prowadzą do powstania nadmiaru tkanki tłuszczowej i jej charakterystycznego umiejscowienia na twarzy, szyi i jamie brzusznej, pozostawiając szczupłe kończyny. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-27, 13:12
| wp.pl napisał/a: |
Te zasady wolno (czasami) złamać!
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...ami-zlamac.html
Stronisz od czerwonego mięsa i pod żadnym pozorem nie pozwalasz sobie na otwarcie lodówki po 20.00? Czas trochę sobie odpuścić.
Jeśli chcesz schudnąć i utrzymać wagę, nie możesz traktować zaleceń diety zbyt rygorystycznie, bo w końcu i tak się złamiesz. A jeśli przez pół roku jadłeś tylko sałatę z kiełkami – Twoja porażka będzie bardzo tucząca. Możesz pozwolić sobie na złamanie kilku dietetycznych zaleceń bez szkody dla swojej sylwetki, a na takim zachowaniu zyskasz bardziej, niż na katowaniu się restrykcyjnym planem żywieniowym.
Dzieląc jedzenie na rzeczy dozwolone i zakazane, w rzeczywistości skazujemy się na porażkę. W sytuacji, gdy zdarzy się nam zjeść coś, czego, jak zakładaliśmy, jeść nam nie wolno, często dochodzimy do wniosku, że skoro już powinęła się nam noga, możemy sobie odpuścić tę idiotyczną głodówkę i cała nasza praca idzie na marne. Rozumujemy w ten sposób: skoro już nabroiliśmy i zjedliśmy dwa pączki, możemy zjeść jeszcze pół kilograma faworków i napoleonkę – jeśli żałować, niech chociaż będzie czego.
Jedzenie czerwonego mięsa
Jeśli w planie diety znajduje się jakieś mięso, to zwykle jest to gotowana na parze pierś kurczaka. Tymczasem nie ma nic złego w zjedzeniu hamburgera od czasu do czasu. W wołowinie jest mnóstwo białka, które długo się trawi, dzięki czemu długo czujemy się najedzeni. Poza tym, badania naukowe pokazują, że czerwone mięso hamuje apetyt.
Naukowcy z Uniwersytetu Londyńskiego dowiedli, że myszy na diecie wysokobiałkowej produkują większe ilości powstrzymującego głód hormonu zwanego peptydem YY oraz tyją mniej od gryzoni, które nie spożywały takiej ilości protein.
Czerwone mięso cieszy się złą sławą głównie dlatego, że najsmakowitsze kęski zawierają duże ilości zatykających naczynia krwionośne tłuszczy nasyconych. Polędwicę wołową lub chude mielone mięso wołowe możemy jeść jednak bez wyrzutów sumienia – oczywiście nie co dzień, ale na zmianę z drobiem i rybami.
Jedzenie po kolacji
Nasz organizm nie jest trak zaprogramowany, żeby po pewnej godzinie przestać spalać kalorie, więc jeśli wieczorem pracujesz lub ćwiczysz, nie musisz biczować się z powodu późnej przekąski. Nie ma powodu, żeby do snu utulało Cię burczenie własnego brzucha, tym bardziej, że nie dostarczając sobie kalorii w momencie, gdy te są Ci potrzebne, spowalniasz swój metabolizm.
Nie oznacza to oczywiście, że możesz czuć się rozgrzeszony za zjedzenie o północy litrowego pojemnika lodów – przekąski, zwłaszcza te późne, muszą być dobierane umiejętnie. Dobrym pomysłem jest odrobina hummusu na kromce pełnoziarnistego pieczywa chrupkiego czy garść popcornu przyrządzanego bez tłuszczu.
Osoby, którym często zdarza się przekąszać małe co nieco, powinny uwzględniać to swoje przyzwyczajenie, planując menu na kolejny dzień. Pamiętajmy też, żeby nie wodzić się na pokuszenie i nie trzymać w domu niezdrowych, kalorycznych pokarmów, bo w przypadku ataku Małego Głoda, sięgniemy po nie, zamiast po dietetyczną alternatywę.
Uleganie pokusom
Nie ma nic złego w tym, że od czasu do czasu zjesz wafelka w czekoladzie, uważaj tylko, by wyjątek nie przeistoczył się z regułę. Specjaliści od diet radzą nam, by, gdy przyjdzie nam chęć na coś słodkiego, wypić dwie szklanki wody i poczekać 10 minut. Albo zjeść jabłko.
Czasami jednak żadna z tych metod nie przynosi skutków, a pragnienie, by wbić zęby w warstwę mlecznej czekolady pokrywającą słodkie wnętrze złożone z orzeszków i karmelu jest nie do przezwyciężenia. Bywa, że rzeczywiście zjadamy jabłko, potem odtłuszczony pudding, potem garść migdałów i cała akcja powstrzymywania się przez zjedzeniem batona kończy się tak, że spożywamy więcej kalorii, niż gdybyśmy sięgnęli po czekoladowy smakołyk.
Zakazany owoc smakuje najlepiej, dlatego na diecie łakniemy go wyjątkowo mocno. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Toronto dowodzi, że osoby, którym kazano na tydzień odstawić czekoladę, bardziej jej pragną i w rezultacie zjadają jej więcej, niż ma to miejsce w przypadku tych, którym pozwalano na niewielkie porcje tego smakołyku.
Spożywanie tłuszczu
Zdrowe tłuszcze są… zdrowe. I potrzebne. Nie bój się jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz kwasów tłuszczowych omega-3. Tłuste ryby, nasiona, pestki i orzechy oraz oliwa z oliwek – te wszystkie smaczne rzeczy możesz jeść, oczywiście nie w każdych ilościach. Wystrzegaj się tłuszczów trans i tłuszczy nasyconych, bo te zatykają naczynia krwionośne i podwyższają ryzyko chorób układu krążenia.
W praktyce sprowadza się to do zalecenia, by nie jeść chipsów, masła, tłustych mięs i by jak najmniej smażyć. Zdrowe tłuszcze są niezbędne np. do przyswajania przez organizm pewnych witamin (A, D, E, K) i innych składników odżywczych. Sałatki z surowych warzyw wręcz trzeba okrasić odrobiną oliwy lub wymieszać z pestkami słonecznika. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-27, 17:46
| wp.pl napisał/a: |
Orzechy, które zawierają samo zdrowie
źródło - http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html
Orzechy włoskie zawierają więcej przeciwutleniaczy i o lepszych właściwościach zdrowotnych niż jakiekolwiek inne orzechy - poinformowano podczas 241. zjazdu American Chemical Society.
Jak wynika z analizy doktora Joe Vinsona, orzechy włoskie przewyższają orzeszki ziemne, migdały, orzechy pekanowe, laskowe, brazylijskie, orzechy makadamii, nerkowce i pistacje. Garstka orzechów włoskich zawiera dwa razy więcej przeciwutleniaczy niż w przypadku dowolnych innych powszechnie spożywanych orzechów. Jak zauważa Vinson, orzechy włoskie są jednak wciąż zbyt rzadko spożywane.
Tymczasem występujące w nich przeciwutleniacze działają od 2 do 15 razy mocniej niż witamina E. W odróżnieniu od wielu innych rodzajów orzechów, orzechów włoskich się nie praży (podgrzewanie obniża wartości odżywcze).
Oprócz przeciwutleniaczy zawierają też wiele wartościowego białka, które może być alternatywą dla mięsa, witaminy, minerały i błonnik. Nie ma w nich natomiast mogących sprawiać problemy substancji w rodzaju glutenu czy białka mlecznego.
Jak wynika z badań dietetyków regularne spożywanie małych ilości orzechów obniża ryzyko chorób serca, niektórych rodzajów raka, kamicy żółciowej, cukrzycy typu II i wielu innych chorób. Zalecana dzienna dawka to 7 orzechów. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-28, 14:54
| wp.pl napisał/a: |
Słodzik - twój wróg
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...-twoj-wrog.html
Ręka do góry, kto nie lubi słodkich batoników i cukierków oblanych pyszną czekoladą. Wszelkiej maści łasuchy nie wyobrażają sobie życia bez słodyczy. Dbający o linię sięgają po słodziki. Czy możliwe, aby ten substytut cukru rujnował nasze zdrowie? Przecież nawet dietetycy zalecają w dietach słodzenie kawy czy herbaty słodzikiem.
Wielu z nas myśli, że jeżeli jakaś substancja została dopuszczona do użytku, to nie może być trucizną. Jednak część lekarzy bije na alarm - sięganie po słodziki syntetyczne - np. silnie toksyczny aspartam - to jeden z najgorszych wyborów, jakich można dokonać. Inni są zupełnie przeciwnego zdania, wyrażając opinię, że jak dotąd nie przeprowadzono dokładnych badań na większą skalę, które potwierdziłyby lub zaprzeczyły wcześniej wspomnianym doniesieniom.
Przyczyna chorób
Jest prawnie dopuszczonym dodatkiem do żywności. Znajduje się w tysiącach produktów dietetycznych, napojach, gumach do żucia. Aspartam to jeden z najczęściej używanych słodzików. Dlaczego więc amerykańscy i europejscy lekarze od wielu lat toczą bój o wycofanie z produktów spożywczych zawierających sztuczną słodycz?
Przede wszystkim, zdaniem naukowców oraz lekarzy badających negatywne skutki wywoływane przez aspartam, spożywanie tego środka może wywołać lub zaostrzyć przebieg wielu poważnych chorób. Wymienia się nowotwory mózgu, stwardnienie rozsiane, epilepsję, syndrom chronicznego zmęczenia, chorobę Parkinsona, chorobę Alzheimera, zaniki pamięci, a nawet cukrzycę. Lekarze wspominają też o ślepocie, migrenach, depresji, zaburzeniach w życiu seksualnym, drażliwości, zawrotach głowy, nudnościach, przybieraniu na wadze, problemach z widzeniem, wysypkach, bezsenności, atakach niepokoju i niekontrolowanej agresji. Przeciwnicy słodzików podkreślają, że po odstawieniu chemicznego „dosładzacza”, wiele z dolegliwości mija.
Niebezpieczne związki
Czym jest ten tajemniczy środek chemiczny, którego należy się bać? Przede wszystkim aspartam to substancja prawie dwustukrotnie bardziej słodsza niż cukier przy niemal zerowej kaloryczności. To powoduje, że dla wielu łasuchów staje się wybawieniem. Tworzą go trzy związki: kwas asparaginowy, fenyloalanina i metanol.
Zacznijmy od ostatniego. Metanol rozkłada się w organizmie na kwas mrówkowy i formaldehyd, gaz będący silną neurotoksyną, stosowany powszechnie w przemyśle do produkcji klejów, żywic i materiałów wybuchowych. Jest groźny, jednak równie niebezpieczne są pozostałe dwa związki. Kwas asparaginowy, a dokładniej jego nadmiar, powoduje napływ wapnia do komórek mózgowych i prowadzi do ich śmierci. Ta informacja powinna powstrzymać przed używaniem słodzika przez kobiety w ciąży, dzieci, osoby starsze i chorych na przewlekłe choroby. Z kolei fenyloalanina prowadzi do zmniejszenia serotoniny (hormonu szczęścia) w mózgu. Bez niego jesteśmy podatni na wszelkie zaburzenia emocjonalne.
Substancja pod lupą
Aspartam odkryto przypadkiem w roku 1965, kiedy James Schlatter, chemik zatrudniony w G.D. Searle Company, testował lek przeciw wrzodom żołądka.
Karierę na amerykańskim rynku zaczął robić w lipcu 1974 roku. Jednak po kilku miesiącach, po protestach lekarzy, został wycofany z rynku. Powrócił po siedmiu latach. Na dobre środek ten dopuszczono do stosowania w suchych wyrobach spożywczych w roku 1981, a w napojach gazowanych w roku 1983.
Od tamtej pory, za zezwoleniem Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), można go znaleźć w tysiącach „nietuczących” produktów. Europejski rynek był wobec aspartamu bardzie wstrzemięźliwy. Do czerwca 1990 r. w krajach Unii Europejskiej używanie go w produktach spożywczych wymagało specjalnego pozwolenia. Naukowcy z włoskiego instytutu badawczego Ramazzini stwierdzili w swym raporcie, że „aspartam jest potencjalnym czynnikiem rakotwórczym”. Badania przeprowadzone w Bolońskim Centrum Badań Nad Rakiem wskazały, że substancja, którą miliony ludzi codziennie słodzi poranną kawę, może powodować białaczkę i nowotwory węzłów chłonnych.
Wiele negatywnych opinii na temat aspartamu sprawiło, że tematem zajęła się już Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Wszechobecną substancję ma też na oku polski Sanepid. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-28, 14:59
| wp.pl napisał/a: |
Biurowe zapychacze
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...zapychacze.html
Cały dzień nic nie jadłam – myślisz plądrując wieczorem lodówkę. Czy aby na pewno? A co z batonikami, chipsami, paluszkami, ciasteczkami, czy zupami w proszku, po które sięgałaś raz po raz? Nie dość, że dostarczają masy kalorii, to w dodatku rujnują zdrowie.
Praca pełna napięć i stresu, do tego brak czasu i ciągły pośpiech - to prosta droga do otyłości. Jak to możliwe? Zwyczajnie. Zabiegani nie dbamy o sposób odżywania i nie zwracamy uwagi na to, co jemy w ciągu dnia. Głód zaspokajamy tym, co akurat mamy pod ręką, w przygotowanie czego nie musimy wkładać wysiłku.
Słodycze, paczka chipsów, kupione w barze frytki, zapiekanki, to podstawa dziennego menu. Najłatwiej po nie sięgnąć. Tym bardziej, że batonik lub czekolada w łatwy, lecz krótkotrwały sposób dodają nam energii.
Konsekwencje jedzenia w pracy śmieciowego jedzenia bardzo łatwo zauważyć. Codzienne, niezdrowe dodatki do jadłospisu powodują, że rośnie brzuch i biodra, zwiększa się ryzyko pojawienia się związanych z otyłością problemów zdrowotnych, choćby chorób układu krążenia. Na dodatek coraz trudniej nam się skupić w pracy, jesteśmy rozdrażnieni, ospali, brak nam energii.
Inaczej panie, inaczej panowie
To, że praca w napięciu skutkuje nadmiernymi kilogramami udowodnili choćby naukowcy z University of Rochester School of Medicine. W swych badaniach potwierdzili, że osoby wykonujące pracę silnie angażującą myślenie, która dodatkowo jest wykonywana pod napięciem emocjonalnym, często kompensują sobie stres dodatkowymi kaloriami - w efekcie więc praca umysłowa prowadzi do tycia.
Z kolei w American Journal of Epidemiology opublikowano badania z których wynika, że podjadanie ze stresu jest nieco inne u kobiet, a inne u mężczyzn. Okazało się, że obie płcie reagują zwiększonym łaknieniem na problemy finansowe oraz zbyt trudne zadania w pracy.
Jeśli więc nam mało płacą i dużo wymagają, będziemy skorzy do podjadania. Mężczyźni podjadają jeszcze w dwóch sytuacjach zawodowych – w momencie, kiedy pozbawieni są prawa do podejmowania decyzji w firmie i nie mają wpływu na to, co się w firmie dzieje oraz wtedy, kiedy ich praca nie zapewnia żadnych wyzwań, np. w postaci możliwości nauczenia się nowych rzeczy lub zdobycia kompetencji i rozwoju.
Co dobre, co złe
Jak powstrzymać się od spożywania tych niezdrowych przekąsek? Jest na to sposób. Podstawą jest dobry plan. Przy czym prawidłowe nawyki żywieniowe nie muszą wymagać od nas godzinnego siedzenia przy garnkach. Wystarczy wziąć sobie do serca kilka rad i starać się wprowadzać je w życie.
Przemyślany rozkład wartościowych posiłków zdziała cuda. Przede wszystkim muszą być spożywane regularnie. Najlepiej co trzy godziny. Już jedząc wyznaczmy sobie konkretną godzinę, o której sięgniemy po następne danie. Nie pomijajmy śniadania. To podstawowy posiłek w ciągu dnia – dodaje energii i sprawia, że apetyt na podjadanie jest dużo mniejszy.
Miejmy też pełną świadomość tego, co jest zabronione. Lista rzeczy zakazanych sprawi, że dwa razy zastanowimy się zanim sięgniemy po którąś z zapisanych na niej przekąsek.
Zestaw do chrupania
Jeżeli pomimo regularnego spożywania posiłków, nie możemy powstrzymać się od małych przekąsek w ciągu dnia, spróbujmy zamienić ulubione chipsy, popcorn czy ciasteczka na inne produkty np. ubogoenergetyczne warzywa z dodatkiem lekkich dipów lub owoce.
Zamiast łakoci, na firmowym biurku postawmy przed sobą szklankę z sokiem warzywnym i popijajmy go w trakcie pracy małymi łyczkami. Dobrym pomysłem jest przygotowanie sobie „zestawu do chrupania”. Mogą to być suszone owoce (morele, rodzynki, żurawiny, śliwki), nasiona i orzechy (włoskie, laskowe, migdały, pistacje). Jednak i tu nie przesadzajmy. Musi być to skromna porcja. Są to bowiem produkty bogate w tłuszcz, a więc także w kalorie. Zastosujmy zasadę, że przekąska nie może mieć więcej niż 100 kcal.
Pijmy dużo wody niegazowanej. Choć nie zawiera składników odżywczych, zabija apetyt. Szklanka wody wypita 20 minut przed posiłkiem wywołuje uczucie sytości już o 1/3 szybciej niż miałoby to miejsce bez niej. Poza tym, wypicie takiej porcji wody powoduje, że żołądek zapełnia się i nie czujemy głodu.
Natomiast słodkie napoje to ślepa uliczka – nie dość, że same w sobie zawierają mnóstwo cukru, to jeszcze wzmagają apetyt i ochotę na słodycze i, co ważne, nie gaszą pragnienia. Dobre efekty w walce z biurowymi zapychaczami przyniesie również działanie z premedytacją.
Na zakupy wybierajmy się zawsze z listą potrzebnych rzeczy. Do koszyka nie wkładajmy nic ponadto, co jest nam potrzebne. Jeśli szerokim łukiem będziemy omijać te rejony w sklepie, gdzie stoją półki z wszelkimi przekąskami, będzie nam łatwiej z nich zrezygnować.
Firmy, które zajmują się dystrybucją szkodliwych zapychaczy, zazwyczaj na poziomie naszego wzroku umieszczają w sklepach te produkty, które są najsmaczniejsze. Ich widok jest najczęściej na tyle kuszący, że ręka sama wkłada je do koszyka. A reguła jest bardzo prosta: jeśli ich nie kupisz – nie zjesz ich. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-29, 13:59
| wp.pl napisał/a: |
Kilka sposobów na zdrową przekąskę
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/213
Co zrobić gdy w czasie wieczornego oglądania telewizji, nauki, pracy lub z braku dodatkowych zajęć najdzie nas ochota na małą przekąskę? Przedstawiam kilka zdrowych, sprawdzonych sposobów by pokonać głód nie rezygnując z przyjemności jaką daje chrupanie.
Warzywa
Po względem wartości odżywczej, zawartości witamin i składników mineralnych nr 1 na liście wszystkich przekąsek. Wybór jest szeroki i zależy głównie od naszych preferencji smakowych, a także pomysłowości w przygotowaniu. Największą popularnością cieszy się surowa marchewka (27 kcal/100g), czerwona papryka (28 kcal/100g), seler naciowy (13 kcal/100g) i ogórki (13 kcal/100g) pokrojone w cienkie słupki i podawane z dodatkiem sosu przygotowanego na bazie jogurtu naturalnego z dowolną mieszanką suszonych lub świeżych ziół.
Sałaty
Kolejną propozycją są gotowe mieszanki sałat (14-25kcal/100g) wśród których znajdziemy m.in. sałatę lodową, rukolę, roszponkę, cykorię, escarolę i radicchio. Kaloryczność warzyw, a zwłaszcza sałaty jest niewielka, więc nie ma konieczności ograniczania porcji pod względem kalorii. Do sałaty proponuję sos przygotowany na bazie oliwy z oliwek lub oleju z pestek winogron z dowolną mieszanką ziół lub - dla wzmocnienia smaku - z odrobiną musztardy lub przeciśniętego przez praskę czosnku.
Chipsy w nowej odsłonie
Poza warzywami surowymi mamy do dyspozycji warzywne chipsy w wielu wariantach smakowych: marchewkowe z imbirem, marchewkowe z papryką, chrupiące buraczki winegret lub o smaku bekonu, pomidorowe naturalne lub z bazylią i oregano. Dobra alternatywa dla tradycyjnych chipsów ziemniaczanych, a przy okazji źródło cennego błonnika pokarmowego.
Owoce
Ze względu na kaloryczność owoców nie możemy zaszaleć tak jak w przypadku warzyw, ale także mamy spory wybór. Za faworytów uznałabym kwaśne i twarde jabłko, grejpfruta, pomelo oraz owoce dostępne w sezonie letnim takie jak truskawki, arbuzy, melony i porzeczki. Charakteryzują się dużą zawartością wody, a tym samym ich kaloryczność w 100g jest mniejsza.
Podobnie jak w przypadku warzyw, owoce możemy chrupać także w postaci chipsów np. jabłkowych, aktualnie dostępnych w wielu wariantach smakowych, które przypadną do gustu nawet najmłodszym. Małe - 20g opakowanie to około 60 kcal i aż 3 g błonnika pokarmowego.
Owoce suszone
Owoce suszone są także dobrą formą przekąski ale odznaczają się wysoką kalorycznością, więc ich ilość powinniśmy ograniczać.
-morele suszone 7-8 sztuk - 250 kcal (284 kcal/100g)
-śliwki suszone 6-8 sztuk - 160 kcal (267 kcal/100g)
-banany suszone, mała garść - 110 kcal (360kcal/100g)
-figi suszone 6 sztuk - 230 kcal (290 kcal/100g)
-rodzynki Jumbo, mała garść - 90 kcal (277 kcal/100g)
-żurawina suszona, mała garść - 128 kcal (320kcal/100g)
Bananów suszonych nie należy mylić z chipsami bananowymi, które zawierają 519 kcal/100g ze względu na dodatek oleju niezbędnego w czasie produkcji chipsów.
Orzechy
Wybieramy tylko te, w postaci naturalnej - bez dodatku soli, karmelu, miodu, czekoladowej polewy lub słonej panierki. Orzechy to kolejne źródło błonnika i zdrowych kalorii, ale tu też musimy pamiętać o umiarkowaniu. Są to produkty gęste żywieniowo. Oznacza to, że mają dużo składników odżywczych w stosunku do ilości dostarczonej energii więc, mała garstka orzechów w zupełności wystarczy.
-laskowe, mała garść to 190 kcal (628kcal/100g)
-włoskie, mała garść to 195 kcal (645kcal/100g)
-ziemne prażone bez tłuszczu, mała garść 180 kcal 603 kcal/100g)
-brazylijskie 8-10 sztuk to 330 kcal (656kcal/100g)
-macadamia, mała garść 290 kcal (718kcal/100g)
-pecan, mała garść 210 kcal (691 kcal/100g)
-pistacje, mała garść 120kcal (571kcal/100g
Pestki i nasiona
Poza gotowymi, oczyszczonymi nasionami słonecznika i pestkami dyni polecam wersję nieoczyszczoną do samodzielnego łuskania. Czas jaki poświęcimy na "obranie" pojedynczego nasionka lub pestki sprawi, że porcja wystarczy nam na dłużej, szybciej poczujemy sytość, a przy okazji dostarczymy cennych witamin m.in. z grupy B, witaminy E, A oraz składników mineralnych takich jak cynk i fosfor oraz błonnik w granicach 5-6g /100g.
-nasiona słonecznika, pełna łyżka to 60 kcal (561kcal/100g)
-pestki dyni, pełna łyżka to 55 kcal (556 kcal/100g)
Chrupki
Chrupki kukurydziane i pełnoziarniste płatki śniadaniowe są raczej mało urozmaiconym, ale bardzo lubianym i sycącym rozwiązaniem. Naturalne chrupki kukurydziane w swoim składzie powinny zawierać wyłącznie naturalną kaszkę kukurydzianą. 100g produktu zawiera 357 kcal, garść to tylko 20 kcal. Nawet zjadając pół paczki dostarczymy tylko 107 kalorii, a pół paczki to naprawdę dużo. Chrupki kukurydziane są polecane także osobom cierpiącym na choroby układu pokarmowego ze względu na ich neutralne działanie.
Płatki nie tylko na śniadanie
Pełnoziarniste płatki śniadaniowe to nie tylko dodatek do mleka lub jogurtu naturalnego, ale także dobry pomysł na wieczorną przekąskę do chrupania. Warto wybierać płatki bez dodatku cukru oraz innych substancji słodzących i ograniczyć ich ilość do ok. 50g (1/2 szklanki). W zależności od rodzaju płatków z pełnego ziarna dostarczymy ok. 150 kcal, ale także od 5-10g błonnika pokarmowego, witaminy i niezbędne składniki mineralne.
Popcorn bez tłuszczu
Polecam, o ile nie jest przygotowany z użyciem oleju oraz "doprawiony" solą, cukrem, karmelem, tartym serem, masłem lub majonezem. Możemy go zajadać nawet w czasie diety odchudzającej! 100 g ziaren kukurydzy to 365 kcal i 7,3g błonnika. Popcorn najlepiej przygotować samodzielnie przy użyciu maszynki do prażenia popcornu bez użycia tłuszczu.
Popcorn
Nie polecam natomiast gotowego popcornu (solonego, maślanego lub serowego) do przygotowania w kuchence mikrofalowej. Skład produktu nie jest zachęcający, chociażby ze względu na dodatek utwardzonego tłuszczu roślinnego, źródła nienasyconych kwasów tłuszczowych trans. Proponuję otworzyć opakowanie ekspresowego popcornu przed przygotowaniem. Widok ziaren kukurydzy oblepionych tłuszczem zdecydowanie nie jest apetyczny.
Pamiętajmy tylko, że nawet w przypadku produktów o wysokiej wartości odżywczej warto zachować zdrowy rozsądek i umiarkowanie, a z wieczornego chrupania, choć tak przyjemnego, nie korzystać bez ograniczeń. |
Numer niesamowity!
Kilku informacji tu zawartych nie byłem świadom, gdy wiele lat temu "wymyślałem" pogryzkę - szturmżarcie, ale teraz tym bardziej ją polecam...!
Zygmunt Skibicki - 2011-03-29, 13:59
| wp.pl napisał/a: | Nowalijki szkodzą?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/prop/id/210
Czerwone rzodkiewki, zielone ogórki, szczypiorek, sałata i pomidory? Nowalijki uśmiechają się do nas ze straganów i sklepowych półek. Czy warto się skusić? Czy są bezpieczne dla naszego zdrowia?
Spragnieni świeżych warzyw, bez zastanowienia sięgamy po pierwsze w roku okazy. Dzieje się tak zwłaszcza wczesną wiosną, gdy nasz organizm domaga się witamin. Czym ryzykujemy jedząc je? A może nowalijek nie ma, skoro niemal wszystkie warzywa możemy kupić przez okrągły rok?
Skąd się biorą
Warzywa, które wczesną wiosną pojawiają się w każdym sklepie pochodzą zazwyczaj z rodzimych szklarni. By nasze oczy mogły podziwiać je w pełnej krasie, pod szklanym dachem są sztucznie doświetlane i dogrzewane, a do ich uprawy używa się środków ochronnych i przyśpieszających dojrzewanie. Te smakołyki, czyli nowalijki słownik języka polskiego definiuje jako "młode jarzyny ukazujące się po raz pierwszy w danym roku". Nowalijkami nie są natomiast twarde pomidory i inne specjały, jakie znajdujemy w sklepach nawet gdy temperatura na zewnątrz wynosi - 25 st. C. Te sprowadza się do Polski z zagranicy, z krajów o cieplejszym klimacie.
Rosną za szybko
Choć wyglądają dorodnie, mają jednak niewielką wartość odżywczą. Ich soczysta barwa zazwyczaj nijak ma się do smaku. Rosną tam, gdzie panuje wieczne lato - w warunkach szklarniowych. Mają tam odpowiednią temperaturę i wilgotność. Uprawiane są zazwyczaj w mieszaninie torfu, ziemi liściowej, nawozów i mikroelementów. W szklarni nie muszą też walczyć ze szkodnikami i złymi warunkami atmosferycznymi. Dzięki takim warunkom rosną szybko i są dorodne.
Jarzyny spod szkła są nie tylko nawożone. Są również doświetlane, dogrzewane albo produkowane hydroponicznie, czyli w roztworze wodnym, chociaż technika ta w zasadzie dotyczy roślin ozdobnych.
Azotany ze szklarni
Dużym problemem jest zawartość azotanu w nowalijkach. Skąd się bierze? Z nawozów. W szklarniach używa się bowiem bardzo dużo nawozów sztucznych ze związkami azotu. Rośliny pobierają ich tyle, ile im się dostarcza, a nie tyle, ile im potrzeba. Wprawdzie Unia Europejska opracowała normy nawożenia, które obowiązują również w Polsce, jednak kontrole stwierdzają, że nasi hodowcy często ich nie przestrzegają. Azotany gromadzą się głównie w korzeniach i liściach warzyw. A zatem najwięcej może ich być w nowalijkach po które sięgamy najczęściej - rzodkiewkach, marchewce czy sałacie.
To, co groźne
Nadmiar azotanu może być przyczyną nie tylko zatrucia, ale również raka. Bowiem azotany przekształcają się w przewodzie pokarmowym w azotyny, a w połączeniu z białkiem dostarczanym z pożywieniem tworzą nitroaminy. Natomiast nitroaminy zaliczane są do najsilniejszych związków rakotwórczych jakie znamy. Wywołują najczęściej raka żołądka i raka pęcherza moczowego.
Niebezpieczne dla maluchów
Substancje te są wyjątkowo groźne dla niemowląt, ponieważ mogą wywołać u nich sinicę. Chorobę powoduje zwiększona zawartość związków chemicznych we krwi, co prowadzi do zaburzenia transportu tlenu w organizmie niemowlęcia, a w konsekwencji nawet do śmierci. Wszystko dlatego, że niemowlęta (w przeciwieństwie do dorosłych) nie posiadają jeszcze rozwiniętego mechanizmu obronnego przeciw azotynom. Dlatego nie powinno zmuszać się małych dzieci do jedzenia nowalijek, szczególnie szklarniowej sałaty i szklarniowego szpinaku. Te dwa warzywa zawierają zazwyczaj najwięcej azotanów.
Pomidory bez smaku
Importowane warzywa są tańsze niż hodowane w kraju. Choć sprowadzane są z Hiszpanii, Maroka czy Portugalii, czyli krajów gdzie słońca jest pod dostatkiem, zazwyczaj nie posiadają cennych witamin i związków mineralnych. Ich smak również pozostawia wiele do życzenia. Jak to możliwe?
Warzywa z etylenem
Wprawdzie hiszpańskie pomidory, po które sięgamy zimą, rosną w gruncie, tak samo jak polskie w lecie, jednak sposób ich wytwarzania jest zgoła odmienny. Zbierane są nie do końca dojrzałe, a potem umieszczone w komorze z etylenem, gazem, który przyspiesza dojrzewanie. Ta metoda nie pozbawia warzyw składników odżywczych, jednak różnica w smaku jest znaczna. Bywa, że czas na dojrzewanie pomidory mają tylko w czasie transportu. To również źle wpływa na ich smak i obniża wartości odżywcze.
Wiesz, co jesz
Kiedy wykończony po zimie organizm domaga się witamin, nic nie stoi na przeszkodzie, by na własnym parapecie stworzyć mały ogródek. Smak domowego szczypiorku czy pietruszki będzie niepowtarzalny. W inspekcie na działce wyrosną rzodkiewki i sałata. Może będą mniej kolorowe niż te ze sklepu, jednak smakiem przebiją je wielokrotnie. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-30, 18:22
| wp.pl napisał/a: |
Guma do żucia - szkodzi czy pomaga?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art601.html
Spory na temat gumy do żucia nie milkną od dawna. Jedni jej bronią, inni uważają, ze jej żucie przynosi więcej szkody niż pożytku, a w dodatku jest przejawem złego wychowania, kiedy żujemy ją w sytuacjach publicznych. Jak jest prawda o gumie do żucia? Żuć czy nie żuć – oto jest pytanie.
Pomaga: chroni zęby przed próchnicą
Nasz organizm wyposażony jest w naturalny system ochronny, który pomaga zębom utrzymywać zęby w dobrym stanie. Tajną bronią w naszych ustach jest ślina! Do jej zadań należy neutralizacja szkodliwych kwasów, które są wytwarzane na płytce nazębnej przez bakterie, pomaga tez ona wzmacniać szkliwo oraz obniżać ryzyko stanów zapalnych. Żucie gumy (tej bez cukru!) sprawia, że wytwarzamy więcej śliny, a co za tym idzie – lepiej chronimy zęby. Zdaniem stomatologów, gumy nie powinno się żuć dłużej niż 15 min. Ten czas w zupełności wystarcza, aby wykorzystać jej korzystne dla organizmu właściwości.
Szkodzi: Niszczy efekty leczenia ortodontycznego
Długotrwałe i intensywne żucie gumy sprawia, że staw żuchwowo-skroniowy ulega przeciążeniu (czasami odczuwamy to po prostu jako ból, w okolicach tegoż stawu właśnie). Konsekwencją przeciążenia stawu jest fakt, że do zagryzania używamy o wiele większej siły niż zwykle, to z kolei sprawia, że zęby zaczynają się ścierać, łamać i pękać. W ekstremalnych przypadkach może nawet dojść do przerostu mięśni żwaczy i spowodować nieoczekiwane i mało estetyczne zmiany w wyglądzie twarzy, takie jak np. asymetria szczęki. Długotrwałe żucie gumy może też doprowadzić do wystąpienia bruksizmu, czyli chorobliwego zgrzytania zębów, które najczęściej występuje podczas snu. Ortodonci pałają szczególną niechęcią do gumy do żucia, ponieważ zdarza się, że guma przykleja się do zamków aparatów korekcyjnych, powodując ich odklejenie od zęba. Jeśli więc jesteśmy szczęśliwymi nosicielami aparatu ortodontycznego ewentualne sięganie po gumę do żucia powinniśmy uzgodnić z naszym lekarzem.
Pomaga: ułatwia rzucanie palenia
Palacze doskonale wiedzą o czym mowa. Co oczywiście nie oznacza, że bez specjalistycznej gumy do żucia, zawierającej nikotynę, nie da się rzucić palenia. Nie oznacza to również, że rzucanie palenia przy pomocy tejże gumy zawsze cechuje ta sama skuteczność. Żucie gumy zawierającej odpowiednio wyliczone (i co ważne – zróżnicowane) dawki nikotyny sprawia, że szok związany z odstawieniem substancji uzależniającej nie jest tak duży, mniejszy też jest stres wynikający z pojawienia się objawów tzw. „głodu nikotynowego”. Palenie papierosów z pewnością nie należy do zdrowych nawyków, żucie gumy zawierającej nikotynę to sposób dla tych, którzy nie są w stanie rozstać się z nałogiem bez dodatkowej pomocy.
Szkodzi: wywołuje biegunkę
To zagrożenie dotyczy zwłaszcza małych dzieci oraz osób, które żują wyjątkowo duże ilości gumy (przy czym dokładną liczbę trudno oszacować, gdyż zależy to od takich czynników jak masa ciała, stan organizmu, wrażliwość na substancje czynne zawarte w gumie do żucia itp.). Substancjami wywołującymi biegunkę są sorbitol oraz ksylitol – dodatki do żywności, stosowane w produkcji gumy do żucia. Posiadają one lekkie właściwości przeczyszczające i prowadzą do zaburzeń w pracy przewodu pokarmowego.
Pomaga: zmniejsza napięcie związane ze stresem
Kiedy jesteśmy silnie zestresowani, mocno zaciskamy szczęki. Wielu dentystów obserwuje dziś u swoich pacjentów ścieranie się zębów, związane z ich silnym zaciskaniem (często nieświadomym) w sytuacjach stresowych. Żucie gumy sprawia, że mięśnie twarzy (poza mięśniami żuchwy) ulegają rozluźnieniu, obniża się też poziom hormonu stresu – kortyzolu.
Szkodzi: maskuje problemy związane z różnymi chorobami
Guma do żucia odświeża oddech. To niewątpliwie jej zaleta, zwłaszcza jeśli po posiłku nie możemy umyć zębów. Jednak dla wielu osób stała się ona doskonałym narzędziem, które pozwala maskować, a nie rozwiązywać prawdziwe problemy organizmu. Nieprzyjemny zapach z ust może mieć podłoże chorobowe. Może świadczyć o poważnych problemach z próchnicą lub z przewodem pokarmowym. Zamiast sięgać po gumę do żucia, osoby borykające się z problemem nieświeżego oddechu, powinny poszukać pomocy u specjalisty.
Pomaga: poprawia koncentrację
To twierdzenie ma swoje poparcie w badaniach naukowych. Specjaliści z Baylor College of Medicine w Houston udowodnili, że uczniowie, którzy żuli gumę podczas lekcji matematyki, osiągali lepsze wyniki podczas testów niż rówieśnicy, którzy w trakcie trwania lekcji nie żuli gumy. Dlaczego tak się stało? Otóż żucie gumy sprawia, że dostarczamy organizmowi więcej tlenu, a to podnosi poziom koncentracji, ułatwiając skupienie się na wykonywanym zadaniu.
Szkodzi: niszczy śluzówkę
Żując gumę, stymulujemy wytwarzanie soków trawiennych w żołądku, a to z kolei może nie tylko przyczynić się do podrażnienia błony śluzowej jelit oraz żołądka, ale nawet spowodować powstanie wrzodów. Żeby uniknąć tego typu problemów, najlepiej jest żuć gumę bezpośrednio po posiłkach. Natomiast osoby, które już skarżą się na problemy z żołądkiem oraz dwunastnicą w ogóle powinny zrezygnować z żucia gumy.
Pomaga: sprawia, że nasz możemy oszukać głód
Na rynku dostępne są już gumy do żucia, które nie tylko hamują apetyt, ale też sprawiają, że unikamy przyswajania tłuszczu z posiłków. Niektórzy żując gumę „oszukują” głód, choć u wielu osób stymulacja układu pokarmowego przez zwiększone wydzielane śliny, związane z żuciem gumy, sprawia, że zachodzi proces wręcz odwrotny i osoby te silniej odczuwają głód. |
Zygmunt Skibicki - 2011-03-30, 18:25
| wp.pl napisał/a: |
Dlaczego warto jeść jabłka?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...esc-jablka.html
Zapobiegają nowotworom, wpływają korzystnie na serce, obniżają poziom cholesterolu we krwi, obniżają ciśnienie tętnicze, stabilizują poziom cukru we krwi, zmniejszają apetyt. To tylko niektóre z cudownych właściwości jabłek.
Są powszechnie dostępne. Trudno temu zaprzeczyć. Ale, czy widząc je na sklepowych półkach zastanawiamy się, jak bardzo korzystnie wpływają na nasze zdrowie?
Tymczasem wystarczy zjeść 2-3 jabłka dziennie, by znacznie poprawić stan swojego zdrowia i urody. Ba, Brytyjczycy mawiają: „zjedz jedno jabłko dziennie, a lekarz nie będzie ci potrzebny”.
Z dobrodziejstwa jabłek warto korzystać szczególnie zimą (choć niewątpliwie najlepiej smakują późną jesienią). To czas, gdy są one najcenniejsze i najbogatsze w lecznicze składniki. Jednak, aby w pełni czerpać z jabłek dobrodziejstwo, nie wolno grymasić nad jedzeniem ich ze skórą. Bowiem to w niej oraz w gniazdach nasiennych, znajdują się najcenniejsze dla naszego organizmu składniki.
Dobroczynne pektyny
Okrągłe jabłko, to przede wszystkim skarbnica potasu, biopierwiastka odpowiadającego za wiele przemian metabolicznych w organizmie.
Niezwykle cennym składnikiem okrągłych owoców jest błonnik pokarmowy, występujący w postaci pektyn. Związki te mają działanie przeczyszczające i regulujące florę bakteryjną w jelicie grubym. Dzięki nim jabłka uznawane są za cudowny lek na biegunki i zaparcia. Ochraniają przy tym przewód pokarmowy i wpływają pozytywnie na pracę wątroby. Poza tym, pektyny zmniejszają wchłanianie cholesterolu, a w rezultacie skutecznie zapobiegają miażdżycy i chronią przed zawałem.
Doprowadzają do spadku stężenia glukozy we krwi. Jak dowiedziono, pektyny zapobiegają cukrzycy, a wraz z polifenolami również nowotworom.
Owoce są niezwykle przyjazne osobom odchudzającym się. Tu też do głosu dochodzą pektyny, które pęczniejąc w żołądku, zwiększają odczucie sytości.
Na co jeszcze dobroczynnie działają jabłka? Zalecane są między innymi przy kłopotach z zasypianiem, nerwowości, opryszczce, osłabieniu fizycznym, przemęczeniu. Są moczopędne, więc pomagają zmniejszać obrzęki, choćby nóg. Poza tym, gryzienie jabłek wzmacnia dziąsła.
Na ratunek palaczom
O nieprzerwanym delektowaniu się jabłkami powinni pamiętać głównie nałogowi palacze, mieszkańcy dużych miast, ośrodków przemysłowych oraz osoby mające styczność ze związkami toksycznymi. Dlaczego? Otóż wspomniane już pektyny oczyszczają organizm z substancji trujących. W czasie trawienia, substancje wiążą niektóre metale ciężkie (choćby radioaktywny kobalt, stront i ołów), w nierozpuszczalne sole, które są potem wydalane z organizmu.
Popraw urodę
Owoce, poza walorami smakowymi i leczniczymi, mają również wpływ na nasz wygląd. W jabłkach wiele jest witamin i składników cennych dla naszej urody. Są niezwykle bogate w cenną witaminę C. Dzięki niej organizm nie tylko wzmacnia układ odpornościowy, ale też pozbywa się wolnych rodników.
Witamina C ma też ogromne znaczenie przy biosyntezie kolagenu, przeciwdziałając w ten sposób wiotczeniu skóry, a tym samym zapewniając jej młody wygląd. Witaminy tej najwięcej znajdziemy w małych, kwaśnych jabłkach. W owocach nie brakuje także witamin B1, B2, PP, oraz prowitaminy A.
W skórkach jabłek sporo jest wapnia i krzemu, które korzystnie wpływają na zęby, włosy i paznokcie.
Najlepsze owoce
Jabłoń jest królową roślin sadowniczych naszego klimatu. Odmian owoców znajdziemy wiele. Szacuje się, że do tej pory wyhodowano ponad 10 tysięcy, z których do dzisiaj przetrwało kilkaset. W sadach intensywnych (o zwiększonej ilości drzew na jednostce powierzchni) uprawia się zaś zaledwie ponad 20.
Specjaliści już dawno udowodnili, wartość odżywcza różnych odmian jabłek nie jest jednakowa. Kiedy po nie sięgamy, ważne jest również, czy są one bardziej lub mniej dojrzałe, a nawet jakiej są wielkości.Dla naszego organizmu najcenniejsze są odmiany stare, czasami już nawet zdziczałe, bowiem właśnie one posiadają największą moc leczniczą. Jednak jeśli takich nie znajdziemy, sięgnijmy po te, które lubimy.
Pamiętajmy, że jabłko to owoc uniwersalny. Lekarze podkreślają, że może być podawany nawet małym dzieciom i osobom w podeszłym wieku ze schorzeniami przewodu pokarmowego. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-07, 15:16
| wp.pl napisał/a: |
Domowe sposoby na zapalenie oskrzeli
źródło - http://media.wp.pl/kat,1022953,kategoria.html
Zwykle, zanim złapie nas zapalenie oskrzeli, przez kilka dni dokuczają nam problemy z gardłem, krtanią oraz tchawicą. Często zapalenie oskrzeli jest konsekwencją przeziębienia lub grypy. Warto poznać zarówno objawy jak i domowe metody walki z chorobą.
Zapalenie oskrzeli, zwane również bronchitem, to choroba układu oddechowego, która polega na ostrym lub przewlekłym zapaleniu błony śluzowej oskrzeli.
Objawy choroby
Choroba przeważnie zaczyna się od kataru, stanu podgorączkowego, bólu gardła oraz stawów i mięśni. Następnie pojawia się gorączka, dokuczliwy kaszel z odkrztuszaniem, duszności, świszczący oddech i trudności z oddychaniem, ból głowy, czasem również ból w klatce piersiowej. Zapalenie oskrzeli prowadzi do ogólnego osłabienia organizmu, wiąże się z pogorszonym samopoczuciem.
Dlaczego chorujemy na zapalenie oskrzeli?
Za chorobę zwykle odpowiedzialne są wirusy oraz rzadziej bakterie, które na ogół występują w początkowej fazie infekcji wirusowej i mogą doprowadzić do powikłań. Najczęściej chorujemy jesienią oraz zimą, do zarażenia dochodzi drogą kropelkową. Należy wspomnieć, że palacze są bardziej narażeni na tę chorobę, a na jej niebezpieczeństwo w jeszcze wyższym stopniu wystawieni są ci uzależnieni, którzy palą dużo i od dawna. Jednak warto zdać sobie sprawę z tego, że nawet bycie biernym palaczem sprawia, iż wzrasta ryzyko choroby. Rzucenie papierosów, a także unikanie zadymionych pomieszczeń, pomaga przeciwdziałać zapaleniu oskrzeli. Za chorobę odpowiedzialne są również inne czynniki. Są to zanieczyszczenia powietrza, które podrażniają oraz niszczą błonę śluzową nosa, gardła i oskrzeli, a także skłonności genetyczne.
Leczenie zapalenia oskrzeli
Żadne domowe sposoby nie zastąpią wizyty u lekarza. Jest ona konieczna, by ustalić sposób leczenia. Zapalenie oskrzeli leczy się antybiotykami w przypadku zakażenia bakteryjnego, natomiast zakażenie wirusowe nie wymaga ich przyjmowania. W infekcji wirusowej na ogół stosuje się leki przeciwgorączkowe, rozrzedzające wydzielinę oraz leki ułatwiające odkrztuszanie.
Istnieją jednak sposoby, które mogą pomóc nam zwalczyć chorobę. Przede wszystkim, należy zostać w domu i dużo odpoczywać. Ważne jest także stosowanie inhalacji, przyjmowanie jak największej ilości płynów – herbat ziołowych, owocowych oraz wody mineralnej, a także wspomaganie się czosnkiem, cebulą, miodem i sokiem z malin. Do diety warto włączyć kaszę jaglaną, ze względu na jej antywirusowe właściwości.
Inhalacje
Inhalacje są bardzo skuteczne przy zapaleniu oskrzeli, a ich działanie można wzmocnić dodając kilka kropel olejków eterycznych. Warto użyć tych olejków, które mają działanie przeciwzapalne. Są to między innymi olejek szałwiowy, różany, lawendowy, sosnowy, tymiankowy, z kwiatu pomarańczy czy z liścia fiołka lub liścia laurowego. Inhalacje powinno stosować się dwa, trzy razy dziennie przez około kwadrans.
Herbata z lipy
Z zapaleniem oskrzeli pomoże nam uporać się herbata z kwiatów lipy. Herbata ma właściwości rozgrzewające, zwalcza gorączkę i ból głowy. Susz kwiatów lipy należy zalać wrzątkiem i pozostawić pod przykryciem przez około 10 minut. Efekt herbatki wzmocnimy, jeśli osłodzimy ją miodem, który słynie ze swojego leczniczego zastosowania. Miód nie tylko ma działanie wykrztuśne, ale również zmniejsza ból głowy i gardła.
Mleko z miodem
W zapaleniu płuc warto pić mleko z masłem, rozpuszczonym miodem, ząbkiem czosnku oraz odrobiną cynamonu. Taki napój doskonale łagodzi ból głowy i gardła, pomaga zwalczyć katar.
Syrop z malin
Syrop przygotowany ze świeżych malin ma właściwości obniżające temperaturę, wykrztuśne oraz przeciwbólowe i przeciwbakteryjne. Warto dodać do niego również dziewanny, ponieważ regeneruje ona błonę śluzową oraz zawiera składniki przeciwwirusowe. Syrop można pić sam lub dodawać go do herbaty czarnej lub lipowej.
Należy unikać herbaty z cytryną, ponieważ może ona podrażnić błonę śluzową gardła.
Syrop z cebuli
Syrop przygotowuje się z drobno posiekanej lub pokrojonej w krążki cebuli zasypanej cukrem. Po kilku godzinach jest gotowy do spożycia. Należy podawać kilka łyżek syropu dziennie. Wzmocni on odporność i zwalczy kaszel. Ma też działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i wykrztuśne.
Syrop z czosnku
Czosnek, tak jak i cebula, uważany jest za naturalny antybiotyk. Syrop czosnkowy pomaga zwalczyć wszystkie objawy zapalenia oskrzeli. Aby go przygotować trzeba posiekać kilka ząbków czosnku i doprawić je kilkoma łyżeczkami miodu. Następnie syrop odstawia się w ciemne miejsce na dwa, trzy dni. Należy przyjmować dwie łyżeczki syropu dziennie. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-10, 01:47
| wp.pl napisał/a: |
W kiełkach jest moc
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...h-jest-moc.html
W maleńkich roślinach tkwi naprawdę niezwykła moc, ponieważ w młodych pędach koncentrują się praktycznie wszystkie drogocenne składniki mineralne. Poza tym to prawdziwa witaminowa bomba. Najlepiej jeść je na wiosnę. By dodać sobie energii, mieć smukłą sylwetkę czy wzmocnić odporność. Zamiast łykać witaminy w pigułkach lepiej sięgnąć więc po kiełki.
Lucerna
Kiełki o bardzo delikatnym smaku są bogatym źródłem żelaza, fosforu, magnezu oraz witaminy A i E oraz witamin z grupy B (zwłaszcza B12) dlatego szczególnie polecane są wegetarianom. Poza tym wspomagają system odpornościowy, a dzięki zawartości lecytyny poprawiają pamięć. Ponieważ witamina B12 zapobiega anemii, kiełki lucerny powinny jeść także kobiety w ciąży i karmiące piersią. Pomagają obniżyć poziom "złego" cholesterolu LDL i poprawiają apetyt. Są także niezwykle cenione ze względu na zdolność odtruwania organizmu.
Soja
To przede wszystkim źródło białka, witamin A, B, C i K oraz fosforu, miedzi, potasu i żelaza. Chrupiące i delikatne kiełki soi są również bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe. Regularne spożywanie ma dobroczynny wpływ na cerę, koi nerwy, dodaje energii i apetytu. Trzeba tylko pamiętać, by nie jeść ich na surowo, tylko wcześniej lekko sparzyć - są wówczas łatwiej przyswajalne i mają lepszy smak.
Słonecznik
Jedne z popularniejszych w domowej uprawie. Wyróżniają się za to spośród innych tym, że dostarczają organizmowi bardzo rzadko występującej w roślinach witaminy D. Oprócz tego zawierają fosfor i wapń, które wzmacniają kości i zęby oraz żelazo niezbędne w procesie krwiotwórczym . Pozytywnie wpływają na przemianę materii, szczególnie tłuszczów i węglowodanów.
Soczewica
Są doskonałym źródłem witaminy C, skutecznie przeciwdziałają więc zakażeniom wirusowym. Ze względu na zawartość kwasu foliowego polecane są kobietom w ciąży, by zagwarantować prawidłowy rozwój mózgu i układu nerwowego przyszłego dziecka. Podobnie jak kiełki lucerny mogą jeść je osoby, które nie tolerują preparatów żelaza.
Rzodkiewka
Kiełki rzodkiewki opinię doskonałego leku na przeziębienie zawdzięczają nie tylko dużej zawartości witaminy C, ale również działaniu wykrztuśnemu. Są dobrym źródłem potasu, magnezu i jodu przyspieszającego przemianę materii. Warto sięgnąć po nie na wiosnę, ponieważ zawierają dużo siarki, dzięki czemu korzystnie wpływają na stan skóry, włosów i paznokci. Poza tym posiadają właściwości dezynfekujące i moczopędne. Można je polecić wszystkim cierpiącym na anemię, schorzenia wątroby i dróg żółciowych.
Rzeżucha
Co prawda rzeżucha ma swoje pięć minut w okresie wielkanocnym, ale warto ją uprawiać nie tylko jako świąteczną dekorację. Obniża poziom cukru we krwi, a zawarta w niej siarka pobudza apetyt i ułatwia trawienie. Poza tym zawiera duże ilości jodu co jest istotną informacją dla wszystkich chorujących na niedoczynność tarczycy.
Pszenica
To jedno z najcenniejszych kiełkowych źródeł witamin A, B, C i E. Zawierają szczególnie duże ilości magnezu, wapnia, fosforu, żelaza, niacyny, tiaminy i kwasu pantotenowego. Poprawiają pracę serca oraz przeciwdziałają starzeniu się organizmu.
Fasola
Kiełki fasoli jest nieocenionym źródłem białka. Szczególnie dużo - i to łatwo przyswajalnego - mają go kiełki fasoli mung. Obniżają również poziom "złego" cholesterolu oraz zawierają duże ilości antyutleniaczy, które zapobiegają chorobom serca i nowotworom. Z kolei kiełki fasoli adzuki są szczególnie polecane przy chorobach trzustki i nerek.
Brokuł
Mało popularne, a wyjątkowo cenne. Naukowcy odkryli, że włączenie ich do codziennej diety hamuje rozwój bakterii Helicobacter pylori, która zwiększa ryzyko owrzodzenia żołądka i może prowadzić do powstania nowotworu. Dzieje się tak dlatego, że kiełki brokuła zawierają silny związek bakteriobójczy - sulforafan, który działa jak antybiotyk. W kiełkach jest go więcej niż w dojrzałych brokułach. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-11, 20:09
| wp.pl napisał/a: |
Coca-Cola i jej nietypowe zastosowania
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,13...riazdjecie.html
Coca-colę pijemy od lat. W Polsce ten magiczny, legendarny napój po raz pierwszy pojawił się w 1957 roku na Targach Poznańskich. Trzeba było jednak czekać do lat 70., aby móc ją kupić w każdym supersamie i mniejszym sklepie. Wiadomość o produkcji Coca-Coli pojawiła się we wszystkich dziennikach naszego kraju.
Dziś jest tak popularna, że przestaliśmy ograniczać się wyłącznie do jej picia, ma też wiele innych zastosowań. Można śmiało powiedzieć, że to naprawdę wyjątkowy napój, dobry dosłownie na wszystko...
Cola czyści WSZYSTKO!
Wiele razy słyszeliśmy, że Coca-Cola służy jako doskonały środek do czyszczenia toalety. Z całą pewnością nie jest to fałszywa porada dla pań domu. Prócz ubikacji, Coca-Colą można z powodzeniem czyścić szyby i lustra. Nie należy jednak przesadzić z aplikacją napoju na czyszczone powierzchnie, by okna nie kleiły się od cukru.
Guma we włosach? Nic strasznego!
Wydaje się, że nie ma ratunku dla włosów, w które wplątała się guma do żucia. Nic bardziej błędnego! Wystarczy potraktować „zaatakowane” włosy Coca-Colą, by uniknąć zastosowania nożyczek.
Cola na rdzę
Główne składniki Coca-Coli to kwas fosforowy, dwutlenek węgla oraz cukier. Te same substancje znajdują się w preparatach usuwających rdzę... Metalowe przedmioty należy umieścić na kilka godzin w naczyniu z coca-colą, by po upływie tego czasu móc całkowicie pozbyć się rdzy – tlenku żelaza. Zardzewiały stary zamek błyskawiczny można naprawić w ten sam sposób.
Cola przeciw skunksom
Jeśli staniemy się ofiarami ataku skunksa, z pewnością uratuje nas cola. Najlepiej dosłownie wykąpać się w tym napoju, jeśli jednak to niemożliwe, należy polać zaatakowane miejsca colą i wyprać w niej ubranie. Coca-Cola pozwala także pozbyć się nieprzyjemnego zapachu ryb, np. po ich przyrządzaniu.
Cola do gotowania
Coca-Cola pomaga nam także w kuchni. Warto zaskoczyć swoich gości mięsem w oryginalnej, sporządzonej z Coca-Coli, marynacie. Warto dodać także zioła i sos sojowy, a uzyskamy intensywny aromat, szczególnie w przypadku grillowanego mięsa.
Cola do prania
Wykazano również, że Coca-Cola jest doskonałym wywabiaczem plam. Odczyn kwaśny coli (pH ok. 2,5 ) czyni ją doskonałym środkiem piorącym. Wystarczy do prania dodać zawartość jednej puszki (0,33ml) tego słodkiego płynu, by zmyć nawet uporczywe i zaschnięte plamy. Usuwa także plamy z krwi.
Dodatkowo, intensywne składniki zapachowe i smakowe zawarte w Coca-Coli usuną wszelkie nieprzyjemne wonie z naszych ubrań.
Cola do trawników
Kwas fosforowy, obecny w Coca-Coli jest także kluczowym składnikiem nawozów. Warto spryskać trawnik, by zapewnić mu doskonały stan przez cały rok. Nie można jednak przesadzić – zaleca się powtarzać tę czynność raz w miesiącu w okresie od marca do września.
Coca-Cola uratuje także twój ogródek przed atakiem insektów. Wystarczy umieścić talerz z tym napojem w widocznym miejscu, a owady chętnie skorzystają z okazji. Coca-Cola jest słodka, więc chętnie jej skosztują. Kwaśny odczyn płynu i zawartość dwutlenku węgla są dla łakomych owadów zabójcze.
Cola lecznicza
Astma oskrzelowa, po polsku zwana także dychawicą, objawia się atakami duszności. Jeśli osoba cierpiąca na to schorzenie, nie posiada pod ręką lekarstw ani inhalatorów, może pomóc sobie wypiciem puszki Coca-Coli. Napój ten ma, dzięki zawartości kofeiny, właściwości przeciwbólowe. Ta substancja pozwala też rozszerzyć kanaliki oskrzelowe, co przynosi ulgę chorym.
Cola do opalania
Coca-Cola przydaje się na plaży nie tylko w celu gaszenia pragnienia. Wielu fanów opalania twierdzi, że spryskanie ciała tym napojem przyspiesza działanie promieni słonecznych. Wielu z nich zapewnia także, że zdobyta w ten sposób opalenizna utrzymuje się znacznie dłużej, bo aż 3 miesiące.
Niektóre kosmetyczki radzą, by odrobinę coli dodawać także do balsamu do ciała. Dzięki temu skóra będzie bardziej błyszcząca i wyglądająca na wyjątkowo zdrową.
Cola zamiast ładowarki
Baterie w telefonach są niezwykle kosztowne, ich produkcja wymaga zastosowania bardzo cennych surowców. Ponadto, nie ulegają degradacji i tym samym nie pozostają obojętne dla środowiska. Projektantka Daizi Zeng sugeruje zastosowanie Coca-Coli jako źródła energii dla telefonu komórkowego. Wystarczy tylko wlać ten magiczny płyn do zbiorniczka, który stanowi element integralny jednego z modeli Nokii i ...gotowe! Reakcja chemiczna zachodząca w tym niezwykłym urządzeniu wykorzystuje węglowodany (cukry) do wygenerowania energii. Gdy płyn traci barwę i zamienia się w wodę – oznacza to, że telefon się rozładował. Bateria taka ma pracować kilkakrotnie dłużej niż wszystkie dostępne aktualnie na rynku. |
Jednym słowem: C-C nadaje się do prawie wszystkiego... byle jej nie pić!
Zygmunt Skibicki - 2011-04-13, 15:01
| wp.pl napisał/a: |
Jak rozpoznać dobre jajka?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...bre-jajka-.html
2011-04-13 10:11:47
Jak kupić dobre i smaczne jajka? Taki dylemat przed Wielkanocą ma chyba każdy z nas. Podpowiadamy, jakie jaja kupować, na co zwracać uwagę i jak je przechowywać, by jak najdłużej zachowały świeżość.
Jak rozpoznać dobre jajka?
Niewiele osób kupując jaja sprawdza pieczątkę na skorupce. A warto. Z niej możemy dowiedzieć się, w jakich warunkach hodowana była kura, która je zniosła.
Jaja ekologiczne mają więcej wartości odżywczych i mniej cholesterolu, a więc są zdrowsze. Jaja z chowu klatkowego pochodzą od kur sztucznie karmionych, które nigdy nie widziały trawy i wolnego wybiegu. To wszystko przekłada się również na smak jaj.
Najodpowiedniejszą do przechowywania jajek jest temperatura od 8 do 14 stopni C. Przyzwyczajeni jesteśmy, że jajka trzyma się w lodówce. To utrzymuje dłużej ich świeżość. Ale w sklepach i marketach opakowania jaja nie zawsze są w ladach chłodniczych.
- Dyrektywy unijne pozwoliły na trzymanie jajek poza chłodniami. Dla jajek najważniejsze jest utrzymanie stałej temperatury, inaczej jajka mogą szybko się zepsuć - mówi Krystyna Cegiel-Pawełek z powiatowego sanepidu w Poznania. Jeśli jednak temperatura przekracza 14 stopni, wstrzymajmy się z zakupem.
Maria Walentowicz (55 l.), gospodyni dodaje: Najważniejsze jest to, żeby jajka były świeże i ze sprawdzonej, dobrej hodowli. Tylko wtedy mam pewność, że zarówno w jajecznicy, jak i w każdej innej potrawie będą dobrze smakowały.
* jajo przepiórcze - zawierają znacznie mniej tłuszczu, a więcej aminokwasów niż jaja kurze, są zazwyczaj nieszkodliwe dla osób uczulonych na białko kurze, pomocne w leczeniu np. cukrzycy
* jaja ekologiczne - pochodzą od kur hodowanych tylko w warunkach naturalnych i naturalnie karmionych, jaja te mają obniżoną o ok. 30 proc. zawartość cholesterolu.
* jajo S - jajo małe, o wadze poniżej 53 gram, ma znacznie twardszą skorupkę niż wielkie jajka i trudniej je zgnieść, mają niestety również małe żółtko.
* jajo M - jaja średnie o wadze od 53 do 63 gram, w przypadku takiego jajka możemy przypuszczać, że pochodzi od kury, która nie jest sztucznie dokarmiana, aby znosiła duże jaja, średniej wielkości jaja mają twardą skorupę, rzadko pękają podczas gotowania
* jajo L - jaja duże o wadze mieszczącej się w zakresie od 63 do 73 gram, mają znacznie cieńszą skorupkę i łatwiej pękają podczas gotowania niż mniejsze jaja
* jajo XL - jaja bardzo duże, o wadze równej lub przekraczającej 73 gramy, mają duże żółtka, ale za to cienką skorupę, którą można łatwo zgnieść nawet podczas transportowania.
Jak rozszyfrować napisy na jajkach:
* 0 - jaja z produkcji ekologicznej, kury żyją na wolnym wybiegu, mają luksusowe warunki, karmione są ekologiczną karmą, skubią trawę i jedzą dżdżownice,
* 1 - jaja z chowu na wolnym wybiegu, kury żyją w kurniku, ale mają możliwość wychodzenia na wolny wybieg
* 2 - jaja z chowu ściółkowego, kury hodowane w zamkniętych kurnikach i znoszą jaja prosto na ściółkę
* 3 - jaja z chowu klatkowego, kury żyją w niewielkich klatkach, w których nie mają możliwości poruszania się, rozprostowania skrzydeł, nie są również wypuszczane
Tak rozpoznasz świeże jajko:
* 1. żółtko nie rozpływa się po rozbiciu jaja, jeśli jajko jest stare, nawet bez mechanicznego uszkodzenia, żółtko rozleje się
* 2. białko powinno być krystalicznie przejrzyste, jeśli jest mętne może to świadczyć o tym, że jajo jest nieświeże
* 3. jajko zachowuje świeżość przez 28 dni od momentu zniesienia przez kurę, jajek które mają 2-3 dni terminu przydatności do spożycia lepiej nie kupować
* 4. jajka zachowują dłużej świeżość, jeśli są przechowywane w warunkach chłodniczych
* 5. jajka nie lubią gwałtownych zmian temperatury, więc jeśli kupimy jajko z półki w sklepie, a następnie szybko włożymy je do lodówki, to może szybciej się zepsuć
* 6. jaja z niewielkimi nawet pęknięciami szybciej się psują, dlatego warto otworzyć opakowanie i sprawdzić, czy wszystkie jaja są całe
* 7. na jajkach trzymanych w zbyt wysokiej temperaturze może pojawiać się rosa, a nawet pleśń na skorupce. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-13, 19:36
| wp.pl napisał/a: |
Jak rozpoznać prawdziwą czekoladę?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...czekolade-.html
Mało jest produktów wzbudzających w ludziach tak wiele emocji jak czekolada. Jedni uważają ją za wynalazek szatana, który zgubnie wpływa na figurę i nie pozwala osiągnąć wymarzonej wagi, który uzależnia i niszczy zęby. Zwolennicy nie wyobrażają sobie życia bez tego brunatnego smakołyku, podkreślając jego wyjątkowy smak, rozpływającą się w ustach słodycz i zbawienne działanie zarówno na zdrowie jak i psychikę. Czy czekolada naprawdę pomaga, czy to tylko wymówka łasuchów, którzy nie potrafią zrezygnować z ulubionego deseru?
Jak rozpoznać prawdziwą czekoladę?
Tabliczka czekolady może zdziałać cuda. I to natychmiastowo. Wszystko dzięki temu, że sprzyja wydzielaniu endorfin, czyli „hormonów szczęścia”. Dlatego błyskawicznie poprawia nastrój i humor. Oprócz tego ma jeszcze inne cenne składniki. Przede wszystkim potas odpowiadający za regulację pracy serca i układu nerwowego, fosfor potrzebny do budowy zdrowych kości i mocnych zębów oraz cynk i magnez – dwa naturalne przeciwutleniacze. Teobromina, fenyloetyloamina, węglowodany, wapń i białko, flawonoidy, witaminy B6, B2, A, E, B3, B12, kwas foliowy i kofeina - to wszystko znajdziemy właśnie w czekoladzie. Podsumowując: ziarna kawowca zawierają ponad 500 substancji, które chronią organizm człowieka przed rakiem, chorobami serca, pobudzają układ odpornościowy, łagodzą bóle reumatyczne, przeciwdziałają łagodnej depresji, dodają energii i rozjaśniają umysł.
Jak powstaje czekolada? W skrócie - poddane fermentacji, posegregowane, wysuszone i następnie uprażone ziarna kakaowca zostają zmielone na miazgę, następnie za pomocą prasy hydraulicznej oddziela się tłuszcz (masło kakaowe) od tzw. kuchu kakaowego, który wykorzystuje się m.in. do produkcji proszku kakaowego. Kolejnym etapem jest wymieszanie miazgi z tłuszczem, w tym momencie dodaje się też cukier. Po kolejnych "zabiegach", kiedy czekolada traci nadmiar goryczy i zyskuje gładką konsystencję, zostaje schłodzona (temperowanie) i trafia do foremek aż do zastygnięcia.
Czym więc różni się "prawdziwa" czekolada od typowego przemysłowego i masowego wyrobu? Najlepsi producenci wykorzystują miazgę kakaową, a jeśli dodają do niej jakiś tłuszcz – jest to masło kakaowe. Marni – dla obniżenia kosztów używają innych tłuszczów roślinnych. Często w składzie pojawia się też lecytyna sojowa, która jest tańszą alternatywą dla masła kakaowego w roli emulgatora.
Trzeba pamiętać co tak naprawdę oznacza „zawartość kakao”. Zazwyczaj jest to udział składników pochodzących z ziarna kakaowego – miazgi i dodanego masła kakaowego. Pamiętajmy, że im wyższy procent - tym lepiej. Trzeba się jednak przyjrzeć pozostałym składnikom wyszczególnionym na opakowaniu tabliczki. Czekolada najwyższej jakości powinna być jednolita, bez pęcherzyków i nierówności, o błyszczącej powierzchni. Jeśli ma nalot oznacza to, że najprawdopodobniej była transportowana lub przechowywana w niewłaściwych warunkach. Powinna też „strzelać” przy przełamywaniu.
Czekolada naturalna
Ten rodzaj musi zawierać przynajmniej 34 proc. masy kakaowej. To wystarczy by móc ją nazwać naturalną, ale by tabliczka zasługiwała na miano dobrej jakości czekolady zawartość kakao powinna przekraczać 60 proc. W zależności od zawartości cukru i kakao – czekolady naturalne dzielimy na deserowe (do 70 proc. kakao) i gorzkie (zawierające co najmniej 75 proc. kakao). Aby czekolada gorzka zyskała na wysokiej jakości dodaje się do niej czystego ekstraktu waniliowego - cennej przyprawy uzyskiwanej z orchidei rosnących na Madagaskarze zwanej Bourbon Vanilla. Wówczas uzyskuje się aromatyczną czekoladę, o smakowitej ciemnej barwie. Jest idealnym dodatkiem do deserów i ciast.
Czekolada mleczna
Powinna zawierać przynajmniej 30 proc. kakao, a wysokiej jakości tabliczki 40 proc. Jednak większość czekolad na rynku ma go jeszcze mniej, bo tylko ok. 20 proc. Te braki „nadrabiają” za to słodyczą. Zawartość cukru może dochodzić aż do 50 proc. Czekolady mleczne renomowanych producentów zawierają wyłącznie tłuszcz kakaowy, bez dodatków tłuszczy roślinnych. Prawdopodobnie łagodny, delikatny smak i słodycz sprawiają, że właśnie one podbiły nasze podniebienia i są najchętniej kupowane.
Biała czekolada
Oczywiście przez purystów w ogóle nie zaliczana w poczet czekolad. Ale powszechnie uznaje się, że należy ona do rodziny. Biała czekolada nie zawiera masy kakaowej, a jedynie tłuszcz kakaowy. Wspaniale, gdy w jej składzie znajduje się prawdziwa wanilia, zero tłuszczy roślinnych i duża zawartość mleka (czasem śmietanki). Jednak nie ma się co czarować, częściej będzie to jednak bardzo duża ilość cukru (70 proc.) oraz tłuszcz kakaowy i mleczny (pozostałe 30 proc.)
Czekolady z dodatkami
Zazwyczaj produkowane są na bazie czekolady mlecznej. Najbardziej popularnymi dodatkami są orzechy i suszone owoce. Osobno można potraktować też czekolady nadziewane, najbardziej kaloryczne i zawierające też najwięcej sztucznych składników.
Kalorie
Na koniec najmniej radosna wiadomość. Mimo, że czekolada ma wiele zbawiennych właściwości, nie należy z nią przesadzać - wystarczą dwie, trzy kostki dziennie. Najbardziej kaloryczna jest czekolada biała ma ok. 580 kcal., pozostałe zazwyczaj ok. 530 - 590 kcal. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-15, 11:22
| wp.pl napisał/a: |
Na Zachodzie nawet paprykę mają lepszą
źródło - http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Badania przeprowadzone przez słowackie stowarzyszenie konsumentów wskazują, że spożywcze koncerny sprzedają lepsze produkty do krajów Europy Zachodniej. Coca-Cola czy kawa Tchibo będę tam smaczniejsze.
Testy przeprowadziła firma Asociácia spotrebiteľov Slovenska. Inspektorzy przebadali Coca-Colę, czekoladę Milkę, pieprz i paprykę Kotanyi oraz kawy Nescafe Gold, Jacobs Kroenung i Tchibo Espresso. Na zakupy wybrali się do ośmiu państw: Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Niemiec, Austrii i na Węgry.
Co się okazało? Tylko czekolada Milka wszędzie jest taka sama. Pozostali producenci lepszej jakości produkty sprzedają na Zachodzie, a nam oferują te gorsze.
Międzynarodowe korporacje próbują oszczędzać nie tylko na wieloskładnikowych produktach, ale nawet na papryce. Sprzedawana we wszystkich krajach w identycznych opakowaniach przyprawa Kotanyi, w Austrii zawiera 140 g ekstraktu z czerwonej papryki na kilogram, a ta na rynek bułgarski już tylko 109,9 grama. Bułgarzy oprócz gorszej papryki dostają także słabszej jakości pieprz.
Z badania wynika, że koncern Coca-Cola pozytywnie wyróżnia Polskę. U nas, w Austrii, Niemczech i Czechach napój słodzony jest zwykłym cukrem. Na Słowacji oraz w Bułgarii i Rumunii w Coca-Coli jest już tani słodzik kukurydziany. Z takimi wynikami badań koncern się jednak nie zgadza.
- Nasze produkty mają tę samą wysoką jakość w całej Europie i na świecie - przekonuje Ibolya Szabo, starszy menedżer ds. komunikacji w Coca-Cola Europe. - Tę samą recepturę stosujemy od 125 lat. W niektórych krajach używamy innych substancji słodzących, ale nie ma to wpływu na jakość produktu - komentuje sprawę dla portalu EurActiv.pl .
Z kolei przedstawiciele Kotanyi tłumaczą, że lepsza lub gorsza jakość przypraw może wynikać z różnic w poszczególnych partiach surowców, pochodzących z różnych okresów produkcji.
Co innego twierdzą autorzy badań, którzy zwracają uwagę na zaskakującą prawidłowość.
- Gorsze produkty trafiają zawsze do nowych członków Unii Europejskiej. Nie znaleźliśmy ich w sklepach w Niemczech czy Austrii - powiedział dziennikarzom Milos Lauko, szef Asociácia spotrebiteľov Slovenska. |
Zygmunt Skibicki - 2011-04-19, 22:27
| wp.pl napisał/a: |
Co w kiełbasie piszczy?
źródło - http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych skontrolowała zakłady przetwórstwa mięsnego. Efekt? Kompletnie zaskakujący. Wieprzowe kabanosy mogą być wyprodukowane z cielęciny, a często więcej w nich wody i powietrza niż mięsa.
W raporcie pokontrolnym inspekcja podaje, że aż 32,9 proc. partii wędlin i przetworów z mięsa czerwonego (wędzonki, kiełbasy suszone i podsuszane) było nieprawidłowo oznakowanych. Kontrolerzy wielokrotnie kwestionowali wykazy składników; producenci zazwyczaj nie umieszczają w nich informacji o zwartości alergenów, dozwolonych substancji dodatkowych, wody, aromatów i przypraw.
Okazuje się, że klienci często wprowadzani są w błąd, a podawane na etykietach informacje w istotny sposób odbiegają od rzeczywistego sposobu ich wytwarzania (na przykład zamiast wieprzowiny dodawano cielęcinę). I wreszcie ostatnia sprawa: producenci nagminnie bezpodstawne wydłużają termin przydatności do spożycia swoich wyrobów.
Analizy fizykochemiczne wykazały niezgodność z deklarowanymi normami w 12,3 proc. kontrolowanych partii wędlin. Najczęściej zastrzeżenia dotyczyły kiełbas suszonych (39,5 proc.), które zawierały za dużo wody. Dla kiełbas suszonych producenci deklarują jej zawartość od 48,0% do 78,0% (polska norma dopuszcza zawartość wody na poziomie nie większym niż 59,0%). Podobnie jest w przypadku kiełbas podsuszanych; producenci deklarują, że zwartość wody waha się od 55,0% do 82,0%, ale według normy nie może być ona wyższa niż 63,0%.
Dość częstą praktyką jest też obniżanie zawartości białka. Dla wędzonek jest to około 10,0% (wg PN dla tego asortymentu nie mniej niż 12,0%), dla kiełbas suszonych nie mniej niż 13,0% (wg PN dla tego asortymentu nie mniej niż 17,0%). Jednocześnie producenci zawyżają dozwolony poziom skrobi. Dla wędzonek i kiełbas homogenizowanych - 10,0%, a dla kiełbas drobno rozdrobnionych nie więcej niż 8,0%. Polska Norma dopuszcza dodatek skrobi do wędlin na poziomie do 4,0% (oprócz wyrobów suszonych i surowych, dla których nie określono dopuszczalnego poziomu).
Najmniej nieprawidłowości stwierdzono w badaniu cech organoleptycznych próbek. Kontrole stwierdziły 2,9 proc. partii. Inspektorzy najczęściej zwracali uwagę na zbyt dużą obecność otworów powietrznych oraz cząstek chrzęstnych. |
Filanc - 2011-04-20, 22:11
No cóż, żeby dobrze zjeść, pozostaje nielegalny ubój i kłusownictwo
Zygmunt Skibicki - 2011-04-21, 01:30
| Filanc napisał/a: | | pozostaje nielegalny ubój |
Tam od razu nielegalny...
Powiedzmy... gospodarczy.
Zygmunt Skibicki - 2011-04-21, 13:11
| wp.pl napisał/a: |
Zobacz, co naprawdę zjesz w święta
żródło - http://finanse.wp.pl/kat,...ml?ticaid=1c2ab
Białe kiełbasy wypełnione tłuszczem zamiast mięsem, szynki w połowie z wody i soi oraz mazurki, w których najwięcej jest sztucznych barwników.
To wszystko może znaleźć się na twoim świątecznym stole, jeśli nie będziesz uważał na to, co kupujesz. Zobacz, jak nie dać się nabić w butelkę sprzedawcom i producentom.
W sklepach coraz trudniej kupić wędlinę czy mięso dobrej jakości. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej producenci zaniechali przestrzegania wysokich i drogich rodzimych standardów. Dla Brukseli wcale nie jest najważniejsze, by szynka była wyprodukowana z jak najwyższej jakości mięsa.
Wymagane jest za to, by producent przestrzegał własnych receptur, które już najlepsze być nie muszą. Jeśli więc kiełbasa składa się tylko z 50 procent mięsa, a producent o tym informuje na etykiecie, wszystko jest w porządku. Problem w tym, że w naszych sklepach szynki i kiełbasy leżą najczęściej bez opakowań, więc ich skład pozostaje dla klienta niezbadaną tajemnicą. Jak rozpoznać najlepsze produkty w gąszczu śmieci? W tym pomoże ci Fakt.
Mazurek
Twardy jak stal spód, a na nim tona lukru, cienka warstwa czegoś co przypomina powidła, oraz kolory, jakie w przyrodzie nie występują – tak wyglądają kupne mazurki wielkanocne. Pół biedy jeśli mają stanowić dekorację. Gorzej, jeśli mamy w planach ich konsumpcję.
Nasz organizm może sobie nie poradzić z całą gamą chemikaliów oznaczonych symbolem E, skrobią modyfikowaną, sztucznym miodem zamiast prawdziwego i słodzikiem w miejscu cukru. W ramach oszczędności producenci zastępują też skórkę pomarańczową, wiórki kokosowe czy płatki migdałowe sztucznymi olejkami zapachowymi.
A skąd ten wirtualny kolor? Wszystko dzięki barwnikowi koszenila E-120, który otrzymuje się z wysuszonych i zmielonych owadów! Jeśli nie mamy czasu własnoręcznie upiec mazurka, to lepiej wydać kilka złotych więcej na wypieki w sprawdzonej cukierni niż ryzykować kupno marketowego „specjału".
Szynka
Z kilograma mięsa można wyprodukować 2,2 kg szynki! Te niezdrowe dla organizmu cuda uzyskać można dzięki zastosowaniu chemikaliów. „Wysokowydajna” szynka powstaje dzięki naszprycowaniu mięsa solanką oraz białkiem sojowym.
Fosforany z grupy E450 i E452 i karageny E407 zwiększają zdolność mięsa do wchłaniania wody oraz sprawiają, że substancje wiążą się, a mięso nie rozpada. Najbardziej oszukać można na produkcji szynki prasowanej, której objętość można zwiększyć o ponad 200 procent!
Oznacza to, że każdy plasterek szynki składa się tylko z 1/4 mięsa! Jak rozpoznać dobrą szynkę? Szynka, po przekrojeniu, nie powinna świecić i błyszczeć, bo to oznaka zastosowania białka sojowego. Mięso powinno być zwarte, z widocznymi włóknami i żyłkami tłuszczu, a drobne pęcherzyki żelowe, które często można na szynce zaobserwować to efekt szprycowania mięsa soją. Niestety, dobrej jakości szynka nie może kosztować poniżej 30 zł za kilogram.
Schab
Nasączone solanką i soją mięso schabowe potrafi zwiększyć swoją objętość nawet dwukrotnie. Efekty te producenci starają się zatuszować stosując barwniki, substancje zapachowe, oraz obsypując schab majerankiem, papryką lub innymi ziołami.
Podobnie, jak w przypadku szynki, prefabrykowany schab można rozpoznać przez drobne kleksy żelu w mięsie. To nic innego jak soja, która wypełnia przestrzeń między włóknami. Cena pieczonego schabu w sklepie nie powinna być niższa niż 20 zł. Mimo to często zdarza się, że w sklepach pieczony schab jest tańszy od surowego.
Biała kiełbasa
Zmielony tłuszcz i zwierzęce chrząstki z dodatkiem barwników i substancji zapachowych, a wszystko upchnięte w sztucznym flaku - tak może wyglądać biała kiełbasa na wielkanocnym stole. Jak rozpoznać dobry wyrób?
Dobrej jakości biała musi być zwarta, sprężysta i krucha. Kiełbasa wyginająca się w pałąk się nie nadaje! Oceniając kolor warto odrzucić te najbielsze, bowiem istnieje większe ryzyko dużej zawartości tłuszczu. Warto zwrócić uwagę, czy przez flak przebijają ciemniejszej barwy zioła tj. majeranek.
Najlepszym sposobem zakupu jest poproszenie ekspedientkę o przekrojenie kiełbasy, bowiem wtedy jej składniki są najlepiej widoczne. Warto także poprosić sprzedawcę o sprawdzenie składu wędliny. Kupno białej, w której mięsa jest poniżej 80 procent, to spore ryzyko!
Chrzan
W takim słoiku chrzanu jest niewiele, od 29 do 43 proc., reszta to oleje, kwasy cytrynowe, substancje konserwujące, regulatory i barwniki, a szczególnie pirosiarczany sodu. Nasze babcie na pewno by nam odradzały taką podróbkę chrzanu.
Ten prawdziwy, zrobiony domowym sposobem zawiera witaminy C i E oraz te z grupy B. Poza tym ma wapń, fosfor, sód, żelazo, siarka, mangan oraz fitoncydy, czyli naturalne substancję bakteriobójcze. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-09, 20:03
10 rzeczy, których nie wiesz o Coca-Coli
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,13...g4sticaid=6c462
125 lat Coca-Coli
8 maja 2010 roku minęło 125 lat od sprzedania pierwszej butelki Coca-Coli. Z tej okazji prezentujemy wam 10 nieznanych faktów na temat tego najpopularniejszego napoju na świecie.
Twórca Coca-Coli
Aptekarz z Atlanty, John Pemberton, został ciężko ranny podczas wojny secesyjnej. Chroniczny ból sprawił, że uzależnił się od morfiny oraz kokainy. Wymyślony przez niego napój miał być środkiem na ukojenie nerwów. W jego skład wchodził ekstrakt z liści koki, bogatych w kokainę oraz nasion koli, zawierających kofeinę, od których napój zyskał światowej sławy nazwę.
Właściciel imperium Coca-Coli
Twórca Coca-Coli zmarł zaledwie 2,5 roku po opracowaniu receptury. Nie doczekał uznania. Majątek na Coca-Coli zbił potentat Asa Griggs Candler, który przejął firmę w 1893 roku.
Sprzedaż Coca-Coli
W pierwszym roku produkcji sprzedawano dziennie 9 szklanek Coca-Coli. Dziś około 1 mld 1-litrowych butelek.
Kokaina w Coca-Coli
Do 1903 roku w jednej szklance Coca-Coli znajdowało się aż 9 mg kokainy! Współcześnie do produkcji stosuje się odmianę koki pozbawionej narkotyzującego alkaloidu.
Pozyskiwanie ekstraktu koki
Firma Coca-Cola podpisała umowę z rządową agencją Drug Enforcement Administration (DEA), która odpowiada za walkę z biznesem narkotykowym w USA, na legalne zaopatrzenie z jedynej fabryki ekstraktu koki.
Zużywacie wody do produkcji Coca-Coli
Do produkcji 1 litra Coca-Coli wykorzystuje się 2 litry wody. Rocznie daje to około 290 miliardów litrów zużytej wody! W 2004 roku indyjscy rolnicy wznieśli protest przeciwko Coca-Coli, ponieważ w kraju brakowała wody do prowadzenia upraw oraz do picia. Od tego czasu do fabryk znajdujących się w krajach o ograniczonych zasobach wody pitnej, ta baza do napoju jest importowana statkami.
Zmiana receptury Coca-Coli
W 1985 roku postanowiono udoskonalić smak coca-coli. Wprowadzono ją do sklepów jako „New Coke”. Jednak po protestach klientów przywrócono starą, sprawdzoną recepturę. Obecnie w Polsce dostępne są cztery warianty smakowe, w tym Coca-Cola light, Coca-cola zero i Cherry Coke. W innych krajach klienci mogą kupić także Coca-colę bezkofeinową, o smaku waniliowym, malinowym, a nawet pomarańczowym.
Coca-Cola stworzyła Świętego MIkołaja
Coca-Cola miała także kilka udanych przedsięwzięć marketingowych. Na początku lat 30 koncern zlecił plastykowi, Haddonowi Sundblomowi, opracowanie wizerunku potrzebnego do reklamy słynnego napoju. Czerwony nos, siwa broda, białe brwi i charakterystyczny płaszcz zaczęły podbijać świat, aż w końcu zupełnie zawładnęły masowym wyobrażeniem na temat Świętego Mikołaja.
Coca-cola w Polsce
Gdy Coca-cola trafiła do Polski w latach 50-tych nie miała zbyt wielu zwolenników. Słynny poeta polski Julian Tuwim otwarcie ją krytykował pisząc: „Teraz Amerykanie wybierali się na Księżyc i obliczyli już nawet w dolarach, jaki będzie koszt przelotu jednej osoby. Macy's założy tam filię swego babilońskiego przedsiębiorstwa a firma Coca-Cola (która rocznie wydaje na reklamę więcej niż przedwojenna Polska na nowe szkoły i szpitale) będzie księżyczanom sprzedawała swoją mdłą lurę. " (Marci Shore, "Kawior i popiół. Życie i śmierć pokolenia oczarowanych i rozczarowanych marksizmem", Warszawa 2008)
Coca-cola w kosmosie
Rzeczywiście Coca-Cola znalazła się także w kosmosie. Dystrybutor do tego napoju, został zainstalowany na pokładzie wahadłowca Endeavour lecącego w 1996 roku do Międzynarodowej Stacji Kosmiczne,j podczas misji STS-77. Picie napojów w przestrzeni kosmicznej jest utrudnione ze względu na stan nieważkości, dlatego skonstruowano specjalny automat dla NASA.
Zygmunt Skibicki - 2011-05-09, 20:06
| wp.pl napisał/a: | Uważaj, co pijesz!
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...-co-pijesz.html
W ciepłe dni chętnie sięgamy po orzeźwiające napoje. Uważajmy jednak na to, co pijemy. Kolorowe, gazowane napoje pełne cukru, a także popularne napoje energetyczne niszą zęby.
Zębom szkodzi zawarty w napojach cukier, kwas oraz barwniki. Szczególnie narażone na negatywny wpływ napojów są dzieci.
Słodkie, zimne, gazowane – czego nie pić?
Cola, napoje energetyczne z kofeiną, a nawet popularne ice-tea znajdują się na czarnej liście dentystów od wielu lat. Wszystko za sprawą chemii zawartej w napojach, która nie tylko podrażnia nasze zęby, ale może doprowadzić do niebezpiecznej erozji szkliwa, a w konsekwencji do próchnicy. Tymczasem statyczny Polak rocznie wypijają aż 46 l. napojów gazowanych rocznie - dane Canadean. Tylko 2 proc. zwraca uwagę na skład chemiczny napoju.
– W upalne dni nie zastanawiamy się nad tym, co pijemy. Sięgamy po napoje dające ochłodę. Tymczasem większość z nich negatywnie wpływa na nasze zęby. Słodkie, gazowane napoje zawierają niebezpieczny dla szkliwa kwas fosforowy i cytrynowy, który rozpuszcza szkliwo, podnosząc przy tym pH w ustach. Wiele z nich posiada w swoim składzie cukier w różnych postaciach, będący pożywką dla bakterii. Z kolei napoje typu ice-tea czy popularne oranżady zawierają barwniki i dodatki smakowe, które nie tylko odbarwiają nasze zęby, nadając im żółty lub szary kolor, ale mogą być przyczyną reakcji alergicznych w jamie ustnej – wyjaśnia lek. stom. Wojciech Fąferko z Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim clinic w Katowicach.
Chemia króluje w popularnych napojach. Półlitrowa butelka napoju gazowanego zawiera przeciętnie 15 łyżeczek cukru. Kwasy zawarte z kolei w napojach, zarówno w tych tradycyjnych, jak i light uszkadzają zęby, są również powodem podrażnień dziąseł i języka. Na tym jednak nie kończy się lista napojów zakazanych przez dentystów.
Groźne dla zębów są także zimne napoje. – W naszej jamie ustnej utrzymuje się temperatura 36.6 °C lub nieco wyższa. Pijąc napój mający 5-10 °C, czyli napój prosto z lodówki lub z lodem możemy narazić nasze zęby na szok termiczny, a konsekwencji na pęknięcie szkliwa. Pojawiają się wtedy mikroszczeliny, w których rozwijają się bakterie, powodujące próchnicę – przestrzega dr Fąferko.
Zasady picia słodkich i gazowanych
Nie oznacza to jednak, że z napojów trzeba całkowicie rezygnować, chociaż i to zalecają dentyści. Zdaniem dr Fąferko ryzyko próchnicy można zminimalizować stosując się do kilku prostych zasad. – Najprościej jest zrezygnować z napojów na rzecz napojów niegazowanych i wody, zwłaszcza tej bogatej w wapń. Jeśli jednak dalej kusi nas cola lub słodka oranżada, pijąc je nie płuczmy nimi zębów, tylko od razu połykajmy. Unikniemy wtedy osadzania się cukrów i kwasu na powierzchni szkliwa – mówi.
I dodaje: - Odpuśćmy sobie takie napoje przed snem. Zawarty w nich cukier przez noc będzie pożywką dla bakterii. Rano także odpowiadać będzie za nieprzyjemny zapach z ust. Ważne jest także, aby nie myć zębów od razu po wypiciu napoju. Większość związków chemicznych zawartych w napojach rozmiękcza szkliwo – wyjaśnia dentysta.
Z pomocą mogą przyjść także wyniki badań amerykańskich naukowców z Academy of General Dentistry (AGD). Ich zdaniem picie coli czy oranżady przez słomkę zmniejsza negatywny wpływ płynu na zęby. – Słomka oczywiście musi być skierowana do tylnej części jamy ustnej. Tak, aby ograniczyć kontakt napoju z zębami – mówi dr Fąferko.
Gimnastyka ze słomką, zasady picia napojów - na tym tle całkiem rozsądnie wygląda wprowadzenie do letniej diety zwykłej wody.
– Nie ma znaczenia, jaka woda, może być gazowana lub nie, zmineralizowana lub nie. Ważne, aby była bez dodatków słodzących lub smakowych. Unikajmy wód o smaku cytryny czy maliny. Lepiej sami dodajmy cytryny lub limonki. Także soki są mniej niebezpieczne, pod warunkiem, że umyjemy po nich zęby – dodaje.
Napoje niezalecane: słodkie, gazowane napoje, cola, ice-tea, napoje kleiste i syropowate z dużą zawartością cukrów, napoje energetyczne i izotoniczne
Napoje zalecane: woda (gazowana lub niegazowana), niesłodzona herbata (również zimna), mleko. |
No, jeśli kwas fosforowy albo cytrynowy podnoszą komuś pH w ustach, to musi być ktoś z potwornie mocno poodwracanymi... zasadami
Zygmunt Skibicki - 2011-05-09, 21:13
| wp.pl napisał/a: | Nietypowe zastosowania kuchenki mikrofalowej
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/m...krofalowej.html
2011-05-09 11:57:39
Każdemu, kto żyje w biegu mikrofalówka pomaga zaoszczędzić cenny czas. Większości z nas służy zasadniczo do odgrzewania tudzież rozmrażania produktów spożywczych. Niektórzy idą dalej – nauczyli się w niej gotować całe zestawy obiadowe. Nie ma co ukrywać, stała się pożytecznym, kuchennym pomocnikiem, ułatwiającym nam życie. A od czasu, gdy pogromcy mitów zaprzeczyli zgubnemu działaniu fal kuchenki mikrofalowej, znaleziono dla niej też sporo nowych zastosowań. Jakich?
Nietypowe zastosowania kuchenki mikrofalowej
Zabij bakterie na gąbce
Gąbki i szczotki kuchenne mogą być rezerwuarami chorobotwórczych drobnoustrojów. Amerykańscy naukowcy mają na to jednak prostą radę. Badacze sprawdzili, jaki jest najskuteczniejszy sposób na odkażenie zmywaka kuchennego. Przez długi czas sprawdzali skuteczność prania w pralce i w zmywarce. Brudną gąbkę wkładali też do kuchenki mikrofalowej. Jaki jest wynik tych doświadczeń? Okazuje się, że 3 min. podgrzewania zabija aż 99 proc. zarazków. Dzięki kuchence pozbędziemy się bakterii, wirusów, pasożytniczych pierwotniaków, czyli tego, co skutecznie opiera się próbom usunięcia ciepłem czy związkami chemicznymi.
- Ludzie często wkładają gąbki i szczotki do zmywarki. Jeśli jednak chcą, by były rzeczywiście odkażone, a nie po prostu uprane, powinni użyć kuchenki mikrofalowej - tłumaczył po badaniu Gabriel Bitton, profesor inżynierii środowiskowej na University of Florida.
Dezynfekcja kuchennych desek
Fale kuchenki mikrofalowej potrafią usunąć nieprzyjemny zapach z plastikowej deski kuchennej. Wystarczy posmarować deskę plasterkiem cytryny lub wodą okraszoną kilkoma kroplami białego octu, a następnie podgrzać przez minutę w mikrofalówce ustawionej na wysoką temperaturę. Zapach surowej ryby lub surowego mięsa zniknie jak ręką odjął.
Ratunek dla miodu
Kto lubi skrystalizowany miód? Nikt. Gospodynie domowe zwykle wkładają go do garnka z zimną wodą i podgrzewają. Często jednak kończy się to pęknięciem słoika. Można tego uniknąć „upłynniając” miód w kuchence mikrofalowej. Słoik z 250 g miodu (otwarty!) wystarczy wstawić na 2-3 minuty do kuchenki nastawionej na moc 180 W. Tak rozpuszczony, zachowuje smak i wartości odżywcze.
Rozpuszczanie masła
Co zrobić, gdy o świcie chcemy zrobić sobie kanapkę z masłem, które całą noc spędziło w lodówce i twardością przypomina kamień? I tu na ratunek przychodzi popularna mikrofala. Wystarczy na kilka sekund wstawić masło do kuchenki i gotowe. Pamiętajmy jednak, że masło nie może być w papierku. Najlepiej, by było pozostawione na szklanym spodku i w dawce „jednorazowej”. W podobny sposób możemy rozpuszczać i podgrzewać czekoladę.
Więcej soku
Jak z cytrusów wydobyć więcej soku? Oczywiście dzięki mikrofali. Pomarańcza, cytryna lub limonka wyciągnięta prosto z lodówki znacznie trudniej oddaje swój sok podczas wyciskania niż ta, lekko podgrzana lub pozostawiona w temperaturze pokojowej. Pamiętając o tym, cytrus z którego chcemy wycisnąć sok, włóżmy na 30 sekund do kuchenki nastawionej na 100 proc. mocy. Nie tylko łatwiej wyciśniemy sok, ale będzie go więcej.
Bez skórki
Blanszowanie pomidorów to żmudna robota. Gotowanie wody, moczenie warzyw przez odpowiednią liczbę minut… Strata czasu. Okazuje się bowiem, że gdy chcemy obrać pomidory, nie musimy ich blanszować. Wystarczy wstawić je na minutę do mikrofalówki ustawionej na najwyższą moc. Skórka zejdzie z nich bez problemu.
Suszone i prażone
Również świeże zioła możemy ususzyć w mikrofalówce. To proste - układamy je na papierowych serwetkach i włączamy sprzęt na 30 sekund przy mocy 600 W. Czynność powtarzamy do momentu, aż zioła staną się suche i dadzą się pokruszyć.
Podobnie uprażymy choćby orzechy czy grzanki do zupy. Jedną warstwę produktów ułożoną na talerzu, podgrzewamy na wysokiej mocy przez dwie do trzech minut. Kiedy kuchenka skończy działanie, jeszcze przez minutę pozostawmy zawartość w środku.
Kosmetyki na ciepło
Paniom dbającym o urodę mikrofala również przyniesie wiele pożytku. Odżywcze olejki do włosów czy nawilżające maseczki do twarzy lepiej działają, gdy są podgrzane. Wystarczy zaledwie dziesięć do dwudziestu sekund delikatnego podgrzewania. Wosk, masło kakaowe czy olej można umieść w salaterce i podgrzać w urządzeniu, aż się rozpuszczą. Trzeba jedynie uważać, by nie zagotować mieszaniny. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-10, 22:06
| wp.pl napisał/a: |
Fast food, który nie szkodzi
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...ie-szkodzi.html
Bary szybkiej obsługi i uliczne budki serwujące „coś na ciepło” zrobiły w Polsce zawrotną karierę. Specjaliści biją na alarm – żywienie się w takich miejscach to prosta droga do zrujnowania sobie zdrowia. Czy fast food może więc być zdrowy? Okazuje się, że tak.
Fast food, który nie szkodzi
Dawno minęły czasy świetności barów mlecznych, za to prawie na każdej ulicy w centrum dużego miasta można spotkać bary lub małe budki oferujące fast food. Po dostępne tam „gotowce” sięgają przede wszystkim młodzi, którzy żyją w ciągłym pośpiechu, spędzając wiele godzin w pracy lub na uczelni. Czy można znaleźć tam coś wartościowego?
Wyniszczona sałata
Specjaliści podkreślają, że fast foody to przede wszystkim źródło tłuszczu. Czy sięgając po 100 g frytek zastanawiamy się ile mają kalorii? Jest ich aż 227 – w tym 40 proc. kalorii przypada na ziemniaki, pozostałe na tłuszcz. Według danych Amerykańskiego Towarzystwa Dietetycznego Big Mac zawiera 570 kcal, cheeseburger z bekonem 464 kcal, kawałek pizzy peperoni (ok. 120 g) 306 kcal, hamburger 245 kcal, chickenburger 234 kcal, Hot Wings (1 skrzydełko) 218 kcal, hot dog 214 kcal. Przerażające, prawda? Do tego dodać należy informacje o całej tablicy Mendelejewa, którą te produkty w sobie zawierają. Frytek czy hamburgera bez sztucznych substancji próżno szukać. Na dodatek kolorowe sałatki nie zawierają witamin. Jak to? Zagrzmią miłośnicy zieleniny, sięgający po nie w barach szybkiej obsługi. Zwyczajnie, używana tam sałata jest rozdrobniona na długo przed podaniem. Każde obrane i rozdrobnione warzywo częściowo traci witaminy. Niszczą się one też pod wpływem światła, kontaktu z nożem. Nieco bardziej wartościowe są pomidory, ale z kolei łączenie ich z ogórkami dodatkowo niszczy to, co cenne. Ogórki zawierają enzym askorbinowy, który utlenia witaminę C. Z badań wynika, że nawet niewielka ilość tego składnika (zawarta w jednej łyżeczce soku z ogórków) niszczy całą witaminę C aż z trzech litrów soku z pomidorów.
Ile mięsa w mięsie?
Wysoko przetworzone mięsne „przekąski”, często zawierają też więcej zapychaczy niż czystego mięsa. Jak podaje serwis organicauthority.com tak wygląda sprawa np. w przypadku popularnych McNuggetsów. Te, zawierają tylko 50 proc. mięsa. Reszta to nie tylko sól, skrobia czy słodziki, ale także substancja zabezpieczająca produkt przed zawilgoceniem (polidimetylosiloksan), jełczeniem (tert-butylohydrochinon) oraz pełniąca funkcję zmiękczającą (fosforan aluminiowo-sodowy).
Nie ma się czego bać
Wiemy już, co szkodzi. Nie sposób nie zadać sobie pytania, czy w tym bogatym menu znajdziemy coś, co nie tylko smakuje, ale też nie degraduje naszego zdrowia? Powszechnie mianem dań fast food określa się hamburgery, frytki, hot dogi, zapiekanki, kurczaki pieczone w panierce czy pizze z sieciowych pizzerii. Od niedawna do tego grona dołączył także kebab. I tu dochodzimy do pozytywnego punktu. Specjaliści są zdania, że mięso pieczone na rożnie jest zdrowsze od smażonego. Mówiąc wprost, kebabu nie należy się obawiać. Ten rodzaj tureckiej kanapki z mięsem i warzywami zawijanej w chleb lub specjalny naleśnik jest najzdrowszym fast foodem ze wszystkich mięsnych dań na szybko. Na rynku mamy kilka rodzajów tej potrawy. Podstawowa porcja składa się jednak z bułki, która wypchana jest mięsem, surówką oraz sosem. W zależności od naszego zamówienia mięso może być albo wieprzowe albo drobiowe. Wybierajmy to drugie. Kebab jest „zdrowy”, bo zawiera nieprzetworzone mięso, z którego wyciekł tłuszcz.
Jak ze wszystkim, również w jedzeniu kebabów należy zachować umiar. Choć zawierają sporo warzyw, kaloryczność ich podbijają wszelkie sosy. I może jeszcze najważniejsza uwaga. Miejsce w którym kupujemy tego rodzaju fast food powinno być czyste i nie wzbudzać naszego niepokoju. Niestety zdarza się coraz częściej, że na rożen trafia mięso, które przypomina raczej „masę kebabową” , na którą składa się mięso mielone rożnego
pochodzenia.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-05-11, 10:33
| wp.pl napisał/a: |
6 powodów, dla których warto być grubym
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,13...g4sticaid=6c488
Otyłość powoduje choroby i zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci. Jednak w dobie globalnej manii odchudzania zapominamy o tym, że umiarkowana ilość tkanki tłuszczowej ma także dobre strony.
Zanim zaczniesz katować swoje ciało i umysł wyczerpującymi ćwiczeniami i restrykcyjnymi dietami, przeczytaj koniecznie ten tekst!
Tłuszcz pomaga zwalczać infekcje
Walka z drobnoustrojami powodującymi chorobę to ciężka praca. Wymaga dostarczenia komórkom odpornościowym ogromnej ilości energii. Głównym źródłem potrzebnej od zaraz energii są magazyny w postaci tkanki tłuszczowej. Nie bez przyczyny znajduje się ona nie tylko w warstwie podskórnej, ale także wokół organów wewnętrznych i w pobliżu węzłów limfatycznych. Znajdują się one na szyi, pod pachami oraz w pachwinach i spełniają rolę swoistego „pogotowia ratunkowego”, z którego wysyłane są posiłki. Ponadto same komórki tłuszczowe gromadzą witaminy oraz posiadają zdolność wyczuwania zagrożenia ze strony obcych komórek i wydzielania białka zapalne, które alarmują układ immunologiczny o intruzie.
Tłuszcz chroni organy
Jak wspomnieliśmy wcześniej, tłuszczyk odkłada się wokół narządów wewnętrznych, stanowiąc ich warstwę ochronną. Zabezpiecza je głównie przed urazami mechanicznymi, zwłaszcza nieosłonięte żebrami nerki oraz jelita, skutecznie amortyzuje narządy w przypadku upadku lub uderzenia. Ponadto stanowi przyczep dla mięśni, podtrzymuje nerki i gruczoły mleczne w prawidłowej pozycji, uelastycznia skórę.
Tłuszcz zapewnia ciepło
Gdyby nie podskórna tkanka tłuszczowa być może wcale nie byłoby nas dziś na świecie. To właśnie dzięki niej nasi przodkowie przetrwali trudne warunki zimna i głodu. Dziś nie musimy już mieszkać w jaskiniach, mimo to tkanka tłuszczowa jako element termoregulacji nadal jest bardzo istotna, zmniejsza bowiem promieniowanie ciepła z wnętrza ciała. Wbrew pozorom nie dzieje się tak wyłącznie podczas mrozów, ale także upałów – gdy temperatura wzrasta powyżej 31 stopni dochodzi do intensywnego pocenia się, co powoduje również wychładzanie wnętrza ciała. Tkanka tłuszczowa chroni organizm przed nadmierną utratą ciepła.
Tłuszcz zapewnia długowieczność
Z badań Catherine Collins, głównego dietetyka St George’s Hospital w Londynie , wynika, że w przypadku osób po 40. roku życia zdecydowanie lepsza jest lekka nadwaga niż niedowaga. Odrobina sadełka zapewnia dłuższe życie i lepsze zdrowie. Zwiększa gęstość kości, które muszą utrzymywać ciężar ciała, chroniąc tym samym przed osteoporozą. Potwierdzają to również badania na japońskich stulatkach, których większość w okolicach 50-tki przybrała na wadze.
Tłuszcz zapewnia lepszy seks
Język polski nie dostarcza zbyt pozytywnych skojarzeń dotyczących tkanki tłuszczowej odkładającej się na biodrach i brzuchu – mówimy o oponce, boczkach, fałdach. Jednak Anglicy mają do tego mankamentu zupełnie inne podejście - nazywają je „love hendles” czyli „uchwyty miłości”, za które chętnie chwytają zakochani. Mają zupełną rację, udowodniono bowiem, że ci, którzy je mają, czerpią więcej satysfakcji w sypialni! W błędzie byłby ten, kto sądziłby, że to wymówka puszystych pań – teorie tę przedstawił noblista i odkrywca struktury DNA James Watson, który do grubasów z pewnością nie należy.
- Szkielety nigdy nie były utożsamiane z atrakcyjnością - przypomniał prof. Watson. Krągłe biodra kobiet są ewolucyjnie wypracowanym sygnałem mówiącym o zdrowiu i płodności. Ponadto udowodniono, że tkanka tłuszczowa odgrywa ważną rolę w przypływie hormonów szczęścia - endorfin. U krągłych osób wydziela się go znacznie więcej niż u szczupłych, dlatego osiągają większą przyjemność nie tylko z jedzenia, ale również z seksu.
Tłuszcz działa... odchudzająco
Tkanka tłuszczowa, której nadmiar spędza sen z powiek wielu kobiet i mężczyzn to tzw. biały tłuszcz. W organizmie człowieka znajduje się także drugi typ – tłuszcz brązowy, który ma zbawienne działanie. W przeciwieństwie do białego, brązowy tłuszcz nie gromadzi energii lecz pomaga ją spalać, a tym samym chudnąć. Do tej pory naukowcy sądzili, że brązowa tkanka tłuszczowa jest charakterystyczna tylko dla niemowląt i wraz z wiekiem zanika, co jest powodem tycia. Ostatnie doniesienia mówią, że może on występować także u szczupłych 20-latków, co daje nadzieję, że uda się wymyślić metodę zachowania go na dłużej i zapewnienia idealnej sylwetki po okresie dojrzewania. Na razie sukcesem zakończyły się eksperymenty nad przekształceniem białego tłuszczu w brązowy u szczurów. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-12, 15:51
| wp.pl napisał/a: |
Smak potrawy zależy od garnka
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/m...-od-garnka.html
Pozwalają na uzyskanie wspaniałego smaku każdego dania. Pod warunkiem, że odpowiednio je dobierzemy. W przeciwnym razie czeka nas kuchenna klęska. Czy wiesz, że smak potrawy w dużym stopniu zależy od garnka jakiego użyjesz?
Smak potrawy zależy od garnka
Miedziane, żeliwne, stalowe, emaliowane, aluminiowe − wybór garnka czy patelni dostarcza wielu wątpliwości. W nieodpowiednim naczyniu łatwo bowiem zmarnować wyszukane danie i w dodatku zrujnować zdrowie.
Danie z żelazem
Masywne garnki żeliwne mają wielu zwolenników. Dobrze sprawdzają się w przypadku potraw wymagających długiego gotowania na niewielkim ogniu. Są nieodzowne w kuchni chińskiej. Nie każdy jednak wie, że w trakcie gotowania w takich naczyniach, do jedzenia przechodzą związki żelaza zwłaszcza, jeśli przygotowujemy dania o odczynie kwaśnym.
Badania naukowe potwierdziły, że np. zawartość żelaza w sosie pomidorowym podskoczyła z mniej niż 1 mg, w porcji gotowanej w zwykłym garnku, aż do 6 mg w porcji z garnka żeliwnego. Przecier jabłkowy wykazał jeszcze większą różnicę (z 0,35 mg do 7,3 mg), a jajecznica, smażona na żeliwnej patelni, zawierała 5 mg żelaza zamiast 1,5 mg. Zawartość żelaza w oczywisty sposób musi odbić się na smaku potraw. Naczynia te sprawiają, że przygotowane w nich dania nabierają lekko metalicznego smaku, mogą też zmieniać kolor na nieco ciemniejszy. Tym bardziej nie należy w nich przechowywać kwaśnych potraw. Szczególnie dotyczy to garnków z „surowego” żeliwa.
Mimo tego, według specjalistów właśnie te naczynia powinny wrócić do łask, bo można w nich przyrządzać jedzenie praktycznie bez użycia tłuszczu. Podczas zakupu zwracajmy jednak uwagę na te czernione, czyli fabrycznie wypalone z użyciem tłuszczu. Tylko takie nie będą pokrywały się niebezpieczną rdzą.
Aluminium od święta
Aluminiowe garnki królują na naszym rynku. Niestety, nie nadają się do wszystkiego. Lepiej korzystać z nich od święta. Ugotowany w nich kompot często ma metaliczny posmak. Nie można w nich przygotowywać potraw kwaśnych (kapuśniaku czy bigosu), ponieważ do jedzenia może przedostawać się glin, który ma związek z chorobami neurologicznymi (m.in. chorobą Alzheimera).
Garnek dla alergika
Szczególną uwagę na naczynia powinni zwracać uczuleni na nikiel. W gotowanych w metalowych garnkach zupach jarzynowych (które mają niskie pH, co ułatwia wyługowywanie niklu z metalu), może znajdować się zagrażająca alergikowi ilość tego związku. Szczególnie szkodliwa bywa kwaśna zupa szczawiowa. Osoby uczulone na nikiel powinny gotować w garnkach ze stali pokrytej wypalaną w wysokich temperaturach emalią ceramiczną. Pamiętajmy jednak - uszkodzona emalia w garnku naraża na dodatkowy kontakt z niklem. Nie ma sentymentów - taki garnek trzeba wyrzucić
Teflon, który wyparował
Teflonowe naczynia już dawno stały się niezwykle popularne. Patelnię z tą powłoką znajdziemy niemal w każdym domu. Tymczasem teflon może być niebezpieczny. Przed szkodliwym działaniem teflonu ostrzega m.in. organizacja ekologiczna WWF. Gdy pokrywająca patelnie i garnki powłoka jest porysowana, cząsteczki tej substancji przedostają się do żywności. Naukowcy podejrzewają, że uwalniane substancje mogą być rakotwórcze. Lepiej więc kupić nową patelnię.
Badania wykazały także, że chemikalia, uwalniające się z powłok zapobiegających przywieraniu smażonych potraw, mogą w dużych dawkach podnosić poziom cholesterolu u dzieci. Stosowane tam związki, takie jak kwas perfluorooctowy (PFOA) czy sulfoniany perfluorooktanu (PFOS), mogą przedostawać się do organizmu i wędrować do wątroby - narządu odpowiedzialnego m.in. za gospodarowanie tłuszczami i wytwarzanie cholesterolu.
Bigos na cenzurowanym
Jedna z polskich firm wyprodukowała specjalny garnek do bigosu. Jak to? Zapytają doświadczone gospodynie. Okazuje się, żeby tradycyjny bigos zachował idealny smak, potrzebne jest odpowiednie naczynie. Nasz kuchenny bohater posiada wewnątrz brązową emalię, która zapobiega przywieraniu potrawy do dna. Sprzedawany jest z dopasowaną pokrywą emaliowaną, która nie przepuszcza promieni UV, co pozwala zachować dłużej świeżość ulubionej przez Polaków potrawy. |
Trochę mnie ta "dopasowana pokrywa emaliowana" śmieszy w aspekcie nie przepuszczania promieni UV, ale z większością tez tego artykułu mogę się zgodzić.
Najgorsze z tego wszystkiego jest aluminium. Dość obszernie to uzasadniłem w innym miejscu.
Zygmunt Skibicki - 2011-05-16, 17:49
| wp.pl napisał/a: |
Ile tak naprawdę jest soku w soku?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/m...ku-w-soku-.html
Sklepowe półki pełne są soków, nektarów, napojów owocowych. Trudno je od siebie odróżnić. Jednak naprawdę warto poświęcić kilka chwil na przestudiowanie etykiety, by nie dać się nabrać i zamiast 100-procentowego soku owocowego nie kupić np. słodzonego napoju, w którym soku jest naprawdę tyle, co kot napłakał.
Ile tak naprawdę jest soku w soku?
Zgodnie z prawem Unii Europejskiej sok to "napój, który jest zdolny do fermentacji, ale niesfermentowany, wyprodukowany ze zdrowych, dojrzałych, świeżych lub schłodzonych owoców lub warzyw, mający kolor, smak i zapach charakterystyczne dla produktu, z których został zrobiony". Soków robionych bezpośrednio ze świeżych owoców jest na rynku niewiele. Zawsze są to tzw. soki jednodniowe - z marchewki, grapefruita, pomarańczy. Takie soki już po dwóch dniach mają prawo do fermentacji - zrobione są przecież tak, jak trzeba - z wyciśniętych owoców i warzyw.
Nie mamy się jednak co łudzić, że popularne soki pomarańczowe - w kartonikach z napisem "100 procent" - to właśnie takie produkty. Większość z nich produkowanych jest z koncentratu. Uzyskuje się go w kraju, w którym pomarańcze rosły – odparowując lub wymrażając wodę z soku. Oddziela się także miąższ i aromat. Dopiero w takiej postaci trafia do kraju, gdzie będzie sprzedawany. I tu zabawa zaczyna się od początku, a właściwie - od końca. Jest ponownie rozcieńczany – dodaje się do niego z powrotem wodę usuniętą w czasie zagęszczania, w takiej ilości, aby uzyskać w gotowym produkcie stężenie substancji rozpuszczalnych (cukrów, kwasów organicznych, witamin i składników mineralnych) zbliżone do soku naturalnego.
Takie produkty są jednak prawie tak samo dobre jak czyste soki owocowe, bowiem sok tego typu odpowiada właściwościom przynajmniej średniej jakości soku świeżego - pod warunkiem jednak, że wyprodukowano go zgodnie z przepisami.
Dobry sok musi zawierać 85–100 proc. owoców. Soki owocowe (z wyjątkiem soku z gruszek i winogron) mogą mieć w składzie także niewielkie ilości cukru, albo innych naturalnych substancji słodzących, które łagodzą ich kwaśny smak. Jeśli dodatek cukru nie przekracza 15 g/litr, producent nie musi o tym informować. Gdy zawartość cukru jest większa niż 15 g/litr, musi podać informację, że sok jest słodzony.
Soki warzywne z kolei mogą być doprawiane cukrem lub miodem, ziołami oraz kwasem cytrynowym. Wszystkie soki wolno wzbogacać witaminami (np. C, E, beta-karotenem) i minerałami (np. wapń, potas, magnez). Natomiast zabronione jest dodawanie sztucznych aromatów, barwników a także konserwantów.
Rozcieńczony wodą sok, przecier albo mieszanina tych produktów to nektar. Do niego można dodać więcej cukru niż do soku. W przypadku nektarów owocowych „bez dodatku cukru” i „o zmniejszonej wartości energetycznej” zamiast cukru (lub częściowo) dodaje się słodziki. Nektary nie powinny zawierać sztucznych barwników, aromatów ani konserwantów.
Napój owocowy natomiast zawiera maksymalnie 5 procent soku, reszta to woda i syntetyczne dodatki. Dzięki temu smakuje czasem jak prawdziwy sok. Najczęściej jest sprzedawany o smakach czarnej porzeczki, winogron czy aronii. Dietetycy radzą, aby się ich raczej wystrzegać. Napoje bowiem są pełne substancji sztucznych (konserwantów i aromatów). Zdarza się także, że w napoju o smaku jabłkowym nie ma ani grama soku jabłkowego!
Na końcu tej owocowej drabinki są tzw. wody smakowe. Woda taka to syntetyczny napój zrobiony z wody mineralnej z dodatkiem cukru, lub słodzika. Nie dość, że pozbawiona jest wartości zdrowotnych, to jeszcze tuczy!
Wszystkie soki i nektary po otwarciu powinno się trzymać w lodówce, ale nie dłużej niż 24 godziny, niezależnie od tego czy były one pasteryzowane, czy nie. Ale tak naprawdę, najlepiej kupić sobie sokowirówkę i wyciskać sok w domu. Wtedy na 100 procent będziemy pewni, co pijemy. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-16, 17:51
| wp.pl napisał/a: |
Masło lepsze od margaryny?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...margaryny-.html
Pachnąca bułeczka z masełkiem? Pyszne, ale czy zdrowe? Może lepiej postawić na wszechobecną margarynę? Problem wyboru tłuszczu do smarowania pieczywa dla wielu osób jest niejasny.
Masło lepsze od margaryny?
Lekarze podkreślają, że smarowanie pieczywa w ogóle nie jest konieczne. Przecież wystarczającą ilość składników odżywczych dostarczanych przez smarowidła możemy znaleźć we wszystkich produktach, które wchodzą w skład naszej codziennej diety. Zazwyczaj jednak przyzwyczajenie sprawia, że nie potrafimy zrezygnować z posmarowanej kanapki. Obecnie na rynku są trzy podstawowe rodzaje takich produktów: masło, margaryny oraz mieszanki masła z margaryną (miksy i tzw. „masełka”). Przyjrzyjmy się każdemu z nich.
Masło dla smakoszy
Masło, które widzimy na sklepowych półkach otrzymywane jest ze śmietany pozyskiwanej z mleka. Dwa jego najpopularniejsze gatunki to masło ekstra i śmietankowe. Pierwsze powstaje ze śmietany pasteryzowanej i ukwaszonej, drugie z nieukwaszonej śmietanki. Różne technologie produkcji sprawiają, że oba gatunki różnią się nie tylko smakiem, ale również zawartością tłuszczu i laktozy, zwanej cukrem mlecznym. Osoby z nietolerancją laktozy powinny unikać masła śmietankowego.
Wielbiciele masła podkreślają, że jest ono zdrowe, ponieważ zawiera łatwo przyswajalne witaminy A, E i D i podczas produkcji nie ma potrzeby dodawania żadnych składników chemicznych. To prawda, ale… Właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. O tym później. Pamiętajmy też o tłuszczu, jaki znajduje się w tym smarowidle. Masło śmietankowe zawiera około 74 proc. tłuszczu, i w 100 g dostarcza 659 kcal, natomiast masło ekstra to aż 82,5 proc. tłuszczu i - co za tym idzie - większą ilość energii - 735 kcal.
„Łatwa” margaryna
Ceni się ją za łatwość rozsmarowywania na pieczywie. Z czego się składa? Margaryna jest emulsją jadalnych tłuszczów roślinnych zmieszanych z wodą lub mlekiem. Składnikami margaryn są najczęściej: mieszanina częściowo utwardzonych tłuszczów roślinnych z emulgatorem, mleko z dodatkami smakowymi, aromaty, oleje oraz syntetyczne witaminy A i D. W sprzedaży są dwa podstawowe rodzaje margaryn: miękka w kubkach i twarda w kostce. Do smarowania zaleca się margaryny miękkie, a do pieczenia twarde.
Zbliżony do masła smak margaryna zawdzięcza ukwaszeniu mleka dodawanego podczas produkcji. Co z tłuszczem? Jego zawartość w margarynach jest bardzo zróżnicowana (i uzależniona od receptury produkcji), waha się od 45 do 80 proc.
Miksy na kompromis?
Wśród miksów możemy znaleźć takie, które dostarczają tyle samo energii co masło, jak również takie, które są dużo mniej kaloryczne. Warto uważnie czytać etykiety. Dla wielu to właśnie miksy są zdrowym kompromisem. Sięgają po nie ci, którzy cenią sobie tradycyjny smak masła, a przy tym chcą korzystać z zalet tłuszczów roślinnych i tłuszczu mlecznego. W miksie samo masło straciło trochę cholesterolu oraz tłuszczy nasyconych na rzecz jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, co poprawiło jego walory zdrowotne.
W walce o zdrowie
O właściwościach zdrowotnych masła i margaryny decyduje skład tłuszczu. Większość, bo aż około 50 proc. kwasów tłuszczowych obecnych w maśle, stanowią nasycone kwasy tłuszczowe, charakterystyczne właśnie dla tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, 34-35 proc. stanowią jednonienasycone kwasy tłuszczowe, a 5-6 proc. to wielonienasycone kwasy tłuszczowe. W margarynach te proporcje są zupełnie odmienne. Tu kwasy tłuszczowe nasycone to ok. 22 proc., jednonienasycone - 56 proc., a wielonienasycone - 22 proc.
Czym są tajemnicze kwasy i dlaczego są tak ważne? Tłuszcze nasycone podnoszą poziom cholesterolu we krwi, zwiększają również krzepliwość krwi podnosząc tym ryzyko miażdżycy tętnic, a tym samym zachorowania na zawał serca. Natomiast tłuszcze nienasycone obniżają poziom cholesterolu we krwi, a tym samym obniżają ryzyko występowania chorób naczyniowych. Są więc niezbędnymi tłuszczami dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Te różnice sprawiają, że teoretycznie margaryna i miksy nie stanowią takiego zagrożenia dla żył jak masło.
Trzeba pamiętać jednak, że tłuszcze roślinne po utwardzeniu zamieniają się w niebezpieczne dla zdrowia kwasy nienasycone o izomerii trans. W rezultacie zamiast wpływać korzystnie na zdrowie i zapobiegać zmianom miażdżycowym, stają się ich przyczyną. Oprócz tego mogą powodować zmiany nowotworowe i cukrzycę. Przy wysokim poziomie cholesterolu lepiej więc w ogóle zrezygnować z masła (lub stosować je w minimalnym stopniu) niż sięgać po utwardzone tłuszcze roślinne.
Chociaż masło najlepiej nadaje się smarowania, można na nim też smażyć. Najlepiej zdecydować się wówczas na masło klarowane, czyli topione, od którego oddzielona została serwatka i woda. Takie masło nie pryska. Należy smażyć tylko przez chwilę, ponieważ z czasem zaczyna wydzielać substancje rakotwórcze. |
Najważniejsze z powyższego:
| Cytat: | | Trzeba pamiętać jednak, że tłuszcze roślinne po utwardzeniu zamieniają się w niebezpieczne dla zdrowia kwasy nienasycone o izomerii trans. W rezultacie zamiast wpływać korzystnie na zdrowie i zapobiegać zmianom miażdżycowym, stają się ich przyczyną. Oprócz tego mogą powodować zmiany nowotworowe i cukrzycę. Przy wysokim poziomie cholesterolu lepiej więc w ogóle zrezygnować z masła (lub stosować je w minimalnym stopniu) niż sięgać po utwardzone tłuszcze roślinne. |
Co pozostawiam pod rozwagę wszystkim uparcie poszukującym "-3n i -6 Omega" wynalazków!
Zygmunt Skibicki - 2011-05-25, 20:49
| wp.pl napisał/a: |
Z babcinej kuchni
źródło - http://horoskop.wp.pl/kat...1c5e3&_ticrsn=5
Jarmuż, pasternak, brukiew – te zapomniane warzywa o staroświeckich nazwach kiedyś były podstawą polskiej kuchni. Teraz, gdy modne i zdrowe staje się to, co rośnie na naszej ziemi znów trafiają na nasze stoły.
Brukiew
Nazywana była dawniej warzywem biedoty. W XVII wieku pisano o niej, że „zimy się nie lęka”, a dzięki niej wiele osób uniknęło śmierci głodowej.
Na polskich stołach często gościła w ciężkich czasach drugiej wojny światowej. Podobną funkcje spełniała w Wielkiej Brytanii Irlandii i Szwecji: zazwyczaj przyrządzano z niej pożywną zupę.
Dziś znów staje się warzywem cenionym zwłaszcza przez zwolenników ekologicznej żywności. Brukiew ma wiele zdrowotnych właściwości. Jest idealna dla osób odchudzających się, gdyż zapewnia uczucie sytości, praktycznie nie zawierając kalorii.
Syrop z brukwi działa przeciwkaszlowo. Brukiew pomocna jest również w chorobach skóry i wypadających włosach. W medycynie ludowej stosowana była jako środek moczopędny. Warzywo to wykazuje również właściwości przeciwnowotworowe.
Brukiew można jeść na wiele sposobów: surową, gotowaną czy też pieczoną. Trzeba jednak zwracać uwagę, by była ona młoda, gdyż stara powoduje wzdęcia.
Jarmuż
Jarmuż zaczęto uprawiać w Europie kilka tysięcy lat temu. Podobno najlepiej rósł na śmietnikach. Był on warzywem bardzo popularny w starożytnym Rzymie. Sam wygląd jarmużu warzywa jest niezwykle interesujący. Jego zielone liście poprzecinane są malowniczo brązami i fioletami.
Jarmuż zawiera dużo białka ,błonnik, fosfor, żelazo i ogromne zasoby witaminy C. Chroni przed chorobami krążenia, miażdżycą i nowotworami. Liście jarmużu również można gotować, dusić i jeść na surowo. W Japonii sok z jarmużu jest popularnym suplementem diety.
W smaku przypomina mieszankę kapusty i kalafiora. Jarmuż poprzez swój piękny wygląd idealnie nadaje się również do dekoracji domów. Jesienne przymrozki powodują, że niektóre odmiany przybierają ciekawe jaskrawe kolory.
Radość z posiadania rośliny jest więc podwójna. Najpierw może służyć jako dekoracja, a potem jako smaczne danie.
Pasternak
Warzywo to pamięta czasy króla Piasta. Wielu osobom znany jest tylko i wyłącznie z powiedzonka „figa z makiem pasternakiem”. A szkoda! Pasternak zawiera bowiem dużo białka, węglowodanów, potasu i fosforu. Działa pobudzająco na pracę nerek i pęcherza.
Do jedzenia nadaje się jego przypominający pietruszkę korzeń. Pasternak wykorzystuje się w kuchni na wiele sposobów, można go dusić ze śmietaną, zapiekać, a także dodawać do surówek.
Dawniej ze sfermentowanego pasternaku robiono nawet wino. Trzeba jednak uważać, gdyż rosnący dziko pasternak można pomylić z korzeniem cykuty – rośliną śmiertelnie trującą.
Rzepa
Rzepą zajadali się już mieszkańcy starożytnego Egiptu. Ma ona wiele zdrowotnych właściwości. Rzepa posiada dużo potasu, wapnia, magnezu, żelaza i cynku. Działa bakteriobójczo i moczopędnie , jest pomocna przy leczeniu trądziku i zakażeń układu moczowego.
W tradycji ludowej sokiem z rzepy leczono trudno gojące się rany i uważano, że działa wzmacniająco. Leczono nią także niestrawności i schorzenia wątroby. Zasłynęła również jako środek przeciwbólowy i przeciwzapalny. Była też najlepszym środkiem do utrzymania włosów w dobrej kondycji. W Wigilię jadano suszoną rzepę, by uchronić się przed bólem zębów.
Podobno żywili się nią również budowniczy piramidy Cheopsa, co uwiecznia napis na ścianach budowli. Powinno się z niej jednak zrezygnować przy niewydolności serca czy nerek.
Skorzonera
Skorzonera wyglądem przypomina ciemną wersję pietruszki. Znana jest również pod nazwa „wężymord”, gdyż dawniej służyła medykom i zielarzom jako środek przeciwko jadowi żmii.
Jej przekrojone korzonki wydzielają lepki biały sok, który podczas gotowania barwi na jaskrawo czerwono. Może być przyrządzana podobnie jak szparagi czyli gotowana i polana masełkiem, stanowi też ciekawy dodatek do jajecznicy. Można ją smażyć i zapiekać .Trzeba pamiętać by obrać ją ze skórki, gdyż nie nadaje się ona do jedzenia. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-25, 20:58
| wp.pl napisał/a: |
Najzdrowsze rośliny świata
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...iny-swiata.html
Wiadomo, że sposób odżywiania się ma niezwykle istotny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie, a także wygląd. Dobrze zbilansowana dieta to taka, która jest jak najbardziej zróżnicowana, bowiem tylko w ten sposób można zapewnić organizmowi wszystkie niezbędne mu składniki odżywcze. Układając jadłospis, warto więc włączyć do diety te produkty, które mają ich najwięcej.
Najzdrowsze rośliny świata
Zalety jabłek wychwalane są od bardzo dawna. Szukając prozdrowotnych właściwości w egzotycznych roślinach, często pomijamy je nie wierząc, że tak popularne i dobrze nam znane owoce mają takie znacznie dla zdrowia. Znajdujące się w skórce i gniazdach nasiennych pektyny wiążą niektóre metale ciężkie w nierozpuszczalne sole, które później organizm wydala. Ze względu na te właściwości jabłka szczególnie powinni jeść palacze. Pektyny ponadto pomagają regulować florę bakteryjną jelit, poprawiają perystaltykę jelit, zapobiegają zaparciom, obniżają zawartość cholesterolu. Kolejnym cennym składnikiem jabłek są flawonoidy, które istotne są w profilaktyce schorzeń układu krążenia i raka, mają właściwości przeciwzapalne, przeciwalergiczne, posiadają też zdolność pochłaniania promieniowania UVA i UVB, a w dodatku poprawiają stabilność tkanki łącznej, co oznacza, że korzystnie wpływają na stan skóry. Zawierają też witaminę C, potas i żelazo. Gotowane i tarte jabłka poleca się jeść przy biegunce, zaś gryzienie surowych i twardych korzystnie wpływa na dziąsła. Codzienne jedzenie jabłka lub picie świeżo wyciśniętego soku przeciwdziała zaburzeniom pamięci, w tym chorobie Alzheimera.
Figi to słodkie owoce o silnych właściwościach prozdrowotnych. Wspomagają prawidłową pracę układu hormonalnego, układu pokarmowego oraz odpornościowego. Słyną z właściwości przeciwbakteryjnych i wykrztuśnych. Figi są bardzo bogate w sole mineralne, zawierają m.in.: potas, wapń, magnez i fosfor. Produkuje się z nich sok, który działa wzmacniająco na serce i naczynia wieńcowe, jest on także z powodzeniem stosowany w leczeniu anemii.
Winogrona mają doskonały wpływ na cały układ pokarmowy. Nie tylko zapobiegają uciążliwym zaparciom, ale zwiększają produkcję soków trawiennych i obniżają procesy fermentacyjne w jelitach. Działając moczopędnie przyczyniają się do szybszego usuwania z organizmu toksyn. Do tego odkwaszają nasz organizm. Winogrona zaleca się także do spożycia kobietom w okresie przekwitania z uwagi na drogocenny wpływ na utrzymanie właściwego poziomu estrogenów, dzieje się tak poprzez obecność w winogronach pierwiastka boru. Sprzyja to zapobieganiu groźnej dla kobiet w tym okresie, osteoporozie. Ale najbardziej niezwykłe jest to, że zawarte w winogronach, zwłaszcza tych ciemnych - flawonoidy, mają działanie przeciwnowotworowe.
Granaty dostarczają przeciwutleniaczy, chronią przed chorobami serca, regulują ciśnienie krwi, mają korzystny wpływ na trawienie, jednak przede wszystkim grają istotną rolę w profilaktyce chorób nowotworowych. Po granaty powinny sięgać kobiety w ciąży, bowiem chronią one płód przed uszkodzeniami mózgu.
Ananasy cieszą się opinią niezwykle zdrowych roślin. Dostarczają witamin A, B, C, PP, a także żelaza i wapnia. Bromelina, zawarty w nich enzym, przyczynia się do zmniejszania obrzęków, ułatwia pracę przewodu pokarmowego, korzystnie wpływa na pracę serca, wątroby, nerek i naczyń wieńcowych. Ponadto zawiera mangan, pierwiastek niezbędny w procesach prawidłowego rozwoju komórek, a wraz z żelazem i miedzią konieczny w procesie wytwarzania krwi i zapobiegania rozwojowi osteoporozy.
Quinoa, czyli inaczej komosa ryżowa zaliczana jest podobnie jak amarant czy gryka do pseudozbóż, pochodzi z Ameryki Łacińskiej i była podstawą wyżywienia plemion prekolumbijskich. Białko z rośliny zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy, dlatego powinna ona znaleźć stałe miejsce w dietach wegetariańskich. Docenią ją również osoby pozostające na diecie bezglutenowej - ziarna komosy nie zawierają glutenu. Komosa dostarcza wielu cennych minerałów: magnezu, wapnia, żelaza, sodu, miedzi, chloru, cynku, czy kobaltu oraz jest źródłem witamin z grupy B, witaminy C, a także prowitaminy A.
Karczochy póki co wolnym krokiem wchodzą do naszej kuchni, jednak warto zainteresować się nimi, ponieważ odznaczają się nie tylko charakterystycznym smakiem, ale także cennymi właściwościami. Należą do tej samej grupy roślin co oset, pochodzą z basenu Morza Śródziemnego. Jada się wyłącznie nierozwinięty koszyczek warzywa, czyli tzw. serce oraz dolne części liści. Są źródłem błonnika i flawonoidów, witaminy C, a także minerałów: potasu, wapnia, żelaza i fosforu. Mają korzystny wpływ na wątrobę, zawarte w nich substancje pomagają zregenerować jej komórki. Poza tym, obniżają poziom złego cholesterolu, mają działanie moczopędne i korzystnie wpływają na pracę układu pokarmowego.
Awokado spełnia rolę warzywa, choć z botanicznego punktu widzenia jest owocem. Oprócz witamin C, E i z grupy B, minerałów: potasu, magnezu, wapnia i fosforu, zawiera białko, błonnik oraz łatwo przyswajalny tłuszcz, a przy tym minimalne ilości cukru. Warto je jeść, ponieważ pozwala obniżyć poziom cholesterolu, korzystnie wpływa na serce, reguluje ciśnienie krwi.
Pomidory to doskonały sposób, aby zapewnić organizmowi witaminy A, B, C, PP oraz minerały, a tym magnez, wapń, potas, fosfor, żelazo oraz kwasy: foliowy, pantotenowy i szczawiowy. Ich droga do zdobycia miana zdrowych i ważnych roślin utorowana była przeszkodami. Kiedy dotarły z Ameryki Południowej do Europy, zostały najpierw uznane za rośliny trujące i hodowano je wyłącznie w celach dekoracyjnych. Dziś jednak wiemy, że warto je jeść m.in. ze względu na likopen, cenną substancję zapobiegającą wadom serca, a przede wszystkim chroniącą przed rakiem. Specyfika likopenu polega na tym, iż jego przyswajalność zwiększa się w wyniku przetwarzania i obróbki termicznej pomidorów. Warto więc sięgać jak najczęściej po pomidorowe soki, sosy, koncentraty – badania dowodzą, iż u mężczyzn spożywających produkty pomidorowe 10 razy w tygodniu o nawet 47% spada ryzyko zachorowania na prostatę, zaś kobiety w znacznie mniejszym stopniu zagrożone są rakiem szyjki macicy.
Imbir - roślina pochodząca z Azji, znana jest dzięki swoim właściwościom rozgrzewającym i wzmacniającym odporność organizmu. Pomaga też złagodzić ból głowy, wspomaga trawienie, ma właściwości odkażające i odświeżające, moczopędne oraz przeciwwymiotne. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-25, 21:02
| wp.pl napisał/a: |
Kapuściana eksplozja witamin
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/m...ja-witamin.html
Pomagała na kaszel, leczyła rany i rwę kulszową. Do tego jest smaczna i ma działanie antynowotworowe. Warto o niej pamiętać, bo kapusta bardzo dobrze się przechowuje, a pod koniec zimy będzie jednym z niewielu warzyw gwarantujących nam prawdziwe bogactwo witamin i minerałów.
Kapuściana eksplozja witamin
Pomagała na kaszel, leczyła rany i rwę kulszową. Do tego jest smaczna i ma działanie antynowotworowe. Warto o niej pamiętać, bo kapusta bardzo dobrze się przechowuje, a pod koniec zimy będzie jednym z niewielu warzyw gwarantujących nam prawdziwe bogactwo witamin i minerałów.
Mało kto wie, że kapusta morska (crambe maritima), rosnąca na wybrzeżach całej Europy, dała początek aż 400 odmianom współczesnych warzyw. Brukselka, brokuły, brukiew, kalafior, kalarepa, kapusta biała, czerwona, głowiasta, pekińska, włoska, zielona - to wszystko jedna wielka rodzina.
Znana od lat
Walory kapusty doceniono już w starożytnej Grecji, gdzie uważano, że chroni przed skutkami pijaństwa. Szczerze mówiąc, coś w tym jest... Zawarte w kapuście witaminy z grupy B mają właściwości dotleniające, a co za tym idzie - łagodzą działanie alkoholu. Kapustą, jako dodatkiem do peklowanej wieprzowiny zajadał się Horacy. Doceniali ją także myśliciele, np. Pitagoras i Diogenes. Co ciekawe, ten ostatni dożył 90 lat (co jak na tamte czasy było wiekiem bardzo sędziwym), choć żywił się wyłącznie kapustą, którą popijał czystą wodą.
Warzywo cieszyło się sporym uznaniem także ze względu na swoje właściwości lecznicze. Liście i mleczko z kapusty używano jako środek wspomagający gojenie się ran, a w średniowieczu stosowano ją przeciwko rwie kulszowej, żylakom i na kaszel. Wersja kiszona sprawdzała się na szkorbut. Pod koniec XVIII wieku, kiedy załogi dalekomorskich wypraw cierpiały z powodu braku witaminy C, okazała się nieocenionym źródłem witaminy C, fosforu i potasu.
Niszczy raka
Już wcześniejsze badania wykazywały, że jedzenie warzyw kapustnych obniża ryzyko występowania choroby nowotworowej. Powodem są duże ilości glukozynolatów (związków antynowotworowych). Badania naukowców z Medical Research Council wykazały, że indol trójmetylowy, występujący m.in. w kapuście i brukselce, w połączeniu z tradycyjną chemioterapią, niszczy komórki rakowe. Ich zdaniem związek może zabijać komórki nowotworowe lub przynajmniej powstrzymywać ich rozwój. Terapia wspomagana przez kapuścianą dietę ma być więc znacznie bardziej skuteczna.
Tymczasem doświadczenia przeprowadzone w Szkole Medycznej Uniwersytetu w Warwick wykazały, że brokuły, brukselki, kalafiory i kapusty włoskie poddawane obróbce termicznej tracą większość swoich drogocennych związków. Najwięcej, bo prawie 80 proc. glukozynolatów znikało podczas półgodzinnego gotowania. Nie odnotowano natomiast ich znaczącego spadku podczas gotowania na parze, podgrzewania w mikrofalówce, a nawet smażenia w głębokim tłuszczu. Co ciekawe, nawet tygodniowe przechowywanie warzyw w temperaturze pokojowej lub lodówce powodowało jedynie niewielki spadek glukozynolatów. Natomiast po siekaniu, w ciągu zaledwie 6 godzin, zawartość cennych związków spadała aż o 75 proc.
Dla każdego...
Kapusta biała zawiera dużo witaminy C, A i E, a do tego fosfor, potas i wapń, a także sporo błonnika i niewielkie ilości magnezu. Nada się na surówki i do gotowania. Kapustę czerwoną charakteryzuje wysoka zawartość witaminy C. Kiszona ma większość zalet kapusty świeżej, a dodatkowo wzbogaca florę jelitową bakteriami kwasu mlekowego. Pekińska jest łagodna w smaku i zimą może zastępować sałatę. Ma zaskakująco dużo betakarotenu. Włoska, oprócz witaminy C zawiera wapń i witaminę B2.
Zalet jest sporo, ale są również wady. Jedną z nich to fakt, że po jej zjedzeniu mogą występować zaburzenia w pracy przewodu pokarmowego (np. wzdęcia). Jedzona na surowo może być źródłem substancji blokujących przyswajanie jodu, a w dużych ilościach - powodować zmniejszenie wchłaniania żelaza w przewodzie pokarmowym. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-26, 21:41
| wp.pl napisał/a: |
Pokochaj swoją wątrobę
źródło - http://fitness.wp.pl/medi...ja-watrobe.html
Wątroba jest nie tyko głównym laboratorium, ale i największym narządem naszego organizmu. Mimo swojej odpowiedzialnej roli i ciężkiej pracy jaką wykonuje, najczęściej nie jest przez nas traktowana z szacunkiem i należytą powagą.
Wiemy, że gdzieś tam ją mamy, czasem ją czujemy, ale najczęściej lekceważymy. Z reguły przypominamy sobie o wątrobie po „wesoło” spędzonych wakacjach, radosnych świętach lub hucznych imprezach. Aby zrozumieć wątrobę i zaprzyjaźnić się z nią, musimy ją bliżej poznać, zaakceptować jej zwyczaje i zasady ciężkiej pracy.
Wątroba wypełnia większą część prawego nadbrzusza. Ma kształt stożka, waży od 1 do 1,5 kg. Utworzona jest z dwóch płatów – lewego i prawego. Prawy płat sześciokrotnie większy od lewego, dzieli się jeszcze na trzy mniejsze. Ten szczególny narząd ludzkiego organizmu jako jedyny zasilany jest przez dwa oddzielne źródła krwi – tętnica wątrobowa dostarcza świeżą krew z serca oraz żyła wrotna od żołądka i jelit transportuje krew obfitującą w składniki odżywcze z pokarmów.
Tętnica wątrobowa i żyła wrotna wnikając do wątroby dzielą się na coraz mniejsze naczynia krwionośne. Najdrobniejsze gałązki naczyń żylnych i tętniczych przechodzą w mikroskopijne przestrzenie zatokowe pokryte rzędami wysoko wyspecjalizowanych komórek wątrobowych. Struktury te tworzą „mikroskopijne jeziorka”, w których „pochłaniane są” martwe i nowotworowe komórki, drożdżaki, wirusy, bakterie, pasożyty. Ponadto to w nich neutralizowane są sztuczne związki chemiczne, nie w pełni strawione białko i obce cząsteczki.
Bardzo precyzyjna budowa odgrywa strategiczną rolę w pracy wątroby. To główne laboratorium identyfikuje wszystkie związki, które dostają się do organizmu, neutralizuje toksyny oraz wytwarza składniki krwi warunkujące procesy metaboliczne i odporność organizmu. Jak ważna jest wątroba, świadczy fakt, że gruczoł ten produkuje ponad 1000 różnych enzymów, niezbędnych w procesie trawienia i przyswajania składników odżywczych. Nadzoruje również niektóre z hormonów. Jest potężnym zbiornikiem krwi. Średnio przepływa przez nią około 1,4 litra krwi na minutę. W czasie gdy ciało wypoczywa, gromadzi się w niej około 1 litra krwi, a w momencie ciężkiej pracy fizycznej niemal cała objętość zostaje rozprowadzona po organizmie.
Powinniśmy pamiętać, że wątroba jest głównym narządem odpowiedzialnym za równowagę i właściwe spalanie tłuszczu w naszym organizmie. Jedną z zasadniczych jej funkcji jest produkcja żółci, której w organizmie człowieka powstaje 800-1000 ml na dobę. Ta gorzko-słodka wydzielina komórek wątrobowych, o lekko zasadowym pH czasowo pozostaje w woreczku żółciowym lub bezpośrednio przechodzi do dwunastnicy, gdzie częściowo neutralizuje kwaśną miazgę pokarmową napływającą z żołądka oraz tworzy emulsję z cząsteczkami tłuszczu.
Bez udziału żółci nie moglibyśmy trawić tłuszczów obecnych w naszym pożywieniu. Skład żółci, jej gęstość i sposób wydalania z jelita zależy bezpośrednio od rodzaju pożywienia. Tłuste potrawy, bogate w białko i rafinowany cukier powodują wydzielanie bardziej stężonej żółci, ułatwiającej powstawanie kamieni.
O skali problemu świadczą badania z lat dziewięćdziesiątych, z których wynika, że w krajach „dobrobytu” co dziewiąty człowiek produkuje kamienie już w okresie 16-20 roku życia, a w wieku 65 lat ma je już co trzecia osoba. Dodatkowo w wątrobie tworzy się mocznik, który jako końcowy produkt przemian białkowych wyprowadzany jest na zewnątrz przez nerki. Również organ ten w 30-50 procentach zaopatruje organizm w limfę.
Aby zrozumieć jak ciężko pracuje obecnie nasza wątroba, należy przypomnieć, że rocznie z samym pożywieniem zjadamy średnio 8 kg różnych związków chemicznych, nasza dieta jest bogata w wysoko oczyszczone węglowodany, dużą ilość cukru i niewłaściwego tłuszczu. Dodatkowo zażywamy coraz więcej leków i różnych używek systematycznie uszkadzających miąższ wątrobowy.
Do produktów regularnie obciążających pracę wątroby zaliczamy potrawy smażone, konserwy, wędliny, dużą ilość żółtego sera, mleko w proszku, susz jajeczny, wysoko przetworzone tłuszcze roślinne, produkty masłopodobne, margaryny i w nadmiarze spożywane tłuszcze zwierzęce. Szkodliwe są nagminnie pite napoje gazowane bogate w słodziki i środki konserwujące, zimne przekąski z octem i potrawy wysoko przetworzone.Jedzenie bogate w oczyszczoną skrobię, zwłaszcza biała mąka, drożdżówki, puszyste białe bułeczki, „ulepszone” pieczywo, czy różne lody, batoniki, chipsy, paluszki, ciasteczka i inne gotowe produkty przekąskowe. Na czarnej liście znajdują się również spożywane w dużych ilościach: alkohole, mocna herbata, kawa, kakao, pieprz, keczup i musztarda itp.
Teraz nietrudno zrozumieć, dlaczego tak często kończy się wydolność oczyszczania organizmu. Większość popularnych potraw w naszej współczesnej diecie to produkty obciążające pracę wątroby. Jeżeli ilość związków toksycznych wchłaniana z otoczenia i pożywienia jest zbyt duża, to komórki wątroby przez dłuższy czas pracując zbyt ciężko są przeładowane toksynami. Wówczas wątroba nie jest w stanie właściwie oczyszczać krwi i wtedy następuje kumulacja toksyn wewnątrz ciała, powodując zaburzenia procesów metabolicznych i stanu homeostazy (równowagi).
Od wieków w medycynie chińskiej wątroba odpowiada za harmonię. I faktycznie obserwując wnikliwie środowisko bez trudu zauważymy np. ścisłą korelację pomiędzy stanem emocjonalnym człowieka, a kondycją i stanem tego narządu. Nawet chwilowe zatrucie wątroby powoduje nadmierne pobudzenie, wzburzenie, złość, irracjonalną irytację, kłopoty ze snem, zawroty i częste bóle głowy.
Dłuższy taki stan spowodowany zatruciem lub niewłaściwą dietą dodatkowo pogłębia drażliwość, napięcia nerwowe, kłopoty z zapamiętywaniem i logicznym myśleniem, „hoduje” depresję. Stan „ciągłego podtrucia” może być również przyczyną podwyższonego ciśnienia krwi, zatrzymania wody w organizmie, hipoglikemii czy wahającego się poziomu cukru we krwi. Nagminne stosowanie farmakoterapii często w takich przypadkach usuwa chwilowe objawy, nie likwidując głównej przyczyny. Dodatkowo każdy czynnik pogarszający wydolność wątroby i uszkadzający jej tkanki przyczynia się do osłabienia układu odpornościowego.
W momencie dużego zanieczyszczenia część składników odżywczych uzyskanych z pożywienia omija wątrobę przechodząc przez inne żyły (bez możliwości przemiany w niezbędną dla organizmu przyswajalną formę). Wówczas najczęściej z jednej strony cierpimy na niedobór składników odżywczych, z drugiej nie przetworzone cząsteczki, obce dla naszego organizmu, stają się silnymi alergenami. Tym sposobem pojawia się nowa lista zaburzeń metabolicznych.
W efekcie „toksyczne środowisko wewnętrzne” osłabia inne narządy, dalej obciążając i wyczerpując układ odpornościowy, stopniowo prowadzi do długiej listy chorób, które nie zawsze kojarzymy z właściwą przyczyną. Są wśród nich uporczywe bóle głowy, swędzące i piekące spojówki oczu, przewlekłe zmęczenie, alergia, podrażnienie płuc, ataki astmy, nawracająca niedokrwistość, zmiany skórne, problemy z mięśniami, chroniczne stany zapalne jelit, kamica żółciowa, stłuszczenie, zapalenie wątroby, uporczywe niedobory odporności, choroby autoimmunologiczne i nowotworowe. Problemy nie pojawiają się przy zdrowej wątrobie, która posiadając zapas energii może się sprawnie regenerować i właściwie pracować.
Zgodnie z najnowszymi badaniami, narząd ten ma olbrzymią zdolność regeneracji, dzięki czemu mimo dużego obciążenia wciąż może się szybko odnawiać, pod warunkiem, że damy mu szansę właściwą dietą i świadomym oczyszczaniem organizmu. Pierwszym krokiem w poprawie pracy wątroby jest eliminacja wysoko przetworzonych tłuszczów roślinnych, nadmiaru tłuszczów zwierzęcych, ogólnie dostępnej „przemysłowej” żywności, sztucznych zbliżonych do naturalnych dodatków, barwników, konserwantów, rafinowanego cukru, alkoholu i nadużywanych leków.
Dieta powinna obfitować w: białka o niskiej zawartości tłuszczu, głównie: naturalny biały ser półtłusty, kefir, groch, fasolę, ciecierzycę, soczewicę, kiełki pszenicy, wiejskie jajka, chude ryby i mięso. Z tłuszczów stosowanych zawsze w małych ilościach preferowane są roślinne oleje tłoczone na zimno, zwłaszcza olej lniany, dyniowy i z oliwek. Ze zwierzęcych sporadycznie masło sklarowane. Bardzo pomocne są zielone warzywa, zwłaszcza: brokuły, pietruszka, cukinie, kabaczki, pomidory, kapusta ogrodowa, różne odmiany sałat, seler, buraki i marchew.
Korzystne są również systematycznie zjadane w małych ilościach łagodne naturalne kiszonki (w postaci kapusty kiszonej, ogórków i innych kiszonych warzyw), surówki, a także sparzony chrzan i czosnek. Z owoców pomocne są suszone śliwki, truskawki, wiśnie, winogrona, grapefruity, cytryny i gotowane lub pieczone jabłka. Cenny jest graham, chleb żytni na zakwasie (dawny chłopski), kasze (jaglana, proso ekspandowane, popping, nie prażona gryczana) ciemny, dziki, czerwony ryż. W zależności od stopnia problemu, początkowo potrawy powinny być gotowane, doprowadzone do wrzenia lub sparzone. Po pewnym czasie dietę możemy urozmaicać poprzez dodanie świeżych warzyw, soków warzywnych i owoców.
Przy problemach z wątrobą należy uważać na grzyby, surową rzodkiewkę, kalarepę, cebulę czy czosnek, gdyż czasem mogą być ciężkostrawne. Niezbędne jest eliminowanie zjełczałych tłuszczów, zepsutych potraw i martwej żywności z kuchenek mikrofalowych. Warto pamiętać, że wątroba jest najsłabsza późną jesienią i zimą.Dlatego też w tych porach roku nie oczyszczamy jej zbyt intensywnie, możemy natomiast poprawić jej kondycję i ułatwić pracę.
Niezwykle ważne jest usunięcie zaparć i poprawa pracy jelita grubego. Również niezbędne jest picie odpowiedniej ilości czystej, wysoko energetycznej wody, ułatwiającej wypłukiwanie toksyn z całego organizmu. Bardzo korzystne o tej porze roku są świeże soki z buraków i marchwi (2:1), pite 1-2 x dziennie. Kilka razy w tygodniu można zjeść sałatkę z mielonych kiełków pszenicy lub słonecznika, tartej marchwi i buraka, do których dodajemy cytrynę, olej lniany i potrawa gotowa. Sałatkę możemy urozmaicać dodając różne przyprawy ziołowe, drobno siekaną pietruszkę czy koperek. Cennym dodatkiem do potraw jest również mieszanka zmielonego siemienia lnianego, migdałów, sezamu i nasion słonecznika. Smak kwaśny i lekko słony stymulują wątrobę i woreczek żółciowy, z kolei potrawy pikantne, ostre, ściągające obciążają i osłabiają te narządy.
Woreczek żółciowy i wątroba swoje minimum energetyczne mają pomiędzy godziną 11.00 a 15.00. Najwięcej energii posiadają między godziną 23.00 a 3.00, dlatego też powinny to być godziny naszego odpoczynku. W pozycji horyzontalnej narządy te szybciej się oczyszczają. Dodatkowo możemy ułatwić ich regenerację pijąc wieczorem przed snem mieszankę wyciśniętego soku z ½ grapefruita z dwoma łyżkami oliwy z lnu lub oliwek.
Ponieważ wątroba „kocha ciepło”, cały proces przyspieszy i ułatwi położony po prawej stronie brzucha termofor. W diecie należy pamiętać również o uzupełnieniu beta-karotenu (prowitaminy A), naturalnych witamin z grupy B, witaminy C z flawonoidami, kwasów Omega 3. Pomocne są także herbaty z młodej pokrzywy, mniszka, bratka i dziurawca (który mogą pić osoby nie posiadające grupy krwi „0”).
Najlepsze miesiące na oczyszczanie tego narządu to koniec marca i kwiecień. Dlatego też każda korzystna zmiana diety i zastosowana kuracja oczyszczająca poprawią nasze samopoczucie psychiczne i fizyczne. Wątroba w tak wielkim stopniu decyduje o biochemii naszego ciała, że dając jej tylko szansę, bardzo szybko odczujemy różnicę w naszym nastawieniu do życia i ogólnym zdrowiu, a świat przez pryzmat zdrowej wątroby ma znacznie żywsze barwy. Warto o nią dbać przez cały rok. |
Zygmunt Skibicki - 2011-05-27, 12:09
| wp.pl napisał/a: |
Mała czarna - szkodzi czy pomaga?
źrółdło - http://fitness.wp.pl/zdro...czy-pomaga.html
Aromatyczny napar kawowy rodem z krajów arabskich, zyskał na przestrzeni wieków szerokie grono zwolenników na całym świecie. Dziś zajmuje jedną z czołowych pozycji na liście najpopularniejszych używek.
Polacy najchętniej sięgają kawę z rodzaju Robusta, o charakterystycznym wyrazistym, mocnym smaku. W zachodniej części Europy większą popularnością cieszy się z kolei łagodniejsza i bardziej aromatyczna Arabika.
Zdrowa czy niezdrowa?
Pytanie, które często trapi smakoszy kawy dotyczy zarówno sposobu jej przyrządza, jak i ilości, w jakiej bez szkody dla zdrowia można wypijać przygotowywanie z niej napary.
Odpowiedź na nie wydaje się szczególnie trudna, ze względu na pojawiające się zarówno pozytywne, jak i negatywne opinie, dotyczące oddziaływania kawy na organizm człowieka. Znaczna część żywieniowców twierdzi, że 2 do 4 filiżanek kawy w ciągu dnia to porcja całkowicie bezpieczna. Ale uwaga! O tym ile kawy możemy spożywać, decyduje przede wszystkim to, jak czujemy się po jej wypiciu.
U części osób nawet niewielka ilość naparu może stać się przyczyną zaburzeń żołądkowo - jelitowych czy znacznego pobudzenia, utrudniającego normalne funkcjonowanie.
Kofeina nie tylko na pobudzenie
Za co cenimy kawę? Poza smakiem i aromatem na pierwszy plan wysuwa się również jej działanie pobudzające, za które odpowiedzialna jest kofeina - biała krystaliczna substancja należąca do alkaloidów. Dostarczenie porannej porcji kofeiny, to jeden z częstych powód, dla których odruchowo tuż po obudzeniu nastawiamy czajnik, żeby zaparzyć filiżankę kawy.
Kofeina spożywana w niewielkich ilościach powoduje wzrost ciśnienia krwi, poprawia koncentrację i zwiększa wydolność organizmu. Takie działanie szczególnie po ciężkiej nocy może poprawić poranne samopoczucie.
Warto wiedzieć, że więcej kofeiny, a tym samym silniejsze działanie pobudzające, ma kawa parzona. Filiżanka dostarcza ok. 85 mg tej substancji. Niezwykle popularna i praktyczna kawa rozpuszczalna zawiera już tylko 60 mg kofeiny w tej samej objętości.
Sięgając po kawę, szczególnie jeśli nie pijamy jej regularnie, powinniśmy pamiętać, że reakcja organizmu na kofeinę może być nieco odmienna u różnych osób. Tym samym identyczna ilość kawy, która u jednej osoby nie wywoła praktycznie żadnego efektu, może u kogoś innego spowodować silne pobudzenie objawiające się bezsennością czy rozdrażnieniem.
Warto też pamiętać, że usuwanie kofeiny z organizmu ulega osłabieniu u kobiet ciężarnych, więc panie w ciąży powinny ograniczyć spożycie kawy.
Za wysoką dzienną dawkę kofeiny, której lepiej nie przekraczać, uznaje się 500 mg. Taka ilość u wielu osób wywołuje w organizmie sytuację podobną do stresu, odczuwaną jako niepokój i nerwowość.
Pobudzanie i poprawa koncentracji to nie jedyne właściwości kofeiny, bywa ona również wykorzystywana jako składnik leków przeciwbólowych, środek podnoszący wydolność u sportowców czy wspomagający odchudzanie. Kofeina wykazuje również działanie moczopędne, co łatwo można zaobserwować niebawem po wypiciu filiżanki kawy.
Przeciwutleniacze kontra wolne rodniki
Substancje wpływające na prozdrowotne oddziaływanie kawy to przede wszystkim przeciwutleniacze. Znaczenie przeciwutleniaczy w diecie wzrosło w ostatnich latach, do czego przyczyniły się liczne badania, wskazujące na ich korzystne działanie w profilaktyce chorób nowotworowych i ochronie organizmu przed starzeniem.
Przeciwutleniacze mają zdolność wyłapywania wolnych rodników, czyli reaktywnych chemicznie cząstek, odpowiedzialnych za uszkodzenia komórek organizmu. Zapotrzebowanie na przeciwutleniacze wrasta podczas sytuacji stresowych, u osób żyjących w zanieczyszczonym środowisku czy palaczy. Filiżanka małej czarnej może zatem dostarczyć porcji substancji o działaniu ochronnym.
Innym wartościowym składnikiem naparów kawowych jest, niezwykle ważna w sprawnej pracy układu nerwowego, witamina PP. Jedna filiżanka kawy jest w stanie pokryć nawet do 10% dziennego zapotrzebowania na ten składnik.
Nie dla każdego!
Obecne w naparach kawowych substancje drażniące sprawiają, że czasem najwięksi zwolennicy małej czarnej muszą ograniczyć jej spożycie lub całkowicie z niej zrezygnować. Niestrawność pojawiająca się po spożyciu kawy jest najczęściej wynikiem obecności właśnie substancji drażniących. Kawa pobudza również produkcję kwasów żołądkowych i żółci, co może nasilać dolegliwości u osób z nadkwasotą. Nie jest również wskazana w przypadku hipercholesterolemii.
Jak podawać?
Właściwości naparu kawowego różnią się w zależności od tego, jaką kawę wybierzemy i jak ją podamy. Aromatyczna i delikatna Arabika zawiera mniej korzystnych dla zdrowia przeciwutleniaczy, niż nieco mocniejsza i mniej lubiana Robusta. Jeśli z kolei pod uwagę weźmiemy sposób przygotowywania naparu to tradycyjna kawa parzona okazuje się bogatsza w substancje drażniące od tej przygotowywanej w ekspresie wyposażonym w filtr.
Kawę często uznaje się za „złodziejkę” niezwykle cennych składników jak: wapń i magnez. Jeśli jednak spożywamy ją w umiarkowanych ilościach i dbamy, aby nasza dieta była urozmaicona, nie musimy się obawiać, że jedna czy dwie filiżanki naparu w znaczący sposób uszczuplą naszą dzienną pule tych minerałów.
Aby wyrównać ewentualne straty wapnia i magnezu warto, pijąc kawę, sięgnąć po szklankę wysokozmineralizowanej wody lub podawać napar z dodatkiem mleka 1,5 – 2%.
To, czego zdecydowanie należy unikać, serwując kawę, to kaloryczne dodatki jak: słodka bita śmietana, syropy smakowe, lody, cukier, słodzone mleko zagęszczone. Z takimi dodatkami napar zamienia się w pełen pustych kalorii deser. |
Zygmunt Skibicki - 2011-06-05, 20:55
| wp.pl napisał/a: |
Przeciwutleniacze - współczesna fontanna młodości
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...a-mlodosci.html
Człowiek od zawsze pragnął zatrzymać czas, nie tylko po to, by nie cierpieć na choroby wieku starczego, ale także – by jego ciało nie zwiotczało, by twarz nie pokryła się zmarszczkami, a włosy nie zmieniły koloru na biały. Dziś wiemy, że nie ma czegoś takiego, jak mityczna fontanna młodości, ale na szczęście zdajemy sobie także sprawę z faktu, że istnieją pewne substancje, które na swój sposób przedłużą naszą młodość: przeciwutleniacze.
Marzenie o wiecznej młodości jest chyba równie stare co cywilizacja. Już w starożytnym Egipcie poszukiwano remedium, które miało zatrzymać proces przekwitania urody. Wszak dla nikogo nie jest tajemnicą, że Kleopatra, by zachować piękny, młody wygląd, kąpała się w mleku oślic. Być może z tych pragnień zrodziła się legenda o fontannie młodości – źródle magicznej wody, której napicie się nie tylko odmładzało, ale także gwarantowało nieśmiertelność. W ciągu wieków poszukiwało jej wielu śmiałków. Przemierzali oni morza i lądy, ale nigdy nie udało im się odnaleźć mitycznego źródła. Natrafiali za to na inne wspaniałości, np. poszukiwanie fontanny młodości przez hiszpańskiego konkwistadora Juana Ponce de León doprowadziło do odkrycia półwyspu Floryda.
Przeciwutleniacze (nazwane też z języka angielskiego „antyoksydantami”) to związki chroniące nas przed szkodliwym działaniem wolnych rodników – niestabilnych związków chemicznych powstających w organizmie na skutek normalnych procesów metabolicznych, ale także w efekcie działania toksyn (zanieczyszczone powietrze, skażone jedzenie i woda, papierosy, alkohol). Wolne rodniki pomagają naszym ciałom w generowaniu energii i zwalczaniu infekcji, ale zbyt duża ich ilość jest szkodliwa. W takiej sytuacji atakują zdrowe komórki sprawiając, że te przedwcześnie się starzeją. Wolne rodniki działają na nas jak rdza na metal.
Przeciwutleniacze to enzymy, witaminy, składniki odżywcze i minerały powstrzymujące proces degeneracji komórek i tkanek przez wolne rodniki. Antyoksydanty występują w ludzkim organizmie, ale ich źródłem są też owoce, warzywa, ryby, produkty pełnoziarniste, orzechy oraz rośliny strączkowe. Pokarmy zawierające przeciwutleniacze nie tylko zapobiegają stanom kojarzonym z podeszłym wiekiem, takim jak ataki serca, udary, choroby układu krążenia, artretyzm i cukrzyca, ale także spowalniają proces starzenia się organizmu. Odpowiednie stężenie antyoksydantów sprawia, że szkody powodowane przez wolne rodniki są minimalizowane. Dzięki temu czujemy się i wyglądamy młodziej, mamy ładniejszą skórę i lepszy wzrok.
Istnieje wiele różnych typów antyoksydantów. Jednym z nich jest resweratrol, jeden ze składników czerwonego wina. Resweratrol dosłownie zatrzymuje proces starzenia się. Niestety, żeby dostarczyć sobie ilość resweratrolu wystarczającą do zatrzymania czasu w miejscu, musielibyśmy wypijać około 200ml wina dziennie. Z drugiej strony – wino w mniejszej ilości również może przyczynić się, jeśli nie do przedłużenia młodości, to do wydłużenia życia. Uważa się, że to właśnie resweratrol jest odpowiedzialny za tzw. paradoks francuski. Kuchnia rodu znad Loary jest wyjątkowo ciężka i tłusta, używa się w niej dużo masła, czerwonego mięsa, potrawy smaży się. Ponadto Francuzi piją sporo alkoholu. Mimo to są wyjątkowo żywotni – żyją dłużej niż inne, zdrowiej się odżywiające nacje Europy Zachodniej. Paradoks ten tłumaczy się tym, że wypijany we Francji alkohol to głównie bogate w resweratrol czerwone wino.
Badacze powoli izolują poszczególne przeciwutleniacze. W aptekach stopniowo pojawiają się suplementy diety zawierające antyoksydanty. Reklamuje się je jako preparaty spowalniające proces starzenia, a także – mogące wydłużyć życie o nawet 15-20 lat. Nie wiadomo jednak, czy przeciwutleniacze w pigułkach nie okażą się szkodliwe. Ich działanie w jedzeniu może być inne, ponieważ w naturalnej postaci występują z szeregiem innych substancji, z którymi wchodzą w interakcje. Lepiej jest ostrożnie podchodzić do suplementów diety na bazie przeciwutleniaczy, ponieważ ich działanie wciąż nie zostało w pełni przebadane.
Póki co lepiej jest sięgać po naturalne źródła tych życiodajnych związków: czerwone wino, kawę, zieloną herbatę, gorzką czekoladę, pomarańcze, arbuzy, jagody, jeżyny, śliwki, truskawki, maliny, rodzynki, czerwone winogrona, oliwę z oliwek, bazylię, majeranek, imbir, czosnek, awokado, szparagi, brokuły, brukselkę, kapustę, marchew, ryby, sałatę, owies, czerwoną cebulę, orzeszki ziemne, pieprz, miętę, dynię, sezam, szpinak, pomidory. |
Wytłuszczenie: Z.S.
Zygmunt Skibicki - 2011-06-27, 20:46
| wp.pl napisał/a: |
Tego w ogóle nie powinno się jeść
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...jesc.html#photo
Czy zastanawialiście się kiedyś jakie produkty, po które chętnie sięgamy, należą do najbardziej niezdrowych? Takich "perełek" na sklepowych półkach jest całkiem sporo. Kolorowa etykietka i ładne opakowanie przyciągają naszą uwagę.
Smak truskawkowy w jogurcie
Czym się różni jogurt truskawkowy od tego "o smaku truskawkowym"? Producentowi wystarczą barwniki i odpowiednie aromaty, by klienta złapać w sidła. Taki jogurt przeważnie nie ma nic wspólnego z truskawkami, nawet nie leżał w ich sąsiedztwie. Zawsze sięgając po tego typu produkty warto mieć w pamięci, czym się je zabarwia. Zazwyczaj są to ekstrakty z aronii lub buraka, ale zdarza się, że za kolor odpowiada koszenila, którą otrzymuje się z... mszycy żerującej na kaktusach. Owady te występują w tropikalnych rejonach Ameryki Południowej i Centralnej i wytwarzają barwnik odstraszający inne owady. Barwnik otrzymuje się z odwłoków i jaj owadów. Poza tym jest on wykorzystywany jako naturalny środek do odstraszania mrówek.
Sery topione
Statystyczny Polak zjada rocznie 2 kg środków chemicznych. Środki te zawarte są oczywiście w artykułach spożywczych, również w popularnych serach topionych. Tak naprawdę to produkt pochodny sera, wytworzony przez topienie go z dodatkiem topników. Jako topniki używane są: kwas cytrynowy, kwas winowy, kwas mlekowy i ich sole. Ich skład się różni, jednak najbardziej szkodzą naszemu zdrowiu karagen oraz sole emulgujące (difosforan sodu/potasu, polifosforan, fosforan sodu). Mają bardzo niekorzystny wpływ na nasz metabolizm.
Kostki rosołowe
Drobiowe, warzywne, bulionowe - do wyboru, do koloru. Kostki rosołowe o różnych smakach i zapachach zalegają na sklepowych półkach. Są wygodne i łatwe w użyciu i... nic poza tym. Specjaliści od żywienia twierdzą, że kostki bulionowe bez wahania można zaliczyć do tzw. junk food, czyli do śmieciowego jedzenia i powinny na stałe zniknąć z naszej diety. 10 proc. składu kostki stanowią tłuszcze zwierzęce lub roślinne, natomiast prawie 50 proc. to niepożądana w diecie sól. Reszta to zagęszczacze, barwniki, aromaty - w tym glutaminianu sodu.
Słodziki
Aspartam znajduje się w tysiącach produktów dietetycznych, napojach a nawet gumach do żucia - to jeden z najczęściej używanych słodzików. Jednak lekarze biją na alarm: sięganie po słodziki syntetyczne - właśnie po silnie toksyczny aspartam - to jeden z najgorszych wyborów. Spożywanie tego środka może wywołać lub zaostrzyć przebieg wielu poważnych chorób. Wymienia się nowotwory mózgu, stwardnienie rozsiane, epilepsję, cukrzycę, syndrom chronicznego zmęczenia, chorobę Parkinsona, chorobę Alzheimera czy zaniki pamięci. Dwa razy słodszy od cukru i prawie nie ma kalorii, wydawałoby się, że to ideał. Jednak związki, z których się składa, czyli kwas asparaginowy, fenyloalanina i metanol niekorzystnie działają na nasz organizm.
Kolorowe napoje gazowane
Kofeina, sztuczne barwniki, związki siarki - to tylko niektóre składniki jakie znajdziemy w gazowanych płynach. Przeciętna szklanka takiego napoju dostarcza nam około 150 kcal. Z kolei kwaśne substancje zawarte w takich napojach uszkadzają szkliwa zębów i nadają im brzydki wygląd. Przy codziennym spożyciu 4-5 szklanek napoju gazowanego ryzyko uszkodzeń szkliwa wzrasta nawet do 252 proc! Badania wykazały także ich wpływ na rozwój osteoporozy, otyłości oraz chorób serca. Na dodatek, po wypiciu napoju bogatego w cukier, mija ochota na spożywanie zdrowej żywności, co z kolei prowadzi do niedoborów składników odżywczych.
Chipsy
Tłuszcze typu trans to zmartwieniem amatorów chipsów. Specjalnie dla nich firmy zajmujące się produkcją tego typu przekąsek, coraz częściej ograniczają użycie tego typu tłuszczów lub całkowicie je eliminują. Niestety, pozostaje jeszcze wysoka temperatura, która przyczynia się do powstawiania akryloamidów. Dzieje się tak, gdyż ziemniaki są bogate w skrobię i zawierają aminokwas asparaginę. Pod wpływem wysokiej temperatury - powyżej 120 st. C. - po pewnym czasie dochodzi do reakcji sprzężenia między asparaginą oraz węglowodanami, w wyniku czego powstaje akrylamid. Ten uznawany jest za środek rakotwórczy, który bardzo negatywnie wpływający na ryzyko chorób serca. Badania przeprowadzone przez polskich naukowców pod kierownictwem prof. Marka Naruszewicza dowiodły, że regularne jedzenie chipsów zwiększało poziom akrylamidu we krwi. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-02, 17:55
| wp.pl napisał/a: |
Największe mity, w które wierzymy mimo zapewnień naukowców
źródło - http://odkrywcy.pl/gid,13...riazdjecie.html
Czytanie po ciemku uszkadza wzrok
Od dzieciństwa wierzymy w stwierdzenia, które powtarzają nam mamy, koledzy, a nawet nauczyciele. Okazuje się, że wiele z nich to bardziej naukowe plotki, tzw. "miejskie legendy". Rodzice powtarzali Ci z pewnością, że od czytania po ciemku "psuje się" wzrok. Udowodniono jednak, że skąpe oświetlenie w żaden sposób nie wpływa na aparat wzrokowy. Nie dochodzi w nim do żadnych zmian funkcji i budowy.
Szkodliwe jest jednak czytanie przy świetle z dużym kontrastem – jeśli znajdujemy się w ciemnym pokoju i zapalimy jedną małą lampkę, to doczekać możemy się zwyrodnienia komórek znajdujących się na siatkówce oka.
Szpinak jest najlepszym źródłem żelaza
Zapewnienia babć i mam na temat szpinaku można włożyć między bajki. Przy bliższej analizie zawartości żelaza w pożywieniu, okazuje się, że szpinak wcale nie figuruje an tej liście wysoko. Co więcej, przyswajalność żelaza ze szpinaku maleje wraz z ograniczeniem witaminy C w naszej diecie.
Więcej żelaza niż w szpinaku znajdziemy m.in. w płatkach owsianych, melasie, śliwkach suszonych i ponad sześć razy więcej w drożdżach piwnych!
Sól powoduje nadciśnienie tętnicze
Naukowcy na łamach amerykańskiego czasopisma naukowego "Journal of American Medical Association" dowiedli, że sól u zdrowego człowieka nie powoduje nadciśnienia tętniczego. Taka informacja wywołała wielkie zaskoczenie i jeszcze wiele lat minie nim mit ten zostanie obalony. Podczas 8-letniego eksperymentu badacze udowodnili, że ilość spożywanej soli nie wpływa na wartości ciśnienia tętniczego krwi, ale tylko u zdrowych ludzi, bez względu na wiek. Osoby, który borykają się z tym schorzeniem nadal powinno unikać dosalania potraw i wybierać produkty z niską zawartością chlorku sodu.
Ponadto, okazuje się, że niektóre złoża soli z kopalni Wieliczka zawierają ok. 450 mg żelaza na 1 kg soli! Można zatem zrezygnować ze szpinaku, do którego wiele osób ma wciąż niechęć i nadal być pewnym, że dosalając potrawy polską solą uchronimy się od niedoboru żelaza.
Zakwasy spowodowane przez kwas mlekowy
Bolesność mięśni po treningu tłumaczona jest wystąpieniem tzw. zakwasów. Zgodnie z powszechną hipotezą jest to wynikiem odkładania się kwasu mlekowego między włóknami mięśniowymi w wyniku niedoboru tlenu. Substancja ta jednak ulega wchłonięciu do 60 minut po syntezie. Uczucie dyskomfortu i zmęczenia mięśni pojawia się jednak najwcześniej jeden dzień po wyczerpującym treningu.
Fizjolodzy sportu tłumaczą, że "zakwasy" nie bolą, są naturalnym procesem metabolicznym. Ból pojawia się wówczas, gdy mięśnie ulegają mikro-urazom, a taki stan jest już patologiczny. W obrazie mikroskopowym takich nadwyrężonych ćwiczeniami mięśni widać maleńkie uszkodzenia struktury, a we krwi pojawiają się białka charakterystyczne dla reakcji odczynu zapalnego- organizm broni się przed tym jak przed chorobą. W żadnym razie nie można tego stanu "rozćwiczyć", należy przeczekać, aż mięśnie się zregenerują.
Skracanie włosów przyspiesza ich odrastanie
Ile razy usłyszeliście w salonie fryzjerskim, że należy często podcinać końcówki, bo spowoduje to szybsze odrastanie włosów? Nic bardziej błędnego! Włos rośnie od nasady - komórki odpowiedzialne za wzrost włosa znajdują się w cebulce. Skąd włos ma "wiedzieć", że na jego końcu "zniknęło" kilka centymetrów?
Ten popularny mit promowany przez wielu fryzjerów zrodził się z obserwacji golenia u mężczyzn. Ten zabieg powoduje odrastanie mocniejszych i ciemniejszych włosów, ale z całą pewnością nie przyspiesza ich wzrostu.
Po śmierci nadal rosną paznokcie i włosy
Ten wywołujący dreszczyk emocji mit, jakoby włosy i paznokcie rosły po zgonie człowieka to kolejny popularny blef. Po śmierci skóra traci wodę i w konsekwencji kurczy się. Z tego powodu spoglądając na nieboszczyka można odnieść wrażenie, że ma dłuższe paznokcie niż w chwili zgonu.
Wykorzystujemy tylko 10 procent możliwości naszego mózgu
Czasopismo medyczne British Medical Journal rozprawiło się z mitem dotyczącym naszego mózgu. Wielokrotnie powtarzana plotka, która głosiła, że wykorzystujemy jedynie 10% naszego mózgu to jeden z większych mitów minionych lat. Tak sądzono jeszcze przed rozwojem neurobiologii. Nauka ta pozwoliła podać w wątpliwość to stwierdzenie. Naukowcy są pewni, że wykorzystujemy znacznie więcej niż jedną dziesiątą swojego mózgu.
Choć niektóre z regionów mózgu nie są aktywne 24 godziny na dobę, to dzięki technikom diagnostyki obrazowej dowiedziono, że wykorzystujemy niemal 100% mózgowia.
Żywność modyfikowana genetycznie jest szkodliwa
DNA zawarty w roślinach, warzywach i mięsie jemy od tysięcy lat i nie zmienia się przez to nasz genom. Dlaczego w takim razie z żywnością modyfikowaną genetycznie (GMO) miałoby być inaczej? Tylko dlatego, że nie jest ona jeszcze popularna, budzi wiele kontrowersji i lęku wśród społeczeństwa. W istocie, jest mniej szkodliwa niż wiele obecnych naturalnych produktów, które naszpikowane są antybiotykami, konserwantami i zmienione są przez pestycydy.
Ludzie powszechnie kojarzą żywność GMO z produktami do których dodaje się substancji chemicznych: barwników, spulchniaczy itp. GMO to owoce, warzywa i mięso, w których zazwyczaj jeden lub dwa geny są zmienione. Przez to ich jakość jest ulepszona i w konsekwencji nie trzeba dodatkowo "poprawiać" ich chemicznie.
Efekt cieplarniany to blef
Są tacy, którzy twierdzą, że efekt cieplarniany to wymysł mediów. Wprawdzie donosiliśmy o tym, że istnieją przesłanki ku temu, że pojawiają się błędne dane na temat stopnia zagrożenia gazami szklarniowymi, ale negowanie tego zjawiska jest, krótko mówiąc niedorzeczne.
Po pierwsze dlatego, że efekt cieplarniany to zjawisko dzięki któremu żyjemy na planecie Ziemi. Gdyby nie warstwa gazów, która otacza nasz glob, panowałyby tu warunki, w których nie mogłoby rozwinąć się życie.
Przemysł i rolnictwo odpowiada jednak za wzmożoną emisję gazów cieplarnianych (m.in. dwutlenku węgla) - w związku z czym "straciliśmy" kontrolę nad efektem cieplarnianym. Głosy oskarżające media o kłamstwa są zapewne wynikiem snucia teorii spiskowych przez pewne rzesze laików na świecie.
Na pewno sklonowano już człowieka
Klonowanie to termin, który kojarzy się większości ze zjawiskiem, którego dopuszczają się szaleni naukowcy, pozbawieni moralnych skrupułów. W rzeczywistości większość klonowania, które ma miejsce w laboratoriach na całym świecie nie jest zjawiskiem, które zaburza naturę i jest moralnie niepoprawne. Klonujemy bakterie, grzyby, rośliny, by móc je badać w warunkach in vitro.
Klonowanie człowieka to jednak sprawa bardziej wrażliwa. W 2001 roku zakazano klonowanie ludzkich komórek w celach reprodukcyjnych. Co prawda sklonowany zarodek człowieka w istocie powstał, ale żył jedynie przez 5 dni. Skonstruowanie całego człowieka in vitro jest, według ekspertów, przedsięwzięciem, które wymaga zbyt dużych nakładów finansowych, a także, że jest po prostu pozbawione sensu. W chwili obecnej ani restrykcje prawne ani technologia nie pozwoliłyby na stworzenie ludzkiego odpowiednika owcy "Dolly". |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-04, 15:26
| wp.pl napisał/a: |
Kiedy pomidor jest trujący?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...t-trujacy-.html
Popularności pomidora ciężko zaprzeczyć, jednak mimo ogromnej sławy nie brak mu też przeciwników. Oskarżano go już o niekorzystny wpływa na jelita, wywoływanie alergii a nawet ciężkie zatrucia. Jaka jest więc prawda o pomidorach?
Kiedy pomidor jest trujący?
Dobry do wszystkiego
Dla znacznej grupy osób jest jednym z popularniejszych pokarmów roślinnych w diecie. Po pierwsze - jest łatwo dostępny przez cały rok, po drugie - można go zjeść zarówno na śniadanie, obiad jak i kolację. Pasuje jako dodatek do kanapek, sałatek, dipów czy dań na ciepło. Zjadany solo również wypada całkiem nieźle. Ponadto pulpy i koncentraty pomidorowe stanowią składnik ogromnej ilości potraw i produktów spożywczych, w związku z czym czasem nawet nieświadomie stają się składnikiem naszego menu, chociażby pod postacią keczupu.
Słoneczny aromat
Lato to najlepsza pora na pomidory. Mają wówczas okazję dojrzeć w pełnym słońcu, dzięki czemu staja się wyjątkowo aromatyczne. Co prawda silniejszy aromat nie zawsze wiąże się z wyższą wartością odżywczą, ale na pewno bardziej zachęca do jedzenia. Domowe przetwory z takich dojrzałych, pachnących pomidorów to prawdziwy rarytas, który w zimie jest wspomnieniem ciepłych letnich dni.
Młode wiosenne pomidory to również jedne z bezpieczniejszych nowalijek. W przeciwieństwie do rzodkiewki czy sałaty gromadzą bowiem znacznie mniej azotanów, które mogą w organizmie ulec szkodliwym przekształceniom.
Toksyczna solanina
Rośliny z rodziny psiankowatych, do których zaliczamy pomidory, zawierają alkaloid – solaninę. Substancja zjedzona w dużej ilości staje się toksyczna, co może powodować takie dolegliwości jak: mdłości, wymioty, kolki, biegunki. Najwięcej szkodliwego związku występuję w niedojrzałych, zielonych pomidorach. Prostym sposobem na uniknięcie zatrucia jest zatem sięganie po sztuki w pełni dojrzałe.
Ciekawy jest również fakt, że solanina, mimo swoich toksycznych właściwości, w uzasadnionych przypadkach może wykazywać działanie terapeutyczne. W medycynie ludowej właściwości rozkurczowe alkaloidu wykorzystywano m. in. do usuwania zaparć powodowanych nadmiernym skurczem w obrębie jelita grubego.
Witaminy i minerały
Pomidor to doskonałe źródło cennych witamin i minerałów. Zawiera znaczne ilości potasu - aż 280 mg/100 g. Wspomniany makroelement jest z kolei niezwykle istotny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Stanowi katalizator wielu reakcji enzymatycznych, reguluje ciśnienie krwi, pozwala usuwać nadmiar wody z ustroju oraz warunkuje przewodnictwo nerwowe.
Czerwone owoce obfitują również w beta-karoten, czyli prowitaminę wit. A. Beta-karoten to naturalny przeciwutleniacz, który po przekształceniu w ustroju do postaci witaminy A odpowiada dodatkowo za proces widzenia, stan skóry oraz wzmacnianie układu odpornościowego.
Cennym składnikiem pomidorów jest witamina C, która w 100 g owoców występuje średnio na poziome 20 mg. Podobnie jak beta-karoten należy do przeciwutleniaczy, chroniących organizm przed mutacjami komórek i przedwczesnym procesem starzenia. Ponadto wspiera układ odpornościowy zabezpieczając tym samym przed infekcjami, a jako składnik niezbędny do produkcji kolagenu sprzyja regeneracji tkanki łącznej.
Likopen kontra wolne rodniki
Owoce pomidora kryją w sobie jeszcze jeden składnik – likopen, będący jednym z najlepszych przeciwutleniaczy. Jego działanie ochronne jest znacznie silniejsze niż beta-karotenu. Regularne przyjmowanie tego składnika wraz z dietą może zmniejszać ryzyko rozwoju części chorób nowotworowych oraz pozwala zachować młodszy wygląd na dłużej. Co ciekawe, likopen jest wyjątkowo odporny na procesy technologiczne, w związku z czym występuje również w koncentratach, pulpach i sokach pomidorowych. Na dodatek jego przyswajalność wzrasta po zastosowaniu procesów termicznych. Aby został w pełni wykorzystany przez organizm, warto do świeżych pomidorów lub ich przetworów dodać kilka kropli oliwy lub oleju. Likopen jako substancja rozpuszczalna w tłuszczu wchłonie się wówczas znacznie lepiej.
Ze skórką czy bez?
Popularnym sposobem na przygotowanie pomidorów do spożycia jest zalewanie ich wrzątkiem i ściąganie skórki. Fakt faktem, skórka jest ciężkostrawna i u osób z dolegliwościami żołądkowo - jelitowymi, w wieku podeszłym czy dzieci może wywołać podrażnienie przewodu pokarmowego. Z drugiej jednak strony to właśnie w skórce kryje się cały ogrom cennych sadników. Jeśli więc jej usunięcie nie jest z powodów zdrowotnych konieczne, warto zjeść owoc w całości.
Ciekawostki
- Popularny sposób podawania pomidora i ogórka jednocześnie w sałatkach, kanapkach czy przystawkach okazuje się być bardzo niekorzystnym połączeniem. Ogórek zawiera enzym rozkładający witaminę C. Jeśli przedostanie się on do pomidorów niszczy również znajdująca się w nich witaminę.
- Pomidory oraz przygotowywane z nich przetwory nie są wskazane dla osób cierpiących na nadkwasotę i zgagę, ponieważ będą nasilać te dolegliwości.
- 100 g pomidora to zaledwie 15 kcal - owoce są bardzo niskokaloryczne i odżywcze, doskonałe jako składnik diety odchudzającej. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-04, 15:29
| wp.pl napisał/a: |
Najbardziej toksyczne owoce i warzywa
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-i-warzywa.html
Fala zatruć, o którą oskarżane były ogórki, a później także sałata, pomidory i inne warzywa sprawiła, że większą uwagę poświęcamy zakupom na targu i w warzywniaku. Afera ogórkowo – kiełkowa podważyła też nasze zaufanie do ekologicznej produkcji. W całym tym zamieszaniu zapomnieliśmy jednak, że oprócz bakterii szkodliwe są także pestycydy, które kumulują się w jedzeniu. W jakich owocach i warzywach jest ich najwięcej?
Najbardziej toksyczne owoce i warzywa
Coroczny raport przygotowała amerykańska organizacja Environmental Working Group (EWG). Listę „brudnych” oraz „czystych” owoców i warzyw stworzono kierując się właśnie zawartością pozostałości pestycydów. Chociaż praktycznie trudno się przed nimi ustrzec , bo te substancje są niemal wszędzie, niektóre rośliny mają wyjątkową zdolność do ich kumulowania.
Jak więc przedstawia się najbardziej toksyczna 10?
1.Jabłka
2.Seler
3.Truskawki
4.Brzoskwinie
5.Szpinak
6.Nektarynki
7.Winogrona
8.Słodka papryka
9.Ziemniaki
10.Jagody
Trzeba jednak pamiętać, że chociaż aż 98 proc. produktów zawierało pozostałości pestycydów, to tylko 3 proc. z pobranych próbek przekroczyło normę.
Pestycydy, które wniknęły do wnętrza roślin, mają wpływ na ich metabolizm - między innymi zmniejszenie zawartości witamin z grupy B (szczególnie B1) i witaminy C, oraz węglowodanów i karotenoidów.
Jakie jest działanie pestycydów na nasz organizm? Najczęstszym powikłaniem są zatrucia związane z odkładaniem się przez wiele lat, małych dawek szkodliwych substancji. Objawy takie mogą pojawić się nawet po wielu latach, tak jest w przypadku pestycydów, których trwałość wynosi kilkanaście lat i odkładają się w podskórnej tkance tłuszczowej. Wiele z tych związków jest podejrzewanych również o działanie rakotwórcze oraz o zmniejszenie płodności. Przedłużony kontakt z toksycznymi owocami i warzywami może doprowadzić także do rozwoju choroby Parkinsona. Co więcej, pestycydy w znacznym stopniu osłabiają odporność organizmu, co grozi licznymi infekcjami i powikłaniami. Ostatnie badania przeprowadzone przez naukowców w Nowym Jorku oraz kalifornijskiej dolinie Salinas dowiodły także, że jeśli kobieta jest w czasie ciąży narażona na działanie niektórych pestycydów, może to zaszkodzić inteligencji jej dziecka .
Tak wygląda z kolei lista najbardziej bezpiecznych, „czystych” owoców i warzyw
1.Cebula
2.Kukurydza
3.Ananas
4.Awokado
5.Szparagi
6.Zielony groszek
7.Mango
8.Bakłażan
9.Melon
10.Kiwi
Co prawda są to badania amerykańskie. Jednak kontrole przeprowadzone przez inspekcję sanitarną w ostatnich latach wykazywały, że co czwarty owoc sprzedawany na polskim rynku ma pozostałości pestycydów, ale tylko w niecałym 1 proc. z nich normy są przekroczone. Ostatni raport Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) wykazał, że w krajach unijnych ten odstetek wynosi z kolei 3,5 proc. W żywności importowanej z krajów trzecich zanieczyszczenia spotykano częściej (7,6 proc.) niż w żywności pochodzącej z krajów Unii (2,4 proc.). |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-04, 16:11
| wp.pl napisał/a: |
Kiedy należy jeść kolację?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...c-kolacje-.html
Większość z nas wie, że ważne jest regularne spożywanie 4-5 posiłków. Wiemy, że najważniejsze jest śniadanie. Kolacja za to często jest pomijana lub przeciwnie - czasami potrafi zastąpić wszystkie posiłki w ciągu dnia.
Kiedy należy jeść kolację?
Często spotykamy się z bardzo mocno zakorzenionym przekonaniem, że kolacja tuczy. W związku z tym albo należy jej zupełnie unikać, albo jeść najpóźniej o godzinie 18, ponieważ wszystko, co zjemy po tej magicznej godzinie odłoży się w postaci tkanki tłuszczowej.
Jest nawet takie stare powiedzenie: śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi. Niestety nie jest ono do końca prawdziwe. Jeśli nie zaplanujesz wieczornego posiłku, częściej zdarzy się, że sięgniesz po wysokokaloryczną przekąskę. Często wieczór to czas odpoczynku i "nicnierobienia". Zasiadamy przed telewizorem, stres opada i wydaje nam się, że odpoczywamy. Tymczasem jeśli w ciągu dnia nie zjedliśmy odpowiedniej ilości kalorii i nie dostarczyliśmy ważnych składników odżywczych, nasz organizm dopomina się o "uzupełnienie paliwa". Zmysły smaku i węchu nasilają swoją wrażliwość, głód staje się nie do zniesienia. Nie potrafimy stłumić aptetytu na konkretne potrawy. Niestety najczęściej mamy chęć na potrawy wysokokaloryczne, tłuste i słodkie. Jednak w tym czasie nasz organizm przygotowuje się już do nocnej regeneracji i oczyszczania, więc taka kolacja na pewno mu w tym nie pomoże.
Tak więc wiemy już, że kolacja jest potrzebna. Ale co i kiedy jeść? Jeśli chodzi o drugą kwestię odpowiedź jest tylko jedna: ostatni posiłek należy spożyć 2-3 godziny przed snem. Tyle czasu potrzebuje nasz organizm na strawienie i przyswojenie wartości odżywczych. Ważne jest, by kolacja była lekkostrawna, a jednocześnie sycąca, tak by uczucie głodu nie pojawiło się aż do śniadania. Każdy z nas ma inny tryb życia, o różnych porach chodzimy spać, więc trudno nakazywać jedzenie kolacji o godz. 18. Tak mogło być kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj każdy musi indywidualnie ustalić sobie porę kolacji. Przykładowo, jeśli kładziesz się spać ok. północy, to ostatni posiłek możesz bez żadnych obaw zjeść między 21-22. Jeśli kolację zjemy krótko przed snem, to organizm będzie zajęty trawieniem dostarczonego mu pokarmu i w znaczny sposób utrudni nam zaśnięcie. Co więcej – leżąc w łóżku mamy bardzo ograniczoną aktywność mięśni, które w większości są odpowiedzialne za zużycie dostarczonej energii. A skoro energia z posiłku nie będzie mogła być zużyta, to odłoży się w postaci tkanki tłuszczowej. Dlatego też, by dobrze się czuć i nie tyć, kolacja nie może wypaść ani za wcześnie, ani za późno.
Skoro już wiemy kiedy należy jeść, to odpowiedzmy sobie na pytanie co wybrać na ten posiłek, by spełnił swoje zadanie? Najważniejsze, by unikać potraw tłustych, ciężkostrawnych i węglowodanów prostych, do których należą np. białe pieczywo czy owoce. Ostatni posiłek dnia powinien zawierać pełnowartościowe białko w postaci chudego mięsa, ryby lub nabiału oraz węglowodany złożone takie jak kasze, brązowy ryż, makaron pełnoziarnisty, płatki owsiane, pieczywo razowe oraz warzywa. Oczywiście odpadają wszelkiego rodzaju fast foody – pizza, hamburgery, frytki itp.
Wyjątkiem od powyższych zasad są osoby, które wieczorem wykonują duży wysiłek fizyczny, np. trenują, ćwiczą. W takim wypadku należy zjeść posiłek. Najlepiej - w ciągu pół godziny od zakończenia ćwiczeń. Powinien składać się z węglowodanów prostych i białka. Duży wysiłek powoduje też obniżenie poziomu glikogenu, który najłatwiej podnieść produktami o wysokim indeksie glikemicznym, czyli np. owocami, białym pieczywem, makaronami, ziemniakami. W tym posiłku nie może również zabraknąć łatwo przyswajalnego, pełnowartościowego białka, by mięśnie miały budulec do regeneracji.
Kolacja jest ostatnim posiłkiem dnia i stanowi ważny element naszej diety. Musi być skomponowana w odpowiedni sposób – nie za lekka, by nie iść spać głodnym, ale również nie za ciężka, by móc spokojnie zasnąć. W czasie snu spowalnia się metabolizm, a nasz organizm regeneruje się, by móc rozpocząć kolejny dzień. Dlatego zadbajmy o zdrowy odpoczynek za pomocą zjedzonej o odpowiedniej porze kolacji. W szczególności dotyczy to osób, które są na diecie odchudzającej – bez odpowiednio zaplanowanego wieczornego posiłku możemy zniweczyć wysiłki całodziennej diety. Zapamiętajmy - kolację jemy lekką, zdrową i 2-3 godziny przed snem. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-09, 18:33
| wp.pl napisał/a: |
Zobacz, jakie świństwa jesz w lodach!
źródło - http://media.wp.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Śmietankowe, waniliowe, orzechowe, bakaliowe, czy... Przed takim wyborem często stajemy w kolejce po pysznego loda. Tylko czy aby na pewno wiemy co zjemy? Pogoń sprzedawców za zyskami, spowodował, że zamiast prawdziwego loda z mleka, którego smak pamiętamy sprzed lat, dostajemy zamrożony chemiczny śmietnik. Jak zatem odróżnić tego prawdziwego o nafaszerowanego chemią? W wyborze pomoże Wam FAKT.
W dzisiejszych czasach oferta lodowa przyprawia nas o zawrót głowy. Od lodów gałkowych, przez włoskie, po sorbety. Moda na jedzenie lodów przyszła do nas z zachodu, a razem z nią chemiczne udziwnienia. Barwniki, szkodliwe tłuszcze, zagęstniki... A te świństwa mogą wywoływać nie tylko alergię, ale też sprzyja miażdżycy.
- Dawniej były dwa smaki, śmietankowy i czekoladowy- wspomina pani Jolanta Danil z Ostródy (31 l.) - Teraz wybór jest ogromy, ale smak pozostawia wiele do życzenia - dodaje. Pani Jolanta ma wiele racji. Wiele oferowanych lodów nie powstaje z mleka, śmietanki, jajek, masła i owoców. Zamiast tego używa się tylko z wody i chemicznych dodatków.
- Boję się, że rzemieślnicy, produkujący lody naturalnie, bez chemii nie wytrzymają konkurencji - obawia się Maria Skowrońska, producentka lodów naturalnych z Ostródy - Koszt ich produkcji jest kilkakrotnie wyższy od przemysłowych, a klienci patrzą na cenę - dodaje.
Jak wybrać dobrego loda?
1. Czytaj etykietę na opakowaniu. Jeżeli jej nie ma, zapytaj sprzedawcę. Specjaliści radzą, że jeśli w składzie lodów pojawia się E466 (emulgator), E407, E410, E412 (zagęstniki) nie kupujmy ich!
2. Ważny kolor
Jeżeli lody mają zbyt intensywny, nienaturalny kolor, nie kupujmy ich. Możemy być pewni, że ten bajeczny kolor uzyskano dodając sztuczne barwniki
3 Powąchaj!
Prawdziwe lody owocowe, czy waniliowe pachną ich dodatkami. W przemysłowych odpowiednikach wyczujesz chemię
4. Termin ważności
Przemysłowe lody z fabryki mają często ponad roczny termin przydatności do spożycia. Tradycyjne lody z rzemieślniczej lodziarni, zaledwie kilkutygodniowy.
5. Najesz się 3 kulkami
To zasada na sprawdzenie loda, ale niestety dopiero po jego zjedzeniu. Bo dobre lody można poznać po ty, że po zjedzeniu trzech kulek czujemy się najedzeni!
Chemia w lodach
1. Barwniki - Substancje nadająca wielobarwny wygląd lodów, m.in. beta-karoten. U dzieci wywołuje nadpobudliwość, alergie, schorzenia neurologiczne.
2. Tłuszcz palmowy - Substancja utwardzana chemicznie, powodująca miażdżycę.
3. Stabilizator - Guma-guar, mączka świętojańska - substancje zagęszczające, powodująca otyłość i alergie.
4.Wypełniacze- mąka ziemniaczana, skrobia modyfikowana - powodują otyłość. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-13, 21:48
| wp.pl napisał/a: |
Tego nie wolno łączyć z lekami
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...c-z-lekami.html
Niezdrowe połączenia
Czy wiesz, że zjedzenie kilku plasterków sera czy salami może mieć bardzo poważne konsekwencje zdrowotne? Nawet szpinak i brokuły - tak cenione ze względu na swoje prozdrowotne właściwości - w połączeniu z tabletką mogą stać się niebezpieczną mieszanką. Na jakie produkty trzeba uważać, gdy zażywamy leki?
Sok grejpfrutowy
Chociaż grejpfrut ma w sobie cenne witaminy - m.in. z grupy B oraz spore ilości wit. C, E oraz P - a do tego reguluje trawienie, to przy przyjmowaniu leków okazuje się wyjątkowo zdradliwy. Owoce te zawierają bowiem flawonoidy - czyli organiczne związki chemiczne pełniące funkcję barwników i przeciwutleniaczy - oraz furanokumaryny, które odpowiedzialne są za wzrost stężenia leków we krwi. W przypadku niektórych medykamentów stężenie wzrasta 3- krotnie, a czasami nawet 12-krotnie! Dotyczy to np. blokerów kanału wapniowego (stosowanych w leczeniu nadciśnienia i choroby niedokrwiennej serca), statyn (redukujących poziom cholesterolu) czy leków benzodiazepinowch (o działaniu przeciwlękowym). Uważać muszą też alergicy przyjmujący preparaty przeciwhistaminowe, u których mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca. Dokładnie nie wiadomo, jak wielu medykamentów może dotyczyć ta interakcja, dlatego zaleca się co najmniej 4-godzinny odstęp między wypiciem soku grejpfrutowego lub zjedzeniem owocu, a zażyciem leku.
Sok pomarańczowy
Co prawda sok pomarańczowy nie jest tak niebezpieczny jak grejpfrutowy, ale nim też nie powinniśmy popijać leków. Szczególnie, gdy zażywamy preparaty zobojętniające sok żołądkowy (przeciw nadkwaśności) zawierające związki glinu. Kwas cytrynowy zawarty w soku zwiększa wchłanianie soli glinu, które z kolei kumulując się w organizmie mogą prowadzić do wielu zespołów chorobowych związanych z demencją.
Sery, ryby i banany
Wszyscy, którzy zażywają leki antydepresyjne (fenelezyna, moklobemid, tranylcypromin), przeciwgruźliczne (izoniazyd), przeciwbakteryjne (furazolidon) czy przeciwnowotworowe (prokarbazyna) muszą bardzo uważnie przyglądać się temu, co kładą na talerz. Połączenie tych medykamentów z pokarmami zawierającymi spore ilości tyraminy wywołuje bowiem poważne perturbacje. O jakie produkty chodzi? Trzeba uważać na sery (przede wszystkim dojrzewające), wątróbki i pasztety (przechowywane kilka dni), kwaśną śmietanę, awokado, bób, przejrzałe banany, salami, kawior, figi czy sos sojowy. Na liście figurują także ryby (marynowane, solone lub wędzone) oraz koncentraty mięsne w sosach i zupach. Lekarze przestrzegają także przed nadmiernym spożyciem czekolady oraz wermutu i likieru. Wszystkie te produkty mogą prowadzić do gwałtownego wzrostu ciśnienia, a nawet udaru mózgu.
Mleko i nabiał
Mleko i nabiał uważane są za najlepsze źródło wapnia. Jednak produkty zawierające duże ilości jonów wapniowych, czyli właśnie mleko, sery czy jogurty mogą zmniejszyć lub nawet całkowicie zablokować wchłanianie niektórych leków. Tworzą się wówczas sole wapnia, które nie rozpuszczają się w wodzie. Tak dzieje się w przypadku antybiotyków (tetracyklina, fluorochinolony), których wchłanianie zmniejsza się wówczas aż o 50 proc.
Należy zachować ostrożność przy zażywaniu tabletek powlekanych, które powinny się rozpuszczać dopiero w zasadowym środowisku jelit. Gdy popijamy je mlekiem, na własne życzenie fundujemy sobie podrażnienie żołądka. Kwasowość soku żołądkowego może bowiem obniżyć się na tyle, że pigułka rozpuści się zbyt wcześnie.
Mięso z grilla
Z kolei mięso grillowane na węglu drzewnym groźne jest dla astmatyków. Substancje, które powstają w czasie pieczenia, powodują pobudzenie enzymów w wątrobie i tym samym "wymuszają" szybszą jej pracę. Przez to właśnie teofiliny, czyli leki przeciwastmatyczne nie działają tak jak powinny. Stężenie leku we krwi zmniejsza się o połowę, co może prowadzić do zaostrzenia objawów lub napadu astmy.
Brokuły, kapusta i szpinak
Niebezpieczne jest także spożywanie produktów bogatych w witaminę K wraz z lekami przeciwzakrzepowymi. Pamiętać o tym powinny przede wszystkim osoby z miażdżycą naczyń regularnie zażywające te medykamenty. Co znajduje się na czarnej liście? Są brokuły, kapusta, sałata, szpinak, soja, orzeszki pistacjowe, awokado, brukselka i wątroba wołowa. Specjaliści zalecają, by nie przekraczać dziennej dawki witaminy K, czyli 120 mikrogramów. Warto zaznaczyć, że szpinak zawiera aż 400 mikrogramów/100g, brokuły 205 mikrogramów/100 g zaś sałata 210 mikrogramów/100 g. Inaczej może wystąpić zakrzepica, a wraz z nią wzrasta ryzyko zatoru i udaru.
Błonnik
Innymi produktami spożywczymi które są zdrowe, a z którymi należy uważać podczas leczenia farmakologicznego, są produkty o dużej zawartości błonnika. Błonnik bowiem, poprawia perystaltykę jelit oraz zmniejsza wchłanianie pokarmów, w tym leków, np. digoksyny (związek uzyskiwany z naparstnicy) czy leków antydepresyjnych. Należy zatem posiłki zawierające owsiankę, pełnoziarnisty chleb, otręby itp. spożywać 2 godziny przed lub po przyjęciu leków, a przede wszystkim nie w nadmiernych ilościach.
Tłuszcze
Smażone jajka, bekon, tłusta wieprzowina, duża ilość masła, smalec czy pełnotłuste mleko - to przykłady produktów, które powodują zwiększone wchłanianie leków. Zjawisko to występuje przede wszystkim przy łączeniu tłustych posiłków z lekami przeciwgrzybicznymi, przeciwpasożytniczymi, psychotropowymi czy też zawierające teofiliny.
Zamienniki soli
Wiele osób mających problem z nadciśnieniem stosuje tzw. substytuty soli. Zawierają one zamiast chlorku sodu, chlorek potasu, zwiększając tym samym jego stężenie we krwi. W związku z tym, należy uważać na równoczesne przyjmowanie zatrzymujących potas diuretyków. Leki te są często przepisywane osobom chorującym na nadciśnienie, dlatego też należy korzystanie z zamienników soli konsultować z lekarzem.
Szczawiany
Szpinak oraz rabarbar powinny natomiast odstawić osoby przyjmujące lekarstwa z zawartością żelaza. Produkty te, bogate w kwas szczawiowy, utrudniają przyswajanie żelaza w jelicie. Podobny efekt daje kawa. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-15, 10:32
| wp.pl napisał/a: |
Dieta na płodność
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...a-plodnosc.html
Czy lody z bitą śmietaną, fasola i pełnoziarnisty chleb zwiększą szansę na poczęcie wymarzonego potomka? Bardzo prawdopodobne, bo - jak wykazują badania - nasza płodność w dużej mierze zależy od tego, co jemy.
Co więc powinniśmy jeść, chcąc zostać rodzicami?
KOBIETY
Okazuje się, że nie zawsze wszystko co chude i pozbawione tłuszczu jest dobre. W tym wypadku ta zasada dotyczy pełnotłustych produktów mlecznych. Zamiast dietetycznego jogurtu zdecydowanie lepiej wybrać szklankę 3,5 proc. mleka. To dobra wiadomość dla wszystkich kobiet, które uwielbiają lody. Stosowne badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Harvarda w Bostonie. Okazało się, że w przypadku kobiet, które dziennie jadły minimum dwie porcje niskotłuszczowych przetworów z mleka, ryzyko niepłodności związanej z zaburzeniami jajeczkowania rosło o 85 proc., w porównaniu z kobietami, które nie jadły tych produktów w o ogóle. Z kolei spożywanie jednej porcji pełnotłustego nabiału, zwłaszcza lodów, obniżało ryzyko o 27 proc. Spadało ono tym bardziej, im więcej jadły lodów.
Fast foody omijaj z daleka
Nie tylko dlatego, że „śmieciowe” jedzenie jest bardzo kaloryczne. Chodzi przede wszystkim o szkodliwe działanie nienasyconych kwasów tłuszczowych typu trans. Pełno ich we frytkach i innych smażonych potrawach, ale także przemysłowo wytwarzanych ciastach i ciasteczkach, batonikach, chipsach i zupach w proszku. Okazało się, że każdy dwuprocentowy wzrost spożycia tłuszczów trans kosztem węglowodanów, podnosił ryzyko niepłodności średnio o 73 proc. Gdy odbywał się kosztem kwasów tłuszczowych omega-3 ryzyko rosło o 79 proc., a gdy kosztem jednonienasyconych kwasów tłuszczowych - ponad dwukrotnie.
Unikaj białego pieczywa i gazowanych napojów
Okazuje się, że zjadanie dużych ilości łatwo przyswajanych węglowodanów, np. białego pieczywa czy ziemniaków oraz picie słodkich napojów gazowanych zwiększa ryzyko niepłodności, bo powoduje brak owulacji. Natomiast bogate w błonnik, trawione powoli węglowodany - chleb gruboziarnisty, ciemny ryż, fasola, warzywa i świeże owoce - mogą wzmagać płodność. Zdecydowanie lepiej wybierać więc produkty o niskim indeksie glikemicznym. Ustalenie to świetnie koresponduje z wcześniejszymi badaniami, z których wynika, że stosowanie jeszcze przed zajściem w ciążę diety bogatej w te dobre węglowodany pozwala uniknąć cukrzycy ciążowej.
Białko roślinne zamiast zwierzęcego
Zamiast schabowego na obiad lepiej ugotować np. soczewicę. Badania naukowców z Harvardu dowiodły, że kobiety, które zjadały dużo białek zwierzęcych (ok. 115 gr dziennie) - 39 proc. częściej miały problemy z zajściem w ciążę niż panie, które zjadały ich mniej (ok. 77 gr dziennie). Zupełnie inaczej wygląda sprawa z białkami roślinnymi – im ich więcej tym lepiej.
Kwas foliowy i żelazo
Stosowanie preparatów witaminowych, a przede wszystkim suplementów kwasu foliowego polecano zazwyczaj kobietom w ciąży , by zmniejszyć prawdopodobieństwo wad rozwojowych u noworodków. Teraz uważa się także, że kwas foliowy i żelazo ma także korzystny wpływ na obniżanie ryzyka niepłodności spowodowanej zaburzeniami owulacji. Najwięcej folianów znajdziemy w ciemnozielonych warzywach - zwłaszcza szpinaku, brukselce, kalafiorze i brokułach. Żelaza trzeba szukać np. w chudym czerwonym mięsie, rybach z dużą zawartością tłuszczu (makrele, sardynki, szprotki), suszonych owocach czy roślinach strączkowych.
MĘŻCZYŹNI
Mężczyzna powinien zadbać o zdrowy sposób żywienia i tryb życia przynajmniej na 3 miesiące przed planowaną datą poczęcia, gdyż właśnie taki jest okres dojrzewania męskich komórek rozrodczych.
Bez tłuszczów i cukru
Trzeba ograniczyć lub zupełnie wyeliminować z diety węglowodany proste (cukier i wszelkie odmiany słodyczy) oraz produkty zawierające duże ilości tłuszczu, przede wszystkim: dania typu fast food i tłuste mięsa np. golonka, boczek, parówki, kabanosy. Tak samo jak w przypadku kobiet, mężczyźni powinni jeść jak najwięcej pełnoziarnistych produktów zbożowych takich jak: chleb razowy, chleb pełnoziarnisty, naturalne płatki zbożowe.
Do diety należy włączyć dużo warzyw i owoców ze względu na dużą ilość przeciwutleniaczy szczególnie ważnych w tym okresie. Naukowcy spekulują, że jednym z czynników odpowiedzialnych za obniżenie liczebności i ruchliwości plemników może być nadprodukcja tzw. wolnych rodników - bardzo aktywnych cząsteczek, które uszkadzają cenne składniki komórek. Dlatego idealnym rozwiązaniem wydają się być właśnie przeciwutleniacze, które neutralizują wolne rodniki. Należy też codziennie spożywać chude mięsa, ryby, wędliny i jaja.
Najważniejsze składniki w diecie
Witamina C i E – te przeciwutleniacze pomagają zapobiegać uszkodzeniom plemników, zwiększają ich ilość i ruchliwość. Źródłami witaminy C są m.in. owoce cytrusowe, jabłka, kiwi, brokuły, pomidory, szpinak i truskawki. Do źródeł witaminy E zaliczają się np. pestki słonecznika, oleje roślinne i migdały.
Selen – wpływa pozytywnie na ruchliwość plemników, niedobory mogą zmniejszyć ilość plemników, jego źródłem są między innymi: otręby owsiane, kiełki pszenicy, kukurydza, mleko, drożdże, cebula, białka jaj, czosnek, chrzan, koper, szpinak, nasiona słonecznika, orzechy.
Cynk – jest podstawowym pierwiastkiem odpowiadającym za produkcję zdrowej spermy, niski poziom przekłada się bezpośrednio na zmniejszenie płodności, jednak trzeba pamiętać, że zbyt duża ilość cynku może być toksyczna. Bogate w cynk są chude mięso i ryby, nasiona strączkowe, pełnoziarniste produkty zbożowe, migdały, orzechy włoskie, figi, rodzynki, daktyle.
L-arginina – zwiększa ilość i ruchliwość plemników oraz powoduje swobodny dopływ krwi do narządów płciowych. Znajduje się w większości orzechów.
Kwas foliowy - dieta uboga w kwas foliowy powoduje zmniejszoną produkcję plemników. Do jego źródeł należą zielone warzywa liściaste (brokuły, brukselki), szparagi, szpinak, nasiona strączkowe, produkty pełnoziarniste.
Wapń i witamina D – obydwa te składniki wpływają pozytywnie na męską płodność. Do źródeł wapnia należy mleko i jego produkty mleczne, takie jak sery i jogurty. Witaminę D znajdziemy w mleku, grzybach, jajkach. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-15, 11:01
| wp.pl napisał/a: |
Czy masło zawiera tłuszcze trans?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/diet...cze-trans-.html
Porady udziela: Katarzyna Haczkiewicz
Tłuszcze trans są w utwardzonym oleju roślinnym czyli w margarynie. Dlatego nie musisz rezygnować z naturalnego masła, ale już margarynę możesz wykluczyć ze swojej diety. Tłuszcze trans powstają w procesie utwardzania olejów roślinnych, czyli np. podczas produkcji margaryny. Są obecne w wielu produktach spożywczych, więc jeśli chciałbyś wyeliminować je ze swojej diety, zwróć uwagę na etykiety. Jeśli na liście składników jest oznaczenie „uwodorniony”, „częściowo uwodorniony” lub „utwardzony”, oznacza to, że w danym produkcie są obecne tłuszcze trans. Szczególną uwagę zwróć na słodycze, produkty cukiernicze, chipsy, fast foody, a nawet płatki kukurydziane. |
A teraz warto się cofnąć w górę wątku i poszukać: jak i dlaczego szkodliwe są owe tłuszcze "trans"?
Był całkiem niedawno dobry artykulik na ten temat...
W skrócie:
Dzisiejsza moda na tłuszcze "omega -3 i -6"(*) to obrzydliwy, wręcz kłamliwy chwyt reklamowy zakładów tłuszczowych produkujących wszelkiej maści margaryny - także te "zdrowotne" w cenach z sufitu wziętych, czyli tłuszcze roślinne utwardzone - z "wbitymi" atomami wodoru w miejsca podwójnych wiązań między atomami węgla. Okazuje się, że te ich "omegi" nie tylko nie chronią nas przed szkodliwym cholesterolem (jest także grupa innych cholesteroli - dobrych!), ale wręcz cholesterol zły w naszych organizmach generujące, bo to są tłuszcze nazywane tu (ówdzie też!) tłuszczami "trans"!
(*) Ta "kreseczka" przed trójką i szóstką winna być czytana jako słowo "minus"! Chodzi o to, że "omega" oznacza ostatni "węgiel" w łańcuchu tłuszczowym, a pozytywnie zdaniem fizjologów mają na nas działać nienasycone wiązania przed atomami węgla: trzecim i szóstym od końca.
To właśnie wspomniane tu tłuszcze "trans"!
Jaki stąd wniosek...?
Ano, taki że: won wszelkim utwardzonym tłuszczom roślinnym z naszych diet!
Masło jest zdecydowanie bardziej dla nas zdrowsze, ale pod warunkiem, że go na porządnym, ciemnym pieczywie będzie bardzo mało. Ot, jak to mawiały nasze babcie: zatrzeć tylko dziurki w chlebie!
No i oczywiście tłuszcze roślinne trzeba polubić w naszej kuchni, ale nieutwardzone tłuszcze, czyli wszelkiego rodzaju oleje i oliwy. Nota bene, okazuje się, że bodaj najzdrowszym z dostępnych na naszym rynku olejem jest najzwyklejszy olej... rzepakowy! Wcale nie musi on być "z pierwszego tłoczenia", czy "tłoczenia na zimno"! Warto także zainteresować się olejem lnianym... Tak, tak - tym samym, co to się z niego jeszcze do niedawna produkowało zapomniane już dziś farby... olejne.
Zygmunt Skibicki - 2011-07-15, 13:31
| wp.pl napisał/a: |
Nie przesadzaj z tymi owocami
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...mi-owocami.html
Lato to czas owoców. Soczyste i jędrne kuszą ze straganów. Chętnie wyciągamy po nie sięgamy, ale czy wszystkie możemy jeść bezkarnie? Które są wyjątkowo kaloryczne, a które mogą nam szkodzić?
Nie przesadzaj z tymi owocami
Chyba nikt nie podejmie się polemiki ze stwierdzeniem, że świeże owoce są smaczne i zdrowe. Zawierają witaminy, minerały, błonnik i wodę. Nie można jednak jeść ich bezkarnie.
- Owoce należą do grupy produktów, które mają bardzo dużą zawartość cukrów, dlatego należy uważać kiedy i jakie się spożywa – mówi Karolina Żmuda, dietetyk Centrum Naturhouse. Często dokładna zawartość kalorii zależy od warunków w jakich wzrastały i terminu zbiorów. Im dojrzalszy owoc, tym więcej w nim cukru.
W trosce o linię
Jak każda inna żywność, one także mogą przyczynić się do zwiększenia masy ciała. Oczywiście jeśli jemy ich zbyt dużo. Więcej - kiedy jesteśmy na diecie, niektórych powinniśmy wręcz unikać. Pewne grupy owoców wysokokalorycznych mogą zrujnować wysiłek związany z ograniczaniem np. czekolady. W sklepie lepiej omijać półki na których znajdują się owoce kandyzowane, ponieważ produkowane są przy użyciu dodatkowej ilości cukru.
Lepiej unikać też suszonych, bo proces suszenia pozbawia je znacznej ilości wody, w związku z czym ich kaloryczność wzrasta kilkakrotnie w stosunku do świeżych odpowiedników, czasami też podczas suszenia są dosładzane. Powinniśmy zrezygnować też ze słodkich owoców w syropie. Co jeszcze szkodzi naszej sylwetce?
- Jeśli jesteśmy na diecie unikajmy zwłaszcza bananów, winogron, awokado, oliwek i kokosów. Posiadają wysoki indeks glikemiczny – ostrzega Karolina Żmuda. - Pamiętajmy też, aby nie objadać się owocami bez ograniczeń i po kolacji, czyli tuż przed snem, ponieważ mogą przyczynić się do wzrostu wagi.
Specjaliści podkreślają, że nowa piramida żywieniowa odchodzi od dużej ilości owoców na rzecz warzyw. Owszem, dietetycy zalecają ich jedzenie, jednak w bardzo ograniczonych ilościach: do 3 porcji nie większych niż 100 g. Ile to jest 100 g? To jedno małe jabłko lub garść truskawek , a nie cała miska. Stawiając przed sobą kopiasty talerz ulubionych owoców, pochłaniamy tyle kalorii, ile zawiera zwyczajny obiad.
Tłuszcz i kalorie
Choć wydaje się to nieprawdopodobne, owoce mogą zawierać sporo tłuszczu. Awokado ma go aż 30 proc. w 100 g. Ma też sporo kalorii - do 250 kcal. w tej samej gramaturze. Aztekowie nazywali je owocem maślanym właśnie ze względu na dużą zawartość tłuszczu. Na szczęście owoc posiada głównie tzw. "dobry tłuszcz" znany również jako niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT).
Dalej jest banan. To jeden z najpopularniejszych owoców na świecie. Jeden waży ok. 180 g, zawiera 152 kcal. Zupełnie sporo, prawda? Na szczęście banany zawierają bardzo mało tłuszczu.
Daktyle suszone też potrafią zrujnować sylwetkę - to 308 kcal. w 100 g, natomiast suszone jabłka zawierają aż 320 kcal. Morele w tej samej postaci to 280 kcal.
Prawdziwymi bombami kalorycznymi są świeżo wyciskane soki. Do wypełnienia jednej szklanki napoju zużyć trzeba nawet pół kilo owoców. Specjaliści zalecają by takie soki rozcieńczać wodą mineralną.
Zdrowsze owoce
Są też sposoby na obniżenie wysokiego indeksu glikemicznego (ten wskaźnik klasyfikuje produkty żywnościowe na podstawie ich wpływu na poziom glukozy we krwi w 2-3 godziny po ich spożyciu) pewnych owoców. Obniża go spożywanie ich w towarzystwie tłuszczu, białka lub błonnika. Uzupełnienie jabłek, jagód czy nawet winogron białym serem sprawi, że białko z nabiału znacznie obniży indeks glikemiczny. Na dodatek dłużej będziemy odczuwać sytość. Krótko mówiąc, świadome łączenie owoców z innymi produktami będzie dla nas zdrowsze.
Uważaj, gdy chorujesz
- Szczególną ostrożność muszą zachować osoby chore na cukrzycę, w zależności od stopnia choroby należy ograniczać niektóre owoce, np. śliwki, winogrona, banany – tłumaczy dietetyk. - Kobiety karmiące powinny unikać gruszek, jabłek, truskawek, wiśni i śliwek z uwagi na właściwości wzdymające. Natomiast przy problemach z woreczkiem żółciowym i refluksem żołądka nie powinno się spożywać owoców, które zwiększają wydzielanie soków trawiennych, a do takich należą m.in. cytrusy, ananasy, kiwi, czereśnie. |
Zwracam uwagę na taki fragment:
| Cytat: | Zdrowsze owoce
Są też sposoby na obniżenie wysokiego indeksu glikemicznego (ten wskaźnik klasyfikuje produkty żywnościowe na podstawie ich wpływu na poziom glukozy we krwi w 2-3 godziny po ich spożyciu) pewnych owoców. Obniża go spożywanie ich w towarzystwie tłuszczu, białka lub błonnika. Uzupełnienie jabłek, jagód czy nawet winogron białym serem sprawi, że białko z nabiału znacznie obniży indeks glikemiczny. Na dodatek dłużej będziemy odczuwać sytość. Krótko mówiąc, świadome łączenie owoców z innymi produktami będzie dla nas zdrowsze. |
To bardzo ciekawa metoda udostępnienia bardzo słodkich owoców ludziom zagrożonym problemami cukrzycowymi! Zwykle muszą ich skrupulatnie dość unikać.
Tylko niech ktoś przypadkiem nie wpadnie na pomysł, że przecież to samo "załatwiają" jogurty z "kawałkami" owoców. Już lepiej samemu sobie przygotować taki napój ze świeżych owoców i nie "ulepszonego" niczym jogurtu, kefiru czy twarożku.
Zygmunt Skibicki - 2011-07-16, 00:59
| wp.pl napisał/a: |
Len dla zdrowia i urody
źródło - http://horoskop.wp.pl/kat...,wiadomosc.html
Niegdyś był dla człowieka niezastąpiony. Z jego włókien tkano płótno, a z nasion wyciskano pożywny olej. I choć z czasem o lnie zapomniano, dzisiaj roślina ta znów przeżywa swój renesans. Jego wartości potwierdzają najnowsze badania naukowe. Len to samo zdrowie i nie może go w naszym życiu zabraknąć.
Siemię lniane czyli nasiona lnu stosowano już w starożytności. Jego walory doceniali Grecy i rzymianie, a ojciec medycyny – Hipokrates zalecał je na bóle podbrzusza i zapalenie błon śluzowych. Mahatma Gandhi zwykł mawiać: „Gdziekolwiek siemię lniane jest spożywane dość regularnie, tam ludzie cieszą się lepszym zdrowiem”. I nie sposób odmówić racji temu stwierdzeniu.
Skarbnica niezbędnych kwasów
Drobne i lśniące nasiona lnu zwane siemieniem lnianym zawierają związki śluzowe, białka, sterole, kwasy organiczne (m.in. askorbinowy), enzymy, sole mineralne (m.in. magnezu, cynku, żelaza). Przede wszystkim jednak są zasobne w olej, który jest wyjątkowo bogaty w niezbędne do prawidłowej pracy organizmu kwasy Omega –3. Nasz organizm nie jest w stanie samodzielnie ich wytworzyć, przez co muszą być dostarczone wraz z pożywieniem. W 100 g oleju tłoczonego z siemienia lnianego znajduje się co najmniej 74 g wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, a także kwasy jednonienasycone oraz witamina E. Dzięki takiemu składowi olej lniany równoważy proporcje spożywanych tłuszczów w codziennej diecie. Ma on właściwości lecznicze, m.in. obniża poziom cholesterolu, zapobiega chorobom serca i naczyń krwionośnych, korzystnie wpływa na system odpornościowy i układ nerwowy, działa przeciwzapalnie.
Siemię na żołądek
Jego dobroczynne działanie w chorobie wrzodowej znane było od dawna. To zasługa śluzów zawartych w nasionach, które powlekają błony śluzowe przełyku, żołądka i częściowo dwunastnicy, chroniąc je przed agresywnym kwasem solnym i zmniejszając odczyny zapalne. Siemię zalecane jest zwłaszcza w stanach zapalnych, nieżytach żołądka, nadkwaśności, biegunce, niestrawności, owrzodzeniach żołądka i dwunastnicy.
Inne działanie lnu to wpływ na oskrzela. Siemię lniane może być stosowane jako środek przeciwkaszlowy. Len także jest pomocny w przypadku chorób skórnych, leczenia odmrożeń czy oparzeń, dzięki któremu szybciej się regeneruje.
Dieta dr Budwig
Jej autorką jest Johanna Ludwig, która całe swoje naukowe życie poświęciła na badania nad olejem lnianym. Olej lniany zjadać należy codziennie w postaci zrobionej w domu pasty. Wykonuje się ją, miksując przez 5 minut olej lniany i chudy biały twarożek w proporcjach 5-6 łyżek oleju na 12,5 dag sera. Można ją doprawiać do smaku np. ziołami, solą, czosnkiem, papryką, pieprzem. Zapobiegawczo wystarczą 2 łyżki stołowe pasty dziennie, w lekkich schorzeniach 2-4, a w ciężkich przypadkach 6 łyżek. |
Zwracam uwagę na ten fragment:
| Cytat: | | W 100 g oleju tłoczonego z siemienia lnianego znajduje się co najmniej 74 g wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, a także kwasy jednonienasycone oraz witamina E. |
I to nie są kwasy "trans"!
I o to właśnie chodzi!
Zygmunt Skibicki - 2011-07-19, 15:58
| wp.pl napisał/a: |
Słodycze jak nagroda i "lekarstwo"
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...a-slodyczy.html
Słodki smak towarzyszy nam od wczesnego dzieciństwa i przywołuje miłe wspomnienia. Niestety bardzo szybko można się od niego uzależnić. Początek złych nawyków żywieniowych można już zaobserwować u małych dzieci. Słodycze są nagrodą, pocieszeniem, a nawet "lekarstwem" na wszystkie troski i zmartwienia. Wyuczone nawyki przenosimy do życia dorosłego. O ile będąc dzieckiem mogliśmy liczyć na pewne ograniczenia i zakazy, jako dorośli możemy sobie pozwolić na degustację pełnego asortymentu niejednej cukierni. Prezentujemy czarną listę deserów i słodyczy, od których lepiej trzymać się z daleka.
Jak cukierki zmieniają się w tłuszcz?
Każda porcja słodyczy sprawia, że pożądamy tego smaku jeszcze bardziej. I tak zaczyna się błędne koło. Cukry proste zawarte w tych smakołykach bardzo szybko przenikają do krwi, podnoszą poziom glukozy, który następnie jest obniżany przez insulinę. Insulina z kolei obniża poziom glukozy i znowu czujemy się głodni. Nadmiar niewykorzystanego cukru organizm "przerabia" na tkankę tłuszczową, a to może prowadzić do nadwagi, otyłości i poważnych schorzeń metabolicznych. Dodatkowo zjadając nadmierną ilość słodyczy i deserów ograniczamy spożycie pełnowartościowych produktów. Ile już razy zdarzyło się wam zjeść batonika na śniadanie, a na obiad ciastko?
Ciastko z kremem
Ze wszystkich deserów za najmniej wartościowe uznałabym ciastka z kremem, które liczą od 450-600 kcal w 100g. Są nie tylko bombami kalorycznymi, ale dostarczają też dużych ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Kombinacja cukrów prostych i tłuszczu to doskonałe źródło energii dla komórek tłuszczowych. Kolejnym minusem jest ich bardzo krótki termin przydatności do spożycia. Tego typu produkty mogą być źródłem poważnych zaburzeń trawiennych, a nawet zatruć salmonellą.
Ciastko francuskie
Ciastka francuskie produkuje się z mąki i tłuszczu w mniej więcej równych proporcjach. Bynajmniej nie z mąki pełnoziarnistej, więc najzdrowsze może się okazać nadzienie, często owocowe lub z białego sera twarogowego. W 100g ciasta francuskiego (w zależności od nadzienia) znajdziemy 10-26g tłuszczu i 36-70g węglowodanów prostych. Smakowite połączenie cholesterolu i podwyższonego poziomu cukru we krwi.
Lizaki, landrynki, drażetki
Cukierki, landrynki, karmelki, lizaki i dropsy - te produkty prawie w 100 proc. składają się z czystego białego cukru, czyli sacharozy. Dla przykładu w 100g kolorowych karmelków znajdziemy 390 kcal, 70g cukru i... to wszystko. Nie licząc witaminy C, której zapotrzebowanie pokryjemy w blisko 100 proc., jak tylko zjemy ponad 20 cukierków. Słodkie lizaki to w 98 proc. czysty cukier, nie wspominając o barwnikach i aromatach - nie zawsze naturalnych. Landrynki i inne twarde cukierki są jednym z większych zagrożeń dla zdrowia naszych zębów. Cukier stanowi bowiem idealną pożywkę dla bakterii powodujących próchnicę.
Toffi i krówki
Cukierki miękkie - typu toffi lub krówki - podobnie jak twarde cukrowe landrynki oblepiają zęby i wnikają w przestrzenie międzyzębowe. Poza tym tzw. "ciągutki" zawierają w 100g ponad 400 kcal, 74g węglowodanów, 9g tłuszczu i 5g białka. Przyjmując, że na 100g przypada 10 krówek - w ciągu krótkiej chwili dostarczymy naszemu organizmowi równowartość pełnowartościowego posiłku obiadowego. Jednak uczucie sytości mylone z ?przesłodzeniem? będzie trwało zdecydowanie krócej niż po zdrowym obiedzie składającym się np. z porcji chudego mięsa, ciemnego ryżu i świeżej surówki wielowarzywnej.
Żelki
Żelki to bardzo kaloryczna przekąska bez cennych wartości odżywczych. Zdecydowanie nie pomoże figurze ani zdrowiu. 100g tej słodkiej przyjemności to od 340-380 kcal, w tym około 60 proc. stanowi czysty cukier. W opakowaniu znajdziemy od 80 do 110g, co oznacza, że w jednorazowo jesteśmy w stanie dostarczyć organizmowi od 270 do 410 kcal. Dziecko w wieku przedszkolnym nie ma najmniejszego problemu z opróżnieniem całej torebki, więc dorośli tym bardziej nie odczują sytości po takich łakociach.
Poza dawką pustych kalorii znajdziemy substancje glazurujące, utrzymujące wilgotność oraz całą masę sztucznych barwników i aromatów. Część producentów używa substancji naturalnych w postaci wyciągów i koncentratów z marchwi, buraków, papryki lub kurkumy, ale niestety nie zmniejsza to wartości kalorycznej. Na kilku opakowaniach znajdziemy dopisek, że żelki zawierają w swoim składzie sok z owoców. Po wnikliwej analizie druku - wielkości łepka od szpilki - odkryjemy, że i owszem, ale czy 2 proc. zagęszczonego soku owocowego sprawi, że paczka żelek będzie "zdrowsza"? Raczej nie!
"Dietetyczne" wafelki
Poza powszechnie dostępnymi słodkościami radziłabym także zwrócić uwagę na produkty oznaczone jako light lub - co gorsze - dietetyczne. To, że cukier został zastąpiony sztucznym słodzikiem (np. sacharyna, sukraloza aspartam, acesulfam K) wcale nie oznacza, że dany produkt jest zdrowszy lub mniej kaloryczny. Czytajmy etykiety produktów. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie porównać skład np. ciasteczek z pełnego ziarna i wybrać te, które faktycznie poza słodyczą i energią dostarczają nam witamin, składników mineralnych i cennego błonnika pokarmowego.
Czym je zastąpić?
Ze wszystkich dostępnych na rynku produktów polecam gorzką czekoladę o dużej zawartości kakao (ok. 70 proc.) zamiast nadziewanych czekoladek i draży, ciasto biszkoptowe lub drożdżowe z owocami zamiast ciasta francuskiego i kremowych bomb kalorycznych, domowe galaretki i kisiele z użyciem sezonowych owoców. Dla łasuchów lubiących słodkości, które można żuć lub chrupać polecam suszone owoce i chipsy jabłkowe. W sezonie letnim - koktajle owocowe na bazie jogurtu naturalnego lub kefiru i sorbety owocowe. Wybór jest bardzo szeroki i równie słodki, ale przy okazji dostarczymy również wielu składników odżywczych, nie tylko pustych kalorii.
Zdrowe odżywianie nie musi oznaczać rezygnacji z ulubionych smaków, ale jak w każdej dziedzinie życia ważny jest rozsądek, urozmaicenie i umiarkowanie. |
Zygmunt Skibicki - 2011-07-22, 09:45
| wp.pl napisał/a: | Co wybrać?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...lternatywa.html
Gdy ktoś nas zapyta, co jest zdrowsze - chleb pszenny czy pieczywo pełnoziarniste, nie mamy wątpliwości. Czasami jednak wybór między dwiema rzeczami nie jest tak oczywisty. Tuńczyk czy łosoś? Kawa czy herbata? Całe jajko czy samo białko? Nie wiemy, co jest bardziej pożywne, co zawiera więcej substancji odżywczych, co jest dla nas lepsze. Stawiani przed wyborem - zdrowe czy zdrowsze - często nie wiemy, jak postąpić. Poniżej ściąga.
Jabłko kontra banan
Zdrowszy wybór: jabłko
Jabłko jest jak koktajl fitochemiczny - jeden niewielki owoc pełen zdrowych związków chemicznych. Według dr Stevena Aldany, wykładowcy z amerykańskiego Brigham Young University, substancje zawarte w jabłku sprzyjają profilaktyce nowotworów i zmniejszają ryzyko chorób układu krążenia. Jabłko, podobnie jak banan, zawiera błonnik i witaminę A. Banan jest co prawda bogatszy w potas i kwas foliowy, ale w ostatecznym starciu wygrywa jabłko, gdyż ma mniej kalorii.
Makaron pełnoziarnisty kontra brązowy ryż
Zdrowszy wybór: brązowy ryż
Oba te produkty są bogate w błonnik (ok. 4g błonnika na porcję), jednak w przeciwieństwie do makaronu, ryż jest bogaty w zapobiegające chorobom serca i cukrzycy fitosterole. Oczywiście jeśli koniecznie chcemy zjeść makaron, zawsze wybierajmy pełnoziarnisty lub razowy zamiast białego. Miseczka brązowego makaronu zaspakaja połowę dziennego zapotrzebowania na selen - pierwiastka o udowodnionym naukowo działaniu antyrakowym.
Masło kontra margaryna
Zdrowszy wybór: margaryna
Polemika między zwolennikami masła i margaryny trwa od dawna i ostatnio racje "masłożerców" zdawały się przeważać. Teraz jednak przeważa pogląd, że zdrowsza jest margaryna, ale tylko taka, którą wyprodukowano bez procesu uwodornienia. Ten proces pozbawia tłuszczy większości dobroczynnych dla zdrowia właściwości, poza tym pojawiają się wówczas w nich wyjątkowo szkodliwe izomery trans, które podnoszą poziom złego cholesterolu. Do produkcji margaryn wykorzystuje się obecnie coraz częściej nową metodę - tzw. przeestryfikowanie - która pozwala utwardzić olej bez wytworzenia izomerów trans.
Wielonienasycone i jednonienasycone tłuszcze - obecne w nieuwodornionej maragrynie - są zdrowsze, bo obniżają poziom złego cholesterolu LDL, a tym samym redukują ryzyko chorób układu krążenia. Jedzenie przez 3 miesiące polecanej tu margaryny o 11-15 proc. obniża poziom cholesterolu LDL, co przekłada się na 20-30 proc. zmniejszenie niebezpieczeństwa zachorowania na serce. Masło, przez wielu uważane za dużo smaczniejsze, zawiera tłuszcze nasycone, podnoszące poziom złego cholesterolu.
Tuńczyk kontra łosoś
Zdrowszy wybór: łosoś
Obie te ryby to znakomite źródło kwasów omega-3, działających zbawiennie na mózg i serce. Niestety w Polsce tuńczyk dostępny jest raczej w puszcze i można wątpić w jego wartości odżywcze w tej postaci. Poza tym mięso tuńczyka zawiera niepokojąco wysoki poziom rtęci - potencjalnie groźnej dla zdrowia neurotoksyny. Zwierzęta morskie chłoną ten pierwiastek, a ponieważ tuńczyk jest rybą mięsożerną, dochodzi do większego zatrucia jego mięsa rtęcią - z wody i przez pokarm. Tuńczyk zawiera go dużo, bo odławia się nawet dziesięcioletnie osobniki - w ciągu tak długiego życia przesiąka trucizną. Inne ryby żyją w wodzie znacznie krócej, zanim trafią do sieci. Tygodniowa norma poziomu rtęci w organizmie człowieka wynosi 0,0016 mg na kilogram masy ciała. Żeby przekroczyć tygodniową normę poziomu 70-kilogramowy człowiek musiałby zjeść w tym czasie 25 100-gramowych puszek z tuńczykiem.
Białka jajek kontra całe jajka
Zdrowszy wybór: całe jajka
Zdaniem dietetyczki, doktor Amandy Sainsbury-Salis, nie należy rezygnować z żółtek, gdyż tak naprawdę to one zawierają najwięcej substancji odżywczych. Owszem, żółtko ma też cholesterol, ale nie ten jego rodzaj, który odkłada się na ścianach naczyń krwionośnych i prowadzi m. in. do miażdżycy. Cale jajka zwierają naprawdę niewielkie ilości tłuszczów nasyconych, więc można je jeść, nie drżąc o swoje zdrowie.
Kawa kontra herbata
Zdrowszy wybór: herbata
Kawa jest wskazana z punktu widzenia profilaktyki raka jelita grubego i choroby Parkinsona, ale herbata ma znacznie szersze spektrum działania. Zarówno czarna jak i zielona, obniża poziom cholesterolu i poprawia przepływ krwi w naczyniach. Picie zielonej herbaty - najzdrowszej wśród herbat - zmniejsza ryzyko różnych rodzajów nowotworów oraz chorób autoimmunologicznych. Do tego zawiera dwa razy mniej kofeiny niż kawa. By cieszyć się jej zbawiennym właściwościami, należy wypijać co najmniej 2 filiżanki dziennie. |
Z tego wszystkiego najważniejsze bodaj jest to, co wytłuściłam...
To ja się teraz pytam: które z dostępnych na naszym rynku margaryn są produkowane w technologii przeestryfikowania?
Ja odpowiedź znam i wybieram... masło oraz mieszankę olejów: rzepakowego i lnianego!
No i jeszcze jedno...
Tuńczyk, jak podaje artykuł jest rybą drapieżną - tu zgoda.
A łosoś to niby... nie?
Jak do tego dodać, że sprzedaje się nam głównie hodowlaną, karmioną przez człowieka odmianę łososia...
Zygmunt Skibicki - 2011-07-28, 22:18
| wp.pl napisał/a: |
Woda sprzyja odchudzaniu? To mit!
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...ml?ticaid=1cbe6
Woda sprzyja odchudzaniu? To mit! fot. Thinkstockphotos
„Pij co najmniej 8 szklanek wody dziennie”, „wypijaj dwie szklanki wody przed każdym posiłkiem”, „picie wody jest niezbędne do tego, by schudnąć” – ile już razy to słyszałyśmy? Od dziesięcioleci picie dużej ilości wody uważa się za centralny element każdej diety. Tymczasem najnowsze dane naukowe dowodzą, że takie zachowanie nie tylko nie pomaga w pozbyciu się zbędnych kilogramów, ale może wręcz zaszkodzić.
- Ciągle słyszymy: woda, woda! – pisze dr Margaret McCartney, specjalistka żywienia, na stronie magazynu BMJ. – Jesteśmy wręcz bombardowani informacjami o tym, że nawadnianie jest kluczowe dla zdrowia organizmu, a także dla osiągnięcia szczupłej sylwetki. A co to znaczy „zdrowe nawadnianie”? Większość źródeł podaje, iż należy pić od 6 do 8 szklanek czystej wody dziennie.
Według badaczki mit konieczności wypijania tak dużej ilości płynów to wynik manipulacji mediów i koncernów sprzedających wodę. Butelka wody niegazowanej stała się symbolem zdrowego stylu życia, a wielu ludzi czuje się w obowiązku wypijać co najmniej 1,5 płynów dziennie. McCartney powołuje się tymczasem na literaturę naukową, według której takie zalecenia są nonsensem. Już w 2002 na łamach prestiżowego American Journal of Physiology opublikowano artykuł Heintza Valtina, który krytykował obowiązujące przekonania:
„Nie tylko nie ma naukowych dowodów na to, że musimy pić tak dużo wody. Taka rekomendacja może być po prostu szkodliwa. Wypijanie sporej ilości płynów obniża poziom sodu w organizmie. Powoduje także, że dostarczamy do ciała więcej zanieczyszczeń. Istotny jest także czynnik psychologiczny, który sprawia, że ludzie czują się winni tego, iż spożyli za mało płynów” pisze Valtin.
Badacze wskazują dodatkowo na inne możliwe problemy zdrowotne wynikające z przyjmowania zbyt dużej ilości wody. Często zostaje zaburzony rytm snu i czuwania z powodu konieczności oddawania moczu w nocy, istnieje także ryzyko uszkodzenia nerek.
McCartney przytacza także wyniki badań, według których rzekome uczucie sytości po wypiciu szklanki wody jest mitem. Nie ma przekonujących dowodów na to, żeby takie praktyki pomagały w utracie zbędnych kilogramów.
- Obecne dowody to żadne dowody – mówi profesor Stanley Goldfarb w rozmowie z dr McCartney. – Zgadzam się, że jeżeli będziemy pić wodę, zamiast wchłaniać dodatkowe kalorie wraz ze słodkimi napojami gazowanymi, wyjdzie nam to na dobre. Nie ma jednak absolutnie żadnych przesłanek, jakoby wypicie szklanki płynu przed posiłkiem redukowało apetyt.
Badacze zwracają uwagę na fakt, iż każdy człowiek ma optymalne zapotrzebowanie na przyjmowanie płynów w ciągu doby, nie można więc ustalać sztywnych nakazów. Poza tym woda znajduje się również w pożywieniu. Zjedzenie np. dużej ilości owoców może w niektórych przypadkach zaspokoić większość dziennego zapotrzebowania na płyny. |
Zygmunt Skibicki - 2011-08-02, 12:21
Suszone mięso, pemikan, biltong...
Znalazłem bardzo ciekawy artykuł
Zygmunt Skibicki - 2011-08-07, 19:04
| wp.pl napisał/a: |
Czym najlepiej ugasić pragnienie?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...ragnienie-.html
Zimne piwo na ochłodę? W upalny dzień wielu z nas marzy właśnie o szklaneczce tego trunku - w dodatku prosto z lodówki. To jednak nie najlepszy pomysł. Co więc powinniśmy pić, by dostarczyć soli mineralnych - traconych wraz z potem - oraz wody, bez której nasz organizm jest rozregulowany?
Czym najlepiej ugasić pragnienie?
Woda jest dla nas wyjątkowo ważna. Możemy nie jeść przez kilka dni, ale pić musimy codziennie. U dorosłego człowieka jej zawartość wynosi zazwyczaj 60 proc. wagi ciała, zaś dziennie zapotrzebowanie organizmu to ok. 2,5 l. W upalne dni, wraz z potem tracimy wodę, a wraz z nią - sole mineralne i witaminy. Należy jednak wziąć pod uwagę, że w niektórych sytuacjach straty mogą być o wiele większe. Jeśli przebywamy w gorącym klimacie, w temperaturze przekraczającej 35 st. C i zdecydujemy się na wysiłek fizyczny, dzienne ubytki wody mogą sięgać kilku litrów. Więcej powinniśmy pić również wtedy, gdy mamy gorączkę, biegunkę, wymioty, jak też w zaburzeniach pracy nerek, po ciężkich poparzeniach lub gdy cierpimy na cukrzycę. Woda reguluje temperaturę ciała, nawilża błony śluzowe i gałki oczne, usuwa zbędne produkty przemiany materii oraz reguluje procesy trawienia.
- Latem powinniśmy pić głównie zwykłą wodę, najlepiej mineralną i w dodatku niegazowaną, choć w zasadzie woda gazowana niewiele różni się składem od tej bez gazu - mówi dr Krzysztof Szydłowski, lekarz internista. - Można także korzystać z napojów witaminizowanych, których na rynku jest coraz więcej. Jednak wystrzegajmy się napojów smakowych, kolorowych gazowanych wynalazków i napojów zawierających kofeinę.
Dlaczego? Bo są po prostu niezdrowe. To, że napoje gazowane są smaczne, jest zasługą sztucznych dodatków: aromatów, słodzików, konserwantów.
- Tego typu produkty nie zaspokajają żadnych potrzeb organizmu. Kwas ortofosforowy w napojach typu cola niszczy zawarty w organizmie wapń, co jest niebezpieczne dla dzieci i osób starszych - mówi dr Szydłowski. - Szkodzi także używany jako konserwant benzoesan sodu. Najważniejsze jednak jest to, że takie płyny zawierają bardzo dużo słabo przyswajalnego przez człowieka cukru, który z jednej strony się odkłada w tkankach, a z drugiej - powoduje mniejsze nawodnienie organizmu.
Wiele osób może zdziwić również fakt, że soki owocowe wcale nie są najlepszym źródłem wody.
- Soki niezbyt dobrze gaszą latem pragnienie. Powodem tego jest zawarty w nich cukier. Mówimy tu, oczywiście, o sokach w kartonach, których większość produkowana jest z zagęszczonego koncentratu - twierdzi dr Szydłowski. - Soki produkowane są hipertoniczne, co oznacza, że ich stężenie jest większe niż stężenie soku komórkowego w naszym organizmie. Aby organizm mógł je przyswoić, musi korzystać z wody, którą już posiada i w ten sposób się odwadnia.
Dlatego, według specjalistów, rozwiązaniem jest rozcieńczanie soku przed wypiciem – pół na pół z wodą. Podobnie rzecz się ma z alkoholem. Piwo, wino czy mocniejsze alkohole potrzebują wody z naszych ciał. Dlatego też należy, szczególnie w upalne dni, bardzo z nimi uważać. Alkohol osiąga wtedy o wiele większe stężenie w organizmie niż w dni chłodniejsze i dlatego też np. piwo nie powinno nam służyć do orzeźwienia.
A co zrobić, jeśli nie lubimy wody? Możemy wzbogacić jej smak, dodając do niej plasterek cytryny, pomarańczy, liść mięty czy odrobinę lodu. Poza tym trzeba wiedzieć, w jaki sposób pić wodę, by odpowiednio nawadniała nasz organizm.
- Przede wszystkim należy pić regularnie i w małych porcjach. Nie należy robić tego w trakcie posiłków, ponieważ zmniejsza to stężenie enzymów trawiennych i utrudnia trawienie. Najlepiej pić 10 minut przed i po jedzeniu. Podczas upałów nasze pragnienie najlepiej zaspokoi woda schłodzona do temperatury 15 st. C.
Niektórzy twierdzą, że z tym najlepiej poradzi sobie kwas chlebowy. Chociaż w Polsce nie jest zbyt popularny, w Rosji i na Ukrainie to niemal napój narodowy, często sprzedawany na ulicy, wprost z beczek.
- Kwas chlebowy gasi pragnienie, bo zawiera naturalne składniki - drożdże i przede wszystkim witaminy z grupy B – mówi dr Szydłowski. - Musimy jednak uważać, bo zawiera też alkohol - od 0,8 do nawet 2,5 proc. Dlatego lepiej jednak w upały z nim nie przesadzać. Kwas ma także specyficzny smak, który nie każdemu odpowiada.
Obyczaje płynące z gorących krajów
Choć nie zawsze są to najzdrowsze trunki, warto przyjrzeć się zwyczajom mieszkańców gorących państw. W krajach arabskich w czasie upałów chętnie sięga się po bardzo mocną i bardzo słodką herbatę. Innym pomysłem jest napar z listków mięty lub czarna herbata z ich dodatkiem. Niezwykle orzeźwiający jest pochodzący z Egiptu napój z suszonych liści jednej z odmian hibiskusa, zwanej też malwą afrykańską czy ketmią szczawiową. To karkade. Ma on piękną barwę, smak i aromat, można podawać go zarówno na zimno jak i na gorąco. Przygotowuje się go jak herbatę, wystarczy kilka kwiatów zalać wrzątkiem. Jeśli chcemy karakade na zimno, należy hibiskus zalać wodą mineralną, dosłodzić cukrem trzcinowym i na noc wstawić do lodówki.
Warto też spróbować niezwykle prostego i bardzo orzeźwiającego Nahm Manao, czyli napoju pochodzącego z Tajlandii. Aby go wykonać potrzebnych jest 6 limonek, 3 cytryny, 4 łyżki cukru trzcinowego, kostki lodu. Z owoców należy wycisnąć sok, przelać do shakera, dodać cukier i kostki lodu. Napój jest smaczny, ma w sobie nutkę egzotyki i nie tylko natychmiast gasi pragnienie, ale także dostarczy sporych ilości witaminy C.
Na pragnienie - kwaśne mleko
Jogurty, kefiry, maślanki wszystkie powstają za sprawą bakterii probiotycznych, które namnażają się na występującej w mleku laktozie i powodują jego fermentację. Napoje zawierają w sobie sporo wody, dlatego łatwo nimi ugasić pragnienie. Znów warto skorzystać z tradycji kulinarnych narodów żyjących w gorących częściach świata i ich metod walki z pragnieniem i sięgnąć po ayran, czyli słony napój na bazie jogurtu z dodatkiem wody. To napój popularny w Turcji, Azejberdżanie, Kazachstanie czy niektórych krajach arabskich. Orzeźwia i gasi pragnienie. A ponadto reguluje trawienie, korzystnie wpływa na florę bakteryjną, dostarcza białka, |
Zygmunt Skibicki - 2011-08-10, 11:46
| wp.pl napisał/a: |
Jeśli smażyć, to na czym?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...o-na-czym-.html
Nie ma co ukrywać, że smażenie to niestety najmniej zdrowy sposób przygotowania posiłku. Niestety, bo przez większość z nas najbardziej lubiany i najczęściej wybierany. I mimo nawoływań dietetyków raczej z niego nie zrezygnujemy. Warto wiedzieć, że nie na wszystkich tłuszczach powinniśmy smażyć. Co ciekawe, wśród „zakazanych” znalazł się olej najczęściej używany w polskich kuchniach.
Jeśli smażyć, to na czym?
Dlaczego smażenie jest niezdrowe?
Przede wszystkim, dania smażone - szczególnie panierowane - są znacznie bardziej kaloryczne, a zatem sprzyjają nadwadze. Poza tym są dłużej trawione, podrażniają żołądek oraz jelita, zmuszają woreczek żółciowy i trzustkę do znacznie cięższej pracy niż zwykle, są również poważnym obciążeniem dla wątroby. Sam tłuszcz w trakcie smażenia zmienia się, tj. powstają szkodliwe substancje, a te, które są cenne dla naszego zdrowia - jak np. nienasycone kwasy tłuszczowe - ulegają rozpadowi.
W czasie smażenia tłuszcz osiąga zazwyczaj temperaturę między 120 a 230 st. C, a z produktów wydostaje się i wyparowuje woda, którą usiłuje zastąpić. Wówczas jego ilość zmniejsza się na patelni, a my - widząc to - najczęściej dolewamy jeszcze trochę, aby uzupełnić "niedobory". Warto pamiętać, że mięso (np. schabowy) może wchłonąć nawet tyle tłuszczu, ile samo waży. Przeciętnie produkty "wypijają" jednak od 15 do 50 proc. tłuszczu.
Smalec lepszy od oliwy?
Tłuszcze ulegają przemianom podczas obróbki termicznej. Gotowanie czy duszenie, gdzie temperatura dochodzi do ok. 100 st. C, nie wywołuje niekorzystnych zmian. Pojawiają się jednak w czasie smażenia oraz pieczenia, gdy temperatura wzrasta nawet powyżej 180 stopni. Warto tutaj zwrócić uwagę, że tłuszcze bogate w nasycone kwasy tłuszczowe - a więc głównie tłuszcze zwierzęce - są odporniejsze na wysoką temperaturę niż tłuszcze bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe. Dlaczego? Trudniej je spalić, ponieważ mają stabilną strukturę chemiczną. Spalony tłuszcz wydziela niebiesko-szary dym, co z kolei jest znakiem powstania akroleiny – bardzo szkodliwej substancji toksycznej o działaniu rakotwóczym.
Z tego wynika, że do smażenia najlepszy jest… smalec. Jednak ze względu na wysoką zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych, powodujących m.in. odkładanie się złego cholesterolu, i których i tak przeciętny mięsożerca zjada zbyt dużo, żywieniowcy zdecydowanie go nie polecają. Ale biorąc pod uwagę tylko jego temperaturę wrzenia, doskonale nadaje się do długotrwałego smażenia. Podobnie ma się sprawa z olejem palmowym, który stosowany masowo w przemyśle spożywczym, nie ma najlepszych notowań u dietetyków.
Jednak od każdej reguły jest wyjątek – masło, mimo że jest tłuszczem zwierzęcym, poddane wysokiej temperaturze bardzo szybko ulega dymieniu i nadaje się jedynie do krótkiego smażenia. Jedynym wyjatkiem może być jajecznica czy omlet, bowiem białko jaja ścina się szybciej niż następuje rozkład termiczny masła.
Oleje roślinne lepsze na ciepło
Skoro, ze względów dietetycznych nie smażymy na smalcu, trzeba uważniej przyjrzeć się olejom roślinnym. Większość z nas słyszała, że najzdrowsza jest oliwa z oliwek, tłoczona na zimo. To prawda, jednak w tym przypadku nie jest to najlepszy wybór. Dlaczego?
Oleje tłoczone tłoczone na ciepło oraz rafinowane zostają bowiem pozbawione pewnych związków wyjątkowo niekorzystnych w czasie smażenia. Ważne jest, aby tłoczenie odbywało się bez ekstrakcji, czyli wypłukania oleju za pomocą środków chemicznych. Tłoczenie na ciepło bez ekstrakcji jest to proces, w trakcie którego nasiona surowca są lekko rozgniatane, krótkotrwale rozgrzewane oraz oczyszczone za pomocą filtrów z wody, zanieczyszczeń i substancji powodujących zmętnienie. Następnie - w wyniku rafinacji - od oleju odseparowane zostają wolne kwasy tłuszczowe, które przyśpieszają procesy utleniania oraz jełczenia oleju oraz substancje, które pod wpływem ciepła ulegają niebezpiecznym dla zdrowia przemianom. Tłoczenie na zimno natomiast odbywa bez podgrzewania ziarna oraz procesu rafinacji. W związku z nieoczyszczeniem, taki tłuszcz nie może być stosowany do celów tzw. gorącej kuchni.
Poza tym ogólna zasada jest taka - oleje, w których przeważają jednonienasycone kwasy tłuszczowe, nadają się do smażenia, jedzenia na surowo i do gotowania. Dzięki nim olej zachowuje swoje właściwości w wysokich temperaturach. Te zaś, w których dominują kwasy wielonienasycone, powinno się stosować tylko do sałatek.
Dlatego więc oliwa z oliwek będzie dobra na patelnię, pod warunkiem, że użyjemy tej uważanej za mniej wartościową, czyli rafinowanej, otrzymywanej z wytłoczyn. Poza tym świetnie sprawdzi się także olej rzepakowy, który nazywany bywa oliwą północy.
Słonecznikowy zakazany?
Co zatem z najpopularniejszym w Polsce olejem słonecznikowym? Niestety on też nie jest zalecany. Chyba, że w grę wchodzi olej słonecznikowy otrzymywany z genetycznie modyfikowanych roślin, tzw.wysokooleinowy rafinowany. Zwykły nie nadaje się do smażenia. Tak samo zresztą jak np. sojowy czy lniany. Te oleje posiadają bowiem ponad 50 proc. wielonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz bardzo niewielką ilość przeciwutleniaczy. Lepiej zostawić je więc do sałatek.
Poza tym badania wykazały, że długotrwałe smażenie na olejach roślinnych - słonecznikowym, sojowym lub kukurydzianym powoduje powstawanie wysoce toksycznego związku, który zwiększa ryzyko chorób serca, wątroby, a nawet schorzeń neurologicznych. Używanie wielokrotnie tej samej porcji tłuszczu jest zakazane. Nie warto oszczędzać, bo może się to na nas surowo zemścić. Okazuje się bowiem, że za każdym razem gromadzą się w nim większe ilości toksyny. Chodzi tu o związek nazywany w skrócie HNE, który powstaje w procesie utleniania wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (np. kwasu linolowego). Ich najbogatszym źródłem są właśnie olej kukurydziany, słonecznikowy i sojowy. Dlatego specjaliści w zakresie żywienia od pewnego czasu polecają stosować te oleje przede wszystkim na surowo.
HNE może powstawać już po półgodzinnym smażeniu (w temp. ponad 180 st. C). Co więcej, w smażonym jedzeniu toksyna gromadzi się w podobnym stężeniu jak w oleju. Badacze wykazali też, że w oleju sojowym pod wpływem wysokiej temperatury powstają dodatkowo trzy toksyny spokrewnione z HNE (znane jako HHE, HOE i HDE). HNE jest łatwo przyswajalny z diety i znany ze swojego toksycznego działania. Sprzyja powstawaniu wolnych rodników tlenowych, które uszkadzają białka, DNA i inne cząsteczki potrzebne komórkom do życia i są uważane za istotną przyczynę starzenia, chorób serca, nowotworów oraz chorób neurologicznych, takich jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. |
Podejrzewam, że mało który nie chemik połapie się w powyższym tekście...
Zatem krótko i do rzeczy: w kuchni powinniśmy stosować dwa rodzaje olejów:
1. jeśli smażyć, to na oleju rzepakowym,
2. jeśli do sałatek, to także rzepakowy, ale najlepiej dodać do niego około 10-15 procent oleju lnianego, słonecznikowego, sojowego lub kukurydzianego.
Najgorzej będzie, jeśli akurat zabraknie nam tego pierwszego i zastąpimy go drugim.
Jeszcze jedno...
To sakramenckie HNE...
oryginał - http://en.wikipedia.org/wiki/4-Hydroxynonenal
tłumaczenie strony - http://translate.google.p...8%26prmd%3Divns
A tak na mojego chemicznego "nosa"... i bez tych wszystkich uczonych wywodów, czyli "po ludzku":
Jasne było od "zawsze", że związki długołańcuchowe z wieloma wiązaniami nienasyconymi są dużo mniej stabilne zwłaszcza podczas obróbki termicznej, ale także chemicznej niż ich odpowiedniki nasycone. Jeszcze prościej: margaryny "twarde" mniej się degradują podczas smażenia niż margaryny "miękkie", a te także mniej niż oleje, z których je wyprodukowano. Tego uczono już 40 lat temu, a pewno i wcześniej...
Różnica ostatnich lat, to straszne nasilenie "wojen" pomiędzy producentami takich czy siakich produktów, w tym oczywiście także tłuszczów. Tak zwana "podstawa naukowa" w takich wojnach to wręcz artyleria marketingowa, albo nawet dywanowy nalot...
Przykład?
Proszę bardzo!
Już Zygmunt Klemensiewich w roku 1913 napisał w swoich "Zasadach Taternictwa", że pod ciężkim plecakiem nieporównanie łatwiej się idzie używając także latem kijków narciarskich! I jakoś popularne się to nie stało wśród naszych zwykłych turystów górskich. Nasi himalaiści w latach 60-tych zeszłego stulecia nie wyobrażali sobie miesiąca karawany pod któryś z ośmiotysięczników bez takich kijków. I... też mało kto o tym wiedział. Amerykanie gdzieś około lat 70-tych "wymyślili" Power Walking, czyli rekreacyjne marsze z kijami trekkingowymi i łażą z nimi nadal, ale za ocean już tego przerzucić nie potrafili!
A Finowie... wchodząc do Unii Europejskiej "odkryli", że można tak chodzić, ale trzeba: zupełnie innych: kijków, butów, spodni, kurtek, zegarków i od cholery jeszcze innych gadżetów...! Za potężne, unijne zresztą pieniądze zatrudnili: lekarzy, fizjologów, terapeutów, psychologów, technologów, by ci znaleźli naukowe uzasadnienie i tak wiadomo że korzystnego działania, czyli po prostu intensywnego ruchu na świeżym powietrzu. Stworzyli ośrodki szkolenia licencjonowanych instruktorów - cały odrębny "kijowy" - nomen omen - świat! I... odnieśli kolosalny sukces handlowy. To wszystko zaczęło się sprzedawać w ilościach oszałamiających nawet samych Amerykanów. Po prostu stworzyli "zupełnie nową" dziedzinę rynku dla produktów, przez siebie wymyślonych.
Starsi z nas pamiętają jeszcze krajowe początki margaryny. Szalało wtedy hasło: "Tylko mleczna margaryna zrobi z Ciebie Gagarina" i... chwyciło!
Bardziej refleksyjnie nastawieni do reklamy kontrowali: "Tylko margaryna mleczna przeciw ciąży jest skuteczna", ale nie dali rady obalić koszmarnego produktu zabójczo zanieczyszczonego octanem niklu.
Dziś także trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do publicystyki wynikającej z takich naukowych badań, bo jeśli akurat przeciwny "obóz producentów" zbierze środki i sfinansuje badania dla niego korzystne, może wkrótce w mediach wybuchnąć, że "tamto" to prawda, ale na przykład: nowe aspekty wskazują, że jednak w skali całej ludzkości i jej długowieczności inne tłuszcze są bardziej... "zdrowe", albo tylko mniej od tamtych szkodliwe...
Przecież do tego wystarczy jeden dobrze marketingowo wykoncypowany "powód"! Na przykład... mniejsza podatność na uaktywnienie się u nosicieli wirusów HIV, albo... grypy... powiedzmy... owadziej... :badgrin:
A jajecznica na fajnie uwędzonym bekonie jest nadal wspaniała!
Miałbym ją robić na oleju...?
I zjeść...?
W życiu...!
Chodzi tylko o to, by nie jadać tego smakołyku zbyt często, a już na pewno nie codziennie!
Zatem, wsio wazmożna, no... ostarożna! :biggrin:
Zygmunt Skibicki - 2011-08-12, 16:38
Kiedy się mieszka daleko od gór i przychodzą marne jesienne pogody, człowiek zaczyna łazić po różnych forach górskich i... gadać o górach. No, może nie każdy człowiek, ale ci bardziej potrąceni szajbą górską i kumaci choćby nieco w internecie tak zazwyczaj robią. Ja w każdym razie tak właśnie zagłuszam własną tęsknicę górską...
Jakoś ponad rok wcześniej na którymś forum - nazwę zmilczę(*) - przeczytałem peanik - nick autorki zmilczę - na temat fenomenalnej książki-podręcznika robienia pożywienia z roślin rosnących dziko, a jadalnych. No, fajna sprawa! Ileż to razy tylko brak zapasów prowiantu zganiał mnie z połonin czy dolin tatrzańskich? I trzeba było potem te zakupy tam wtargać! Teraz wreszcie będzie na to jakaś rada... sobie pomyślałem i zanabyłem drogą kupna w internecie zachwalaną książkę: "Dzikie rośliny jadalne Polski - przewodnik survivalowy" - autora zmilczę. Po kilku dniach przyszła pocztą i natychmiast zacząłem ją czytać...
No, przewodnik to to na pewno nie jest, bo najpierw trzeba te różne zielska umieć w terenie rozpoznać, a ilustracji... kiepskich zresztą jest tam na nomen omen... lekarstwo.
Gdzieś tak krótko po połowie lektury trafiłem na określany przez autora jako przebój, przepis na zupę z pędów pałki. No, tego to na pewno nie pomylę, pomyślałem, ale na wszelki wypadek jeszcze poszperałem po Googlach, pooglądałem zdjęcia, co by się nie pomylić. A, że pora roku akurat była stosowna, pojechałem nad nieodległe jezioro i naciąłem co trzeba. Że był tego cały ciężki snop do przerobienia na porcję dla dwóch osób, to frajer - samochodem to jakoś dowiozłem do domu i zabrałem się za pichcenie dokładnie według przepisu autora. Że odpadów powstał prawie cały tygodniowy kubeł na śmieci... ? Też nie problem - w tak zwanym terenie nikt się takimi szczegółami przejmował nie będzie...
Wreszcie strawa była gotowa. Zaprosiłem więc My First Lady na rewelacyjny, ponoć przebojowy posiłek...
No, po pierwszych łyżkach obydwoje jednocześni wspomnieliśmy kultowy ongiś film "Barwy walki" i przebojową w nim scenę z Wojciechem Siemionem oraz menażką potrawy grzybowej... Przeprosiłem więc damę serca i... pojechaliśmy do restauracji. Na wszelki wypadek przeprosiny wzmocniłem sporym bukietem kwiatów -jakoś mnie nie rzuciła... Nic to - pomyślałem, że może ja coś schrzaniłem, jako że za dużej wprawy w działalnościach kulinarnych nie mam, albo może jezioro zanieczyszczone...
Minął rok, a ja znów z tą samą MFL w długi weekend majowy wylądowaliśmy nad przecudnej urody jeziorkiem tak daleko od cywilizacji, że jedyne zanieczyszczenie wody mogło pochodzić z... naszych w nim kąpieli. Jakoś tak z przekory namówiłem towarzyszkę, by tym razem ona sama przygotowała ową przebojową zupę z pędów pałki. Dała się namówić!
Narżnąłem więc znów snop pałki, wpław - łódki nie mieliśmy - dociągnąłem to do naszej łączki i przerobiłem to wszystko na czyściuteńki wsad do kociołka. Znów uroczyście usiedliśmy, ale tym razem po turecku nad biwakowymi kubkami i znów... grzyby Siemiona!
Qurna! Może i kiedyś ludziska z głodu to żarli? Może i tam jakieś wartości odżywcze są, ale jeśli chodzi o smak, to ja serdecznie wszystkim radzę: szukajcie go gdzie indziej!
(*) Przepraszam ale mam alergię na wszelką reklamę!
Łódź czerwiec 2011
Zygmunt Skibicki - 2011-08-15, 16:37
| wp.pl napisał/a: |
Czym najczęściej trujemy się w wakacje?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art696.html
Powszechną i najczęstszą przyczyną zakażeń pokarmowych jest brak przestrzegania podstawowych zasad higieny - zaniechanie mycia rąk, mycia spożywanych owoców, warzyw lub zjedzenie skażonej chorobotwórczymi bakteriami lub ich toksynami wody lub żywności. W sytuacji spożycia toksyn, pierwszą reakcją obronną organizmu jest pojawienie się odruchów wymiotnych i wymiotów oczyszczających organizm już w przeciągu kilku godzin od zatrucia. Przy zakażeniu bakteriami konsekwencją jest biegunka objawiająca się luźnymi stolcami, której mogą często towarzyszyć bóle i wzdęcia brzucha ustępujące po wypróżnieniu oraz gorączka. Jak podkreśla dr Maria Orzeszko z Kliniki Gastroenterologii, Chorób Wewnętrznych i Metabolicznych Instytutu Żywności i Żywienia, należy pamiętać, że biegunka przy zakażeniu pokarmowym ma bardzo ważne działanie oczyszczające organizm z bakterii i toksyn.
Chcąc szybko opanować objawy odruchowo sięgamy po leki hamujące perystaltykę, zmniejszające liczbę wypróżnień. To nieprawidłowa reakcja. Leki te wprawdzie początkowo poprawiają samopoczucie i zmniejszają dolegliwości, ale jest to zwodnicze. W sytuacji, gdy dochodzi do zakażenia bakteryjnego zażywanie tych leków nie ustrzeże nas przed dalszym namnażaniem bakterii, produkcją toksyn z istotnym ryzykiem przekroczenia bariery jelitowej i ich przedostania się do krwi, rozwoju posocznicy, tworzenia się ropni – mówi dr Orzeszko. W razie pojawienia się ostrej biegunki o nieznanej przyczynie zalecane jest unikanie leków przeciwbiegunkowych przynajmniej w ciągu kilku pierwszych dób trwania choroby, do czasu wyjaśnienia przyczyny. Dzięki temu unikniemy groźnych powikłań zdrowotnych.
O zatruciu pokarmowym mówimy zarówno w przypadku negatywnych skutków działania na organizm toksyn bakteryjnych, jak i spożycia drobnoustrojów wraz z pokarmem. Ta ostatnia możliwość oznacza zakażenie pokarmowe wywołane przez namnażające się w przewodzie pokarmowym patogeny, wywołujące zapalenie błony śluzowej żołądka i jelit w wyniku produkowania toksyn. Niejednokrotnie zatrucia powiązane są z błędami w obchodzeniu się z żywnością, jak np. ubój zakażonych zwierząt, nieprawidłowa obróbka, przygotowanie, transport czy przechowywanie – w każdym ogniwie może nastąpić zanieczyszczenie żywności chorobotwórczymi drobnoustrojami. Zatrucia najczęściej zdarzają się latem, gdyż ciepło sprzyja namnażaniu się drobnoustrojów. Powszechnymi objawami, jakie mogą się pojawić są wymioty, biegunka, bóle brzucha, gorączka oraz osłabienie. W wyniku podrażnienia toksynami zwiększa się przepuszczalność nabłonka jelit, przez co woda z osocza krwi przechodzi z naczyń krwionośnych do światła jelita, a drobnoustroje i ich toksyny zostają intensywnie usuwane wraz z wymiotami i biegunką. Okres wylęgania choroby, czyli czas od chwili spożycia zakażonej żywności do wystąpienia objawów, zależy od rodzaju drobnoustroju, jednak zwykle mieści się w przedziale od 6 do 36 godzin. Do najpowszechniejszych chorób tego typu należą zatrucia pałeczkami okrężnicy, salmonellą, gronkowcem, czy niezwykle groźne dla życia zatrucia laseczkami jadu kiełbasianego.
Escherichia coli, popularnie zwana pałeczką okrężnicy, jest składnikiem mikroflory jelitowej człowieka. Żyje z nami w symbiozie, stanowiąc wraz z innymi pożytecznymi bakteriami barierę dla chorobotwórczych drobnoustrojów. Dodatkowo ułatwia trawienie pokarmu i uczestniczy w wytwarzaniu witamin B i K. W sprzyjających dla niej warunkach może namnażać się na pokarmach, takich jak niepasteryzowane mleko, sery, czy surowe mięso. Typowymi objawami zatrucia E. coli, pojawiającymi się w przedziale od 12 do 72 godzin od spożycia zakażonej żywności, są wymioty oraz bolesna biegunka. Mimo, że bakteria nie wytwarza toksyn, zatrucie nią wymaga często hospitalizacji, gdyż może doprowadzić do uszkodzenia nerek. Leczenie polega na podaniu antybiotyku, najczęściej penicyliny. Bakterię można usunąć z żywności poprzez obróbkę termiczną – ginie w temperaturze 60° C.
Jak wskazuje dr n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Instytutu Żywności i Żywienia kolejnym najczęstszym w Polsce czynnikiem zatruć pokarmowych jest Salmonella, powszechnie występująca w drobiu, jajach, rybach, twarogach, czy też w mięsie. W przeciwieństwie do E. coli wytwarza toksynę, która ulega dezaktywacji w wyniku gotowania w 65 stopniach. Do zakażenia dochodzi w czasie 6-72 godzin od spożycia zakażonej żywności. Zatrucie objawia się nagłą biegunką, bólami brzucha, mdłościami, wymiotami oraz wysoką gorączką, które ustępują po około 3 dniach. Pałeczki Salmonelli mogą być wydalane z kałem jeszcze przez kilka tygodni od zatrucia, stanowiąc źródło kolejnych zakażeń. Z tego względu niezwykle ważne jest przestrzeganie zasad higieny. Leczenie ogranicza się zwykle do prawidłowego nawadniania i żywienia chorego, a jedynie ostre formy zatrucia wymagają stosowania antybiotyków.
Kolejnym czynnikiem zatruć są bakterie gronkowca, obecne na ludzkiej skórze, a także wewnątrz nosa i gardła. Wraz z innymi bakteriami współtworzy barierę ochronną naszej skóry, utrzymując zabójcze dla patogennych grzybów kwaśne pH. Gronkowiec staje się szkodliwy, gdy w naszej codziennej aktywności zabraknie higieny, gdy niedostatecznie zdezynfekujemy ranę lub też w wypadku, gdy spożyjemy zakażoną żywność. Wytwarza on wówczas silną toksynę. Zatrucie objawia się niezwykle szybko, bo już od jednej do 6 godzin po spożyciu zakażonego pokarmu. Pierwszymi symptomami są intensywne wymioty, bóle brzucha oraz ostra biegunka. Niezwykle niebezpieczną odmianą bakterii jest odporny na antybiotyki gronkowiec złocisty, występujący w niepasteryzowanym mleku, lodach, ciastkach z kremem, sałatkach, czy wędlinach. W przypadku ostrych zakażeń gronkowcowych konieczne jest poddanie się hospitalizacji.
Największym zagrożeniem dla życia ludzkiego, jednak na szczęście niezwykle rzadkim, jest zatrucie toksyną laseczki jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum). Jej śmiertelna dawka dla dorosłego człowieka wynosi zaledwie 0,000001 g. Bakteria wytwarza toksynę podczas swojego wzrostu w nieodpowiednio wysterylizowanych konserwach mięsnych, niedopieczonych mięsach, czy wędlinach pozostawionych w temperaturze pokojowej. Typowym przejawem obecności toksyny botulinowej w żywności jest wzdęcie wieka puszki. W przypadku podejrzenia zatrucia należy niezwłocznie poddać się hospitalizacji. Niestety pierwsze objawy pojawiają się późno – od 12 godzin do kilku dni po spożyciu toksyny. Działa ona porażająco na mięśnie całego organizmu, osoba chora cierpi na nudności, trudności w mówieniu i przełykaniu. Zatrucie trwa od 4-8 dni i może zakończyć się zgonem.
Przebywając na wczasach powinniśmy z lekką dozą nieufności korzystać z wynajętych kuchni i sprzętów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. Najlepiej więc przemyć talerze, garnki i sztućce przed użyciem. Korzystając z różnych punktów gastronomicznych należy upewnić się, czy wszystkie są kontrolowane przez inspekcję sanitarną i czy możemy bez żadnych zastrzeżeń spożywać w nich posiłki. Ponadto zwróćmy uwagę na źródło pożywienia, z którego korzystamy. Nie zaleca się spożywania niemytych warzyw i owoców prosto z targowisk, czy krzaków, niezależnie od tego czy przebywamy w Polsce, czy w krajach tropikalnych. Mimo wszystko najważniejsze jest przestrzeganie podstawowych zasad higieny: mycie rąk po skorzystaniu z toalety i przed przygotowaniem posiłków, utrzymanie czystości naczyń i sprzętów kuchennych, przechowywanie żywności w niskiej temperaturze, wydzielenie w lodówce osobnego miejsca na mięso i drób, czy poddawanie żywności obróbce termicznej (gotowaniu, smażeniu). Są to zasady, które powinniśmy stosować zawsze, nie tylko podczas wakacji.
Jak postępować w przypadku biegunki bakteryjnej – radzi dr Maria Orzeszko
U osób dorosłych, które nie cierpią na zaburzenia odporności, przy zachowaniu podstawowych zasad higieny oraz dostatecznie intensywnym nawadnianiu i odżywianiu, w większości przypadków biegunek na tle bakteryjnym dochodzi do samowyleczenia w przeciągu kilku dni. Bardzo ważną zasadą w takich sytuacjach jest niestosowanie leków hamujących perystaltykę (przeciwbiegunkowych), ponieważ zwiększa to ryzyko przedłużenia okresu choroby. U dzieci, osób starszych i z osłabioną odpornością oraz u pozostałych chorych w razie konieczności leczenia przyczynowego, czyli zastosowania antybiotykoterapii, lekami pierwszego wyboru są chemioterapeutyki lub antybiotyki o szerokim działaniu przeciwbakteryjnym - obejmujące większość patogenów jelitowych, działające w obrębie przewodu pokarmowego, nie wchłaniające się i nie zaburzające równowagi flory fizjologicznej jelita grubego.
Postępowanie w sytuacji wystąpienia biegunek bakteryjnych:
• Nawadnianie organizmu doustnie lub dożylnie
• Leczenie przyczynowe (leki przeciwbakteryjne)
• Dieta (z ograniczeniem mleka, unikanie surowych warzyw i owoców, soków o działaniu wzdymającym, potraw ciężkostrawnych) |
Zygmunt Skibicki - 2011-08-15, 16:40
| wp.pl napisał/a: |
Odwodnienie - jak do niego nie dopuścić?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...e-dopuscic.html
Najczęstszym powodem odwodnienia są zaburzenia żołądkowo- jelitowe w postaci wymiotów i biegunek. Jeśli są one bardzo nasilone i trwają długo mogą doprowadzić nie tylko do niedoboru wody, ale i niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu elektrolitów.
Drugą w kolejności przyczyną odwodnienia są choroby przebiegające z podwyższoną ciepłotą ciała. Towarzyszą im zazwyczaj nasilone poty, które są głównym źródłem utraty wody. W upalne dni nasza termoregulacja wariuje, organizm wydziela więcej potu, by zapewnić optymalną temperaturę naszego ciała, co prowadzi do nadmiernej utraty wody przez skórę i grozi ciężkim odwodnieniem.
Co pić? Ile pić?
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje dokładną objętość płynu, jaką powinien wypić przeciętny mężczyzna, kobieta, dziecko czy ciężarna. Dawki płynów są wyliczone w stosunku do wieku, płci i aktywności fizycznej. Uogólniając, można przyjąć, iż każda osoba dorosła powinna dostarczać organizmowi około 2- 2,5 litra płynów.
Osoby uprawiające aktywność fizyczną i te ze skłonnością do omdleń powinny nawadniać się specjalnymi napojami dla sportowców, zawarte w nich elektrolity pomogą zatrzymać wodę wewnątrz komórki. Nie należy jednak spożywać napojów z dodatkiem kofeiny, gdyż sprzyjają one odwodnieniu podobnie jak alkohol.
Niepokojące objawy
Początki odwodnienia bywają skryte, jednak wraz ze wzrostem niedoboru wody pojawia się szereg objawów, które z czasem pogłębiają się. Ponieważ woda stanowi 60% masy ciała dorosłego człowieka to już kilkuprocentowy niedobór płynów można zauważyć po drobnym spadku na wadze.
Dodatkowo niewielkie niedobory płynównasilają pragnienie. Warto jednak pamiętać, że nie każdy może sam zapewnić sobie odpowiednie nawodnienie. Niemowlak nie powie nam, że chce mu się pić, a w pierwszym półroczu życia aż 70% masy ciała dziecka stanowi woda.
Uważać muszą również osoby starsze, których pragnienie często zwodzi i nie sygnalizuje niedoboru wody. Osoby te, powinny nawadniać swój organizm nie zważając na pragnienie.
Po utracie powyżej 5% wody wiodącym objawem odwodnienia jest suchość w jamie ustnej, dołączyć się może silny ból głowy i zmniejszone oddawanie moczu aż do bezmoczu. Towarzyszyć temu może osłabienie, zawroty głowy, przyspieszony oddech i akcja serca a nawet omdlenia.
Przy utracie 10% wody dołączają się objawy ze strony układu nerwowego, takie jak drgawki i zaburzenia świadomości. Jest to stan bezpośrednio zagrażający życiu.
Pamiętajmy, że nie zawsze ważna jest ilość, ale też jakość. W upalne dni najlepszym napojem dla ciała będzie woda mineralna, dla smaku warto dodać plasterek cytryny lub kilka listków mięty, które dodatkowo działają orzeźwiająco.
Dobrym sposobem na nawodnienie jest również picie naparów ziołowych i herbaty, ale lepiej unikać czarnego, mocnego naparu i zastąpić go herbatą zieloną, białą lub miętową. Naszym sprzymierzeńcem w profilaktyce odwodnienia nie jest alkohol, wręcz przeciwnie jego rozgrzewające działanie mobilizuje do działania mechanizmy, odpowiadające za termoregulację, co prowadzi do wzmożonej utraty płynów.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-09-06, 22:55
| wp.pl napisał/a: |
10 najzdrowszych napojów
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...ojow.html#photo
Groźne odwodnienie
Bez nawadniania organizmu nie istniejemy, bo każdy element naszego ciała składa się właśnie z wody. Niestety, zbyt często o tym zapominamy. Szacuje się, że aż 90 procent ludzi cierpi na przewlekłe odwodnienie, które następuje już przy 2-procentowym spadku wody w organizmie. Wynikiem tego jest szereg dolegliwości zdrowotnych, z których zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy. Jak to naprawić? Każdego dnia powinniśmy wypijać minimum dwa litry napojów. Najlepiej by miały miks witamin i mikroelementów. Podpowiadamy po jakie sięgać, by zapewnić sobie zdrowie.
Woda
Nasze ciało składa się w 70 proc. z wody. Niestety, często nie dostarczamy ciału wystarczającej ilości. Pijemy za mało, nieumiejętnie lub wybieramy nieodpowiednią. Nie wszystkie wody mineralne zawierają takie same proporcje minerałów, dlatego przed zakupem powinniśmy dokładnie zapoznać się z informacją o składzie, zawartą na etykiecie. Ważne są przede wszystkim: magnez, wapń, sód, żelazo oraz siarczany i węglowodany. Dobra woda pokrywa 15 proc. dziennego zapotrzebowania organizmu na dany pierwiastek. Sprawdźmy także czy zawiera min. 50 mg/l magnezu i 150 mg/l wapnia, ponieważ regularne uzupełnianie tych minerałów ma szczególne znaczenie dla naszego zdrowia.
Sok z granatów
Lekarze twierdzą, że granat to owoc życia. Już w starożytności uważany był za symbol dobrego zdrowia. Badania pokazują, że rubinowy nektar jest pełen antyutleniaczy, które przeciwdziałają chorobom serca czy nowotworom. Chroni prostatę, naczynia krwionośne, poprawia samopoczucie, odmładza i dodaje sił witalnych. Sok z granatów ma zbawienny wpływ nie tylko na ciało, ale również na psychikę. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Królowej Małgorzaty w Edynburgu wskazują, że regularne picie czerwonego soku pomaga obniżyć poziom stresu.
Pamiętaj, gdy sięgasz w sklepie po karton, na którym narysowane są granaty, sprawdź czy jest to sok. Producenci często podmieniają go na napój.
Zielona herbata
Cudowne właściwości zielonej herbaty można wymieniać bez końca. Niektórzy twierdza nawet, że to ona, a nie woda najlepiej gasi pragnienie i nawadnia organizm. Chińczycy używali jej dawniej do leczenia ospałości, zaburzeń trawiennych, bólów głowy czy kłopotów ze wzrokiem. Dziś wiemy też, że pomaga radzić sobie z napięciami emocjonalnymi i stresem, ma właściwości hamujące rozwój bakterii w układzie pokarmowym, pobudza go również do wydzielania soków trawiennych.
Regularne picie zielonej herbaty obniża ciśnienie krwi, poprawiając przy tym krążenie i zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca. Ze względu na dużą zawartość antyutleniaczy liczy się także w profilaktyce nowotworowej.
Sok z warzyw
Czy można napić się sałatki? Brzmi zabawnie, ale dlaczego nie! Wystarczy wycisnąć sok ze świeżych warzyw. Taki napój jest nieoceniony dla organizmu, ugasi pragnienie, orzeźwi, nasyci i dostarczy niezbędnych witamin, soli mineralnych oraz błonnika. Soki warzywne leczą także różne dolegliwości i mają właściwości oczyszczające. Dzięki nim wydalamy toksyny i nadmierną ilość soli. Poza tym są wyjątkowo smaczne.
Wykonanie jest dziecinnie proste. Do sokowirówki wkładamy warzywa, które lubimy: pomidory, ogórki, seler naciowy, nawet sałatę. Chwila pracy i mamy prawdziwą bombę witaminową. Na dodatek niskokaloryczną.
Kefir
To wspaniały napój orzeźwiający, odpowiedni na każdy dzień tygodnia. Doskonale gasi pragnienie i regeneruje siły. Kefir wywodzi się z krainy długowieczności ? Kaukazu. To tam najpierw doceniono jego właściwości. Dziś i my wiemy, że jest smaczny, zdrowy i sycący. To także doskonałe źródło witamin i minerałów oraz bogata kompozycja składników budulcowych, w tym białka. Zawiera najlepiej przyswajalny wapń występujący w idealnej proporcji z fosforem,a także magnez i potas. Miks magnezu i wapnia reguluje ciśnienie krwi. Natomiast sam wapń obniża poziom cholesterolu we krwi, co sprawia, że kefir zapobiega nadciśnieniu tętniczemu i chroni przed chorobami układu krążenia: miażdżycą, udarem, zawałem.
Herbata z imbiru
Imbir, a właściwie jego korzeń, znany jest od tysięcy lat ze swych zbawiennych właściwości. To jedna z najstarszych roślin leczniczych, która występuje w 85 odmianach. Zawiera mieszankę żywic i olejków eterycznych. Warto sięgać po tą roślinę również do wykonywania napojów. Imbir poprawia krążenie krwi, trawienie, pobudza układ odpornościowy, niszczy wirusy, działa przeciwzapalnie, zalecany jest kobietom w ciąży jako środek przeciwdziałający wymiotom, pomaga też przy przeziębieniach i bólach gardła.
Wykonanie herbaty z imbiru jest banalne. Wystarczy kawałek obranego i utartego korzenia imbiru zalać szklanką wrzątku, przykryć i odstawić na 10 min. Do przecedzonego płynu można dodać trochę miodu.
Sok z buraków
Buraczki do obiadu czy barszcz czerwony - pod taką postacią jemy je najczęściej. To duży błąd, ponieważ szkarłatny sok jest witaminową bombą. Posłuchajmy też naszych babć. Medycyna ludowa stosuje przecież buraki czerwone w bardzo wielu schorzeniach. My sami zapominamy, że to świetny lek na anemię, niską odporność, chorobę nadciśnieniową, wzdęcia i zaparcia, nadkwasotę czy dolegliwości układu trawiennego. Jeśli zaczniemy pić sok z tych warzyw, wzmocnimy system nerwowy i poprawimy pamięć. Uda nam się pokonać przeziębienie, ponieważ buraki posiadają duże ilości witaminy C. Warzywa te mają w sobie dużo wapnia, magnezu, sodu, potasu oraz dwa rzadkie metale: rubid i cez. Taki skład chemiczny buraka ma bardzo duże znaczenie w zwalczaniu nowotworów.
Sok z winogron
Dawniej sokiem z tych owoców leczono choroby układu pokarmowego, zaparcia, skaleczenia i rany. Nie bez powodu nazywa się je owocami bogów. Lecznicze właściwości kryjące się w gronach korzystnie wpływają na skórę, układ nerwowy, nerki czy wątrobę. Winogrona zawierają dużo witamin: B, C, D, E i PP oraz mikroelementów: boru, wapnia, żelaza, magnezu, potasu i miedzi, dzięki czemu dotleniają i odtruwają organizm, zwiększając przy tym jego odporność. Picie soku z winogron może zmniejszyć lub nawet cofnąć utratę pamięci - tak sugerują badania naukowców z University of Cincinnati.
Sok z cytryny
Fakt, sok jest kwaśny, jednak osłodzić można go odrobiną miodu. Warto to zrobić, bo cytryna - mimo kwaśnej zawartości - po strawieniu posiada zasadowe działanie w naszym organizmie. Dlatego jest pożyteczna choćby w reumatycznych dolegliwościach. Olejek lotny z cytryny posiada właściwości antyseptyczne. Sok z cytryny od wieków stosowany był w leczeniu przeziębień i infekcji. Używa się go też w celu łagodzenia dolegliwości żołądkowych u osób ze skłonnościami do powstawania nadkwasoty. Zaś bioflawonoidy wzmacniają ścianki naczyń krwionośnych, szczególnie żył oraz naczyń włosowatych. Sok z cytryny polecany jest wszystkim walczącym z żylakami.
Koktajle mleczne
Miks owoców zbawienny jest dla naszego organizmu. Gdy jeszcze dodamy do niego zdrowy jogurt czy maślankę, po wypiciu takiego napoju nasz organizm odwdzięczy nam się wielokrotnie. Koktajle owocowe doskonale gaszą pragnienie nie tylko w upalne dni. Na dodatek wspaniale sycą. Od czasu do czasu warto zastąpić nimi kolację. Dodatkowo wzbogacają naszą dietę w witaminy i minerały niezbędne do aktywnego życia! Koktajle owocowe są kolorowe, pełne witamin, minerałów i pierwiastków śladowych, które są niezbędne dla zdrowia i utrzymania odpowiedniego poziomu energii. Dostarczamy organizmowi także cennego błonnika. |
Zygmunt Skibicki - 2011-09-25, 09:35
| wp.pl napisał/a: |
Sok czy nektar?
źródło - http://kobiecyporadnik.pl...mjtticaid=6d161
Sok i nektar różnią się od siebie w istotny sposób. By to zrozumieć, należy czytać uważnie etykiety na ich opakowaniach.
"Co posiada więcej witamin, a mniej chemii - soki czy nektary?"
Porady udziela Aneta Strelau , dietetyk:
Witam serdecznie!
Soki są zdrowe, ale nie te zwykłe, nagminnie reklamowane. Telewizja zachęca nas do częstego picia soków. Czy rzeczywiście służy to zdrowiu? Tak, pod warunkiem jednak, że naprawdę wiemy, co pijemy! "Warzywa i owoce jedz pięć razy dziennie" – słyszysz to na każdym kroku. Ale choć bardzo się starasz, nie zawsze udaje Ci się wypełnić to zalecenie. Jest na to sposób! Jedną, dwie porcje owoców i warzyw z powodzeniem możesz zastąpić szklanką soku. Tyle tylko, że nie każdy jest równie wartościowy.
Sok jest produktem w 100% pochodzącym z owoców lub warzyw. Zawiera sok wyciśnięty bezpośrednio z owoców lub otrzymany z zagęszczonego soku owocowego (poprzez odtworzenie proporcji wody, która wcześniej została odparowana). Z niektórych owoców i warzyw produkuje się również soki przecierowe np. sok pomidorowy.
Nektar zawiera od 25% do 99% wsadu owocowego. Nektar, oprócz soku owocowego, zawiera także dodatek wody i cukru oraz czasem kwasu cytrynowego. Soki i nektary nigdy nie zawierają sztucznych barwników ani aromatów. Niedozwolone jest również dodawanie substancji konserwujących. Zjedzenie jednego dużego jabłka dziennie może obniżyć poziom cholesterolu o ok. 8%. Podobne działanie ma wypicie dwóch szklanek soku jabłkowego, pod warunkiem, że jest mętny. Taki sok nie jest poddawany intensywnym procesom klarowania i filtrowania. Przecedza się go jedynie przez sito, co sprawia, że ma naturalny osad (błonnik) oraz barwę zbliżoną do koloru warzyw lub owoców, z których powstał. Mętne soki są droższe od klarowanych napojów, ale za to bardzo zdrowe. Okazuje się, że zawierają cztery razy więcej dobroczynnych fito-składników. Są to naturalne substancje odpowiedzialne za charakterystyczną barwę, smak oraz zapach owoców i warzyw.
Bardzo zdrowe także są soki wyciskane z warzyw, zwłaszcza te przecierowe. Zawierają dużo błonnika, sycą i ułatwiają oczyszczanie przewodu pokarmowego z toksyn. Pod względem wartości odżywczej przewyższają więc znacznie słodkie owocowe drinki. Mają nawet trzykrotnie mniej cukrów, dzięki temu nie podnoszą poziomu glukozy i insuliny we krwi (wyjątkiem są soki z marchwi i buraka). Są też niskokaloryczne, powinny więc o nich pamiętać zwłaszcza osoby odchudzające się Do tego zawierają sporo wapnia, potasu i magnezu, które mogą odkwaszać organizm, przywracając naturalną równowagę kwasowo-zasadową.
Soki i nektary mogą też być dodatkowo wzbogacane w witaminy. Informacje o tym, ile dany sok zawiera witamin można znaleźć na opakowaniu soku lub nektaru, a pamiętajmy, że witaminy A, C, E wykazują silne działanie antyoksydacyjne (przeciwdziałają rozwojowi miażdżycy, nowotworów i procesom starzenia).
Picie soków może psuć zęby. Zawarte w nich cukry to pożywka dla bakterii, a kwasy owocowe osłabiają szkliwo. Warto pić soki przez słomkę, rozcieńczać je wodą i szczotkować potem zęby.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-09-28, 12:43
| wp.pl napisał/a: |
Oto pogromcy tłuszczów!
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...ml?ticaid=1d1a9
Tłuszcz w niewielkiej ilości jest niezbędny do naszego życia. Zazwyczaj zjadamy go jednak więcej, niż potrzebuje nasz organizm, co sprawia, że tyjemy. Jak uporać się z nadmiarem tłuszczu? Zadbaj, aby twoja dieta była bogata w termogeniki - produkty i substancje, które przyśpieszą spalanie tłuszczów. Naturalne termogeniki to pokarmy, które przyspieszają metabolizm lub nasz organizm do ich strawienia musi zużyć więcej energii niż same zawierają.
Lista produktów termogenicznych jest długa i zróżnicowana. Na pewno każda z nas znajdzie dla siebie coś, co pomoże walczyć ze zbędnymi kaloriami.
Błonnik
Jeśli chcesz schudnąć, nie może go zabraknąć w twoim jadłospisie. Dzięki błonnikowi część tłuszczu zostaje od razu usunięta z organizmu. Na dodatek błonnik pęcznieje w żołądku, przez co jesz mniej i dłużej czujesz się syta. Codzienna porcja to 30 g błonnika. Znajdziesz go m.in. w otrębach, pełnych ziarnach zbóż, razowym pieczywie, warzywach, suszonych owocach i orzechach. Zamiast soków, staraj się zjadać całe owoce i warzywa. Makaron, ryż i białe pieczywo zastąp produktami pełnoziarnistymi. Uwaga! Jeśli wcześniej nie jadłaś go wystarczająco dużo, zacznij od warzyw gotowanych.
Czerwona herbata
Nie bez powodu nazywana jest „zabójcą tłuszczu”. Swoje właściwości zawdzięcza procesowi częściowej fermentacji. Herbata ta ma specyficzny, ziemisty smak, który nie każdemu może odpowiadać, ale rekompensują go właściwości zdrowotne. Czerwona herbata reguluje pracę układu trawiennego i pomaga walczyć z nadwagą. Badania wykazały, że 88 proc. osób z dużą nadwagą, które piły regularnie 3-5 filiżanek tego napoju, traciły w ciągu miesiąca 3-10 kg przy normalnym sposobie odżywiania, a spadek wagi był długotrwały. Najlepiej spożywać ją pół godziny po posiłku.
Wapń
Dieta bogata w wapń sprawia, że tłuszcz z pożywienia zamiast się odkładać, zostaje szybko spalany. Wapń zmniejsza bowiem aktywność enzymów odpowiedzialnych za gromadzenie tłuszczu. Znajdziesz go m. in. w chudym nabiale, rybach, konserwach rybnych (sardynki, łosoś, szprotki), warzywach liściastych i strączkowych, jajach, migdałach, nasionach sezamu i słonecznika.
Imbir
Pierwsze wzmianki o leczniczym działaniu imbiru pojawiły się w chińskiej księdze medycznej 2700 lat temu. Swoją nienaganną figurę wywarowi z kłącza imbiru zawdzięcza podobno Angelina Jolie. Imbir obniża poziom cholesterolu we krwi, reguluje pracę woreczka żółciowego, przeciwdziała nadmiarowi gazów w jelitach oraz zmniejsza wydzielanie kwasów żołądkowych. Jest naturalnym termogenikiem, czyli powoduje podwyższenie metabolizmu, zwiększenie wydatków energetycznych oraz przyspieszenie spalania tkanki tłuszczowej.
Pieprz Cayenne
Naturalnym termogenikiem jest tez pieprz kajeński. W jego składzie występuje kapsaicyna, która jest silnym antyoksydantem, a przy tym poprzez wzmożone utlenianie tłuszczów zwiększa wydatki energetyczne.
Cytrusy
Cytryny, pomarańcze, grejpfruty, mandarynki nie tylko są źródłem witaminy C, ale także ułatwiają spalanie tłuszczów. Witamina C stymuluje produkcję L-karnityny, która spełnia funkcje transportowe tłuszczu i sprawia, że zamiast odkładać się w komórkach, jest on zamieniany na energię. Grejpfruty powodują przyspieszenie procesów trawiennych, a także zapobiegają utlenianiu się złej frakcji cholesterolu. Zacznij dzień od szklanki wody z dodatkiem soku wyciśniętego z cytryny. Używaj soku z cytryny do sałatkowych sosów, a także skrapiaj ryby i dania mięsne.
Olej lniany
Zawiera kwas linolowy, który przyśpiesza rozpad komórek tłuszczowych. W wyniku jego działania nasz organizm przestaje magazynować tłuszcz z potraw. Olej lniany powinnaś jeść na surowo, np. skrapiając nim sałatki. |
Zygmunt Skibicki - 2011-09-28, 12:43
| wp.pl napisał/a: |
Woda sprzyja odchudzaniu? To mit!
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
„Pij co najmniej 8 szklanek wody dziennie”, „wypijaj dwie szklanki wody przed każdym posiłkiem”, „picie wody jest niezbędne do tego, by schudnąć” – ile już razy to słyszałyśmy? Od dziesięcioleci picie dużej ilości wody uważa się za centralny element każdej diety. Tymczasem najnowsze dane naukowe dowodzą, że takie zachowanie nie tylko nie pomaga w pozbyciu się zbędnych kilogramów, ale może wręcz zaszkodzić.
- Ciągle słyszymy: woda, woda! – pisze dr Margaret McCartney, specjalistka żywienia, na stronie magazynu BMJ. – Jesteśmy wręcz bombardowani informacjami o tym, że nawadnianie jest kluczowe dla zdrowia organizmu, a także dla osiągnięcia szczupłej sylwetki. A co to znaczy „zdrowe nawadnianie”? Większość źródeł podaje, iż należy pić od 6 do 8 szklanek czystej wody dziennie.
Według badaczki mit konieczności wypijania tak dużej ilości płynów to wynik manipulacji mediów i koncernów sprzedających wodę. Butelka wody niegazowanej stała się symbolem zdrowego stylu życia, a wielu ludzi czuje się w obowiązku wypijać co najmniej 1,5 płynów dziennie. McCartney powołuje się tymczasem na literaturę naukową, według której takie zalecenia są nonsensem. Już w 2002 na łamach prestiżowego American Journal of Physiology opublikowano artykuł Heintza Valtina, który krytykował obowiązujące przekonania:
„Nie tylko nie ma naukowych dowodów na to, że musimy pić tak dużo wody. Taka rekomendacja może być po prostu szkodliwa. Wypijanie sporej ilości płynów obniża poziom sodu w organizmie. Powoduje także, że dostarczamy do ciała więcej zanieczyszczeń. Istotny jest także czynnik psychologiczny, który sprawia, że ludzie czują się winni tego, iż spożyli za mało płynów” pisze Valtin.
Badacze wskazują dodatkowo na inne możliwe problemy zdrowotne wynikające z przyjmowania zbyt dużej ilości wody. Często zostaje zaburzony rytm snu i czuwania z powodu konieczności oddawania moczu w nocy, istnieje także ryzyko uszkodzenia nerek.
McCartney przytacza także wyniki badań, według których rzekome uczucie sytości po wypiciu szklanki wody jest mitem. Nie ma przekonujących dowodów na to, żeby takie praktyki pomagały w utracie zbędnych kilogramów.
- Obecne dowody to żadne dowody – mówi profesor Stanley Goldfarb w rozmowie z dr McCartney. – Zgadzam się, że jeżeli będziemy pić wodę, zamiast wchłaniać dodatkowe kalorie wraz ze słodkimi napojami gazowanymi, wyjdzie nam to na dobre. Nie ma jednak absolutnie żadnych przesłanek, jakoby wypicie szklanki płynu przed posiłkiem redukowało apetyt.
Badacze zwracają uwagę na fakt, iż każdy człowiek ma optymalne zapotrzebowanie na przyjmowanie płynów w ciągu doby, nie można więc ustalać sztywnych nakazów. Poza tym woda znajduje się również w pożywieniu. Zjedzenie np. dużej ilości owoców może w niektórych przypadkach zaspokoić większość dziennego zapotrzebowania na płyny. |
Zygmunt Skibicki - 2011-09-28, 12:44
| wp.pl napisał/a: |
Liczenie kalorii to za mało...
źródło - http://kobieta.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Nie wystarczy liczyć kalorie żeby się odchudzić i uniknąć nadwagi lub otyłości. Trzeba przede wszystkim wybierać takie potrawy, które są mniej tuczące - sugerują najnowsze badania na ten temat opublikowane na łamach "The New England Journal of Medicine". Od lat przeważa przekonanie, że należy jeść wszystko, byle tylko w umiarkowanych ilościach. Zaleca się też, by unikać tłustych potraw (zawierających tłuszcz zwierzęcy) i ściśle kontrolować spożywane kalorie.
"Ale to nie jest najlepsze rozwiązanie" - twierdzi główny autor badań dr Dariush Mozaffarian, kardiolog i epidemiolog z Harvard School of Public Health. Jego zdaniem, ważne jest to co jemy, a nie tylko to ile spożywamy kalorii.
Uczony powołuje się na trwające od 12 do 20 lat obserwacje ponad 120 tys. pracowników amerykańskiej służby zdrowia, uczestniczących w trzech badaniach: Nurses' Health Study, Nurses' Health Study II oraz Health Professionals Follow-up Study. Co dwa lata wypełniali oni szczegółowy kwestionariusz, w którym podawali zarówno aktualną masę ciała, jak też to w jaki sposób się odżywiali i jak często przestrzegali jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.
Badania potwierdziły, że aktywność fizyczna odgrywa istotną rolę. O ile uczestnicy badań średnio przybierali na wadze prawie 0,5 kg każdego roku, czyli prawie 10 kg w ciągu 20 lat, to ci którzy często uprawiali sport - o ponad połowę mniej. Oczywiście, najbardziej tyły te osoby, które były najmniej aktywne fizycznie.
Aktywność fizyczna nie jest jednak wystarczająca, żeby uniknąć tycia. Najnowsze badania sugerują, że dieta jest ważniejsza niż wysiłek fizyczny. "Osoby, które są w miarę aktywne fizyczne, ale nie zwracają uwagi na to co jedzą, mogą nadal tyć" - ostrzega współautor badań dr Walter Wiolett z Harvard School of Public Health.
Co zatem należy jeść? Autorzy badań zwracają przede wszystkim uwagę na to czego należy unikać. W tym przypadku nie ma zaskoczenia. Najbardziej tuczące okazały się frytki. Osoby, które często po nie sięgały, po czterech latach przytyły o ponad 1,5 kg. O połowę mniej tuczące okazały się chipsy - w tym samym okresie powodowały wzrost masy ciała o 0,7 kg.
Słodkie napoje oraz mięso i jego przetwory sprawiały, że po czterech latach uczestniczące w badaniach osoby przytyły średnio o około 0,5 kg. O połowę mniej tuczące okazały się ziemniaki gotowane, słodycze i desery. Mrożone produkty żywnościowe, soki ze świeżych owoców oraz masło powodowały natomiast przytycie po czterech latach jedynie o 150 gramów.
Tycia nie powodują warzywa. Są one też najbardziej pomocne w odchudzaniu. Z badań Nurses' Health Study wynika, że osoby, które się skutecznie odchudziły spożywały trzykrotnie więcej warzyw.
Aby się odchudzić, nie wystarczy jeść mniej tłuszczy. Największy ubytek masy ciała uzyskiwały osoby, które jadły więcej jogurtów i orzechów, a nawet masła orzechowego. Orzechy zawierają dużo korzystnych dla zdrowia tłuszczów roślinnych, natomiast masło orzechowe pomaga w odchudzaniu prawdopodobnie dlatego, że
Zaskoczeniem jest, że na tycie (i odchudzanie) nie ma większego wpływu spożywanie mleka (zarówno tłustego, jak i odtłuszczonego), ani serów. Jedynie jogurt w większych ilościach pozwala w ciągu 4 lat schudnąć średnio o 0,4 kg - sugerują badania.
Dr Frank B. Hu z Harvard School of Public Health, również współautor opublikowanego na łamach "JAMA" raportu, tłumaczy, że jogurt zawiera wiele cennych bakterii. Pobudzają one w jelitach wytwarzanie hormonów, które zwiększają uczucie sytości i przyspieszają przemianę materii.
Na metabolizm najbardziej niekorzystny wpływ mają tzw. węglowodany oczyszczone, pozbawione głównie błonnika, znajdujące się w białym pieczywie, ciastach, białym ryżu, płatkach kukurydzianych i popcornie. Powodują one spowolnienie przemiany materii, co sprzyja tyciu.
Na tycie wpływa też tryb życia. Osoby, które śpią za mało (mniej niż 6 godzin na dobę) i za dużo (ponad 8 godzin), częściej mają kłopoty z utrzymaniem prawidłowej masy ciała. Tyciu sprzyja też częste oglądanie telewizji, prawdopodobnie dlatego, że w tym czasie wiele osób więcej je.
Alkohol zawiera dużo kalorii, ale stosunkowo najmniej tuczące jest picie wina. Potwierdziło się, że przybieraniu na wadze sprzyja rzucanie palenia. Z badań wynika, że osoby, które słusznie pozbyły się tego nałogu, w ciągu pierwszych czterech lat przytyły średnio o 2,5 kg. Ale w następnych latach nie miały one już z tym kłopotów.
Nikt nie tyje nagle. Autorzy raportu podkreślają, że u większości osób wzrost masy ciała następuje stopniowo i zwykle jest niezauważalny. Dopiero podczas ważenia okazuje się, że po kilku latach przybyło kilka kilogramów. |
Zygmunt Skibicki - 2011-09-28, 17:21
| wp.pl napisał/a: |
Mięso mielone - co jest w środku?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-w-srodku-.html
Z mięsa mielonego można wyczarować doskonałe potrawy. W dodatku, każda będzie miała niepowtarzalny smak. Jednak wartość potrawy zależała będzie od jakości wybranego mięsa. Niestety, producenci nie zawsze postępują uczciwie.
Mięso mielone - co jest w środku?
Polski kotlet mielony, włoska lasagnia, meksykańskie burrito, amerykańskie hamburgery, grecka moussaka. Pomysłów na wykorzystanie mielonego mięsa każdy kraj ma wiele. Nie ma co ukrywać, że zasługuje na godne miejsce w światowych rankingach kulinarnych specjałów. Jest jednak jeden podstawowy warunek – danie będzie smaczne, gdy zrobione będzie z odpowiedniego mięsa. Nie zawsze tak jest. Z tegorocznego badania gdańskiej Inspekcji Handlowej wynika, że kupując mięso mielone możemy być pewni jedynie tego, że to mięso jest zmielone. Kontrola ujawniła wiele grzechów producentów – np. by obniżyć koszty do mięsa wołowego dorzucają wieprzowe.
Dobry wybór
Mięso jest bogatym źródłem cennego budulca – białka. Posiada też spore ilości żelaza, cynku oraz selenu. Ale to nie wszystko, bo mięso dostarcza nam sporo witamin - witaminę PP, witaminę B1 i B12. Ilość poszczególnych składników różni się od rodzaju wykorzystanego mięsa. Na sklepowych półkach do wyboru mamy wieprzowe, wołowe, drobiowe, cielęce, a nawet dziczyznę.
- Mięso mielone tak naprawdę nie różni się względem wartości odżywczych od mięsa w jego normalnej postaci, jeśli mielone jest na miejscu – podkreśla Anna Marciniec, dietetyk z Centrum Naturhouse. - Warto zatem poprosić o zmielenie przy ladzie sklepowej, albo zrobić to samemu w domu. Wybierając rodzaj mięsa, zwróćmy uwagę na to, aby było to raczej chude np. indycze czy wołowe.
Mięso mielone, z którym spotykamy się w sklepach podzielić można na 4 rodzaje:
1. Mięso sprzedawane na wagę,
2. Mięso paczkowane na tackach, zafoliowane,
3. Mięso firmowe w folii z dłuższym terminem przydatności do spożycia,
4. Mięso w słoikach - tzw. gotowe dania.
Które wybrać? Słuchając specjalistów, najlepiej omijać wszystkie. Tylko wtedy, gdy kupimy mięso w kawałku i zmielimy w domu, będziemy wiedzieć, co tak naprawdę jemy.
Niestety, kuszące nas w hipermarketach oferty promocyjne gotowych mieszanek mięs mielonych zwykle nie są warte naszej uwagi.
- Zazwyczaj mięsa mielone pakowane hermetycznie są produktami z kończącymi się datami ważności. W dodatku nigdy nie mamy pewności, czy takie mięsa faktycznie są tymi, które obiecuje producent – mówi Anna Marciniec. - Należy również pamiętać, że w pakowanym mięsie mielonym często występują również dodatki typu konserwanty, regulatory kwasowości czy stabilizatory. Dodawana sól w tym produkcie powinna wynosić do 1 proc.
Nie ma co ukrywać, ciągły pośpiech i brak czasu sprawia, że mało komu chce się bawić w domu w mielenie mięsa. Zastanówmy się więc, jak wybrać to najbardziej wartościowe.
Czytaj etykiety i pamiętaj:
* Mięso na tacce powinno być świeżo pakowane i mieć wyraźnie określoną datę spożycia,
* Mięso powinno mieć jednolity kolor, dziwne "mazie" mięsne są zwykle odpadkami mięs z dużą ilością wody i konserwantów; często jest to mięso stare, które przeleżało w sklepie,
* Nie daj się złapać na niską cenę mięsa - do tak zwanej masy mięsnej producenci często dodają to, czego nie udaje im się sprzedać w niezmielonej postaci,
* Mięso w folii to w 50 proc. chemia, zagęstniki, woda i rozmaite E, aromaty, oraz ulepszacze smaku,
* Szukaj mięsa z jak najmniejszą zawartością kolagenu,
* Informacja na etykiecie „MOM” oznacza mięso oddzielone mechanicznie; są to np. resztki po kurczaku (łącznie z pazurami). |
Zygmunt Skibicki - 2011-09-28, 17:22
| Cytat: | Co kryje się w parówce?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...w-parowce-.html
Wieprzowe, drobiowe czy cielęce. Ale czy rzeczywiście – tak jak obiecują producenci – parówki zawierają „prawdziwe” mięso? Niestety w środku często można znaleźć odpady (MOM), skrobię ziemniaczaną, kaszę mannę czy błonnik… grochowy. Poza tym dużo w nich konserwantów i związków chemicznych niebezpiecznych dla zdrowia.
Co kryje się w parówce?
Naukowcy są zdania, że mocno przetworzone jedzenie jest bardzo szkodliwe. A właśnie parówki, kiełbasy czy wędliny zawierają ok. 4 razy więcej sodu i o połowę więcej azotanów niż mięso, które przyrządzimy sami w domu. Taka żywność zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę czy na choroby serca. Badacze podkreślają związek między niezdrowym jedzeniem a chorobami cywilizacyjnymi. Te argumenty jednak nie przekonują, a parówki nadal są popularną przekąską, łatwą i szybką w przygotowaniu.
To jest niezdrowe
Zwykłe parówki mają przecież liczne zastosowania. Można spożywać je na zimno, na ciepło, w hot-dogach, w zupie, bigosie, a nawet cieście francuskim. Pomysłów jest mnóstwo. To wciąż najlepiej sprzedające się produkty w przemysłu mięsnego. Niestety ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Najczęściej robi się je z odpadów różnych zwierząt rzeźnych. Mogą to być wymiona, świńskie ryje czy pazury kurze. Nie do rzadkości należy też mieszanie resztek, np.: z kury, krowy, świni. To pozwala obniżyć ich cenę.
Ważny jest skład
Za dobrą jakościowo parówkę uważa się taką, której wkład mięsny zawiera około 50 proc. chudego i 50 proc. tłustego mięsa.
- Niestety, w dzisiejszych marketach trudno znaleźć parówki z takim składem. Dlatego trzeba uważać przy zakupach. Niech nie zwiedzie nas atrakcyjna, niska cena – mówi Barbara Przyklęk, dietetyk. - Twierdzenie, że niektóre produkty w ogóle nie mają mięsa, jest niestety prawdziwe.
Tajemnicze określenia
Analizując skład zakupionych produktów, możemy odnaleźć dziwnie brzmiące nazwy. Emulsją określa się zmielone, surowe, wieprzowe lub drobiowe skórki. Nazwa MOM, bądź MDOM (dla drobiu) oznacza mięso oddzielone mechanicznie, najczęściej z najtańszego surowca (np. kurze korpusy, chrząstki, ścięgna, tłuszcz). Przeciska się je pod ciśnieniem przez cylinder ze szczelinami, a tak powstałą jednolitą masę wkłada się do parówek.
- Zgodnie ze standardami Unii Europejskiej, MOM nie jest mięsem – podaje Barbara Przyklęk. - Zły wkład powoduje ponadto zwiększenie ilości niezdrowego tłuszczu.
Niestety żadne przepisy nie precyzują, ile odpadów (czyli MOM) można upakować w parówce. To tani produkt (ok. 1,5 zł /kg), ale też bardzo nietrwały. Tak wiec jak najszybciej trzeba poddać go dalszej obróbce. Najgorsze produkty zawierają ok. 70 proc. MOM, ok. 20 proc emulsji i ok. 10 proc. tłuszczu. Można uznać to za wytwór mięsopodobny.
Dla koloru i smaku
Większość parówek zawiera ponadto emulgatory. Są to substancje poprawiające kolor, konsystencję i smak. Fosforany (E 450-E 452) powodują pęcznienie białka, w efekcie czego można dodać więcej wody. To także obniża koszty produkcji. Jednak to uniemożliwia przyswajanie przez nasz organizm wapnia. Cytryniany (E331) działają podobnie, ale są słabsze. Błonnik poprawa konsystencję i sprawia, że produkt jest bardziej włóknisty, a przez to mniej galaretowaty. Roślinne substancje żelujące (E 407, gumy) wiążą wodę. Przeciwutleniacze (E 300-E 316) to stabilizatory barwy. Koszenila (E 120) jest barwnikiem uzyskiwanym z odwłoków samic mszyc kaktusowych i nadaje parówce odpowiednią barwę.
- Konserwanty, polepszacze i przeciwutleniacze powodują alergię. Ich częste spożywanie może ponadto prowadzić do otyłości i chorób serca. Tłuszcz, który zawierają, łatwo odkłada się w organizmie – dodaje dietetyk.
Oprócz parówek z MOM istnieją także produkty – „wysoko wydajne”. Od tych też lepiej trzymać się z daleka. Oznacza to bowiem, że dużo tam dodatków, które z mięsem nie mają nic wspólnego, np. skrobi ziemniaczanej, kaszy manny czy soi.
Może szkodzić
Niestety, mimo że dla wielu parówka uchodzi za przysmak, to jej jakość jest nie najlepsza. I chociaż czasami wolimy nie wiedzieć co jemy, aby się nie zniechęcić, to warto patrzeć na skład produktu. Zwłaszcza, jeżeli chcemy podać do dzieciom.
- Parówki, w których jest ok 35-40 proc. tłuszczu oraz dużo soli, nie powinny być podawane małym dzieciom. Są one po prostu szkodliwe. Mogą przyczyniać się do zatruć – dodaje Barbara Przyklęk.
Dzieci do piątego roku życia w ogóle nie powinny jeść wyrobów zawierających MOM, bo ich żołądki nie potrafią sobie jeszcze dobrze radzić z trawieniem tkanki łącznej.
Jeżeli jednak ciągle mamy ochotę na parówki, wybierzy takie, które zawierają jak najwięcej prawdziwego mięsa. Na rynku znajdziemy i takie, które mają go nawet 93-95 proc. Poza tym, im krótsza lista składników - tym lepiej. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-06, 11:47
| wp.pl napisał/a: |
Wątróbka i móżdżek, czyli podroby na talerzu
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...na-talerzu.html
Chociaż w Europie cenione są na równi z befsztykiem, w Polsce są dzisiaj raczej w niełasce. Zjadanie zwierzęcych wnętrzności stało się ostatnio niemodne. Nerki, wątroby, flaczki czy serca mają znacznie mniej zwolenników niż dawniej, coraz częściej się też słyszy o ich negatywnym wpływie na nasz organizm.
Wątróbka i móżdżek, czyli podroby na talerzu
Mówimy podroby, myślimy wnętrzności. W zasadzie jest to wszystko, co nie jest klasycznym mięsem. Kiedy rzeźnik ćwiartuje zwierzę, otrzymuje cztery ćwiartki mięsa, a cała reszta - wnętrzności, język, ogon - to właśnie tzw. piąta ćwiartka. Mogą być też podroby rybie np. ikra, wątróbka z dorsza czy mlecz ze śledzi. Dawniej takie potrawy należały do prestiżowej kuchni. Niestety ich pozycją zachwiały lata PRL-u, gdzie podroby traktowane były jako tani zamiennik mięsa. W Hiszpanii, Niemczech, Francji czy we Włoszech nikogo nie dziwi obecność nerek, ozorów i grasicy w karcie dań. Dla większości Polaków to jednak ciągle „gorsze” jedzenie. A uszy, głowizna, móżdżek i ogony to już w ogóle „egzotyczne” i raczej lekko obrzydliwe frykasy . Oprócz tego pojawiają się opinie, że to „niepełnowartościowe” produkty. Jak więc jest z tymi podrobami? Szkodzą czy są zdrowe? Warto włączyć je do codziennego menu czy wprost przeciwnie – lepiej się ich wystrzegać?
Podroby mają wiele zalet. Nie tylko niską cenę. Są też bogatym źródłem witamin i składników mineralnych - szczególnie cynku i żelaza. Dostarczają nam także wartościowego białka. Jednak nie wszyscy mogą z tego bogactwa korzystać. Pierwszą grupą, która powinna o nich zapomnieć to osoby cierpiące na dnę moczanową. Dlaczego? Podroby zawierają bardzo dużą ilość puryn. Te związki organiczne odpowiedzialne są m.in. za nasilanie objawów tej choroby. Podroby zagrażają naszemu zdrowiu także z innego względu. Zawierają bardzo dużo cholesterolu - 100 g wieprzowej wątróbki to aż 300 mg cholesterolu. Jeszcze gorzej jest z nerkami - 100 gramowa porcja dostarcza aż 375 mg tego związku. Biorąc pod uwagę, że dzienna dawka nie powinna przekraczać 300 mg - jest źle. O nereczkach czy wątróbkach muszą też zapomnieć kobiety w ciąży. Podroby zawierają bowiem bardzo dużo witaminy A, która może spowodować uszkodzenie płodu.
Po podroby powinniśmy sięgać nie częściej niż raz w tygodniu. Dzięki temu ograniczymy dostarczane organizmowi dawki cholesterolu i puryn, a jednocześnie zapewnimy mu wiele cennych składników odżywczych.
Ze wszystkich podrobów najchętniej sięgamy po wątróbkę. Jej funkcja nie zniechęca nas do jedzenie - jak w przypadku nerek, które filtrują mocz - nie przerażają też jak uszy czy móżdżki. Są też znacznie bogatsze w składniki mineralne i witaminy niż np. śledziona czy płuca. Jeśli więc nawet od reszty podrobów nas „odrzuca” spróbujmy chociaż wątróbki. Naprawdę warto. Łatwo i szybko można z niej przyrządzić bardzo smaczne dania, a jednocześnie skorzystać z jej cennych zasobów.
Wątróbka zawiera bardzo dużo łatwo przyswajalnego żelaza i witaminy B12. Dzięki niej dostarczymy też organizmowi dużą dawkę kwasu foliowego . Ten zestaw składników ma ogromny wpływ na produkcję czerwonych krwinek i wspomaga funkcjonowanie układu krwionośnego. Po wątróbkę powinny więc sięgać osoby z niedoborem żelaza, cierpiące na anemię czy kobiety które mają silne miesiączki. Wątróbka jest także bardzo bogata w witaminę A, która wzmacnia odporność organizmu, przyspiesza gojenie ran, spowalnia procesy starzenia i poprawia wzrok. Kolejnym cennym składnikiem wątróbki jest witamina PP, która wspomaga przemianę białek, tłuszczów i węglowodanów, jednocześnie usprawnia funkcjonowanie mózgu - poprzez lepsze jego ukrwienie. W wątrobie znajdziemy też dużo wysokowartościowego białka, a także witaminy D, E, K i C.
Natomiast nerki bogate są w witaminy A i B. Zawierają też sporo wysokowartościowego białka, choć jest ono trudniej przyswajalne niż te z wątróbki. W nerkach (u nas serwowanych zazwyczaj w postaci cynaderek) znajdziemy też niewielkie ilości wapnia, fosforu i żelaza. Dużą zawartość białka mają też ozory, jednocześnie bogate w witaminę PP. Mózgi, płuca i śledziony zawiera wprawdzie mniej wysokowartościowego białka, ale są bogate w elastynę i kolagen. Jeśli więc nie musimy - nie rezygnujmy z podrobów. Pamiętamy tylko, że to co jest dla nas dobre w niewielkich dawkach, jedzone od czasu do czasu, może nam zaszkodzić, gdy przesadzimy z ilością. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-06, 12:01
| wp.pl napisał/a: |
Jaką herbatę wybrać?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...rac-.html#photo
Herbata nie tylko z torebki
Choć statystyczny Polak znajduje się bardzo wysoko w herbacianych rankingach - wypijamy średnio 1,2 kg rocznie na osobę, co daje nam piąte miejsce w Europie - niewiele wiemy o tym szlachetnym napoju. Zazwyczaj pijamy herbatę czarną, najczęściej z torebek i z dodatkami - cukrem, miodem czy cytryną, co koneserzy uważają za barbarzyństwo. Co gorsze, popularny duet - herbata plus cytryna - może być bardzo groźny dla zdrowia. Dlaczego?
Historia herbaty sięga 5 tysięcy lat wstecz. Właśnie wtedy krzewy odkrył chiński cesarz Shen-Nung. Jednak do Europy napój dotarł zaledwie 400 lat temu. Przywieźli go marynarze, którzy służyli w Indiach Wschodnich i wracali na kontynent z kieszeniami pełnymi herbacianych liści. Dzisiaj zdecydowana większość z nas korzysta z wygodnych do parzenia torebek. Co ciekawe pojawienie się torebki było dziełem przypadku. Dokładnie w 1904 roku, kiedy to Thomas Sullivan , amerykański biznesmen, wysyłając próbki herbaty, zapakował je w jedwabne torebki.
Rodzaje herbat
Nietrudno odpowiedzieć na pytanie, kto pije najwięcej herbaty na świecie. Oczywiście Brytyjczycy - średnio 3,2 kg rocznie na osobę. Z badań wynika, że każdego dnia wypijają 175 milionów filiżanek tego napoju, co daje ponad 3 filiżanki dziennie na każdą dorosłą osobę. Słynny "five o'clock" to zasługa księżnej Anny Bedford, która starała się zrzucić zbędne kilogramy. Filiżanka herbaty o piątej pozwalała jej dotrwać do wieczornego posiłku.
Znamy setki gatunków herbaty, ale tak naprawdę wszystkie pochodzą z jednej rośliny - kamelii chińskiej, czyli krzewu herbacianego. To co odróżnia poszczególne rodzaje - to sposób preparowania zebranych liści. Oprócz dobrze znanych herbat czarnych i zielonych, wyróżniamy też białą, żółtą i czerwoną. Niektórzy jako osobne rodzaje herbaty podają też Oolong, Rooibos i Yerba Mate. W zależności od źródła Oolong, określana jest jako typ herbaty czerwonej lub jako herbata niebieska. Rooibos i Mate nie są tak naprawdę herbatami. Rooibos zawiera liście południowoafrykańskiego czerwonokrzewu, a Yeraba Mate robiona jest z ostrokrzewu paragwajskiego.
Nie pij herbaty z cytyną
Brytyjczycy piją herbatę z mlekiem, a Polacy bardzo często do filiżanki napoju dodają plasterek cytryny, ale tak robiąc, tylko sobie szkodzą. Dlaczego? Chodzi o glin, który odkładając się np. w mózgu może prowadzić do choroby Alzheimera. Herbata, mimo dużej zawartości tego pierwiastka nie jest szkodliwa. Wręcz przeciwnie, ponieważ występuje on w postaci nieprzyswajalnej dla organizmu. Sytuacja zmienia się, gdy dodamy cytrynę. Nieprzyswajalny glin zmienia się w łatwo wchłanialny cytrynian glinu, a wprowadzony od organizmu w ten sposób metal odkłada się w różnych tkankach, uszkadzając je.
W przypadku "bawarki", czyli herbaty z mlekiem, najbardziej podejrzana jest kazeina, która odwraca korzystne działanie jednego z flawonoidów, katechiny. Powoduje bowiem spadek jej stężenia. Zatem działanie dobroczynnych przeciwutleniaczy zostaje zmniejszone.
Herbata biała
Herbata biała, czyli lekko fermentowana, nazywana jest eliksirem młodości. To najrzadszy i najdroższy gatunek. Białą herbatę przygotowuje się wyłącznie z pąków zebranych wczesną wiosną. Po zebraniu liście poddawane są procesowi więdnięcia i suszenia, jednak nie są ani zwijane, ani prażone, by nie uszkodzić młodych pędów. Swoją nazwę herbaty białe zawdzięczają kolorowi wysuszonych pędów. Również po zaparzeniu napar ma jasną, słomkową barwę. Smak jest bardzo delikatny, pozbawiony goryczki. Parzy się ją przez około 8 minut w wodzie o temperaturze 75-80 stopni C. Biała herbata zawiera najwięcej flawonoidów. Związki te zapobiegają nowotworom, chorobom serca, łagodzą alergie, a także hamują procesy starzenia.
Herbata zielona
Herbata zielona, czyli niefermentowana. To najstarsza znana herbata, wytwarzana jest przede wszystkim w Azji. Od razu po zebraniu liście są suszone, a potem poddane obróbce cieplnej, żeby nie fermentowały. Taki proces przygotowania zachowuje większość właściwości leczniczych świeżych liści herbacianych, a aromat jest najbardziej zbliżony do naturalnego. Zielone herbaty są często aromatyzowane np. kwiatami jaśminu i lotosu. Lista właściwości herbaty zielonej jest niezwykłe długa. Chroni serce, zapobiega powstawaniu kamieni w nerkach, wątrobie i pęcherzu, łagodzi dolegliwości bólowe, obniża poziom cholesterolu, działa antybakteryjnie, wzmacnia kości, likwiduje wolne rodniki, a więc spowalnia proces starzenia, działa antynowotworowo, odpręża i odświeża. Jeśli więc pijecie herbatę dla zdrowia, wybierzcie bogatą w witaminę C i wiele innych dobroczynnych dla organizmu związków - herbatę zieloną. Parzy się ją w wodzie o temperaturze 70-80 stopni C, przez ok. 3 - 4 minuty.
Herbata żółta
Herbata żółta - lekko fermentowana, herbata cesarska. Przez setki lat ten rodzaj herbaty zarezerwowany był wyłącznie dla cesarskiego dworu i odprawiania ceremonii religijnych. W Europie jest mało znana i trudno dostępna. Podobnie jak biała należy do gatunków poddanych w niewielkim stopniu procesowi fermentacji, jednak fachowcy żółtą herbatę określają jako grupę pośrednią między zielonymi a Oolongami. Zebrane liście poddawane są procesowi "men dui", co oznacza, że podlegają fermentacji nieenzymatycznej. Barwa herbaty jest bladożółta, jednak od filiżanki odbija się jako bladoróżowa. Żółta herbata słynie z doskonałego wpływu na trawienie, działania oczyszczającego ze szkodliwych substancji, polecana jest także jako napój energetyczny, choć zawiera minimalną ilość teiny. Żółtą herbatę parzymy podobnie jak zieloną.
Herbata czerwona
Herbata czerwona, czyli półfermentowana. Proces obróbki jest wieloetapowy. Po zebraniu liście poddawane są więdnięciu, a gdy stracą wilgoć - umieszczane w wiklinowych koszach i co jakiś czas potrząsane, by lekko otrzeć brzegi - dzięki temu związki zawarte w liściach, wchodzą w reakcję z tlenem i fermentują. Po kilku godzinach proces jest przerywany, a liście suszone. Herbata czerwona wspomaga pracę wątroby, obniża poziom cholesterolu, oczyszcza organizm, pobudza trawienie, łagodzi skutki spożycia alkoholu, wzmacnia organizm, wspomaga odchudzanie. Czerwona herbata Pu-Erh "atakuje" zbędne pokłady tłuszczu w organizmie i pozwala się od nich uwolnić. Parzymy ją ok. 4 minuty w temperaturze 90 - 95 stopni C.
Herbata czarna
Herbata czarna, czyli fermentowana. Czarna herbata powstaje z niemal każdego rodzaju herbaty zielonej. Po poddaniu jej procesowi fermentacji, listki zmieniają kolor na brązowy i uzyskujemy czarną herbatę. Dzięki temu obecne w liściach garbniki zmieniają się w związki aromatyzowane, spada ilość witaminy C i związków mineralnych. Czarną herbatę parzymy w temperaturze około 95 stopni C, przez ok. 3 minuty. Ze względu na wysoką zawartość teiny, czarna herbata działa pobudzająco. Poprawia też krążenie krwi, ułatwia koncentrację. Doskonale też działa na przewód pokarmowy - powstrzymuje biegunki, łagodzi nieżyt żołądka, wspomaga też trawienie i hamuje rozwój bakterii.
Teina może zaszkodzić
Nie należy jednak przesadzać ze zbyt dużą ilością wypijanej herbaty - szczególnie czarnej. Ze względu na obecność teiny (czyli odpowiednika kofeiny w kawie), nadmiar naparu może powodować uczucie niepokoju, nerwowość, a czasem nawet przyczynić się do wystąpienia niektórych chorób serca. Warto też pamiętać, że duże dawki teiny mogą spowodować fizyczne uzależnienie od herbaty. Pijmy więc dla przyjemności, korzystajmy z dobroczynnego działania różnych rodzajów herbat, ale pamiętajmy o świętej zasadzie "co za dużo, to niezdrowo". |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-06, 12:11
| wp.pl napisał/a: |
Czy tradycyjne wędzenie jest zdrowsze?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-zdrowsze-.html
Co prawda Polacy pokochali zbiorowe grillowanie, ale do łask powoli wraca też wędzenie. Wbrew pozorom do tego celu nie trzeba wcale budować dużej wędzarni, a czasami wystarczy tylko mała "wędzarka" turystyczna. Większość z nas przekonana jest, że takie mięso jest przede wszystkim smaczniejsze i zdrowsze niż produkty oferowane w sklepach. O ile smak jest sprawą gustu, o tyle kwestia zdrowotna wcale nie jest taka oczywista.
Czy tradycyjne wędzenie jest zdrowsze?
Wędzonki przygotowuje się głównie z surowców peklowanych. Dym usuwa część wody, powoduje zmiany w białkach, przez co mięso nadaje się do spożycia bez dodatkowej obróbki kulinarnej. Działa także bakteriobójczo i utrwalająco, stwarzając niekorzystne warunki dla rozwoju bakterii, zwłaszcza tych gnilnych. Uwędzony produkt zmienia swoje zabarwienie, smak, zapach. Na zewnątrz tworzy się podsuszona skórka, która utrudnia dostęp drobnoustrojów do głębszych warstw, przez co mięso jest odporne na procesy jełczenia.
Rakotwórcze związki
To tzw. dobra strona wędzenia. Jednak tradycyjny proces grozi też powstaniem wielu substancji rakotwórczych. Zacznijmy od tego, że w peklowanej żywności (czyli najczęściej zakonserwowanej w solance) i poddanej obróbce termicznej mogą tworzyć się szkodliwe nitrozoaminy. A ryzyko zachorowania na raka żołądka jest szczególnie wysokie przy dużym spożyciu peklowanego, mocno solonego i wędzonego pożywienia, w skład którego wchodzi saletra zawierająca azotan, która pod wpływem soku trzustkowego lub żołądkowego jest przekształcana przez bakterie w azotyny. Te z kolei mogą łączyć się z białkiem, znajdującymi się w pokarmach lub w organizmie, tworząc rakotwórcze nitrozoaminy.
Podczas wędzenia powstaje także bardzo niebezpieczny benzopiren, który zwiększa ryzyko rozwoju raka żołądka i jelita. Utrwalając mięso, wnika on do zewnętrznej powierzchni wędzonych produktów. Dodatkowym szkodliwym czynnikiem jest sadza. Ten uboczny produkt spalania jest wytwarzany przy każdym „dymieniu”, jeśli jednak mięso wędzone jest w niesprzyjających warunkach, jest go wiele więcej. Jeśli do wędzenia używa się tańszych, iglastych gatunków drewna, produkt końcowy, czyli to, co trafia na nasz stół, trudno nazwać zdrowym.
A jak wygląda sprawa supermarketowych wędzonek? Te są po prostu aromatyzowane „smakiem” wędzenia przez użycie tzw. preparatów dymu wędzarniczego, które powstałe w wyniku skroplenia dymu. Są to co prawda produkty naturalne, ale dla większości z nas nieco „oszukane”. Trzeba jednak pamiętać, że taki kondensat ma jedną zasadniczą zaletę - jest filtrowany w celu usunięcia z niego elementów smolistych i substancji rakotwórczych. Unia Europejska określa maksymalną zawartość tych związków. Mimo to trwają ożywione dyskusje co do szkodliwości poszczególnych frakcji aromatów i często ponawiane są próby wycofania wielu z nich.
W czym najlepiej?
Jeżeli jednak sami chcemy coś uwędzić – jak to zrobić? Wędzić można w różnych urządzeniach, nawet w przewodzie kominowym od trzonu kuchennego. Trzeba zamontować listwy do założenia drążków, na których powiesi się żywność. Najważniejsze jest drewno. Najlepsze jest z drzew liściastych, bez kory np.: bukowe, klonowe, dębowe, jesionowe, grabowe, akacjowe, a także owocowe - śliwki, jabłoni, gruszy czy klonu.
- To właśnie drewno właśnie nadaje kolor i smak wędzonce, dlatego tak ważne jest, które wybierzemy – mówi Józef Browarek, kucharz i myśliwy. - Nie polecam drzew iglastych, ponieważ przez dużą ilości żywicy żywność nabierze posmaku terpentyny i oblepi mięso sadzą. Wyjątkiem jest jałowiec.
Grusza nada barwę czerwoną, akacja i olcha - cytrynową, lipa, buk, jesion i klon - złocistożółtą, zaś dąb - brązową. Trociny można wykorzystać do zagęszczania dymu.
Czas wędzenia
Schab i kiełbasy wędzimy przez około 2 godziny. Szynki i balerony - przez ok. 5-6 godzin.
- Gdy mięso jest sprężyste to znaczy, że jest już gotowe. Jeśli uciśniemy je palcami i pozostanie wgniecenie, trzeba pozostawić je jeszcze w dymie – wyjaśnia Józef Browarek. - Najlepiej sprawdzić pierwszy raz po upływie godziny, a później już co 15 minut. Można zaopatrzyć się również w specjalny elektroniczny termometr, który wbijemy w mięso. Temperatura uwędzonego produktu powinna mieć 75 st. C.
- Uważajmy, aby nie przewędzić żywności. Zbyt duża temperatura sprawi, że wędliny będą suche, a skórka pomarszczona, przez co też mniej smaczne – dodaje kucharz.
Na gorąco
W zależności od temperatury dymu i czasu trwania wyróżniamy wędzenie na gorąco i na zimno. Pierwsza metoda odbywa się w temperaturze maksymalnie 80 st. C i trwa ok. 2 godzin. Nadają się do tego nieduże porcje mięsa (żeberka, drób), kiełbasy, ryby, owoce morza, a także sery. Należy je spożyć w krótkim czasie. Nie można ich przechowywać dłużej niż dwa tygodnie.
- Wędzenie w gorącym dymie sprawia, że produkty są nietrwałe, bo w ten sposób nie konserwuje się żywności. Zastąpi to jednak gotowanie i podpiekanie – mówi Józef Browarek.
Do takiej obróbki wystarczy beczka, koc i dziura w ziemi. O wysokości temperatury zależy także odległość paleniska od komory wędzarniczej. Powinno ona wynosić 1-1,5 m, a w wędzeniu na zimno nawet 5 metrów.
Na zimno
Tutaj temperatura nie przekracza 30 stop. C.
- Dym tak naprawdę powinien się lekko snuć wokoło mięsa – dodaje kucharz.- Ale wędzonki tak przygotowane są smaczniejsze i trwalsze.
Wędzenie kiełbas trwa ok 4 dni, a szynek nawet do kilku tygodni. Gotowy produkt można przechowywać nawet przez kilka miesięcy. Dobry do tej metody jest komin, gdzie odymiane odbywa się nawet kilka razy w ciągu dnia. Najlepiej przygotowywać tak mięsa peklowane.
Sprytne metody
Okazuje się, że i także w tej dziedzinie pojawiają się podróbki. Przykładem są oscypki. Duże zainteresowanie turystów sprawiło, że górale nie nadążając za ich produkcją znaleźli sposób zastępczy. Moczyli je w kawie lub karmelu, co dawało brązowy wygląd charakterystyczny dla wędzonych potraw. Niestety, nie smakowały już tak jak powinny. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-06, 12:14
| wp.pl napisał/a: |
Ziemniaki wcale tak nie tuczą
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-nie-tucza.html
Mit na temat tuczącego wpływu ziemniaków obalają najnowsze badania naukowców z USA. Zjadanie kilku z nich dziennie, przyrządzonych bez tłuszczu, obniża ciśnienie krwi niemal tak dobrze jak niektóre leki na nadciśnienie, bez wpływu na masę ciała. Informację na ten temat zamieszcza serwis internetowy EurekAletrt.
Ziemniaki wcale tak nie tuczą
Autorzy pracy zaznaczają jednak, że ziemniaki serwowane w badaniach nie były polewane ketchupem, majonezem czy innym sosem, nie były też przygotowane w postaci frytek, ale upieczone bez tłuszczu w kuchence mikrofalowej.
Naukowcy z University of Scranton w stanie Pennsylvania analizowali czerwone ziemniaki, ze względu na ich wysoką zawartość związków chemicznych korzystnych dla zdrowia, m.in. przeciwutleniaczy z grupy fenoli, antocyjanów i karotenoidów. Jednak, ich zdaniem zwykłe białe ziemniaki mogą mieć podobne działanie. W badaniach udział wzięło 18 osób z nadwagą lub otyłością i nadciśnieniem tętniczym. Przez miesiąc część z nich spożywała dwa razy dziennie 6-8 czerwonych ziemniaków w skórce, upieczonych w kuchence mikrofalowej, a część nie jadła tych warzyw. Następnie grupy zamieniły się dietami.
Naukowcy monitorowali ciśnienie krwi pacjentów, zarówno skurczowe (wyższe wartości), jak i rozkurczowe (niższe wartości).
Okazało się, że w okresie badań ciśnienie rozkurczowe spadło średnio o 4,3 proc. (4 mm Hg) a ciśnienie skurczowe o 3,5 proc. Większość pacjentów stosowała równolegle leki na nadciśnienie, ale ziemniaki dodatkowo obniżały ciśnienie krwi. Żaden z uczestników badania nie przytył. Ziemniaczana dieta nie miała też wpływu na poziom lipidów i glukozy we krwi.
Zdaniem autorów badań, oznacza to, że czerwone ziemniaki skutecznie obniżają ciśnienie krwi, a co za tym idzie również ryzyko zawału serca czy udaru mózgu, u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym. Naukowcy podejrzewają, że planowane obecnie badania dotyczące zwykłych, białych ziemniaków przyniosą podobne wyniki.
"Ziemniaki, prawdopodobnie bardziej niż inne warzywa, mają niezasłużenie złą reputację, z powodu której wiele osób dbających o zdrowie wykluczyło je ze swojej diety - komentuje kierujący badaniami dr Joe Vinson. - Słowo ziemniaki ludzie kojarzą z tuczącym, bogatym w węglowodany i puste kalorie jedzeniem. W rzeczywistości, jeśli przygotuje się je bez smażenia i bez masła, margaryny czy śmietany, jeden ziemniak ma tylko 110 kilokalorii oraz wiele zdrowych związków roślinnych i witamin. Mamy nadzieję, że nasze badania pomogą zmienić opinie o ziemniakach".
Dr Vinson przypomina, że w innych badaniach udało się zidentyfikować w ziemniakach związki o działaniu podobnym do znanych leków hipotensyjnych z grupy inhibitorów konwertazy angiotensyny (inhibitory ACE). Warzywa te zawierają również inne substancje o korzystnym wpływie na zdrowie.
Na nieszczęście dla miłośników frytek i chipsów, przyrządzenie ziemniaków w tłuszczu i bardzo wysokiej temperaturze niszczy większość tych zdrowych związków, pozostawiając głównie skrobię, tłuszcz i minerały. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-06, 16:23 Temat postu: Śniadanie "startowe" Żeby w sezonie w górach unikać tłumów na szlakach trzeba bardzo wcześnie wstać i wyjść ze schroniska/pensjonatu/kwatery. Kłopot w tym, że kuchnie tamtejsze zaczynają działać dużo później. Na przykład kuchnie schroniskowe ruszają, gdy właśnie dochodzą do nich tłumy turystów...
Trzeba zatem znaleźć rozwiązanie na możliwie szybkie, ale pożywne pierwsze śniadanie. Kanapki zrobione wieczorem są potrzebne na posiłki na szlaku, więc to nie o nie chodzi. Proponuję bardzo szybkie i mało absorbujące śniadanie - nazywam je śniadaniem startowym.
Przygotowanie przed wyprawą:
1. Na każdy dzień potrzeba około 50 gramów mleka w proszku - może być dosłownie każde z dostępnych na rynku. Jak ktoś się boi kalorii, to może wybrać odtłuszczone, ale to będzie oczywiście śniadanie niskokaloryczne więc... słabsze!
2. Mleko mieszamy z circa taką samą wagowo ilością płatków ryżowych błyskawicznych. Jeśli zwiększymy ilość płatków podwójnie, uzyskiwać będziemy bardzo gęstą i kleistą masę - znam takich, którzy tak właśnie wolą.
3. Jako dodatek smakowy przyda się także pewna ilość tzw pogryzki - patrz wątek Pogryzka. Pogryzki nie mieszamy przed wyprawą z mlekiem i płatkami...
4. W praktyce bardzo wygodny w użyciu jest tak dobrany pojemniczek/kieliszek/szklaneczka, by mieściła się w nim porcja mleka z płatkami akurat na używany na szlaku kubek termiczny. Mnie przypasowała różowa miarka od Wanisch'a - dwie takie na półlitrowy kubek i jest ok.
5. Dobieramy jakiś zgrabny (szczelny!) pojemnik z dobrze trzymającą się zakrętką i umieszczamy w nim cały zapas mieszanki oraz miarkę. Ja wolę kilka mniejszych pojemników, które po opróżnieniu wywalam do schroniskowych śmietników.
Robimy śniadanie startowe:
1. Do suchego kubka termicznego wsypujemy odmierzoną porcję mleka w proszku z płatkami ryżowymi, dosładzamy do smaku i ewentualnie dodajemy nieco pogryzki.
2. Zagotowujemy w menażce tyle wody, ile potrzebujemy.
3. Zalewamy mleko z płatkami wrzątkiem.
4. Zamykamy kubek termiczny na trzy do czterech minut i w tym czasie likwidujemy naszą "kuchnię".
5. Zjadamy nasze śniadanie startowe, myjemy kubek oraz łyżkę i... STARTUJEMY NA SZLAK!
Uwaga.
Każdy ma trochę inne preferencje smakowe i dobrze jest przed wyprawą pokombinować ze składnikami, by nasze śniadania startowe naprawdę nam smakowały, bo to po prostu poprawia nastrój. Można na przykład użyć płatków owsianych błyskawicznych, czy ich mieszanki z ryżowymi... Znam takich, którzy do mieszanki mleko-płatki dodają nieco budyniu błyskawicznego albo nieco "gorącego kubka"... Dziś wybór produktów tak zwanych błyskawicznych jest przebogaty.
Zygmunt Skibicki - 2011-10-07, 19:31
| wp.pl napisał/a: |
Chcesz uniknąć nowotworu? Tego absolutnie nie jedz!
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...j-go-dieta.html
Pomimo ciągłego rozwoju medycyny i metod diagnostycznych, wciąż nie wiemy wszystkiego o przyczynach powstawania chorób nowotworowych.
Przyjmuje się, że to nasz styl życia, w tym dieta, w głównej mierze wpływają na rozwój raka. Warto zapoznać się z zasadami żywieniowymi, jakie zostały przyjęte przez naukowców, zarówno w celu zapobiegnięcia, jak i leczenia, często śmiertelnych nowotworów.
W krajach wysoko rozwiniętych choroby nowotworowe są drugą, po schorzeniach układu krążenia, przyczyną zgonów. Mówi się, że w ciągu najbliższych lat znajdą się na pierwszym miejscu, stanowiąc ogromne zagrożenie dla naszej populacji. Ta budząca grozę choroba zwana jest inaczej neoplazmą. To nieprawidłowy i nadmierny rozrost komórek, nieskoordynowany z pozostałymi, prawidło rozwijającymi się tkankami. Trwa on mimo ustąpienia czynnika, który go spowodował oraz nie reaguje na naturalne mechanizmy organizmu. Nieprawidłowe komórki wypierają zdrowe, w rezultacie prowadząc do obumierania zajętego narządu. W zaawansowanym stadium mogą przenosić się przez naczynia limfatyczne i krwionośne do innych zakątków organizmu zajmując kolejne organy.
Co zatem należy jeść, a czego unikać, aby ustrzec się chorób nowotworowych? Dieta antynowotworowa ma wiele cech typowych dla sposobu odżywiania się mieszkańców basenu Morza Śródziemnego.
Zacznijmy jednak od produktów, których nie powinniśmy spożywać. Jest to przede wszystkim żywność wysokoprzetworzona, zawierająca konserwanty i kancerogeny, a także alkohol. Należy unikać dużych ilości czerwonego mięsa, tłuszczy zwierzęcych, a także serów żółtych, śmietany, słodyczy, a w szczególności pokarmów łączących nabiał i cukier (naleśniki, placki, ciastka, budynie, lody).
Z kolei korzystne dla zdrowia są zboża pełnoziarniste (owies, żyto, kasza gryczana, orkisz), rośliny strączkowe (soczewica, fasola), produkty sojowe z upraw ekologicznych, chude mięso i ryby. W ramach tłuszczów należy spożywać jedynie oleje roślinne, duże ilości warzyw oraz świeżo wyciśnięte soki warzywne i owocowe.
Uszczegóławiając podstawowe zalecenia należy wiedzieć, iż dieta w profilaktyce raka powinna być zgodna z zasadami zdrowego żywienia, gdzie podstawą są produkty zbożowe z pełnego przemiału.
Powinniśmy spożywać około 0,5 kg świeżych warzyw (przede wszystkim cebulę, czosnek, szczypiorek, brukselkę, kapustę, kalafior) i do 0,2 kg owoców (szczególnie cytrusy, maliny, jagody, borówki) każdego dnia. Należy wybierać chude gatunki mięs (drób, królik, jagnięcina) w ilości 150 g i spożywać je maksymalnie trzy razy w tygodniu. W pozostałe dni mięso zastępujemy tłustymi rybami (makrela, łosoś, mintaj, dorsz), których każda porcja powinna wynosić również 150 g, dostarczając do organizmu niezbędnych kwasów omega-3.
Warto unikać smażenia na głębokim tłuszczu i wybierać oleje roślinne, w tym przede wszystkim olej lniany, rzepakowy i oliwę z oliwek. Niezmiernie ważne jest również nawodnienie organizmu, które według prof. dr hab. Longiny Kłosiewicz-Latoszek z Instytutu Żywności i Żywienia, powinno odbywać się poprzez picie niskozmineralizowanej wody, a także herbat ziołowych.
Należy dodatkowo zmniejszyć spożycie sodu maksymalnie do 5 g na dobę, a najlepiej zastąpić sól ziołami zawierającymi związki ograniczające rozwój komórek nowotworowych. Należą do nich: rozmaryn, oregano, mięta, curry, imbir, czy też tymianek. Przeciwzapalne i antynowotworowe działanie wykazuje także siemię lniane w postaci pełnego lub zmielonego ziarna.
Według prof. Longiny Kłosiewicz-Latoszek dieta w trakcie leczenia nowotworu u osób odbywających chemio- oraz radioterapię, powinna zależeć od samopoczucia chorego, gdyż w wyniku tych metod leczenia zmienia się u niego odczuwanie smaku i zapachu. Ważne jest, by posiłki były ciepłe i bogate w oleje roślinne.
Niebagatelne znaczenie mają produkty zawierające duże ilości przeciwutleniaczy – witamina C, czy beta-karoten, a więc żółte i zielone warzywa oraz owoce. Zalecane jest picie świeżo wyciśniętego soku z cytryny, jednakże należy pamiętać, iż podczas chemioterapii trzeba unikać spożycia surowych warzyw i owoców. Lepiej gotować je na parze.
Według prof. Kłosiewicz-Latoszek udział poszczególnych produktów w diecie podczas terapii antynowotworowej powinien być następujący: około 40% zbóż, 40% warzyw, 10% owoców, 5% nasion roślin strączkowych oraz 5% innych produktów – w tym gotowane chude mięso i ryby. Ważne jest by dieta była bogata w błonnik, witaminy i minerały oraz zawierała małą ilość białka i tłuszczu zwierzęcego.
Można stosować także przyprawy rozgrzewające jak chili, imbir, czy curry w przypadku pojawienia się uczucia zimna. Należy zaznaczyć, że leczenie przeciwnowotworowe w dużym stopniu wyniszcza mikroflorę jelitową, powodując wzdęcia, zaparcia oraz biegunki. Z tego też względu poleca się zaopatrzenie w preparaty odbudowujące florę bakteryjną jelit.
Okres rekonwalescencji po chemio- i radioterapii jest niezwykle ważny, by mimo przebytej ciężkiej choroby odzyskać pełnię sił. Dieta w tym okresie powinna składać się głównie z produktów odbudowujących i wzmacniających organizm. Dostarczenie dużych ilości energii jest związane z ograniczeniem węglowodanów prostych na korzyść białka, tłuszczów rybich i roślinnych. Głównym źródłem białka, które odbuduje mięśnie, powinno być chude mięso, ryby gotowane, czy zapiekane, gotowane nasiona roślin strączkowych, jaja ekologiczne, nabiał kwaszony (kefir, twaróg). Trzeba także zadbać o mikroflorę jelit spożywając probiotyki i preparaty z bakteriami kwasu mlekowego.
Nie można zapominać o piciu soków ze świeżych warzyw, niskozmineralizowanej wody, czy zielonej herbaty.
Miejmy na uwadze, iż podczas leczenia chorób nowotworowych pacjent podlega profesjonalnej opiece lekarskiej, w tym dietetyków, dlatego zastosowanie wszelkich zaleceń powinno być z nimi skonsultowane. Pewnym jest jednak, iż przestrzeganie zdrowej diety niesie ze sobą szereg korzyści. Oprócz uzyskania dobrego samopoczucia, jej pozytywne działanie objawia się neutralizacją kancerogenów poprzez działanie przeciwutleniaczy, a także wzmocnieniem odporności, która ma ogromny udział w walce z komórkami nowotworowymi. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-18, 15:51
| wp.pl napisał/a: |
Dlaczego warto jeść brokuły?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...sc-brokuly.html
Suplementy zawierające aktywne składniki brokułów i innych spokrewnionych z nimi roślin jadalnych, jak kapusta czy kalafior, nie są w stanie zastąpić prawdziwych warzyw - informują naukowcy z USA na łamach pisma "Journal of Agricultural and Food Chemistry".
Wynika to z faktu, że związki te są znacznie gorzej przyswajane lub mniej wartościowe, gdy spożywamy je w postaci suplementów - tłumaczą autorzy pracy - naukowcy z Uniwersytetu Stanu Oregon. Według nich, lepiej jeść prawdziwe brokuły, kapustę i inne warzywa z rodziny krzyżowych, a w dodatku gotować je krótko.
"Na pytanie, czy ważne składniki odżywcze lepiej dostarczać organizmowi wraz z dietą, czy w postaci suplementów nie ma prostej odpowiedzi" - komentuje kierująca badaniami prof. Emily Ho. Jak tłumaczy, niektóre witaminy i związki pokarmowe, np. kwas foliowy (witamina z grupy B) zalecany kobietom w ciąży, są lepiej przyswajane z suplementów niż z żywności. Zapotrzebowanie na inne - jak witamina D - bardzo trudno jest zaspokoić poprzez dietę
"Jednak korzystne dla zdrowia składniki brokułów i spokrewnionych z nimi roślin powinny pochodzić z prawdziwych warzyw" - zaznacza badaczka.
Brokuły zawierają szczególnie duże ilości związków o nazwie glukozynolany, z których w organizmie powstają bardzo korzystne dla zdrowia substancje - sulforafan i erucyna. Badania wskazują, że mogą one m.in. zmniejszać ryzyko nowotworów złośliwych, np. raka piersi, prostaty, płuca czy jelita grubego. Sulforafan szczególnie skutecznie wspomaga usuwanie z organizmu związków rakotwórczych, a także aktywuje geny odpowiedzialne za hamowanie rozwoju nowotworów.
Aby sulforafan i erucyna powstały, potrzebny jest jednak enzym o nazwie myrozynaza, który występuje w dużych ilościach w brokułach surowych bądź krótko duszonych lub gotowanych. Natomiast brakuje go w suplementach.
Naukowcy pod kierunkiem prof. Ho wykazali, że bez myrozynazy organizm człowieka wchłania kilkakrotnie mniej sulforafanu i erucyny. Enzym ten jest wprawdzie obecny w ludzkich jelitach, ale w małych ilościach i wykonuje swoje zadanie znacznie mniej wydajniej niż myrozynaza z prawdziwych brokułów.
Enzym ten ulega również rozkładowi podczas intensywnego gotowania. "Gdy rozgotowujemy brokuły na papkę, ich wartości zdrowotne maleją" - tłumaczy prof. Ho. Dlatego ważne jest, by gotować je przez ok. 2-3 minuty.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-10-18, 18:04
| wp.pl napisał/a: |
To są nasze największe grzechy
źródło - http://media.wp.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Coraz więcej wiemy o zasadach dotyczących zdrowego trybu życia, ale wciąż je łamiemy. Jesteśmy niepoprawnymi łasuchami, nadal jemy za szybko i za tłusto. Za dużo pijemy alkoholu, a ze sportu tolerujemy jedynie spacery na świeżym powietrzu. Niestety niepokojący obraz Polaków wyłania się z ostatnich badań wykonanych na zlecenie dietetyków.
Zobacz także
Zła dieta jest niestety wynikiem szalonego tempa, w jakim przyszło nam żyć. Pracujemy od świtu do nocy, często podróżujemy, więc o regularności posiłków możemy zapomnieć. Do tego trawi nas stres.
Niestety „walczymy” z nim umawiając się ze znajomymi albo kupując do domu kolejne piwko, z paczką chipsów zasiadamy na kanapie przed telewizorem lub w kinie, albo kupujemy gigantyczne ciacho. Po sutym jedzeniu zaciągamy się papierosem.
– Przewlekły stres prowadzi do uszkodzenia układu odpornościowego i groźnych chorób, np. miażdżycy, jeśli jeszcze dodamy do niego złą dietę fundujemy sobie kolejne, tzw. dietopochodne schorzenia: cukrzycę, osteoporozę, a także nowotwory – mówi Anna Senderska, dietetyk z centrum Enel Med, które zleciło ostatnie badania świadomości zdrowotnej Polaków w największych miastach w Polsce.
Diabeł tkwi tak naprawdę nie w restrykcyjnych dietach. Musimy chwilę pomyśleć, zaplanować sobie, co zjemy.
– Nie kupujmy tłustych potraw w barach szybkiej obsługi, kanapek ociekających keczupem i majonezem. Wyjeżdżając zróbmy sobie na drogę własną kanapkę czy sałatkę w domu, weźmy jabłko, garść pestek z dyni czy orzechów do pochrupania — radzi doktor Senderska.
Nadal jemy zbyt dużo słodyczy. Największymi łasuchami wśród Polaków są łodzianie. Aż 54 procent badanych przyznaje, że minimum raz dziennie sięga po łakocie. Pijemy też słodzone, kolorowe napoje i soki. W jednym kartonie potrafi być kilka dużych łyżek cukru.
– Zdrowe jedzenie nie może być tylko zrywem, krótkotrwałą dietą, bo one są jak mody, przemijają i zostawiają nam efekt jojo i nadmiar kilogramów. Musimy zaszczepiać te dobre nawyki już u naszych dzieci – – mówi Anna Senderska, dietetyk. – Nie karmić ich pizzą i słodkimi deserkami, unikać batoników i napojów energetycznych, bo nie ma w nich nic zdrowego.
1. Słodkie płatki na śniadanie – mają za dużo cukru, a jedzą je z mlekiem tysiące Polaków
2. Picie soków z kartonów – z reguły są nafaszerowane konserwantami i cukrem
3. Za dużo piwa – niestety traktujemy piwo jako napój, a nie alkohol. To błąd! Piwo bardzo tuczy!
4. Jedzenie w pośpiechu – na stojąco, byle jak i byle gdzie! A jedzenie powinno być ceremonią.
5. Słodycze na stres – na chwilę poprawiają humor, ale tuczą.
6. Po jedzeniu przed telewizor – za mało się ruszamy. I nie spalony tłuszcz odkłada się w organizmie
7. Unikamy wagi – a warto czasami na nią stanąć i uzmysłowić sobie, ile przytyliśmy |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-19, 19:31
| wp.pl napisał/a: |
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...ze-skorki-.html
Już nasze babcie mówiły - owoców i warzyw nie obieraj ze skórki! Wszystko, co najcenniejsze znajduje się tuż pod nią. I miały rację. Jeśli nie musimy - nie pozbawiajmy ich skórki, bo tracimy to, co najzdrowsze.
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
Zamiast więc sięgać po nóż, umyjmy jarzyny i owoce pod bieżącą wodą i chrupmy w całości, najlepiej na surowo. Oczywiście we wszystkim wskazany jest umiar! Nie zjadajmy w całości dyni czy avocado.
- Do obierania warzyw i owoców podchodzimy zdroworozsądkowo. Jeśli skórka jest bardzo cienka, niewłochata (włoski często podrażniają jamę ustną czy przewód pokarmowy) i opornie schodzi - najlepiej byśmy jej nie zdejmowali. Natomiast owoce i warzywa charakteryzujące się grubą bądź włochatą skórką zapewne obierzemy, gdyż ich konsumpcja byłaby raczej niemożliwa - mówi Magdalena Czyrynda-Koleda, specjalistka ds. żywienia człowieka z Poradni Dietosfera w Warszawie. - By zachować jak najwięcej cennych składników, starajmy się obierać możliwie cienko, np. zostawiając białą błonę pomarańczy czy grejpfruta, gdyż w niej także koncentruje się wiele substancji odżywczych, między innymi witamina C. Do obierania używajmy jedynie narzędzi nierdzewnych (noże, skrobaczki, tarki). Żelazo bowiem niszczy witaminy, a zwłaszcza witaminę C.
Prawdziwą zbrodnią jest obieranie jabłek. Pozbywamy się w ten sposób obecnego w skórce kwasu ursolowego, który ogranicza wchłaniania tłuszczu, obniża poziom cukru i cholesterolu, a także wspomaga muskulaturę organizmu. Tuż pod skórką jabłka znajduje się też najwięcej witamin - C, A, B1, B2, PP i B3. W białych błonkach cytrusów, poza witaminą C, znajdują się też cenne pektyny. To składnik błonnika, który wspomaga proces trawienny. Z kolei skórka cukinii jest bogata w luteinę, substancję zapobiegającą zwyrodnieniu plamki żółtej oka. Łupinka winogrona zawiera resweratrol, a cebuli - kwercetynę. Oba związki zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób krążenia, raka jelita i prostaty oraz poprawiają odporność.
- Skórka warzyw i owoców bogata jest w fitoskładniki, czyli naturalne substancje chemiczne, wytwarzane przez rośliny w celu ochrony ich przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, m. in. promieniowaniem słonecznym, atakami owadów czy grzybów. Wspomniane związki są odpowiedzialne za charakterystyczną barwę, smak i zapach owoców oraz warzyw. Doskonale też wpływają na nasze zdrowie - tłumaczy specjalistka ds. żywienia człowieka z Dietosfery. - Na przykład kwercetyna zawarta w jabłkach zmniejsza ryzyko choroby serca i wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, taniny obecne w żurawinie pomagają w zwalczaniu infekcji układu moczowego i zmniejszają objawy choroby wrzodowej, likopen w pomidorach pomaga chronić przed rakiem prostaty i chorobami układu krążenia, zaś beta-karoten zawarty w marchwi wspomaga układ odpornościowy i chroni organizm przed chorobami nowotworowymi.
Oprócz fitoskładników skórka warzyw i owoców jest bogata w błonnik, który wspomaga nasz układ trawienia, działając w jelitach jak miotełka oczyszczająca je ze zbędnych toksyn i resztek pokarmu. Marchew, pomidor czy jabłko to jednocześnie źródła witaminy C, a pomidor także potasu.
Skórka warzyw czy owoców dostarczy nam wiele cennych składników nie tylko wówczas, gdy zjadamy je na surowo. Podczas obróbki termicznej tak owoce, jak i warzywa tracą wiele cennych składników. Możemy jednak tego uniknąć, jeśli będziemy je gotować w skórkach. Dzięki temu nie trafią one do wody, tylko pozostaną w warzywie. Jeśli nawet nie mamy ochoty zjeść łupinki, zdejmijmy ją po ugotowaniu - możliwie jak najcieńszą warstwę.
- Podczas przyrządzania przetworów owocowych np. z żurawiny czy śliwek, po ugotowaniu często przecedzamy je, wyrzucając przy okazji pozostałe skórki - co jest dużym błędem. Jedzmy je - zachęca dietetyczka. - Osoby, które mają problemy z przewodem pokarmowym lub z jakiś innych względów zdrowotnych nie mogą jeść całych owoców bądź warzyw, powinny obierać je jak najcieniej, by straty odżywcze były jak najmniejsze. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-19, 20:03
| wp.pl napisał/a: |
Jakie warzywa i owoce warto jeść jesienią?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...nia-.html#photo
Świeże truskawki i porzeczki możemy kupić nawet w środku kalendarzowej zimy, zresztą coraz większą ilością owoców i warzyw możemy cieszyć się przez cały rok. Inną kwestią pozostaje ich smak i wartość odżywcza. Dlatego jedzenie zgodne z porą roku zalecają dietetycy. Co więc najlepiej jeść jesienią?
Żurawina
To prawdziwa bomba witaminowa, zasobna w kwasy organiczne, minerały (potas, magnez, wapń i żelazo), pektyny oraz witaminy - C, B1, B2, B6. Na surowo owoce nie nadają się do jedzenia, są bardzo kwaśne i cierpkie. W kuchni zazwyczaj wykorzystuje się je do robienia kisielu i sosów do mięs. Jednak najwięcej dobroczynnych właściwości posiadają soki, syropy, dżemy czy suszone owoce. Zielarze i farmaceuci wykorzystują żurawinę do sporządzania preparatów do leczenia zapaleń dróg moczowych, kamicy nerkowej. Stwierdzono również, że owoce te mają właściwości probiotyczne - wspomagają wzrost dobroczynnej mikroflory jelitowej. Picie soku z żurawiny pomaga też zwalczać bakterie H. pylori, głównych winowajców choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy. Żurawina poprawia odporność, zalecana jest też w schorzeniach reumatycznych. Poza tym działa przeciwmiażdżycowo - obniża poziom "złego" cholesterolu. Zawarte w niej antyoksydanty (tzw. poliantocyjanidy) zalicza się do najsilniejszych. Jej wpływ na układ krążenia i dolegliwości serca niektórzy przyrównują do działania czerwonego wina.
Gruszki
Są cennym źródłem minerałów - zawierają potas, wapń, magnez, fosfor, sód i żelazo. Oprócz tego sporo witaminy C. To, czym wyróżniają się spośród innych owoców, to zawartość jodu, który odpowiada za prawidłową pracę tarczycy. Gruszki to także bogactwo błonnika, który poprawia trawienie i perystaltykę jelit. Owoce mają właściwości moczopędne, pomagają też regulować ciśnienie krwi, dlatego powinny znaleźć się w jadłospisie osób cierpiących na nadciśnienie. Warto zjeść gruszkę w czasie wytężonej nauki lub pracy, bo zawiera bor ułatwiający koncentrację, niezbędny także do prawidłowej gospodarki wapniowej organizmu (potrzebny jest np. w profilaktyce osteoporozy). Świeży owoc składa się w 85 proc. z wody, trzeba jednak pamiętać, że wraz z dojrzewaniem zmniejsza się ilość pektyn i kwasów owocowych, a wzrasta zawartość cukru. Średnia gruszka liczy ok. 70 kcal. Owoce dobre są nie tylko na surowo, np. kompot z suszu dobrze działa na stany zapalne układu pokarmowego, taki napój idealnie gasi pragnienie, ma także właściwości przeciwgorączkowe.
Śliwki
To jedne z najstarszych owoców, które były docenione za swoje walory smakowe i zdrowotne jeszcze przez starożytnych. Zawierają magnez, sód, potas, wapń, fosfor i żelazo. Chociaż nie są bogate w witaminę C, dzięki jednoczesnej zawartości witaminy A i rzadko występującej w owocach witaminie E, uznawane są za cenne przeciwutleniacze. Mają także sporo witamin z grupy B, dlatego cieszą się opinią owoców wpływających kojąco na układ nerwowy i poprawiających samopoczucie. Są także bogatym źródłem polifenoli, które neutralizują szkodliwe działanie wolnych rodników. Jednak znane są głównie ze swoich właściwości oczyszczających. A wszystko dzięki wysokiej zawartości pektyn i kwasów organicznych. Oczyszczanie to dotyczy nie tylko całego przewodu pokarmowego, ale działa także na poziomie komórkowym - z komórek usuwany jest tłuszcz. Dlatego wskazane są dla osób z wysokim poziomem cholesterolu, wysokim ciśnieniem oraz tym wszystkim, którzy cierpią na schorzenia lub dolegliwości przewodu pokarmowego. Trzeba pamiętać, że są kaloryczne (100g to ok. 80 - 120 kcal).Jeżeli dodamy suszoną śliwkę do ciężkostrawnych potraw np. bigosu czy pieczeni, nie będzie nam dokuczała niestrawność. Dzieje się tak dzięki zawartym w tych owocach związkom zasadotwórczym, neutralizującym nadmiar kwasów trawiennych.
Aronia
Łączy w sobie zalety zielonej herbaty i czerwonego wina. O lepszą rekomendację naprawdę trudno. To przede wszystkim jedno z najbogatszych źródeł związków antyoksydacyjnych. W 100 g znajduje się ich ok. 500 mg. Aroniowe jagody wykazują najsilniejsze działanie przeciwutleniające ze wszystkich popularnych owoców i warzyw. Obrazuje to tzw. wskaźnik ORAC (zdolność pochłaniania wolnych rodników tlenowych), który wynosi 15 820. Dla porównania: orzechy włoskie - 13 541, orzechy laskowe - 9 645, truskawki - 3 577, agrest - 3 277. Do tego dochodzą jeszcze mikroelementy - kobalt, miedź, jod, żelazo, fosfor i witaminy - C, B2, B6, PP, P, E, którymi wręcz "nadziane" są jagody. Aronia działa nie tylko przeciwnowotworowo, ale wykorzystuje się ją także do łagodzenia skutków radioterapii. Świetnie działa na wzrok. Swe lecznicze właściwości zawdzięcza także rutynie, zapewniającej dobrą kondycję naczyniom krwionośnym. Owoce aronii i ich przetwory wspomagają również usuwanie z organizmu szkodliwych metali ciężkich, np. ołowiu, gromadzących się tam z powodu zanieczyszczonego środowiska. Surowe jagody są dość cierpkie i gorzkawe, zaś przetwory, soki czy dżemy smakują wyśmienicie. Jednak największą ilość antyoksydantów i rutyny zawiera świeżo wyciśnięty sok.
Dzika róża
Chociaż to bardzo popularna roślina, to jednak nie doceniamy jej wyjątkowych właściwości. A szkoda, bo owoce dzikiej róży biją wszystkie pozostałe pod względem zawartości witaminy C. Mają jej aż 10 razy więcej niż czarne porzeczki! Dlatego wystarczą 3 dojrzałe owoce, by pokryć dzienne zapotrzebowanie na tę witaminę. Oprócz tego znajdziemy w nich także wit. A, E, B1, B2, K. Zazwyczaj z róży robi się konfitury i sosy do mięs, czasami nawet kompoty. Susz wykorzystuje się w naparach i mieszankach ziołowych. Wyciągi działają wzmacniająco przy grypie, przeziębieniu i ogólnym wyczerpaniu. Dzika róża zawiera bowiem specyficzną substancję - galaktolipid, działającą przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Spowalnia napływ białych krwinek do stawów, hamując wydzielanie związków nasilających stany zapalne. Owoce zawierają także silne przeciwutleniacze - karotenoidy, flawonoidy i ksantofile. Dzika róża działa także przy nieżytach przewodu pokarmowego, biegunkach, w chorobie wrzodowej żołądka, dwunastnicy, chorobach zakaźnych, reumatyzmie czy oparzeniach.
Jarzębina
Koralowe, kuliste owoce to kolejne chociaż doskonałe źródło witaminy C (35-45 mg w 100 g, czyli mniej więcej tyle, co w cytrusach) i beta-karotenu. Zawierają też witaminy z grupy B, PP i K, potas, sód, magnez i miedź. Mają też kwasy organiczne, garbniki i pektyny. Trzeba tylko uważać na obecny w nich kwas parasorbinowy powodujący wymioty, nudności, biegunkę. Kwas ten ulega rozkładowi pod wpływem wyższych temperatur jak również niższych. Dlatego też najlepiej zbierać jarzębinę po pierwszych przymrozkach, gdyż wtedy traci część tej trucizny. Z tego powodu nie jada się ich na surowo, a przyrządza z nich dżemy (podawane do tłustych mięs), wódki i likiery.
W medycynie ludowej owoce wykorzystywano w chorobach płuc, nerek i wątroby. Działają moczopędnie, przeciwzapalnie, przeczyszczająco. Stosuje się je w stanach zapalnych nerek, kamicy nerkowej, w zaburzeniach krążenia i trawienia.
Buraki
Barszcz czerwony, botwinka czy buraczki zasmażane - te warzywa są dobre pod każdą postacią. Dla wszystkich, którzy jedzą dużo mięsa, pieczywa i ciasta, czyli produktów o charakterze kwasotwórczym to wręcz obowiązkowa pozycja w jadłospisie. Warunkuje bowiem równowagę kwasowo-zasadową w organizmie. To także świetny lek na anemię, niską odporność, chorobę nadciśnieniową, wzdęcia i zaparcia czy dolegliwości układu trawiennego. Szczególnie cenny jest sok z tych warzyw. Jeśli będziemy go pić wzmocnimy system nerwowy i poprawimy pamięć. Uda nam się pokonać przeziębienie, ponieważ buraki posiadają duże ilości witaminy C. Warzywa te mają w sobie dużo wapnia, magnezu, sodu, potasu oraz dwa rzadkie metale: rubid i cez. Taki skład chemiczny buraka ma bardzo duże znaczenie w zwalczaniu nowotworów.
Dynia
Soczyście pomarańczowa, pękata i raczej sporych rozmiarów, ale za to niskokaloryczna - 100 g to zaledwie 15 kcal. W dodatku dzięki zawartości celulozy pomaga w odchudzaniu. Kolor miąższu świadczy o dużej zawartości beta-karotenu, silnego przeciwutleniacza wymiatającego wolne rodniki. Co ciekawe działanie antyrakowe posiadają także pestki . Są bogate w zdrowe oleje, zawierają sole mineralne wzbogacone fosforanami, błonnik, a także niewielkie ilości enzymów, żywic, cukrów oraz związków białkowych. Obecne w nich tokoferole działają jak afrodyzjak. Dynia zawiera też białko, witaminę A, B1, B2, PP i C, zawiera dużo wapnia, żelaza, magnezu i fosforu. Dynia najlepsza jest świeża oraz bardzo dojrzała. To wtedy jej miąższ jest najsmaczniejszy. Można ją piec w piekarniku, dusić i miksować na sycące i smaczne zupy, a nawet przygotować dyniowe placki i ciasta.
Brukselka
Jest efektem krzyżówki jarmużu i zwykłej kapusty. Po ojcu ma odporność na mróz, a po przemrożeniu jest smaczniejsza, bo bogatsza w cukier. Po matce ma kształt (choć nie wzrost) i aromat. Brukselka ma dużą wartość odżywczą dzięki zawartości witamin - zwłaszcza z grupy B, soli mineralnych i karotenu. Ma też kwas foliowy, stąd polecana jest przyszłym mamom. Niestety, jak to kapusta, działa też wzdymająco, dlatego apetyty trzeba powściągnąć i nie podawać jej małym dzieciom lub osobom z kłopotami jelitowymi. Przy tym wszystkim jest niskokaloryczna i jeśli inne składniki nie będą zbyt ciężkie, nie utyjemy po nawet obfitej porcji zupy. Zalecana jest przy diecie antynowotworowej, jak pozostałe rodzaje kapust. Udowodniono, że brukselka zawiera substancje hamujące rozwój komórek nowotworowych - usuwają one białka niezbędne do podziałów komórek rakowych.
Papryka
Od koloru zależą jej właściwości - czerwona jest na przykład bogata w beta-karoten. Jest również cennym źródłem witaminy C (100 gram miąższu zawiera aż 140mg), która wzmacnia odporność. Ma też rutynę, która świetnie nadaje się dla osób, które mają problemy z kruchymi naczynkami. Z kolei zielona zawiera dużo kwasu foliowego i witaminy E. Papryka żółta lub pomarańczowa - to źródło luteiny i zeaksantyny, które unieszkodliwiają wolne rodniki w siatkówce oka, a nam zapewniają dobry wzrok. Papryka bogata jest także w prowitaminę A (substancję, która w organizmie przekształca się w witaminę A) - 100 mg na 100 gramów miąższu. Spośród innych warzyw wyróżnia się zawartością selenu, pierwiastka regulującego przemianę materii i przyspieszającego usuwanie z organizmu toksycznych produktów. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-23, 19:35
| wp.pl napisał/a: |
Czy te produkty naprawdę są zdrowsze?
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art742.html
Wpływ odpowiedniej diety na naszą wagę jest oczywisty. Ale to za mało, pojawia się też coraz więcej produktów, które mają pomóc nam podreperować lub zachować zdrowie. Zapewnienia producentów kuszą klientów. Co jest prawdą, a co zdecydowanie można włożyć między bajki?
Czy probiotyki rzeczywiście podnoszą odporność organizmu?
Często przypominamy sobie o nich jesienią lub zimą, bo mają nas chronić przed infekcjami. Według obietnic producentów specjalnie wyselekcjonowane kultury bakterii znajdujące się w jogurtach, kefirach czy maślankach powinny podnosić odporność organizmu. Czy rzeczywiście się tak dzieje? Na pewno bakterie te mają dobroczynny wpływ na nasze zdrowie, bo przywracają równowagę biologiczną jelit, zaburzoną najczęściej przez kurację antybiotykową. I w tej sytuacji wspomagają układ immunologiczny. Nie należy się jednak spodziewać, że takie napoje mleczne wpłyną znacząco na wzrost naszej odporności. Ich działanie jest mocno przecenione. Istnieją nawet badania kwestionujące skuteczność probiotyków. Naukowcy z Imperial Collage London przebadali 21 osób, które przez 3 tygodnie piły probiotyki. Co prawda u większości osób wzrosła ilość dobroczynnych bakterii, jednak znalazły się też osoby, u których nie zanotowano żadnych zmian. A w zeszłym roku Urzędnicy z Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności zlecili analizę prawie 800 najbardziej popularnych probiotycznych przetworów mlecznych. Badanie wykazało, że hasła, którymi kuszono w reklamach, nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.
Czy specjalne margaryny obniżają poziom cholesterolu?
Jeszcze kilka lat temu, gdy większość margaryn była produkowana metodą uwodornienia, zawierały one dużo tzw. kwasów tłuszczowych trans, powstających w procesie produkcji. Kwasy te wykazywały działanie zbliżone do nasyconych kwasów tłuszczowych, a więc niekorzystne. Obecnie większość margaryn przeznaczonych do smarowania pieczywa, nie zawiera w ogóle kwasów trans, czasami są to tylko śladowe ilości. Na podstawie badań naukowych nad sterolami roślinnymi i metabolizmem cholesterolu, na rynek wprowadzono produkty z dodatkiem stanoli i steroli roślinnych, przeznaczone dla osób z podwyższonym poziomem cholesterolu. Oprócz obniżania poziomu cholesterolu, często oferują też cenną część zalecanego dziennego spożycia tłuszczów, o niskiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych. Na Uniwersytecie w Murcii przeprowadzono badania, w którym uczestniczyły 53 kobiety. Przez 3 miesiące jadły na śniadanie 2 kromki chleba smarowane kolejno masłem, oliwą i margaryną. Po zakończeniu eksperymentu okazało się, że poziom cholesterolu spadł tylko u kobiet, które jadły margarynę.
Czy żywność ekologiczna jest zawsze zdrowsza?
Zarówno owoce, warzywa jak i mięso pochodzące z ekologicznych upraw i hodowli powinny być zdrowsze, bo zawierają więcej składników odżywczych. Takie założenia mogą być czasem mylne, bo np. organiczne mleko zawiera 20 proc. więcej wit. E (badania – Newcastle University, 2006), ale jednocześnie o 15 proc. mniej wit. A od zwyczajnego(badania – University of Glasgow). Brytyjska Food Standard Agency przeprowadziła dwa lata temu badania, z których wynika, że żywność ekologiczna nie jest zdrowsza, ani nie zapewnia znaczących korzyści dla zdrowia w porównaniu ze zwykłym jedzeniem. Zbadano materiały z ostatnich 50 lat. Zaprotestowali zwolennicy organicznych produktów. Skrytykowali badaczy za to, że nie wzięli pod uwagę wpływu pestycydów i sztucznych nawozów. I rzeczywiście, jedno jest pewne – znacznie mniej w nich substancji szkodliwych dla zdrowia. Jedząc eko produkty nie podtruwamy się. Jeśli chodzi o pestycydy, żywność ekologiczna faktycznie wypada lepiej w porównaniu z konwencjonalną. Testy z ostatnich lat pokazują, że w 75 proc. przebadanych ekologicznych owoców, warzyw i herbaty pestycydów nie było. Tymczasem tylko 16 proc. konwencjonalnych produktów mogło poszczycić się brakiem pozostałości pestycydów.
Czy kawa może odchudzać?
Producenci specjalnych odchudzających kaw, a raczej napojów kawowych przekonują, że w krótkim czasie można stracić kilka dobrych kilogramów. W składzie takich „odchudzaczy” - poza ekstraktem z kawy - tak naprawdę znajduje się wiele innych substancji np. dużo błonnika czy chrom przyspieszający przemianę materii. Czy rzeczywiście działają tak rewelacyjnie? Ciekawy eksperyment przeprowadzili Brytyjczycy, którzy przez 6 tygodni dwóm grupom kobiet 3 razy dziennie serwowali odpowiednio – wyszczuplającą kawę i czekoladę. Po tym czasie okazało się, że grupa „kawowa” schudła średnio ok. kilogram, zaś panie z „czekoladowej” grupy... straciły pół kilograma.
Powszechnie kofeinę uważa się za substancję odchudzającą, bo przyspiesza metabolizm. Dlatego wykorzystuje się ją w preparatach modelujących ciało – żelach, kremach czy balsamach mających za zadanie usunąć cellulit. I na tym jej zdanie się kończy. Kofeiny nie powinno się jej traktować jako środka odchudzającego, bo tak naprawdę zwiększa ona tylko ilość oddawanego moczu. To może oczywiście skutkować krótkotrwałym spadkiem wagi, ale nie pozbędziemy się kilogramów na stałe.
Czy sok z aronii leczy nadciśnienie tętnicze?
Owoce, a przede wszystkim świeżo wyciśnięty sok z aronii - zawierający największą ilość antyoksydantów i rutyny - zaleca się nadciśnieniowcom. To też ważna informacja dla osób ze skłonnością do żylaków, miażdżycy i chorób dziedzicznych z tego tytułu. W Pomorskiej Akademii Medycznej oraz Klinice Kardiologii AM w Warszawie udowodniono, że wyciąg z tego owocu pozwala dość skutecznie regulować nadciśnienie tętnicze, zapobiega odkładaniu się cholesterolu w ściankach tętnic, a także chroni przed chorobami serca. Spadek ciśnienia notowano zaledwie po po sześciu tygodniach terapii u niemal wszystkich badanych osób. Okazuje się, że aronia zmniejsza też stany zapalne drobnych naczyń krwionośnych.
Czy produkty bez cukru i tłuszczu są zdrowsze?
Idea produktów light jest prosta - zastąpić zwykłe jedzenie żywnością odtłuszczoną i bez zawartości cukru. I w taki sposób, by smakowała jak jej pełnokaloryczne odpowiedniki, a miała mniej kalorii. W teorii wydaje się to rozwiązaniem idealnym, ale niestety tylko w teorii. Po pierwsze - w napojach, słodyczach czy dżemach cukier zastępuje się słodzikami. Najczęściej jest to aspartam - substancja niewskazana dla kobiet ciężarnych, małych dzieci oraz kategorycznie przeciwwskazana dla osób chorych na fenyloketonurię. Jeżeli chodzi zaś o tłuszcze, są one środowiskiem rozpuszczania niektórych witamin - np. A, D, E. Gdy fundujemy sobie beztłuszczowe jedzenie, rezygnujemy z nich. Musimy pamiętać, że jeżeli odejmiemy jakiś składnik, to na jego miejsce musi wejść inna substancja, nie zawsze zdrowsza czy mniej kaloryczna. Dla osób będących na diecie ważne jest przecież czy dany produkt zawiera też węglowodany, błonnik lub sód. Przed zakupem produktów light warto wcześniej zapoznać się z informacjami o dokonanych zmianach, porównać je z ich podstawowymi odpowiednikami i wybrać ten, który jest zdrowszy. I pamiętajmy, że nie zawsze mniej kaloryczny znaczy zdrowszy.
Czy makron razowy jest zdrowy?
Najbardziej kaloryczne są makarony jasne, wytwarzane z oczyszczonej mąki. Jeśli zawierają dodatek jaj, ich wartość energetyczna dodatkowo wzrasta. Jednak makarony, podobnie jak ziarna, z których zostały wyprodukowane, dostarczają składników mineralnych, witamin, błonnika, pewnych ilości białka. Jest tylko jedna zasada - by w pełni wykorzystać ich walory trzeba wybierać makarony pełnoziarniste, które są mniej kaloryczne, a zwierają więcej błonnika pokarmowego. Obecność w diecie produktów bogatych w błonnik sprawia dodatkowo, że szybciej zaspokajamy głód i dłużej czujemy się nasyceni. Wśród makaronów najwyższy indeks glikemiczny mają również te najbardziej kaloryczne. Przykładowo rozgotowany makaron spaghetti ma IG równy 55, co jednak i tak stawia go w znacznie lepszym świetle niż np. gotowany ryż (IG = 70), ziemniaki w mundurkach (IG = 65) czy puree (IG = 90). Warto pamiętać, że będzie on jeszcze niższy, jeśli ugotujemy go al dente. Także makarony razowe mają niewielki IG, bo wynosi on średnio zaledwie 40. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-23, 19:36
| wp.pl napisał/a: |
Jak działa szałwia?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...la-szalwia.html
Szałwia może osiągnąć nawet do metra wysokości, jej kwiatki są fioletowe, niekiedy różowe lub białe. Kwitnie od maja do czerwca. Liście szałwii są srebrno zielone, owłosione, podłużnie owalne, z silnie wypukłymi nerwami, o karbowanych brzegach.
Dobrze czuje się na stanowiskach słonecznych, glebach w miarę wilgotnych, pulchnych i bogatych w wapń. Można ją także hodować w doniczkach. Szałwię rozmnaża się na wiosnę, z nasion lub przez podział starszych roślin. Liście szałwii zbiera się dwa, trzy razy w sezonie, główny zbiór ma miejsce przed kwitnieniem.
Co zawiera szałwia?
Szałwię warto włączyć do diety ze względu na znajdujące się w niej witaminy, między innymi A, B1, C oraz witaminę PP. Jest także źródłem soli mineralnych, garbników, flawonoidów, kwasów organicznych i goryczy. W liściach rośliny znajdują się olejki lotne.
Środek na stany zapalne
Szałwia znana jest ze swoich właściwości przeciwzapalnych oraz przeciwbakteryjnych. To za sprawą znajdujących się w roślinie olejków eterycznych i garbników, które odznaczają się działaniem ściągającym. Ze względu na te cechy szałwia znajduje zastosowanie w stanach zapalnych jamy ustnej, dziąseł i gardła, a także przy anginie. Roślina ma działanie przeciwgorączkowe. Wyciąg z szałwii sprawdza się jako okład na niewielkie uszkodzenia skóry oraz trudno gojące się rany. Kąpiel w naparze z zioła zaleca się w chorobach reumatycznych i przy wysypkach.
Poprawa pracy układu trawiennego
Szałwia jest niezwykle pomocna przy nieżytach żołądka oraz stanach zapalnych przewodu pokarmowego. Dzieje się tak dzięki zawartym w liściach olejkom, które pomagają zwiększyć wydzielanie soków trawiennych i ograniczają fermentację w jelitach. Herbatka z szałwii łagodzi biegunkę. Zioło to ma właściwości rozkurczowe.
Pomoc przy nadmiernym poceniu się
Także osoby mające kłopoty z nadmierną potliwością powinny zainteresować się szałwią. Napar z tych ziół stosowany jest przy nocnej potliwości, gorączkach, a także potliwości wynikającej z nadczynności tarczycy i zaburzeń nerwicowych. Herbatka z szałwii wypita przed snem zaczyna działać już po ok. 2 godzinach. Pomocna jest również kąpiel w naparze z szałwii. Zarówno herbatę jak i kąpiel można przygotowywać, używając świeżych lub suszonych liści.
Na ratunek pamięci
Roślinie przypisuje się również działanie poprawiające pamięć. Szklanka naparu z szałwii ułatwia uczenie się oraz polepsza zdolność koncentracji.
Na złe samopoczucie
Szałwia ma działanie uspokajające. Zmniejsza napięcie i poprawia samopoczucie. Poza tym, herbatę z szałwii zaleca się przy zmęczeniu, niskim ciśnieniu oraz kłopotach z oddychaniem.
Jak wykorzystać szałwię w kuchni?
Szałwia, która ma tak szerokie zastosowanie jako zioło lecznicze, doskonale sprawdza się również w kuchni. Jej charakterystyczny, nieco gorzkawy smak podkreśla dania zarówno wegetariańskie, jak i mięsne czy rybne. To bardzo charakterystyczne zioło dla kuchni włoskiej.
Niezwykle proste do wykonania jest sklarowane masło na bazie szałwii. Wystarczy do rozgrzanego na patelni masła dodać kilka jej listków i smażyć razem parę minut. Takie masło świetnie pasuje do gnocchi, wszystkich rodzajów ravioli czy pierogów, np. ze szpinakiem. Masła można również użyć do smażenia ryby. Łyżeczkę świeżej, drobno posiekanej szałwii warto dodać do risotto, mielonych kotletów np. cielęcych.
Za sprawą szałwii dobrze znane nam potrawy nabiorą niecodziennego smaku. Warto inaczej niż zwykle ugotować zupę pomidorową. Pomidory zmiksować na gładko, dodać ser mascarpone, kilka plasterków pieczarek i świeżych listków szałwii. Szałwia podkreśli także smak zupy cebulowej lub porowej, obie warto podać z dodatkiem ostrego sera, np. cheddar. Zioło to świetnie sprawdza się również w daniach z jarzyn strączkowych.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-10-28, 10:55
| wp.pl napisał/a: |
Domowe nalewki - na co działają
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...laja.html#photo
Alkohol na zdrowie
Polska słynie z nalewek. To nie tylko wspaniałe trunki, ale też lekarstwo na niejedną chorobę. Trzeba tylko pamiętać, że jeden kieliszek zdecydowanie wystarczy, by skorzystać z ich dobroczynnych właściwości.
Pigwówka
Po pierwsze - pigwa i pigwowiec bywają bardzo często mylone. Pierwsza ma większe owoce, najlepiej nadające się na konfitury, galaretki i kompoty. Nalewkę z kolei lepiej przyrządzić z owoców pigwowca, krzewu bardziej popularnego w Polsce. Są mniejsze, ale też bardziej wyraziste w smaku.
Składniki: 1 kg dojrzałych owoców pigwowca; 0,5 kg cukru; 0,5 litra spirytusu; 0,5 litra wódki
Sposób przygotowania:
Owoce pigwowca myjemy, osuszamy, oczyszczamy z gniazd nasiennych i kroimy na kawałki. Wrzucamy do słoika i zasypujemy cukrem. Odstawiamy na 2-3 tygodnie, codziennie mieszając, by cukier się rozpuścił. W tym czasie trzeba przyglądać się owocom, jeżeli pojawią się bąbelki (oznaka fermentacji) wtedy natychmiast przechodzimy do kolejnego etapu. Zalewamy mieszaninę owoców z cukrem alkoholem. I odstawiamy na 2-3 miesiące. Po tym czasie nalewkę przecedzamy i rozlewamy do butelek. Po paru dniach należy znów przecedzić nalewkę, bo zbierze się mętny osad.
Działanie:
Wzmacnia odporność, działa przeciwbakteryjnie i wpływa na lepszą kondycję serca - obniża ciśnienie i poziom cholesterolu.
Nalewka imbirowa
Składniki: 10 dag świeżego imbiru, 2 duże cytryny o grubej skórce, 10 dag cukru, 3 łyżki miodu, 3/4 litra wódki
Sposób przygotowania:
Imbir kroimy w paski, parzymy cytryny i kroimy je w ósemki. Wszystko wkładamy do słoja i zasypujemy cukrem. Dodajemy miód, zalewamy wódką, wstrząsamy. Odstawiamy na 2 miesiące, co kilka dni wstrząsając słojem. Po upływie 2 miesięcy nalewkę przepuszczamy przez bibułę filtracyjną i rozlewamy do butelek. Szczelnie zamykamy i odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na kolejny miesiąc.
Działanie:
Działa bakteriobójczo, likwiduje też nudności i mdłości. Leczy zaburzenia trawienne spowodowane małym wytwarzaniem soków żołądkowych. Poprawia apetyt, działa rozgrzewająco.
Nalewka aroniowa
Składniki: 1 kg dojrzałych owoców aronii; 0,5 kg cukru, laska wanilii, suszone kłącze imbiru, 1 litr wódki
Sposób przygotowania: Owoce aronii pozbawione ogonków i szypułek myjemy, wsypujemy do gąsiora, dodajemy cukier, wanilię i mały kawałek kłącza suszonego imbiru. Zalewamy wódką. Przez dwa tygodnie trzymamy w szczelnie zamkniętym gąsiorze, w ciepłym, słonecznym miejscu. Po tym czasie zlewamy płyn, filtrując go przez bibułę filtracyjną. Butelki szczelnie zamykamy i pozostawiamy na pół roku w ciemnym i chłodnym miejscu.
Działanie:
Nalewka aroniowa ma właściwości przeciwkrwotoczne. Pomaga w leczeniu miażdżycy, nadciśnienia tętniczego oraz niedokwaśności żołądka.
Nalewka czosnkowa
Składniki: 35 dkg obranego czosnku, 200 ml spirytusu
Sposób przygotowania:
Czosnek rozcieramy i mieszamy ze spirytusem. Słoik szczelnie zamykamy i pozostawiamy w ciemnym i chłodnym miejscu na 10 dni. Po tym czasie masę przecedzamy przez sitko, przelewamy do butelki i pozostawiamy w ciemnym miejscu jeszcze na 4 dni.
Działanie:
Ma właściwości moczopędne, wzmacniające, wykrztuśne, działa rozgrzewająco i napotnie. Nalewka jest stosowana jako środek odkażający przewód pokarmowy, przeciwskurczowy i przeciw przewlekłym biegunkom. Obniża też poziom cholesterolu. W tym wypadku stosuje się kurację kropelkową (3 razy dziennie). Zaczynamy od jednej kropli, zwiększając każdorazowo dawkę o kolejną kroplę. Po 11 dniach należy pić po 25 kropli trzy razy dziennie, aż nie skończy się mikstura. Taką kurację stosujemy raz do roku.
Nalewka orzechowa
Składniki: 10 niedojrzałych orzechów włoskich, 1 litr wódki, 3 łyżki cukru
Sposób przygotowania:
Orzechy - wraz z niedojrzałą, zieloną łupiną - drobno kroimy, wsypujemy do słoja i zalewamy wódką. Pozostawiamy na miesiąc aż płyn stanie się ciemnobrunatny. PO tym czasie zlać płyn z orzechów do innego naczynia, filtrując go przez gazę. Orzechy zasypać cukrem i pozostawić jeszcze na 2 tygodnie. Powstały syrop cukrowy połączyć z nalewką i pozostawić do sklarowania.
Działanie:
Przede wszystkim świetnie działa na niestrawność. Likwiduje bóle żołądka i jelit.
Nalewka farmaceutów
Składniki: 1 litr mleka tłustego, 1 kg cytryn, 1 litr spirytusu
Sposób przygotowania:
Cytryny myjemy, obieramy ze skórki oraz albedo (białej, wewnętrznej części skórki). Żółtą skórkę z jednej cytryny odstawiamy do wykorzystania. Obrane cytryny kroimy w plasterki, oczyszczamy z pestek i wkładamy do słoja. Zasypujemy niedużą ilością cukru, mieszamy, lekko wyciskając. Dodajemy skórkę z cytryny i zalewamy mlekiem i spirytusem. Słój zamykamy i odstawiamy w ciemne, chłodne miejsce na 5 tygodni. Pamiętajmy przez ten czas, żeby co kilka dni potrząsnąć słojem. Po 5 tygodniach filtrujemy nalewkę przez bibułkę filtracyjną do butelek. Filtrujemy powoli, kroplami. Nalewka powinna być klarowna i mieć żółto-zielonkawy kolor. Jeśli trzeba, powtarzamy filtrowanie.
Działanie
Wzmacnia odporność, przeciwdziała przeziębieniom, a poza tym... poprawia nastrój.
Nalewka malinowa
Składniki: 1 kg malin, 1 litr spirytusu, syrop cukrowy (z 1 lita wody i 25 dkg cukru).
Sposób przygotowania:
Maliny zalewamy spirytusem i odstawiamy w słoneczne miejsce na miesiąc. Potem nalewkę zlewamy, przefiltrowując przez bibułę i łączymy z syropem cukrowym. Szczelnie zamykamy i pozostawiamy na tydzień. Po tygodniu ponownie filtrujemy i rozlewamy do butelek, szczelnie korkujemy i pozostawiamy na pół roku w chłodnym i ciemnym miejscu.
Działanie:
Działa przeciwgorączkowo i przeciwkaszlowo, wywołuje poty, dlatego najczęściej stosujemy ją w trakcie przeziębienia czy grypy. Dobrze wpływa też na pracę przewodu pokarmowego.
Nalewka benedyktyńska
składniki: 1 litr spirytusu, 1/2 szklanki rumu, po 5 dkg jałowca i korzenia arcydzięgla, szczypta szafranu, 1/2 laski wanilii, 1/2 gałki muszkatołowej, korzeń goryczki żółtej, łyżeczka melisy, 1/2 łyżeczki nasion kolendry, 1 i 1/4 kg cukru
Sposób przygotowania:
Roślinne składniki tłuczemy w moździerzu, zalewamy rumem, zamykamy i odstawiamy w chłodne miejsce. Po 4-5 dniach dodajemy spirytus, po 24 godzinach przefiltrowujemy. Gotujemy syrop z cukru i 1,5 litra wody, zbieramy szumowiny. Gdy wystygnie mieszamy go z ziołowym alkoholem. Przelewamy do butelek i zostawiamy na pół roku.
Działanie:
Usprawnia przemianę materii, reguluje wydzielanie soku żołądkowego, uspokaja, działa nasennie.
Nalewka z czarnego bzu
Składniki: 1 kg owoców czarnego bzu, 1 litr spirytusu, syrop cukrowy (z 0,5 litra wody i 0,25 kg cukru)
Sposób przygotowania:
Owoce zalewamy spirytusem i trzymamy w szczelnie zamkniętym gąsiorze przez miesiąc w ciepłym miejscu. Po tym czasie filtrujemy, zlewamy i dodajemy syrop. Zamykamy gąsior, a nalewkę odstawiamy na tydzień. Potem ponownie filtrujemy i rozlewamy do butelek. Te powinny stać zamknięte przez pół roku w ciemnym, chłodnym miejscu.
Działanie
Pozwala pozbyć się toksyn, służy jako środek oczyszczający organizm. Działa napotnie, moczopędnie, łagodzi gorączkę. Pomaga w przewlekłych zaparciach.
Nalewka bursztynowa ojca Klimuszki
Składniki:50 g okruchów bursztynu, 1/2 litra spirytusu
Sposób przygotowania:
Bursztyn wsypujemy do słoja, zalewamy spirytusem, zamykamy i odstawiamy na 2 tygodnie w ciemne miejsce. Gotowe. Nalewki nie trzeba przecedzać
Działanie:
Dodawana po kilka kropli do cieplej wody i pita na czczo zapobiega infekcjom i poprawia odporność. W czasie choroby, gdy mamy kaszel warto nią smarować piersi i plecy. Wcierana w skronie łagodzi ból głowy. |
Zygmunt Skibicki - 2011-10-29, 00:01
| wp.pl napisał/a: |
Ziemniaki, kukurydza i groszek mogą Cię zabić! Poznaj największych zbrodniarzy z królestwa roślin
źródło - http://ksiazki.wp.pl/gid,...in,galeria.html
Czy wiedzieliście o tym, że... ziemniaki, kukurydza, fasola, groszek, maniok i orzechy nerkowca, a więc rośliny w wielu regionach świata będące jednym z głównych składników codziennej diety, stają się w pewnych okolicznościach trujące?
Nie wspominając już o czerwonych nasionach, które zatrzymują pracę serca, krzewie jako sprawcy nieznośnego bólu czy roślinie, która sprawi, że zaczniesz się… ślinić! Na kolejnych stronach piszemy także o zabójczych grzybkach, roślinach mięsożernych, botanicznych rodzinach przestępczych i roślinach, które pragną zabić Twojego kota.
Tak, tak, to nie żarty. Świat roślin jest zamieszkiwany przez wielu morderców, sadystów, socjopatów i oszustów. „W królestwie roślin czai się niezgłębione zło” – twierdzi Amy Stewart, która postanowiła opisać w swojej książce wszystkie Zbrodnie roślin (Wyd. W.A.B.).
Zabójcze ziemniaki
Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjada około 33 kilogramów ziemniaków rocznie. Praktycznie w całej Europie ziemniak jest podstawowym składnikiem codziennej diety. W Polsce ziemniakom poświęcono nawet… dwa pomniki, w Biesiekierzu i w Poznaniu (Pomnik Pyry). Warto więc wiedzieć, że ta bylina z rodziny psiankowatych zawiera truciznę zwaną solaniną. Może ona wywoływać pieczenie i problemy żołądkowo-jelitowe, a nawet śpiączkę i – w rzadkich przypadkach – śmierć…
„Gotowanie ziemniaków zabija większość zawartej w nich solaniny, ale jeśli bulwa była długo wystawiona na działanie światła i jej skórka przybrała zieloną barwę, oznacza to podniesiony poziom toksyny” – czytamy w Zbrodniach roślin.
Kukurydza zwyczajna
„Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk potrafili bezpiecznie przyrządzać to lokalne zboże. Tradycyjne przepisy każą dodawać do kukurydzy wapna gaszonego, czyli wodorotlenku wapnia, naturalnie występującego minerału” – pisze Amy Stewart. Co ciekawe, podstawowy przepis na tortillę w dalszym ciągu zaleca dodanie wapna gaszonego. Skąd takie zalecenie?
Otóż, bez wapna zawarta w kukurydzy niacyna nie wchłonie się do organizmu, a to zaczyna być groźne w przypadku, gdy kukurydza jest głównym składnikiem naszej diety lub gdy spożywamy ją bez dodatków. Pierwsi osadnicy nie zdawali sobie sprawy z ryzyka i ciężki niedobór niacyny w organizmie wywołał u nich schorzenie zwane rumieniem lombardzkim lub pelagrą.
Już w 1735, gdy zaczęto do Europy sprowadzać kukurydzę, u ubogich mieszkańców Hiszpanii zaczęto obserwować takie symptomy choroby, jak zapalenie skóry, demencję, biegunkę i… śmierć. W pierwszej połowie XX wieku na pelagrę zachorowały trzy miliony Amerykanów (sto tysięcy zmarło). Dzisiaj kukurydzę uważa się za zdrową i bezpieczną o ile je się ją z innymi potrawami.
Groszek
Znany też jako groszek zwyczajny lub lędźwian siewny. Od stuleci ważny składnik pożywienia w krajach śródziemnomorskich Afryce, Indiach i innych częściach Azji. „Podobnie jak większość roślin strączkowych jest doskonałym źródłem protein, ale ma jedną zasadniczą wadę: zawiera neurotoksynę o nazwie kwas beta-N-oksalil-diaminopropionowy, w skrócie beta-ODAP”.
Zatrucie kwasem, tzw. latyryzm, objawia się najpierw słabnięciem nóg. „Później toksyna niszczy komórki nerwowe, powodując paraliż dolnej części ciała. Ofiara, nieleczona, umiera”.
Skąd więc niesłabnąca popularność groszku? „Otóż jeśli wystarczająco długo moczy się go w wodzie lub jeśli sfermentuje w chlebie lub placku, nie stanowi wielkiego zagrożenia. Groszek siewny jest jedną z nielicznych roślin uprawnych, która potrafi przetrwać długotrwałą suszę. Ludziom nie pozostaje wówczas wiele więcej do jedzenia – ale nie mają też dość wody, by odpowiednio namoczyć groszek”…
Już Hipokrates ostrzegał, że ci, którzy „stale jedzą groszek, staną się słabi w nogach”. W dzisiejszych czasach niszczące skutki latyryzmu odczuwa się chociażby w Etiopii czy Afganistanie.
Czerwona fasola
Czerwona fasola jest coraz popularniejsza w naszej kuchni. W prawie każdej restauracji znajdziemy ją w składzie różnego rodzaju dań głównych i sałatek. Okazuje się jednak, że czerwona fasola stanowi zagrożenie, jeśli jest surowa lub niegotowana:
„Szkodliwy związek w fasoli to fitohemaglutynina, wywołująca silne nudności, torsje i biegunkę. Ofiary zwykle szybko zdrowieją, ale pełne objawy występują po spożyciu zaledwie czterech, pięciu nasion. Częstą przyczyną zatrucia czerwoną fasolą jest niedostateczne ugotowanie surowych nasion w elektrycznym rondlu”.
Cis pospolity – seryjny zabójca
Już w 1240 roku cis pospolity został opisany jako „drzewo pełne jadu i trucizny”. Nie bez powodu w Anglii nazywa się cis „drzewem cmentarnym”. W 1990 roku burza obaliła prastary cis rosnący przy kościele w angielskiej wiosce Selborne, odsłaniając jednocześnie… kości dawno zmarłych osób splecione z jego korzeniami.
Cis pospolity jest trujący właściwie w całości. Wyjątkiem jest miąższ czerwonych nibyjagód (tzw. osnówki), ale znajdujące się wewnątrz nasienie również jest toksyczne.. „Osnówka jest lekko słodka, co stanowi pokusę dla dzieci. Zjedzenie zaledwie kilku nasion lub garści listowia wywołuje zaburzenia żołądkowo-jelitowe oraz niebezpieczne spowolnienie pulsu i wiąże się z ryzykiem ustania pracy serca”.
Autor jednego z podręczników medycznych zauważa, że „wiele ofiar nigdy nie zdołało opisać swoich objawów”. Dlaczego? Bo znaleziono je martwe. Cis jest także wielkim zagrożeniem dla zwierząt. „Na ogół pierwszym objawem zatrucia cisem jest niespodziewana śmierć” – czytamy w jednym z artykułów z dziedziny weterynarii.
Parzące drzewo
Malutkie drzewko Gympie Gympie budzi największy strach spośród wszystkich drzew Australii. Dlaczego? „Każdy cal rośliny pokryty jest cienkimi krzemionkowymi włoskami, przypominającymi meszek na brzoskwini, lecz zawierającymi złośliwą neurotoksynę. Wystarczy dotknąć rośliny, by poczuć nieznośny ból, który może się utrzymywać nawet przez rok. W niektórych przypadkach szok wywołany tym doznaniem jest tak wielki, że prowadzi do zawału serca”.
Włoski są tak małe, że z łatwością wnikają pod skórę i ich usunięcie jest praktycznie niemożliwe… „Ból po poparzeniu nawraca się przez wiele miesięcy, pod wpływem bardzo nieskiej lub bardzo wysokiej temperatury, lub po prostu przy dotykaniu skóry” – pisze Stewart, a dalej podaje jeszcze przykłady dotkliwych spotkań z rośliną:
„Pewien żołnierz do dziś pamięta poparzenie, którego doznał podczas szkolenia w 1941 roku. Wpadł prosto na roślinę i całym ciałem wszedł z nią w bezpośredni kontakt. Przez trzy tygodnie leżał przykuty do szpitalnego łóżka w stanie prawdziwej agonii. Inny oficer poparzył się tak mocno, że nie mogąc znieść bólu, popełnił samobójstwo”.
Socjopaci z królestwa roślin
Oddzielny rozdział książki Amy Stewart poświęciła roślinnym socjopatom. Trudno się dziwić, gdyż roślin zachowujących się obrzydliwie i stwarzających kłopotliwe sytuacje naprawdę nie brakuje: „Wśród winowajców są między innymi podpalacze – rośliny, które posługują się ogniem by pozbyć się konkurencji i oczyścić pole dla swego potomstwa. […] Inni sprawcy roślinnych przestępstw śmierdzą, ślinią się, a nawet krwawią. Nie zapraszaj żadnego z tych wykolejeńców na przyjęcie w swoim ogrodzie”.
Z piromanów warto wyróżnić na przykład dyptam jesionolistny (po zbliżeniu płonącej zapałki, cała roślina staje w ogniu), eukaliptusa (na zdj.;wytwarzane przez eukaliptusy lotne olejki eteryczne miały wpływ na rozprzestrzenienie straszliwego pożaru w Oakland, który zniszczył tysiące domów) czy tłuste drzewo, które wytwarza łatwopalną żywicę (co więcej, ogień powoduje odmłodzenie tej rośliny, która jako pierwsza wykiełkuje ze spalonej doszczętnie ziemi).
"Trupi kwiat" i inni śmierdziele
Z grona śmierdzieli wyróżnić można chociażby raflezję Arnolda, przez mieszkańców nie bez powodu nazywaną „trupim kwiatem”. „Doprawdy tylko botanik mógłby pokochać ten przysadzisty, cętkowany, pomarańczowy pasożytniczy kwiat, który rośnie w indonezyjskiej dżungli. Kwitnie przez kilka dni i śmierdzi w tym czasie jak gnijące mięso, przyciągając padlinożerne muchy”.
Inne przykłady to grewilla (cuchnie jak stare skarpetki), kosaciec cuchnący (jak palona guma, czosnek lub nadpsute mięso), ciemiernik cuchnący (jak kot lub skunks) czy strójlist wyprostowany (ogradnicy powiadają, że pachnie piżmem lub… mokrym psem).
Roślina, do której będziesz się mocno ślinić…
Już w 1898 roku profesor King pisał w swoim amerykańskim zielniku lekarskim o roślinie silnie oddziałującej na gruczoły ślinowe człowieka: „Ślinotok jest w takich wypadkach bardzo obfity, poważnie utrudnia wysławianie się i często sprawia, iż osoba przyjmuje pochyloną pozycję w celu szybszego usunięcia nadmiaru śliny. Jednorazowo może dojść do wydzielenia pół lub całego listra śliny, a bywa, że i więcej”.
Roślina, o której mowa to potoślin pierzastolistny. Nie warto jej jednak używać do zrobienia kawału gościom na przyjęciu, gdyż po ślinotoku następują trwające godzinami nudności, zawroty głowy i inne nieprzyjemne objawy.
Jedne z najbardziej niebezpiecznych nasion na ziemi
Modligroszek właściwy wije się w tropikalnej dżungli, a dojrzałe okazy wytwarzają silną, zdrewniałą łodygę, na której mogą się wesprzeć i wspiąć na wysokość nawet do pięciu metrów. „Te lśniące, jasnoczerwone nasionka z czarną kropą oczka […] wielkością i ubarwieniem przypominają biedronki, co czyni z nich popularne ziarenka do wyrobu biżuterii” są „tak toksyczne, że jedno dobrze przeżute ziarno wystarcza, by zabić człowieka”.
Co więcej, nawet przebijanie twardych łupin naraża producenta biżuterii na ryzyko: „ukłucie palca igłą przy nawet niewielkiej ilości pyłu z modligroszku może być śmiertelne. Niebezpieczne jest już samo wdychanie pyłu”.
Niestety, pisze Stewart, kolorowe nasionka są wyjątkowo atrakcyjne dla dzieci. Modligroszek potrafi „zacałować dziecko na śmierć”, jak ostrzegał pewien indyjski lekarz.
Tysiąc jeden sposobów na otrucie twojego kota
„Niektóre zwierzęta są dość inteligentne, by unikać szkodliwych dla nich roślin, ale jaką masz pewność, że twój ulubieniec właśnie do nich należy?” – pyta Amy Stewart i zdradza, które gatunki mogą spowodować „ulubione” objawy wszystkich posiadaczy domowych zwierzaków, a więc wymioty i biegunkę. Przedstawia też inne skutki zatruć oraz rośliny, które mogą doprowadzić do śmierci zwierzaka…
Dobrym przykładem są lilie, których wszystkie części są dla kotów toksyczne. Skutkiem zatrucia jest… ustanie pracy nerek i śmierć w ciągu 24 do 48 godzin. Z kolei marihuana może osłabić system nerwowy zwierzaka i doprowadzić do padaczki lub śpiączki.
Nandina, ozdoby krzew nazywany niebiańskim bambusem, produkuje cyjanki, powodujące ataki padaczki, śpiączkę, ustanie pracy układu oddechowego i śmierć. Narcyz i tulipan to kolejne przykłady roślin niebezpiecznych dla kotów. Cebulki tych kwiatów zawierają toksyny, które mogą powodować silny ślinotok, zapaść, dreszcze i problemy z sercem.
Jadowity bliźniak pomidora
Początkowo europejscy osadnicy uważali pomidory za równie trujące, jak inne znane im psiankowate. Trudno im się dziwić, gdyż „przypominały z wyglądu swoją kuzynkę, zabójczą psiankę, i innych niegodziwych krewnych, takich jak psychoaktywna mandragora, przeklęty tytoń i odurzający lulek czarny, wilcza jagoda i datura”.
Wiele psiankowatych zawiera alkaloidy tropanowe, które wywołują halucynacje, padaczkę i śmiertelną śpiączkę.
Już siedemnastowieczny myśliciel John Smith porównywał „gęstniejące opary grzechu i występku” do złowrogich mocy „jadowitej psianki, która sączy zimną truciznę w umysł człowieka”.
Zabójcze grzyby
Grzyby nie są prawdziwymi roślinami, gdyż należą do królestwa Fungi, ale i tak w Zbrodniach roślin zasłużyły na osobny rozdział, a to ze względu na spora liczbę zgonów, których są sprawcami.
W 1909 roku „London Globe” donosił, że z powodu zatrucia grzybami rocznie umiera aż dziesięć tysięcy Europejczyków. Obecnie nie dysponujemy wiarygodnymi źródłami na ten temat, ale „w samych Stanach Zjednoczonych centra toksykologiczne otrzymują w tej sprawie ponad siedem tysięcy zgłoszeń rocznie”.
Od czasu do czasu wybuchają wciąż prawdziwe epidemie zatruć grzybami. Przykładowo w 1996 roku grzyby zabiły ponad stu mieszkańców Ukrainy, co spowodowane było niezwykle obfitym wysypem grzybów w tamtejszych lasach.
Sromotniki
Najbardziej niebezpieczne odmiany grzybów atakują wątrobę i nerki, powodując nieodwracalne uszkodzenia tych organów i śmierć. Szacuje się, że muchomory sromotnikowe są odpowiedzialne za 90 proc. nieszczęśliwych wypadków związanych ze spożyciem grzybów na świecie.
Wystarczy pół sromotnika, by zabić dorosłego człowieka. Blisko spokrewniony ze sromotnikiem jest także muchomor wiosenny oraz muchomor jadowity, również uznawane za jedne z najbardziej trujących gatunków grzybów.
„Objawy zatrucia sromotnikiem mogą wystąpić dopiero po kilku godzinach od zjedzenia grzyba, a takie opóźnienie leczenia zwykle przynosi tragiczne konsekwencje” – pisze Stewart.
Muchomor czerwony
Z kolei muchomor czerwony to jeden z najlepiej rozpoznawanych grzybów na świecie, być może dzięki temu, że często pojawia się na ilustracjach w książkach dla dzieci (przykładowo gąsienica paląca fajkę wodną w Alicji w krainie czarów najprawdopodobniej siedziała właśnie na muchomorze czerwonym).
„W każdym razie symptomy, jakich doświadczyła Alicja po skosztowaniu kawałka grzyba, nie różnią się zbytnio od pierwszych oznak zatrucia tym gatunkiem. Zawroty głowy, omamy i odurzenie poprzedzają głęboki sen lub śpiączkę” – czytamy w Zbrodniach roślin.
Rośliny mięsożerne
„Rośliny żywiące się mięsem to doskonały przykład na to, jak świetnie można sobie radzić w kiepskiej sytuacji. Wiele z nich żyje na bagnach i mokradłach, gdzie trudno o substancje odżywcze, rozwinęły więc zmyślne sposoby chwytania żywych stworzeń, by skonsumować je na obiad” – pisze Amy Stewart.
Najbardziej efektowną rośliną mięsożerną jest kapturnica, która wyrasta na wysokość 30 cm i wydaje wspaniałe, oryginalne kwiaty: „Owady dostają się do wnętrza rurkowatego liścia, zwabione produkowanym tam nektarem i toną w sokach trawiennych, które wypełniają dolną część rośliny.
Czasami kapturnice hoduje się jako rośliny doniczkowe; można przeprowadzić sekcję zwłok dobrze odżywionego okazu, rozcinając na całej długości podobny do fletu liść i odsłaniając przerażającą zbiorową mogiłę zgładzonych much” – czytamy w Zbrodniach roślin.
Nie samymi mrówkami żyje roślina..
Rosnące w dżungli na Borneo rośliny z rodzaju Nepenthes są podobne, ale działają w inny sposób: „Wytwarzają pnące łodygi i zwisające z pnącza kielichowate kwiaty, które wabią owady. Niektóre mogą zawierać prawie litr soków trawiennych”.
Najczęściej Nepenthes żywią się mrówkami i pluskwiakami, ale od czasu do czasu pozwalają sobie na większy posiłek…
„W 2006 roku turyści zwiedzający ogród botaniczny w Lyonie narzekali na wstrętny fetor w oranżerii. Personel przeprowadził śledztwo, podczas którego znaleziono częściowo strawioną mysz wewnątrz wielkiego okazu dzbanecznika uciętego (Nepenthes truncata)” - czytamy w Zbrodniach roślin.
O książce
To nie jest poradnik, jak otruć teściową! To kryminał w darze od natury! Mordercze rośliny, zabójcza książka!
Na poprzednich stronach zaprezentowaliśmy zaledwie kilka niewielkich fragmentów z fascynujących Zbrodni roślin Amy Stewart. Na prawie 240 pięknie i bogato ilustrowanych stronach tej starannie wydanej książki, autorka opisuje jeszcze dziesiątki roślin zabójczych, nielegalnych, nieznośnych, niszczących czy sprawiających ból.
Pisze o toksycznych roślinach doniczkowych, roślinach psychodelicznych, chwastach masowej zagłady, trawnikach śmierci, trujących kwiatach i ogrodach, roślinach powodujących ślepotę czy roślinach fototoksycznych („ich soki spalają ci skórę, jeśli wystawisz ją na działanie światła”). Amy Stewart, prowadząc nas przez ten zdradliwy gąszcz, opowiada historie i anegdoty, które zmrożą krew w żyłach nawet najbardziej nieustraszonego ogrodnika. Owoce nasączone trucizną, ziarna zatrzymujące pracę serca, paraliżujące gałązki albo bluszcze duszące niczym węże boa.
„Ta książka skończy wasze beztroskie życie. Będziecie podejrzliwie patrzeć nawet na zwykłą sałatę” – napisał dziennikarz „The New York Times”. „Who’s who w przerażającym świecie roślin” – to z kolei opinia z „The Boston Globe”. Nie sposób się nie zgodzić. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-01, 21:10
| wp.pl napisał/a: |
Jedz i chudnij!
źródło - http://kobieta.wp.pl/gid,...1d4e5&_ticrsn=3
Ananas
Jeść i nie tyć - to marzenie niemal każdej z nas. Oto produkty, które je spełniają. Pobudzają trawienie, wspomagają spalanie tłuszczów, zmniejszają apetyt. To prawdziwi „kilerzy” zbędnych kilogramów i dodatkowych centymetrów w talii! Jeśli zagoszczą w jadłospisie na stałe - nadwaga przestanie być twoim utrapieniem.
To numer jeden wśród produktów wspomagających odchudzanie. Ananas zawdzięcza to bramalinie - enzymowi, który reguluje przemianę materii, pomaga strawić białko oraz oczyszcza przewód pokarmowy.
Jej działanie wspomagają inne składniki ananasa, przede wszystkim witamina C, która także rozpuszcza tłuszcz i zwalcza wolne rodniki. Witaminy z grupy B poprawiają wydolność organizmu, zaś potas usuwa z tkanek nadmiar wody i kwas moczowy. Jedz tylko surowe owoce! Te z puszki mają dużo kalorii i są pozbawione bromaliny.
Kasza jaglana
To najzdrowsza z kasz: obfituje w witaminy z grupy B, lecytynę oraz wapń, fosfor, potas, żelazo. Zawiera krzemionkę, bardzo rzadko występującą w produktach spożywczych, która ma korzystny wpływ na stawy, a także poprawia wygląd skóry, paznokci i włosów.
Kasza jaglana jest sycąca i lekkostrawna. Możesz ją jeść bez obaw, że odłoży się postaci dodatkowych kilogramów. Ma wysoki poziom białka, a nie zawierając glutenu, nie uczula. Możesz ją jeść z owocami, duszonymi warzywami.
Pomidory
Mają mało kalorii, bo aż w 90 proc. składają się z wody. Przeciętny pomidor ma tylko 19 kalorii, a jego indeks glikemiczny wynosi 15.
Pomidory są źródłem błonnika, potasu (usuwa nadmiar wody z organizmu) i likopenu (zapobiega chorobom układu krążenia i niektórym nowotworom).
Karczochy
Warzywo to nie jest u nas znane, ale warto wprowadzić je do jadłospisu. Ma bardzo mało kalorii: 100 g dostarcza tylko 10 kalorii.
Jest natomiast skarbnicą niemal wszystkich witamin (poza C i E) oraz składników mineralnych takich jak: sód, potas, magnez, wapń i fosfor. Karczochy zawierają cynarynę i flawonoidy, które pobudzają wydzielanie żółci, co przyśpiesza spalanie tłuszczu.
Cykoria
Jest doskonałym sprzymierzeńcem w odchudzaniu. Zawarty w niej rozpuszczalny błonnik, inulina, ogranicza wchłanianie tłuszczu z przewodu pokarmowego. Gdy cykorię popijemy sporą ilością wody, w jelitach stworzy się żelowa galaretka, dzięki czemu nie odczujemy głodu.
Substancje goryczkowe pobudzają wydzielanie soków żołądkowych, usprawniają trawienie i pomagają organizmowi w przemianie tłuszczów oraz wchłanianiu składników odżywczych. Cykorię warto dodawać do sałatek, na kanapki, a nawet chrupać między posiłkami.
Imbir
To naturalny termogenik. Powoduje zwiększenie wydatków energetycznych, przyśpiesza przemianę materii oraz pobudza wydzielanie enzymów spalających tłuszcz. Imbir obniża poziom cholesterolu we krwi, reguluje pracę woreczka żółciowego, zapobiega wzdęciom oraz zmniejsza wydzielanie kwasów żołądkowych.
Swoją nienaganną figurę zawdzięcza imbirowi Angelina Jolie, która codziennie pije wywar z tego kłącza. Taki wywar możesz przygotować sama. Pokrój na plasterki pięciocentymetrowy kawałek imbiru i zalej litrem gorącej wody. Gotuj na małym ogniu przez 15 minut. Pij w ciągu dnia.
Soczewica
Jest bogata w białko i rozpuszczalny błonnik, dwa składniki, które stabilizują poziom cukru, zapobiegając wzrostowi insuliny we krwi.
Ma więcej białka niż taka sama ilość mięsa. Aby je strawić, organizm musi się bardziej „napracować”, gdyż musi zużyć więcej energii. A to przyśpiesza spalanie tłuszczu!
Jabłka
To sprzymierzeniec walki z nadwagą. W 100 gramach tych owoców znajduje się najwyżej 50 kalorii. Jabłka są bardzo sycące.
Zawierają pektyny, które pęcznieją w żołądku i jelitach, co sprawia, że czujemy się najedzeni. Usuwają też z organizmu toksyny i nadmiar wody, a także przyśpieszają trawienie. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-08, 16:48
| wp.pl napisał/a: | Jaką rybę wybrać?
http://kuchnia.wp.pl/zyj-...be-wybrac-.html
Ryby są uznawane za wartościowy element diety. Powinny znaleźć się w menu przynajmniej 2–3 razy w tygodniu. Nie bez znaczenia jest jednak to, jaką rybę wybierzemy. Zawartość składników odżywczych w ich mięsie może bowiem znacznie się różnić. Zależy ona między innymi od gatunku, warunków hodowli oraz sposobu utrwalania i przechowywania.
Jaką rybę wybrać?
Chude czy tłuste?
Na wartość odżywczą ryb wpływa w dużej mierze zawartość tłuszczu. Ryby chude są przede wszystkim źródłem witamin rozpuszczalnych w wodzie (z gr. B). Ryby tłuste dostarczają dodatkowo witamin A, D i E. Warto również wiedzieć, że tłuszcz rybi (zwłaszcza ryb morskich), w przeciwieństwie do innych tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, nie musi być w diecie ograniczany. Jest on źródłem cennych dla zdrowia niezbędnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3. Kwasy te pełnią w organizmie szereg ważnych funkcji. Ich obecność wpływa między innymi na obniżenie agregacji płytek krwi, rozszerzenie naczyń krwionośnych, spadek ciśnienia tętniczego oraz poprawę odporności. Ponadto kwasy omega–3 zmniejszają poziom „złego cholesterolu”, działają przeciwnowotworowo i poprawiają pamięć.
Wybierając porcję ryby nie należy zatem kierować się jedynie wartością kaloryczną. Nawet jeśli mięso ryby jest nieco bardziej tłuste, ale jednocześnie bogatsze w kwasy omega-3, zdecydowanie warto wprowadzić je do menu.
Słodkowodne czy słonowodne?
W sklepach dostępne są ryby morskie i słodkowodne. Zarówno jedne, jak i drugie dostarczają wartościowego białka, witamin oraz składników mineralnych (wapnia, fosforu, magnezu). Ryby morskie charakteryzują się jednak wyższą zawartością niezbędnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3 oraz jodu, pierwiastka ważnego m.in. dla prawidłowej pracy tarczycy. Ilość jodu w mięsie ryb słodkowodnych mieści się w przedziale 1,5 – 25 ug na 100 g, a w przypadku ryb morskich może wynosić nawet do 200 ug na 100 g.
Rozsądny wybór
Najbardziej wartościowe są świeże ryby przygotowane na parze lub pieczone w rękawie foliowym. Zachowują wówczas maksymalną ilość cennych składników odżywczych. Warto wybierać młode i niezbyt duże sztuki. Jeśli podczas zakupów zauważymy, że ryba wydziela intensywny zapach, jest pokryta dużą ilością śluzu, ma rozwarty otwór gębowy, matowe łuski, mętne, zapadnięte oczy i wzdęty brzuch - to znak, że jest nieświeża.
Sięgając po przetwory rybne solone np. filety śledziowe powinniśmy pamiętać, aby przed spożyciem dobrze je wypłukać w wodzie, w celu uśnięcia części sodu. Jego zawartość może w nich dochodzić nawet do 5000 mg na 100 g. Jeśli preferujemy ryby w puszkach, lepiej wybrać te w sosie własnym lub pomidorowym. Konserwy rybne w oleju są znacznie bardziej kaloryczne. Kupując ryby wędzone warto upewnić się, czy faktycznie pochodzą z prawdziwej wędzarni. Znaczna cześć ryb uznawanych za wędzone, jest poddawana jedynie dzianiu roztworu, który nadaje smak wędzenia.
Przegląd rybnego menu
Dorsz – chuda ryba morska o delikatnym, białym mięsie. Zawiera znaczną ilość jodu. Jest niskokaloryczna, niestety dostarcza niewielkich ilości kwasów omega–3 (do 0,5 g/100g).
Śledź – należy do tłustych ryb morskich. Śledzie są doskonałym źródłem kwasów omega-3 i witaminy D.
Makrela – tłusta ryba morska, bogata w kwasy omega-3. Zawiera również sporo żelaza, witaminy A i PP.
Karp – ryba słodkowodna, charakteryzuje się delikatnym, tłustym, soczystym mięsem. Porcja karpia o wadze 100 g dostarcza ok. 18 g białka, 5 ug witaminy D i 40 ug witaminy A.
Panga – ryba słodkowodna, importowana z wietnamskich hodowli znajdujących się w delcie rzeki Mekong. Cieszy się dużą popularnością, jednak jej wartość odżywcza jest często niższa niż innych ryb słodkowodnych. Panga ma zazwyczaj mniej białka i kwasów omega–3.
Tuńczyk – ryba morska, może osiągać znaczne rozmiary (waga nawet do 900 kg). Należy do drapieżników. Jego mięso zawiera sporo białka. Ze względu na tendencję do kumulowania rtęci, nie jest polecany w diecie kobiet ciężarnych.
Łosoś – żyje w wodach morskich i słodkich (na okres tarła wpływa do rzek). Charakteryzuje się różowoczerwonawym mięsem bogatym w tłuszcz. Zawiera znaczne ilości kwasów tłuszczowych omega-3 oraz witaminy E (ok.2,2 mg na 100 g).
Sardynki – stanowią jedno z najlepszych źródeł wapnia w diecie, 100 g dostarcza go w ilości 330 mg. Zawierają również sporo żelaza oraz kwasów omega–3. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-08, 16:51
| wp.pl napisał/a: |
Dlaczego warto jeść polskie ryby?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...skie-ryby-.html
Ryby warto jeść każdego dnia, tak przekonywała nas reklama. I rzeczywiście, są nie tylko smaczne, ale i zdrowe.
Dlaczego warto jeść polskie ryby?
A chociaż na halach i w sklepach rybnych kupić możemy najróżniejsze, pochodzące z odległych zakątków świata ryby, warto pamiętać o rybach typowych dla naszych wód i poznać ciekawe sposoby ich przyrządzania.
Dlaczego warto jeść ryby?
Zawartość składników odżywczych w rybach morskich i słodkowodnych nieco się różni. Ryby słodkowodne mają mniej tłuszczu, ale jednocześnie zawierają znacznie mniej cennych kwasów wielonienasyconych tłuszczowych. Najwięcej ich mają ryby żyjące w naturalnych akwenach, ponieważ kwasy te syntetyzowane są przez glony morskie, które następnie zjadane są przez drobne organizmy, a później przez ryby.
Kwasy te są tak istotne, ponieważ znacznie zmniejszają ryzyko chorób serca, układu krążenia oraz udaru mózgu, regulują ciśnienie tętnicze i gospodarkę lipidową krwi. Ryby dostarczają też witamin: z grupy B, a także A, D, E, PP i minerałów: jodu, selenu, wapnia i żelaza. Witaminy A i E to naturalne antyutleniacze, witaminy z grupy B zapobiegają anemii, wspomagają pracę serca i układu nerwowego. Witamina D wzmacnia odporność, a PP reguluje poziom cholesterolu oraz cukru we krwi.
Śledź
Jedną z najpopularniejszych ryb morskich jest śledź. Dzięki temu, że łatwo go zakonserwować zawsze był obecny na polskich stołach, nawet w tych regionach Polski, które leżą daleko od morza. Śledź należy do ryb z gatunku Clupea, żyjącego w wodach strefy umiarkowanej i chłodnej Atlantyku od Oceanu Arktycznego do kanału La Manche i Morza Bałtyckiego.
Śledź jest rybą tłustą, co oznacza, że bogatą w kwasy tłuszczowe omega-3. Ryby te zwykle jadamy na trzy sposoby: z cebulką i śmietaną, solone lub smażone. Można jednak spróbować podać je inaczej. Smaczne są pieczone w folii z ziołami, np. świeżym rozmarynem i czosnkiem, grillowane lub duszone w warzywach: pomidorach, cebuli, papryce, cukinii.
Można też przyrządzić z nich doskonałą i prostą do zrobienia sałatkę, idealną na kolację ze znajomymi. Aby ją przygotować wystarczy cztery filety śledzia solonego wymoczyć w mleku, pokroić w kostkę, dodać sparzone duże krewetki, wymieszać z gęstym jogurtem i śmietaną, dodać spore ilości koperku i przeciśniętego przez praskę czosnku.
Sandacz
Zamieszkuje słodkie wody śródlądowe oraz słonawe zalewy wybrzeży Morza Bałtyckiego, Czarnego i Kaspijskiego. Sandacz wyróżnia się opalizującymi oczami, które nocą, w świetle latarki, nabierają czerwonej barwy. Ta drapieżna ryba potrafi osiągnąć ponad metr długości i ważyć aż 23 kilogramy. Kupując sandacza warto zwrócić uwagę, aby nie był mniejszy niż 45cm. Mięso ryby jest białe, prawie bez ości, jędrne i delikatne. Sandacz, obok dorsza, zalicza się do najchudszych ryb. Doskonale smakuje zapiekany z porem pod beszamelem. Innym dobrym pomysłem jest ugotowanie sandacza w esencjonalnym wywarze z warzyw i podanie go w sosie śmietanowym. Rybę należy gotować przez około pół godziny. Aby przygotować sos należy zeszklić cebulę, dodać odrobinę mąki i zaprawić gęstą śmietaną. Rybę można posypać zieleniną.
Węgorz
Zamieszkuje stawy, jeziora, rzeki i płytkie wody przybrzeżne Bałtyku. Samica osiąga nawet do metra, podczas gdy samiec zwykle ma tylko 50 cm. Dojrzałość płciową osiąga dopiero po 12 latach, wówczas zmienia kolor z żółtego na srebrny. Węgorz smaczny jest smażony, wędzony i gotowany. Dobrze pasuje też do hiszpańskiej potrawy, paelli. Warty wypróbowania jest przepis na węgorza w sosie koperkowym. Rybę gotuje się w wywrze z jarzyn, a sos przygotowuje się z zasmażki rozprowadzonej gęstą śmietaną i doprawionej posiekanym koperkiem. Rybę przekłada się do sosu, chwilę podgrzewa razem i podaje z ziemniakami.
Szczupak
Żyje w stawach, jeziorach i rzekach. To duża ryba, która może osiągnąć nawet 1,5 metra i 25 kilogramów. Szczupak cieszy się opinią ryby wykwintnej, odznacza się chudym, białym i delikatnym mięsem. Ryba doskonale smakuje zarówno gotowana, smażona jak i pieczona, na gorąco i na zimno. Warto spróbować szczupaka faszerowanego. Rybę nacina się i do środka wkłada parę listków laurowych, gałązek pietruszki i odstawia. Następnie z czerstwej bułki wymieszanej z czterema łyżkami mleka przygotowuje się farsz. Gdy bułka napęcznieje, dodaje się żółtko, nać pietruszki i przyprawy, ryba dobrze smakuje doprawiona na ostro. Farsz powinien być wyrobiony na jednolitą masę. Z szczupaka wyjmuje się listki laurowe (pietruszka może zostać) i wkłada farsz, a potem dokładnie zamyka ją szpadkami lub wykałaczkami. Rybę, w nasmarowanym oliwą naczyniu żaroodpornym, wkłada się do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na ok. 40 – 50 minut.
Sieja i sielawa
Kto jeszcze nie próbował siei i sielawy, powinien jak najszybciej to zrobić. Ryby te zamieszkują głębokie i zimne jeziora, spokrewnione są z rybami łososiowatymi: łososiem, trocią i pstrągami. Obie mają zielonkawe grzbiety i białawe boki i podbrzusze. Średnia długość siei wynosi między 30 a 50 cm, z kolei sielawa osiąga ok. 30 cm. Obie ryby mają charakterystyczny smak, którego nie warto zakłócać zbyt wymyślnymi przepisami i przyprawami. Doskonale smakują podane z ćwiartkami cytryny, z grilla lub smażone czy pieczone.
Pstrąg
Pstrąg jest rybą górską, żyje w rzekach górskich i górnych odcinkach rzek średnich nizinnych. Należy do rodziny łososiowatych. Pstrąg smaczny jest upieczony, obłożony plasterkami cytryny i podany z chlebem, warto też spróbować pstrąga smażonego z masłem czosnkowym. Pod koniec smażenia do ryby dodaje się kilka łyżek masła i przeciśnięty przez prasek czosnek. Ryba przygotowana w ten sposób ma bardzo delikatne mięso. Innym pomysłem jest zawinięcie ryby w folię, obłożenie plasterkami czosnku, marchewki i nacią pietruszki, nasmarowanie masłem i upieczenie na grillu lub na parze.
Wybór ryb i sposób ich przyrządzania jest naprawdę szeroki, dlatego: naprawdę warto je jeść, jeśli nie każdego dnia to przynajmniej chociażby raz w tygodniu. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-09, 14:34
| wp.pl napisał/a: | Kiedy kolor ma znaczenie?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...st-lepsze-.html
O wyższości razowego pieczywa nad lekkimi jak puch bułkami słyszał chyba każdy. Czy warto jednak zawsze sugerować się zasadą "ciemniejsze jest lepsze" w kulinarnych wyborach? Jak się okazuje, nie wszystko co ciemne, jest zdrowsze czy mniej kaloryczne. Które odpowiedniki są więc lepsze, a kiedy kolor zupełnie nie ma znaczenia?
Pieczywo
Jest podstawą codziennej diety. W postaci kanapek - na śniadanie i kolację, jako przekąska - w szkole czy pracy. Niestety dla większości walczących z nadwagą jest także przyczyną wyrzutów sumienia i symbolem dietetycznego grzechu. Zaznaczmy jednak, że mowa tu o najpopularniejszym w Polsce białym, pszennym pieczywie. Specjaliści zdrowego żywienia od lat zachęcają nas do zastąpienia białego chleba ciemnym, z mąki razowej pochodzącej z pełnego przemiału. Jest najzdrowszy, bo bogaty w błonnik i cenne minerały: fosfor, cynk, krzem, fluor, wapń, potas i witaminy z grupy B.
Uważaj na farbowane pieczywo
Kolor pieczywa zależy oczywiście od rodzaju mąki, z której został wykonany. Najtańszy chleb pszenny produkowany jest z najmniej wartościowego typu mąki. W wyniku jej produkcji ziarna pszenicy zostają pozbawione swojej łupiny - zewnętrznej części, z której powstają otręby - i zarodków. A to właśnie w nich znajduje się najwięcej składników odżywczych! Ze zdrowotnego punktu widzenia pozbawia się więc tego, co najcenniejsze. Prawdziwe, ciemne pieczywo zawdzięcza swoją brunatno-szarą barwę mące, która powstała z przemiału pełnego ziarna. Ale tu uwaga, ciemny kolor nie oznacza od razu, że chleb powstał z pełnoziarnistej mąki. Często pszenne pieczywo jest po prostu "farbowane" karmelem.
Cukier
Najczęściej stosowanym w polskich domach cukrem jest cukier buraczany, czyli cukier biały. Ta odmiana to jednak zaledwie 30 proc. światowej produkcji. Dominujące 70 proc. stanowi produkcja cukru trzcinowego, który znany był już 3000 tys. lat p.n.e!
Główna różnica między cukrem białym a brązowym, to rośliny z których został wyprodukowany. Etapy produkcji i składniki cukru są podobne. Skąd więc brązowa barwa cukru trzcinowego? To skutek zabarwienia melasą, która jest produktem ubocznym produkcji cukru. W przypadku cukru białego ten ciemno-brązowy syrop powstały na etapie wirowania jest usuwany. Z kolei w produkcji cukru trzcinowego wcześniej oddzieloną melasę ponownie dodaje się do osuszonych kryształków cukru. Na tym kończą się różnice, bo gotowy produkt to identyczna sacharoza w białej lub brązowej postaci.
Cukrowe kalorie
Pod względem wartości odżywczych obydwa produkty wypadają podobnie. Niestety poza sacharozą w cukrze znajdują się znikome ilości minerałów. Kaloryczność tych produktów również jest porównywalna. W 100g cukru białego jest 396 kcal natomiast w przypadku trzcinowego ok.20 kcal mniej. Warto jednak pamiętać, że zazwyczaj kryształki cukru brązowego są mniejsze niż w przypadku jego białego odpowiednika. Co za tym idzie, łyżeczka brązowego cukru może być bardziej kaloryczna niż białego!
Miód
Ten szlachetny, złocisty produkt to prawdziwa skarbnica dobroczynnych substancji. Od wieków ceniono jego właściwości zdrowotne i walory smakowe. Ze względu na działanie antybakteryjne, przeciwzapalne, wykrztuśne i wzmacniające miód jest skuteczny w walce z przeziębieniem. Jednak w zależności od rodzaju, tego czy powstał z nektaru lub spadzi, różny jest jego wygląd oraz właściwości.
Jak się okazuje miód miodowi nierówny i w tym przypadku kolor może być dla nas cenną wskazówką. Najzdrowsze są bowiem miody ciemne np. spadziowy, gryczany, wrzosowy. Ciemny miód spadziowy to bogactwo minerałów: potasu, fosforu, wapnia i żelaza. Działa korzystnie na drogi oddechowe, układ krwionośny czy pokarmowy. Z kolei miód gryczany o barwie ciemnoherbacianej lub intensywnie brązowej zawiera dużo żelaza, magnezu, witaminy C, rutyny i białka. Ze względu na to jest zalecany osobom cierpiącym na anemię czy ogólne osłabienie organizmu.
Jasne też dobre
Choć ciemne miody przewyższają swoich jasnych odpowiedników pod względem składników mineralnych i witamin, nie oznacza to, że miody jasne nie działają korzystnie na nasz organizm. Każdy prawdziwy - czyli naturalny - miód ma właściwości zdrowotne, a jego wybór powinniśmy dopasować przede wszystkim do potrzeb naszego organizmu i dolegliwości.
Piwo
Ten złocisty trunek spożywany w rozsądnych ilościach korzystnie wpływa na nasze zdrowie. Liczne badania potwierdziły, że piwo pozytywnie działa np. na układ krwionośny i moczowy, obniżając ryzyko zawału serca czy wspomagając filtrację nerek. Piwo zawiera też sporo substancji odżywczych takich jak błonnik, witaminy i minerały. Choć nie zachęcamy, aby to właśnie ono było ich głównym źródłem w diecie, to niepodważalna jest zawartość witamin: A, D, B, E i H, a także potasu, fosforu, magnezu, wapnia i sodu w tym napoju.
Na zdrowie?
Jeśli jednak poza samą przyjemnością spożywania piwa, zależy ci na jego prozdrowotnym działaniu powinieneś je dobrać do swoich potrzeb. Jak się bowiem okazuje, piwo jasne i ciemne mają różne właściwości. Dla przykładu jasne piwa jęczmienne są najlepszym źródłem krzemu, który zapobiega osteoporozie. Z kolei ciemne piwo zawiera więcej wolnego żelaza oraz przeciwutleniaczy niż piwo jasne. Dodatkowo ciemne piwo działa relaksująco i ułatwia zasypianie. Jeśli więc miewasz problemy z zasypianiem i cierpisz na niedobór żelaza powinieneś częściej sięgać po piwo ciemne. Z kolei dla wszystkich dbających o swoje kości zalecamy piwo jasne.
Ryż
Niezastąpiony dodatek do licznych potraw, zwłaszcza w kuchni chińskiej, ale nie tylko. Bez niego nie ma włoskiego risotto, hiszpańskiej paelli czy polskich gołąbków. Choć do wyboru mamy liczne gatunki, ale do zadań specjalnych warto spróbować ryżu brązowego. To on powinien zdetronizować dominujący w naszej kuchni ryż biały.
Bogactwo błonnika i białka to główny powód, dla którego osoby dbające o zbilansowaną dietę, go wybierają. Dzięki pozostawieniu zewnętrznej warstwy ziarna- łupiny- brązowy ryż zawiera więcej błonnika niż ryż biały. Dodatkowo, ma większą zawartość białka.
Ciemny bardziej sycący
Ryż biały poddany procesowi oczyszczania i polerowania zostaje pozbawiony znacznej ilości substancji odżywczych. Brązowy, z którego usuwane są jedynie plewy, zawiera wszystko to, co w mniejszym stopniu zostaje po obróbce w ryżu białym, czyli witaminy B1, B2, PP, a także żelazo i wapń. Tym, którzy skrupulatnie liczą kalorie w swojej diecie, warto przypomnieć, że ryż brązowy jest bardziej odżywczy niż ryż biały, posiada bowiem wolno rozkładające się węglowodany. Ma też większą zawartość tłuszczu. Wadą ryżu brązowego jest też dłuższy czas gotowania. Mając jednak na uwadze bogactwo witamin i mikroelementów zawartych w brunatnych ziarenkach, ciemny ryż jest po prostu zdrowszy.
Winogrona
Bez względu na to czy wolisz jasne czy ciemne, te okrągłe owoce są słodkie, soczyste i bardzo smaczne. Jednak ich pozytywne właściwości nie kończą się na smaku. Poza przyjemnością jedzenia, winogrona dostarczają naszemu organizmowi wiele cennych substancji. Należą do nich witaminy: A, C i B oraz mikroelementy: potas, fosfor, wapń, magnez, cynk, miedź, bor. Dzięki temu można powiedzieć, że winogrona są po prostu dobre na wszystko! Korzystnie działają na układ krwionośny - obniżają wysokość ciśnienia tętniczego, pokarmowy - pobudzają perystaltykę jelit, układ nerwowy - odżywiają nasz mózg, ułatwiają koncentrację i sprawność myślenia.
Przeciwutleniacze w ciemnej skórce
Co istotne, winogrona są doskonałym źródłem przeciwutleniaczy. Warto jednak dodać, że pod tym względem ciemne winogrona, przewyższają te jasne. W ich ciemnej skórce znajduje się bowiem więcej antocyjanów, naturalnych barwników, które należą do grupy flawonoidów. Te ostatnie to wspomniane przeciwutleniacze, które korzystnie chronią komórki naszego organizmu przed wolnymi rodnikami oraz rozwojem chorób nowotworowych. |
Jestem z zawodu technologiem cukrownictwa i co do cukrów opisanych wyżej miałbym dużo, a może i bardzo dużo do dodania. Ale krótko:
Sprzedawany w handlu cukier "żółty" - zarówno buraczany jak i trzcinowy - można uzyskać powlekając gotowe już kryształy cukru białego cieniuteńką warstewką melasu albo nie oczyszczać do końca zagęszczanego syropu cukrowego i krystalizować od razu cukier brązowy "w masie". Tylko cukier brązowy ma pewne przewagi zdrowotne nad białym. Cukry "żółte" to zwykła handlowa ściema.
Są jeszcze półprodukty nie opuszczające linii produkcyjnej w cukrowniach, tzw. mączki(*), których użycie na przykład do pieczenia pierników albo do kawy zdecydowanie podnosi ich walory smakowe. Mączki mają niestety bardzo nikłą trwałość i absolutnie nie nadają się do obrotu handlowego.
(*) - Znany jest (był) także cukier ciemny, tak zwany surowy, głównie sprowadzany z Kuby w ramach "pomocy gospodarczej" dla reżimu Fidela Castro. Gdyby nie ogólnie fatalna jego jakość i mnóstwo przypadkowych zanieczyszczeń z ziemią włącznie, byłby zupełnie niezłym cukrem brązowym...
Zygmunt Skibicki - 2011-11-11, 18:27
| wp.pl napisał/a: |
Menu na wzmocnienie odporności
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...odpornosci.html
Dieta w kolorach tęczy
W okresie jesienno – zimowym, kiedy zmniejsza się dostępność świeżych warzyw i owoców, codzienna dieta często staje się mniej urozmaicona. Zdarza się, że brakuje w niej ważnych witamin i minerałów, które wspierają układ odpornościowy. Warto zatem wiedzieć, w jakich produktach szukać w ciągu jesiennych i zimowych miesięcy składników, które zapewnią skuteczną ochronę przed atakiem bakterii i wirusów.
Postaw na witaminy
Wśród witamin, wspomagających układ odpornościowy, na pierwszym miejscu jest witamina C, którą, poza importowanymi owocami cytrusowymi, znajdziemy również we wszystkich rodzajach kapusty oraz owocach dzikiej róży. Witamina C jest obecna, choć należy zaznaczyć, że w mniejszej ilości, również w kapuście kiszonej.
Korzystny wpływ na system immunologiczny ma także witamina A. Do jej dobrych źródeł należą: podroby (wątroba), żółtka jaj oraz pełnotłuste przetwory mleczne. Warto pamiętać, że prowitamina A (beta - karoten) jest obecna w wielu warzywach, z których w okresie jesienno - zimowym najłatwiej dostępna jest marchew i dynia. Przygotowując surówkę z marchwi lub dyni warto dodać trochę oleju roślinnego np. słonecznikowego, rzepakowego lub lnianego. W obecności tłuszczu zwiększa się przyswajalność beta – karotenu.
Aktywność komórek układu odpornościowego jest również warunkowana przez witaminę E. Jej doskonałym źródłem są orzechy, nasiona, awokado oraz oleje roślinne (słonecznikowy, z zarodków pszenicy). Zawartość witaminy E w orzechach laskowych wynosi średnio aż 40 mg w 100g!
Doskonałe trio
Żelazo, cynk i selen to składniki mineralne niezwykle ważne do sprawnego działania układu odpornościowego. Kiedy spada ich spożycie, zmniejsza się jednocześnie zdolność organizmu do skutecznego likwidowania szkodliwych mikroorganizmów. Aby zrealizować dzienne zapotrzebowanie na żelazo, cynk i selen należy zadbać o urozmaicenie diety. Wymienione składniki mineralne występują bowiem w różnych grupach produktów spożywczych. Razowe pieczywo, żółte sery, wątroba, kasza gryczana, mięso to dobre źródła cynku. Łatwo przyswajalne żelazo jest obecne głównie w podrobach i czerwonym mięsie, a selen w owocach morza, rybach i nerkach. Wśród produktów roślinnych selenu dostarczają nasiona roślin strączkowych oraz czosnek.
Pożyteczne mikroorganizmy
Sprawność układu odpornościowego poprawiają również produkty probiotyczne, czyli zwierające pożyteczne mikroorganizmy. Probiotyki to najczęściej bakterie z rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium. Jeśli dostaną się do organizmu w odpowiedniej ilości, wykazują dobroczynny wpływ na zdrowie. Ich obecność w przewodzie pokarmowym hamuje rozwój niekorzystnych mikroorganizmów gnilnych i chorobotwórczych, redukuje objawy alergii na mleko, sprzyja degradacji związków rakotwórczych oraz redukcji poziomu cholesterolu. Pożytecznych mikroorganizmów najlepiej szukać w mlecznych napojach fermentowanych typu „bio”.
Warto wiedzieć:
Twardziak jadalny nazywany również twardziakiem shitake, to tuż obok pieczarki jeden z najczęściej uprawianych grzybów na świecie. Jego doskonały smak i aromat sprawia, że jest cenionym dodatkiem wykorzystywanym do przygotowania potraw. Okazuje się jednak, że poza walorami smakowymi, twardziak zawiera również specyficzny polisacharyd (lentinan), który mobilizuje układ odpornościowy do walki z wirusami i komórkami nowotworowymi.
Tłuste ryby morskie, orzechy włoskie, nasiona dyni i siemię lniane stanowią dobre źródła kwasów tłuszczowych omega – 3, zwiększających odporność organizmu.
Czosnek pospolity zawiera kilkadziesiąt chemicznie czynnych związków, wśród których znajduje się allina. Allina przekształca się podczas żucia i miażdżenia ząbków czosnku w allicynę, która wykazuje działanie bakteriobójcze. Najskuteczniejszym działaniem w walce ze szkodliwymi mikroorganizmami charakteryzuje się surowy, zmiażdżony czosnek. Dobrym sposobem na usunięcie nieprzyjemnego oddechu powstającego po jego spożyciu, jest żucie natki pietruszki lub ziaren kawy.
Kiełki pszenicy są doskonałym źródłem witaminy B6, która zwiększa odporność organizmu. Co bardzo ważne, kiełki są dostępne przez cały rok. Można je kupić w większości sklepów lub w ciągu kilku dni wyhodować samodzielnie w domu. Dobrym źródłem wit. B6 są również: drożdże, otręby, zarodki pszenne, nasiona roślin strączkowych i orzechy.
|
Zygmunt Skibicki - 2011-11-11, 18:29
| wp.pl napisał/a: |
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...ze-skorki-.html
Już nasze babcie mówiły - owoców i warzyw nie obieraj ze skórki! Wszystko, co najcenniejsze znajduje się tuż pod nią. I miały rację. Jeśli nie musimy - nie pozbawiajmy ich skórki, bo tracimy to, co najzdrowsze.
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
Zamiast więc sięgać po nóż, umyjmy jarzyny i owoce pod bieżącą wodą i chrupmy w całości, najlepiej na surowo. Oczywiście we wszystkim wskazany jest umiar! Nie zjadajmy w całości dyni czy avocado.
- Do obierania warzyw i owoców podchodzimy zdroworozsądkowo. Jeśli skórka jest bardzo cienka, niewłochata (włoski często podrażniają jamę ustną czy przewód pokarmowy) i opornie schodzi - najlepiej byśmy jej nie zdejmowali. Natomiast owoce i warzywa charakteryzujące się grubą bądź włochatą skórką zapewne obierzemy, gdyż ich konsumpcja byłaby raczej niemożliwa - mówi Magdalena Czyrynda-Koleda, specjalistka ds. żywienia człowieka z Poradni Dietosfera w Warszawie. - By zachować jak najwięcej cennych składników, starajmy się obierać możliwie cienko, np. zostawiając białą błonę pomarańczy czy grejpfruta, gdyż w niej także koncentruje się wiele substancji odżywczych, między innymi witamina C. Do obierania używajmy jedynie narzędzi nierdzewnych (noże, skrobaczki, tarki). Żelazo bowiem niszczy witaminy, a zwłaszcza witaminę C.
Prawdziwą zbrodnią jest obieranie jabłek. Pozbywamy się w ten sposób obecnego w skórce kwasu ursolowego, który ogranicza wchłaniania tłuszczu, obniża poziom cukru i cholesterolu, a także wspomaga muskulaturę organizmu. Tuż pod skórką jabłka znajduje się też najwięcej witamin - C, A, B1, B2, PP i B3. W białych błonkach cytrusów, poza witaminą C, znajdują się też cenne pektyny. To składnik błonnika, który wspomaga proces trawienny. Z kolei skórka cukinii jest bogata w luteinę, substancję zapobiegającą zwyrodnieniu plamki żółtej oka. Łupinka winogrona zawiera resweratrol, a cebuli - kwercetynę. Oba związki zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób krążenia, raka jelita i prostaty oraz poprawiają odporność.
- Skórka warzyw i owoców bogata jest w fitoskładniki, czyli naturalne substancje chemiczne, wytwarzane przez rośliny w celu ochrony ich przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, m. in. promieniowaniem słonecznym, atakami owadów czy grzybów. Wspomniane związki są odpowiedzialne za charakterystyczną barwę, smak i zapach owoców oraz warzyw. Doskonale też wpływają na nasze zdrowie - tłumaczy specjalistka ds. żywienia człowieka z Dietosfery. - Na przykład kwercetyna zawarta w jabłkach zmniejsza ryzyko choroby serca i wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, taniny obecne w żurawinie pomagają w zwalczaniu infekcji układu moczowego i zmniejszają objawy choroby wrzodowej, likopen w pomidorach pomaga chronić przed rakiem prostaty i chorobami układu krążenia, zaś beta-karoten zawarty w marchwi wspomaga układ odpornościowy i chroni organizm przed chorobami nowotworowymi.
Oprócz fitoskładników skórka warzyw i owoców jest bogata w błonnik, który wspomaga nasz układ trawienia, działając w jelitach jak miotełka oczyszczająca je ze zbędnych toksyn i resztek pokarmu. Marchew, pomidor czy jabłko to jednocześnie źródła witaminy C, a pomidor także potasu.
Skórka warzyw czy owoców dostarczy nam wiele cennych składników nie tylko wówczas, gdy zjadamy je na surowo. Podczas obróbki termicznej tak owoce, jak i warzywa tracą wiele cennych składników. Możemy jednak tego uniknąć, jeśli będziemy je gotować w skórkach. Dzięki temu nie trafią one do wody, tylko pozostaną w warzywie. Jeśli nawet nie mamy ochoty zjeść łupinki, zdejmijmy ją po ugotowaniu - możliwie jak najcieńszą warstwę.
- Podczas przyrządzania przetworów owocowych np. z żurawiny czy śliwek, po ugotowaniu często przecedzamy je, wyrzucając przy okazji pozostałe skórki - co jest dużym błędem. Jedzmy je - zachęca dietetyczka. - Osoby, które mają problemy z przewodem pokarmowym lub z jakiś innych względów zdrowotnych nie mogą jeść całych owoców bądź warzyw, powinny obierać je jak najcieniej, by straty odżywcze były jak najmniejsze. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-13, 14:09
| wp.pl napisał/a: |
Na świętego Marcina najlepsza gęsina
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/m...sza-gesina.html
Czy gęsina na Święto Niepodległości ma szansę stać się tym, czym indyk dla Amerykanów na Święto Dziękczynienia? Niedoceniane przez Polaków mięso jest rarytasem dla naszych zachodnich sąsiadów. Szkoda, że jemy go tak mało, bo gęsina ma same zalety – nie dosyć, że smaczna to jeszcze o małej zawartości cholesterolu, natomiast dużej ilości wskazanych dla organizmu nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin.
Na świętego Marcina najlepsza gęsina
Białe gęsi biegające po łące już dawno wpisały się w krajobraz polskiej wsi, niestety nie oznacza to, że regularnie bywają na naszych stołach. By zmienić tą sytuację, już po raz trzeci Slow Food Polska oraz Instytut Zootechniki PZB–ZD Kołuda Wielka organizują w całym kraju akcję promocyjną pod hasłem: „Gęsina na św. Marcina”
„Polacy zaś ten zwyczaj mają, dzień świętego Marcina gęś tłustą piekają” – pisał w 1630 roku Kasper Twardowski. O starym zwyczaju podawania dań z gęsi 11 listopada świadczy też wiele przysłów: „Święto Marcina - dużo gęsi się zarzyna”, „Na świętego Marcina lepsza gęś niźli zwierzyna”, „Na Marcina gęś do komina”, „Na świętego Marcina najlepsza gęsina: patrz na piersi, patrz na kości, jak zima nam zagości”, czy „Gdy Marcinowa gęś po wodzie, będzie Boże Narodzenie po wodzie”.
Jak to możliwe, że tak ceniona setki lat temu na ziemiach polskich gęś, teraz jest traktowana po macoszemu? Skąd się bierze powszechna opinia, że gęś jest tłusta i łukowata? Przecież jej smak docenia wiele państw w Europie. Za paradoks uznać można fakt, że niechętnie po nią sięgamy, a jesteśmy jej największym producentem na Starym Kontynencie. Tylko na rynek niemiecki eksportujemy jej około 18-20 tysięcy ton rocznie, a polska gęś uchodzi tam za rarytas. Jest tak od wielu dziesięcioleci.
- Tradycje hodowli i kulinarnej obecności gęsi na polskich stołach sięgają XVII wieku. W XIX wieku na warszawskiej giełdzie towarowej sprzedawano rocznie ponad 3,5 miliona żywych gęsi, które później gęsiego wędrowały głównie do Prus – opowiada dr Halina Bielińska z Kołudy Wielkiej.
Owsiane mięso
- Polska słynie z gęsi i ich różnorodności. Mamy ich w naszym kraju ok. 20. odmian – mówi Jacek Szklarek, prezes Slow Food Polska. - Najcenniejsze mięso pochodzi od gęsi owsianej, czyli takiej, która przez ostatnie trzy tygodnie swojego życia żywiła się wyłącznie owsem. Taką technologię chowu gęsi opracowano w Instytucie Zootechniki w Kołudzie Wielkiej. Zjada go ok. 15 kilo, a sama osiąga wagę ok. 5,5 -6 kilo. Ważny jest przy tym wiek gęsi, nie może mieć więcej niż 17 - 18 tygodni. Wyjątkowe podczas chowu tych ptaków jest to, że są cały czas na pastwisku i wspaniale adaptują się do środowiska. Wszystkie wymienione czynniki sprawiają, że w rezultacie mięso gęsi jest zdrowe, chude i wyjątkowo smaczne.
Krajowa Rada Drobiarstwa podaje, że posiadające dużo białka i witamin (A, B1, B2, D, E i PP), fosforu, żelaza i magnezu, nienasyconych kwasów tłuszczowych, mięso gęsi jest wyjątkowo zdrowe. Natomiast gęsi tłuszcz, ze względu na znaczną zawartość korzystnych kwasów nienasyconych, zaliczany jest do kategorii „zdrowszych” tłuszczów zwierzęcych. Zalety tego mięsa doceniają nasi kucharze. Wykwintne dania z jej udziałem podawane są w najlepszych rodzimych restauracjach. Do tegorocznej akcji „Gęsina na św. Marcina” Slow Food zaprosił 30 najlepszych polskich restauracji z ich szefami kuchni.
- Bardzo się cieszę, że my jako Polacy powoli odkrywamy na nowo naturę kuchni polskiej, do której z całą pewnością należy nasza gęsina. Przecież takiej jakości produktu w kuchni może nam pozazdrościć cały gastronomiczny świat – stwierdza Wojciech Modest Amaro z restauracji Atelier Amaro w Warszawie. Z kolei Marcin Filipkiewicz z restauracji Copernicus w Krakowie dodaje, „że nie spodziewał się tak dużego zainteresowania ze strony cudzoziemców daniami na bazie polskiej gęsiny. Oczywiście, prym tutaj wiodą Niemcy i Austriacy, dla których to poniekąd dania narodowe”. Natomiast dla Bartosza Budnika z restauracji „Romantyczna” w hotelu dr Ireny Eris pod Ostródą, „gęsina, to fenomen, który nawet z odległych miast potrafi przyciągnąć smakoszy do naszej restauracji na eskalopki z gęsich wątróbek czy też na klasyczną czerninę”.
Dobra, bo polska
Skąd się biorą polskie gęsi na stołach? Weźmy pod lupę karmioną owsem gęś białą kołudzką - to odmiana produkowana w renomowanym ośrodku hodowlanym (Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki) w Kołudzie Wielkiej k. Inowrocławia, który jest dostarczycielem materiału hodowlanego dla gęsich ferm w całej Polsce. Udział tej odmiany w polskim eksporcie gęsiny stanowi aż 95 procent.
Jest jeszcze gęś rypińska - rodzima, lokalna odmiana gęsi, sklasyfikowana na początku XX wieku. Nigdy nie była poddawana żadnej selekcji czy hodowli kierowanej genetycznie, podobnie jak wiele biegających po polskich polach odmian. Samo zdrowie! |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-16, 10:07
| wp.pl napisał/a: |
10 najzdrowszych zup
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...wszych-zup.html
Gotowane lepsze od smażonego
Leczą, wzmacniają, wprawiają w dobry humor - zupy potrafią zdziałać cuda. Są dobre na odchudzanie i urodę. Podczas ich gotowania traci się znacznie mniej składników odżywczych niż w czasie smażenia czy pieczenia.
Bazą zup mogą być wywary z mięsa lub warzyw. By były naprawdę zdrowe, muszą być przygotowywane z dobrej jakości składników. Miłośnicy mięsa mogą wybierać drobiowe lub wołowe, do tego zawsze świeże warzywa. Zupa smakuje równie wyśmienicie, jeśli będzie gotowana wyłącznie na wywarze z warzyw. Wszystko zależy od dodatków i przypraw. Pamiętajmy - zdrowa zupa nie zawiera gotowych, pełnych chemicznych dodatków kostek bulionowych.
Zupa jarzynowa
Powodów, dla których warto jeść warzywa, jest wiele - są smaczne, zdrowe, mają mało kalorii i dużo witamin. Zupa jarzynowa to miks wszystkiego, co jest potrzebne organizmowi. Zawarte w zupie marchew, seler, pietruszka, kalafior i kapusta tworzą prawdziwą witaminową bombę, zalecaną każdemu, w każdym wieku. Badania opublikowane w "American Journal of Epidemiology" wykazały, że spożywanie dużych ilości marchewki i warzyw kapustnych, w tym brokułów, może zredukować ryzyko raka piersi, zwłaszcza agresywnej odmiany tej choroby.
Zupa cebulowa
Jej podstawą jest dobry bulion i dużo cebuli. Przygotowanie jest niezwykle proste - cebulę dusimy na oliwie lub maśle razem ze szczyptą kurkumy, dodajemy do wywaru, gotujemy około 20 minut, po czym przyprawiamy. Zupę miksujemy, można zabielić ją śmietaną. Warto pokusić się o przygotowanie takiego dania, ponieważ bogata w witaminę C cebula to warzywo pełne zdrowia. Badania naukowców z hiszpańskiego Universidad Autónoma de Madrid i brytyjskiego Cranfield University wykazują, iż wewnętrzne części cebuli są bogate we fruktany oraz związki siarkowe. Fruktany są prebiotykami, cukrami ułatwiającymi rozwój korzystnej flory bakteryjnej w jelicie grubym. Związki siarkowe utrudniają osadzanie się płytek cholesterolowych, ułatwiając przepływ krwi przez naczynie krwionośne i wspomagają system krążenia. Mają też właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.
Zupa pomidorowa
Pomidory to bomby witaminowe. Wspaniale sprawdzają się jako główny składnik zup. Latem można przygotować z nich gazpacho - klasyczną hiszpańską potrawę, czyli aromatyczny i pikantny chłodnik z pomidorów, papryki i ogórków. Zimą rozgrzeje i nasyci klasyczna pomidorówka na bazie pomidorów z puszki, z makaronem czy ryżem, oczywiście z dodatkiem warzyw. Dlaczego warto postawić na pomidory? Warzywo chroni organizm przed rakiem oraz chorobami naczyniowymi i działa korzystnie na skórę. Zawiera silny antyutleniacz o nazwie likopen - barwnik nadający warzywom czerwony kolor. Im więcej dostarczymy go organizmowi, tym lepiej. Ważne jest to, że w pomidorach poddanych obróbce cieplnej jest go więcej niż w surowych.
Rosół
To z pewnością najzdrowsza zupa, którą powinniśmy jadać szczególnie jesienią i zimą. Talerz gorącego rosołu rozgrzewa i leczy. Już nasze babcie wiedziały, że rosół to doskonałe lekarstwo na przeziębienie i grypę. Później dowiedli tego naukowcy z Uniwersytetu w Nebrasce. Z ich badań wynika, że wywar drobiowy ma umiarkowane działanie przeciwzapalne poprzez hamowanie niekorzystnego zjawiska chemotaksji neutrofili - krótko mówiąc skraca czas trwania przeziębienia. Japońscy naukowcy odkryli, że może on także obniżać ciśnienie krwi. Ale to nie wszystko. Amerykańscy naukowcy doszli też do wniosku, że gorący rosół poprawia humor i może pomóc w leczeniu "złamanego serca".
Zupa czosnkowa
Czy wiecie, że czosnianka to regionalna zupa z Podhala? Przygotowuje się ją z ziemniaków gotowanych z czosnkiem, cebulą i... miętą. W restauracjach trudno o to danie, za to w jesiennym i zimowym menu pojawiają się zupy kremy właśnie na bazie czosnku. Krem to danie, w którym tworzące ją składniki zostały dokładnie zmiksowane. Powstaje w ten sposób zupa o gładkiej konsystencji. Kremowa zupa czosnkowa jest wyjątkowa, głównie za sprawą podstawowego składnika. Czosnek zawiera ponad 200 biologicznie aktywnych substancji - witamin, składników mineralnych, aminokwasów i enzymów. To naturalny antybiotyk, niezwykle pomocny w leczeniu wielu chorób.
Barszcz czerwony
Jadamy go zwykle w Wigilię i w czasie świąt Bożego Narodzenia. Szkoda, że tak rzadko. Barszcz czerwony to niezwykle zdrowe danie. Przygotowuje się go na bazie wywaru z buraków lub soku buraczanego. To właśnie buraki stanowią o dobroczynnych właściwościach zupy. Te warzywa - w każdej postaci - wzmacniają odporność organizmu na choroby, zwłaszcza wirusowe. Barszcz zawiera witaminę C, cukry, białko, karoten i mnóstwo pierwiastków mineralnych - żelazo, magnez, potas, wapń. Ponadto buraki mają w swym składzie dużo kwasu foliowego, który jest potrzebny organizmowi kobiety szczególnie w czasie ciąży.
Zupa z dyni
Zupa krem to jedno z najpopularniejszych dań z dyni. Warto ją wypróbować, ponieważ jest prosta w przygotowaniu, a jedzenie tego jesiennego warzywa może być zbawienne dla naszego organizmu. Znajduje się w nim zaskakująco dużo wartościowych składników. Miąższ dyni nie gromadzi metali ciężkich ze środowiska, za to obfituje w wodę i błonnik. Zawiera też wapń, potas, fosfor, magnez, żelazo, a także witaminy C, E, PP, z grupy B (w tym kwas foliowy). Jest niskokaloryczny (ma zaledwie 20 kcal w 100 g), więc dietetycy zalecają ją wszystkim, którzy chcą zrzucić kilka kilogramów. Jedzenie dyni reguluje też gospodarkę wodną w organizmie. Same zalety.
Zupa z brokułów
Ich piękny zielony kolor przywołuje wspomnienie wiosny i lata. Tymczasem brokuły dostaniemy obecnie o każdej porze roku. Zupa z różyczek to samo dobro, ponieważ zielony krewniak kalafiora jest jednym z najzdrowszych warzyw pod słońcem, co potwierdzają liczne badania naukowe. Zawiera substancje pomagające łagodzić powikłania cukrzycy i chronić przed chorobami serca. Najważniejsze, że zawarty w brokułach flawonoid - sulforafan ma właściwości przeciwnowotworowe.
Podzielone na różyczki brokuły gotujemy 5 minut w wywarze z warzyw. Jeśli chcemy uzyskać zupę krem, miksujemy całość razem z wywarem. Doprawiamy i zabielamy śmietaną. Można podać z grzankami czosnkowymi.
Zupa rybna
Zupy rybne w naszym kraju traktuje się nieco po macoszemu. Wielka szkoda. To potrawy bardzo zdrowe, lekkostrawne, niskokaloryczne i apetyczne. W przeciwieństwie do innych zup, wywar powstaje nie z drobiu czy wołowiny, tylko z części ryb. A nie od dziś wiadomo przecież, że jednym z najzdrowszych sposobów przyrządzania ryb jest właśnie gotowanie. Oczywiście w zupie nie może zabraknąć warzyw. Rosół przygotowany na takich składnikach pełen jest wapnia, witamin i składników mineralnych, m.in. żelaza, selenu, magnezu oraz jodu. Wiele badań naukowych potwierdza, że zawarte w rybach kwasy omega-3 są niezwykle istotne w profilaktyce miażdżycy i choroby niedokrwiennej serca.
Krupnik
Nie ma wątpliwości, to typowo polska zupa, która niepodzielnie króluje na rodzimych stołach od stuleci. Jest pożywna i zdrowa. Krupnik gotuje się z kaszy jęczmiennej na wywarze mięsnym. Cały sekret zupy tkwi nie tylko w tym, że podczas gotowania warzyw, kości i mięsa uwalnia się aromat i do wywaru przedostaje się to, co najlepsze, ale też w dobroczynnych składnikach kaszy. Ta pełna jest witamin i mikroelementów. W skład kaszy wchodzą witaminy z grupy B: B1 (tiamina), B2 (ryboflawina), PP (niacyna), B6 (pirydoksyna), kwas foliowy i witamina E. Nie brakuje w niej potasu obniżającego ciśnienie, żelaza zapobiegającego niedokrwistości oraz magnezu korzystnie działającego na układ nerwowy i pracę mięśni (w tym mięśnia sercowego). |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-18, 09:49
| wp.pl napisał/a: |
Pestka pełna zdrowia
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...na-zdrowia.html
Pestki nie trzeba wyrzucać
Pestki mają dobroczynny wpływ na zdrowie oraz urodę. Poprawiają wzrok, obniżają ciśnienie oraz poziom cholesterolu. Zmniejszają zachorowalność na raka. Zawierają wartościowe substancje odżywcze, minerały i witaminy. Są jednym z najbogatszych źródeł witaminy B6, która wraz z cynkiem zapewnia gładką cerę, zwalcza łojotok i wypryski. W kuchni są pysznym dodatkiem do potraw, a warto je też podjadać między posiłkami.
Pestki winogron
Jedząc owoce często wypluwamy ziarna ze względu na ich gorzki smak. A niesłusznie. Zawierają one bowiem przeciwutleniacze, które neutralizują działanie wolnych rodników. W ten sposób skutecznie przeciwdziałają chorobom nowotworowym oraz wieńcowym. Ponadto obniżają poziom cholesterolu we krwi i nie dopuszczają do rozwoju miażdżycy tętnic. Dzięki tym nasionom skóra staje się jędrna i elastyczna. Pomagają także łagodzić różne dolegliwości. Najbardziej popularnym produktem jest olej z pestek winogron. Jego zaletą jest niska zawartość tłuszczów nasyconych, przy jednocześnie bardzo wysokim poziomie tłuszczów wielonienasyconych. Zawiera także witaminę E. Ważne, że zachowuje naturalny smak składników potrawy.
Pestki jabłka
Nie trzeba chyba przekonywać, że jabłka są zdrowe. Ogryzek i pestki także. Pomagają pozbyć się nadmiernego cholesterolu. Charakteryzują się wysokim stężeniem witaminy B17 (amigdalina), która uznawana jest za skuteczną broń w walce z nowotworami. Kilka pestek tego owocu zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na jod. Nie martwmy się, że współczesne odmiany jabłek zawierają mniejszą ilość nasion. Kilka w zupełności wystarczy, aby dostarczyć organizmowi potrzebnych składników. Jednak nie połykajmy ich w całości. Najlepiej je rozgryźć. W takiej postaci szybciej uwalniają związki. Mogą też działać przeczyszczająco.
Słonecznik
Ziarna zawierają dużo białka i błonnika, poza tym witaminy A, D, E oraz z grupy B. Mają właściwości antynowotworowe i przeciwdziałają zawałom serca. Pomagają przy sklerozie i działają odmładzająco. Spożywanie pestek słonecznika korzystnie wpływa na kondycję skóry, włosów i paznokci, ponieważ posiadają też sporo składników mineralnych, tj.: cynk, wapń, fosfor, magnez i żelazo. Związki zawarte w nasionach mają również działanie przeciwzapalne, przeciwzakrzepowe, a także korzystnie wpływają na męską potencję. Często dodawane są do sałatek, surówek, musli czy kanapek. Z jedzeniem słonecznika lepiej jednak nie przesadzać, ponieważ są dość kaloryczne (100 g - 560 kcal.).
Pestki dyni
Pestki dyni hamują procesy starzenia organizmu, zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), fitosterole, sole mineralne (zwłaszcza cynk i fosfor). Niektórzy twierdzą, że nasiona działają jak afrodyzjak. Obecne w nich żelazo poprawia skład krwi, a magnez chroni komórki mięśnia sercowego i komórki nerwowe przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Są też cennym źródłem białka. Jedzenie pestek dyni zaleca się przy schorzeniach jelit ? znakomicie pomagają w zwalczaniu pasożytów w organizmie, zakłóceniach funkcji pęcherza i dróg moczowych. Chrupanie pestek pomaga zmniejszyć przerost prostaty. Ponadto są skuteczne w walce z trądzikiem, korzystnie działają na porost włosów i paznokci. Zapobiegają przerostowi prostaty i skutecznie zwalczają pasożyty jelitowe. Ponadto wygładzają cerę, korzystnie działają na porost włosów i paznokci. Wystarczy codziennie jeść garść ziaren, by zauważyć poprawę. Najczęściej dodawane są do past, potraw mięsnych, sałatek czy surówek.
Pestki pomidora
Dobrze wpływają na metabolizm, bo usuwają z jelit szkodliwe substancje. Badania donoszą, że te nasiona są kluczem długiego życia oraz alternatywą dla aspiryny. Naturalny żel zawarty w ziarnach tego warzywa zapewnia odpowiednie krążenie krwi i zapobiega jej krzepnięciu. Można z nich zrobić także naturalny kosmetyk do twarzy. Same pestki są dobrym peelingiem. Rozgnieciona papka z pomidora i jego nasion odpowiednio nawilża i odświeża twarz oraz likwiduje nadmiar wytwarzanego sebum.
Arbuz i cytusy
Pestki dostarczają organizmowi potrzebne składniki i dzięki temu pomagają utrzymać zdrowie. Dlatego nie powinno zabraknąć ich w naszej diecie. Nasiona agrestu oraz kiwi są bogate w pektyny, które mają właściwości spulchniające i są skuteczne przy zaparciach. Pestki arbuza zawierają dużo potasu. Chronią przed nadciśnieniem tętniczym. Usprawniają działanie mięśni. Ziarna grejpfruta wykazują silne działanie przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybiczne. Poprawiają odporność organizmu. Należy jednak pamiętać, że nie mogą one być podstawą naszego menu, ale dodatkiem.
Trzeba też pamiętać, że niektóre z pestek zawierają trujące substancje. Tak jest m.in. w przypadku moreli, brzoskwiń, śliwek, wiśni czy czereśni. |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-24, 19:48
| wp.pl napisał/a: |
Zupy z puszki zawierają bisfenol A
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...bisfenol-a.html
Zupy z puszki mogą zawierać bisfenol A, substancję wchodzącą w skład powłoki wyściełającej puszkę od wewnątrz - informuje "Journal of the American Medical Association".
Bisfenol A (BPA) zawarty jest w poliwęglanach, żywicach epoksydowych i poliestrowych. Można go znaleźć na przykład w pojemnikach na mleko, warstwie plastiku wyściełającej puszki z konserwami, rurach wodociągowych, a nawet plombach dentystycznych. Z zawierającego bisfenol A poliwęglanu (PC) wytwarza się m.in. plastikowe pojemniki na żywność, duże butle do dystrybutorów wody czy turystyczne butelki do napojów.
W drugiej połowie lat 90. zaczęły się pojawiać doniesienia na temat potencjalnego szkodliwego wpływu uwalniającego się z opakowań plastikowych bisfenolu A na zdrowie. Wykazywano między innymi niekorzystny wpływ nawet niskich jego stężeń na komórki rozrodcze myszy.
BPA ma działanie naśladujące estrogeny, tj. żeńskie hormony płciowe. Są obawy, że może sprzyjać rozwojowi męskiej niepłodności, raka prostaty i raka piersi, a nawet otyłości. W Europie zabronione jest wytwarzani butelek dla niemowląt z materiałów zawierających bisfenol A, jednak puszki z zupą nadal powlekane są od wewnątrz takim tworzywem, aby nie korodowały.
Badania dr Jenny Carwile z Harvard School of Public Health na 75 ochotnikach wykazały, że zawarty w puszkach zupy bisfenol A jest wchłaniany z przewodu pokarmowego i w dużych ilościach wydalany z moczem.
Część badanych osób przez pięć dni codziennie zjadała około 350 gramów świeżo ugotowanej wegetariańskiej zupy, druga grupa - taką samą ilość zupy z puszki.
Po weekendowej przerwie grupy zamieniły się - grupa "puszkowa" jadła świeżą zupę, zaś druga - zupę z puszki. BPA wykryto w 77 proc. próbek moczu osób jedzących świeżą zupę, natomiast po zupie z puszki wykrywany był u 100 proc. badanych. Porcja zupy z puszki podnosiła poziom BPA prawie 20-krotnie (po świeżej zupie 1,2 mikrograma na litr, po zupie z puszki- 20,8 mikrograma).
Zdaniem autorki badań, to jedne z najwyższych poziomów BPA odnotowane u osób nienarażonych w pracy na kontakt z bisfenolem A. Dlatego konieczne są dalsze badania nad wpływem tej substancji na zdrowie. Wskazane może być całkowite wyeliminowanie BPA z powłok na puszkach. ( |
Zygmunt Skibicki - 2011-11-26, 20:40
| wp.pl napisał/a: |
Jak przechowywać żywność?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...c-zywnosc-.html
Duże znaczenie ma to, w czym przechowujemy żywność. Wpływa to nie tylko na smak, ale też na świeżość oraz termin przydatności do spożycia. I chociaż najchętniej wykorzystywane do tego celu są plastikowe pojemniki, to trzeba uważać z jakiego tworzywa są wykonane. Niektóre z nich mogą szkodzić zdrowiu.
Jak przechowywać żywność?
Przechowywana żywność ulega przemianom, które wpływają na jej skład oraz mogą zmieniać wartość odżywczą i smakową. Dlatego tak ważna jest odpowiednia temperatura, miejsce oraz to, w czym trzymamy jedzenie. Pojemniki ze szkła i porcelany nie wchodzą w reakcje z produktami spożywczymi. Dobrze, jeżeli mają przykrywkę, co nie pozwala jedzeniu wysychać. W opakowaniach metalowych nie trzymajmy z kolei kwaśnych rzeczy. W wyniku reakcji zachodzącej między metalem a jedzeniem, wytwarzają się trujące substancje. Dotyczy to także folii aluminiowej, która nie przepuszcza powietrza i pary wodnej. Dlatego nie owijamy w folię tych potraw, w których użyto octu czy pomidorów; dań z dodatkiem sosów pomidorowych oraz ciast owocowych. Po dłuższym czasie kwasy wejdą w reakcję z aluminium, przyczyniając się do zniszczenia folii. Jej drobne fragmenty mogą wówczas przedostać się do jedzenia, nadając mu metaliczny smak. Na kwaśnych produktach mogą pojawić się wówczas białe plamki (sole glinu). Trzeba też pamiętać, że zawinięte w folię aluminiową wilgotne składniki mogą spleśnieć.
Przed dostępem powietrza i wysychaniem dobrze zabezpiecza folia spożywcza. Zwykle chroni się żywność właśnie przed dostępem światała i powietrza - ze względu na tlen, który przyspiesza przemiany chemiczne, a tym samym psucie się jedzenia. Ale brak tlenu nie zawsze jest korzystny. W odniesieniu do warzyw zielonych bywa nawet niebezpieczny. Przechowując np. szpinak w warunkach beztlenowych, przyśpieszamy jego psucie. Procesy oddechowe zachodzące w tkankach podnoszą temperaturę, a brak dostępu powietrza może spowodować wytwarzanie się w warzywach bardzo szkodliwych azotynów. Zwłaszcza sałata musi mieć dostęp tlenu, żeby nie zaczęła oddychać beztlenowo. Gdy pakujemy ją w torebkę foliową, żeby nie wyschła i zachowała kruchość, popełniamy błąd. Sałata po pierwsze straci na smaku, a po drugie, i ważniejsze - zawarte w niej azotany, które same w sobie nie są toksynami, bez dostępu tlenu zaczną się redukować do szkodliwych azotynów. Niektóre gatunki roślin (również szczypiorek, natka, rzodkiewki, koperek) mają bowiem skłonność do kumulowania azotanów, ponieważ potrzebują azotu do wytworzenia białka.
- W lodówce trzymajmy żywność w dobrych pojemnikach, które mają okienka umożliwiające identyfikację zawartości. Nie wymaga to otwierania całości za każdym razem, gdy szukamy konkretnego produktu. Dobrze też, gdy pojemniki mają tzw. skrzydełko, które umożliwia odessanie powietrza. Taki zabieg pozwoli dłużej zachować świeżość jedzenia – mówi Anna Iwan, konsultant żywieniowy. - Do mrożenia najlepsze są pojemniki tzw. plastyczne, czyli takie, które nie pękają. Mają one odpowiednio wyprofilowany kształt.
Oszczędzają czas
Pojemniki ułatwiają po prostu życie. Oprócz tego, że zapewniają świeżość produktów i umożliwiają bezpieczne przewożenie, pozwalają oszczędzać czas i pieniądze. Wiele potraw można przygotować wcześniej i przechować w lodówce czy zamrażarce. I tu ważne jest z czego dany pojemnik jest wykonamy. Nie każdy jest odpowiedni. Niektóre z nich mogą nawet szkodzić zdrowiu.
- Niektóre pojemniki są bardzo drogie. Jednak nie przekreślajmy ich od razu, bo wydaje nam się, że mają zawyżoną cenę. Tak naprawdę mogą przyczynić się do oszczędności, jeśli dany produkt posłuży nam przez lata. Zwykłe często pękają i często musimy je wymieniać – dodaje Anna Iwan. - Dla przykładu podam, że odpowiednio dobrane pojemniki do chleba umożliwiają utrzymywanie odpowiedniego poziomu wilgotności. Pieczywo jest dłużej świeże, nie wysycha i nie pleśnieje.
Dlatego robiąc zakupy, patrzmy z czego wykonane są pojemniki. Przede wszystkim nie mogą one zawierać składników szkodliwych dla zdrowia (rakotwórczych). Sprawdzajmy także ich przeznaczenie. Bywa, że i cena nie jest bez znaczenia. Najczęściej te najtańsze są z gorszego tworzywa i nie dają gwarancji, że nie uwalniają rakotwórczych dioksyn. Ważna jest także ich szczelność.
- Do mrożenia polecam pojemniki z polietylenu, do jedzenia dla dzieci - z politereftalanu butylenu, do produktów sypkich – polipropylenu, a do przechowywania np. serów – polipropylenu – radzi Anna Iwan. - Takie pojemniki gwarantują bezpieczeństwo żywności, świeżość, a o za tym idzie służą zdrowiu. |
Filanc - 2011-11-27, 10:13
http://biznes.onet.pl/ukr...12,1,news-detal
Zygmunt Skibicki - 2011-11-27, 11:53
Nawiązując do powyższego linku Filanca...
O ile dobrze pamiętam, to gdzieś sporo wyżej w tym wątku jest dość obszerny artykuł na temat rzeczywistych walorów zdrowotnych poszczególnych naszych marek wód butelkowanych. Tutaj także potwierdza się mizeria Żywca Zdroju oraz wysokie miejsce w ich rankingu zajmowane przez Muszyniankę, co mnie cieszy, bo ją lubię.
A, że butelki PET...?
No cóż, z czegoś te nasze polary muszą być robione. Ponoć potrzeba 500 PET-ek na jedną bluzę polarową. Jeśli uwzględnić, ile różnego rodzaju rzeczy z polaru mam w domu, to ja już PET-ki po wypitej osobiście do końca mojego życia wodzie butelkowanej usunąłem ze środowiska na pewno.
Zygmunt Skibicki - 2011-12-08, 22:45
| wp.pl napisał/a: |
Kefir - zapomniany cudotwórca
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...cudotworca.html
Łagodzi problemy trawienne, chroni przed chorobami, wzmacnia organizm, obniża poziom cholesterolu we krwi, koi rany, dba o urodę. Pełen białka, witamin i potrzebnych nam bakterii kefir to prawdziwy cudotwórca.
Kto myśli, że kefir jest produktem obecnych czasów, bardzo się myli. Tradycja jego produkcji zapoczątkowana została ponad 3000 lat temu w rejonach Kaukazu, krainie długowieczności. Dziś, tak jak przed laty, unikalny smak napoju powstaje w procesie fermentacji mlekowej i alkoholowej prowadzonej przez bakterie i drożdże.
W walce z rakiem
Zawartość bakterii probiotycznych w kefirze jest większa niż w takiej samej porcji jogurtu. Warto o tym pamiętać, jesienią i zimą, kiedy częściej myślimy o wzmocnieniu odporności organizmu lub podczas antybiotykoterapii. Kefir pomaga na wielu płaszczyznach - wspomaga też leczenia biegunki i zmniejsza produkcję gazów w jelicie.
Kilka lat temu serwis internetowy AlphaGalileo przedstawiał badania rosyjskich naukowców z Uniwersytetu Moskiewskiego oraz z Rosyjskiej Akademii Nauk. Wynikało z nich, że bakterie żyjące m.in. w kefirze chronią przed wadliwymi zmianami w DNA i przed rozwojem nowotworów układu pokarmowego. Dzieje się tak dzięki pałeczkom kwasu mlekowego, które produkują m.in. enzymy i kwasy organiczne (mlekowy, octowy i masłowy) hamujące aktywność zagrażających DNA związków.
Wyniki kolejnych badań, opublikowanych w 2007 roku w czasopiśmie „Journal od Medicinal Foods” wyjaśniały natomiast, że ekstrakt z kefiru zawiera składniki mające zdolność hamowania wzrostu komórek nowotworu piersi. Co ciekawe, badania wykazały dobroczynne działanie kefiru również na redukcję objawów u osób mających dolegliwości lękowe.
Ratunek na dziecięce alergie
Kefir powstaje to doskonałe źródło wapnia, białka, witamin B2, B12, D. Dzięki dużej zawartości enzymów oraz bakterii probiotycznych kefir wspomaga procesy trawienne. To dlatego lekarze są zdania, że przyjazna bakteria ukryta w kefirze jest sposobem na alergie pokarmowe dzieci. Udowodnili to naukowcy z Tajwanu. Wyniki pracy opublikowali na łamach pisma „Journal of the Science of Food & Agriculture”.
Badania wykazały, że picie kefiru hamuje produkcję przeciwciał specyficznych dla odpowiedzi alergicznej organizmu - immunoglobulin E (IgE). Naukowcy z zespołu Ji-Ruei Liu z National Formosa University na Tajwanie podczas doświadczenia karmili myszy przypominającym kefir napojem mlecznym. Po trzech tygodniach zbadali poziom przeciwciał IgE dla ovalbuminy. Ovalbumina to silnie uczulające białko, występujące w białku jaj, które jest przyczyną większości alergii wśród małych dzieci. Poziom IgE u badanych zwierząt był trzykrotnie niższy niż przed rozpoczęciem podawania napoju.
Po wieloletnich badaniach naukowcy doszli do wniosku, że najprawdopodobniej zawarte w kefirze bakterie, zapobiegają przechodzeniu antygenów z pokarmu przez ścianę jelit.
W Europie Wschodniej, wiele matek podaje lekkostrawny kefir niemowlętom odstawianym od piersi, jakby podświadomie dowodząc, że naukowcy mają rację.
Sprzymierzeniec urody
Chyba każdy zna domowe, babcine sposoby na poparzenia. Przyłożony do spalonych słońcem pleców kefir koi ból i zmniejsza rany. Nic dziwnego, że jego właściwości postanowiono wykorzystywać w kosmetyce.
Zachęcamy by pomyśleć o kefirze w domowym spa. Korzystnie wpływa na wygląd włosów - wzmacnia je, zapobiega łupieżowi i opóźnia siwiznę. Dużo zyskuje dzięki niemu nasza skóra. Kefir wpływa poprawę cery ze skłonnością do trądziku. |
Zygmunt Skibicki - 2011-12-12, 09:48
| wp.pl napisał/a: |
20 przekąsek poniżej 100 kcal
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art758.html
Każdy z nas marzy o tym, by móc jeść do syta i jednocześnie chudnąć (albo przynajmniej nie tyć). To marzenie nie jest bynajmniej nierealne, trzeba tylko mądrze wybierać. Podpowiadamy, po jakie przekąski możemy sięgać pomiędzy posiłkami, żeby było smacznie, zdrowo i zarazem dietetycznie.
Świeży ananas - dojrzały plasterek ananasa pachnie obłędnie i równie dobrze smakuje. To przekąska pełna witaminy C, B6 oraz manganu i miedzi. Ananas dodatkowo wspomaga odchudzanie, dzięki zawartości bromeliny oraz biotyny. Po taką przekąskę nie powinny sięgać osoby cierpiące na wrzody żołądka lub dwunastnicy, ponieważ ananas (zwłaszcza niedojrzały) ma właściwości zakwaszające.
Kaloryczność: 100 g = 55 kcal
16 ogórków kiszonych - coś dla amatorów mniej słodkich przekąsek. Kiszony ogórek, podobnie jak kiszona kapusta czy jogurt, to doskonałe źródło bakterii probiotycznych, które wspomagają pracę układu pokarmowego. Poza tym kiszony ogórek jest dla naszego organizmu lżej strawny niż ogórek świeży, a w dodatku jest to doskonałe źródło witaminy C!
Kaloryczność: 1 średni ogórek = 6 kcal (amator ogórków kiszonych musiałby zjeść ich aż 16, żeby pochłonąć porcję 100 kcal)
Seler naciowy - to jedna z najmniej kalorycznych przekąsek! A w dodatku jedna z najzdrowszych – błonnik, cała masa witaminy C (dwa razy więcej niż owoce cytrusowe), a w bonusie olejki eteryczne poprawiające trawienie. Poza tym seler to doskonałe źródło witaminy E, witamin z grupy B, kwasu foliowego i witaminy PP. Te zielone natki to także skarbnica fosforu, wapnia, potasu, cynku, magnezu i żelaza.
Kaloryczność: 1 łodyga = 2 - 3 kcal (żeby pochłonąć 100 kcal, można by zjeść w ciągu dnia nawet 100 łodyg selera!)
4 kostki gorzkiej czekolady - gorzka czekolada to bogactwo miazgi kakaowej, a ta jak wiadomo zawiera magnez, żelazo, potas oraz wiele cennych witamin i antyoksydantów. Naukowcy z Wielkiej Brytanii odkryli nawet, że posiada ona właściwości, dzięki którym chroni skórę przed promieniowaniem ultrafioletowym, dzięki czemu zmniejsza zachorowalność na nowotwory skóry.
Kaloryczność: 4 kostki = 88 kcal
3 mandarynki - już jedna mandarynka pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu na witaminę C w 30 proc. Poza tym te małe i słodkie owoce pełne są beta karotenu, witamin z grupy B, potasu, wapnia, fosforu, magnezu, sodu i żelaza. Amatorzy mandarynek znacznie rzadziej niż inne osoby skarżą się na kłopoty z wątrobą, rzadziej też chorują na cukrzycę. Grupy naukowców, które bliżej przyglądały się mandarynką twierdzą, że działanie ochronne mandarynki zawdzięczamy zawartym w niej karotenoidom. Natomiast w skórce tych owoców naukowcy odkryli związek o nazwie salvestrol Q40, który ma właściwości umożliwiające mu walkę z nowotworami.
Kaloryczność: 3 sztuki= 78 kcal
2 papryki czerwone - te warzywa są cennym źródłem witaminy C, i co najciekawsze, jako jedyne warzywo nie tracą jej w trakcie obróbki termicznej. Papryka poza witaminą C zawiera komplet witamin z grupy B, wapń, potas, żelazo i magnez. To czerwone warzywo reguluje funkcjonowanie wątroby i układu trawiennego , ma też właściwości bakteriobójcze. Z kolei kapsaicyna (substancja, której najwięcej jest w małych, pikantnych papryczkach) posiada właściwości antynowotworowe.
Kaloryczność: 2 sztuki= 72 kcal
2 wafle ryżowe - nie zawierają co prawda wielu witamin i mikroelementów, są za to niskokaloryczne, bo jedna sztuka to zaledwie 40 kcal. Mogą służyć zarówno jako przekąska, jak i jako zamiennik pieczywa. Zaletą wafli ryżowych jest dość wysoka zawartość błonnika, która na dłuższy czas pozawala zaspokoić uczucie głodu.
Kaloryczność: 2 sztuki= 80 kcal
Jogurt naturalny - to doskonałe źródło białka, które pobudza przemianę materii (na tej właściwości białka bazuje popularna dieta dr Dukana, nazywana też dietą proteinową) oraz wapnia, które w naturalny sposób przyspiesza rozkład związków tłuszczowych. Jogurt to także naturalne źródło dobroczynnych bakterii, które dbają o prawidłową florę w naszych jelitach. Dobrym (i równie zdrowym) zamiennikiem jogurtów jest kefir, którego małe opakowanie to zaledwie 70 kcal.
Kaloryczność: 1 sztuka = 90 kcal
4 suszone morele - jak wszystkie owoce suszone, morele także są dość kaloryczne, dlatego nie należy jeść ich w dużych ilościach. Mają one jednak świetne działanie na nasz organizm. Suszone morele ro doskonałe źródło błonnika, żelaza, potasu oraz beta – karotenu. Suszone morele, podobnie jak suszone śliwki, regulują pracę układu trawiennego.
Kaloryczność: 4 sztuki = 100 kcal
2 płaskie łyżki rodzynek - są bardzo słodkie, a zarazem zdrowe. Obniżają poziom cholesterolu oraz ryzyko wystąpienia osteoporozy, przyspieszają też spalanie tłuszczów w organizmie. Te suszone winogrona to także świetne źródło fosforu oraz jodu. Ze względu na wysoką zawartość witamin z grupy B rodzynki są polecane przez dietetyków osobom pracującym umysłowo.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 35 kcal
3 owoce kiwi - ten mały, niepozorny owoc to prawdziwa bomba witaminowa! Kiwi jest bogatym źródłem witaminy C, E, witamin z grupy B oraz potasu i cynku. Naukowcy, którzy zajęli się badaniem właściwości tego owocu, polecają je szczególnie osobom cierpiącym na schorzenia układu oddechowego. Poza tym kiwi wzmacnia odporność i hamuje apetyt! To właśnie z tego powodu dietetycy zalecają jedzenie tego owocu osobom, które walczą z nadmiarem kilogramów.
Kaloryczność: 3 średnie sztuki = 93 kcal
Kisiel - najlepiej oczywiście jest zrobić go samemu z soku owocowego oraz mąki ziemniaczanej, wówczas poza kaloriami, dostarczymy też organizmowi niezbędnej porcji witamin i minerałów. Ważne jednak, by nie dodawać do niego cukru, ponieważ zwiększy to jego kaloryczność. Najprostszy przepis na kisiel własnej roboty: 1,5 szklanki soku owocowego lub wody, 1 duże jabłko, 2 płaskie łyżki mączki ziemniaczanej, 3 łyżki zimnej wody. Wodę zagotowujemy, dodajemy do niej starte jabłko. Mączkę ziemniaczaną rozprowadzamy w 3 łyżkach zimnej wody i dodajemy do gotującej się wody z jabłkiem. Mieszamy tak długo, aż kisiel zgęstnieje.
Kaloryczność: 1 porcja = 80 kcal
Migdały- to świetne źródło łatwo przyswajalnego białka oraz wapnia. Słyną one ze swojej wysokiej zawartości witaminy E (ok. 12 sztuk migdałów zaspokajają dzienne zapotrzebowanie na nią aż w 120%!), mają też wysoką zawartość witamin z grupy B oraz kwasu foliowego. Poza tym bogate są w cynk, odpowiadający za prawidłową pracę układu odpornościowego oraz w magnez, który przyda się szczególnie osobom zestresowanym i pijącym duże ilości kawy.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 75 kcal
Pestki dyni - to doskonałe źródło cynku, manganu, magnezu, fosforu oraz żelaza. Ze względu na zawartość lecytyny są także doskonałą przekąską dla osób, które mają kłopoty z koncentracją. Pestki dyni warto też chrupać ze względu na fakt, że zawierają prawie pełen pakiet witamin z grupy B.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 45 kcal
Pestki słonecznika - to świetny wybór dla osób, których organizm odczuwa deficyt witamin A, E oraz D. Ze wszystkich nasion, to właśnie słonecznik jest najbogatszym źródłem witaminy B6. Pestki słonecznika to także bogate źródło białka i żelaza (mają go dwa razy więcej niż rodzynki!), cynku, wapnia oraz potasu.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 45 kcal
Brokuły - już w jednej filiżance różyczek brokułu jest więcej witaminy C niż w pomarańczy! Poza tym brokuły są jednym z najlepszych źródeł witaminy A, zawierają też cenne dla naszego organizmu witaminy E, K, C oraz witaminy z grupy B. Te zielone warzywa to także świetny dostawca minerałów: są bogate w potas, fosfor, żelazo, wapń i chrom. Wiele osób słusznie kojarzy brokuły z właściwościami antynowotworowymi. Zawierają one bowiem sulforafan – substancję chemiczną o takich właśnie właściwościach.
Kaloryczność: 10 dkg = 35 kcal
Sucharki - nie zawierają co prawda tylu witamin co warzywa czy owoce, ale są za to niskokaloryczną alternatywą dla batonika czy chipsów. Są one źródłem białka oraz węglowodanów, dlatego warto korzystać z nich także podczas przygotowywania śniadań.
Kaloryczność: 1 sztuka = 60 kcal
6 marchewek- pocięta w słupki może zastąpić chociażby paluszki, a jest ich zdecydowanie zdrowszą alternatywą. To warzywo jest przede wszystkim bogatym źródłem beta-karotenu. Poza prowitaminą A, razem z marchwią dostarczymy organizmowi witaminy B1, B2, PP, K oraz C, a także wapń, żelazo, fosfor, miedź, cynk, magnez, jod oraz potas.
Kaloryczność: 1 średnia marchew = 15 kcal
Banan - przekąska o tyle zdradliwa, że im dojrzalszy (czyli słodszy), tym więcej kalorii zawiera. Banany to jednak doskonałe źródło witamin z grupy B, ale też witaminy C i A. To popularna przekąska wśród sportowców (nie tylko Małysz jadał bułki z bananem), ze względu na wysoką zawartość potasu i niewielką zawartość sodu. Banan sprawdzi się też jako przekąska dla osób, które chcą szybko poprawić sobie nastrój – a to ze względu na zawartość tryptofanu, czyli aminokwasu, który uwalnia serotoninę.
Kaloryczność: 1 średni , niezbyt dojrzały banan = 100 kcal
Jabłko- najcenniejsze, co mają te owoce to skórka i pestki, czyli te elementy owocu, które zwykle wyrzucamy. Zawierają one bowiem pektyny, które pomagają organizmowi oczyścić się z toksyn – pomagają usunąć resztki pokarmów, regulują florę bakteryjną i neutralizują substancje toksyczne.
Kaloryczność: 1 średni owoc = 51 kcal |
Jeden z tego wszystkiego wniosek i to nie za bardzo odkrywczy: Всё возможно, но... осторожно!
Zygmunt Skibicki - 2012-01-02, 19:35
| wp.pl napisał/a: |
Która kasza jest najzdrowsza?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...jzdrowsza-.html
Przez lata zapomniane, kasze powoli wracają na nasze stoły. Leczą raka, pomagają schudnąć, oczyszczają organizm z toksyn i są prawdziwymi bombami witaminowymi. Skąd biorą się ich cudowne właściwości? Kasze to całe lub rozdrobnione ziarna zbóż, z których pozbyto się jedynie składników nieprzyswajalnych przez nasz organizm. Pełne są zatem pierwiastków podnoszących odporność organizmu, wspomagających układ krążeniowo- naczyniowy, poprawiających stan skóry, włosów i paznokci.
Kasza gryczana
Wielu osobom kojarzy się z porcją nieciekawego wojskowego dania, polanego burawym sosem. A przecież nie musi tak być. Dobrze przygotowana kasza na sypko jest wspaniałym dodatkiem do pieczonych mięs, zrazów lub nawet pierogów. Nie unikajmy jej, ponieważ spośród wszystkich kasz, właśnie ta jest najbardziej wartościowa, jeżeli chodzi o właściwości odżywcze. Najwięcej w niej witaminy B1 i B2. Biorąc pod uwagę cały zestaw kasz, właśnie gryczana zawiera też najwięcej magnezu. Specjaliści stwierdzili przy tym, że gryka pełna jest witaminy B17, która posiada silne właściwości antynowotworowe.
Kasza jaglana
Ugotowana na mleku z dodatkiem rodzynek, śliwek, jabłek i cynamonu, będzie prawdziwym rarytasem. Takiego deseru nie powstydzi się żadna gospodyni. Za smakiem pójdzie zdrowie, bowiem kasza jaglana zawiera rzadko występującą w produktach spożywczych krzemionkę, która zbawiennie działa na paznokcie, zęby, włosy oraz skórę. Wytwarza się ją poprzez łuskanie ziarna prosa, jest jedną z najstarszych znanych człowiekowi kasz, a zaraz po gryczanej klasyfikuje się jako najzdrowsza. Pełna jest witaminy B2, PP i lecytyny. I tu nie brakuje pomagającej w walce w rakiem witaminy B17. Zawiera niezwykle dużo białka i węglowodanów w złożonej postaci. Jedząc ją, wzmacniamy nerki i wspomagamy proces mineralizacji kości.
Pęczak
Pęczak zalicza się do kasz jęczmiennych, a jęczmień jest najstarszą rośliną uprawną, znaną już w okresie neolitu. Spośród kasz jęczmiennych ma największą wartość, ponieważ jest w minimalnie przetworzona, przez co jej skład i właściwości są nieocenione. Do tego dochodzi wspaniały smak. Wytrawni kucharze twierdzą, że wyjątkowo smakuje przygotowana z suszonymi pomidorami i wędzonym twarogiem. Idąc w stronę tradycyjnej polskiej kuchni, można przygotować ją z suszonymi grzybami i oscypkiem. Gospodynie gotują wyśmienite risotto, zastępując ryż zdrowym pęczakiem, wzmacniając przy tym nerki i wspomagając proces mineralizacji kości. Nie tylko my doceniamy jej smak. Mało kto wie, że odpowiednio przygotowany pęczak jest często stosowaną przynętą w połowie ryb na wędkę.
Kasza perłowa
W wielu regionach Polski znana jest pod nazwą "kasza mazurska". Jej smak docenia najwięcej osób, decydujących się na jedzenie kasz. Małe, połyskujące cząstki uzyskuje się poprzez pocięcie jęczmiennego pęczaku, które następnie poddaje się obtoczeniu i polerowaniu. Sposób obróbki ziarna pozbawia ją nieco wartości zdrowotnych. Jednak jak wszystkie inne kasze jęczmienne i ta należy do grupy naturalnych, pełnoziarnistych, bardzo wartościowych produktów zbożowych.
Kasza perłowa często pojawia się w zupach, choćby popularnym krupniku. Kiedy połączymy ją z suszonymi grzybami lub pieczarkami i zawiniemy w liście kapusty, uzyskamy wspaniałe postne gołąbki.
Kasza owsiana
Niezbyt często pojawia się na naszych stołach, a szkoda. Z kaszy owsianej przyrządzić można prawdziwe rarytasy. Przede wszystkim pyszne są zupy mleczne i desery z owocami z jej udziałem. Świetnie sprawdza się też przy zagęszczaniu sosów czy zup. Dobrze smakuje dodana do farszów. Najbardziej znana forma tej kaszy to płatki owsiane. Kasza owsiana to przede wszystkim bogate źródło białka błonnika, który przyczynia się do obniżania cholesterolu we krwi i reguluje pracę przewodu pokarmowego. Podobnie, jak inne kasze, i ta dostarcza nam witamin z grupy B, które to ułatwiają prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego oraz wpływają na stan i kondycję włosów. Zawiera wspominaną już i pomocną w walce z rakiem witaminę B17.
Kasza manna
Gotowaną na mleku jadają zwykle dzieci. Czasami okraszana jest łyżką syropu lub ulubionego dżemu. Jej przygotowanie jest proste. Przede wszystkim nie trzeba kaszy płukać, co zaoszczędza sporo czasu. Kasza manna (zwana też grysikiem) jest drobniutka. Otrzymuje się ją z ziarna pszenicy. Ze wszystkich kasz manna ma chyba najwięcej zastosowań. W kuchni sprawdza się jako samodzielne danie, czyli zupa lub budyń lub zamiennik bułki tartej, wspaniale zagęszczając mięso na kotlety sosy, zupy. Można z niej tez robić ciasta.
Co z jej właściwościami? Spośród innych kasz wyróżnia się dużą zawartością jodu i skrobi.
Kuskus
Gotując ją, postępujemy podobnie jak z kaszą manną ? też nie musimy jej płukać. Można nawet powiedzieć, że jest wyjątkowo prosta w przygotowaniu ? wystarczy zalać ją wrzącą wodą, odczekać kilka minut i gotowe, choć tam skąd pochodzi przygotowuje się ją w bardziej skomplikowany sposób. Kasza kuskus przybyła do nas z północno-zachodniej Afryki, gdzie otrzymuje się ją ze specjalnego rodzaju pszenicy - durum. Ta drobna kasza wspaniale sprawdza się w sałatkach, zupach i zapiekankach. Jest lekkostrawna i sycąca, co sprawia, że poleca się ją dzieciom, kobietom w ciąży i osobom starszym. Zawiera węglowodany i duże ilości białka. Brak w niej jednak błonnika, ma też mniej minerałów i witamin niż inne kasze. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-02, 19:36
| wp.pl napisał/a: | Kto pije najwięcej piwa?
źródło - http://finanse.wp.pl/gid,...ia.html?T" target="_blank" target="_blank[page]=1
Jesteśmy w czołówce producentów piwa na świecie. Pod względem spożycia na głowę mieszkańca plasujemy się... zobacz, na którym miejscu.
Najwięksi miłośnicy piwa nie muszą jednak celować w jego produkcji. My jesteśmy w gronie kilku państw, które są w stanie zaspokoić swój popyt, a nawet wyeksportować nadwyżki.
Rosjanie - 11. miejsce
Konsumpcja piwa: 73 l / os.
Produkcja piwa: 102 930 tys. hl (hektolitrów)
Rosja jest jednym z największych rynków piwa na świecie. W ciągu ostatniej dekady produkcja złocistego napoju wzrosła aż o 87 proc. Mimo to konsumpcja piwa plasuje Rosjan dopiero na 14. miejscu.
Nic dziwnego, skoro bardziej popularnym trunkiem jest tam wódka. W konsekwencji wśród alkoholi spożywanych przez naszych wschodnich sąsiadów piwo stanowi jedynie 33 proc.
Amerykanie - 10. miejsce
Konsumpcja piwa: 79 l / os.
Produkcja piwa: 227 838 tys. hl
Stany Zjednoczone to jeden z największych producentów piwa. Sporo jednak eksportuje, gdyż Amerykanie nie są w stanie wypić wszystkiego, co uwarzą. Średnio mieszkaniec tego kraju konsumuje niecałe 80 litrów piwa.
Na liście największych producentów USA wyprzedzają tylko Chiny. Jednak produkowane jest tam dwa razy tyle złocistego trunku, co za oceanem.
Hiszpanie - 9. miejsce
Konsumpcja piwa: 80 l / os.
Produkcja piwa: 33 375 tys. hl
Słoneczna Hiszpania sprzyja rynkowi schłodzonego piwa pitego w cieniu palm. Jest to jeden z największych producentów tego trunku w Europie. Mimo to niewielu Polaków zna takie marki jak San Miguel Especial, Moritz czy Estrella Damm.
Na Półwyspie Iberyjskim piwo stanowi 45 proc. spożywanych tam alkoholi.
Brytyjczycy - 8. miejsce
Konsumpcja piwa: 81 l / os.
Produkcja piwa: 44 997 tys. hl
Z Wielką Brytanią kojarzy nam się stereotyp Anglika - piwosza. Tymczasem, co ciekawe, to Polacy piją więcej piwa niż Brytyjczycy. Wyspiarze przodują jednak w ilości rodzajów i marek piw oraz wyrafinowaniu kultury piwnej.
Na Wyspach funkcjonuje niemal 700 browarów. Heineken UK jest wiodącym producentem piwa i cydru w Wielkiej Brytanii, rocznie sprzedaje 12 mln hektolitrów piwa i 4 mln hektolitrów cydru.
Belgowie - 7. miejsce
Konsumpcja piwa: 82 l / os.
Belgia to piwny potentat. Eksportuje niemal 60 proc. swojej piwnej produkcji. Belgijski holding Anheuser-Busch Inbev to największy producent piwa na świecie. Jego piwa stanowią ponad 19 proc. światowej produkcji złocistego napoju.
Mimo to trudno szukać tego kraju w pierwszej dziesiątce największych wytwórców piwa. Znaczna część produkcji powstaje poza granicami Belgii.
W Europie najbardziej znane marki piwa to: Stella Artois, Hoegaarden oraz Leffe.
Australijczycy - 6. miejsce
Konsumpcja piwa: 82 l / os.
Australia jako była brytyjska kolonia także ma piwną tradycję. Jednak większość tego trunku dociera do niej z zagranicy. Najbardziej znana marka piw australijskich to Foster's Lager oraz Victoria Bitter - znane jako VB.
Polacy - 5. miejsce
Konsumpcja piwa: 85 l / os.
Produkcja piwa: 33 375 tys. hl
Jesteśmy piątym na świecie konsumentem piwa w przeliczeniu na mieszkańca. Jednocześnie plasujemy się na dziewiątym miejscu pod względem produkcji tego trunku. Zaspokajamy własne potrzeby i eksportujemy nadwyżki. Najważniejszymi kierunkami eksportu polskiego piwa są skupiska naszej emigracji - Stany Zjednoczone, Wielka Brytania oraz Irlandia.
Polacy cenią sobie piwo - 56 proc. spożywanych trunków to właśnie napój z chmielu. W naszym kraju działa 70 firm produkujących ten alkohol.
Irlandczycy - 4. miejsce
Konsumpcja piwa: 99 l / os.
Irlandczycy znani są ze swego zamiłowania do ciemnego piwa. Jednym z najbardziej znanych marek piw jest właśnie irlandzki Guinness.
W Irlandii piwo produkuje się głównie na zaspokojenie wewnętrznego popytu. Działa tam niewiele, bo 26 browarów. Mimo to Guinness jest eksportowym hitem.
Niemcy i Austriacy - 2. miejsce
Austria
Konsumpcja piwa: 106 l / os.
Niemcy
Konsumpcja piwa: 107 l / os.
produkcja piwa: 95 683 tys. hl
W obu krajach podobna jest kultura picia piwa oraz poziom jego konsumpcji. W Austrii działa ponad trzy razy więcej wytwórni piwa niż w czterokrotnie większej Polsce. Niemcy natomiast są potęgą w jego produkcji, mimo że największy niemiecki browar Oettinger zajmuje dopiero 34. pozycję na liście czołowych browarników z udziałem w światowym rynku 0,4 proc.
Czesi - 1. miejsce
Konsumpcja piwa: 144 l / os.
Największymi piwoszami są natomiast Czesi. Statystyczny przedstawiciel tego narodu wypija rocznie prawie 40 litrów piwa więcej niż następny w rankingu Niemiec.
Najbardziej znanymi czeskimi markami jest Budweiser oraz Pilsner Urquell. Mimo ich dobrej rozpoznawalności produkcja czeskich browarów w skali światowej nie jest duża. Poza własnymi markami Czesi gustują także w piwie importowanym.
Produkcja piwa - świat
1. Chiny - 448 304 tys. hl
2. USA - 227 838 tys. hl
3. Brazylia - 114 000 tys. hl
4. Rosja - 102 930 tys. hl
5. Niemcy - 95 683 tys. hl
6. Meksyk - 79 889 tys. hl
7. Japonia - 59 630 tys. hl
8. Wielka Brytania - 44 997 tys. hl
9. Polska - 33 900 tys. hl
10. Hiszpania - 33 375 tys. hl
Największymi producentami piwa są Chiny, jednak tak jak w przypadku trzeciej w rankingu Brazylii wolumen produkcji wynika raczej ze skali gospodarki i liczby ludności niż wyjątkowych upodobań do złocistego trunku.
Miłośnicy piwa - Niemcy pod względem produkcji znajdują się dopiero na piątej pozycji. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-04, 09:33
| wp.pl napisał/a: |
6 ziół, które wspomogą twoje trawienie
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art774.html
Typowe objawy niestrawności to: ból brzucha, zgaga, wzdęcia, wiatry oraz skurcze żołądka. W łagodzeniu tych przykrych dolegliwości pomocne mogą okazać się napary ziołowe. Część roślin wspomagających proces trawienia to jednocześnie znane przyprawy. Ich wykorzystanie podczas przygotowywania potrawy może zatem, poza poprawą aromatu, wpłynąć jednocześnie na lepsze trawienie.
Mięta pierzowa
Mięta pieprzowa to jedna z najstarszych roślin leczniczych. Z jej liści przygotowuje się susz oraz olejki. Ich cennym składnikiem jest mentol, który ma właściwości chłodzące, dezynfekujące, przeciwbólowe i rozkurczowe. Napary z mięty sprawdzają się w łagodzeniu skurczowych dolegliwości żołądkowo – jelitowych, działają również żółcio- i wiatropędnie. Warto pamiętać, że osoby, u których występują kamienie żółciowe, powinny spożywanie naparów i wyciągów z mięty konsultować wcześniej z lekarzem. Świeża i suszona mięta jest często wykorzystywana w kuchni angielskiej, gdzie przygotowuje się z niej sos, wykorzystywany jako dodatek do mięs.
Imbir lekarski
Imbir to popularna roślina przyprawowa kuchni azjatyckiej. Jego kłącze zawiera składniki, które pobudzają wydzielanie śliny, soku żołądkowego i żółci, dzięki temu doskonale sprawdza się jako środek wspomagający proces trawienia. Imbir pomaga również łagodzić nudności oraz charakteryzuje się działaniem przeciwutleniającym. Doskonale wzbogaca smak części dań mięsnych, rybnych, warzywnych oraz wypieków. Aby przygotować z niego napar wystarczy zalać sproszkowane lub świeże starte kłącze wrzątkiem i odczekać 5 do 10 minut. Kawałek imbiru można również dodać podczas parzenia czarnej lub zielonej herbaty.
Rozmaryn lekarski
Rozmaryn to aromatyczna przyprawa popularna w kuchni śródziemnomorskiej. Jego liście zawierają olejek lotny, w skład którego wchodzą: garbniki, gorycze, fitoncydy, alfa- i beta – pinen, kamfen i cyneol. Rozmaryn to również ceniona roślina lecznica o dzianiu żółciopędnym, wiatropędnym i przeciwskurczowym, która doskonale wspomaga proces trawienia. Warto przyprawiać nim mięsa (baraninę, dziczyznę), potrawy z ziemniaków, makrony, sałatki oraz ryby. Z jego liści można również przygotować napary.
Mniszek lekarski
Mniszek lekarski, nazywany również mleczem, jest często kojarzony jedynie z pospolitym chwastem. Ta niepozorna roślina zawiera jednak szereg cennych związków takich jak: substancje goryczkowe, flawonoidy, aminokwasy i minerały. Korzeń i ziele mniszka charakteryzują się działaniem żółciopędnym, odwadniającym i lekko przeczyszczającym. Przygotowane z nich napary są pomocne przy zaburzeniach trawienia. Warto jednak pamiętać, że w przypadku występowania stanów zapalnych oraz niedrożności dróg żółciowych lub jelit stosowanie naparów z mniszka należy skonsultować z lekarzem.
Kminek
Kminek należy do rodziny baldaszkowatych. Jego owoce są wykorzystywane zarówno jako przyprawa, jak i surowiec leczniczy. Olejek eteryczny otrzymywany z nasion kminku pobudza wydzielanie soków żołądkowych oraz działa rozkurczowo. Kminek, to jeden z najlepszych roślinnych środków na wzdęcia. Nie bez powodu zatem stanowi stały dodatek aromatyczny typowych potraw o działaniu wzdymających np. dań z kapusty lub z nasion roślin strączkowych.
Koper ogrodowy i włoski to krewniacy kminku
Ich owoce również zawierają substancje, które działają rozkurczowo i wspomagają czynności przewodu pokarmowego. Aby przygotować napar z kminku lub kopru włoskiego, należy dokładnie rozgnieść ich owoce, a następnie zalać je wrzątkiem i pozostawić na 10 minut. Napar powinno się przecedzić po zaparzeniu. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-05, 20:51
| wp.pl napisał/a: |
Odporność zawarta w jedzeniu
źródło - http://dzieci.pl/chgid,14...gputicaid=6dafd
Za oknem chlapa, mrozu nie ma, bakterie i wirusy szaleją. Przedszkolaki i uczniowie przechodzą od kataru w kaszel, z grypy w zapalenie oskrzeli, od zapalenia ucha do zapalenia krtani. Nie musiałoby tak być, gdybyśmy bardziej zwracali uwagę na odpowiednią dietę, uwzględniającą większe niż w innych porach roku potrzeby małych organizmów. Zanim więc zaczniecie kupować swoim dzieciom drogie preparaty witaminowe, przeanalizujcie, jak w naturalny sposób można wzmocnić odporność poprzez odpowiedni sposób odżywiania. Trzeba też pamiętać, że z pomocą jedzenia można nie tylko wzmocnić odporność, ale też zmniejszyć rozdrażnienie, przygnębienie i ogólnie negatywne nastawienie do świata.
Dużo witaminy C, A, B oraz cynk, selen i żelazo
W zimowo-jesiennej diecie ważne jest dostarczenie jak największej ilości witamin C, A oraz B a także cyknu, selenu i żelaza. Cynk chroni przed przeziębieniem, grypa, infekcjami grzybicznymi, łagodzi katar i kaszel. Selen chroni błony komórek przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Usprawnia pracę układu odpornościowego, łagodzi stany zapalne. Żelazo z kolei wpływa ogólnie na kondycję całego organizmu, a co za tym idzie na stan odporności. Witaminy z kolei pełnią inne ważne funkcje ochronne w organizmie: witamina A utrzymuje w dobrym stanie błonę śluzową dróg oddechowych, chroniąc przed wniknięciem zarazków, zwiększają też liczbę komórek układu odpornościowego, pomaga odeprzeć wirusy, a w razie choroby pokonać infekcję. Witamina C neutralizuje wolne rodniki, zanim zdążą uszkodzić komórki. Aktywizuje białe ciałka krwi i przekaźniki chemiczne do walki z chorobą. Uszczelnia ściany naczyń krwionośnych, ułatwiając walkę z katarem. Z kolei witaminy z grupy B współuczestniczą w tworzeniu białek, hormonów i enzymów potrzebnych do obrony przed zarazkami.
Co zatem należy podawać dzieciom szczególnie często, aby ich układ odpornościowy był w stanie odeprzeć wszelkie ataki bakterii i wirusów?
Marchewka
Ma wysokie walory lecznicze! Wzmacnia i pobudza naturalne siły obronne organizmu do walki z wirusami. Zawarty w niej beta-karoten jest niezbędny do prawidłowego widzenia. Marchewka polecana jest też przy ogólnym osłabieniu, anemii, brakach witamin. Najwięcej wartości ma surowa marchew, dlatego maluchowi należy jak najczęściej podawać świeżą surówkę lub sok marchwiowy. Gotowana marchew dodatkowo pomaga przy biegunce.
Buraczki
Są prawdziwą bombą jeśli chodzi o zwartość żelaza (polecane są dzieciom z anemią). Jest w nich sporo wapnia, który działa przeciwzapalnie, magnezu - usprawnia on pracę systemu nerwowego. Buraczki poprawiają apetyt u niejadków, a ponadto są lekkostrawne. Niemowlęciu można je przyrządzać w formie papki czy przecieru, a starszym dzieciom w formie ćwikły (najlepiej z chrzanem, który ma dodatkowo działanie przeciwbakteryjne - sprawdzi się więc przy przeziębieniu!). Warto też z buraczków ugotować zupę i przygotowywać rozmaite sałatki – dzieci chętnie je jedzą, ponieważ ma słodkawy smak.
Cebula i czosnek
Trudno przecenić lecznicze właściwości tych warzyw – tak naprawdę to naturalne lekarstwa. Zawierają fitoncydy, które działają podobnie jak antybiotyki. Zabijają bakterie, wzmacniają organizm, zapobiegają infekcjom. Pomagają w leczeniu kataru, kaszlu, przeziębienia, anginy, grypy. Prawdziwy skarb – szkoda tylko, że rzadko które dziecko je lubi… Aby przemycić cebulę i czosnek w jedzeniu, warto stosować małe ilości, ale konsekwentnie – wmiksowując do zupek, do mielonego mięsa, do papek warzywnych, siekając drobniutko do surówek… Maluszkom (od 7.-8. miesiąca) można podawać cebulkę lub czosnek po ugotowaniu (dodane np. do zupy lub mięsa). Bardzo dobry przy przeziębieniach jest też syrop z cebuli lub czosnku – posiekane warzywo zasypuje się niewielką ilością cukru i czeka aż puści sok.
Maliny
Owoce malin są doskonałym środkiem łagodzącym gorączkę, ponieważ pobudzają czynność gruczołów potowych, a pot odparowując ze skóry powoduje obniżenie temperatury. Działają też przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, mają działanie hamujące rozwój bakterii jelitowych i skutecznie zmniejszają biegunkę. Wartościowe są zarówno owoce, jak i napary z liści malin. Maliny warto podawać dzieciom zarówno w formie soków, dodatków do kaszy manny czy kisielu, a także herbatek. Przy okazji – ważna wiadomość dla mam – maliny łagodzą tez bóle menstruacyjne, zwłaszcza gdy pijemy je w postaci herbatek.
Goździki i kminek
Do gotowanych potraw warto dodawać przez cały sezon zimowy goździki i kminek. Niewielkie ilości nie powinny drażnić dziecka, a potrafią zdziałać cuda. Goździki mają silne właściwości lecznicze –dezynfekują, zwalczają stany zapalne, uśmierzają ból, pomagają też zabliźniać rany. Z kolei kminek ma właściwości wykrztuśne – sprawdza się więc przy tendencjach do infekcji dróg oddechowych. Jest stosowany jako składnik w lekarstwach na zapalenie oskrzeli oraz na kaszel. Stosuje się go też przy stanach zapalnych dróg moczowych oraz przy biegunkach. Przyprawy te można dodawać do zup, kompotów, duszonego mięsa, potrawek warzywnych, a goździki także zaparzać z herbatkami.
Zielenina
Wśród zielonych dodatków do potraw królową jest natka pietruszki. Zawiera takie ilości witaminy C, o jakich cytrynie się nawet nie śniło. Zawiera też m.in. magnez, żelazo, sód, potas, wapń, miedź, fosfor, fluor, chlor, b-karoten, oraz witaminy: B1, B2, B6. Warto jednak dodawać do jedzenia dzieci także szczypiorek (zawiera karoten, kwas foliowy, witaminy C, B1, B2, a także potas, sód, wapń, magnez, fosfor, kwas krzemowy i chlor), bazylię i rzeżuchę (źródło żelaza, siarki, wapnia i witamin – C, A, B3, PP, i E). Wszystkie te niepozorne zielone dodatki łagodzą stany zapalne, mają działanie antybakteryjne i wzmacniające.
Mrożonki
Choć dla wielu ambitnych matek ugotowanie zupy z mrożonki to pójście na łatwiznę, zachęcam do tego w sezonie zimowym. O tej porze roku właśnie w mrożonych warzywach i owocach jest więcej cennych składników niż w przechowywanych warzywach. Mrożenie powoduje minimalne straty witamin. Nie ma więc sensu unoszenie się honorem – trzeba korzystać z możliwości cywilizacyjnych…
Miód
Jedna łyżeczka miodu raz do roku, nie sprawi, że dziecko nagle wyzdrowieje. Jednak regularnie przyjmowanie łyżeczki dziennie – zwłaszcza miodu lipowego, wrzosowego, spadziowego lub akacjowego, działa niemal jak szczepionka. Niestety, mimo iż rzesza ludzi słyszała o zdrowotnych właściwościach miodu, to niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że należy go spożywać według ściśle określonych receptur. Miody rozpuszcza się w ciepłej (nie gorącej!) wodzie, herbacie z cytryną lub w ciepłym mleku. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-11, 11:08
| wp.pl napisał/a: |
Robactwo w bakaliach!
źródło - http://media.wp.pl/kat,10...,wiadomosc.html
Mkliki mączne, mole zbożowe, wełnowce oraz przędziorki chmielowce - to nie fragmenty podręcznika biologi, ale nazwy insektów, które pracownicy inspekcji handlowej znaleźli w suszonych owocach i grzybach! Katowicki PIH przebadał pod koniec ubiegłego roku kilkadziesiąt partii bakalii i suszonych grzybów. Czytając wyniki, aż robi się słabo...
Bakalie, których najwięcej zjadamy podczas Świąt Bożego Narodzenia, dostarczają organizmowi wielu ważnych dla zdrowia składników - uważają specjaliści od żywienia. Na pewno mają rację. Niestety kontrola Państwowej Inspecji Handlowej pokazuje, że niekiedy w bakaliach można znaleźć larwy, kokony, odchody, a nawet całe żyjące robaki!
Niemal połowa z paczkowanych daktyli, fig czy migdałów zawierała obrzydliwe i groźne dla zdrowia stworzenia. Ilu z nas zjadło z ciastem nieplanowane białko? Tego pewnie się nie dowiemy, bo często insekty są tak małe, że nie udaje się ich dostrzec gołym okiem. Inspektorzy odkryli je podczas badań laboratoryjnych, pod mikroskopem. Przenoszą jednak groźne dla zdrowia bakterie, dlatego w żadnym wypadku nie należy ich zjadać.
– Połowa bakalii zawierała szkodniki lub ich jajeczka, odchody albo kokony, dlatego sprawę skierowaliśmy do sanepidu, a zakwestionowane towary wycofaliśmy ze sprzedaży – mówi Katarzyna Kielar z PIH w Katowicach.
Robale znalezione w bakaliach:
Przędziorek chmielowiec – gatunek roztocza z rodziny przędziorkowatych. Powszechny szkodnik, żerujący na różnych roślinach. Larwy żerują na liściach i owocach i zakażają swoimi odchodami żywność, można je znaleźć w produktach spożywczych
Wełnowiec – z rzędu pluskwiaków równoskrzydłych, o ciele pokrytym białym lub beżowym nalotem. Kolonia wełnowców oglądana z daleka przypomina wyglądem kłaczek wełny zaczepiony na roślinie. Właśnie te niepozorne białe kłębki waty kryją w sobie małe pełzające, podobne nieco do mszyc czy też przędziorków owady.
Mole spożywcze – Mole są uciążliwym problemem dla wielu Polaków. Jednak mało kto wie, że obok moli ubraniowych, w naszych domach występują także mole spożywcze. Często przebywają w naszych domach przez cały rok. Mól spożywczy podobnie jak ubraniowy reaguje na światło, często krążąc wokół lampy bądź telewizora. Dlatego wielu z nas myli te dwa rodzaje moli i bagatelizuje problem. W następstwie tego pozwalamy molom spożywczym zadomowić się w naszych kuchniach i narażamy przechowywaną żywność na zanieczyszczenia powodowane żerem larw tych owadów na naszych produktach żywnościowych.
Mklik mączny – motyl, przypominający wyglądem mola mieszkającego w szafach, szkodnik magazynów zbożowych i spożywczych oraz szafek kuchennych. Gąsienice mklika mącznego, białe, pokryte krótkimi włoskami, żerują na produktach spożywczych (mąkach, kaszach, a nawet czekoladzie). Przenoszą bakterie groźne dla zdrowia |
Tak sobie myślę, że jak te wszystkie robale trafią do keksa, to je na sicher łącznie z bakteriami zabije temperatura piekarnika. Pozostaje "tylko" obrzydzenie!. Ale co mam myśleć o jogurtach "pełnych kawałków owoców i bakalii"? Przecież tam funkcjonują wyłącznie technologie niskich temperatur. Jak to się dostanie do przewodów pokarmowych moich wnuków... Strachy się bać!
Zygmunt Skibicki - 2012-01-13, 10:06
| wp.pl napisał/a: |
Te produkty jesz zbyt rzadko
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...byt-rzadko.html
To, że jemy za mało ryb, warzyw i owoców nie jest tajemnicą. Wiemy, że do diety powinniśmy włączyć więcej np. jabłek czy marchewki. A może lepiej sięgnąć po nieco mniej popularne produkty? Prezentujemy te, które są zdrowe, ale rzadko je wybieramy.
Jarmuż
Przyzwyczailiśmy się już do nawoływań dietetyków, by jeść jak najwięcej zielonych warzyw, w tym brokułów i szpinaku. Ale jarmuż? W Polsce to mało popularna roślina. A szkoda, bo nie tylko zawiera mnóstwo witamin, ale też świetnie nadaje się do uprawy w naszym klimacie. Jest odporna na mróz, a zbiory przypadają na późną jesień i zimę, kiedy o świeże warzywa coraz trudniej. Jarmuż jest doskonałym źródłem beta-karotenu, luteiny, zeaksantyny, wapnia, żelaza i fosforu. Warto dodać, że wśród warzyw pod względem zawartości witaminy C przewyższa go jedynie natka pietruszki i papryka. Wyjątkowo cenną substancją jest sulforafan, który odpowiedzialny jest za antybakteryjne i antyrakowe właściwości warzywa.
Kiwi
Niskokaloryczne kiwi to witamina C w koncentracie. Jeden mały owoc zaspokaja około 115 proc. dziennego zapotrzebowania na tą witaminę. Dobrze znosi transport i traci tylko 10 proc. tych właściwości po półrocznym leżakowaniu! Ponadto zawiera wit. z grupy B, a także A, E, K oraz potas, cynk, wapń, żelazo, magnez i kwas foliowy. Norwescy naukowcy zalecają kiwi jako lek na podwyższone ciśnienie. Podobno wystarczy jeść 3 owoce dziennie przez dwa miesiące, by zauważyć poprawę. Posiadają też silne działanie przeciwzakrzepowe, usuwają z organizmu toksyny oraz wymiatają wolne rodniki. Dobrze sprawdzają się jako element różnych diet odchudzających - 100 g to zaledwie 60 kcal.
Buraki
Są dobre pod każdą postacią - na ciepło do obiadu, w surówce czy jako sok. Dzięki zawartości betaniny pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu wątroby oraz pracy woreczka żółciowego. Są także zalecane przy otyłości, zaparciach, chorobach nerek, ale też w czasie grypy i przeziębień. Przede wszystkim jednak świetnie oczyszczają krew. Są zasadotwórcze, więc powinni je jeść ci, którzy uwielbiają mięsa, ciasta i pieczywo. To umożliwi osiągnięcie równowagi kwasowo - zasadowej. Oprócz witaminy C, B1 zawiera wiele cennych minerałów - jest w nim dużo potasu, sodu, wapnia, magnezu, fosforu, żelaza i cynku. Oprócz tego rubid i cez, metale o działaniu antynowotworowym.
Żurawina
To nie tylko bardzo smaczny dodatek do mięs, ale też doskonały sposób na radzenie sobie z problemami układu moczowego. Wprawdzie żurawina nie wyleczy już powstałej infekcji, ale chroni przed wystąpieniem kolejnej. Pomoże też oczyścić układ moczowy z bakterii. Hamuje też powstawanie kamieni nerkowych. Przyspiesza przemianę materii, obniża poziom złego cholesterolu, redukuje powstawanie płytki nazębnej, a przez to zapobiega próchnicy. Żurawina zawiera też flawonoidy, występujące m.in. w czerwonym winie składniki dobroczynnie wpływające na serce i naczynia krwionośne.
Granat
Po ten niezwykły owoc sięga naprawdę niewielu. Można to wytłumaczyć mało wygodnym sposobem konsumpcji. Ale gdy z granatu wyciśniemy sok - ta wymówka odpada. Regularnie zjadany (lub wypijany) granat przeciwdziała u panów impotencji, a także chroni przed rakiem prostaty. Sok polecany jest także w trakcie terapii raka prostaty, jako składnik wspomagający. Picie soku z granatów przyczynia się też do zrzucania zbędnych kilogramów, ale przede wszystkim chroni przed chorobami serca. Naukowcy dowiedli, że sok podawany osobom cierpiącym na choroby wieńcowe i niedokrwienne serca poprawia ich stan. Utrzymują też, że regularne picie soku może uchronić osoby zdrowe przed wystąpieniem choroby w przyszłości. Granat zawiera punikalaginę, która jest bardzo silnym antyoksydantem i pozwala zwalczać zapalenie stawów.
Kokos
Wszyscy wiemy, że orzechy są bardzo zdrowe. Problem jednak w tym, że są dość kaloryczne, a do tego sami je "psujemy" różnymi dodatkami np. solą czy karmelem. Zdaniem Jonny'ego Bowdena, amerykańskiego dietetyka zawarte w kokosie tzw. tłuszcze MCT (rodzaj nasyconych kwasów tłuszczowych, ale lepiej trawionych przez organizm niż te, występujące np. w mięsie) są wyjątkowo zdrowe. Organizm nie magazynuje ich, tylko wykorzystuje jako źródło energii. Kokosy zawierają też kwas tłuszczowy (laurynowy), który pomaga organizmowi pozbyć się patogenów.
Kiełki
Choć wyglądają niepozornie, a i smak mają mało wyrazisty, warto pomyśleć nad smacznym sposobem, włączenia kiełków do naszej diety. Są małokaloryczne, możemy więc jeść je w dowolnych ilościach, dostarczając organizmowi wiele cennych składników: wapń, magnez, fosfor, żelazo, potas i cynk. Dzięki dużej zawartości błonnika kiełki poprawiają też pracę układu trawiennego. Substancje zawarte w tych małych roślinkach chronią też organizm przed wpływem wolnych rodników - a więc nie tylko spowalniają procesy starzenia, ale też chronią przez miażdżycą, udarem czy artretyzmem. Kiełki soczewicy są też bogate w witaminę C. Z kolei lucerny zawierają hormony roślinny fitoestrogeny - polecane szczególnie w okresie menopauzy. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-16, 15:55
| wp.pl napisał/a: |
Naturalna terapia antynowotworowa
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...owotworowa.html
Terapia dr. Maxa Gersona nazywana jest Świętym Graalem wśród metod leczenia raka i innych chorób cywilizacyjnych. Na świecie funkcjonuje wiele instytutów imienia sławnego lekarza i naukowca, które propagują tę naturalną formę terapii.
Doktor Max Gerson (ur. 1881 roku) pochodził z żydowskiej rodziny zamieszkującej Wągrowiec w województwie wielkopolskim. Jako lekarz wielokrotnie wyjeżdżał wizytować niemieckie sanatoria, a w wyniku nastania kampanii antysemickiej w 1936 roku udał się do Nowego Jorku. Zmarł 8 marca 1959 roku, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.
Jedna z teorii mówi, iż jego badania i rozpropagowanie skutecznej terapii stanowiło zagrożenie dla koncernów farmaceutycznych, dlatego dokonano zamachu na jego życie. Faktem jest jednak, iż Gerson był pionierem wśród naukowców i jako pierwszy opisał przyczyny powstawania nowotworów, jako zespołu wyniszczenia tkanek, który wynika przede wszystkim z zaburzenia równowagi sodowo-potasowej na poziomie komórkowym.
Postępujące tym samym zatrucie organizmu oraz ciągły niedobór składników odżywczych prowadzi w rezultacie do rozwoju raka.
Odkrył również, że osoby chorujące na nowotwory, nie są w stanie całkowicie strawić przyjmowanego pożywienia, a nieprzyswojone resztki są wchłaniane właśnie przez guz.
Terapia Gersona to naturalna metoda leczenia wielu nieuleczalnych obecnie chorób, która najlepsze efekty przynosi w przypadku nowotworów. Główną różnicą pomiędzy omawianą metodą, a tradycyjnymi sposobami leczenia, jest całościowe podejście do ludzkiego organizmu, mające na celu usunięcie przyczyn choroby.
Gerson uważał bowiem, że rak jest schorzeniem całego organizmu, który w wyniku nieprawidłowego żywienia jest w ogromnym stopniu zatruty produktami przemiany materii oraz chemicznymi czynnikami, z którymi mamy styczność na co dzień.
Metoda Gersona stosowana jest od lat w walce z różnymi postaciami nowotworów i pomimo, że środowiska naukowe twierdzą, że jest potencjalnie niebezpieczna i nie wykazuje żadnych skutków leczniczych, chorzy korzystają z niej, jako ostatniej deski ratunku. Dowodem na jej skuteczność jest wiele osób, które wyzdrowiały z najrozmaitszych postaci nowotworów będąc pod opieką instytutów im. Maxa Gersona oraz udokumentowane 5-letnie przeżycie pacjenta z czerniakiem złośliwym, który zrezygnował z konwencjonalnego leczenia na rzecz omawianej terapii.
Warto wiedzieć, że według dr. Gersona terapia opiera się na czterech filarach:
1. organicznej, warzywnej i bezsolnej diecie,
2. piciu soków warzywno-owocowych,
3. codziennej detoksykacji za pomocą lewatyw z kawy,
4. suplementowaniu witamin i minerałów.
Dieta wegetariańska jest podstawą omawianej terapii. Poddając się jej powinniśmy unikać mięsa w każdej postaci, gdyż niepotrzebnie obciąża nasz organizm, produkując jednocześnie szkodliwe toksyny podczas procesu trawienia.
Nasza dieta powinna opierać się na przeróżnych warzywach, w tym przede wszystkim: marchwi, porach, oliwkach, brukselkach, kalafiorach, cebuli, szpinaku, pomidorach, selerach, rzepach i innych, które możemy spożywać bez obróbki termicznej, w postaci surówek, czy też gotowane.
Swoje menu powinniśmy zaopatrzyć również w nie mniej ważne owoce, takie jak: jabłka, pomarańcze, morele, banany, cytryny, porzeczki, winogrona, czy brzoskwinie, które najlepiej spożywać na surowo lub w postaci musu. Począwszy od pierwszego dnia terapii powinniśmy wypijać 13 szklanek świeżo wyciśniętego soku owocowo-warzywnego, co ma fundamentalne znaczenie w leczeniu nowotworów i innych chorób cywilizacyjnych. Należy jednocześnie pamiętać, że nie wolno używać sokowirówek, a jedynie prasek do wyciskania owoców lub tarek.
Gerson wskazywał także na niezwykłe efekty zdrowotne jakie przynosi spożywanie tzw. zupy Hipokratesa, której skład to: seler korzeniowy z łodygą, dwa małe pory, pietruszka z natką, 1 kilogram pomidorów, pół kilograma ziemniaków oraz 5 ząbków czosnku. Wszystkie składniki nieobrane należy pokroić i gotować na małym ogniu przez 3 godziny. Woda, której użyjemy do tego celu nie powinna pochodzić bezpośrednio z kranu.
Według Gersona należy konsekwentnie unikać soli i tłuszczów pod każdą postacią (za wyjątkiem oleju lnianego), alkoholu, czekolady, czerwonego mięsa, cukru białego, przypraw, kawy, herbaty, jaj, mąki, słodyczy, produktów konserwowych, wędzonych, tytoniu oraz fluorowanych past do zębów i chlorowanej wody.
W czasie terapii powinniśmy unikać także kontaktu z detergentami, środkami chemicznymi używanych do czyszczenia, odświeżaczami powietrza, a nawet z proszkami do prania. Wszystkie wyżej wymienione produkty chemiczne mają bezpośredni kontakt z naszą skórą, czy błonami śluzowymi oczu i jamy ustnej, co może prowadzić do dodatkowego dostarczania toksycznych substancji do naszego organizmu.
Sukces terapii Gersona polega przede wszystkim na sprawnie pracującej wątrobie. Z tego względu pacjenci po przebyciu chemioterapii mają mniejsze szanse na powodzenie, gdyż ich wątroby są wykończone odtruwaniem organizmu tak potężnymi dawkami toksyn.
Omawiana metoda opiera się na całkowitym odtruwaniu organizmu, do czego służyć ma dieta wegetariańska oraz ogromne ilości soków, wypłukujących toksyny z organizmu. Gerson zauważył również, że niezwykłą skutecznością w odtruwaniu organizmu charakteryzuje się zabieg, jakim jest lewatywa. Wlew wykonywany jest z wody i kawy, gotowanej przez 3 minuty, wprowadzony do odbytu po uprzednim schłodzeniu na czas 15 minut. Pozwala to na wzmożenie pracy wątroby i szybszego metabolizowania nadmiaru toksyn w organizmie.
Pomimo braku przychylności przemysłu farmaceutycznego i środowisk naukowych, metoda dra Gersona rozwijana jest na całym świecie przez instytuty propagujące ten sposób leczenia, nie tylko dla chorych na nowotwory, ale i inne potencjalnie nieuleczalne choroby. Terapię Gersona można stosować jako podstawę leczenia lub też łącząc jej działanie z innymi metodami. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-17, 10:58
| wp.pl napisał/a: |
Nadużywasz tych preparatów?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...preparatow.html
Zażywanie witamin nie poprawia naszego zdrowia, ani nie pomaga w odchudzaniu, może natomiast być szkodliwe zwiększając ryzyko zgonu – alarmuje „Der Spiegel”.
Tygodnik powołuje się na prof. Petera Jueni, epidemiologa uniwersytetu w Bernie, który podejrzewa, że w Niemczech nadużywanie witamin co roku może być odpowiedzialne za kilka tysięcy zgonów. Jego zdaniem wskazują na to liczne badania, podczas których testowano różnego rodzaju preparaty witaminowe.
Jedno z nich przeprowadzono wśród 29 tys. palaczy papierosów w wieku 50-69 lat. Wykazało ono, że zażywanie beta karotenu, który w organizmie przekształca się w witaminę A, o 18 proc. zwiększa u nich ryzyko raka płuc. Wielu palaczy zażywało beta karoten, gdyż sądzili, że będą mniej podatni na ten typ raka, najbardziej śmiertelnego wśród wszystkich nowotworów złośliwych.
Podobnie niepokojące wnioski wynikają z 70 innych badań, którymi objęto 230 tys. osób. „Der Spiegel” twierdzi, że one również przekonują, że nadużywanie beta karotenu, witaminy A i witaminy E zwiększa ryzyko zgonu. Inne preparaty zawierające witaminę C i selen nie są tak szkodliwe, ale nie dają żadnych korzyści zdrowotnych. Dlatego ich również nie warto zażywać.
Przed suplementami witaminowymi przestrzega Federalny Instytut ds. Oceny Ryzyka (Bundesinstituts fur Risikobewertung - BfR). W jego ocenie ludzie zdrowi nie powinni sięgać po żadne tego rodzaju preparaty. Według Diany Rubin, szefowej departamentu bezpieczeństwa żywności, nie potwierdziły się podejrzenia, że witaminy antyoksydacyjne, takie jak witamina A, E lub C, chronią przed rakiem.
Juergen Windeler, dyrektor Instytut Jakości i Skuteczności Ochrony Zdrowia (Institut fur Qualitat und Wirtschaftlichkeit im Gesundheitswesen – IQWiG) uważa, że nie można dłużej ignorować długotrwałych skutków nadużywania suplementów witaminowych. Trzeba ograniczyć dopuszczanie ich na rynek albo przynajmniej lepiej informować ludzi o tym, na co się narażają, gdy nieodpowiedzialnie zażywają preparaty witaminowe. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-17, 19:58
| wp.pl napisał/a: |
Uważaj na sztuczne barwniki!
żródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-barwniki-.html
Dzięki nim żywność jest tak kolorowa, że chce się po nią sięgać. Niestety atrakcyjne dla oczu przysmaki zawierają wiele sztucznych, często szkodliwych barwników. Syntetyczne dodatki wzmagają zachowania nadaktywne, alergie skórne, stwarzają ryzyko zachorowania na raka. Niektórzy naukowcy są zdania, że odkładają się w organizmie, powodując otyłość.
Uważaj na sztuczne barwniki!
Cukierki, żelki, lizaki, lukry, posypki, dekoracje do ciast, kolorowe i słodkie napoje, marmolady, żele, gumy do żucia, zupy w proszku, kasze, płatki zbożowe, a nawet powłoki tabletek - tam wszędzie znajdziemy syntetyczne barwniki (otrzymuje się je na drodze syntezy chemicznej). Dodaje je się głównie po to, by nadać lub przywrócić żywności kolor. Chętnie wybieramy właśnie barwne przekąski, nie zastanawiając się zwykle nad reakcjami, jakie mogą wywołać w organizmie.
Czytaj etykiety
Wpływowa amerykańska organizacja konsumencka Centre for Science in the Public Interest (CSPI), przekonywało ostatnio, że karmelowy barwnik - 2-MI oraz 4-MI – obecny m.in. w coli - jest skażony dwoma rakotwórczymi związkami chemicznymi i należy zakazać jego stosowania. „W odróżnieniu od karmelu, który można zrobić w domu topiąc cukier na patelni, sztuczny barwnik w Coli, Pepsi i innych produktach uzyskiwany jest poprzez reakcję cukrów z amoniakiem i siarczkami pod wysokim ciśnieniem i w wysokiej temperaturze” – stwierdziła w swojej ekspertyzie CSPI.
Poza kolorowymi napojami również posypki i polewy - po które chętnie sięgamy, piekąc domowe ciasta - to prawdziwe tablice Mendelejewa. Oprócz uzyskiwanych sztucznie barwników, zawierają też talk i parafinę. Ryzykowne jest również jadanie kolorowych dżemów. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że piękny kolor uzyskują nie dzięki owocom, a właśnie chemii. Warto czytać dołączone do nich etykiety. Bądźmy szczególnie ostrożni, gdy znajdziemy na nich oznaczenie E129 czerwień allura AC. Ten barwnik jest stosowany przy produkcji wyrobów cukierniczych i mięsnych. Ale niektóre kraje zakazały jego używania do celów spożywczych - tak stało się w Danii, Belgii, Niemczech, Szwajcarii, Australii i Norwegii. Wszystko dlatego, że E129 może wywołać może nasilać objawy astmy i wywołać nadpobudliwość psychoruchową u dzieci. Doświadczenia potwierdziły też , że w większych ilościach powoduje raka pęcherza u zwierząt.
Natomiast żółcień pomarańczowa E110 może wywołać reakcje alergiczne np. pokrzywkę lub duszności i dekoncentrację u dzieci. Występuje m.in. w marmoladach, żelkach, gumach do żucia. Błękit brylantowy, oznaczony symbolem E133, który dodaje się do lodów, cukierków, napojów czy warzyw konserwowych, może zaszkodzić osobom cierpiącym na zespół jelita nadwrażliwego lub wywołać poważne schorzenia układu pokarmowego.
Polewy do deserów, a także napoje, zupy w proszku, galaretki, dżemy czy musztardy piękny żółty kolor zawdzięczają tartrazynie E102, która nie cieszy się dobrą opinią. Udowodniono, że ten chemiczny barwnik wywołuje reakcje alergiczne, bezsenność, depresję, nadpobudliwość i dekoncentrację. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-24, 18:15
| wp.pl napisał/a: |
Pozornie zdrowe produkty, przed którymi przestrzegają dietetycy
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...-dietetycy.html
Żywieniowe pułapki
Większość z nas nie czyta dokładanie etykietek znajdujących się na produktach spożywczych. Zresztą nie wszyscy wiedzą, co oznaczają tajemnicze skróty, numery i symbole. Często chcemy dobrze się odżywiać i w dobrej wierze wybieramy artykuły, które w powszechnej opinii służą naszemu zdrowiu i figurze. Wśród nich jest jednak wiele takich, które bezpieczne są tylko z pozoru. To prawdziwe żywieniowe pułapki, bo o ile większość z nas ma świadomość tego , że chipsy czy napoje gazowane z pewnością nam nie służą, o tyle te kuszą nas jako zdrowe i wyszczuplające. O wytypowanie najbardziej "podstępnych" produktów znajdujących się na sklepowych półkach poprosiliśmy mgr inż. Monikę Turniak, dietetyczkę i doradcę żywieniowego z poradni Mój Dietetyk w Gdańsku.
Smakowe płatki śniadaniowe
Wszystkie płatki czekoladowe, polane miodem czy dodatkowo wzbogacone orzeszkami są produktami dosładzanymi o niskiej wartości odżywczej. Niewskazane są płatki typy "crunchy", ponieważ są bardzo kaloryczne i zawierają dużą ilość tłuszczów i cukru. Proponuję sięgać po płatki jęczmienne czy owsiane lub naturalne otręby. Mają one znacznie mniej kalorii, są pełnowartościowym produktem, dającym na długo uczucie sytości. Węglowodany zawarte np. w owsiance dostarczają nam energii na cały dzień. Ciekawą alternatywą na rozgrzewające zimowe śniadanie jest np. przygotowanie płatków owsianych na mleku (najlepiej o zawartości tłuszczu 1,5-2 proc.) z dodatkiem kawałków pachnącej pomarańczy i szczyptą cynamonu.
Soki owocowe
Soki dostępne w kartonach bardzo często są dodatkowo dosładzane i często zawierają syntetyczne witaminy oraz konserwanty. Producenci chcą w ten sposób "uatrakcyjnić" ich smak. Z kolei do tych z założenia "bezcukrowych", często dodawany jest sok winogronowy, co również podnosi ich energetyczność. Jeżeli będziemy pić je bez umiaru, wówczas o dodatkowe kilogramy wcale nie trudno. Lepszą alternatywą są soki warzywne, zawierające mniej kalorii, a więcej błonnika, który usprawnia pracę przewodu pokarmowego. Dlatego namawiam do dokładnego czytania etykiet na sokach. Najlepszym wyjściem byłoby przygotowywanie soków w domu albo po prostu zjedzenie świeżego owocu.
Jogurty owocowe
Te produkty zawierają w sobie sporą ilość dodanego cukru. Oczywiście jogurt sam w sobie jest bardzo zdrowy, dostarcza bowiem naszemu organizmowi cennego białka i wapnia. Proponuję wybierać jogurty naturalne o około 2-procentowej zawartości tłuszczu i dodawać do nich owoce. Uzyskamy wówczas zbliżony efekt smakowy, a kaloryczność będzie znacznie mniejsza. Oczywiście w sezonie letnim mamy o wiele większy wybór, ale teraz możemy sięgać po mrożone owoce.
Woda smakowa
Zaletami wód naturalnych jest ich niezmieniona procesami technologicznymi czystość chemiczna i mikrobiologiczna. Wody smakowe są tej naturalności pozbawione przez proces aromatyzacji, podczas którego niszczone są naturalne składniki. Ponadto nie posiadają one wystarczającej ilości witamin i składników mineralnych. Jeśli nie smakuje nam woda, możemy dodać do niej sok wyciśnięty z cytryny czy limonki. Możemy też dorzucić parę listków mięty, bazylii czy kilka plasterków świeżego ogórka. Kupując wodę zachęcam do uważnego przestudiowania danych zawartych na butelce, gdyż nie każda woda sprzedawana w sklepie to woda mineralna. Na etykiecie powinna być zamieszczona informacja o producencie, nazwie produktu wraz ze składem oraz wartością odżywczą.
Ciemne pieczywo
Każdy z nas wie, że powinniśmy jeść ciemne pieczywo. Dokonując wyboru chleba warto kierować się nie tylko kolorem, ale także jego twardością. Prawdziwy razowiec powinien być twardy. Miękkie ciemne pieczywo jest tylko dodatkowo zabarwione karmelem i nie dostarcza nam tylu cennych składników, co pieczywo wypiekane z mąki pełnoziarnistej. Zdarza się, że chleb sprzedawany jako słonecznikowy czy dyniowy ma ziarna tylko na wierzchu.
Suszone owoce
Fakt, że zawierają sporo błonnika i witamin. Ale trzeba jeść je z umiarem! Suszone morele, gruszki, śliwki czy rodzynki to prawdziwe bomby kaloryczne. Chętnie po nie sięgamy, czytając lub pracując przy komputerze. Uwaga! 100 g zawiera ok. 300 kcal. Proponuję sięgać po świeże owoce - mają tylko 50-70 kcal w takiej samej porcji
Dżemy niskocukrowe
Rzeczywiście zawierają mniej cukru, ale nie są najzdrowsze. Cukier jest naturalnym konserwantem, więc produkty wysokosłodzone nie wymagają z reguły dodatkowego konserwowania. Dżemy niskosłodzone w warunkach przemysłowych często są konserwowane chemicznie. Proponuję zatem sięgać po konfitury domowe. |
Zygmunt Skibicki - 2012-01-25, 11:21
| wp.pl napisał/a: |
Zobacz z czego robi się tanią kiełbasę
źródło - http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Sklepy prześcigają się w promocjach. Na stoisku z wędlinami specjalnie podświetlane półki kuszą kiełbasami w atrakcyjnych cenach. Niestety nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co tak naprawdę kryje się w taniej kiełbasie. A prawda jest potworna i niesmaczna...
Prawdziwa kiełbasa powinna pachnieć dymem z wędzarni, być ubita, a po przekrojeniu nie sypać się. Żeby zrobić dobą kiełbasę potrzebne jest dobre mięso, np wieprzowa łopatka. Mięso się pekluje, soli, następnie wrzuca do rozdrabniarki. Później doprawia przyprawami, czosnkiem i wypełnia jelita. Taka kiełbasa jest wędzona odpowiednim drewnem, potem podpieczona i... gotowa do jedzenia.
– Z 2 ton mięsa otrzymuje się około 850 kg wędliny, niestety są nieuczciwi rzeźnicy, którzy z 1 tony mięsa robią nawet... 2 tony wędliny! – mówi nam właściciel zakładu wędliniarskiego Andrzej Stania (44 l.).
Naturalne wędliny smakują wybornie, niestety sporo kosztują – za kilogram takiej kiełbasy trzeba zapłacić co najmniej od 15 złotych wzwyż. Ale są też produkty za 8 złotych za kilogram. Sami sprawdziliśmy!
W jednym z supermarketów na półce leżała kiełbasa wawelska. Włosy stanęły nam jednak dęba, gdy odczytaliśmy jej skład! W oczy rzuca się na liście składników tzw. MDOM. Co to takiego? Rozszyfrowując skrót to: mięso drobiowe oddzielone mechanicznie, czyli nic innego jak zmielone korpusy drobiowe. Szokuje też ilość polepszaczy z literką „E”.
Jak mówią eksperci, w masarniach produkujących tanią kiełbasę są specjalne maszyny, które pompują do mięsa specjalną mieszankę ze skrawkami zmielonych kości, ścięgien, pazurów.... Choć robione z tej mieszanki wędliny też mają piękny, różowy kolor, są wilgotne i ładnie pachną, niestety bardzo szybko się psują, pokrywają lepką substancją i nie nadają się do jedzenia.
Jak zatem rozpoznać te naturalne? – Oprócz przeczytania składu wystarczy nacisnąć i sprawdzić, czy skapuje woda. Jeśli tak to lepiej takiej kiełbasy nie kupować. Nie radzę też kupować tej, która zawiera MOM, bo to mięso oddzielane mechanicznie. Produkt odpadowy, w którym są skóry, ścięgna, a nawet zmielone kości – tłumaczy Stania. I radzi: warto zapłacić nieco więcej w sklepie i jeść dobre wędliny. Bo jedząc te naszpikowane chemią zapłacimy zdrowiem!
Skład tradycyjnej kiełbasy:
1. mięso wieprzowe 95 proc.
2. woda
3. sól
4. przyprawy
5. białko sojowe
6. aromaty
7. cukier gronowy
Skład taniej kiełbasy:
1. Mięso wieprzowe - 48 proc.
2. MDOM (mięso drobiowe oddzielone mechanicznie), czyli wszystko to co zostaje ze zwierzęcia oprócz mięsa (skóry, chrząstki itp.) - 18 proc.
3. skórki wieprzowe - 10 proc.
4. skrobia ziemniaczana, białko sojowe, ekstrakty przypraw, kasza manna, aromaty, cukry
5. E 120 - kwas karminowy, czerwony barwnik uzyskany ze zmielonych owadów, konserwuje mięso i nadaje mu czerwony kolor
6. E 621 - glutaminian sodu - polepszacz smaku, uczeni ostrzegają, że może powodować alergie
7. E 470a - karagen, przetworzony wodorost morski, służy jako zagęstnik i stabilizator, grozi owrzodzeniem jelit
8. E 417 - guma tara, substancja roślinna ze zmielonych nasion strączkowych, służy jako zagęstnik, nie wskazana dla alergików
9. E 300 - kwas askorbinowy, konserwuje i utrzymuje dłużej świeżość produktów
10. E 316 - izoaskorbinian sodu, służy do peklowania mięsa, naukowcy mówią, że może wywołać duszności
11. E 250 - azotyn sodu, konserwuje mięso, z badań wynika, że może być rakotwórczy, jest też zabroniony niemowlętom do 6 miesiąca życia, a w niektórych krajach wycofywany z użycia. |
Zygmunt Skibicki - 2012-02-07, 19:26
| wp.pl napisał/a: |
Przyprawy na cenzurowanym
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...iwe-.html#photo
Przyprawy poprawiają smak potraw, wspomagają trawienie i dobre samopoczucie. Często dodajemy je do potraw dla uzyskania wyraźniejszego smaku czy koloru. Czy zawsze sprzyjają naszemu zdrowiu? Niestety nie. Sprawdźmy, jakich przypraw lepiej się wystrzegać lub nie przesadzać z ich ilością.
Sól
Działające na Wyspach Brytyjskich Stowarzyszenie przeciwników nadużywania soli - Consensus Action on Salt and Heath (CASH) uważa, że można by uniknąć 19 tys. zgonów rocznie, wywołanych udarami i atakami serca, gdyby Brytyjczycy zmniejszyli ilość soli w posiłkach z 9 do 6 gramów dziennie. Mała łyżeczka do herbaty ma właśnie 6 g. Wydaje się dużo, ale okazuje się, że przeciętny Polak każdego dnia spożywa kilkakrotnie więcej soli, narażając się przede wszystkim na nadciśnienie tętnicze.
Mieszanki warzywne
Przyprawy typu "jarzynka" warzywne są zwykle tylko z nazwy. Marchewki czy selera jest w nich ok. 7-8 proc. Reszta to głównie sól i chemia. Niestety, często nie zdajemy sobie z tego sprawy i nagminnie korzystamy z nich w kuchni. Ale nie tylko na sypkie dodatki do potraw należy zwrócić uwagę. Zagrażają nam również gotowe mieszanki w płynie i nadużywane przez gospodynie domowe kostki rosołowe, stosowane do "doprawienia" wody, która w cudowny sposób zamienia się w zupę.
Chili
Wielbicieli tej pikantnej przyprawy z pewnością nie brakuje. Dodają ją do mięs, sałatek czy pizzy. Oryginalny smak papryka zawdzięcza dzięki kapsaicynie. Jednak naukowcy z Hormel Institute University of Minnesota stwierdzili, że ten pikantny składnik może powodować spustoszenie w organizmie i sprzyjać nowotworom skóry. Z jednej strony pikantny związek podrażnia receptory nerwowe i sprawia, że mózg produkuje "hormony przyjemności" - endorfiny. Z drugiej natomiast kapsaicyna może powodować stan zapalny i pobudzać podziały komórkowe skóry, które prowadzą do powstania zmian nowotworowych.
Pieprz
Zaraz po soli jest najpopularniejszą i jedną z najstarszych przypraw świata. Pieprz używany jest chętnie do niemal wszystkich potraw: zup, sosów, sałatek, jaj, ryb i dań mięsnych. Ma bardzo wiele zalet. Wspomaga proces trawienia i łagodzi wzdęcia, pobudza też wydzielanie soków trawiennych. Nie można jednak z pieprzem przesadzać. I nie chodzi tu tylko o smak. Pieprz w nadmiarze może szkodzić wątrobie, może też podrażniać przewód pokarmowy. Jego spożywanie nie jest polecane osobom cierpiącym na choroby nerek.
Bazylia
Pomidory w towarzystwie bazylii to od kilku lat jedna z ulubionych polskich przystawek. Wyśmienicie smakuje i pięknie wygląda. Świeże zielone liście lub suszone - w postaci przyprawy, wydają się bardzo bezpiecznym dodatkiem. Jednak nie jest tak do końca. Bazylii nie lubi szczególnie wątroba. Na szczęście w małych ilościach jest nieszkodliwa. Jeżeli nasza wątroba jest wyjątkowo delikatna, nie przesadzajmy z tą przyprawą.
Kminek
Staropolska kuchnia nie istnieje bez tej przyprawy. Kminek dodawany jest niemal do wszystkich tradycyjnych dań, głównie dlatego, że ma dobroczynny wpływ na układ trawienny - zapobiega wzdęciom i działa moczopędne. Jednak gdy zjemy go zbyt dużo, nasza wątroba może zastrajkować. Amerykańscy naukowcy ostrzegają też, że kminek może zaburzać działanie chemioterapii u chorych na raka.
Musztarda
Miłośnicy kiełbaski czy golonki z ostrą musztardą jadając ją zbyt często, mogą sobie zaszkodzić. Jeśli mają wrażliwą wątrobę, uważać muszą szczególnie. Na ostrą przyprawę może też źle reagować skłonna do wykwitów skóra. Podobnie ostrożnie należy postępować korzystając z gorczycy, z której produkuje się musztardę.
Liść laurowy
Nie wyobrażamy sobie bez niego zup i innych dań. Zdecydowanie poprawia smak i nadaje charakterystyczny aromat. Niestety, odmiennego zdania jest nasza wątroba, która po zjedzeniu potraw przyprawionych liściem laurowym, może dać się nam we znaki. Na szczęście nie zdarza się to często. Liść laurowy występuje też w towarzystwie ziela angielskiego. Niestety i tej przyprawy w nadmiarze nie akceptuje wątroba. |
Filanc - 2012-02-07, 21:15
Mam w najwyższej pogardzie gotowe tzw. przyprawy do mięs, ryb i zup.
Raz że to syf, dwa, że duszą w zarodku fantazję i radość z kucharzenia.
Kurczak nie musi smakować zawsze tak samo.
Smacznego!
PS. A może by tak jaki kącik kulinarny urządzić?
Karolina - 2012-02-08, 18:08
Uwielbiam zabawę przyprawami, chociaż muszę się przyznać, że czasem korzystam z jakiegoś Pomysłu na... i tym podobne.
Jestem za stworzeniem kącika kulinarnego. Może mnie czegoś nauczycie
Zygmunt Skibicki - 2012-02-08, 18:32
| wp.pl napisał/a: | Co jeść, żeby nie zachorować na raka
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...ac-na-raka.html
Odpowiednio skomponowane jedzenie może zdziałać cuda. Jest szczególnie ważne w obliczu choroby. Dieta antynowotworowa pozwoli nie tylko wzmocnić nasz układ immunologiczny, ale również neutralizować substancje rakotwórcze, jak choćby wolne rodniki i zablokuje powstawanie nowych zmutowanych lub uszkodzonych komórek, które mogą być początkiem choroby nowotworowej. Wspomoże też naturalne mechanizmy obronne w walce z rakiem.
- Dlatego bardzo ważna jest świadomość żywieniowa i przestrzeganie podstawowych zasad - tłumaczy Magdalena Kanclerska, dietetyczka z Centrum Naturhouse. – Szczególnie ważne jest umiarkowane spożywanie pokarmów, zgodnie z indywidualnym zapotrzebowaniem energetycznym organizmu. Równie istotne jest ograniczenie tłuszczów zwierzęcych na rzecz tłuszczów roślinnych - ogólna zawartość tłuszczu w diecie nie powinna przekraczać 30 proc. dziennej racji pokarmowej. Warto przekonać się do warzyw i owoców - spożywać ich duże ilości, szczególnie nieprzetworzonych, najlepiej w postaci surowej. Diecie antynowotworowej sprzyja unikanie produktów wysokoprzetworzonych, wysokotłuszczowych, smażonych, które są bogate w szkodliwe tłuszcze trans. Aby dieta była skuteczna, ważne jest zadbanie o odpowiednią ilość witamin i minerałów oraz błonnika w diecie (ok. 30 g/dzień).
Szukaj z głową
- Aby dieta antynowotworowa była skuteczna, powinna być bogata w substancje czynne takie, jak polifenole, fitosterole, antyoksydanty, fitoestrogeny, związki inolowe, terpeny i izoflawony – mówi Magdalena Kanclerska. - Substancje te są ogólnodostępne w produktach spożywanych na co dzień. Jednakże tylko sporadyczne ich przyjmowanie nie pomaga w profilaktyce antynowotworowej. Dlatego ważne jest, aby wiedzieć gdzie ich szukać. Jedną z największych grup w walce z nowotworami są polifenole roślinne, które chronią karotenoidy, witaminę C, ale również wielonienasycone kwasy tłuszczowe (omega-3) przed działaniem wolnych rodników. Wśród polifenoli są flawanoidy, które wykazują dużą aktywność przeciwutleniającą.
Najwięcej można ich znaleźć w owocach cytrusowych (pomarańczach, cytrynach, limonce, mandarynkach, grejpfrutach, które są bogactwem naturalnej witaminy C) i czerwonym winie. Ciekawostką jest to, że wino produkowane na użytek domowy zawierają większe ilości polifenoli w swym składzie, więc jest bardziej pożądane w profilaktyce chorób nowotworowych. Ponadto, w czarnych porzeczkach, aronii, jeżynach, jagodach znajduje się duża ilość antocyjanów, które mają działanie przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Żurawina jest również bogactwem kwasów owocowych, flawonoidów i witamin. Bywa stosowana w profilaktyce choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy, ponieważ hamuje infekcję Helicobacter pylori.
- Bogata polifenole, zwłaszcza katechinę, jest również zielona herbata (powinniśmy wypijać dziennie ok. 3-4 szklanki naparu). Jest ona również silnym antyoksydantem, potrafi aktywować w wątrobie enzymy likwidujące toksyny z organizmu, ale przyśpiesza również śmierć już powstałych w organizmie komórek rakowych. Najlepiej wybierać herbatę liściastą (zamiast ekspresowej), ponieważ flawanoidy zawarte w liściach stanowią ok. 30 proc. suchej masy – dodaje dietetyczka.
Ulubione przyprawy
Antyoksydanty, walczące z substancjami rakotwórczymi, zawarte są również w imbirze i produktach bogatych w selen. Imbir, jako przyprawa, znany jest od tysiąca lat jako środek przeciwzapalny. Ogranicza on powstawanie nowych naczyń krwionośnych, które są niezbędne do rozwoju komórek rakowych. Selen natomiast zwalcza rozwój wolnych rodników i wzmacnia układ odpornościowy. Najwięcej tego pierwiastka znaleźć można w mięsie ryb morskich, skorupiakach, w nieoczyszczonych zbożach (otręby, brązowy ryż) oraz czosnku. Czosnek, jak i należące do jego rodziny cebula, szczypiorek i por, zawiera ponadto dużą ilość witamin, minerałów oraz aminokwasów. Według badań klinicznych, u osób spożywających duże ilości czosnku, zauważalne jest zmniejszone zachorowanie na raka nerki czy prostaty.
- Duże znaczenie mają produkty, które na co dzień spożywane są w mniejszych ilościach, ale są równie cenne pod względem ilości substancji antynowotworowych, jak izoflawony czy polisacharydy. Izoflawony (genisteina, daidzeina, glyciteina) to substancje obecne w ziarnach soi. Blokują one rozwój komórek nowotworowych przez obecność fitoestrogenów. Są bardzo istotne także u osób, które przeszły już chemioterapię (u kobiet po wyleczonym nowotworze piersi), ponieważ zapobiegają ponownej odbudowie powstałych wcześniej komórek. Mało znane, ale równie cenne są grzyby shiitake czy maitake. Zawierają one w swym składzie polisacharydy i lentinian, które stymulują reprodukcję komórek układu immunologicznego. W Japonii są częścią chemioterapii, aby wzmocnić układ odpornościowy w walce z nowotworem – tłumaczy Magdalena Kanclerska.
Ponadto produkty spożywane codziennie jak warzywa i owoce bogate w karotenoidy, powinny być częstym gościem na naszych stołach. Zaliczamy do nich marchew, dynię, kabaczek, szpinak, kukurydzę, brokuły, ziemniaki, buraki, pomidory (źródło likopenu), morele, mango, szpinak. Ważne jest, by spożywać je jak najmniej przetworzone, a najlepiej na surowo - w postaci sałatek, surówek, doprawianych dużą ilością ziół, takich jak rozmaryn, tymianek, oregano, bazylia, czy mięta. Zawierają one duże ilości olejków terpenowych, którym zawdzięczają swój intensywny zapach, ale również sprzyjają obumieraniu komórek nowotworowych.
Chroń jelita
Wszystkie substancje, zarówno te pożądane, jak i te niechciane, wchłaniane są w jelicie cienkim. Dlatego ważne jest, aby zadbać o odpowiednią ochronę, ale również motorykę tego narządu, by mógł absorbować potrzebne, ale i eliminować toksyczne substancje. Pomocne w tym będą probiotyki i prebiotyki.
- Probiotyki to nic innego jak dobroczynne bakterie mlekowe z rodziny Lactobacillus. Obecne są w sfermentowanych produktach mlecznych jak jogurty, kefiry, maślanki – dodaje dietetyczka. - Ochraniają one przewód pokarmowy odbudowując mikroflorę jelitową, która hamuje wzrost bakterii produkujących związki rakotwórcze. Probiotyki są niezbędne w utrzymaniu dobrej kondycji przewodu pokarmowego. Prebiotyki natomiast są składnikami pokarmowymi, które nie są trawione i nie wnoszą do żywienia żadnych substancji odżywczych, jednak są jego niezbędną częścią. Należy do nich inulina i polisacharydy. Probiotyki mają działanie antynowotworowe poprzez eliminowanie toksyn wytwarzanych przez bakterie gnilne w przewodzie pokarmowym. Prócz tego zwiększają wchłanianie magnezu oraz wapnia, regulują motorykę jelit, zwiększają masę stolca i hamują odkładanie tłuszczu w komórkach tłuszczowych. Duże ilości prebiotyków zawierają: pszenica, karczochy, szparagi, czosnek, cebula, cykoria i por.
Pamiętać trzeba, że probiotyki i prebiotyki się wzajemnie w działaniu uzupełniają, dlatego trzeba przyjmować zarówno jedne jak i drugie.
Inne spojrzenie na dietę antynowotworową
Określone nawyki żywieniowe są przyczyną wielu nowotworów, a w ciągu ostatnich lat rak stał się prawdziwą plagą ludzkości – twierdzi prof. David Khayat, francuski onkolog, w książce „Prawdziwa dieta antyrakowa”.
Prof. Khayat od ponad 30 lat leczy chorych na raka. Od 20 lat jest ordynatorem oddziału onkologii w paryskim szpitalu Pitié-Salpetriere. Swą książkę napisał we współpracy z dietetykami. Przyznaje jednak, że trudno jest określić jaki sposób żywienia chroni przed rakiem.
Ryby – uważa - chronią przed rakiem, ale tylko w niewielkim stopniu, np. ryzyko raka okrężnicy zmniejszają jedynie o 3-4 proc. Mogą być ryzykowne dla zdrowia z powodu znajdujących się w nich licznych zanieczyszczeń, takich jak dioksyny, polichlorowane bifenole (PCB), arsen oraz inne metale ciężkie: rtęć, kadm i ołów. Jego zdaniem, równie niebezpieczne jest zarówno mięso ryb pochodzące z hodowli, jak i z połowów. Dlatego uznaje tylko chude ryby morskie, bo są nadal niemal nieskażone. Woli też krewetki niż kraby i trąbiki.
Francuski onkolog broni natomiast czerwonego mięsa, choć wiele badań sugeruje, że zwiększa ono ryzyko raka jelita grubego i raka piersi u kobiet. Ale - twierdzi - odnoszą się one jedynie do żywności wytwarzanej w USA, gdzie głównie były prowadzone obserwacje.
„Pod hasłem „mięso” mieści się inny jakościowo produkt w Ameryce i we Francji” – pisze Khayat. To, które zjadają Francuzi, jest mniej tłuste i kaloryczne. Inaczej jest też przyrządzane, przede wszystkim jest mniej przysmażane. A poza tym Francuzi zjadają mniej mięsa niż Amerykanie. O tym, że mięso nie zwiększa ryzyka raka świadczy też to, że wegetarianie wcale nie chorują na raka rzadziej niż „padlinożercy”. Francuski lekarz nie widzi też powodów do obaw, żeby spożywać wędliny, oczywiście wyłącznie francuskie. Nie zaleca amerykańskich ani skandynawskich. O polskich nic nie pisze, pewnie ich nie zna.
Mężczyzn przestrzega przed nadmiernym spożyciem nabiału, gdyż zwiększa ryzyko raka prostaty. Przyznaje, że produkty mleczne mogą chronić przed rakiem okrężnicy, bo nie ma co do tego pewności. Bez obaw mogą je spożywać kobiety, mężczyznom zaleca raczej jogurty zawierające dobroczynne szczepy bakterii: Lactobacillus bulgaricus oraz Sreptococcus thermophilus.
Czy przed rakiem chronią przynajmniej warzywa i owoce? Są powszechnie zalecane. Twierdzi się, że należy jeść je pięć razy dziennie. Zawierają antyoksydanty, takie jak witamina C i E, oraz likopen, które neutralizują wolne rodniki (aktywne molekuły tlenu powodujące uszkodzenia DNA w komórkach – PAP).
Niektóre badania to potwierdzają. Likopen, znajdujący się głównie w pomidorach, zmniejsza ryzyko raka prostaty oraz jamy ustnej, przełyku i płuc. Cykoria, chrzan i rzodkiewka o 30-40 proc. zmniejszają groźbę zachorowania na raka żołądka. Z kolei warzywa kapustne spożywane raz w tygodniu o 40 proc. obniżają ryzyko raka trzustki. Owoce i warzywa są jednak głównym źródłem wchłanianych drogą pokarmową substancji kancerogennych, takich jak azotany pestycydy i różne toksyny.
Prof. Khayat ostrzega nawet przed tłuszczami roślinnymi. Jego zdaniem, nie można przypisywać im prozdrowotnych właściwości tylko dlatego, że są pochodzenia roślinnego. Błędne jest przekonanie, że mają przewagę nam tłuszczami pochodzenia zwierzęcego. „Wiele olejów roślinnych (kokosowych i palmowych – PAP) ma zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych zbliżoną do tłuszczów zwierzęcych” - podkreśla.
Francuski specjalista przestrzega też przed tłuszczami omega-3, często zalecanymi przez dietetyków. Nie twierdzi, że są szkodliwe. Przekonuje jedynie, że pod wpływem światła słonecznego jełczeją i przekształcają się w substancje wybitnie szkodliwe dla zdrowia (podobnie jak tłuszcze omega-6). Może się to zdarzyć, gdy do potrawy dodawany jest zdrowy olej, szybko powstają w nim kancerogenne nadtlenki lipidowe. W każdym razie – uważa - nie ma dowodów, że nawet świeże tłuszcze omega-3 chronią przed rakiem.
A co zatem chroni przed rakiem? Prof. Khayat wymienia 10 czynników antyrakowych: sok z granatów (zawiera dużo antyoksydantów, szczególnie ten wytwarzany przemysłowo), zielona herbata, wino w umiarkowanych ilościach (2-3 kieliszki dziennie), selen (jeden z nielicznych suplementów chroniących przed rakiem), pomidory, włókna pokarmowe (chronią przed substancjami kancerogennymi), czosnek i cebula, kwercetyna (zawarta w kaparach, lubczyku, ostrej papryce i kakao) oraz aktywność fizyczna. To wszystko.
|
Zygmunt Skibicki - 2012-02-13, 17:11
| wp.pl napisał/a: |
Tłuszcze trans - zawsze szkodliwe?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...-szkodliwe.html
Tłuszcze są niezdrowe i powinniśmy unikać ich jak ognia – takie jest powszechne przekonanie. Nie do końca słuszne. Dietetycy straszą nas szczególnie tłuszczami trans. Czym tak naprawdę są i gdzie je znajdziemy?
Sztuczny produkt
Tłuszcze trans to około 3 do 5 proc. naturalnych tłuszczów pochodzenia zwierzęcego. Znajdują się w produktach mlecznych i mięsach. Wydaje się, że to nie powód, aby z tak małej ilości robić wielkie zamieszanie. Jednak to nie pochodzące z natury tłuszcze trans szkodzą nam najbardziej. Dużo niebezpieczniejsze dla naszego zdrowia są półsyntetycznie tłuszcze roślinne, uzyskiwane przez częściowe uwodornienie naturalnych olejów.
Skąd się biorą tłuszcze trans? Weźmy pod lupę choćby margarynę. Podczas jej produkcji utwardza się ciekłe oleje roślinne, uwodorniając wiązania nienasycone. Prowadzi to do powstawania kwasów nasyconych oraz nienasyconych kwasów o konfiguracji trans. Gdzie jeszcze znajdziemy te związki? Przede wszystkim w żywności przetworzonej. Są w maśle roślinnym, ale także w gotowych ciasteczkach, płatkach kukurydzianych, powszechnie dostępnych fast foodach, zupach w proszku, chipsach, frytkach, ulubionych przez dzieci batonach czekoladowych czy gotowych wypiekach. Znajdziemy je także w potrawach usmażonych na oleju w domu.
Im mniej, tym lepiej
Na całym świecie podjęto już kroki, by ograniczyć spożycie olejów utwardzanych wodorem. W wielu krajach wprowadzono lub planuje się wprowadzenie obowiązku umieszczania na produktach spożywczych informacji o zawartości tłuszczów trans. Dąży się także do maksymalnego ograniczenia ich zawartości. Prekursorami były Dania i Kanada. Dania już w 2003 r. wprowadziła zakaz sprzedaży przetworzonych produktów spożywczych ze zwiększonym - w stosunku do naturalnego - stężeniem tłuszczów trans (2 proc.) W Kanadzie ten przedział wynosi 2–5 proc. – zależnie od produktu. Cały czas doskonali się także procesy technologiczne – na przykład zastępowanie uwodornienia estryfikacją - tak, by izomerów trans było jak najmniej.
Dla porównania warto podać, że dwa lata temu SGGW w Warszawie przeprowadziła badania dotyczące m.in. ilości izomerów trans we frytkach dwóch popularnych restauracji typu fast food. Zawartość w obydwu przypadkach wynosiła prawie 20 proc.
Lepiej uważać
Z tłuszczami trans nie ma żartów. Liczne doniesienia naukowe wskazują, że ich częste spożywanie ma negatywny wpływ na nasze zdrowie - rośnie na przykład ryzyko zachorowania na raka piersi i zwiększa się prawdopodobieństwo rozwoju innych nowotworów. Po ich spożyciu podnosi się stężenie we krwi złego cholesterolu, a tym samym ryzyko występowania i rozwoju chorób miażdżycowych. Co więcej udowodniono, że tłuszcze trans obniżają poziom dobrego cholesterolu w naszym organizmie. Zwiększają też prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę, mogą zwiększyć ryzyko depresji, a nawet przyczyniać się do występowania komplikacji w czasie ciąży.
Zdrowa wołowina
Oczywiście jak ze wszystkim, tak i tutaj należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Tym bardziej, że ostatnio okazało się, że nie wszystkie tłuszcze trans szkodzą. Korzystne dla naszego zdrowie działanie mają zwłaszcza te zawarte w mleku i wołowinie – tak przynajmniej informuje pismo „Advances in Nutrition”. Według niektórych badań naturalne izomery trans wytwarzane przez przeżuwające zwierzęta, mogą wręcz zmniejszać ryzyko choroby wieńcowej czy nowotworów.
Jednak lepiej przerzucić się na zdrowe tłuszcze.
- To od nas samych zależy, czy pomożemy naszemu organizmowi zrównoważyć zawartość tłuszczów trans przez spożywanie zdrowych, jedno i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Można je znaleźć w oliwkach, rzepaku, awokado, pistacjach, orzechach laskowych, tranie ryb morskich, kiełkach, ziarnach lnu czy kukurydzy oraz w oliwie. Należy pamiętać, że zdrowy tłuszcz roślinny tłoczony na zimno ma zawsze postać płynną, tran także - przypomina Robert Joachimiak-Szpinda, szef kuchni Velaves Spa & Resort. |
Zygmunt Skibicki - 2012-02-21, 10:12
| wp.pl napisał/a: |
Najbardziej ekstremalne diety wegetariańskie
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art798.html
W dzisiejszych czasach główną motywacją dla zastosowania takiej czy innej diety jest chęć osiągnięcia (ewentualnie utrzymania) idealnej figury. Dla szczupłej sylwetki gotowi jesteśmy stosować najdziwniejsze sposoby żywieniowe. Jednak wielu ludzi decyduje się na rezygnację z tradycyjnego menu z zupełnie innych powodów - głównie ideologiczno-ekologiczno-zdrowotnych. Jakie są najbardziej ekstremalne pomysły na odżywianie? Większość szczególnie restrykcyjnych diet to odmiany wegetarianizmu.
Wśród nich, najmniej ekstremalny wydaje się weganizm. Jednak i ta dieta wiąże się z szeregiem wyrzeczeń. Weganie rezygnują z jedzenia wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. Z menu wykluczyli więc nie tylko wszelkie rodzaje mięsa, ale także nabiał, jaja czy miód. Niedopuszczane jest też dla nich spożywanie żelatyny, co oznacza, że weganie zmuszeni są bardzo uważnie czytać etykiety znajdujące się na wszelkich możliwych produktach - nawet tych pozornie bezmięsnych, by się upewnić, że do ich przygotowania nie wykorzystano żadnych produktów pochodzących od zwierząt.
Witarianizm (czyli raw food - z angielskiego surowe jedzenie) opiera się na spożywaniu wyłącznie surowych warzyw i owoców. Spożywane produkty nie mogą być poddane obróbce termicznej w temp. wyższej niż 45 stopni (tylko w ten sposób zniszczeniu nie ulegają naturalne mikroelementy, witaminy, białka i enzymy zawarte w jedzeniu). Poważną wadą tej diety jest fakt, że nie dostarcza ona organizmowi pełnowartościowego białka, witaminy B12 oraz żelaza. Taki sposób odżywiania wiąże się także z niedoborem cynku i selenu. Ma jednak wiele zalet. Wyeliminowanie obróbki termicznej oraz spożywanie dużych ilości warzyw i owoców sprawia, że dieta jest bogata w witaminy i mikroelementy, pozwala też wyeliminować tłuszcze nasycone, a więc ogranicza ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych.
W dzisiejszych czasach fruktarianie skazani są właściwie na śmierć głodową. Szczególnie w naszej strefie klimatycznej. Z informacji, zamieszczanych na stronach internetowych dotyczących wegetarianizmu, można wywnioskować, że ortodoksyjnych fruktarian jest bardzo niewielu. Nic dziwnego. Przedstawiciele tej grupy szanują życie pod każdą postacią - nie tylko życie zwierząt, ale także roślin. Nie mogą więc sięgać po warzywa i owoce dopóki te rosną. Jedzą tylko te owoce, które same spadną z drzewa. Niektórzy twierdzą, że to dieta rajska, menu, które dla Adama i Ewy przygotował sam stwórca. Jednak tak ograniczone menu wiąże się z wieloma niedoborami witamin i minerałów.
Liquidarianizm to połączenie witarianizmu i diety płynnej. Stosujący ten sposób żywienia sięgają po te same produkty co witarianie (surowe owoce i warzywa) jednak tylko w postaci soków. Zdaniem entuzjastów tej metody przyjmowanie posiłków w formie płynnej sprawia, że nie obciąża się organizmu. Wady i zalety takiej diety? Jeśli chodzi o składniki, są one takie same, jak w przypadku diety witariańskiej. Forma posiłków budzi jednak dodatkowe obawy. Lekarze przestrzegają, że płynne diety powinny być stosowane najwyżej przez krótki czas i to pod okiem specjalisty. Również dentyści ostrzegają, że brak twardych pokarmów ma negatywny wpływ na zęby.
Niezwykłym sposobem żywienia jest sprautarianizm. To wegetariańska dieta, polegająca na spożywaniu przede wszystkim kiełków. Dopuszczalne są kiełki wszystkich roślin - zbóż, warzyw i owoców. I choć kiełki, jako takie, są bardzo zdrowe, to jednak nie są w stanie zapewnić organizmowi wszystkich niezbędnych do życia składników.
Zdecydowanie dalej, niż wszyscy przedstawiciele najbardziej nawet restrykcyjnych diet wegetariańskich, poszli entuzjaści breatharianizmu. Breatharianizm (inedia) to innymi słowy niejedzenie. W sensie dosłownym. Osoby, które utrzymują, że można obyć się bez posiłków, a nawet bez płynów, przekonują, że energię można czerpać z patrzenia w słońce. Jak dotąd żadnej z osób praktykujących breatharianizm, nie udało się przekonać lekarzy i naukowców o słuszności tej teorii. Część z nich twierdzi, że świat nauki nie chce przeprowadzać odpowiednich badań, które potwierdziłyby zalety tej diety. Inni z kolei uważają, że kiedy badania są już przeprowadzane, to ich wyniki nie są podawane do wiadomości publicznej. Z całą pewnością jednak wiadomo, że próba przejścia na tę wyjątkowo ekstremalną dietę dla niektórych skończyła się śmiercią. Więksi szczęściarze trafiali do szpitala, gdzie udzielono im odpowiedniej pomocy.
Freeganizm to ostatni z niesamowitych sposobów traktowania pożywienia. Niektórzy przedstawiciele tego ruchu ograniczają się jedynie do konsumowania roślin, inni nie gardzą też mięsem. Freeganizm to ruch ekologiczny, którego przedstawiciele prowadzą anykonsupcyjny styl życia. Sprzeciwiają się nadprodukcji wszelkich dóbr (także jedzenia) w bogatych częściach naszego globu, w obliczu wszechobecnej biedy i głodu w biedniejszych rejonach świata. Jedzą więc to co inni wyrzucają albo uznają za niepotrzebne. Biorąc pod uwagę, że - jak wynika z badań - wyrzucamy rocznie miliony zdatnych do jedzenia produktów spożywczych, trudno nie pochwalać tych, którzy przeciwstawiają się marnotrawstwu. Freeganie znajdują jedzenie w śmietnikach i kontenerach, do których trafiają artykuły spożywcze z marketów. Przedstawiciele tego ruchu korzystają też z żywności, która w ciągu dnia nie sprzeda się w restauracjach czy na bazarach. |
Zygmunt Skibicki - 2012-03-07, 08:48
| wp.pl napisał/a: |
Te produkty tylko wydają się zdrowe
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...sie-zdrowe.html
Pozory mylą
Niskotłuszczowy, z dodatkiem błonnika, wieloziarnisty lub naturalny - te określenia potrafią zmylić nawet najbardziej doświadczonego konsumenta. Wybierając produkty opatrzone taką metką, jest święcie przekonany, że kupuje zdrową żywność. Niestety łatwo można się nabrać na takie sztuczki. Dlatego nie wystarczy pobieżnie zerknąć na opakowanie, trzeba poświęcić trochę czasu i uważnie przestudiować etykietę. "Washington Post" wziął pod lupę produkty, które uważamy za zdrowe, chociaż na takie miano w ogóle nie zasługują. Przyjrzyjmy się, co znalazło się na liście.
Odtłuszczone masło orzechowe
To właśnie w oleju z orzechów kryją się najcenniejsze składniki pokarmowe, skąd więc pomysł, by go usuwać? Odtłuszczona wersja zawiera tyle samo kalorii, a do tego jeszcze więcej cukru. O wiele zdrowsze jest zwykłe masło orzechowe. Wskazują na to m.in. badania Harvard School of Public Health. Ten produkt zawiera dużo białka i nienasyconych tłuszczów, które na dłużej pozwalają nam się nasycić, dzięki czemu nie musimy tak szybko sięgać po kolejne przekąski. Jedzenie masła orzechowego w niewielkich ilościach może przyczynić się też do obniżenia ryzyka chorób krążenia czy powstania raka.
"Ulepszona" woda
Na czym polega "ulepszanie" wody? Między innymi na dodawaniu do niej witamin. Jednak razem z nimi w butelce ląduje też sporo cukru, a butelkowana woda bardziej przypomina słodzony napój, w którym rozpuszczono pigułkę. Przykładem jest tu Vitamin Water - drink, który prof. Walter Willet z Harvard School of Public Health określa jako szkodliwy dla zdrowia (23 g cukru w połowie litra napoju plus wit. B6, B12, niacyna oraz kwas pantotenowy, a także witamina C). To, czy rozpuszczalne w wodzie witaminy przyniosą nam korzyści, zależy od wielu czynników. Zdarzyć się też może, że je po prostu przedawkujemy, gdy do wzbogaconej żywności i suplementów dodamy jeszcze taki drink. Amerykanie zamiast tego proponują picie wody z... kranu i jedzenie owoców, warzyw i pełnoziarnistych produktów.
Batony energetyczne
Batony energetyczne wyprodukowano z myślą o intensywnie trenujących sportowcach, ale jedzą je także osoby, które z aktywnym uprawianiem sporu nie mają zbyt wiele wspólnego. Ta przekąska zyskała sławę produktu, który może zastąpić cały posiłek - reklamowana jest jako zdrowy produkt, który pomogą w utracie wagi lub zbudowaniu mięśni. W rzeczywistości to po prostu bomby kaloryczne - wysokobiałkowe batony z witaminami i błonnikiem, których głównym składnikiem i tak pozostaje cukier. Dlatego, jeśli planujesz długą wędrówkę, to zamiast batona, do plecaka lepiej włóż orzechy i suszone owoce.
Wieloziarniste produkty
Gdy słyszymy - wieloziarniste, myślimy - pełnoziarniste. A to błąd! O ile pełnoziarniste produkty dobrze wpływają na pracę naszego organizmu, zmniejszając ryzyko cukrzycy, chorób serca czy nadwagi, o tyle wieloziarniste pokarmy to najczęściej sprytny marketingowy zabieg. Warto przyjrzeć się ich się składnikom. Gdy wymieniona jest tam np. mąka pszenna wzbogacona - oznacza to, że do wyrobu użyto oczyszczonej mąki, a nie tej z pełnego przemiału. Szczególnie trzeba uważać na popularne płatki śniadaniowe, w których zazwyczaj znajduje się bardzo dużo cukru i skrobi. Zamiast nich lepiej rano zjeść owsiankę lub jajko.
Bez glutenu, o małej zawartości tłuszczu
Mała zawartość tłuszczu, produkt bezglutenowy czy pieczony - to koleje hasła, którymi wabią nas producenci. W większości taka żywność wytworzona jest z przetworzonego ziarna, zawierają dużą ilość skrobi, soli i innych dodatków, z natury mało odżywczych. Tak sprzedaje się krakersy, chipsy czy frytki. Ale nie dajmy się zwieść. Przez to nie staną się bardziej zdrowe. |
Zygmunt Skibicki - 2012-03-08, 10:49
| wp.pl napisał/a: |
Diety na długowieczność
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...owiecznosc.html
Od lat naukowcy zastanawiają się nad tym, dlaczego pewne ludzkie grupy w niektórych regionach świata żyją przeciętnie dłużej niż większość ludzkości. Hunzowie w Himalajach, mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa czy górale z Kaukazu – wśród nich stulatkowie nie są rzadkością. Dlaczego tak się dzieje? Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że jednym z warunków jest bardzo specyficzna dieta.
Diety na długowieczność
Stulatkowie z Himalajów
Kilkadziesiąt lat temu zauważono, że pewne plemię - Hunzowie żyjący w Himalajach cieszą się do końca swojego stuletniego życia niezwykłym zdrowiem i tężyzną fizyczną. Gdy zaczęto badać ich dietę, okazało się, że jest ona wyjątkowo prosta i skromna. Obfituje w surowe owoce - jabłka, gruszki, brzoskwinie, wiśnie, morwy i morele. Suszone, ale też rozmoczone w wodzie lub mleku owoce je się zimą. Podstawą posiłków są placki (czapati) wyrabiane z pszenicy, jęczmienia, gryki, prosa. Ziarna mieli się w prymitywnych młynkach, a powstałą – nieoczyszczoną z otrąb i zarodków – mąkę miesza z wodą i wyrabia ciasto. Hunzowie jedzą też dużo warzyw – króluje szpinak, marchew, rzodkiewka, groch, dynia i ziemniaki. Co ważne, warzyw nie obierają ze skórki!
Lubią też mleko i jego przetwory – lassi, maślankę czy masło. Używanie ziół do gotowania i do sałatek jest powszechnym zwyczajem, dużą popularnością cieszy się herbata ziołowa. Ważna rolę w diecie odgrywają migdały i morele. Oleju morelowego używa się do gotowania, dodaje do sałatek, a nawet traktuje jak lekarstwo. Suszone morele moczy się na noc w wodzie lub mleku i zjada z gotowanym prosem albo robi się z nich dżemy. Po dodaniu większej ilości wody, otrzymuje się sok do picia. Hunzowie co prawda nie są wegetarianami, ale mięso bardzo rzadko gości w ich menu.
Sędziwi z Okinawy
Zagubiona na Ocenie Spokojnym niewielka wysepka Okinawa od lat fascynuje naukowców. Tajemnicą jest długowieczność jej mieszkańców. Na wyspie żyje bowiem najwięcej stulatków na świecie. Na każde 100 tys. przypada ich aż 33. Co więcej, mieszkańcy wyspy nie przybierają z wiekiem na wadze, a w porównaniu z innymi narodami liczba chorujących na serce jest o 80 proc. mniejsza, a na nowotwory - o 50 proc. Eliksirem młodości okazała się po prostu niskokaloryczna dieta, która dostarcza nie więcej niż 1500-1900 kcal dziennie i którą można stosować z powodzeniem pod każdą szerokością geograficzną.
Dieta mieszkańców Okinawy to połączenie kuchni japońskiej, chińskiej i tajwańskiej. Podstawę stanowią soja, pełnoziarnisty ryż, słodkie ziemniaki, owoce, warzywa. Najpopularniejszą potrawą jest champuru – mieszanka tofu, sezonowych warzyw i gorzkiego melona (goya). Jednak największym atutem tej diety jest jej różnorodność. W kuchni wykorzystuje się średnio ok. 200 produktów, z których 35 je się regularnie, a 18 - każdego dnia. Specyfiką diety jest to, że zawiera niezwykle dużo flawonoidów. Niezmiernie dużo tych cennych związków zawiera zielona herbata, która należy do najpopularniejszych napojów.
Żywność dzielą na cztery podstawowe kategorie: bardzo lekkie produkty (herbata, szparagi), lekkie produkty (ryby, brązowy ryż), średnio ciężkie produkty (chude czerwone mięso, chleb), ciężkie produkty (smażone potrawy, desery). Mieszkańcy Okinawy unikają produktów z ostatniej grupy, a do swojego menu dodają dużo produktów z pierwszych dwóch grup.
Mówiąc o diecie okinawskiej, nie można pominąć roli liczby 7. Istnieje zasada, że każdego dnia trzeba zjeść przynajmniej siedem porcji warzyw lub owoców, 7 razy w ciągu dnia powinno się także jeść produkty pełnoziarniste oraz rośliny strączkowe.
Górale z Kaukazu
Dieta tutejszych mieszkańców opiera się mleku, warzywach, owocach i mięsie. Stulatkowie piją wino, czasem nawet w niewyobrażalnych dla Europejczyków ilościach. Jednym z uderzających faktów jest to, że to ludy wiejskie, góralskie, którym w ciągu całego życia towarzyszy ciężki wysiłek fizyczny. Stwierdzono, że złamania kości przytrafiały im się niezwykle rzadko. Uznano, że stała aktywność fizyczna utrzymywała kości w stanie zmineralizowanym, dzięki czemu są twarde i mocne. Długowieczność ludzi z Kaukazu przypisuje się głównie diecie składającej się z naturalnych pokarmów pochodzenia roślinnego. W menu narodów kaukaskich znajdują się przeróżne kasze, bardzo często zastępują ono pieczywo, mleko, mięso. Wreszcie bardzo pikantna pasta adżika, która jest uważana przez wielu Abchazów za główny powód ich długowieczności. Poza tym kozi ser, warzywa, owoce i dużo przypraw.
Metoda Chang Ming
Stare powiedzenie chińskie głosi, że wiek podeszły jest czymś naturalnym i nieuniknionym, lecz nie jest on usprawiedliwieniem starości. Wiek zaawansowany i starość Chińczycy traktują jako zupełnie odmienne zagadnienia. Choroby kojarzą się ze starością, ale nigdy nie z podeszłym wiekiem. Wierzą bowiem, że wszelkich schorzeń można uniknąć, gdyż w przeważającej większości związane są ze złym doborem jedzenia i napojów.
Taoistyczna koncepcja długowieczności zawsze odgrywała olbrzymią rolę w nawykach żywieniowych Chińczyków. Stała się częścią codziennego życia przeciętnej rodziny chińskiej. Zasady dietetyki chińskiej nie powstały w gabinetach uczonych, lecz w czasie wielowiekowej praktyki. Same założenia są niezwykle naturalne i wyjątkowo proste: jedz tylko wtedy, gdy jesteś głodny, jedz tylko naturalną żywność, jedz więcej zbóż i warzyw, przeżuwaj całość pożywienia naprawdę dokładnie, w żadnym przypadku nie doprowadzaj do przejedzenia się oraz ograniczaj przyjmowanie napojów do minimum. Nie powinniśmy za to jeść pożywienia mocno przetworzonego, żadnych oczyszczonych zbóż, szczególnie białego chleba i przetworów z białej mąki, kawy, alkoholu, czekolady, jak i innych słodyczy, ostrych przypraw, soli skalnej, musztardy, pieprzu, octu, mięsa tj. wieprzowina, wołowina i baranina, łososia, makreli, mięsa rekina, tuńczyka, cukru. Co więc pozostaje? Ziarna zbóż (dlatego w Chinach je się dużo ryżu), produkty sojowe, miód, lokalne owoce i warzywa, orzechy, od czasu do czasu chude ryby i drób. Czy ktoś mógłby tak się poświęcić? Pewnie dla 100 lat życia - tak! |
Zygmunt Skibicki - 2012-03-12, 11:29
| wp.pl napisał/a: |
Oto prawda o miodzie od benedyktynów
źródło - http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Gdy spojrzymy na słoiczek z wieczkiem przewiązanym płótnem, opatrzonym znakiem benedyktynów, wyobrażamy sobie, jak mnisi cierpliwie doglądają pszczół w klasztornej pasiece, jak wybierają z nich woskowe plastry i wyciskają miód. Dokładnie jak sto czy trzysta lat temu. Nic z tego - inspektorzy stwierdzili, że niektóre produkty, w tym miód, zostały wyprodukowane przy użyciu zmechanizowanych linii, a nie według tradycyjnych receptur!
Kupując Produkty Benedyktyńskie, jesteśmy przekonani, że są one wytwarzane na podstawie tradycyjnych receptur. Tak zapewniają konsumentów Benedyktyni Tynieccy opatrując produkty etykietami. Jest na nich logo benedyktynów, widać mnicha na tle ziół i opactwa w Tyńcu. O wyjątkowości przekonuje wygląd słoiczka. Etykieta, wieczko przewiązane płótnem i karteczka potwierdzająca jakość produktu. Tymczasem rzeczywistość okazuje się zupełnie inna.
Kontrole przeprowadzona przez Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych udowodniły, że niektóre produkty, w tym miód, nie zostały wyprodukowane według tradycyjnych receptur. Miód jest prawdziwy, tyle że nie zrobili go mnisi.
Jak wyjaśnił nam Władysław Bojarski, zastępca dyrektora WIJHARS, po przeprowadzeniu kontroli w kilku zakładach, które miały podpisaną umowę z jednostką gospodarczą benedyktynów, okazało się, że produkty były produkowane przy użyciu zmechanizowanych linii technologicznych według powszechnie stosowanych metod.
Właściciele trzech jednostek oświadczyli, że wytwarzanie Produktów Benedyktyńskich odbywa się w tych samych warunkach i na podstawie takich samych receptur jak pozostałych produktów nieopatrzonych benedyktyńskim logo. Dotyczyło to miodu, wafli andrutów oraz fasoli białej i kaszy jęczmiennej - mówi dyr. Bojarski.
Zapytaliśmy o komentarz Opactwo Benedyktyńskie. Ale mimo licznych telefonów i maili z prośbą o rozmowę, odmówiono nam wyjaśnień. WIJHARS nałożył na producenta miodu karę pieniężną, a do jednostki gospodarczej w Tyńcu skierował pismo m.in o obowiązku poprawnego i wyczerpującego oznakowania środka spożywczego.
– Miód, który wzięliśmy do przebadania, był nieprawidłowo oznakowany. Nie było na etykiecie informacji, skąd pochodzi miód i gdzie ten miód był pozyskiwany – mówi Danuta Pocztowska, starszy inspektor woj. inspektoratu Inspekcji Handlowej w Krakowie. – Ponadto po badaniach laboratoryjnych okazało się, że miał on zawyżoną zawartość sacharozy, co może świadczyć o tym, że pszczoły mogły być dodatkowo dokarmiane syropem z cukru i wody. |
Ba...!
Ta zawyżona zawartość sacharozy może równie dobrze świadczyć o "chrzczeniu" miodu cukrem i wodą przez... samego producenta bez jakiegokolwiek udziału pszczół!
Zygmunt Skibicki - 2012-03-12, 11:34
| wp.pl napisał/a: |
Coca-Cola i Pepsi zawierają związki rakotwórcze
źródło - http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html
Coca Cola i Pepsi zmieniają sposób przygotowania karmelowego barwnika, by uniknąć potrzeby zamieszczania na puszkach i butelkach ostrzeżeń, że zawiera potencjalnie rakotwórczy związek chemiczny - donoszą sobotnie brytyjskie media.
Receptura pozostanie bez zmian w Europie i na innych rynkach, a na butelkach i puszkach nie będzie ostrzeżenia.
Szefowie obu konkurencyjnych firm posiadających razem ok. 90 proc. rynku napojów orzeźwiających w USA nakazali producentom zmniejszenie zawartości, powstającego w trakcie gotowania związku 4-MEI (ang. 4-methylimidazole) łączonego z wyższym ryzkiem zachorowania na raka u myszy i białaczki u szczurów.
Jest to skutkiem uchwalonego w Kalifornii prawa nakazującego producentom napojów zawierających śladową ilość substancji rakotwórczych wyszczególnienie tego na opakowaniu. Coca Cola zmieniła już skład receptury w Kalifornii i zmieni go we wszystkich stanach. Kolor i smak mają pozostać bez zmian.
Coca Cola i Stowarzyszenie Producentów Napojów USA wskazują, że nie ma dowodów na to, że 4-MEI zwiększa ryzyko raka u ludzi. Według nich ktoś musiałby wypić 1 tys. puszek coli lub pepsi dziennie, by osiągnąć dawkę, która u gryzoni wywołuje zachorowanie na raka.
Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) w marcu ub. r. potwierdził, że obecność 4-MEI w barwniku karmelowym nie jest groźna dla ludzkiego zdrowia. Związek występuje m. in. w pieczonych artykułach żywnościowych, kawie, chlebie, sosie sojowym, niektórych piwach, melasie.
Tajny skład Coca Coli zna tylko dwóch dyrektorów koncernu. Nie wolno im latać jednym i tym samym samolotem. Oryginalna receptura z 1896 r. była zmieniana kilkakrotnie. W 1904 r. kokainę zastąpiono kofeiną.
Po raz ostatni Coca Cola zmieniła recepturę w 1985 r., wprowadzając na rynek produkt o nazwie New Coke z większą zawartością cukru. Produkt okazał się niewypałem i został wycofany ze sprzedaży po trzech miesiącach. |
Podkreślenia Z.S.
Zygmunt Skibicki - 2012-03-13, 10:41
| wp.pl napisał/a: |
7 domowych sposobów na kaszel
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art815.html
Wiosną grypa nie daje o sobie zapomnieć. Gdy dopadnie nas ta ostra choroba wirusowa, lepiej udać się do lekarza, ponieważ u około 6 proc. chorych choroba ma ciężki przebieg. Wysoka gorączka, dreszcze, ból głowy, bóle mięśniowe i ogólne wyczerpanie uniemożliwiają jakąkolwiek aktywność. Do tego ból gardła, wodnisty katar, brak apetytu i kaszel, który pojawia się również przy zwykłym przeziębieniu. Już nasze babcie znały kilka skutecznych sposobów na walkę z kaszlem. Przedstawiamy kilka z nich.
Syrop z cebuli
Od dawna stosowany jest jako naturalne lekarstwo na kaszel i ból gardła. Bogata w witaminy A, B i C, kwas foliowy, wapń, fosfor, magnez, chrom, żelazo i błonnik pokarmowy cebula zwalcza bakterie i wzmacnia odporność. Syrop z niej zrobiony to doskonały lek wykrztuśny, który pomaga dorosłym i jest bezpieczny dla dzieci. Przepis na wykonanie lekarstwa jest niezwykle prosty. Potrzebna jest nam cebula, cukier oraz mały słoiczek. Cebulę należy obrać i pokroić w plastry. Całość wkłada się do słoika, zasypując cukrem. Po odstawieniu na dobę w ciepłe miejsce, syrop jest gotowy.
Syrop z buraków
Od dziesięcioleci uznawany jest za skuteczny lek na kaszel. Warto go pić nie tylko podczas choroby, ponieważ syrop z buraków zwiększa odporność organizmu i pomaga w powstawaniu czerwonych ciałek krwi. Jest bezpieczny dla dzieci. By go zrobić, wystarczy zetrzeć na tarce buraka i w słoiku wymieszać z trzema łyżkami miodu. Zakręcony słój i wstawiamy do garnka z ciepłą wodą na kilka godzin. Nie gotujemy, jedynie ogrzewany całość. Po krótkim czasie pojawi się sok.
Napój z imbiru
Napój z imbiru nawilża śluzówkę, ułatwia odkrztuszanie flegmy i rozgrzewa organizm. Specyfik pomaga uleczyć przeziębienie, kaszel i ból gardła. Od setek lat stosuje się go jako środek pobudzający system odpornościowy organizmu. Jak go przygotować? Centymetr obranego i utartego korzenia imbiru należy zalać szklanką wrzątku, przykryć i odstawić na 10 min. Powstałą w ten sposób herbatę przecedzamy i słodzimy miodem albo syropem malinowym.
Siemię lniane
Kolejnym cudownym środkiem prosto z łąki, po które warto sięgać, gdy boli gardło, jest siemię lniane. Po zetknięciu z wodą, jego nasiona pokrywa kleista substancja. Z łatwością możemy obserwować, w jaki sposób pęcznieje. Ten mechanizm sprawia, że siemię lniane od dawna stosuje się jako środek kojący i zwiększający wilgotność śluzówki przy suchym kaszlu. Z siemienia często korzystają osoby forsownie używające swojego głosu (np. śpiewacy). Łyżeczkę siemienia należy zalać szklanką wody, gotować ok. 10 min. Do gotowego, wystudzonego płynu można dodać łyżkę miodu.
Szałwia
To doskonałe zioło działające przeciwzapalnie i odkażająco. Liście rośliny zawierają olejki eteryczne (m.in. kamforę) i flawonoidy, garbniki, kwasy organiczne, duże ilości witaminy B1, a ponadto PP, A i C. Ten zestaw pozwala skutecznie walczyć z kaszlem. Zioła dostępne są w aptekach oraz sklepach zielarskich. Szałwia działa najskuteczniej, gdy zrobimy z niej napar. Łyżkę suszonych liści szałwii zalewa się szklanką wrzątku i trzyma pod przykryciem ok. 15 minut. Naparem należy płukać gardło co 3 godziny. W aptekach można też nabyć gotową nalewkę z szałwii. Wystarczy trzy łyżeczki płynu wlać do kubka napełnionego do połowy wodą i tak powstałą mieszanką płukać gardło kilka razy dziennie.
Inhalacje
Najprostszą metodą na wykonanie zabiegu jest wlanie do miski z gorącej wody i wrzucenie do niej garści ziół - kwiatów rumianku albo lawendy. Można również wlać kilkanaście kropel olejku - eukaliptusowego albo rozmarynowego. By inhalacja była skuteczna, nachylamy się nad miską i przez kwadrans wdychamy wonne opary pod namiotem z ręcznika. Na rynku dostępne są też specjalne maseczki. Z ich użyciem inhalacja jest bardzo krótka – może trwać zaledwie 2 minuty. To ważne, szczególnie w przypadku dzieci.
Czosnek
Nazywany jest naturalnym antybiotykiem. Ze wszystkich roślin ma najwięcej fitoncydów, substancji lotnych o właściwościach zwalczających bakterie, dzięki czemu łagodzi kaszel i pomaga szybciej zwalczyć infekcje. Czosnek, jako naturalne lekarstwo, można jeść na wiele sposobów. Zgnieciony ząbek można dodać do ciepłego mleka albo położyć na kromce chleba z masłem. Należy jednak pamiętać, że zbyt duża ilość czosnku obciąża wątrobę. |
Zygmunt Skibicki - 2012-03-14, 09:43
| wp.pl napisał/a: |
Jak przyrządzić posiłek?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/foto...kaloryczne.html
To co ląduje na naszym talerzu, powinno być smaczne, pełne witamin i niezbyt kaloryczne. Jednak dla naszego zdrowia i figury znaczenie ma nie tylko to, co jemy. Liczy się także sposób przygotowania. Juliette Kellow, brytyjska dietetyk podpowiada, jak przyrządzić posiłek.
Kukurydza najlepsza z puszki
Fanów kukurydzy z puszki nie brakuje. Duże, słodkie i soczyste ziarna można jeść łyżkami prosto z puszki. Jak się okazuje - słusznie. Naukowcy z Uniwersytetu Cornella w USA są zdania, że obróbka cieplna, jakiej poddawana jest kukurydza zanim trafi do puszek, przyczynia się do zwiększenia ilości antyoksydantów aż o 44 proc. Te związki pomagają wymieść z organizmu wolne rodniki, które uszkadzają zdrowe komórki, przez co przyczyniają się do wielu problemów zdrowotnych. Zwiększony poziom przeciwutleniaczy rekompensuje też stratę witaminy C, jaka następuje w konserwowanych warzywach i owocach.
Marchew - witaminy czy kalorie?
Włoscy naukowcy porównali właściwości marchwi surowej i gotowanej. Okazało się, że gotowane warzywo ma wyższy poziom karotenoidów - cennych dla organizmu antyoksydantów, pozwalających na wytworzenie witaminy A, która potrzebna jest m.in. do zachowania w dobrej kondycji wzroku, skóry i włosów. Wbrew powszechnie panującej opinii, w czasie obróbki cieplnej nie traci też dużo witaminy C - w 100 g ugotowanej marchwi znajdziemy 28 mg wit. C, w surowej niewiele więcej, bo 31 mg. Jednak diabetycy powinni jej raczej unikać, ze względu na wysoki indeks glikemiczny (surowa - IG=30, gotowana - IG=80).
Ziemniaki lepsze na zimno
Najbardziej kaloryczne są ziemniaki jedzone bezpośrednio po obróbce termicznej, ponieważ gotowanie powoduje skleikowanie skrobi, a co za tym idzie - całkowite jej strawienie przez organizm. Jeśli natomiast warzywa te schłodzimy, to zajdzie proces, w wyniku którego skrobia przybierze postać krystaliczną - odporną na trawienie, co automatycznie obniży wartość kaloryczną. Dzieje się tak, bo tzw. skrobia oporna nie poddaje się działaniu enzymów trawiennych i nie rozkłada się do postaci glukozy. Pamiętajmy też, że im bardziej rozdrobniona postać ziemniaków, tym więcej w nich łatwo przyswajalnej skrobi. Dlatego nie powinniśmy zbyt często jeść puree.
Nie smaż na oliwie tłoczonej na zimno
Oliwa z oliwek tłoczona na zimno to skarbnica witamin i związków mineralnych. Zawiera witaminy z grupy B, fosfor, żelazo, witaminy C i E. Bogata jest w jednonienasycone kwasy tłuszczowe, które w przeciwieństwie do kwasów nasyconych zawartych w tłuszczach zwierzęcych, wywierają dobroczynne działanie na nasz organizm. Dlatego tak wiele osób uważa, że to najlepszy tłuszcz i stosuje go praktycznie do wszystkiego. Także do gotowania czy smażenia. To błąd, ponieważ oliwa ma niską temperaturę dymienia i szybko ulega przemianom, przez co do jedzenia przenikają szkodliwe substancje. Lepiej zostawić ją do sałatek.
Naucz się parzyć herbatę
Herbata zawiera polifenole - związki o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, które zmniejszają ryzyko chorób serca i układu krążenia, układu nerwowego i chorób nowotworowych. Polifenole są uwalniane tylko wtedy, gdy herbata jest odpowiednio przygotowana. Napar najlepiej parzyć przez ok. 3-5 minut. Jeśli zrobimy to krócej, np. napar z czarnej herbaty będzie zawierał dużo teiny i działał pobudzająco. Dłuższe parzenie czarnej herbaty sprawi, że będzie ona działała relaksująco, ponieważ do naparu przechodzą związki garbnikowe, głównie tanina. Według raportu Nutrition Foundation, niektóre badania wykazały, że dodanie mleka może zmniejszać wchłanianie polifenoli.
Nie przegotuj makaronu
Makaron wcale nie ma aż tak wysokiego indeksu glikemicznego, jak się powszechnie sądzi. Po jego zjedzeniu jesteśmy więc mniej narażeni na napady głodu. By posiadał tego typu właściwości, musi być ugotowany al dente. Kiedy makaron jest jędrny, enzymy trawienne w jelitach dłużej rozkładają skrobię na cukry, przez co są one uwalniane wolniej do krwiobiegu, a my dłużej czujemy się syci. Wśród makaronów najwyższy indeks glikemiczny mają te z jasnej, oczyszczonej mąki. Przykładowo rozgotowany makaron spaghetti ma IG równy 55, co jednak i tak stawia go w znacznie lepszym świetle niż np. gotowany ryż (IG = 70), ziemniaki w mundurkach (IG = 65) czy puree (IG = 90).
Korzystaj z ziół
Do pieczonych, smażonych czy grillowanych potraw warto dodać dużo ziół i przypraw. Wiele z nich neutralizuje szkodliwe związki (np. heterocykliczne aminy aromatyczne czy wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne), które wytwarzają się w czasie grillowania czy smażenia. Tak jest np. w przypadku rozmarynu. Wykazano, że blokuje on powstawanie niebezpiecznych substancji chemicznych w mięsie, które jest przetwarzane w wysokich temperaturach, nawet o 92 proc. Naukowcy z Kansas State University stwierdzili też, że kurkuma, kolendra i kminek pomagają zapobiegać tworzeniu się szkodliwych związków o 39 proc.
Używaj oleju do sałatek
Aby sałatka była naprawdę zdrowa, powinniśmy użyć dobrego tłuszczu. To on pozwoli naszemu organizmowi wchłonąć witaminy i mikroelementy. Naukowcy z Ohio State University odkryli, że jedzenie świeżej sałatki okraszonej oliwą lub innym tłuszczem, pomaga w absorpcji przeciwutleniaczy - likopenu z pomidorów, beta-karotenu z marchwi, luteiny z kukurydzy czy zeaksantyny z liści sałaty. Nie chodzi o duże ilości, wystarczy kilka łyżek oliwy z oliwek w każdej sałatce. Jako alternatywy można użyć awokado, które jest bogate w cenne jednonienasycone kwasy tłuszczowe.
Postaw na zielone banany
W przypadku bananów działa podobny mechanizm jak w przypadku ziemniaków. Oczywiście nie chodzi tu o gotowanie, ale o dojrzałość. Skórka ujawnia stopień dojrzałości owocu, zmieniając kolor z zielonego na żółty. Podczas tego procesu skrobia przekształca się w cukier, czemu dojrzałe banany zawdzięczają swój słodki smak. W zależności od tego, po jaką formę sięgniemy, możemy przyswoić więcej lub mniej kalorii. Świeży, niedojrzały banan zawiera bardziej oporną skrobię, która nie jest trawiona, dzięki czemu organizm wchłania mniej kalorii. |
Albo komuś zależy na kompletnej bezużyteczności jego własnych słów, albo zaczynają w tych internetowych "pouczankach" rządzić już tylko wyłącznie pieniądze reklamodawców...!
A nie można po prostu powiedzieć po ludzku, że do smażenia najlepszy, najzdrowszy i na szczęście... najtańszy jest nasz najzwyklejszy olej rzepakowy, a do sałatek oliwa i to wcale nie koniecznie z oliwek?
Na zimno, albo na gorąco... pierwsze, czy drugie tłoczenie...?
Przecież to czysty bełkot poskładany ze słów zbliżonych jedynie do realiów technologicznych.
Pierwsze tłoczenie jest atrakcyjne, wyłącznie z... Kasią!
Ale i tak nie wiadomo: czy Ci się człowiecze... upiecze!
No i te banany...
A widział ktoś rozładowywane w naszych portach banany dojrzałe?
Wszystkie, absolutnie wszystkie są dostarczane do Polski w postaci mocno niedojrzałej (tak kompletnie zielone, że aż... niebieskawe!) i dopiero w dojrzewalniach przemysłowych się je doprowadza do stanu sprzedawalności. Rzecz oczywista nie ma to nic wspólnego z dojrzewaniem na drzewie i w słońcu - one tylko wyglądają na dojrzałe. W kraju pochodzenia nikt by tego nawet nie dotknął!
Z tego samego powodu można nader znacząco popukać się w czoło nad zachwytami przy "tłoczonym na miejscu przy kliencie w Warszawie sokiem pomarańczowym"...
Powiem tak: dopóki naukowcom wszech maści za ich "edukacyjne" teksty w mediach będą płacili producenci, dopóty będą te teksty obroną interesów zleceniodawców, a nie zdrowia i kieszeni... konsumentów. Czasem to tylko trzeba ubrać w takie słowa, by się nawet co bardziej kumaci za szybko nie połapali...
Zygmunt Skibicki - 2012-03-25, 10:37
| wp.pl napisał/a: |
10 domowych sposobów na zaparcia
źródło - http://fitness.wp.pl/mult...rie/art823.html
Przewlekłe problemy z jelitami ma obecnie ok. 20 proc. dorosłych. Zwykle w ich leczeniu stosuje się środki przeczyszczające, preparaty z błonnikiem, lewatywy, ćwiczenia mięśni, a nawet leczenie chirurgiczne. Specjaliści rozróżniają dwa rodzaje zaparć - mechaniczne i nawykowe. Do pierwszych należą: kamienie kałowe, zwężenie jelita (wrzodziejące zapalenie jelita), rak jelita grubego, stany po prześwietleniach RTG. W tego typu przypadkach potrzebna jest pomoc lekarska. Zaparcia określane jako nawykowe możemy leczyć na własną rękę, zwykle przy pomocy prostych zmian diety i zachowania. Oto kilka domowych sposobów.
Kiszona kapusta
W domowym leczeniu przewlekłych zaparć pomocne są kiszonki, szczególnie kiszona kapusta, która zawiera duże ilości błonnika. Swój smak zawdzięczająca fermentacji, w której biorą udział żywe kultury bakterii. W naszym organizmie poprawiają one trawienie i dostarczają witamin z grupy B. Kiedy myślimy o oczyszczeniu, skorzystajmy również kuracji sokiem z kiszonej kapusty. Warto wypijać szklankę napoju raz dziennie na czczo.
Śliwki
Problem z oddaniem stolca rozwiązują śliwki, które są prawdziwą błonnikową bombą. Błonnik wędruje przez cały przewód pokarmowy w stanie praktycznie niezmienionym. Na czym polega jego dobroczynne działanie? W czasie całej drogi przez przewód pokarmowy wchłania on wodę, przez co zwiększa objętość masy kałowej i przyspiesza eliminację niestrawionych resztek. Likwiduje to zaparcia i ułatwia regularne wypróżnianie się. Można powiedzieć, że działa w przewodzie pokarmowym jak miotła.
Jabłka
Gdy spowolniają się ruchy robaczkowe jelit, resztki pokarmowe bardzo wolno przesuwają się w kierunku odbytnicy. Przy złym jadłospisie na niekorzyść zmienia się skład mikroflory. Głównym winowajcą wielu problemów z jelitami jest właśnie niedobór błonnika w pożywieniu. Przy lekkich zaparciach, utrzymujących się 3-4 dni, pomocne mogą się okazać np. soki lub przetwory czy jabłek, które zawierają duże ilości błonnika.
Buraki
Warto je jeść, gdy czujemy bóle brzucha, wzdęcia, uczucie pełności, dokuczliwe skurcze jelit, nudności oraz zaparcia. Buraki mają działanie lecznicze w otyłości, przy zaparciach stolca i chorobach nerek. Są bogate w ułatwiający trawienie błonnik. Niektórzy zalecają specjalną miksturę, która ma działać cuda w przewodzie pokarmowym. Oto przepis: buraka trzemy na drobnej tarce i dodajemy do niego łyżeczkę mielonego kminku, łyżeczkę oleju oraz szczyptę soli. Całość mieszamy ze sobą i jemy na czczo. Po kilku dniach zaparcia mijają.
Siemię lniane
Siemię lnu to znany od lat, znakomity, naturalny środek o działaniu przeczyszczającym. By pobudzić perystaltykę jelit warto regularnie pić napój zrobiony z ziaren. Lecytyna znajdująca się w nasionach lnu zmniejsza ponadto ciśnienie krwi, stężenie cholesterolu i zapobiega powstawaniu skrzepów. Przepis na miksturę jest prosty. Wystarczy wsypać łyżkę zmielonego siemienia do szklanki z ciepłą wodą i pozostawić na 2-3 godziny. Napój należy wypijać przed snem, a rano organizm oczyści się bez problemu.
Kasze
Przy planowaniu diety nie należy koncentrować się tylko na wybranych warzywach czy owocach. W diecie wspomagającej wypróżnianie się, równie ważne są np. kasze. Bogate są przede wszystkim w błonnik pokarmowy, zawierający w swym składzie m.in. celulozę, hemicelulozy, ligniny. Te składniki błonnika usuwają zaparcia, obniżają przyrost masy ciała i zapobiegają powstawaniu nowotworów okrężnicy. Aby korzystać z jego dobroczynnego wpływu na zdrowie, należy spożywać od 25 do 30 g błonnika dziennie.
Truskawki
Truskawki są źródłem bromeliny – enzymu, który ułatwia trawienie. Poleca się je nawet osobom, które mają kłopoty z trawieniem białek lub powinny obniżyć wagę ciała. Obfitują w błonnik pokarmowy - niezbędny składnik zdrowej diety, który reguluje właściwą pracę przewodu pokarmowego oraz ułatwia wydalanie toksyn. Mają lekkie właściwości przeczyszczające i moczopędne, a poprzez spalanie tłuszczów owoce te posiadają również odtruwają i oczyszczają.
Preparaty ziołowe
Pomocne mogą być preparaty ziołowe (zawierające między innymi rumianek, kminek, arcydzięgiel, ostropest plamisty, melisę, miętę, glistnik, lukrecję i ubiorek gorzki) o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbakteryjnym i regulującym napięcie mięśni przewodu pokarmowego. Nie wymagają one recept, jednak nie można stosować ich zbyt długo, ponieważ organizm może się do nich szybko przyzwyczaić, a przez to rozleniwić i rozregulować naturalne zdolności metaboliczne.
Pij dużo płynów
Gdy nie możemy się wypróżnić, niezbędne jest picie dużych ilości niegazowanej wody - nawet 2 litrów dziennie. Płyny nawadniają pokarm podczas jego wędrówki wzdłuż przewodu pokarmowego. Jeśli pokarm w jelicie ma odpowiednią wilgotność, organizm bez problemu radzi sobie z jego transportem i ostatecznie z wydalaniem.
Ćwicz
W piśmie "Clinical Gastroenterology and Hepatology" naukowcy z University of Iowa udowodnili, że mięśnie jelita można skutecznie rozruszać. Warto więc zacząć uprawiać sporty, zapisać się na jogę, znaleźć czas na relaks, jadać regularne posiłki (często ale mniejszych ilościach), a także nauczyć się regularnego wypróżniania. Jeśli jednak, mimo zmian naszych nawyków, dolegliwości nie ustępują po kilku tygodniach samodzielnego leczenia, trzeba koniecznie odwiedzić lekarza. Długotrwałe bóle, wzdęcia czy zaparcia mogą być objawami na przykład wrzodów żołądka czy nowotworu. |
Dla turysty wędrowca, który na brak ruchu nie może narzekać wnioski z powyższego są proste:
1. Nie machać ręką na warzywa i owoce podczas wędrówki. Na samych "chińskich" zupkach za daleko się nie zajdzie. Do obiadu zawsze podwójna porcja surówek!
2. Zawsze mieć przy sobie sporo napojów i regularnie się nawadniać.
3. Dwie, trzy saszetki jakichś ziółek "na odetkanie" w wędrownej apteczce mieć zawsze. Ja używam "Liść senesu" - niezawodny!
Zygmunt Skibicki - 2012-03-25, 11:08
| wp.pl napisał/a: |
Nadużywasz ziół? Uważaj!
źródło - http://fitness.wp.pl/zdro...iol-uwazaj.html
Zioła powszechnie uważane są za rośliny lecznicze. Nie ma się czemu dziwić, służą człowiekowi od wieków. Często pomagają wygrywać walkę z różnymi schorzeniami. W aptekach i sklepach zielarskich znajdziemy setki leków produkowanych na bazie surowców roślinnych i tyle samo mieszanek ziołowych.
Nie oznacza to jednak, że mamy ziołom ufać bezgranicznie. Nie leczą one wszystkich chorób, a źle użyte mogą poważnie zaszkodzić, a nawet doprowadzić do śmierci. Zanim sięgniemy po zioła, starajmy się dowiedzieć o nich jak najwięcej. Tylko w ten sposób zagwarantujemy sobie bezpieczeństwo.
Przecież to tylko lek ziołowy
Jak wskazują statystyki, Polacy są na drugim miejscu w Europie (po Niemcach), jeśli chodzi o spożycie leków pochodzenia roślinnego. Nie oznacza to, że mamy się czym szczycić. Głównie dlatego, że wciąż zbyt mało wiemy na temat ziołowych specyfików. Z jednej strony lekceważymy skuteczność leków ziołowych, z drugiej ją przeceniamy. Często leki ziołowe mylimy z homeopatycznymi - tymczasem ich zasada działania jest zupełnie inna, leki ziołowe zawierają często silnie działające substancje czynne, a homeopatyczne są ich praktycznie pozbawione.
Nie mieszaj z lekami
Przy dłuższym stosowaniu, z jednoczesnym przyjmowaniem innych leków, zioła mogą wywoływać niepożądane reakcje w naszym organizmie. Przede wszystkim mogą zmienić działanie leków przepisanych przez lekarza, wzmocnić lub osłabić zaleconą dawkę, a tym samym wywoływać szkodliwe działanie zapisanego leku.
Zioła mogą pogarszać wchłanianie leków do organizmu (na przykład z powodu roślinnego śluzu, pokrywającego jelita), przyspieszać ich rozkład albo wydalanie (gdy są moczopędne lub przeczyszczające). Na groźną interakcję z lekami narażone są osoby mające problemy z krążeniem, cukrzycą, depresją. Również chorzy na AIDS, przyjmujący leki przeciwwirusowe.
Kupuj ze sprawdzonego źródła
Nawet jeśli postawimy tylko na zioła, możemy sobie zaszkodzić, bowiem niektóre z nich wchodzą w interakcje ze sobą. Właśnie dlatego specjaliści zalecają szczególną ostrożność w stosowaniu wielu środków pochodzenia naturalnego. Naturalne, nie znaczy zdrowe.
Bardzo ważne jest ich przygotowanie i odpowiedni dobór. Należy wiedzieć, które mogą wzajemnie wzmagać lub osłabiać swoje działanie, leczyć lub szkodzić. Najlepiej, aby dobierał je specjalista. Nie kupujmy ziół mieszanych, których pochodzenia nie znamy.
Zbyt długo
Naturalne mieszanki mogą też szkodzić, jeśli stosujemy je są zbyt długo. Specjaliści przestrzegają, że bezwzględnie należy zaprzestać stosowania ziół po pół roku systematycznego picia naparów i zrobić przynajmniej trzymiesięczną przerwę. Powód jest prozaiczny. Gdy organizm przyjmuje regularnie jakiekolwiek specyfiki, przyzwyczaja się do nich, przez co przestają być skuteczne. Dzieje się tak również w przypadku ziół.
Uwagę na to powinny zwrócić szczególnie osoby starsze i przewlekle biorące leki.
Uważaj gdzie zbierasz
Wiele osób uważa, że wszystkie łąki i pastwiska, góry i pagórki mogą być naturalnymi aptekami. Nie jest tak do końca. Nawet zioła, które znamy, mogą nam zaszkodzić, jeśli zbierzemy je w niewłaściwym miejscu. Dzieje się tak głównie dlatego, że delikatne listki czy kwiatki kumulują w sobie metale ciężkie (szczególnie ołów, kadm, rtęć czy arsen), zwłaszcza jeśli nie pochodzą ze specjalnych upraw, ale zbierane są w przygodnych miejscach. Herbatka z popularnego rumianku, który zbierzemy na miejskiej łące, może zrobić więcej krzywdy niż pożytku, ma bowiem więcej ołowiu niż właściwości leczniczych.
Odstaw przed operacją
Wiemy już, że zioła, podobnie jak leki, musimy dobierać do naszego stanu zdrowia, przyjmowanych farmaceutyków czy prowadzonego właśnie leczenia. Szczególnie osoby przewlekle chore nie powinny w ogóle przyjmować ziół bez porozumienia z lekarzem prowadzącym. Poza tym lekarza zawsze należy informować o tym, czy korzystamy z dobrodziejstwa ziół, szczególnie gdy czekają nas jakiekolwiek ingerencje chirurgiczne.
Na około tydzień przed zabiegiem operacyjnym trzeba odstawić leki ziołowe. Czosnek, miłorząb i żeń-szeń sprzyjają krwawieniom, dziurawiec - zakrzepom, a waleriana przedłuża działanie narkozy.
Pierwsze sygnały
Około 70 procent leków pochodzenia roślinnego jest przyjmowanych bez konsultacji z lekarzem, często za namową rodziny czy przyjaciół. Tymczasem nudności, wymioty, bóle brzucha czy biegunka mogą stanowić pierwsze sygnały zatrucia ziołami. Bądźmy czujni.
Naparstnica wełnista może powodować zwolnienie pracy serca, aż do zatrzymania krążenia. Bardzo toksycznie działa konwalia majowa. Znane są przypadki poważnych zatruć po przypadkowym wypiciu wody, w której znajdowały się te rośliny.
Żywokost lekarski może uszkodzić wątrobę, a ruta zwyczajna wywołać uczulenie przypominające oparzenie.
Poczciwy dziurawiec - o krok od tragedii
Jak bardzo niebezpieczne mogą być zioła, może nam pomóc uświadomić sobie przykład popularnego dziurawca. Specjaliści przestrzegają, że nawet on może być przyczyną tragedii, jeśli łączy się go z innymi lekami bez konsultacji z lekarzem. W przypadku depresji dziurawiec może hamować działanie innych leków antydepresyjnych, co grozi pogłębieniem choroby i próbami samobójczymi. Dziurawiec nasila się też niebezpieczne działanie leku, który często przyjmował Michael Jackson – propofolu.
Poza tym dziurawiec posiada właściwości, które hamują działanie hormonalnych leków antykoncepcyjnych, co może się stać przyczyną nieplanowanej ciąży. W połączeniu z walerianą czy przeciwbiegunkowym loperamidem dziurawiec może doprowadzić do delirium. |
Zygmunt Skibicki - 2012-03-26, 20:20
| wp.pl napisał/a: |
Na czym polega pasteryzacja?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-...teryzacja-.html
Coraz bardziej świadomy konsument z rosnącą uwagą przygląda się produktom żywnościowym leżących na sklepowych półkach. Z roku na rok coraz więcej osób czyta etykiety, sprawdza zawartość tłuszczu, cukru i z rezerwą spogląda na wszelkie ulepszacze, sztuczne aromaty i konserwanty. Podejrzliwe podchodzimy też do produktów pasteryzowanych - choć nie do końca zdajemy sobie sprawę, na czym polega proces pasteryzacji, jakie ma wady i zalety. Kiedy jednak widzimy napis – „sok niepasteryzowany”, od razu myślimy - „lepszy”.
|
| |