|
<tekst: Ula>
"W cieniu modrzewiowej symfonii" - część pierwsza
Leniwym krokiem zbliżała się powoli do wylotu szlaku prowadzącego z Doliny Kościeliskiej. Zachodzące słońce nastrajało ją refleksyjnie. Nie spieszyła się, zatopiona w własnych myślach, nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się przy ruchliwej trasie prowadzącej do przejścia granicznego w Suchej Horej. Ruch panował wzmożony, była to pełnia sezonu, początek sierpnia. Pójdę piechotą – pomyślała, spoglądając na podjeżdżającego busa. Do Kościeliska nie jest daleko, a przy okazji zrobię rozpoznanie na kwaterach prywatnych. Chciała znaleźć jakiś pokój bliżej Zakopanego, to tak na przyszłość. Od kilku dni mieszkała w Kościelisku, wynajmowała pokój u góralki ; umiarkowanie sympatycznej. Była zadowolona z tego lokum - czysto, schludnie, gdzie właściwie tylko spała. Wychodziła wcześnie rano w góry, wracała prawie zawsze o zmroku. Jeśli nawet udało jej się wrócić wcześniej, to i tak nie przesiadywała w pokoju. Zjadała coś pospiesznie i wychodziła. Lubiła spacerować wąskimi dróżkami wśród osiedli porozrzucanych na południowych stokach Pasma Gubałowskiego, przyglądając się góralom zamieszkującym na polanach, mijając kolejne - Kierpcówka, Staszelówka, Prędówka... W samym Kościelisku, zawsze jej wzrok przyciągały stare góralskie chaty, zabytkowe budynki gospodarcze, barwnie ubrane góralki. Na chwilę przenosiła się w klimat zamierzchłych czasów... I łąki ukwiecone, pachnące ziołami- słoneczne. Rozgrzane powietrze, kolorowe motyle. Piękne lata dzieciństwa, cudowne, beztroskie, kiedy biegała po łące zrywając polne kwiaty. Nawet teraz jako dojrzała kobieta, wracając z wycieczki rowerowej przywoziła do domu naręcze kwiatów: chabry, rumianki, jaskry. Uwielbiała, kochała zawsze kwiaty, w środku zimy oddałaby najpiękniejsze róże za bukiet polnych kwiatów. Zatrzymała się przed jednym z domów z tabliczką: Pokoje do wynajęcia. Ładny, duży parking przed domem, zieleń, kwiaty. - Wejdę, zapytam- pomyślała. Zobaczę, czy w środku jest również tak ładnie jak na zewnątrz. Zapukała - przepraszam, czy mogłabym obejrzeć pokoje? Chciałam tak po prostu obejrzeć, bardzo ładny dom, nowo wybudowany, pomyślałam, że może następnym razem wynajmę pokój. Odpowiada mi bardzo lokalizacja. Proszę bardzo niech pani ogląda, tylko szybko, bo nie mam czasu - burknęła młoda kobieta. Weszła do jednego z pokoi, pierwszy rzut oka i już chciała wychodzić. - Dziękuje pani, chyba nie jestem zainteresowana takimi pokojami. - Niech pani obejrzy inne pokoje, ten jest trochę niedbale posprzątany. - Dziękuję pani, przepraszam. Do widzenia - powiedziała opuszczając ten dom. Graffiti na ścianach, stare tapczany, nie domykające się drzwi od szafy...ohyda. Zniechęciła się tym widokiem i nie miała ochoty oglądać kolejnej kwatery. - Nie będę już nic szukać, zostanę tam, gdzie mieszkam, przynajmniej jest czysto, nowe meble, wygodny tapczan i gospodyni nawet miła Słońce szybko chowało się za horyzont lasu, przyspieszyła krok spoglądając na pusty już parking u wejścia Doliny Małej Łąki. Kończy się kolejny dzień. Tutaj w górach zbyt szybko jej czas uciekał, za szybko, jeszcze 10 dni w Tatrach i powrót do siebie, do rzeczywistości, szarości dnia, obowiązków. Krzeptówki Potok - spojrzała na tabliczkę z numerem domu . Mieszkała tutaj krótko, kiedyś będąc przejazdem zatrzymała się na jeden dzień, by popatrzeć na Tatry i pojechać dalej. Nie miała czasu, zbyt mocno pochłaniały ją inne sprawy. Już wtedy spodobało jej się to miejsce, bliski dostęp do szlaków, Droga pod Reglami, w razie niepogody jest ze sobą co zrobić, no i widoki... Czerwone Wierchy i Giewont, który zawsze budził u niej respekt, ilekroć patrzyła na niego z dołu, stąd z Krzeptówek, dopóki go nie zdobyła. Skręciła w boczną uliczkę w głąb Krzeptówek. Tutaj? tak blisko ruchliwej ulicy mieszkać? To nie dla niej, miała dość hałasu, miejskich spalin. Jednym spojrzeniem ogarnęła kilka domów, na jednym zatrzymała wzrok .Drewniany góralski dom, nieduży, i modrzewie wokół domu. Modrzewie - bardzo lubiła patrzeć na nie wiosną, kiedy jasnozielone igiełki pokrywały drzewo, lub jesienią, gdy drzewo przybierało żółto - złoty kolor, stawała się wtedy taka spokojna i wyciszona. - Wchodzę. - nacisnęła na dzwonek. Po krótkiej chwili drzwi otworzyła starsza pani. Z łagodnością w głosie i spojrzeniu zapytała: - Szuka pani wolnego pokoju ? Ubiór zdradzał, że może być to tylko turystka. Z plecakiem i trochę zmęczoną twarzą osmaganą wiatrem i słońcem.
- Tak, właściwie to ja mam już pokój, mieszkam w Kościelisku od kilku dni, ale chciałabym znaleźć pokój tutaj, bliżej gór, kiedy przyjadę następnym razem, dzisiaj chciałam bardziej obejrzeć, niż wynająć.
- Proszę bardzo, proszę wejść, oprowadzę panią po wszystkich pokojach. Jest tych pokoi sześć. Są trzyosobowe i dwuosobowe, każdy z nich inny.
- Może zobaczę ten dwuosobowy, ja nie potrzebuję większego, przyjeżdżam w góry sama.
- To ten właśnie jest dwuosobowy, ten obok trzyosobowy, a ten trzeci to jest mój pokój - poinformowała starsza pani - uśmiechając się.
- Proszę, śmiało niech pani wejdzie, ten dwuosobowy jest na tę chwilę wolny. Weszła, pierwsze spojrzenie na wnętrze...jak tu ładnie, przyjemnie, prawie wykrzyknęła. Nieduży stół, telewizor, szafa, umywalka, półeczki na ścianie, zgrabna komódka, wszystko w kolorze drewna sosnowego. Wygodne łóżko przykryte kocem w pomarańczową-zieloną kratę. Dywan, zasłony w tej samej tonacji, ciepłe pastelowe kolory, czyściutko, skromnie - jak w domu. W swoim domu. Strasznie jej się ten pokój spodobał, innych już nie oglądała. To będzie ten pokój - z pewnością następnym razem - tylko ten -zdecydowała w myślach. - Ja bardzo pani dziękuje i czy mogę prosić o telefon kontaktowy? Wrócę tu na pewno kiedy tylko nadarzy się okazja ponownego przyjazdu w Tatry. Starsza pani podała wizytówkę znowu się uśmiechając. - A może pani odpocznie, napije się pani kawy, czy herbaty ? - zaproponowała gospodyni.
- Bardzo chętnie bym się napiła, ale dzisiaj podziękuję, za chwilę zrobi się ciemno, a ja chciałabym dotrzeć przed nocą na kwaterę.
- Dziękuję, jest pani bardzo miła. - Do widzenia. Wyszła na ulicę i wcale nie chciało jej się wracać do tego pokoju w Kościelisku . Poczuła taki swoisty smutek, kiedy żegnała się z przemiłą panią domu już w progu. * * * To był ostatni nocleg w Kościelisku, jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła na Krzeptówki rezerwując pokój do końca pobytu .Cieszyła się na myśl ponownego spotkania z sympatyczną właścicielką domu i ten pokój...taki ładny, przytulny. Rano zjawiła się z bagażem w dobrym nastroju. Przywitała się z gospodynią nowej kwatery. Siadając na łóżku - powiedziała do siebie: - Tak, od tej pory już zawsze będzie tu moje miejsce - właśnie tutaj.
- Czy dzisiaj da się pani zaprosić na kawę? - Zapytała starsza pani, widząc otwarte drzwi pokoju.
- Tak, poproszę. Z wielką przyjemnością. Nie zdążyłam dzisiaj jeszcze wypić kawy, chciałam jak najszybciej być tutaj . Mam troszkę czasu, gdzieś za godzinę wychodzę w góry. Aromat kawy unosił się po całym domu, lubiła dobrą kawę o poranku .Właściwie to każdy dzień zaczynała od kawy, by się rozbudzić. Była niskociśnieniowcem, kawa zawsze ją stawiła na nogi. Nie dbała o to, by się dostatecznie wysypiać, wciąż miała tyle rzeczy do zrobienia... lektura o tematyce górskiej, poezja o górach pochłaniały ją bez reszty, muzyka ...od poezji śpiewanej przez rocka po klasyczną. W nocnej porze tyle razy słuchała: „Do Elizy” - Bethovena. Usiadła na ratanowym fotelu naprzeciwko starszej pani. - Bardzo ładnie pani tutaj mieszka, ten dom przypomina taki prawdziwy, ciepły dom.
- To nie jest mój dom, jest to dom mojej córki. Kupiła kilka lat temu okazyjnie z zamiarem wynajmu pokoi dla turystów, by zarabiał na siebie. Córka mieszka daleko stąd, przyjeżdża rzadko, jest zajęta pracą, rodziną, nie ma czasu. Ja zgodziłam się tutaj zamieszkać i zająć się wszystkim, chcę pomoc córce. Ona jest młoda ma tyle marzeń, planów, a ja już prawie wszystko za sobą. Kilka lat temu owdowiałam, zostałam sama, więc przyjechałam tutaj do Zakopanego, z ciężkim sercem, bo jak to się mówi,że "starych drzew się nie przesadza", ale czego to się nie robi dla własnych dzieci...
- Na mnie już pora, góry czekają...dziękuję za kawę, bardzo miło rozmawiało się z panią.
- A dokąd pani się dzisiaj wybiera ? Chciałabym, żeby mnie pani informowała o celu wycieczki przed wyjściem, taka informacja może wiele pomoc, gdyby nie daj Boże coś stało.
- Oczywiście ma pani rację i proszę mi mówić po imieniu, mogłabym być pani córką.
- Magda mam na imię, będę się lepiej czuć i łatwiej będzie nam ze sobą rozmawiać - pani Wando.
- Mogę tak się do pani zwracać? - Tak, będzie mi naprawdę miło. Spakowała szybko niezbędne rzeczy do niedużego plecaka, nie cierpiała wypchanego ciężkiego plecaka różnymi rzeczami, które, jak się przekonała nie raz wracając z gór - były zbędne. Na wszelki wypadek wrzuciła polar, choć pogoda zapowiadała się wspaniała . Nie należała do osób nadto ostrożnych, przezornych, często zdawała się na przypadek. - Wychodzę, pani Wando
- Dzisiaj nie pójdę zbyt daleko, pewnie tylko na Nosal - nie byłam tam dawno. Powinnam być w domu najpóźniej o 20 - tej. Nie czuła się dzisiaj najlepiej, jakaś niestrawność żołądka i prawe kolano dokuczało bardziej niż zwykle. Może powinna zostać w domu – odpocząć, ale to nie było w jej stylu, taki dzień uważała za stracony. Rozdroże - szlak niebieski prowadzący do Hali Gąsienicowej zakręcał ostro w prawo, na Nosal - zielony prowadził prosto. Chwila wahania...jednak pójdę do Murowańca, może nad Czarny Staw Gąsienicowy, jeśli siły pozwolą...miała nadzieję, że to chwilowa niedyspozycyjność przejdzie jej - ot tak sama, po prostu. Murowaniec - pierwsze schronisko w Tatrach, które zobaczyła i w którym przeczekała pierwszą burzę. Szmat czasu... - Czy pani dobrze się czuje? - zapytał młody człowiek widząc bladą Magdę opartą o drzewo, - Może pomóc ?
- Dziękuję, to za chwilę przejdzie, - powinnam zawrócić, nie mam siły, jestem taka słaba - myślała ... Poszła. Nie lubiła zawracać z drogi, coś ją bardzo pchało do przodu i była przekonana, że nic jej się nie stanie złego. Schronisko Murowaniec przywitało ją gwarem. Było południe - pora szczytu, największe natężenie ruchu turystycznego. Śpiochy, balangowicze dopiero teraz zaczynają dzień wyruszając w wyższe partie gór. Dzień sierpniowy jest jeszcze długi, spokojnie, można wybrać się na Zawrat, Kościelec, nawet Krzyżne i wrócić przed zmrokiem. Rozejrzała się za jakimś wolnym miejscem. Jest jedno na tej prowizorycznej ławeczce przed schroniskiem. - Czy wolne jest to miejsce ? - zapytała mężczyznę.
- Tak, wolne - odpowiedział przesuwając się w stronę kolegi, robiąc jej miejsce. Lubiła chwilkę posiedzieć, popatrzeć na przelewającą się falę turystów, popadając w głęboką zadumę. Czuła już się znacznie lepiej, wyjęła mapę, chyba trochę z nudów, nad Czarnym Stawem Gąsienicowym była już kilkakrotnie, czas przejścia znała na pamięć. - Czy mogę na chwilkę mapę ? - zapytał mężczyzna siedzący obok. - Proszę - odpowiedziała Magda podając mapę, która była już mocno podniszczona – swoje przeżyła.
- Chciałem sprawdzić czas przejścia na Kościelec na mojej mapie nie podano. - zatrzymując wzrok na Magdzie... Wytrzymała to głębokie, elektryzujące spojrzenie. Od kilku zdawkowych pytań nawiązała się sympatyczna rozmowa. - Idziemy z kolegą na Kościelec, pójdzie pani z nami? - zaproponował mężczyzna oddając mapę. - Chętnie bym poszła, ale dzisiaj nie jestem w formie, właściwie to powinnam zostać w domu i czytać książkę, a nie wybierać się w góry. Mogę wam towarzyszyć do Czarnego Stawu, mam dużo czasu, pójdę posiedzieć nad brzegiem stawu, tam będzie ciszej, spokojniej. Czarny Staw Gąsienicowy z malowniczą wysepką i prawdziwie wysokogórskim tłem skrzesanych granitowych szczytów. Cisza niczym niezmącona, niewiele turystów. Magda zatrzymała się przy wielkim głazie nad brzegiem jeziora. - Czy mogę, któregoś z panów prosić o zrobienie zdjęcia? - wiedziała, że za chwilę się z nimi pożegna. Ot, spotkała dwóch młodych górskich zapaleńców i za moment każdy pójdzie w swoją stronę.
- Kamil, ja zostanę tutaj z panią, idź sam na Kościelec, poczekam na ciebie, boli mnie kolano nie będę się forsował - powiedział do swojego kompana mężczyzna. Byli to młodzi ludzie, wysportowani na pierwszy rzut oka. Zastanawiała się ...po ile mogli mieć lat ? Kamil - miał słowiańską urodę, blondyn, niebieskie oczy, delikatne rysy twarzy, drobnej budowy ciała, energiczny. Jego kolega zupełne przeciwieństwo, urodę "południowca" mocniej zbudowany, czarne włosy krótko przystrzyżone i te niesamowicie ciemne oczy - przeszywające spojrzenie, takie trochę szelmowskie. Z pewnością nie mieli więcej jak po 26 - 28 lat. Ona - nie była już młoda - była młodzieńcza. Filigranowa sylwetka, zgrabna mimo swoich 38 lat. Dbała o to, ćwiczyła, pływała, chodziła na siłownię, nie objadała się, jeśli nawet trochę przytyła, to szybko gubiła zbędne kilogramy. Długie, jasne włosy spięte w kitkę lub luźny warkoczyk nadawały jej dziewczęcy wygląd. Oczy niebieskie i rozmarzone. Spojrzenie sprawiające czasem wrażenie jakby nieobecnej. Nie pasowała do teraźniejszości, zanurzona we własnym świecie. Była inna od wszystkich, nawet w górach, w punktach widokowych patrzyła w innym kierunku niż wszyscy. - Może się przejdziemy? Chyba nie będziemy siedzieć w jednym miejscu? - zapytał kolega Kamila.
- Oczywiście - odpowiedziała Magda podnosząc się z miejsca.
Szli powoli obok siebie chodnikiem okrążający Czarny Staw Gąsienicowy.
- Długo już pani chodzi po górach?
Zatrzymała się, by popatrzeć na Granaty, jeszcze tam nie była, przyciągnęły jej wzrok.
- Kilka lat, późno dość odkryłam w sobie tę pasję, ale teraz nadrabiam ten stracony czas. - Ja od szkoły podstawowej. Szkoła średnia, studia, były to czasy intensywnego chodzenia po górach. Teraz, to tylko tak incydentalnie, inne czasy, inne życie, absorbująca, stresująca praca wymagająca nieustannej dyspozycyjności nie pozwala na dłuższe pobyty w Tatrach. Bardzo żałuję, brakuje mi tego i jeśli tylko mogę, to nawet na dwa, trzy dni wpadam tutaj, by delektować się górami. - Czy pani praca jest stresująca ? - Nie, pracuję w przedszkolu jako wychowawczyni - bardzo lubię swoją pracę. - Na imię mam Magda, powiedziała, wyciągając dłoń do niego, będzie nam łatwiej rozmawiać.
- Oczywiście, czekałem, kiedy zaproponujesz, jest mi bardzo miło - Konrad - Usiądziemy? Tutaj jest takie ustronne miejsce. - Dobrze, zgodziła się Magda. Czas zatrzymał się w miejscu. Rozmawiała w otoczeniu gór, z mężczyzną ; o Tatrach, muzyce, literaturze, o życiu, o wszystkim...Był inteligentny, wrażliwy na piękno Tatr i trochę romantyczny, choć gdzieś to chciał ukryć. Lubił deszcz, poezję, muzykę i piłkę nożną, sam w nią grał i był zagorzałym kibicem futbolu. Pracował w dużej firmie, znanej na polskim rynku, na wysokim, odpowiedzialnym stanowisku. Mimo młodego wieku imponował jej dojrzałością poglądów prawie w każdej dziedzinie. Rozmawiali... chłonąc ciszę... niezwykłą. Nad Kozim Wierchem zaczęły gromadzić się ciemne, deszczowe chmury. Zerwał się lekki wiatr,zakłócając tę ciszę nagle. Słychać było szum wiatru, który kołysał wodę w stawie, tworząc niewielkie jeszcze fale. - Musimy się zbierać – powiedział Konrad, zanosi się na burzę, żeby tylko Kamil zdążył wrócić z Kościelca. Pierwsze krople deszczu spadły kiedy dochodzili do Murowańca. Kamil już siedział na ławce popijając piwo. - Wszystko w porządku ? - zapytał Konrad . - Tak. Był zmęczony, ale zadowolony z siebie . - No dobry czas – Kamil, ty jesteś niczym błyskawica - żartował kolega. Kamil był przyjacielem Konrada od przedszkola. Znali się tyle lat - prawdziwa męska przyjaźń, Magda dostrzegła szybko, że są dobrymi kumplami. - Wejdźmy do środka. Za chwilę nie będzie miejsca, a wszystko wskazuje na to, że trzeba przeczekać burzę w schronisku - powiedział Konrad. Niebo rozdarła potężna błyskawica, gęste chmury przysłoniły resztki światła, zaczęła się wielka ulewa. W schronisku zgasło światło, zapalono świece, Konrad zapadł w głęboką drzemkę. „Na szczytach Tatr na szczytach Tatr Na sinej ich krawędzi króluje w mgłach świszczący wiatr. I ciemne chmury pędzi i siecze deszcz i świszcze wiatr. Głośniej się potok gniewa Na szczytach Tatr w dolinach Tatr Mrok szary i ulewa”
Deszcz wciąż padał nieustannie. Magda zniecierpliwiona tym czekaniem spoglądała co chwilę w stronę okna. Czy ten deszcz przestanie dzisiaj padać ? pytała siebie w myślach, była już godzina 19 - ta . - Zostajesz może na nocleg w schronisku? zapytał Konrad. - Nie mogę, powinnam wrócić do domu, zostawiłam komórkę w pokoju, a muszę wykonać ważny telefon. - Możesz skorzystać z mojego. - Dziękuję, ale ja nie pamiętam numeru telefonu tej osoby, nic z tego muszę dotrzeć dzisiaj do domu. Spojrzała znowu w stronę okna, deszcz na szczęście padał coraz mniejszy, poczuła ulgę. - Możemy się zbierać, taki mały deszczyk – idziemy, oznajmił Kamil wyciągając kurtkę z plecaka. Wyszli ze schroniska, cała trójka, Magda prowadziła; - Idziemy przez Boczań, czy Jaworzynkę ? zapytała. - Zostawiamy ci wolny wybór - odparł Konrad. - W takim razie wybieram Jaworzynkę. Niebo nad górami rozpogadzało się, ciemne chmury przesuwały się odsłaniając błękit. Jaworzynka - dolina ciszy, cienia i pogody. Taką zawsze do tej pory miała w pamięci. Dzisiaj po raz pierwszy ujrzała ją mokrą od sierpniowego deszczu, ale cichą. Burza już na dobre opuściła Tatry . „ I znowu wszystko wraca do spokoju Tylko jak dawniej szepcą z sobą góry. Podmuchem wiatru i szmeraniem zdroju; I znowu płynie cicha pieśń natury”.
Zapadał zmrok, kiedy dotarli do Kużnic. Spieszyła się, powiedziała pani Wandzie, że będzie na miejscu najpóźniej o 20 - tej. I ten telefon. Nie może o nim zapomnieć. Powinna już być w domu, właśnie była godzina 20-ta. Podjechał bus. Krzeptówki - głośno informował kierowca. Jak dobrze, nie musiałam długo czekać - ucieszyła się. - To ja już spadam, dziękuję za miłe towarzystwo, bardzo przyjemnie spędziłam dzisiejszy dzień - dziękuję. Podała rękę Kamilowi uścisnął nadstawiwszy policzek - do zobaczenia na szlaku - Cześć Kamil. Zwróciła się w stronę Konrada z wyciągnięta dłonią... - Cześć Konrad, dziękuję i do zobaczenia kiedyś na szlaku, lub gdziekolwiek. Stali chwilę trwając w milczeniu...trzymał jej dłoń. - Magda, czy mogę prosić o twój telefon? - Sama nie wiem, za kilka dni mój numer będzie nieaktualny - skłamała. - Czy pani chce na te Krzeptówki jechać? - Pytał kierowca – góral. - Jeżeli możesz? - To ty podaj mi swój numer - ja zadzwonię do ciebie. - Odjzdzoj ! ni mogu się rozstać, krzyknął góral do kierowcy busa. Odjechał bus do Krzeptówek. - Idziemy na piwo, do Krzeptówek będzie jeszcze co najmniej kilka busów...co tam, trzeba wypić browarka - za góry - za spotkanie - wesołym głosem zakomunikował Kamil. Weszli do restauracji, gdzieś z głośnika sączyła się muzyka, nastrój wyraźnie poprawił się całej trójce. Siedzieli pili piwo, rozmawiali o górach.... niekończące się opowieści górskie. Z Kuźnic wyjechali ostatnim busem do Zakopanego. Humor najbardziej dopisywał Kamilowi. - Nie uwierzycie jak wom powiem, że na dole nie padało - wesoło rzucił góral. - Uwierzymy, ale na dół jedziemy za darmo - zachichotał Kamil. -No teraz, to już całkiem serio, opuszczam was i spadam do domu. Pani Wanda na pewno się o mnie martwi - dwie godziny spóźnienia - powiedziała Magda wysiadając z busa. - To zadzwoń i powiedz, że się spóźnisz, rzekł Konrad podając Magdzie swoją komórkę. - Niestety, nie pamiętam numeru telefonu do pani Wandy, wszystkie numery mam w telefonie. - Magda nie skazuj nas na męskie towarzystwo - znowu Kamil. - A byłaś w tej knajpce na Krupówkach? tam podają pyszne pstrągi, porywamy cię, zresztą nie dokończyliśmy rozmowy o tej przygodzie na Zawracie. Szkoda, że jutro już wyjeżdżamy. Zbliżała się północ, Magda wstała od stołu, jest naprawdę późno, muszę iść - zdecydowała w myśli. - Jeszcze raz, dziękuję wam za mile spędzony dzień, powodzenia, trzymajcie się. - Magda, poczekaj odprowadzę cię - zaproponował Konrad. - Nie, dziękuje, pojadę taksówką, stąd jest blisko do postoju taxi. - Magda, chwilkę, masz mój numer telefonu. Przez twoje miasto jadę prawie w każdym tygodniu, mogę się zatrzymać, zrobić sobie małą przerwę w podróży i wypić z tobą kawę. - Pamiętaj, zadzwoń do mnie! - Zadzwonię, obiecuję - odpowiedziała. Oddaliła się, ściskając w dłoni karteczkę z telefonem Konrada. Cały dom był pogrążony w ciemności, jedynie w pokoju pani Wandy paliło się światło. Przekręciła cicho klucz w zamku nie robiąc hałasu. Pani Wanda już stała w holu. - Pani Magdo ( zapominając, że ma jej mówić po imieniu ) – Magda, poprawiła szybko, gdzieś ty była tak długo, martwiłam się o ciebie, jeszcze chwilę i już miałam dzwonić na policję. - Zostawiłam telefon w pokoju, nawet nie mogłam do pani zadzwonić, nie pamiętam numeru pani. - Wiem, telefon w twoim pokoju nie urywa się - słyszysz? - Przepraszam panią, była burza... potem spotkałam znajomych, posiedzieliśmy przy piwie, czas tak szybko uciekał...przepraszam. Kilkanaście połączeń od Krzysztofa, (rzuciła okiem na wyświetlacz telefonu) - jej wieloletni towarzysz życia. Martwił się o nią zawsze kiedy tylko wyjeżdżała w góry, dzwonił po kilka razy dziennie by się upewnić, czy jest wszystko w porządku, czy wróciła szczęśliwie z gór. Rzadko przyjeżdżał z Magdą w góry, miał zupełnie inne zainteresowania. Nie przepadał za górskimi wędrówkami, nie miał też dostatecznie dużo czasu, w przeciwieństwie do niej. Ona zawsze znajdowała czas dla gór, nie potrafiłaby inaczej, nie umiała żyć beż gór. Nawet jeśli była bardzo zapracowana i w tym natłoku spraw codziennych zapominała o nich na chwilę, to gdy tylko się uporała ze wszystkim, to sama myśl o górach dawała jej niezwykłą radość, cieszyła się, że może znowu o nich myśleć i tęsknić...Żyła nimi z daleka od nich, geograficznie dzieliła ją odległość ponad 400 kilometrów. Poranki przy kawie z panią Wandą były już stałym punktem każdego dnia, pewnego rodzaju rytuałem. Magda lubiła te rozmowy. Pani Wanda była otwartą, szczerą osobą. Dużo opowiadała o swoim życiu, które doświadczyło ją wielokrotnie, jednak dzielnie stawiała czoła wszystkim przeciwnościom losu. - Kiedy zamieszkałam w Zakopanem, tutaj w tym domu, to muszę powiedzieć, że na początku było mi bardzo ciężko. Czułam się wyobcowana wśród tubylców. Dla nich byłam długo ceprem, byli do mnie nastawieni nieprzyjaźnie, dość chłodno mnie traktowali. Nie miałam żadnej bliskiej mi osoby, niekiedy myślałam o tym, żeby uciec stąd do siebie, do swoich bliskich za którymi bardzo tęskniłam. Praca... ciężka praca w prowadzeniu tego domu, przyjmowanie gości pochłaniała prawie cały mój czas, coraz mniej miałam czasu na rozmyślanie. Przyzwyczaiłam się powoli, nie rezygnując z prób nawiązania bliższej znajomości. Stopniowo zaczęłam zbliżać się do sąsiadów. Ile razy musiałam zaciskać zęby, znosząc upokorzenia ze strony górali. Jednak polubili mnie z czasem, przekonali się do mnie. W tej chwili jestem otoczona przyjaznymi, życzliwymi ludźmi, ale na to też musiałam ciężko zapracować. W wolnej chwili poza sezonem, kiedy miałam trochę więcej czasu dla siebie, zaczęłam wypuszczać się na górskie wycieczki. Nigdy wcześniej nie chodziłam po górach. Czułam ogromną satysfakcję kiedy stanęłam obok krzyża na Giewoncie, byłam na Czerwonych Wierchach, Szpiglasowej - zaczęła wymieniać miejsca w Tatrach, tam gdzie już była pani Wanda. W moim wieku, to raczej spacery dolinami od których zaczęłam, lecz nie chciałam na dolinach poprzestać. Góry zapraszały wyżej, wiec skorzystałam z tego zaproszenia i wciąż stawiają nowe wyzwania... byle tylko mi życia i sił starczyło, mam tyle jeszcze do zobaczenia w Tatrach... - Pani Wando, to wspaniale, że ma pani w sobie tyle energii, chęci mimo swoich lat. Tak trzeba, życie staje się wtedy pełniejsze, ciekawsze. Magda była pełna podziwu dla pani Wandy. Mając ponad sześćdziesiąt lat i być w takiej formie ? kiedy. inne kobiety będąc w tym wieku ograniczają się jedynie do mało forsujących spacerów. Polubiła bardzo panią Wandę. Ich kontakty stawały się coraz bardziej serdeczne, zażyłe. Czuła, że staję się jej bardzo bliska. * * *
Patrzyła na ten dziewięciocyfrowy numer telefonu do Konrada napisany na bilecie wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego - co ja mam z tym zrobić - myślała. Miała uporządkowane życie, była szczęśliwa, tak przynajmniej do tej pory zawsze uważała, oddanego, kochającego mężczyznę. - Nie, nie zadzwonię do niego. - Nigdy ! Podarła bilet na drobne kawałki wyrzucając do kosza, tak będzie lepiej, nie będzie burzyć spokoju w swoim życiu, stabilizacji - utwierdzając się w duchu . Powroty z gór do domu, miejsca pracy, były dla Magdy zawsze trochę przytłaczające . Jej miasto po Tatrach wydawało jej się nijakie. Nie mogła wpaść w rytm pracy, obowiązków. Myślami jeszcze długo pozostawała w górach. W pracy pod biurkiem przechowywała przewodnik po Tatrach, książki zakupione w ostatniej chwili w zakopiańskiej księgarni. Sięgała po nie w każdej wolnej chwili. Zdjęcia zrobione w Tatrach chciała mieć natychmiast po powrocie do domu. Zabierała ze sobą do pracy...przyglądając się Tatrom. W ręku trzymała zdjęcie zrobione przez Konrada, to nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, kiedy to za chwilę miała się z nimi pożegnać. On miał iść z Kamilem na Kościelec. Ładne zdjęcie. Ona na kamieniu - opalona, uśmiechnięta i taka promienna - w tle szczyty Koziego, Granaty. Jego pasją obok gór było również fotografowanie - poświęcał temu wiele czasu. Posiadał profesjonalny aparat i mnóstwo zdjęć z Tatr. Opowiadał jej o tym, kiedy siedzieli nad tym stawem w sierpniowy dzień. Myślała o górach, ale tez łapała się na tym, że myśli o nim. Dlaczego nie zachowałam tej karteczki z telefonem? Choćby na pamiątkę. Lubiła takie rzeczy mieć na pamiątkę, miała tego dużo w domu, co ją podkusiło, by wyrzucić! Zadzwoniłabym do niego, opowiedziałabym gdzie jeszcze byłam w Tatrach po jego wyjeździe. O nieudanej próbie wejścia na Rysy, o koncercie w kościele na Krzeptówkach, Requiem Mozarta - w wykonaniu Wielkiej Orkiestry z Paryża, kiedy to zasłuchała się w tę muzykę - była to dla niej muzyka niebios - muzyka aniołów - tak ją odebrała. Myślała o Nim już wtedy... kiedy muzyka wypełniła jej serce, duszę, kiedy była tak głęboko wzruszona... Nie znała nazwiska Konrada, nie znała również adresu, ale wiedziała w jakiej firmie pracuje na jakim stanowisku. Znajdzie go ! jeszcze dzisiaj... Znalazła! - Magda, to naprawdę Ty? - usłyszała w słuchawce miły, ciepły, ale jakże męski głos Konrada.. - Straciłem nadzieję, że kiedykolwiek odezwiesz się, tak się cieszę, że cię słyszę. - Zgubiłam tę karteczkę z twoim telefonem, bałam się, że cię nie odnajdę. - Możesz mi teraz podać swój numer telefonu ? – zapytał. - Oczywiście, mogę też podać ci mój adres internetowy, jeśli chcesz. - Pewnie że chcę. Napiszę do ciebie, a potem ty do mnie też napiszesz . Będziemy mogli rozmawiać... Pisali do siebie...Ona do niego każdego dnia – mail - jak wieczorna modlitwa. On jeżeli nie mógł przekazać wiadomości za pomocą Internetu, telefonował do niej. Wszystkie ich rozmowy, jeśli nie zaczynały się od gór, to tym tematem się kończyły. Zawsze wszechobecne Tatry. Magda imponowała mu zamiłowaniem, wielkim zapałam do gór i swoja wrażliwością, uduchowieniem. On jej dojrzałością, inteligencją i odpowiedzialnością, za wszystko co mówił i robił, a przy tym był tak męski, tacy mężczyźni podobają się kobietom. Wkradał się w jej życie niepostrzeżenie. Tęskniła za nim...gdy wyjeżdżał z kraju na kilka dni, nie miała z nim kontaktu, pisała do niego i mówiła słowami poetów, choć wiedziała, że nie przeczyta tego w tej chwili. "On był z nią" W ich rozmowy zaczęła wkradać się czułość. Magda karciła za to siebie w myślach. On też nie pozostawał jej dłużny, kiedyś zapytał: - Czy wciąż masz długie włosy ? Lubię długie włosy - twoje włosy. I kiedy myślę, że targa je górski wiatr, to chciałbym być tym wiatrem...dzisiaj, teraz... Spotkanie - to słowo stało się ich ulubionym. Napisał któregoś dnia: "Magda zarezerwuj sobie dużo czasu, będę bardzo blisko ciebie, chcę się z tobą spotkać. Kupię bilety na koncert - będzie to niespodzianka". Magda odpowiedziała: "To tylko kwestia czasu, ale dziękuje ci że pomyślałeś o tym. Bardzo dziękuję." Nie była gotowa na to spotkanie, czy kiedykolwiek będzie? Chyba poczuł się lekko zawiedziony, bo przejeżdżając dosłownie jeden kilometr od jej domu, jedynie wysłał sms-a: "Z trudem przedzieram się przez twoje miasto. Pozdrawiam." Magda często odwiedzała swoich przyjaciół w mieście w którym mieszkał Konrad. Wieczorem stawała na tarasie domu, patrzyła na światła tego miasta i wiedziała, że on tam gdzieś jest... zamyślała się na chwilę, tęskniła do niego wtedy najbardziej. Nigdy nie zdobyła się na to, by mu o tym powiedzieć. Tyle razy była tak blisko niego, prawie na wyciągniecie ręki. Dlaczego? Dał jej tę pewność, że jest ważną, szczególną kobietą w jego życiu, a może właśnie dlatego... . On również był dla niej ważny . W środku nocy, albo nad ranem pisała do niego: - Słuchaj, musze ci coś powiedzieć, jak najprędzej opowiedzieć. I on wiedział, że tym jednym zdaniem stawiała go przed wszystkimi . Bo to on był tym, któremu mogła wyjawić z siebie co najważniejsze, choćby tylko to, co było najważniejsze w niej wtedy na jedna chwilę. Potem coś w niej konało, nikło i odbywał się w niej żałosny pogrzeb, za którym szła sama... Teraz był on i słuchał jej. Zawsze. Godzinami opisywała wielokrotnie swoje wędrówki po Tatrach, chcąc przekazać mu, swoje poruszenia, zachwyty górami. Gdziekolwiek udało jej się wejść w Tatrach, on o tym wiedział pierwszy. Mówił wtedy do niej: "Piszesz tak malowniczo i tak dokładnie co czujesz, że czytając wydaje mi się, że czuję to samo. Podziwiam cię za to i dziękuję, że wnosisz w moje życie tyle różnorodnych uczuć. Dzięki temu potrafię widzieć i czuć świat uduchowiony, a nie tylko komercyjny, biegnący, zmierzający nie wiadomo dokąd, do czego... " Czekał wciąż na spotkanie mówiąc: "Czekanie stało się treścią życia i tęsknotą, która odbiera wszystkie siły". Te słowa bardzo Ją wzruszyły i jednocześnie poczuła wielki ciężar tego co on mówił. Z jednej strony pragnęła się z nim spotkać, ale tak bardzo się bała tego spotkania - żyła w wielkim rozdarciu. Czuła, że zbliża się niebezpiecznie do granicy, której nie powinna przekroczyć. Jednak... Któregoś dnia zdecydowała się wysyłając sms-a: "Tajemnicza radość pociągała wzrok jej ku końcowi alei, a serce ulatywało z głębi piersi jak zapach . Na coś niesłychanego czekała, na przyjście czyjeś... Będę czekać na ciebie." Odpowiedział: "Nie, to ja będę czekał na ciebie, to już jutro. Bliskość spotkania zaczyna niecierpliwić..." Jechała taksówką na umówione spotkanie, targały nią sprzeczne uczucia... Jutro wraca Krzysztof po długiej nieobecności - nie! Nie mogę mu tego zrobić - myślała. - Może pan zawrócić ? proszę zawieźć mnie z powrotem na dworzec, zapomniałam o czymś. Wróciła do domu .Do Konrada wysłała wiadomość: Wybacz, nie mogłam się z tobą spotkać. Cały świat niemożliwości... Przepraszam.
|