Chochołowska… Czwarta trzydzieści rano…
- Śpisz?
- Nie - odpowiadam szeptem - wstajemy?
- Możemy...
Podchodzę do okna. Słońce jeszcze nie wstało, ale dzień zapowiadał się piękny… Śniadanie jemy na dole, w jakiejś kuchni, o istnieniu której do tej pory nie wiedziałem.

Pakujemy swoje rzeczy w jeden plecak i w drogę…
Polana Chochołowska już tonie w słońcu...

Nawet sztuczny wodospadzik na ujęciu wody pitnej dla schroniska prezentuje się nieźle…

Idziemy na Grzesia Idzie się lekko. Po godzinie z małym haczykiem jesteśmy na pierwszym szczycie. Otwiera się widok na główną grań. Na lewo od Wołowca

... i na prawo

Schodzimy na Łuczniańską Przełęcz. To rozległa łąka z widokami na obie strony.
Grań Zachodnia

... i Polana Chochołowska

Teraz na Rakoń. Szeroki, rozdeptany grzbiet, zwany Długim Upłazem, nie ma końca. Na Rakoniu można posiedzieć...

Do Wołowca jeszcze tylko 180 m różnicy poziomów. Grań jest już bez śniegu. Ale Wyżnia Chochołowska cała w bieli. Z podejścia na szczyt pięknie prezentują się Rohacze.

Wołowiec. Rozległy, poprzecinany rowami grzbietowymi wierzchołek zachęca do odpoczynku. Skąd się tu wzięły te Rohacze?! Natura jest jednak nieobliczalna…

Przed nami najciekawszy odcinek drogi. Zejście na Dziurawą. Grań zaskakuje skalnymi formami. Ścieżka uparcie trzyma się południowych stoków. Od północy zięją urwiska…
- Patrz jak wciąga…
- Nie podchodź!!! - krzyczę

Dziurawa... Tu gdzieś powinno być skalne okno. Jest! Trochę powyżej przełęczy… Nie pytajcie dlaczego nie zrobiłem zdjęcia. Nie wiem…
Teraz Łopata. Szlak odchodzi znacznie od grani i trawersuje wierzchołek w kierunku dwusiodłowej Niskiej Przęłęczy. Biorąc pod uwagę podejście na Jarząbczy - rzeczywiście niskiej. Na całym tym odcinku zapomniałem o aparacie. Dopiero na Jarząbczym biorę się do roboty. Na zachód...

.... i wschód

Teraz już tylko kawałek ciekawej grani do Kończystego.

Nie chce nam się włazić na wierzchołek i postanawiamy przejść po tych pochyłych łąkach

Skończyła się woda. Pod Kończystym leży olbrzymi kawał topnięjącego śniegu,

z którego sączy się niewielka struga. Napełniamy butelkę wodą, która przed chwilą płynęła przez trawki o dziwnym kolorze... Ale to nic. Pragnienie jest większe..
A dalej? Dalej to już przez Jarząbczą do schroniska. Przez Jarząbczą, okaleczoną przez jakąś dziwną Wspólnotę Ośmiu Wsi. Drzewa wyrwane, drogi rozjeżdzone, mnóstwo materiału walającego się po zniszczonych stokach, potok miejscami musi szukać sobie przepływu wśród wyrwanych z korzeniami konarów... Zdjęć nie robię…
- Jak tak można?
- Nie wiem..
A wiecie, że w Tatrach rosną urdziki karpackie ?
