Strona główna Opowiadania ... cała reszta jest...
Top Module Empty
... cała reszta jest... Email
sobota, 04 listopada 2006 13:48
...cała reszta jest...

 ... cała reszta jest...

<tekst i zdjęcia: Leszek>


Autocamping Rackova

Kiedy po siedmiu godzinach jazdy samochodem wjechaliśmy na parking przy recepcji campingu to trochę nam ręce opadły. Miejsce wyglądało jakby nikt tu już nie świadczył usług turystycznych. Po chwili pojawił się jakiś Pan i po krótkiej wymianie grzeczności wyraził zdziwienie, że przyjechaliśmy z Polski i że chcemy mieszkać w namiocie.
Na pytanie gdzie możemy się rozbić zatoczył ręką wielkie koło, co prawdopodobnie miało oznaczać, że wszystko mu jedno.
Zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i w trakcie tego stwierdziłem, że chyba nie jest tak źle. Na słupkach znalazłem gniazdka z energią, zwiedziłem kibelek i "umyvaren", a w barze mieli zimne piwko..
 


 

Oprócz naszego "obozu" doliczyłem się tylko trzech namiotów i dwóch przyczep campingowych.
Wieczorem wybraliśmy się na spacer do Doliny Wąskiej i przy okazji "znalazłem" wejście na zielony szlak przez Otargańce. Rzeczywiście łatwo go przeoczyć, a rano nie mogąc trafić mógłbym stać się nerwowy.
 


 

Otargańce

Mniej więcej dwie godziny zajęło nam przejście leśnego odcinka. Las przepiękny, ale ścieżka w wielu miejscach "ukryta" jest między powalonymi drzewami. Słowacy mają teraz tyle roboty po listopadowym huraganie, że w takim miejscu jak ten szlak, nieprędko należy się spodziewać uporządkowania. A może to lepiej..
Kończy się las... zaczynają się Otargańce...
 


Pierwsze wzniesienie to Niżna Magura. Scieżka omija skalisty wierzchołek i kluczy wśród złomów nad wielkim rowem grzbietowym.. Innym zupełnie niż tym, którego znamy ze szlaku na Stororobociański Wierch od Kończystej. Rów głęboki, ze skalnymi szczelinami, zarośnięty miejscami kosówką, wypełniony złomami granitu..
Na Niżnych Otargańcach mgła przysłoniła nam wszelkie widoki.. na chwilę. Potem nagle się rozstąpiła... by znowy napłynąć z Doliny Jamnickiej..
 


Dalej szlak obniża się nieco i zaczyna kluczyć wśród skał i gęstych kosówek.. czasami tak gęstych, że nie widać gdzie stawia się nogi.
Kończą się kosówki, zaczyna się podejście po skale na pierwsze wzniesienie Wyżnich Otargańców.
 


Trzy skalne czuby (słowa z przewodnika Józefa Nyki) stanowią ścisłą grań tego odcinka, ścieżka po kolei osiąga każdą kulminację..
 


Tylko chwilami mgła pozwalała przyjrzeć się ciekawym skalnym formacjom.
 


Po przejściu nieco eksponowanej grani szlak schodzi na Rysią Przełęcz..
 


A potem... potem to trzeba troszeczkę cierpliwości.. Mozolne szukanie właściwej drogi pod Wyżnią Magurą. Pole wielkich, nie ułożonych w ścieżkę złomów granitu, dokładnie oblepionych porostem z serii "wzorzec".
Wyżnia Magura. Widoczność spadła do..... 2.. 3 metrów. Na szczęście droga jest raczej jednoznaczna.
Obniżenie grani... i dłuuugi odcinek, może nie stromy, ale jednostajny... i nic nie było widać..
Nagle jakaś kulminacja. Myślimy, że to już Raczkowa Czuba.... mgła na chwilę coś odsłania i okazuje się, że do wierzchołka jeszcze kilka minut..
Raczkowa Czuba... Nic.. kompletnie nic z tego szczytu nie widzieliśmy...
Zejście na przełęcz między Czubą a Jarząbczym chwilami mylne, ale łatwe...
Jarząbczy... Szczyt już znany polskim turystom.. kulminacja w niewielkiej odległości od granicy..,potem dwie minuty i słupek. Zasięg w telefonie w języku polskim.
Znak szlakowy będący w opiece słowackich służb parkowych kompletnie zniszczony.. tabliczki z kierunkami wędrówek porozrzucane wokół słupka, którego tylko jeden.. dosyć ciężki, płaski kamień trzyma jeszcze w pionie..
Pozbierałem słowackie tabliczki i ułożyłem tak by turyści mogli się z nich czegoś dowiedzieć..
 

Dolina Raczkowa
 

Fragment Liptowskiej Grani od Jarząba do Kończystej przeszliśmy w absolutnej mgle. Na Jarząbczej Przełęczy siedziały gołąbki...
 


 

A na Kończystej spotkaliśmy ludzi.. pierwszych tego dnia ..
 


 

Przełęcz Starorobociańska.. Nazwa coraz bardziej wychodząca z użycia.. No cóż.. Słowacy stawiają słupki z własną wersją.. ludzie chodzą... zapamiętują... Raćkovo Sedlo... też ładnie.
 


 

Schodzimy... Po kilkunastu minutach spotykamy źródełko. Całkiem obfite.. woda smaczna, a wokół łąki porośnięte jagodowymi krzaczkami... Jagód jeszcze nie ma...
Tylko jagód nie ma..... ludzi... i zmartwień.. zostały na dole
Cała reszta jest.. są Tatry... jest cisza... jest szum.. jest mgła... jest świstak..



 

Świstak... chyba myślał, że nikt tego dnia tu nie zajrzy, gdyż był wyraźnie zaskoczony..
 


 

Dolina Raczkowa... bardziej wysokogórska niż inne w Tatrach Zachodnich.. strome zbocza Otargańców... stawy.. i siklawa..
 


 

Raczkową Siklawę można podziwiać z okolic szopy Pod Klinem..
 


 

Nie można do niej podejść.. Za szopą szlak zmienia swój charakter.. Staje się nudny...
Nudny w porównaniu do wrażeń które do tej pory były naszym udziałem...
Bo gdybym teraz miał wybierać miedzy tym szlakiem... a tym, którym codziennie jeżdżę do pracy.... to wybieram ten nudny odcinek w Raczkowej......