Strona główna Opowiadania Tatry za króla Adasia II-go (Bogusław Pawłowski)
Top Module Empty
Tatry za króla Adasia II-go (Bogusław Pawłowski) Email
piątek, 02 czerwca 2006 20:03
Tatry za króla Adasia II-go (Bogusław Pawłowski)

TATRY ZA KRÓLA ADASIA II-go

Wspomnienia z Pucharu Świata w Skokach Narciarskich (styczeń 2004)

<tekst i zdjęcia: Bogusław Pawłowski>

Jak to zwykle bywa z moimi wyjazdami, nie mogą one normalnie się zaczynać. Tym razem zepsuła się lokomotywa – i to już zaraz za Włocławkiem. Skutkiem tego do Krakowa dotarłem z kolegą nie o 16-tej a po 18-tej. W Zakopanem zlądowaliśmy o 20.30. Szczegół. Tyle, że nocleg zaklepany na Hali Kondratowej. Taxi do Kuźnic – no po prostu jak Paniska.
Przejście nocą z Kuźnic na Kondratową raczej nie wywołuje u mnie stresu w okresie, gdy niedźwiedzie powinny spać. Szlak przetarty, przy świetle czołówek poruszaliśmy się dosyć sprawnie. Do momentu wyjścia na polanę gdzie już widać było światło schroniska. Tam drogi już nie było - wszystko zawiane. Ten krótki odcinek był naprawdę bardzo żmudny. 22.15 jesteśmy… i jesteśmy jedynymi gośćmi w Schronisku.
Piątek. Dzień do pierwszych zawodów na Krokwi. Nawet na ładną pogodę się zanosi…ale – chmurki nad granią coś jakby lekko halniaste.

Wyruszam samotnie na Gąsienicową. Dołem, czyli najpierw do Kuźnic. Tam decyduję się na kolejkę. Będzie trochę szybciej. Na górze straszna, maksymalna zawierucha. Widać na kilka-kilkanaście metrów.
 

Przesiedziałem w holu stacji jakieś 2 godziny. W pewnym momencie stwierdziłem, że chyba widać Krywań. Plecak i w nogi na grań. Faktycznie prawie zupełnie się przetarło a wiatr zelżał. Łagodne światło a do tego ciemne niebo, ciekawostka.

Przede mną niżej, też ktoś poluje – częściowo łazi po nawisie!
Zaczynam schodzić, bo już po 14-tej. Znów się wszystko powoli zasnuwa chmurami. Wiatr się wzmaga. Będąc na Hali zazwyczaj przyglądam się Kościelcom z rejonu zabytkowych szałasów. Ot, taka standardowa procedura. Coś podkusiło mnie tym razem by wejść w ścieżkę w kierunku leśniczówki. Tu wiatr już zupełnie wariuje. Odczuwalna temperatura musi być w granicach minus 25 stopni – lustro w aparacie nie opada po ekspozycji, bo przykleja się w górnym położeniu! Robię kilka zdjęć pod słońce
 


i z lodem pod nosem udaję się do schroniska na kiełbaskę i kopytka (też standardowa procedura).
Wychodząc z Hali spoglądam wstecz, wiatr nadal szaleje, treningu i kwalifikacji na Krokwi z pewnością nie było. Robię jakieś zdjęcie, ale już na takich parametrach, że może być poruszone.
 


Niebawem po zapadnięciu zmroku zjawiam się w pokoju średnio zadowolony z tej wycieczki.

Sobota i niedziela. Skoki. Wszystko się odbyło zgodnie z planem! Wiatru nie było przez te dni, choć rano w sobotę nieszczególnie to wyglądało. Znajomi zmuszali mnie do fotografowania Małysza, skutkiem czego, tylko jeden jego skok oglądałem nie przez obiektyw (jak ktoś chce mogę Adasia przysłać na maila, czekam Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ). Przypomnę: Adaś był dwa razy drugi. Kolega z którym przyjechałem został w TOPR-e na Piłsudskiego, drugiego dnia znosiłem na dół jego plecak, więc po skokach do Schroniska wracałem sam. Po pierwszym z konkursów i imprezie wypadło to jakoś o godzinie 0.30 (na werandzie stał z latarką syn kierownika i rzucał nie powiem czym).
Poniedziałek. Przeprowadzam się na chwilkę do Murowańca. Najpierw jednak Przełęcz Kondracka, wytyczam drogę, jest tylko II stopień zagrożenia ale trochę niepewności pod koniec podejścia było. Idę od kosówki do kosówki – tam śnieg się lepiej trzyma. Na Przełęczy straszny mróz i wiatr. Myślałem o wejściu na Kopę ale grań zaczęła mi znikać.
 


Ciąg dalszy. Zszedłem, spakowałem się, poszedłem do Kuźnic. Znowu Kasprowy i znowu zamieć i brak widoków. Kolejne godziny spędzone przy długich ławach w holu stacji kolejki. Kolejny raz mam szczęście. Znowu widać Krywań.
 


Mimo chłodu i wiatru postanawiam zaczekać na grani. Przenoszę się na stronę Kotła Goryczkowego. Godzina trochę dziwna się robi. Wyodrębniam ciekawy wg mnie widoczek, tyle, że jest trochę za ciemno na zdjęcie bez statywu, a tego pewnie nie zdążę wyciągnąć i rozłożyć.
 


W końcu jako podpórkę wykorzystałem słupek graniczny. Wyjdzie – MUSI! W środku – masyw Bystrej.
Na zakończenie dnia, schodząc opustoszałą już trasą narciarską, pocelowałem sobie jeszcze w kierunku Żółtej Turni i Granatów, światło przyjemne, choć znów trochę ciemno jak na zdjęcie „z ręki”.


Dalej nie mam już o czym pisać. Następnego dnia, z Murowańca wyniosłem się jeszcze przed świtem.

Ogólnie uznaję ten wyjazd za jeden z najciekawszych, dużo po ciemku, dużo emocji, co do zdjęć – jak się później okazało, największą wartość miały te zrobione podczas piątkowej zamieci.

Poprawiony: sobota, 04 listopada 2006 11:30